Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego

24.11.2017
piątek

Marzenia

24 listopada 2017, piątek,

Znam wiele osób, które marzyły i marzą o tym, żeby założyć knajpę. Sama mam nadzieję, że kiedyś będę miała wspaniałą cukiernię. Ale na razie na marzeniach się kończy. Wiem, że to wielki wysiłek organizacyjny i ryzyko, a także że człowiek jest potem do takiego miejsca przywiązany. Dlatego nie starcza mi na taki krok odwagi.
Dwoje spośród moich znajomych podjęło taką decyzję. Ania, matematyczka, która od lat pysznie gotowała dla znajomych założyła barek Dwa dania na Rakowieckiej. To jest miejsce, w którym jem bez obaw, bo wiem, że wszystko jest przyrządzone z równą pieczołowitością, z jaką ja bym to zrobiła. Co jakiś czas, kiedy wszyscy domownicy wyjadą i nie mam dla kogo robić obiadu, wpadam do Dwóch dań.
Ostatnio w sobotni wieczór wybraliśmy się do mojego kolegi, dawniej redaktora i szefa, obecnie posiadacza knajpki i sklepu z grecką żywnością. To przykład tego, jak można pasję zamienić w pracę. Jacek od lat wyjeżdżał na wakacje tylko na Kretę, miał tam mnóstwo znajomych i o tej wyspie i tamtejszym jedzeniu wiedział chyba wszystko. Kiedyś spotkaliśmy się tamże podczas wakacji i przekazał nam bezcenne informacje, co zwiedzić, gdzie co kupić, gdzie zjeść. Zabrał też do pewnej kreteńskiej babci, która robiła najlepsze stifado.
Dziś można u niego zjeść pyszne greckie danie, kupić greckie produkty. A w tutejszej luźnej atmosferze poczuć się nawet w listopadzie trochę jak na greckiej wyspie. Nie bez powodu to miejsce nazywa się Siga, siga, co ja rozumiem jako „spoko, spoko”.
Obydwoje moi znajomi pracują ciężko, ale widać, że karmienie ludzi daje satysfakcję. Może warto się odważyć odmienić swoje życie!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 146

Dodaj komentarz »
  1. Greckie klimaty w środku zimy, bardzo chętnie!
    Dziewczyny, mamy dobry adres na kolejny mini zjazd warszawski 🙂

    I jeszcze nie na temat-bałwan bez śniegu, postoi przez całą zimę:
    https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/23843150_1442682842507085_4219348699432874763_n.jpg?oh=f0a8bc33f46d9b4d792f3d367f1438dc&oe=5AA5E457

  2. Danuśka bałwan ślicznota … 🙂

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Aha, jeszcze a propos cerowania, o którym była mowa przed chwilą, pod poprzednim wpisem. Specjalistką w tej dziedzinie była moja Mama, cerowała pięknie i fachowo.
    Bogate doświadczenie zdobyła w domu rodzinnym cerując skarpety swoich cztery braci. Wiecie doskonale, że w tamtych czasach dziurawych skarpet się nie wyrzucało, tym bardziej, jeśli rodzina pochodziła z gospodarnej i oszczędnej Wielkopolski :-).

  5. Danuśka rajstop też się nie wyrzucała tylko samemu się oczka łapało .. szycie ręczne lubiłam ale reperacji odzieży już nie bardzo ..

  6. Rajstopy nosilo sie do punktu gdzie pani chyba szydelkiem lapala oczka.

  7. Nie mam najmniejszych problemów w XXI wieku z fachowym zacerowaniem skarpet – oczywiście nie zwykłych, za parę groszy, lecz drogich, dedykowanych* (górskich, narciarskich, trekingowych) — jest to relaksujące, można się skupić na dokładnym odsłuchaniu/wysłuchaniu na żywo jakiejś ważnej czy przyjemnej audycji z Dwójki.
    Podobnie z maszynowym wszyciem zupełnie bez fastrygi a czasem i szpilek zamka w jakąś skomplikowaną strukturę ubraniową — skupiona robota, szybka satysfakcja, że potrafię choć nie fatygowałam się od dziesięciu lat… 😎

    Nb, Mama, gdy zauważyła moje pożeranie książek i wczesne akademickie inklinacje, opowiedziała (w tonie lekko drwiącej przestrogi) o swej koleżance klasowej, wielce uzdolnionej matematyczce, która raz przyszła była do szkoły ze spódnicą spiętą agrafką (nie, nie taką 😉 ). Ton miałam trochę za złe, ale z wiekiem coraz bardziej doceniam mądrość wyposażania dzieci – chłopców i dziewczynek – we wszelkie te drobne umiejętności i biegłości manualne. Dodają pewności siebie, pomagają rozumieć bliźnich robiących to „dla chleba”, są rozrywką i relaksem po pracy… Że suma i synergia tych biegłości** ułatwia przekwalifikowanie (w razie potrzeby bądź „marzeniowo-spełnieniowej” zachcianki) – nie trzeba dodawać! 🙂

    ____
    *niektóre szybko wycierają się na pięcie (osnowa pozostaje) a oprócz tego zachowują wszelkie charakterystyki użytkowe
    **znajomy, obecnie profesor wiodącej dyscypliny ścisłej, zwykł był mawiać „jak ktoś jest dobry – to jest dobry we wszystkim” gdy chwaliłam jego kompozycję-improwizację na motywach kuchni francuskiej (którą z obcych zna najlepiej) wykonaną w szkockim schronisku backpackers z supermarketowych zakupów…
    …coś jest na rzeczy… 😆

  8. ela nosiło ale taniej było w domu zrobić … miałam nawet takie specjalne ustrojstwo do tego …

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Repasacja

  9. Gdzieś w pudełku z rzeczami krawieckimi pokutuje u mnie taka igła, ale raczej nosiłam rajstopy do repasacji.

    Ja też mam znajomego, któremu wszyscy mówili, że gotuje tak, że powinien to wykorzystać, uległ i ma dziś restaurację i to dobrą.

  10. Pudełko na przybory do szycia odziedziczone po mojej Mamie. Nie jest wiekowe, zapewne zostało kupione w Zakopanem albo w Krynicy Górskiej podczas wakacji:
    https://get.google.com/albumarchive/109990791430941218162/album/AF1QipM7n8ZiHOkA38HhAS2B87ip78-hZsaQOk2ukgr1/AF1QipPGA8lJv4APm5f82rIYzltbD1L41i81xLuGQivG?source=pwa#6491899666260856066
    W pudełku zaledwie jednak czwarta kolekcji guzików zgromadzonych przez Mamę, guzików się też nie wyrzucało, resztą nadal je gromadzę.
    Mam jeszcze jedno pudełko na przybory do szycia. Jest dużo większe-z trzema poziomami i sześcioma przegródkami.

  11. guziki też zbieram … mogą się przydać … i ciągle obmyślam by zrobić z nich ozdobę na starym swetrze …

    Małgosiu w zimne dni dobra zabawa z wnuczką .. puszczanie baniek na mrozie …

    https://fotoblogia.pl/8220,mydlane-banki-zamrozone-w-warszawie

  12. „W głosowaniach szczecińskiego budżetu obywatelskiego (Zadania Dzielnicowe Małe Prawobrzeże) najwięcej głosów zdobył projekt zatytułowany „Szwajowy Ogród Literacki” (wyniki ogłoszono dzień po 2. rocznicy śmierci Nisi). To może być naprawdę piękne miejsce!”

    napisała dziś u Bobika Mar-Jo

  13. Wnuczka bardzo lubi zabawy z bańkami, ale pomysłu tego pana raczej nie wykorzystam. Dzieci nie mają takiej cierpliwości.

  14. Bańki prawie, jak bombki, a bombki już za chwilę….
    http://osczasu.pl/upload/tapety/1368517302_MjEzLjI0MS4xLjIyOA==_kolorowe-banki-1%5B1%5D.jpeg
    To jedna z tych zabaw, które dzieci znają od zawsze i w różnych pokoleniach. Techniki robienia baniek mydlanych coraz bardziej wyrafinowane, ale przyjemność nadal ta sama.

  15. bym zrobiła ale sumaku brak … czym można go zastąpić? …

    http://www.incookingwetrust.pl/2017/11/saatka-shirazi-z-granatem.html#

    a na razie robię sałatkę jarzynową bez ziemniaków bo też mi brak …

  16. U mnie jest sałatka jarzynowa z ziemniakami 🙂

  17. Nawiązując do zakończenia wpisu Gospodyni pozwolę sobie spytać: wiecie co po hiszpańsku znaczy „siga”? Kto nie wie, mówię: w swobodnym tłumaczeniu oznacza to „proszę kontynuować”. W liczbie mnogiej, to „sigan”. Zwracam się zatem do Gospodyń i Komentator-/ów/-ek: sigan, sigan!

    Dobrze, że wspomnieliście Nisię. O ile pamiętam, właśnie minęła rocznica jej odejścia… Ja znałem ją tylko z blogów, ale Moja Pani czytała jej wszystkie książki.

    Odniosę się krótko do komentarzy pod poprzednim wpisem. Tzn mam nadzieję, że uda mi się krótko, jako że pakuję się w pośpiechu, bo jutro wylatuję – no gdzie? kto zgadnie?… Tak jest, odgadliście (chyba?)!!! Przypuszczam, że to już raczej ostatni raz, bo latka nie te, ale skoro zapraszają i nawet płacą podróż, to dlaczego nie?

    Najpierw do Jolinka: Także nie rozumiem zarzutu „brejowatości”. Kuchnia meksykańska jest niesłychanie zróżnicowana i urozmaicona i nie zawsze mocno pikantna. Faktem jest, że sporo potraw jest rozdrobnionych (podobnie zresztą jak w kuchni chińskiej, tyle że tam chodzi o jedzenie pałeczkami) po to, żeby można je było zawinąć w tortillas i jeść jako tacos. Ale co ma do brejowatości np pescado a la veracruzana, czyli ryba w stylu Veracruz (przepis na życzenie)?
    Z kolendrą (to ciągle do Jolinka) jest ciekawa sprawa. Oczywiście mówię o świeżej kolendrze, bo nasionka to jest całkiem inna historia. Wielu Polakom (bo nie Meksykanom, którzy mogą jeść same łodyżki!), np Mojej Pani i Potomkowi, nie podoba się smak i zapach tej roślinki. Mimo to, dania takie jak guacamole (w szczególności tacos de carnitas), flaczki po meksykańsku, koktail z krewetek, czyli dania, gdzie kolendra ma duży wpływ na smak, wcinają, aż im się uszy trzęsą. Może po prostu nie miałaś okazji skosztować dobrze przyrządzonej potrawy? Mnie, gdy wiele lat temu byłem pierwszy raz w Meksyku, kolendra od razu zasmakowała i po powrocie do Polski bolałem, że tu nie można jej zdobyć. Próbowałem siać na działce i nawet wyrosła, ale, w odróżnieniu od pietruszki, ona bardzo szybko wybija w kwiat i nasiona i nie ma z niej pożytku. Cieszę się, teraz można ją u nas bez trudu kupić.
    No i ostatnia sprawa, ten link do „quesadillas”. Muszę go pokazać moim meksykańskim przyjaciołom i jestem ciekawy, jakie oczy zrobią. To wygląda na jakiś rodzaj lasanii? Nazwa quesadilla nie jest jednoznaczna. Najczęściej jest to rodzaj pierożka z ciasta na tortillas nadziewanego czymś tam, czymś tam, niekoniecznie serem (mimo że „queso” to ser), np kwiatem cukini. Ja robię quesadillas prościusieńko i nie spotkałem nikogo komu by nie smakowały: do kupnych pszennych tortillas wkładam żółty ser i szynkę, składam na pół i smażę. Ważny jest tu umiar – nie za grubo sera, nie za dużo szynki, ogień raczej niewielki, żeby ser miał czas dobrze się roztopić. Do tego można podać jakiś sos, typowa jest salsa roja, o której pisałem poprzednio.

    A teraz do Salsy: Faktycznie przesadziłem, potępiając w czambuł wszystkie dostępne w Polsce meksykańskie sosy. Pisząc, byłem pod wrażeniem dość ohydnego guacamole i innych dostępnych „meksykańskich dipów”. Markę La Costena (tzn „kobieta z wybrzeża”) znam bardzo dobrze, podobnie jak San Miguel. Są tam nie tylko sosy, ale i kawałki warzyw. Kłopot w tym, że kto u nas wie, co zrobić np z mole poblano, chile chipotle, rajas de chile poblano, flor de calabaza? Typowy przykład to mole poblano. Jest to wspaniały, czekoladowo – pikantny sos, który przez pewien czas był dostępny w wielu supermarketach, po czym zniknął (można go jeszcze kupić w Kuchniach Świata). I ja się wcale nie dziwię, bo kto przeczytał informację po polsku : „podgrzać i podawać z kurczakiem”, ten po pierwszej próbie danie wyrzucił i więcej do tego nie wracał, bo to się nie nadawało do jedzenia (Na żądanie mogę wyjaśnić co z tym zrobić, podobnie jak z wymienionymi wyżej puszeczkami; a, jeszcze dodałbym do tego kostki achiote, ciągle, o dziwo, dostępne w Kuchniach świata).
    Jeszcze do Salsy: Piszesz o tortillas. W mieście Meksyk i okolicach klasyczne są tortillas z mąki kukurydzianej. One są bardzo tanie (dotowane przez rząd), ale mają tę wadę, że niezbyt dobrze się przechowują. Ciekawe, że nikt ich w domu nie robi, nawet ludzie ubodzy (do ciasta, oprócz mąki dodaje się zmielonego wapna!), natomiast na każdym kroku są tzw tortillerias, gdzie można nabyć świeżutkie, ciepłe placuszki. Niestety chyba nie można kupić ich mniej niż pół kilo. Przyznam ze wstydem, że ja nawet w Meksyku używam najczęściej tortillas z mąki pszennej, bo są praktyczniejsze. Wstyd nie jest jednak ogromny, bo np na północy Meksyku właśnie takie placki są najczęściej używane (tzw tacos nortenos).

    I wreszcie do Danuśki: Cieszę się, że chcesz spróbować enchiladas verdes. Ja w Polsce robię tak. Gotuję kurczaka (klasycznie powinny być piersi, ale ja zawsze wolę nogi). Rosołem rozrzedzam trochę (zależy, czy ktoś lubi mniej lub bardziej pikantne) zielony sos, czyli salsa verde. Mięso rozrywam na kawałki. Tortillas rzucam, przewracając, na rozgrzany olej, aż się ładnie wybulą, ale nie rumienią, po czym maczam z obu stron w sosie, wkładam kurczaka (niektórzy dodają jeszcze kawałeczki sera, ale ja nie) i zawijam. Polewam zielonym sosem, następnie śmietaną (!) posypuję serem (patrz niżej) i kładę cienkie plasterki cebuli. Ten ser to nie powinien być ani zwykły żółty ser, ani twarożek. W Meksyku nasz biały ser nie istnieje. Odkryłem, że świetnie nadaje się łatwo dostępny u nas serek Capri, określony jako „ser typu włoskiego”. Nigdy nie przestanę się dziwić pomysłowością i wyobraźnią (czasem wręcz surrealistyczną, jak np w mole poblano) kuchni meksykańskiej.

    OK, miało być krótko, wyszło jak wyszło. Jak nie zdążę się spakować, będzie na was.

  18. Jolinku-o sumaku przypomnij proszę jutro, mam trochę, to się z Tobą podzielę.

    No właśnie, Kochani, to już jutro nasz Zjazd Ursynowski, rozpoczynamy o 16.00.

    Toboj-dzięki za enchiladas verdes. Wygląda smakowicie, zanotowałam i któregoś dnia wypróbuję. Udanej podróży i ciesz się meksykańskim słońcem!

  19. W tym parku ma być Nisia z pieseczkiem na ławeczce, jeszcze chyba nie ma projektu, ale są jakieś plany

  20. Nisia była ambasadorem miasta Szczecin, ławeczka w parku należy się jej jak Szancie i Rumikowi kość!

  21. Danuśko, cieszę się na jutrzejszy wieczór 🙂 tak nam potrzeba oddechu i uśmiechu!

    Toboj już pewnie gdzieś w podróży, czekamy więc na nowe wrażenia. Zawsze ciekawe jak ktoś inny postrzega miejsca i smaki znane nam skądinąd 🙂 Ja akurat mam więcej doświadczeń z północnego Meksyku, choć próbowałam też kuchni innych regionów, a takie np. mole poblano degustowałam u samego źródła, czyli W Puebli 🙂 Ostatnio widziałam jak Magda Gessler przygotowywała to danie w swoim nowym programie i moim zdaniem wykonała to precyzyjnie wg najprawdziwszego meksykańskiego przepisu i wszystko w takim prawdziwie meksykańskim kolorycie. Wątpię jednak żeby dużo osób chciało to powtórzyć, po pierwsze zawrót głowy od składników (nie łatwych do zgromadzenia u nas), praco- i czasochłonnośc, ale za to efekt…

  22. Jolinku,
    u mnie rośnie sumak 🙂
    Ale niestety, jest już „goły” i nie ma nasionek. Ta sałatka bez sumaku może się doskonale obejść, bo tam granaty wybuchają 🙂

  23. Też jestem podekscytowana jutrzejszym spotkaniem, szczególnie jako „nowa” w tym gronie. Jutro Nowy już nie będzie „nowy”- to ja przejmę jego nick 😉
    Przyznam się, że z kuchnią meksykańską nie bardzo miałam możliwość się zapoznać a przepisy trafiają do mnie. W Łodzi był bar Manana Tex-Mex, który miał dobre recenzje ale
    nie zdążyłam skorzystać z jego oferty bo go zamknęli. Robię tylko guacamole.
    Wracając do wpisu p. Agaty też mam znajomych, którzy prowadzili różne lokale gastronomiczne z dobrą kuchnią ale po latach prawie nikt nie prowadzi dalej takiego biznesu. To chyba jest ciężki kawałek chleba.

  24. Już trzeci dzień snuje mi się w głowie hymn, który napisała Monika dla s.v. (sailing vessel = jednostka pływająca) Kapitan Borchardt, a „Korek” Andrzej Korycki skomponował melodię.
    Nie może się ode mnie odczepić…skoczna taka 🙂
    Kto czytał książkę „Znaczy kapitan”, ten łatwo wyczuje tekst.

    Kapitan Borchardt
    Chłodny Syriusz świeci nad Gdynią,
    Pies Oriona nad Siódmym Niebem.
    Horyzontu niebieską linią
    Tniesz jak nożem drogę do siebie.

    Ale my płyniemy twym śladem,
    PRĄDY GNIEWU mijając rozsądnie
    I wyznając twoją zasadę:
    Wszystko ma być (ZNACZY) PORZĄDNIE…

    Póki żagle białe
    Nad naszym pokładem –
    Damy radę, Kapitanie,
    Damy radę!

    Świat pozorów został za nami,
    Morze własną prawdą się rządzi;
    Staroświecki sekstant sumienia
    Dopomoże, by nie zabłądzić,

    Nie POMNAŻAĆ ZŁA, nienawiści,
    Co na sercach szronem osiada…
    Kapitanie, twój sen się ziści,
    Nie na lądzie, lecz na pokładach.

    Póki żagle białe…

    Morska głębia wspomnienia kryje
    O okrętach, o kapitanach –
    Jak to dobrze, że znowu żyje
    Twoje imię na oceanach.

    Wiatr co żagli płótna napina
    Jakieś struny w sercu poruszy…
    Może kiedyś uda się zostać
    KAPITANEM SWEJ WŁASNEJ DUSZY.

    Póki żagle białe…
    A tu w wykonaniu chóru na pokładzie s.v. Kapitan Borchardt:
    https://www.youtube.com/watch?v=DaAKuL-exZk

  25. …a swoją drogą Kapitan Borchardt jest naszym najstarszym żaglowcem, zbudowanym w 1918 roku i będzie w przyszłym roku obchodził stówę, co się ładnie wiąże ze stuleciem Polski niepodległej.
    Portem macierzystym żaglowca jest oczywiście Szczecin.

  26. Rzep, miło będzie Cię poznac osobiście. Pamiętam moje pierwsze spotkanie, zresztą właśnie u Danuśki. Od progu rozpoznałam kto jest kto (efekt czytania od lat) a choć stresik mały towarzyszył, to minął nie wiadomo kiedy i szybko poczułam się jak stara znajoma 🙂 i tak samo będzie jutro 🙂

  27. Zabieram się za chlebek na jutro 🙂

  28. Czytam, zazdroszczę, to teraz czas na zmianę.
    Żaba obdarowała nas serem i masłem w ilościach Żabich.
    Niebo się otworzyło dla maluczkich 🙂

  29. Oczywiście, że rzep poczuje się od razu jak wśród swoich! My się nie musieliśmy przedstawiać, bo rzep, proszę blogowiska, podczytuje nas od lat 🙂
    Wreszcie zaczęła pisać 🙂 I bardzo dobrze!

  30. Czy ma ktoś adres na blog Bobika? U mnie http://www.blog-bobika.eu/
    nie otwiera się i nawet się nie tłumaczy, dlaczego 🙁

  31. Salsa 🙂
    Mam nadzieję powtórzyć Twoją ścieżkę poznania ludzi, których „znam” od lat. Poczułam ten dziwny stan przy spotkaniu z Alicją i Jerzorem (ściskam!), niby obcy a znajomi 🙂

  32. Alicjo, wrzucę tak. Sprawdź, czy się otworzy http://www.blog-bobika.eu/?p=3190&cpage=1#comment-690247

  33. haneczko,
    nie otwiera się…
    Rzepie,
    ja miałam też wrażenie, że się znamy od lat 🙂

  34. Alicjo, to nie wiem.

    Rzepie, to reguła. Nie musimy się sobie w realu przedstawiać 🙂

  35. Ja od dwóch dni wspominam sobie takie różne związane z Nisią i światem, który dzięki niej poznałam…pierwszy rejs Darem, Polska przejmowała wtedy prezydencję w EU, była świetna, inaugurająca impreza na Darze, bardzo podniosła.
    https://photos.google.com/album/AF1QipNsdt5ikrnUuSa6SDzH9UeBF3CplMk9aS0z4LZr

  36. Zaraz wyciągam keksy z pieca i idę spać. Miałam je piec wieczorem, w ogóle to już od dawna się za nie zabieram, ale nagle mnie tknęło, że jak nie upiekę dzisiaj blatów do tortu orzechowego i jutro ich nie wyślę siostrze, to może być za późno. Rzecz w tym, że przyjeżdża nasza krewna z Anglii (ta u której był zjazd rodzinny w ubiegłym roku) i Baśce zamarzył się tort orzechowy (jak widać marzenia są różne). Ja jako dobra młodsza siostrzyczka miałam upiec placki i wysłać je do Warszawy, a ona już się spręży, ukręci masę i przełoży, bo tyle to potrafi. Placki już mam upieczone, znalazłam stosowne pudło (po Zjazdowym winie od Pawła Wiedeńskiego) i jutro rano, czyli dzisiaj, jakoś to wszystko (dodatkowo orzechy i migdały do przybrania, mielone orzechy do obsypania i jakieś fiu-bździu też do przybrania) zapakuję i wyekspediuję.
    Idę wyciągać keksy, bo mogą się przypalić jak się rozpiszę 🙂

  37. A, mój Osobisty (aktualnie w USA) moje nocne wariacje kuchenne komentuje tak: wszystkie te z Dobromila tak mają, że gotują po nocy – jego babcia też była z Dobromila i jak to na dużym gospodarstwie spokój w kuchni tylko w nocy.

  38. dzień dobry …

    Alicjo nic nie widać ..

    haneczko tyle dobra … 🙂

    moi dziadkowie szli spać z kurami i wstawali z nimi … nie mieli tyle siły co Żaba by nie spać wcale ..

  39. Światowy Dzień Pluszowego Misia … 🙂

    echidna ….. co tam … jak tam … pomachanko … 🙂

  40. Kochani-czeka nas dzisiaj wspaniałe popołudnie oraz wieczór, ja to prostu wiem 🙂
    Muszę trochę ogarnąć chałupę na Wasze przybycie i przygotować danie niespodziankę na cześć Nowego.
    O 6.00 nad ranem, kiedy Żaba(chyba)poszła nareszcie spać Miś Kurpiowski zabrał się prawdopodobnie za lepienie pierogów. Podczas naszego spotkania w „Kuźni Smaków” z Alicją i Jerzorem tak właśnie było, Miś przywiózł do Warszawy wielka torbę pierogów.
    Niestety nie będzie z nami Basi Adamczewskiej, ale wpada do mnie około 12.00, by zostawić dla Zjazdowiczów jedną ze swoich specjalności…

  41. Byłam wczoraj na demonstracji pod Pałacem Prezydenckim, obecność daje iskierkę nadziei i poprawia morale, ale niestety na krótko…
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/manifestacja-przed-palacem-prezydenckim-zebrani-skanduja-wolne-sady/gw3pr1s

  42. Żaba jest niesamowita z tą nocną aktywnością i nie tylko z tym 😉
    Zbieram się powoli do wyjazdu, pogoda zapowiada się dobra- u nas świeci słońce i od razu chce się żyć!
    Nie mogłam być wczoraj pod sądem a z relacji prasowych widać, że trochę ludzi było. Niestety, zapowiada się, że będzie więcej takich okazji…

  43. A tutaj leje 🙁

  44. Danuśko
    Zadzwoń do mnie bo posiałem twój numer telefonu.
    Pierogi zapakowane, ciasto stygnie , kolejne się piecze. Wyjazd o 13.40

  45. Okrutnie Wam zazdraszczam spotkania. Życzę wspaniałych i smacznych obrad. Ubolewam, że ominie mnie poznanie rzepa, może następnym razem.

  46. Chleb pachnie 🙂

  47. Mam nadzieję, że w stolicy jest lepsza pogoda niż u Żaby i u mnie, bo po ładnym poranku rozpadało się.
    Twaróg od Żaby wydzielam sobie oszczędnie i mam jeszcze 2 kawałki.
    U mnie nie pachnie ciastem, bo cały czas są domowe pierniczki. Ale kupiłam już mak na świąteczne makowce. Synowa na moje obiekcje co do ilości ciast oświadczyła, że z wielką chęcią weźmie jeden makowiec. Szkoda tylko, że za późno pomyślałam , żeby kupić mak już zmielony. Trudno.

  48. Skoro o świętach, to trafiłam na świąteczne wydanie miesięcznika ” Skarb”, który można dostać w drogeriach Rossmann. A w nim bardzo ładny tekst naszej Gospodyni o świętach i związanych z nimi tradycjach, a także przepisy na wigilijne potrawy – jest m.in. śledź cytrynowy, pasztet z wędzonych ryb, ryba faszerowana, smażone prawdziwki i inne pyszności. Wszystkie potrawy są pięknie sfotografowane. Bardzo lubię tę kulinarną część, bo piszą tam osoby znające się na kuchni.

  49. Tu można obejrzeć zdjęcia : http://www.rossmann.pl/skarb/e-wydanie,122017

  50. Trzeba kliknąć w małe zdjęcia w trzecim rzędzie od dołu.

  51. Ogarnięte, przygotowane, nakryte, czekam na Zjazdowiczów 🙂

  52. Ja znowu podałam sznurki nie tak, jak powinnam…jak się naumiem, to zapodam. Umiałam, ale zapomniałam 🙁
    A u Danuśki już zjazdują…
    U mnie też pogoda minusowa, bo pada, ale ten minus ma też plusy, a nawet kilka (8c), co jest nie do pogardzenia 🙂
    Owocnych obrad zjazdowiczom i przyjemnego wieczoru wszystkim 🙂

  53. Kochani byłam na przemiłym spotkaniu .. jedzenia pysznego fura i wino z szampanem oraz nalewkami po uszy .. i Nasi przyjaciele .. pięknie było … 🙂

    Danuśka robiła zdjęcia to zobaczycie co było i jak ładnie było …

    a Dorotę z Łodzi jakbyśmy zawsze znali … 🙂

  54. U Danuśki jak zwykle wspaniale. Danuśko bardzo dziękujemy. Nie wiem czy wszystko spamiętałam : pierożki Magdy w dwóch rodzajach i trzech rodzajach sosów, pyszny pasztet Basi Adamczewskiej, galaretka z wina białego, tarta Salsy gruszkowo-orzechowa, śledzie Jolinka, a potem pierożki Misia, kartoflanka i placki kartoflane Danuśki. Desery: doskonały tort bezowy Ani, świetne ciasta Misia makowiec i drożdżowe, ciasto Doroty. No i oczywiście różne napitki … A poza jak zwykle tym miłe rozmowy ….. Dzięki dla wszystkich!

  55. Zjazdowicze licznie zjechali, nazwozili dóbr wszelakich, Gospodyni ugościła nas po królewsku, nie podejmę się szczegółowego sprawozdania, bom jeszcze zjazdowo podekscytowana. Ale jako, że pierwsza chyba dotarłam do domu, to tych parę słów wrzucam. Danuśka jak nieco ochłonie zapewne stosowną dokumentację zamieści. Ale już wszystkim bardzo dziękuję za kolejne smakowite spotkanie, a Danuśce za tak serdeczne przyjęcie 🙂

  56. …no i Koleżanki wyprzedziły mnie 🙂

  57. kartoflanka i placki kartoflane specjalnie były przygotowane przez Danuśkę dla Nowego .. Nowy się spisał bo zjadł trzy talerze zupy z dokładka a my z apetytem resztę .. 🙂

    Małgosiu chyba dobrze zapamiętałaś …

    wśród tego bałaganu i smutków to spotkanie było jak balsam dla duszy … dziękuje Kochani … 🙂

  58. Dzien dobry,
    Sluchajcie – to na Zjazdach zdarza sie niezwykl rzadko, pewnie dopiero drugi raz! Gwozdziem jedzeniowego programu okazala sie pyszna kartoflanka, jak obwieszczono, specjalnie dla Nowego!!! Tak kiedys bylo tylko u Cichalow. Danuska – bardzo dziekuje. Drugim gwozdziem programu potraw glownych byly – placki kartoflane!!! Danuska – jeszcze raz bardzo dziekuje. Trzecim gwozdziem programu jedzeniowego byly pierogi w wykonaiu Misia. Jejku, skad w ludziach tyle talentu !!!!!!!! Marek – wielkie dzieki.
    Ale wszystko zaczelo sie of potraw zwanych tam „przystawkami” w ilosciach dan glownych: pasztet Szefowej Blogu, chleb Malgosi, tarta Salsy, sledzie Joilnka i juz nie spaamietam co czyje.
    Wina, szampany, nalewki – o tym i wspominac nie trzeba, bo chyba zaden Zjazd sie bez tego nie odbyl i nie odbedzie.
    Zjadlem tyle, ze wstyd mowic, samej kartoflanki cztery talerze… No nie, nie powiem o reszcie. Wstyd tak sie w gosciach najadac! Dobrze, ze zajeci gadulkowaniem goscie nie bardzo zwracali uwage na moj talerz.
    A wszystko to suto okraszone Danuski goscinnoscia, i reszty Towarzystwa serdecznoscia. Po prostu bylo bardzo fajnie.
    A nasz blogowy Rzep – o jejku jaka fajna. Skoro sie do nas przyczepil, to juz niech sie bron Boze nie odczepaia.
    Dobranoc. 🙂

  59. Małgosia przez skromnośc nie wspomniała o własnoręcznie wypieczonym chlebie, pachnącym jak marzenie i którym wszyscy się zajadali. No i oczywiście o przepysznej szarlotce z kruszonką, którą już kiedyś mieliśmy okazję pałaszować 🙂 Dodam jeszcze pierogi Misia naszego z serowym nadzieniem, z ciasta delikatnego i misternie lepionego 🙂

  60. Ha! Natrafiłam na taki artykuł. Przypadkiem znam tę enolożkę 🙂
    Tyle, że znajomość sięga jej pobytu we Francji, a potem na skutek różnych zawirowań straciłam z nią kontakt, wiedziałam tylko, że wróciła do Polski. I to tylko Polsce na dobre wyszło, a jej chyba także!
    W następnym roku nie omieszkam odwiedzić tego miejsca.
    http://magazyn-kuchnia.pl/magazyn-kuchnia/7,121954,22581817,dobre-polskie-wina-naprawde-istnieja-choc-budza-kontrowersje.html#quiz

  61. Dotarłam do domu po sympatycznym spotkaniu, bogatym w różne trunki, smaczne jedzenie a przede wszystkim przegadane z bardzo fajnym towarzystwem. Wielkie podziękowania dla Danuśki, dzięki której mogliśmy się spotkać. Miło było spotkać się w realu, dziękuję Wszystkim Gościom za wspaniałe towarzystwo 🙂
    PS. Do pociągu dotarłam 2 minuty przed odjazdem 😉

  62. Rzepie,
    jechałaś na Łódź Kaliską, Fabryczną czy też Dworzec Centralny, który tak nam się spodobał?
    A mówiłam, że od razu gospodarze i gościówa poczują się jak starzy znajomi 😉

  63. Kochani Zjazdowicze-jesteście wspaniali, a Wasze talenty kulinarne są godne najlepszych szefów kuchni. Dziękuję Wam za piękny wieczór i za wszelakie dobra przywiezione w ilościach niesłychanych.
    Razem z Misiem ogarnęliśmy z lekka co należało i wypiliśmy jeszcze po kubku dobrej herbaty tocząc przez parę kwadransów nocne Polaków rozmowy.
    Niestety nie wszystkie zdjęcia się udały. Najbardziej żałuję, że niestety nie wyszło zdjęcie, na którym Nowy zjada trzeci talerz kartoflanki 🙂 No cóż, mam nadzieję, że jeszcze niejedna kartoflanka przed nami 🙂
    https://get.google.com/albumarchive/109990791430941218162/album/AF1QipPKwRABvmYC7KPdqv_0nXOneronkleJ7-fMLaVM?source=pwa

  64. Danuśka,
    coś aparato rozchwiany 😉
    O, i Robert Małgosin był! Stół zastawiony tak, że już się najadłam, oglądając. No ale czego się po Łasuchach (nie mylić z żarłokami!!!) spodziewać?

  65. dzień dobry …

    wszyscy szczęśliwie dotarli do domu … a ja dziś zjadam łakocie z wczorajszego spotkania …

    Nowy dobrego lotu …

  66. Dziękuję za zjazdową relację. Atmosferę doskonale sobie wyobrażam. A kartoflana niespodzianka dla Nowego chyba rzeczywiście była dla niego niespodziewana, bo nam Danuśka o niej wspomniała.

  67. krystyno nam też nie powiedziała tylko w wazie podała niespodzianie .. zdjęcia jednak nie oddają tej atmosfery i smaku spotkania …

  68. Kartoflanka została wychłeptana do ostatniej kropli i zjedzona….do ostatniego kartofla 🙂

    Dzisiaj wyruszył do domu Miś Kurpiowski, właśnie podrzuciłam go do metra.
    Zjedliśmy sobie niespieszne śniadanie podgryzając paszteciki kuzynki Magdy oraz szarlotkę Małgosi.

    Rzepie-podrzuć, proszę, trochę detali na temat swojego ciasta pt: „Samo Zdrowie”.

  69. Nowy w roli Zjazdowicza z innego kontynentu był gościem honorowym wczorajszego spotkania. Cieszę się, że przygotowaną dla naszego Kolegi niespodziankę pod hasłem: kartoflanka oraz placki ziemniaczane udało mi się utrzymać w tajemnicy do ostatniej chwili 🙂

    Rzep jest osobą otwartą, wesołą i pełną dobrej energii zatem nie było żadnych problemów z integracją.

  70. mam ciasto rzepa i się delektuję nim do kawy … a popołudniu do kawy będzie drożdżowe i makowiec Marka …

    a jak zjem wszystkie specjały otrzymane jako gościniec to planuje takie zdrowe kotlety …

    http://fantazjesmaku.weebly.com/kotlety-jaglane-z-jajkiem.html

  71. O, też chciałabym poprosić Rzepa o przepis na to ciasto 🙂

  72. A ja teraz do kawy ciasto drożdżowe Marka 🙂
    Odespałam tygodniowe zaległości i rozkoszuję się nieśpiesznym porankiem, lubię to.
    To „zdrowe” ciasto jest bardzo proste więc przypadło mi do gustu a przy tym smaczne, więc weszło na stałe do mojego repertuaru:
    1 szklanka mąki (ja daję pół na pół pełnoziarnistą lub inna zdrową i zwykłą pszenną)
    0,5 szklanki płatków owsianych
    0,5 szklanki wiórków kokosowych (kiedyś dałam mielone migdały bo nie miałam wiórków)
    0,5 szklanki cukru (w oryginale było 0,75 szklanki ale ja wolę mniej słodkie więc może następnym razem dodam jeszcze mniej cukru)
    3 łyżeczki proszku do pieczenia
    2 jaja
    0,5 szklanki mleka
    0,5 szklanki oleju
    jakiś zapach (ja- arakowy)
    Moja modyfikacja to dodatek na wierzch ósemek jabłka wciśniętych w ciasto, można dać do środka daktyle, orzechy itp.
    Piec w 180 C ok. 35-40 minut, czasem trzeba dłużej (sprawdzić patyczkiem).
    Składniki łączy się jak w mufinkach- suche i mokre. Nic się nie uciera 🙂
    Alicjo, w Łodzi funkcję Dworca Centralnego pełni Łódź Fabryczna, na który przyjeżdżają pociągi z Warszawy i tu kończą swój bieg, bo ten dworzec nie ma „wylotu”. Z tego powodu jest taki pustawy ale myślę, że to zmieni się za 4 (?) lata kiedy ma powstać tunel do Łodzi Kaliskiej (takie niby metro) i wtedy pociągi a więc i pasażerowie będą hulać w dużych ilościach 😉

  73. Ciasto rzepa i mnie smakowało, przepis więc notuję, dzięki! Wałówką pozjazdową musiałam się niestety podzielić i choć miło było patrzeć jak mężowi smakuje, to dusza łasucha popłakiwała zazdrośnie 🙂
    Wczorajszy powrót od Danuśki pokropił deszcz. A dzisiaj sucho, za to rześko, słońce za chmurami.

  74. Rzepie-dzięki za przepis. Za chwilę zabieram się za lekturę książki, którą otrzymałam od Jolinka „Zupy na 4 pory roku. Czyli, jak sprawić by zwykła zupa zmieniła się w danie główne”. Czuję, że to będzie smakowita lektura 🙂

  75. Wyobrazam sobie, jak miłe i smakowite było Wasze spotkanie. Tez spisalam przepis rzepa na ciasto, wydaje sie proste w wykonaniu. Ciekawią mnie sosy, które towarzyszyły pierożkom Magdy.
    A Gospodynie blogu chciałabym poprosić o przepis na pasztet, jeśli to możliwe.
    Salso, czy juz podawałas przepis na tartę z gruszkami a ja go przegapiłam?
    Nowy, szczęśliwego lotu za ocean.

  76. Alino, nie pamiętam tego, to bardzo prosty przepis. Ciasto kruche podpiekam w 180 st. tylko do lekkiego zrumienienia, gruszki (użyłam 3 spore) obieram, kroję wzdłuż na dość cienkie plastry, kropię cytryną żeby nie ciemniały. Orzechy włoskie (garśc) siekam i posypuję nimi podpieczone ciasto, na to układam wachlarzowato plastry gruszki i wszystko zalewam mieszanką 4 jajek + kubeczek śmietany 18% + rozdrobniony ser gorgonzola. Tę mieszankę doprawiam solą, pieprzem do smaku i zapiekam wszystko ok. 30 min. Dodałam też jeszcze (do tej mieszanki parę orzechów, ale to nie jest konieczne. Rada taka, żeby orzechy nie wystawały ponad całośc, bo lubią się szybko przypiec za mocno. I druga rada, jajka jeśli są duże, wystarczą trzy, wszystko zależy od wielkości i wysokości formy w której pieczemy.
    Do tej tarty bardzo pasuje sałata z rukoli, a właściwie każda zielona.

  77. Sosy kuzynki Magdy też mi bardzo smakowały, zwłaszcza ten w kolorze mocno pomarańczowym. Też bym chciała przepis 🙂 Duże wrażenie także degustacja galaretki z wina przywiezionej przez Danuśkę z zagranicznych wojaży.

  78. Alino-pierożkom Magdy towarzyszyły sos z papryki zielonej, czerwonej oraz pomidorowy. O detale muszą podpytać autorkę, chyba, że sama zechce zaprezentować swoje przepisy.
    Do pasztetu mieliśmy konfiturę aroniowo-gruszkową, którą swego czasu otrzymałam w prezencie od Haneczki oraz wspominaną już powyżej galaretkę z białego wina zakupioną podczas naszych wakacji w Alzacji.

    Kiedy Basia Adamczewska wpadła na kilka chwil zostawić dla nas swój pasztet, rozmawiałyśmy też o jego przygotowaniu. Nie znam dokładnych proporcji, ale wydaje mi się, że przepis był podawany swego czasu przez Piotra(może ktoś z Was wyszuka).
    Basia opowiadała, że pasztet robi w ilościach hurtowych, bo obdarowuje nim całą rodzinę, przyjaciół i znajomych królika oraz resztę zamraża. Gospodyni gotuje różne mięsa w 10-litrowym garnku, a wątróbkę dusi osobno na maśle. Do pasztetu dodaje zresztą spore ilości masła.
    W gronie hurtowników kulinarnych mamy zatem Basię, Żabę oraz Misia 🙂

  79. Mam pytanie – w jakiej foremce należy piec to ” zdrowe ciasto” ? Czy można upiec je jako mufinki ?

  80. krystyno to konkretne ciasto było jak keks …

    pasztet Basi był pyszny …

  81. Alino,
    film ” Cicha noc” wszedł już na ekrany polskich kin i obejrzałam go dziś na przedpołudniowym seansie. W recenzjach spotkałam się z określeniem tego filmu jako czarnej komedii, co uważam za kompletne nieporozumienie. To bardzo poważny film, a reżyser niepotrzebnie, moim zdaniem, podkreśla dramatyzm zbyt ponurą scenerią – pora zimowa, a cały czas pada deszcz, główne drogi rozkopane, na wsi wokół domu błoto i stare rupiecie. Film kręcono na Mazurach, o czym wspominałaś, w gminie Gietrzwałd, a więc w bardzo pięknej okolicy, ale zupełnie nie widać tego na ekranie. W tej samej wsi kręcono także zdjęcia do filmu ” Róża”. Filmowa rodzina bardzo pasuje do stereotypowego powiedzenia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. To dobry film i warto go obejrzeć, ale refleksje pozostawia ponure.

  82. Salso, Danusko, Małgosiu, dziekuje za odzew. Zbliżają sie wizyty i święta, na pewno wypróbuje podane przepisy, coś innego od rutynowych dań.
    Krystyno, dziekuje za podzielenie sie Twoimi odczuciami po obejrzeniu tego filmu. Może będę miała okazje go zobaczyć.

  83. Jolinku,
    to chyba Ty wspominałaś jakiś czas temu o książce ” Dwudziestolecie od kuchni” Aleksandry Zaprutko- Janickiej/ autorki ” Okupacji od kuchni” /. Właśnie zabrałam się za jej lekturę. Panie z naszej lokalnej biblioteki chętnie przyjmują od czytelników propozycje książek do zakupienia, a ja m.in. tę pozycję zaproponowałam. Biblioteka zaopatruje się w konkretnej hurtowni i niestety nie wszystkie proponowane książki można tam nabyć. Dobrze, że są fundusze na książkowe zakupy.

  84. Krystyno, też właśnie czytam tę książkę …

  85. Ustaliłam z naszą Gospodynią, że wkrótce zamieści na blogu swój przepis na pasztet.

    Wracam z koncertu, podczas którego kameralni muzycy z Filharmonii Warszawskiej wspaniale połączyli Mozarta:
    https://www.youtube.com/watch?v=o1FSN8_pp_o
    oraz muzykę Ennio Morricone:
    https://www.youtube.com/watch?v=rRbyZ3eD-9M

  86. I to jest jeden z powodów, dla których na stare lata (jużem dość leciwa) znaleźć się we Wrocławiu, wyskoczyć na jakiś koncert czy spektakl teatralny i tym podobne. Tu jest pustynia, do oazy mam 300km w prawo lub w lewo (Toronto, Montreal), a imprezy w mojej wsi owszem, bywają, ale rzadko, mówię tu o imprezach wielkiego kalibru.
    Mamy świetną, nową salę koncertowo-widowiskową na 6 000 osób, ale gwiazdy zjeżdżają rzadko, ostatnio był Elton John (bilety zaczynały się od 150-300$ ). Ta gwiazda akurat mnie nie interesowała.
    Ostatni raz byłam tam ze 3 lata temu na występie Leonarda Cohena, bilety były chyba coś ok 50-60$. Nie mamy teatru, nie mamy filharmonii. Cóż więc się dzieje w tej sali widowiskowej? Otóż płaska część widowni zamienia się w ring hokejowy i w ten sposób jakoś ten „ośrodek kulturalny” się utrzymuje (ledwo-ledwo).
    Jeśli spojrzeć na kalendarz wydarzeń, praktycznie od dzisiejszego dnia (patrzę na kalendarz) do połowy marca są same mecze hokejowe, dwadzieścia i pięć! No ale to też nie moja półka wydarzeń kulturalnych.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Rogers_K-Rock_Centre

  87. Krystyno, ja piekę to ciasto w foremce jak na keks, dość rzadkie- nie robiłam z niego mufinek; może trzeba spróbować 😉

  88. …jest dość rzadkie

  89. rzep,
    staram się piec możliwie małe ciasta, więc to Twoje ciasto w postaci mufinek mogłoby się ewentualnie sprawdzić. Mogę wprawdzie piec w małym żaro o d p o r n y m naczyniu, ale nie każde ciasto tak się udaje. Przy kruchym cieście trudno dopiec spód. Będę eksperymentować.

  90. Dobry wieczór bardzo.
    Do domu dotarłem po 13. Rano była pyszna kawa i Polaków rozmowy z Danuśką :)\
    Wszystko odbywało sie przy muzyce prosto z Nowego Jorku. Wystarczny w googlowym Sklepie Play pobrać aplikację NewYork City Radio i włączyć WNYC – Jonathan Channel i ma się muzykę w świetnej jakości bez reklam i gadających głów.
    Można zajrzeć na stronę i słuchać z komputera
    http://www.wnyc.org/series/jonathan-channel
    Ja często słucham Operavore – WQXR oraz 105,9 Classucal WQXR Obie stacje z muzyką najwyższej jakości.
    Dzięki smartfonom świat stał się malutki 🙂 A pmyśleć , że jeszcze nie tak dawno słuchało się radia z zielonym magicznym okiem

  91. I miało to swój niezaprzeczalny urok…

  92. Rzep wczoraj wspominała o wielkiej miłosci do radia. Ja radia słucham od małego dziecka. Kiedyś było to słuchanie na falach któtkich i średnich stacji europejskich. Teraz można słuchac całego świata. Niestety często jesteśmy jak inżynier Mamoń słuchamy tego co znamy. Pomagają w tym stacje komercyjne z playlistą 100 kawałków puszczanych na okrągło.

  93. Jutro piekę ciasto Rzepa, Rzepie.
    Niech też mam coś ze zjazdu.

    Pasztet Piotra też wykonam.
    Nigdy nie zapomnę i nigdy się nie odwdzięczę za naszą ostatnią rozmowę.

  94. Ja jeszcze pamiętam radio kryształkowe. Wiecie Państwo co to było?

  95. Stuk, puk, to jeszcze ja tłukę się po nocy. Radia kryształkowego niestety nie pamiętam, za to Blogowy Zjazd – jak najbardziej. I go nie zapomnę! Danuśko, przyjmij wyrazy wdzięczności za przyjęcie kocich ziółek w Twoje gościnne progi. To był piękny wieczór. Dziękuję wszystkim!

  96. haneczka
    24 listopada o godz. 22:56
    Haneczko, otwiera mi się tylko strona, gdzie jest data śmierci Bobika, nic poza tym. Dokładnie to, co mi się otwiera w moich zakładkach od zawsze.
    Być może jestem zablokowana albo co? Żadnej informacji nie mam 🙁
    Ja też się jeszcze tłukę, ale jestem usprawiedliwiona, u mnie dopiero 21:30
    U nas się słucha radia CBC, ale mi się ono swego czasu przejadło. Gadające cały czas i jak dla mnie – nudne. Kiedyś słuchałam na okrągło, aż wreszcie mi się znudziło. Teraz lubię ciszę, a muzykę tylko taka, którą sobie nagrałam i mam. I wtedy, kiedy chcę.
    Jakimś cudem „znalazłam” leżącą ciągle mi pod nosem niemal książkę, którą przejrzałám tylko i z jakichś względów (chyba jakiś wyjazd?) odłożyłam na później. Dupersznyty Moniki, wyobraźcie sobie! No i wreszcie przeczytałam całe. Głowa boli, ile ta kobieta miała pasji i zainteresowań, niby o tym wiedziałam, ale inaczej się o tym dowiaduje od wielu innych osób, które się na kartach tej książki wypowiadają.
    Ona umiała żyć – jak powiedziano w radiu Szczecin. Prawdaż wielka.

  97. Nie sądzę, by Irek miał dzisiaj głowę do podawania kawy, zatem na wszelki wypadek podam herbatę:
    http://4.bp.blogspot.com/-m6FySdGN6ds/UQf7YrhCBGI/AAAAAAAAAfM/5WLA7qfbypo/s1600/muffinyielonaherbata.jpg

    Irku-nalewka morelowa wedle Twojego przepisu podbiła serca, albo raczej podniebienia sobotnich Zjazdowiczów 🙂

    Cieszę, że odezwała się Kocimiętka i mam nadzieję, że teraz już będzie pisywać częściej.

    Alicjo-„Dupersznyty” czyta się rzeczywiście z ogromną przyjemnością.

  98. dzień dobry …

    Danuśka wezmę ciastko do kawy … 🙂

    kocimiętko -Aniu nam też było miło z Wami się zobaczyć … 🙂

  99. Jolinku 🙂

    Kocimiętko-podaj nam koniecznie przepis na Twój niebiański tort bezowy!

  100. Autorka przepisu kupuje brukselkę w postaci kolby z kapustkami, czyli taką jaka rośnie naturze. Przyznam, że taką widziałam tylko na zdjęciach, bo w sprzedaży są same kapustki. Czas najwyższy je kupić, bo tej jesieni jeszcze jej nie jadłam.

  101. Skoro mowa o brukselce, proponuje Wam ten przepis poniżej. Pan kucharz pokazuje poszczególne etapy. Brukselka jest pluczona w wodzie z dodatkiem octu, ok. 10mn, blanszowana 5 mn i w nowej wodzie, osolonej, troche tymianku i szczypty sody oczyszczonej, gotowana do miękkości, tak zeby sie nie rozpadała, ok. 10 mn. Podsmażamy pokrojony w kostkę boczek, dodajemy cebule i czosnek i połówki brukselki. Kilka minut i gotowe. Smacznego 🙂

    https://m.youtube.com/watch?v=JLtNKoBvsds

  102. A poniżej ciekawa sałatka z uprzednio zblanszowaną brukselką, wszystkie składniki widoczne na zdjęciu, podajemy z olejem orzechowym:
    http://cache.marieclaire.fr/data/photo/w1296_c17/cuisine/3s/saladedechouxdebruxellesauxnoisetteskyra.jpg

  103. ja dziś odpuszczam brukselkę bo dojadam wiktuały po spotkaniu u Danuśki .. paszteciki Magdy, placki ziemniaczane Danuśki, pierogi Marka i ciasto rzepa .. jedzenia mam na cały dzień …

    krystyno takie coś to można kupić tylko od chłopa .. jutro się wybieram pod Halę MirowskĄ to zobaczę czy są takie kolby z brukselką .. brukselka zmarznięta jest mniej gorzka to jak będzie kupię więcej i potrzymam na balkonie ..

  104. Brukselkę zwykle jadałam polaną masłem z bułeczką tartą, ale od jakiegoś czasu, chyba za radą nemo, po zblanszowaniu obsmażam na maśle z dodatkiem czosnku i ten sposób bardzo mi posmakował. Z przyjemnością czytam podrzucane przez Was pomysły, bo bardzo lubię te mini kapustki i sezon brukselkowy czas zacząc 🙂
    Dzisiaj naleśniki z serkiem wędzonym z sałatką z czerwonej kapusty, którą podałam w towarzystwie jabłka, rodzynek i orzechów 🙂

  105. Mam nadzieję, że tym, którzy zrobią ciasto z mojego polecenia wszystko się uda i będzie im smakowało.
    Krystyno, ja też robię małe desery- to nie jest duże ciasto. Mam usprawiedliwienie dla mojej ochoty na słodycze, że to ciasto ma kilka zdrowych składników 😉
    Marku, nawiązując do tematu radia to znam i korzystam z innych możliwości słuchania; nie jestem typowym inżynierem Mamoniem choć inżynierem jestem 🙂 Problem w tym, że w radiu oprócz muzyki (która jest mi potrzebna jak tlen) potrzebuje również słowa. Dlatego nie mogę słuchać tylko TOK FM czy RMF Classic. To, czego potrzebowałam, od niepamiętnych czasów dawało mi ukochane radio Trójka. Dlatego osobiście odczuwam i przeżywam te dewastacje, które robią w Trójce ludzie z nadania nowej władzy. A jak siedzę przy komputerze to lubię sobie włączyć jakieś jazzowe radio.
    Cichalu, nie pamiętam kryształkowego radia 🙁
    Dzięki dziewczyny za inspiracje do brukselki. Lubię ją a do tej pory podawałam ją z masłem lub w zupie.

  106. Danuśko, głupio mi podawać przepis, bo na pewno wszystko sami doskonale wiecie, ale coby się blogowo udzielić, oczywiście napiszę.
    Bezy robię w mikserze. Z 8-10 białek wychodzą 4 blaty. Na każde białko daję 150 ml cukru. Białka – w temp. pokojowej, bez odrobiny żółtka – najpierw trochę ubijam, a potem dodaję cukier, najlepiej drobny (może być brązowy) po łyżce, tak aby każda partia się całkiem rozpuściła. Na końcu dodaję łyżeczkę mąki ziemniaczanej (dzięki temu beza nieco mniej się kruszy). Wstawiam bezy do piekarnika na dwóch poziomach: dwa blaty na górnym poziomie, na kratce, dwa na dolnym, na blasze. Piekarnik wcześniej nagrzewam do 120 stopni i od razu zmniejszam temperaturę do 100 stopni. Włączam termoobieg albo często uchylam drzwiczki. Suszę ok. 2,5 godziny (można też wstawić do 170 stopni i od razu zmniejszyć grzanie, ale beza nieco brazowieje). Czas suszenia reguluję , sprawdzając bezę patyczkiem.
    Krem: ubijam w mikserze śmietanę 36 proc., dodaję kawę rozpuszczalną (do smaku, zwykle 3-5 łyżeczek), potem mieszam z maskarpone (w proporcji mniej więcej pół na pół), w tzw. międzyczasie dodaję do smaku cukier puder, nieco wódki (ostatnio miałam orzechową) i łyżkę nutelli. Przekładam blaty kremem i smaruję z wierzchu, posypuję gorzkim kakao i zostawiam w chłodzie na jakąś godzinkę (ale lepiej nie na następny dzień, bo beza mięknie). W sumie prosty i wygodny deser, bo blaty można zrobić dużo wcześniej, a i krem da się przechować 1-2 dni.

  107. Ps. Nutellę (niezdrowa…) można zastąpić kakao.

  108. Kocimiętko, dziękuję za przepis! Tort był pyszny!

  109. Tort był grzechu wart, przepis odnotowałam. Lubię kawę i kawowe przysmaki.

  110. Bym zapomniała – Siga Siga! Polecam opisaną przez panią Agatę Adamczewską knajpkę-sklep z greckimi i sycylijskimi specjałami. Fajne przekąski, miły i kontaktowy właściciel, notabene współzałożyciel Gazety Wyborczej, jak nam zdradził. Można się u niego zaopatrzyć w dobre winko, słoneczną oliwę i inne południowe specjały. Efharisto!

  111. No i bardzo się cieszę, że tort Wam smakował. To dla mnie zaszczyt ucieszyć tak wyrafinowane podniebienia!

  112. Kocimiętko-my tylko tak z daleka wyglądamy na znawców 😉 ale wcale wszystkiego nie wiemy, a nawet powiem więcej-wielu rzeczy nie wiemy. Na dodatek wraz z wiekiem, miewamy dziury w pamięci i nawet nazwiska Klimta nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć we właściwym momencie (sobotni Zjazdowicze wiedzą, że mówię o własnej i niezmierzonej sklerozie). Zatem, Bóg Ci zapłać za przepis, a myk dotyczący mąki ziemniaczanej w cieście bezowym, to dla mnie kulinarne odkrycie.

    Małgosiu-mnie też uwiódł ten dyskretny smak kawy w kocimiętkowym torcie.

    Rzepie-łączę się z Tobą w „Trójkowej”rozpaczy. Nadal słucham, ale serwisy informacyjne niestety zmieniły się bardzo.

  113. kocimiętka zasłużone pochwały .. ja nie amatorka bezowych słodkości a zjadłam całą porcje …

    Nowy chyba doleciał? ..

  114. Dziękuję jeszcze raz za słodkie słowa:)

    A co do Nowego to ani chybi dotarł – powiadają, że brak wiadomości to dobre wiadomości. Na razie nie odbiera, pewnie śpi jak zabity. Podróżował przez Moskwę, więc trzy dni wołami, za to podobno Aerofłot komfortowy jak żadne linie, którymi leciał (szok!).

  115. Jolinku, a czy możesz podać przepis na fiołkowe śledzie?

  116. Rzepie, upiekłam i wyszło. Na ciepło, a nawet na gorąco. Nie całe wyszło, bo nas dwoje. Koty chciały, ale nie dostały. Nie było instrukcji, czy dla kotów też zdrowe. Migdały dałam. i trochę rumu.

  117. śledzie fiołkowe .. wspomnienie pierwszego spotkania u Danuśki ..

    robimy śledzie w oleju albo kupujemy … siekamy cebulę czerwoną i zalewamy dzień wcześniej olejem ze śledzi .. siekamy śliwki z octu (wg Żaby) … śledzie wykładamy na talerz (na sałatę) otaczamy cebulą i posypujemy śliwkami …

  118. Jolinek51
    27 listopada o godz. 21:29…
    Jolinku, ten kto to zrobił musiał być z bliskiego kręgu Zmarłej, bo przecież tacy są najbliżej grobu. Też mną to wstrząsnęło..hiena.
    U mnie zimno, chociaż słonecznie było. Obiadowo na ryżowo i warzywnie, jutro marzy mi się barszcz ukraiński, taki porządny, gęsty i z fasolą, nie mam jaśka, niestety, a taki mi najbardziej leży.
    A w ogóle to przydałoby się nastawić barszcz na ukiszenie, święta idą!
    Buraki mam.

  119. Ej Dzieciarnia, Dzieciarnia! Kryształkowego radia nie znają! Nic to, na Googlu można wiedzę uzupełnić. Wybaczam boście o ca. pół wieku bardziej kreatywni. Jutro biorę ciasto rzepowe na warstat (nie poprawiać. Tak się w Krakowie dawniej mawiało)

  120. @cichal: I na warszawskiej Woli. Że zacytuję: Józek, leć na warstat i przynieś coś dla nasz.

  121. Cichalu, a co do radia to dzięki, wyguglałam, według Wikipedii było w powszechnym użyciu na początku lat XX ubiegłego wieku. Poczułam się młodo, bo faktycznie nie sięgam pamięcią:)))

  122. Dzień dobry,
    Jestem, jestem.
    Doleciałem szczęśliwie, i wciąż uważam, że to dobre linie. Jakaś kobieta obok mnie nic nie jadła, mówiła, że okropne, nie do jedzenia. Dla mnie było dobre, może nie jestem tak wymagający.
    Tutaj słonecznie. Przez kilka dni kiedy mnie nie było założono mnóstwo świątecznych dekoracji. Koło zamachowe przemysłu mikołajkowego ruszyło pełną parą i tak będzie do 24 grudnia.
    Z Polski przywiozłem dwie butelki pitnego miodu. Dwójniak z Nałęczowa. Bardzo lubię, chociaż ten okazał się za mocny by po spożyciu móc napisać jakiś długi tekst. Dlatego jestem zmuszony powiedzieć DOBRANOC. 🙂

  123. Dzień dobry, kawa

  124. dzień dobry …

    kawę marzyciela mamy … 🙂

    Nowy jest … 🙂

    dobry ranek …

  125. wczoraj pierogi Marka podsmażyłam na maśle (jak zalecał kucharz) i posypałam prażonym sezamem z cynamonem … pycha było ..

    Hala Mirowska musi poczekać bo ktoś mi plany pokrzyżował …

    mały mrozek rano ..

  126. No właśnie mrozek i szyby samochodowe trzeba skrobać, a to nie jest moje ulubione zajęcie.

    Na śniadanie ciasto drożdżowe Misia 🙂

    Nowy-nasze miody pitne świetnie pasują do fła grasów, ale zapewne nie będziesz się upierał, by ich poszukiwać w amerykańskich sklepach 😉 Z tego co pamiętam Alina co roku przygotowuje na Święta gęsie wątróbki od A do Z. Alino, w jaki sposób je potem podajesz? Tutaj sposób godny mistrza: http://qualitelandes.com/recettes/wp-content/uploads/2015/11/0231-FERRANDI-ST.SEVER_-848×477.jpg

  127. niby zwykły karmel a nazywa się wietnamski …

    http://niedzielnykucharz.pl/karmel-wietnamski/

    można zrobić na prezenty … teraz tani cukier w Biedronce … 😉

  128. Danusko, podaje na schłodzonych talerzach, sól fleur de sel i pieprz dla chętnych, pokrojona na drobno galaretkę , tosty z chleba białego i wiejskiego i wino w rodzaju Gewurtztraminer. Opowiesz, jak je podają w Owerni 🙂

  129. Danusko, na zdjęciu, które zalaczasz, jest wątróbka gęsia czy kacza na gorąco, to znaczy podsmażona. Tez pyszna 🙂

  130. Tak, Alino, bo sądziłam, że Ty też podajesz na Święta wątróbkę na gorąco.
    Poniżej ciekawy pomysł na gwiazdkowy pasztet z gęsich wątróbek na tostach piernikowych:
    https://image.afcdn.com/recipe/20161017/4422_w420h344c1cx1920cy1920.jpg

  131. Haneczka, o alkoholu nie pomyślałam, może być jeszcze zdrowsze 😉
    A tutaj link do informacji o odznaczeniach Aliny Janowskiej
    https://film.wp.pl/pogrzeb-aliny-janowskiej-odznaczenia-wrocily-do-rodziny-6192539835651713a
    Nie wiem, czy link się otwiera w innych krajach: wyjaśniono, że nie było żadnej kradzieży. Uff… 🙂

  132. rzep to alarm był zbyteczny …

    a ja robię dziś wieczorem masło z kupnej śmietany (kupionej w promocji) … gotuję mięsiwo na krokiety i robię sernik na zimno z malinami do kawy … jest też wywar na wędzonych kościach z kurczaka i jutro będzie fasolowa (Alicja mnie natchła) … jedzenia starczy mi na tydzień …

  133. Jolinku, a w czym to masło robisz?
    Pogoda zrobiła się już całkiem paskudna, deszcz ze śniegiem 🙁

  134. Małgosiu już zrobiłam .. zajęło mi ok. 15 minut potrząsanie butelką po wodzie mineralnej (żeby wyjąć masło odcięłam butelkę w połowie)… z maślanki będą naleśniki .. a masła wyszło 17 deka z 0.5 litra śmietany … koszt 1,50 zł .. szkoda, że nie kupiłam więcej tej śmietany ..

  135. Jolinku,
    to samo można zrobić w słoiku litrowym, ale wygodniej w jakiejś butelce z większym otworem, po soku pomidorowym albo czymś tam. Zaoszczędż sobie taka butelkę na maselnicę 🙂
    Ja też dawno temu, jak było mało śmietany, żeby się rozkładać z maselnicą, robiłam masło w butelce, ale dość ciężko się to masło wybijało z „wąskoszyjnej” butelki.
    U mnie słońce i plusów dodatnich 8, ale wietrznie i zapowiedzieli, że to ostatni taki dzień do mniej więcej kwietnia-maja, co jest całkiem możliwe.
    Idę nastawić na ten barszcz.

  136. Rzepie! Nie miałem wiórków, dałem dużo żurawin i olej kokosowy. Dawno nie robiłem czegoś na proszku do p. Mam w piecu, ale coś marnie wyrasta. Czytałem, że warto do proszku do pieczenia dodać sody. Co Ty na to?

  137. Alino ta butelka moja się dobrze sprawdziła i nie muszę myć bo ją wyrzucam … a butelek po wodzie mi nie brakuje ..

    u nas też mrozy i śnieg zapowiadają …

  138. Alicjo nie Alino …

  139. jest nowy wpis …