Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

21.02.2018
środa

Co z tymi resztkami

21 lutego 2018, środa,

Wiele się mówi o resztkach, chybionych i zbyt obfitych zakupach jedzeniowych w naszych domach. Moim zdaniem jeśli nawet kupi się kilka niepotrzebnych marchewek czy zbyt wiele kromek chleba, nieszczęścia nie ma, można dać znajomym zwierzątkom (ja dokarmiam chlebem kury sąsiadki pod Pułtuskiem).
Czytaj całość »

18.02.2018
niedziela

Knajpki wszędzie wokół

18 lutego 2018, niedziela,

Mam wrażenie, że gastronomią zajmują się dziś wszyscy. Przynajmniej w Warszawie. Wszędzie jest pełno restauracji, barów, bistro i innych przybytków tego rodzaju. Na nowo powstającym niedaleko mnie osiedlu (to fakt, że w bezpośredniej bliskości zagłębia biurowego, czyli Mordoru) bloki jeszcze nie całkiem wykończone, a już w każdym szykuje się do otwarcia jakaś jadłodajnia.
Czytaj całość »

13.02.2018
wtorek

Trudne zadanie dla gospodarzy

13 lutego 2018, wtorek,

Chodzi o gospodarzy domowych przyjęć. A o jakim stojącym przed nimi ekstratrudnym zadaniu mowa? Oczywiście mam na myśli liczne, częstsze obecnie niż kiedykolwiek albo po prostu częściej zdiagnozowane alergie pokarmowe, które utrudniają przygotowanie dla gości bardzo wielu smakowitych potraw, o ile oczywiście się o nich wie. Na szczęście handel i wytwórcy różnych typów żywności stanęli na wysokości zadania i można dostać produkty przeznaczone dla poszczególnych typów alergików. Jednak przyznacie, że utrudnia to przygotowania.
Czytaj całość »

6.02.2018
wtorek

Małe (opakowanie) jest piękne

6 lutego 2018, wtorek,

Prowadzę małe, jednoosobowe gospodarstwo. To wielki problem. Kiedyś napisałam książkę o kuchni dla singli, we wstępie do której pisałam, że porcja dla jednaj osoby to niekoniecznie połowa dwóch porcji albo 1/3 trzech. To zupełnie inne wyliczenie, jakby część „pożerał” garnek. Zazwyczaj jest to porcja wymieniana w kuchmistrzowskich podręcznikach jako przeznaczona dla jednej osoby plus mały dodatek. I pół biedy, jeśli sama wyznaczam sobie jednoosobową porcję. Gorzej jeśli kupuję tak najmniejsze nawet dostępne opakowania, które dla mnie są zazwyczaj zbyt duże. Nie lubię wyrzucać, ale czasem…
Zaporowe są dla mnie całe kurczaki (na szczęście można już kupować kawałki). Indyk, królik czy kaczka, na szczęście też bywają w kawałkach. Ale na przykład opakowania sałaty, szpinaku a nawet kiełków zawsze wyrzucam wraz ze zwiędłą resztką. Jeśli ugotuję sobie ryż czy kaszę w woreczku (wstydzę się, ale czasem mi się to zdarza) zawsze część wyrzucam, bo ugotowane 10 czy 12 dag – to zbyt duża porcja.
Z radością chwyciłam cały zapas kukurydzy i groszku w mini-puszkach wagi 100 g, które wypuściła firma Bonduelle: to wystarczająca porcja do niedużej sałatki i znakomita do schrupania przez jedną osobę. Mamy małe masła (choć nie wszystkie), niewielkie i dające się przechować serki kremowe, ale już kupienie kawałka białego sera jest wyzwaniem organizacyjnym, ponieważ jednego dnia zjemy plaster a następnego już ser nie smakuje tak świetnie. Ja wiem, że małe opakowania są zawsze droższe, ale kupienie dużego, tańszego opakowania dla singla nie będzie w efekcie sensowne. No, ale dość skarg.
W ostatnich dniach byłam na spotkaniu, w czasie którego przedstawiono nowe trendy w gastronomii, no i w ogóle w jedzeniu. Opiszę to wszystko niedługo. Ale się zdziwicie!

1.02.2018
czwartek

W czym mogę pomóc?

1 lutego 2018, czwartek,

Takie pytanie słyszymy w każdym niemal sklepie. Tym razem wyobraźmy sobie, że zadają nam je ustawione na półce w sklepie przyrządy mechaniczne do wyręczania nas w każdej niemal kuchennej sytuacji. Krojenie, mielenie, dbanie, aby w czasie gotowania nie przypaliły nam się potrawy (w tzw. wolnowarach), wyrabianie ciasta, ubijanie kremu, robienie koktajli, soków, gotowanie na parze, próżniowe, mikrofalowe.
Czytaj całość »

24.01.2018
środa

Puszczeni z torbami

24 stycznia 2018, środa,

Od kilkunastu dni płacimy za plastikowe torby na zakupy. Niby nie są to duże sumy, nie liczą się w budżetach, bo cóż może znaczyć 30 groszy przy zakupach za 50 czy 100 złotych?
Czytaj całość »

17.01.2018
środa

Zasypani

17 stycznia 2018, środa,

Kiedy niespodziewanie przychodzi zima, no, może niezbyt ostra, ale zawsze, trzeba włożyć cieplejsze, nieprzemakające buty, aby nie nabrać w nie śniegu. Spacer nie wydaje nam się najlepszą perspektywa, bo śnieg jest nieco wilgotny i właściwie najlepiej oglądać go przez okno. Podobno też zaraz zniknie, ale dziś jest śliczny. Żeby jeszcze wczorajsze słońce… Ale nic na świecie nie jest doskonałe.
Tym bardziej warto przygotować coś rozgrzewającego, bo szarawa pogoda, zwana „barową” zachęca do tego. Moją ostatnią pasją jest karmienie siadających ze mną przy stole zupami – kremami. Była już zupa pomarańczowa, kabaczkowa, dyniowa, batatowa, pietruszkowa z gruszką, porowa, selerowa, niektóre po kilka razy. Chętnie podzielę sie przepisem (proporcje na 4 osoby) na szczególnie lubianą przeze mnie zupę. Jest to:
Zupa selerowa
Składniki: 4 plasterki szynki szwarcwaldzkiej lub chudego wędzonego boczku, 2 płaskie łyżki ryżu, ½ sporego selera, średnia cebula, łyżka oleju, 4 szklanki rosołu warzywnego lub drobiowego ( może być z kostki), pieprz, sól, ew. 2 łyżki śmietany (ja wlewam kilka kropel mleka)
Szynkę podsmażam na chrupko na oleju, wyjmuję, a na pozostałym tłuszczu lekko rumienię posiekaną cebulę, dodaję starty na grubej tarce seler oraz ryż. Chwilę podsmażam, po czym dodaję rosół i gotuję około 20 minut. Na koniec dokładnie miksuję i dodaję odrobinę śmietany lub mleka. Na każdy talerz zupy wypada kawałek chrupiącej szynki. To naprawdę nie jest złe. I poprawia humor w pochmurny dzień.

3.01.2018
środa

Proste jest piękne (i smaczne)

3 stycznia 2018, środa,

Jak zwykle o tej porze roku czuję się starsza. Wprawdzie tylko o jeden rok, ale ziarnko do ziarnka a zbierze się… itd..Czuję się zatem uprawniona do narzekania. Być może wyraziłam to dostatecznie wiele razy, aby nie powtarzać raz jeszcze, ale wyznanie to jest dobrym wstępem do kolejnych zdań.
Jestem zwolenniczką prostoty (broń Boże prostactwa!): proste ubranie, wnętrze mieszkalne i dania domowej kuchni. Dlatego tak wielbię kuchnię włoską, że, z historycznych powodów, była prosta i tak jej zostało. W tej prostocie jest wszakże szlachetność, jasność smaków, oczywistość zestawień odczuwalna na podniebieniu, pole do improwizacji, ograniczone jedynie dobrym smakiem. Dlatego z wielkim zapałem gotuję włoskie potrawy w mojej kuchni. Jestem zachwycona tym, że kuchnią zainteresowały się tak liczne rzesze czytające pisma i oglądające kulinarne widowiska.
Ale zastanawiam się, czy fakt, że zasiadamy przed telewizorem zmienia coś naprawdę. Myślę, że niewiele. Jeśli na ekranie gotuje się homary czy skomplikowane dania molekularne, do domowej kuchni nie wnosi to zgoła nic. Jest to takie samo widowisko jak akrobacje pod kopułą cyrku. Nie do naśladowania. Jako autorka wielu książek o kulinariach nie powinnam może zabierać głosu w tej sprawie, ale wiele książek wydawanych obecnie nie nadaje się do tego, aby postawić je na półce w kuchni, aby ich wyplamione strony były żywym świadectwem, że się ich używa. Jakże daleko odeszliśmy od XIX-wiecznych celów wielkiego rozwoju „kuchennej literatury”, która zawarła całą mądrość prostej tradycyjnej kuchni, oczywiście ukazując także kuchnię odświętną, jako smakowity dodatek.
Studenci „mojej” szkoły czyli VIAMODA Culinary School uczestniczyli jakis czas temu w zajęciach na temat ziemniaków. Przygotowywali z nich najróżniejsze dania, łącznie z deserami. Symptomatyczne było to, że zachwycili się prostym przepisem na śląskie kluski: mąka ziemniaczana powinna stanowić ¼ objętości ziemniaków. Kluski przyrządzane w ten sposób wychodzą bez pudła. A przecież umieli już przyrządzić owoce morza i skomplikowane pasztety.
Katja Roman ze swoją fundacją uczy młodzież z domów dziecka najprostszych dań, które trzeba znać, aby docenić bardziej skomplikowane przepisy.
Kochani! W nowym roku proponuję zabawę w odgrzebywanie PROSTYCH, dobrych, smakowitych przepisów, które przetrwały w rodzinnej pamięci. Pomiędzy tych, którzy przyślą proste, smaczne i popadające w zapomnienie albo szerzej nieznane przepisy mam do rozlosowania 3 książki „Jak smakuje pępek Wenus” Piotra Adamczewskiego. Czekamy do 15 lutego. Życzymy owocnych poszukiwań.

31.12.2017
niedziela

Dziś Sylwester

31 grudnia 2017, niedziela,

Życzymy wszystkim bardzo szczęśliwego 2018 roku. Znowu trzeba się będzie przyzwyczajać do tej 18 na końcu!
Wielu wspaniałych przeżyć, pysznych potraw i zwyczajnego spokojnego szczęścia.

29.12.2017
piątek

I jeszcze makaron

29 grudnia 2017, piątek,

Jestem w górach we Włoszech. Przyjeżdżamy tu co roku o tej porze, z uwagi na zajęcie męża (instruktora narciarskiego). Mój warsztat pracy czyli laptop, sprawdza się równie dobrze tu, jak wszędzie indziej. A muszę przyznać, że kiedy po kilku godzinach pisania na komputerze można wyskoczyć na stok, to ciężaru tej pracy prawie się nie odczuwa. Przy okazji spieszę z doniesieniem meteorologicznym – Dolomity zasypane śniegiem. Zaczęło padać w drugi dzień świąt i sypało przez 24 godziny.
Nie potrafię wyjść ze zdziwienia, że w zupełnie zwykłym włoskim hotelu, jakich są w górach tysiące, jada się tak wspaniale. Każda kolacja to przeżycie, zarówno kulinarne, jak estetyczne. Goście, nawet nastoletni i nawet grupa dwudziestolatków, bardzo przeżywają, to co jedzą. Ponieważ każdego wieczoru można wybrać dania na kolejny dzień, trwają dyskusje. Bardzo duże wrażenie robi na mnie pani, matka trójki dzieci, która przybywa do jadalni z żółtymi karteczkami, które pokrywa gęstym maczkiem informacji, co dodać do dania, a czego pod żadnym pozorem nie dodawać. Najwyraźniej dzieci są albo uczulone, albo bardzo kapryśne. Przykleja te informacje do menu i kucharz najwyraźniej stosuje się do jej zaleceń. Wczoraj do menu, na którym wydrukowano nazwy 9 dan, dokleiła aż trzy kwadratowe karteczki.
Mnie kucharz zadziwił pierwszego dnia, podając lazanię, a obok porcję makaronu muszelki z sosem cebulowym. Najwyraźniej, wbrew pozorom, lazania to nie danie makaronowe i potrzebuje towarzystwa klusek.
Niestety te zachwyty nie dotyczą śniadań. Mój polski organizm źle reaguje na sam widok takiego wyboru ciast, ciasteczek i pączków różnej maści. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, polskie słodycze są o wiele lepsze. Na szczęście przywieźliśmy z kraju zapas poświątecznych ciast i ciasteczek i nie musimy zjadać tutejszych przesłodzonych wypieków. Ale Włosi jedzą, jedzą nawet sporo i nic im nie jest. Nie znalazłam też statystyk, żeby cukrzyca szalała tu bardziej niż u nas.