Oto jest pytanie

Jakie? Najprostsze: jeść czy nie jeść. A chodzi o nowalijki. Przelewające się z warzywnych straganów truskawki, rzodkiewki, pomidory (rzadko smakowite), ogórki, sałaty i co tam jeszcze sobie wymarzymy to krzepiący sygnał dostatku. A wszystko to wyrasta jeszcze o tej porze roku pod dachem, na specjalnym podłożu, zasilane i chronione chemicznie. Oczywiście, przymiotnik „chemiczny” nie oznacza czegoś niezdrowego, ale nawet smak tych specjałów, rosnących w skąpym sztucznym świetle i pędzone ludzką przemyślnością dowodzi, że jakość jest różna od jakości gruntowych. Czy jednak gorsza?
Na ten temat wypowiedzi są różne i mylące. Niepożądane składniki wedle jednych absolutnie niweczą zdrowotny skutek zjadania świeżych warzyw i owoców. Wedle innych nie jest to niekorzystny dla naszej diety dodatek lecz witaminowa bomba. Dla innych wreszcie zyski przeważają straty: dieta wczesnowiosenna jest tak smakowita, że spychamy na drugi plan świadomość, czy jest dobroczynna dla zdrowia. Każda postawa ma podstawy w opiniach naukowców. A my nadal musimy się kierować zdrowym rozsądkiem, apetytem i czym tam jeszcze chcemy. Istnieją wskazówki płynące od dietetyków, aby nie jadać tych specjałów częściej niż dwa razy w tygodniu, jednak jest to dość mętnie sformułowane, niezbyt przekonująco, bo jaka jest alternatywa? Zeszłoroczna kapusta, marchew czy buraki, doskonale przechowujące się jabłka, które i tak jadamy przez całą zimę? Albo przewiezione z cieplejszych krain warzywa i owoce? Jedyna pociecha to nasze, wyrastające na polach szparagi, na które właśnie teraz mamy sezon. A są w tym roku dorodne, smakowite. Zwłaszcza te zielone, do których przekonałam się tak dalece, że już mi nie smakują białe, które do niedawna jadaliśmy jako jedyne. Uwielbiam zwłaszcza upieczone z kilkoma kroplami oliwy, podane z dipem z jajka na twardo doprawionego solą, pieprzem i pachnącą oliwą. A jaka pyszna jest zupa. Lepsza, moim zdaniem, z tych białych, ale prawdę mówiąc, jedyna różnica w barwie. Można podawać klasycznie ugotowane w posłodzonej i posolonej wodzie (niektórzy dodają do niej troszkę masła), polane tartą bułką z masłem. Ilość pomysłów na zapiekanki czy tarty ze szparagami jest ogromna. Doskonałe jest też risotto ze szparagami, które stało się specjalnością Agaty, a które nie wiem, czy nie zajmie w moim prywatnym rankingu miejsca przed pieczonymi szparagami z jajecznym dipem. No a przy tym jaka prosta to potrawa.
Wystarczy pokroić zielone szparagi na krótkie kawałki, lekko podsmażyć na odrobinie oliwy i odstawić. Podsmażyć posiekaną cebulkę i ząbek czosnku na maśle. Gdy się zeszkli, wsypać włoski ryż i smażyć chwilę. A potem już tylko dolewać po odrobinie wywaru warzywnego, mieszać i czekać aż się wchłonie. Jeśli mam otwartą butelkę białego wina, dolewam również trochę wina. Po kilku minutach dodać szparagi do ryżu i dalej dolewać wywar i lekko mieszać potrawę, aż ryż będzie gotowy. Oczywiście nie całkiem miękki. Posypać tartym parmezanem. Dodać łyżeczkę zimnego, pokrojonego na kawałki masła.
Smacznego!