Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

13.01.2019
niedziela

Dla wzmocnienia sił

13 stycznia 2019, niedziela,

Czy wiecie, skąd wzięła się nazwa restauracja? Po prostu w XVIII –wiecznych lokalach, podających strawę ktoś wpadł na pomysł przygotowywania pożywnych wołowych rosołów odnawiających chorym siły. Odnawiające, czyli restaurants. I tak to się zaczęło. Dziś raczej nie chodzimy na zupy odnawiające siły do restauracji. Przeciwnie zupy to wybitnie domowa specjalność. Znamy apetyty i gust domowników i gotujemy im i sobie takie, rozgrzewające, jak twierdzą niektórzy, a dla wielu po prostu arcydobre, pełne smaku i warzyw dania.
Ostatnio na każde spotkanie z przyjaciółmi próbuję ugotować coś, co wszystkim sprawi niespodziankę, najbardziej lubię wszystkich mocno zdziwić, każę nawet zgadywać, z czego zupa-krem, w których się specjalizuję, została stworzona. A w solidnie zhomogenizowanych zupach-kremach to niekiedy wcale nie jest łatwe, ponieważ uzyskuje się całkiem osobliwy smak. Była już oczywiście zupa dyniowa z curry i imbirem (proste!), cukiniowe na różne sposoby, pietruszkowa z gruszką, selerowa z jabłkiem, porowa, pomarańczowa, paprykowa, batatowa .Uff i tu skończyły mi się pomysły, czasem zapożyczone. Aha, jeszcze czeka nie budząca na pierwszy rzut oka mojego entuzjazmu krem z ogórków.
Bardzo proszę, jeśli macie jakieś dobre pomysły na kremowe zupy, napiszcie. Wszyscy pewnie będą Wam wdzięczni. A ja z góry dziękuję.

12.01.2019
sobota

Pożegnanie

12 stycznia 2019, sobota,

Jak żyłoby się bez znajomych, przyjaciół… Jak my, blogowicze, żylibyśmy bez naszej społeczności, która od lat wypisuje swoje refleksje, kłóci się i dyskutuje, a choćby tylko zawiadamia wszystkich o ważnych sprawach, dzieli się nabytą wiedzą. Jesteśmy dla siebie mili, życzliwi. Wszyscy. To wielka wartość tego blogu, którą zawdzięczamy my wszyscy sobie nawzajem. Dlatego tak żal… Żegnaj Esko!

31.12.2018
poniedziałek

Wszystkiego najlepszego!

31 grudnia 2018, poniedziałek,

Już za kilka godzin skończy się jeden, a zacznie kolejny rok. Życzymy, żeby był szczęśliwy. A na razie, bo cele lepiej mieć krótkoterminowe, żeby się dobrze zaczął. Niezależnie od tego, czy ten początek to będzie wielki bal, kameralna kolacja w gronie przyjaciół, maraton planszówek (znam takich), czy też oglądanie filmów, żeby dotrwać do północy (to znam z autopsji, bo po całym dniu na nartach północ wypada naprawdę o wiele później niż zwykle). Niech też będzie smacznie, choć nie nazbyt obficie. Najlepiej oryginalne smaki w nie za dużych ilościach.
Pozdrawiamy serdecznie – jedna znad faworków, druga znad ravioli
Barbara i Agata

31.12.2018
poniedziałek

Jak być dobrym

31 grudnia 2018, poniedziałek,

Pojawili się wraz z nowym ustrojem. Przedtem nie było biednych, potrzebujących, niczyjego sumienia nie obarczało to, że zajadamy się ciężko zdobytą szynką, podczas, gdy nie wszyscy mają ten wyjątkowy przysmak na świąteczne śniadanie.
Oczywiście nieistnienie ludzi potrzebujących wsparcia był to pozór. Wraz z kapitalizmem wyszły jednak z kątów stare upiory: słowa „ubogi”, „potrzebujący”, „głodny”, „bezdomny” dla opisania istniejących zawsze zjawisk. Własne powodzenie i dostatek, będące udziałem większości społeczeństwa bezrefleksyjnie zestawiamy z marną a czasem beznadziejną sytuacją tych, którym się nie udało. Najgorsze, że mówimy o tym fakcie w sposób upokarzający dla tych, którzy potrzebują naszej pomocy.
W okresie międzywojennym elegantki miejskie zbierały skorupki zjadanych przez siebie jajek na miękko. Był to hojny dar dla dzieci cierpiących na gruźlicę. Panie czuły się znakomicie, dostarczając ważnego remedium. A w czasach najnowszych (opowiadała mi pewna matka wielodzietnej rodziny) wymyślono stypendia dla uczniów „z ubogich rodzin”, jako nagrody dla najzdolniejszych spośród nich. Owe stypendia wręczano na scenie, podczas uroczystości, noszącej w nazwie owo ubóstwo, stygmatyzując małych stypendystów. Czy można się dziwić, że ta właśnie rodzina, mimo materialnego znaczenia stypendium namyślała się, czy je przyjąć?
A te wszystkie myśli nasunęła mi szeroko reklamowana przez wszystkie środki przekazu akcja odnoszenia nadmiaru świątecznego jedzenia do „jadłodzielni”. Dlaczego nie mielibyśmy dzielić się tym, co nam zbywa, wzorem owych międzywojennych dam?
Właściwie trudno jednoznacznie ocenić wszystkie plusy i minusy tej akcji. Ja w każdym razie tego nie potrafię. Zarówno jedne jak i drugie są wyraźnie widoczne. Myślę, że konieczność korzystania z pomocy innych jest już sama w sobie tak dolegliwa, że należałoby się przyłożyć do uczynienia jej bardziej subtelną, nie dającą poczucia, że jest się w sytuacji „gorszego”. Owo nadawanie etykietki „ubogiego” jest demobilizujące i stygmatyzujące. A dzielenie się tym, czego i tak nie potrzebujemy, nie do końca jest dziełem szlachetnym. W dodatku, jeśli rzecz się dzieje po świętach, to niektóre „dary” mogą być już nie pierwszej świeżości. Jak więc widać, sprawa ma wiele stron, myślę, że coś razem można na ten temat wymyślić. Zachęcam do podzielenia się przemyśleniami na ten temat.

25.12.2018
wtorek

Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

25 grudnia 2018, wtorek,

Czy wszystko gotowe? Czy brak tylko pierwszej gwiazdki na zachmurzonym niebie? Obrus, sianko, makowe specjały też? Ryba, nie koniecznie karp, może, jak to drzewiej bywało, szczupak, sandacz lub karasie w śmietanie? No to pora zasiadać.
Smaczne jedzenie, starannie nakryty stół, choinka i nadzieja, że ukochany pies przemówi sprawia, że jesteśmy w wyjątkowym nastroju. I niechaj ten nastrój nas nie opuszcza do końca wieczerzy. Niechaj rozmowy nie przeradzają sie w polityczne dysputy, swary i kłótnie. Tego wszystkiego mieliśmy ostatnio dość. Tematy, które powinny nas zajmować, to smak tradycyjnej makowej potrawy, rumiany makowiec, wyjątkowy smak kapusty z grzybami. Nawet na najbardziej nieudane prezenty radzę reagować podziękowaniem. Przecież ofiarodawca postarał się. I tego się trzymajmy: wszyscy postarali się, aby ten dzień był wyjątkowy. A może by tak spróbować przedłużyć wigilijny nastrój na kilka jeszcze dni?
Kochani czytelnicy, uczestnicy i ci, którzy czasem zaglądają do nas: trzymajmy się, okazujmy sobie sympatię (tak jak dotąd), a Święta niechaj będą czasem błogiego spokoju i ciepła.
Życzymy Wam tego.

Barbara i Agata

17.12.2018
poniedziałek

Książka ze smakiem

17 grudnia 2018, poniedziałek,

Rola książki kucharskiej jako źródła wiedzy o tym, jak gotować, znacznie zmalała ostatnimi czasy. Szybko szukamy w internecie i po odsianiu bzdur, którymi jest on wypełniony, mamy szybko poradę. Książki o kulinariach musiały się zmienić, aby utrzymać się na półkach. A więc piszące gwiazdy i gwiazdki ekranu opowiadają o gotowaniu podczas romansowania, porzucania partnera lub nabywania tegoż, dietetycy rysują katastroficzny obraz przyszłości, o ile nie będziemy jedli mniej lub bardziej modnych paskudztw (choć nieraz zdarzą się wśród nich smakołyki). Słowem musi być coś więcej niż porada kulinarna, aby nas skusić do przeczytania lub choćby nabycia kolejnego wydawnictwa z tej grupy.
Ja całym sercem popieram książki takie, jak ta, leżąca przede mną: piękna, wysmakowana w każdym względzie „Italia do jedzenia” Bartka Kieżuna. Każdy z nas wie, że smaki łączą się nierozerwalnie z widokami, wrażeniami, z podróżowaniem. Takie połączenie dań z cudownymi wrażeniami włoskimi powoduje tęsknotę: za tymi wrażeniami i krajobrazami, a zaraz potem za spędzeniem czasu we włoskiej knajpce i zjedzeniem czegoś, co tylko tu smakuje bosko. Czy zgodzicie się, że koło Duomo we Florencji sałatka z fenkułu, gruszki i gorgonzoli smakuje jak ambrozja a w Taorminie krewetki najlepiej w świecie?
Książka Bartka Kieżuna, wydana przez wydawnictwo Buchmann dla wszystkich, którzy podróżowali przez Włochy, to przypomnienie najmilszych chwil, a dla tych, którzy mają to jeszcze przed sobą, może stanowić niezwykłą zachętę. A nie mówiłam, że gotowanie to ważna sztuka, że doznania smakowe są nieodłączną częścią kultury i warte tyleż, co doznania z dziedziny innych sztuk? Ta książka tego właśnie dowodzi. Obok zdjęć pięknych potraw podziwiamy fotografie cudów architektury, krajobrazu czy malarstwa. Ach, jak się rozmarzyłam Dziękuję Panu, Szanowny Autorze.

3.12.2018
poniedziałek

Na dobry(?) dzień

3 grudnia 2018, poniedziałek,

W mojej kamienicy jest dobrze zaopatrzony sklep spożywczy. Przechodzą obok niego pracownicy kilku firm mieszczących się w pobliskim wieżowcu. Dlatego codziennie rano można spotkać młodych ludzi, którzy spiesząc się do pracy, wstępują tam na pyszne śniadanie. Jakie to jest śniadanie? Jest w nim wszystko, co znamy z telewizyjnych reklam. Przeważnie butelka bardzo kolorowego napoju energetyzującego i modny czekoladowy baton. Owszem, można kupić w tym samym sklepie kanapki, z mięsem lub bez, ale w sposób widoczny przegrywają one z efektownymi butelkami i budzącymi lwią siłę batonami.
To dobra ilustracja problemu złych nawyków jedzeniowych. Ale przecież nawyki to coś, co wynosi się najczęściej z domu. Czy młodzi ludzie, którzy tak właśnie celebrują śniadanie, nabyli ich w domu, czy nabyli je już w swoim samodzielnym życiu, tego nie wiem na pewno. Zaryzykuję podejrzenie, że w wielu domach nie jada się z pospiechu porządnych śniadań. Jadanie „szybkich” płatków śniadaniowych to wyjście połowicznie lepsze, bo duża ilość cukru i innych dodatków też nie jest wskazana.
Oczywiście nie sądzę, aby najsurowsze napomnienia zmieniły coś w obyczaju. Ale zawsze warto próbować.

29.11.2018
czwartek

Muszę odszczekać

29 listopada 2018, czwartek,

Narzekałyśmy już kilka razy na rozmaite diety i na to jak utrudniają życie, na przykład, gdy zamierzamy zaprosić gości. A tymczasem to właśnie diecie zawdzięczam jedno z milszych doświadczeń kulinarnych ostatniego czasu.
Byłam na lunchu u koleżanki, która nie jada wielu różnych rzeczy. Trzeba przyznać, że podjęcie jej posiłkiem kilka tygodni temu wymagało ode mnie sporo gimnastyki, a efekt był średni. Ale za to rewizyta dostarczyła bardzo miłych wrażeń. Najbardziej zachwycił mnie dżem marchewkowy, którym nadziane były małe kruche babeczki. Najpierw zwrócił moją uwagę pięknym kolorem, a potem również smakiem.
Zasmakował mi do tego stopnia, że marchewki perkoczą sobie właśnie w garnuszku i czekają, aż nadam im zupełnie nową postać. Cieszę się, bo wszystkie moje ulubione dżemy są bardzo sezonowe, i jak się ich zrobi za mało, to zapasy pewnego niemiłego zimowego dnia po prostu się skończą. A do sezonu na wiśnie czy morele trzeba jeszcze długo czekać. Tymczasem dżem marchewkowy można zrobić w dowolnej chwili z surowca, który jest łatwo dostępny i tani.
Oto przepis na 1 słoiczek dżemu marchewkowego
Ugotować w niewielkiej ilości wody 3 duże marchewki. Kiedy będą miękkie odlać wodę, a marchewki zmiksować. Dodać sok z 1 cytryny, 3 łyżeczki cukru i trochę cukru waniliowego. Najlepiej dodawać cukier i sok z cytryny stopniowo, próbując. Ja użyłam soku z prawie całej cytryny, ale co kto lubi.

20.11.2018
wtorek

Poczucie humoru

20 listopada 2018, wtorek,

Byłam wraz ze znajomymi na całodziennych warsztatach w Milanówku pod Warszawą. Koleżanka szukała knajpki, w której można zjeść coś w miarę szybko i niedaleko miejsca, gdzie odbywały się zajęcia. Wybrała barek z hamburgerami.
Miejsce nosi nazwę Chamiarnia. Rozumiem, że to dowcip, gra słów (nie czepiajmy się, co się pisze przez samo h a co przez ch), choć osobiście nie czuję się ubawiona. W dodatku na samej nazwie dowcip się nie kończy, bo potrawy są nazywane w tym samym żartobliwym stylu. Można zatem wybrać: ostrego chama, pierś z chama czy chama z jajem. Wybrałam tortillę, żeby uniknąć kontaktu z chamstwem. Była jadalna.
Obsługa, a przynajmniej pani z obsługi, chyba już nie w ramach żartu, w pełni dostosowała się do nazwy. Trudno nazwać ja miłą. Ale jak ustaliliśmy ze współbiesiadnikami, czego się spodziewać…
Okazuje się, że to sieć kilku takich barów w kilku podwarszawskich miejscowościach. Czyli żart rozlewa się po naszym kraju szeroką strugą.

9.11.2018
piątek

Co nas czeka (w kuchni)

9 listopada 2018, piątek,

Już wiemy, że czekają nas zmiany klimatu, a co za tym idzie wielu dziedzin naszego życia. Bardzo ciekawe mogą być zmiany dotyczące obyczajów kuchennych. Te, które najłatwiej zauważyć, dotyczą restauracyjnych czy kawiarnianych ogródków, w których można na chwilę przysiąść, choć to już prawie połowa listopada. A jaką przyjemnością jest już w tym, niezwykłym klimatycznie roku buszowanie po lesie, bo nadal tam są grzyby. I to jakie! Jeszcze w tym tygodniu zerwałam też minipomidorki z krzaka samosiejki, który usadowił się w skrzynce z ziołami i wyrósł nad podziw. Obsypany był późnymi czerwonymi kuleczkami.
Najistotniejsze jednak może się okazać w przyszłości, przy długotrwałym cieple, zbieranie witaminowych plonów dwukrotnie w jednym sezonie, podobnie jak to się dzieje na południu Europy. Jeszcze nie tak dawno pociągaliśmy się za ucho przy pierwszych rzodkiewkach (gruntowych) teraz już zniknęło słowo „nowalijki”, bo przywiezione owoce i warzywa możemy jadać przez cały rok.
Ocieplanie się klimatu idzie także w parze z modą na jadanie tego, co wyrosło niedaleko naszego domu (co w czasie przedłużonego ciepłego sezonu będzie łatwiejsze). Jest to już wyraźna tendencja, na razie jako nieco hipsterska moda, ale coraz częściej uświadamiamy sobie zalety takiego postepowania (produkty są świeże, nie muszą być konserwowane, a ich transport generuje mniej zanieczyszczeń). Coś w tym jest. Pamiętajmy zresztą, że wspaniała kuchnia włoska, początkowo uboga, wyrosła na właśnie na lokalnych produktach, roślinach, owocach, ziołach. I jest doskonała. Jeśli będziemy mogli jeszcze w listopadzie wyrywać z grządki młodą marchew, czy botwinkę, czerwone truskawki i chrupiącą sałatę, tym lepiej dla naszej kuchni.
Już w tym roku mamy wspaniały dowód na to, że dobra pogoda wpływa nie tylko na humor, zdrowie, ze względu na dużo słońca, wreszcie plony, ale także na smak. Czy zwróciliście uwagę na tegoroczne jabłka. Nie dość, że piękne, dorodne, to jeszcze pyszne, słodkie. Do szarlotki nie potrzeba ani grama cukru. Dolce Vita! W tej sprawie jedyne, co gorzkie i niesmaczne, to sytuacja sadowników, na którą konsumenci mają niestety niewielki wpływ.