Dzięki i inne jęki

Wystarczy, że człek wyjdzie z domu na kolację a tu mu się zalęgają w chałupie jacyś bezecni. Jeden schodzi do piwniczki i nigdy nie wychodzi tylko słychać z tamtąd cichy bulgot. Druga śpiewa głosem Cecylki pięknie ale nadto cichutko. Jeszcze inny narzeka, że nie może pić o szóstej, bo o tej właśnie zawsze czyta dzieciom dziennik albo jakąś inna gazetę polską.

Dziewczę spod szczytów wyższych niż Tatry ustawione jedne na drugich pisze (ale mało wyraźnie) kartki na listkach kwiatków. A i tak za te wszystkie bezeceństwa ukarali Pyrę, bo Jej wyłączyli schody. W dodatku Marialka jest taka głodna po imieninach ojca D., że Pyry nie wniesie nawet na parter.

Uff! Taka rocznica to katastrofa.

A my tymczasem, we dwoje (oj jak to przyjemnie!) byliśmy w jednej z najmilszych warszawskich knajpek. „Różana” to lokal na takie okazje. W hallu siedzi pianista i gra melodie filmowe, kabaretowe i inne ale wszystkie piękne i nie natrętne. Można usiąść w zaciszu za kolumną i być w pełnej intymności ale słyszeć gwar restauracyjny. Zjeść coś, co na co dzień na stole nie bywa i wypić za zdrowie nasze ale i Wasze, bo my naprawdę bardzo Was lubimy, czymś wyjątkowym!

NowaBarbara_Adamczewska_fot_Agnieszka_Herman__4_.jpg

A po powrocie zagłębić się w te wszystkie wpisy, które są tak różnorodne ale i równocześnie takie same, bo przepełnione serdecznością. I wtedy rozumiemy, że warto żyć! Razem i tak długo!

No więc teraz (krótka by nie zanudzić jednych, a nie rozdrażnić drugich) relacja z kolacji (albo jak by napisał Iżyk Walijczyk) kolacja z relacji:

Na przystawkę były cukinie faszerowane łososiem i kozim serem w sosie miodowym oraz placki kartoflane z kawiorem i śmietaną (to Basia, która nie lubi koziego sera). Dania główne zaś to skoki zająca z pyzami oraz comber z jelenia z kopytkami. Pito chianti classico capraia. A na deser był tort daktylowy. Taki pyszny, że nawet Basia powiedziała, że nigdy go nie przeskoczy. Na dowód, że to prawda zamówiła dwa kawałki na wynos i zjemy (także we dwoje) jutro na wsi.
A do rachunku (nie ujawnię, by Basia nie martwić) poprosiłem o espresso i kieliszek grapy. Jak to Włoch honoris causa. Kelner przekazał zamówienie barmanowi nazbyt dokładnie: kieliszek grapy do espresso. I dostałem cafe naturalne w dużej filiżance z włoskim bimbrem w środku. Od tej pory pijam oba płyny tylko łącznie. Sami spróbujcie czy mam rację.

jatojaDSC_7094.JPG

Do domu wróciliśmy tuż przed Szkłem kontaktowym (tubylcy wiedzą która to godzina). I sił miałem tyle by Wam to opisać.
Na koniec plany na najbliższy czas: dwa dni na wsi przeznaczone na porządki. Po powrocie przygotowania do Targów Książki i do wyjazdu na Cejlon. Taka bowiem nam się trafiła gratka, że obydwoje zostaliśmy zaproszeni na plantacje herbaty. Mamy tam odpocząć, nabrać sił i zebrać materiał do herbacianej opowieści. I choć ta egzotyczna eskapada ma być dopiero w lecie, to już dziś trzeba zacząć czytać na temat kraju, ludzi i przyrody, by wiedzieć co nas tam czeka i co powinniśmy obejrzeć oraz zjeść oczywiście.

Żegnając się z Wami przed weekendem jeszcze raz wszystkim dziękujemy za życzenia. Łatwiej przeżyć razem tyle lat gdy ma się na zapleczu takie wsparcie jak Wy!

PS. Od kilku dni dostaję bezimienne listy z fotografiami „Męskiego gotowania” w różnych miejscach: a to pod Bramą Brandenburską, a to z wieżą TV przy Aleksander Platz w tle, a to w jaskini na tle gotującego kolację grotołaza. Bardzo to miłe ale nie wiem komu dziękować. Podziękowanie rzucam więc w przestrzeń kosmiczną: DZIĘKUJĘ!