26.04.2017
środa

Spróbuj wiejskiego smaku

26 kwietnia 2017, środa,

Obiecałam w artykule do POLITYKI przepis na prażuchę, którą polecałam jako dodatek do wyśmienitego dania wielkopolskiego, jakim są gaty wielkopolskie.

Prażucha jest daniem tyleż smacznym, co prostym. Ja ją nazywam polentą po polsku i chyba przyznacie mi rację co do nazwy. A oto, jak się przygotowuje prażuchę:

Składniki: około 1 kg ziemniaków, 3 łyżki mąki pszennej, sól

Do okraszenia: kilka łyżek smalcu ze skwarkami (może być ze zrumienioną, drobno siekaną cebulą).

Obrane ziemniaki zalać wodą i gotować około 10 minut (od zawrzenia wody), po czym odcedzić, ale nie do końca, pozostawiając około 23 cm płynu na dnie garnka. Wsypać mąkę i jeszcze na 10 minut dogotowywać pod przykryciem. Ponownie odcedzić, uważając, aby nie usunąć mąki. Utłuc ziemniaki z zaparzoną mąką tłuczkiem do ziemniaków, posolić i dokładnie utrzeć. Masa powinna być elastyczna i ciągnąca. Teraz albo okrasić całość prażuchy wyłożoną na miskę, lub łyżką moczoną w smalcu nakładać foremne kluchy na półmisek, po czym polać pozostałym tłuszczem ze skwarkami .Niektórzy twierdzą, że prażucha najlepiej smakuje z kapuśniakiem, ale jako dodatek do dobrego dania mięsnego lub półmięsnego to według mnie istny rarytas z przeszłości.

25.04.2017
wtorek

Pudełka

25 kwietnia 2017, wtorek,

Mamy już nazwę słoiki dla określenia młodych przybyszów do dużego miasta, do pracy. Są dorośli, zarabiają, ale potrzebują wspomnień rodzinnego domu w postaci tygodniowych porcji jedzenia w starannie zakręconych słoikach. Mamy też inne jeszcze zjawisko: porcje, zazwyczaj owocowe-warzywne na drugie śniadania czy lunch, które uczniowie dostają od co bardziej nowoczesnych mam lub tatusiów w specjalnych pudełkach. Jest ich zresztą na rynku tak wiele, rozmaitych, że zachęcają do kupienia i przygotowania smakowitej, jak to się obecnie przyjęło nazywać „przekąski” (choć przekąska tradycyjnie było to coś smacznego do przegryzienia pomiędzy jednym a drugim kieliszkiem alkoholu). Większość z nas pamięta te kromki chleba z listkiem mięsa, które z upływem godzin lekcyjnych traciło na wyglądzie i smaku. Sporo z nich lądowało zresztą w koszu na śmieci, aby rodzice nie znaleźli wymiętoszonej, nie zjedzonej kanapki. Pudełkowe śniadania z dużym dodatkiem warzyw przyjęły się błyskawicznie, bo jedzenie nie traci nic ze swego smaku nawet po kilku godzinach.

Zwróciłam uwagę, że również moi studenci, przyszli pracownicy restauracji, przynoszą właśnie pięknie komponowane pudełka, choć mogliby zjeść smaczne dania w szkolnej kantynie. Jednak pokrojone zgrabnie warzywa i owoce, czasem sałatka ze zdrowej kaszy, komosy, jaglanej czy innego specjału są wedle ich opinii smaczniejsze i modne.

Swoją drogą, pudełka to nie jedyna zmiana i moda: gdyby zorganizowano ankiety na temat tego, jak wygląda obecnie wynoszone z domów przez uczniów (ale i dorosłych) śniadanie, pozwoliłoby nam to   dostrzec bardzo wyraźnie zmiany w sposobie odżywiania. Wiemy, że jada się znacznie więcej owoców i warzyw, które dostępne są przez cały rok Jak twierdzą znawcy przedmiotu, przyczyniło się to nawet do znacznej poprawy stanu zdrowia ogółu społeczeństwa.

A więc niech żyją pudełka, umożliwiające zdrowe i smakowite jedzenie poza domem, ale jednak domowe.

21.04.2017
piątek

Poznajmy się przy wspólnym stole

21 kwietnia 2017, piątek,

Świat się technicyzuje i globalizuje. Można dziś utrzymywać kontakt z mnóstwem osób, a nie spotykać nikogo. Niektórzy ludzie źle się czują w takim świecie i coraz chętniej dążą do bezpośrednich relacji z żywymi ludźmi, do poznawania ich i skracania dystansu. Podczas podróży mieszkają w domach dopiero co poznanych osób, zamieniają się na jakiś czas mieszkaniami, a także najwyraźniej chcą jadać w domach, a nie restauracjach.

Nocowanie w domach, a nie w hotelach ma wiele niewątpliwych zalet. Po pierwsze taki sposób podróżowania jest tani. Wystarczy, że potem kogoś się ugości. Co oczywiście nie zawsze i dla każdego jest łatwe i komfortowe. Ale za to jakie stwarza możliwości przeżycia przygody! Pozwala też poznać prawdziwe życie miejscowych. To ważne zwłaszcza wtedy, gdy podróżuje się po krajach o innej kulturze, o której mamy mgliste pojęcie. Mieszkając w czterogwiazdkowym hotelu na pewno wiele się na ten temat nie dowiemy.

Natrafiłam ostatnio na portal eataway. Stworzyła go mieszkająca w Krakowie mieszana para – Polka i obcokrajowiec. Opisują, że pomysł przyszedł im do głowy podczas podróży po Polsce, jako wniosek po nienajlepszych doświadczeniach z żywieniem się w restauracjach. Mieli nadzieję, że o wiele lepiej da się pożywić u prywatnych ludzi, jedząc posiłki przygotowane jak dla rodziny. Kucharze-amatorzy rejestrują się, proponują menu, podają cenę i czekają na zgłoszenia gości. Potem ich dokonania są oceniane, żeby kolejni chętni wiedzieli, czy warto się wybrać do tych właśnie gospodarzy.

Kiedy przeglądałam portal, uderzyła mnie liczba zarejestrowanych kucharzy. Najwięcej osób mieszka w Krakowie, ale jest sporo propozycji z innych dużych polskich miast. Kucharzy z małych miejscowości na razie jak na lekarstwo. Wielu to mieszkający w Polsce obcokrajowcy. Są także osoby z wielu miejsc poza naszym krajem, z Europy i nie tylko. Po dogłębniejszej analizie przekonałam się, że aktywnych, którzy wydali co najmniej jeden posiłek, jest zaledwie kilkudziesięciu. Za to niektórzy karmią naprawdę często. Na przykład twórczyni portalu chwali się, że nakarmiła już 600 osób.

Pomysł wydaje mi się fajny. Zastanawiam się nawet, czy podczas majówki nie umówić się przez portal na kolację. Tam dokąd jadę jest taka możliwość. Ahoj, przygodo!?

18.04.2017
wtorek

Pochwała świątecznych resztek

18 kwietnia 2017, wtorek,

Najbardziej lubię święta za to, że jeszcze po ich zakończeniu przez kilka dni dojada się smakowite resztki. Nawet pod tym kątem przygotowuję świąteczne dania, aby dawały się przechowywać kilka następnych dni bez utraty smaku. A przygotowuję je w ostatniej chwili. Ponieważ wyjeżdżałam tuż przed świętami, a wracałam w przedświateczną sobotę, przygotowane przeze mnie dania, takie jak rolada z indyczej piersi czy faszerowany kurczakiem kurczak albo pasztet przygotowałam, włożyłam w foremki i zamroziłam. Tuż w sobotę popołudniu szybko rozmroziłam i upiekłam. Ciasta trwałe także przygotowałam wcześniej, a jedynie drożdżowe i makowiec zrobiłam w pół godziny dzięki thermomixowi, z którym przeprosiłam się ostatnio.

Właściwie można by nie robić nic domowego na święta. Wszelakich dóbr jest pełno w sklepach, nie kosztują znacząco więcej, niż wyda się na domowe wyroby, ale tradycja licząca sobie kilka setek lat weszła nam wszystkim niewątpliwie w krew i odczuwamy kategoryczny imperatyw ugotowania, ukręcenia, wymieszania i podania na stół a potem wstawienia do lodówki smakołyków na poświąteczne dni.

Tradycja świątecznego jedzenia to jedna z tych, które pięknie się przechowały, i dobrze. Nie pieczemy już całych cielęcych szynek, nie układamy stosów różnych kiełbas, nie pieczemy bab drożdżowych co najmniej z 60 jaj. Mamy zazwyczaj domy zatomizowane i niewielkie, a i apetyty jakby nie te, no i rozsądek każe jeść z umiarem. Ale tak naprawdę nie wyobrażam sobie świąt bez kilku dobrych potraw, które zjadane jeszcze po świętach dadzą poczucie odświętności.

Niech żyją resztki ze świąt!

Rolada z indyczej piersi

Filet z indyczej piersi wagi około 80 dag, 5 dag schłodzonego masła, 2 ząbki czosnku, pieprz, sól, 2 kopiaste łyżki małych rodzynek (lub suszonej żurawiny albo pokrojonych suszonych moreli), kieliszek białego wina

Najpierw zbić mięso tłuczkiem do mięsa, aby powstał równy, dość cienki płat. Lekko posypać go pieprzem i solą oraz posmarować przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Na całej powierzchni ułożyć plasterki masła. Wzdłuż jednego z brzegów rozłożyć rodzynki (lub inne owoce) i od tego brzegu zacząć zwijanie rolady. Zwiniętą roladę mocno zasznurować. Włożyć do foliowego rękawa, wlać do niego kieliszek wina i piec ponad godzinę. Kroić po zupełnym schłodzeniu.

14.04.2017
piątek

Wesołego jajka

14 kwietnia 2017, piątek,

Przed świętami cierpię na rozdwojenie jaźni. Część mojego jestestwa, którą nazwałabym matką karmicielką, chce przygotować jak najwięcej, żeby na pewno nikt nie wstał od stołu głodny. Druga część przekonuje mnie, że to absolutnie nie ma sensu, że przecież w świętach i w ogóle wszelkiego rodzaju spotkaniach nie to jest najważniejsze.

Oczywiście niegdyś było. Kiedy ludzie na co dzień odżywiali się skromnie, jeśli nie biednie, i taka okazja, kiedy można było się najeść do syta, była dla nich prawdziwym świętem. A także wtedy, kiedy za PRLu zdobycie dobrego jedzenia wymagało wysiłku i w czasie świąt jadało się naprawdę zupełnie inaczej niż zwykle. Dziś jadamy bogato przez cały rok, więc przyrządzanie wielkiej ilości jedzenia na kilka dni świąt wydaje się wielką przesadą.

Uważam zresztą, że podobnie ma się rzecz z przyjmowaniem gości. Nie ma sensu przygotowywanie ogromnych ilości jedzenia, bo przecież chyba ważniejsze, żeby porozmawiać, niż się objeść. Niepotrzebnie więc stresują się gospodynie, czy na pewno przygotowują dość jedzenia. Jak goście się nie objedzą, to wyjdą zdrowsi. Oczywiście nie chodzi o to, żeby niczego gościom nie podawać, ale na pewno nie muszą wychodzić od nas z poczuciem przesytu.

Obiecuję sobie w tym roku, że przed świętami nie spędzę w kuchni kilka razy więcej czasu, niż potrwa potem zjadanie przyrządzonych przeze mnie dań. Podam dania, które przyrządza się szybko i łatwo. A także te, które przygotuje moja mama. Ale to już zupełnie inna sprawa.

A teraz proponuję pomysły na śledzie, które są dziś daniem dnia.

Śledzie ze śliwkami marynowanymi Anki K.

Zalać śledzie i pokrojoną w piórka czerwoną cebulę marynatą od śliwek. Odlać marynate po 1 godzinie. Dodać pokrojone śliwki, oraz sos z jogurtu wymieszanego z majonezem. Ilość składników jest sprawą indywidualną. Goście byli zachwyceni i masowo prosili o przepis.

Śledzie ostatniej szansy Nataszy

Pokroić śledzie na kawałki, dodać pokrojonego ogórka kiszonego i drobno posiekaną czerwoną cebulę oraz czerwoną fasolę z puszki. Wymieszać z majonezem wymieszanym z jogurtem. Robi się szybko, a smakuje bosko.

Smacznego! I wesołych świąt!

11.04.2017
wtorek

Święta rozsądne

11 kwietnia 2017, wtorek,

Wielkanoc była zawsze świętem radosnym, choćby dlatego, że w dawnych czasach, po 40 dniach postu, podczas którego odmawiano sobie wszystkiego co cieszy ludzkie podniebienie, kiedy królował na stołach (zwłaszcza tych uboższych!) żur i śledź, otwierała się możliwość jedzenia, i to smakowitego, w co najmniej wystarczających ilościach. Tradycyjne na polskiej wsi rozbijanie garnka z żurem i wieszanie śledzia dręczyciela na drzewie to był ostatni etap oczekiwania na wielkanocne śniadanie.

Wielkanoc to smaczne święta. Dlatego już odczuwamy wzmożony ruch w sklepach spożywczych, choć może nie przesadne, ale jednak dostrzegalne. Kupuje się różne produkty wcześniej, aby niczego nie zapomnieć.

Przyznaję się, że poddaję się nastrojowi gorączkowych i obfitych zakupów, choć nie jestem szefową świąt a jedynie skromnym pomocnikiem. Ten nastrój jest mi po prostu miły. Ale tym razem postaram się, aby po świętach nie oddawać znajomym kurom kawałków wyschłych ciast, a pieskom kawałków już nie smakowitego mięsa. Po prostu swoje plany zakupowe podzielę co najmniej przez 3. Przyrzekam.

Postanowiłam też nie wypiekać 5 mazurków a tylko 2 i to w ilościach rzemieślniczych, nie przemysłowych. Kto ma siłę wytrwać do ciast!

Natomiast moje serce doświadczonej gospodyni będzie spokojniejsze, jeśli w lodówce znajdzie się w szczelnie zamkniętym naczyniu kawałek zamarynowanego indyka. Można go będzie upiec nawet kilka dni po świętach, o ile wcześniej nie wpadną niespodziewani goście. Mazurki, takie jak kajmakowy i czekoladowy, także zostaną w domyśle, bo przygotuję tylko kruchą podstawę a obie masy ewentualnie, o ile będą potrzebne. Mam w zapasie także słoiczek prawie gotowej sałatki warzywnej, którą w razie czego w 5 minut można przygotować z majonezem, jabłkiem, ogórkiem i jajkiem na twardo.

No i co, czy już wierzycie, że nie będę w tym roku marnować jedzenia?

7.04.2017
piątek

Na jedno kopyto

7 kwietnia 2017, piątek,

Tak się ostatnio złożyło, że dość często żywiłam się w restauracjach. I ku swemu zdziwieniu odkryłam globalizację w dziedzinie, w której bym się jej nie spodziewała. Nie żeby jedzenie w każdym miejscu było równie smaczne. To zdecydowanie pozostaje bardzo zróżnicowane. Ale za to sposób zdobienia potraw zdecydowanie się ujednolicił. Można tu mówić o wyraźnej modzie, która powoduje, że potrawy wyglądają dość nudno.

Dekoracja może też być myląca, bo czasem trudno nawet powiedzieć, czy dana potrawa jest deserem czy też daniem zasadniczym. Punktem obowiązkowym jest maziaj. Talerz jest grubo maźnięty kolorowym dżemem czy sosem, najczęściej bez związku z dekorowanym daniem. Myślę, że głównym kryterium jest kolor, który ma kontrastować z barwą potrawy lub ją ożywiać.

20170219_202938

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam taką dekorację byłam zachwycona, ale po obejrzeniu iluś podobnie przybranych dań zachwyt zdecydowanie osłabł. Wbrew pozorom zdjęcia pochodzą z różnych restauracji, a nawet różnych regionów.

20170329_20305620170219_202955

Na tle zwykłych maziajów, maziaj falisty wydaje się niezwykle odkrywczy.

20170222_210636

A danie podane wprost, niczego nie udające, zyskuje walor autentyczności i oryginalności.

20170224_200229

4.04.2017
wtorek

Zajęcia z rosołu

4 kwietnia 2017, wtorek,

Mamy modę na uczenie dzieci gotowania – a to telewizyjne widowiska, a to namawianie do wspólnego gotowania z dziećmi. Daje nam to przekonanie, że kształtujemy artystów, którzy będą tworzyli kiedyś kulinarne dzieła sztuki. Uważam jednak, że wszystko to nie da takiego efektu, jakiego się można spodziewać, dopóki dzieci nie zaczną być przyzwyczajane do próbowania różnych smaków.

W tej dziedzinie mają niewielkie możliwości: najpierw katujemy je jedzeniem ze słoiczka, które jest zupełnie bez smaku, jedzenie przedszkolne nie jest, bo nie może być, szczególnie wyszukane, szkolne stołówki także nie oferują dań smakowitych: przeważnie dowożone w styropianowych pojemniczkach jest czymś pomiędzy paszą a jedzeniem.

Lekcje gotowania, a więc i smakowania, w szkołach nie są powszechne. Po przyjściu do domu też nie zawsze dziecko dostaje smakowite domowe danie. Kiedy ma się zatem nauczyć smakowania? Kiedy ma pojąć jak odróżnić dobre jedzenie od złego, bez smaku? Nasi znani kucharze próbują działać na tej niwie, ale bez pomocy domu nie osiągną wiele.

Byłam przed kilkoma laty na dyskusji w szkole gastronomicznej, uczestniczyłam potem wielokrotnie w jury konkursów dla uczniów szkól gastronomicznych. Największym problemem tych dziewcząt i chłopców była nieznajomość smaku potraw. Ich wariacje na temat poszczególnych dań, co miało być twórczym zadaniem, ograniczało się do przygotowywania karykatur dań. Aż się prosiło, aby urządzić im zajęcia z rosołu czy pieczeni wieprzowej. Aż tyle i tylko tyle.

A tak nawiasem mówiąc uczenie smaku to zadanie nie tylko dla rodziców. Doskonale może to zrobić dalsza rodzina, przyjaciele domu. To naprawdę przyjemność przygotować coś dobrego dla najmłodszych!

31.03.2017
piątek

Mangiare bene

31 marca 2017, piątek,

Marcowe narty w rejonie Trentino we Włoszech w ostatnim tygodniu sezonu narciarskiego to niezwykła okazja, żeby za niewielkie pieniądze spędzić czas w pięknym kraju, popróbować pysznej kuchni, powygrzewać się na słońcu. Absolutnie nie należy wtedy wykupować miejsc w hotelu, który zapewnia pełne wyżywienie. Są dwie o wiele lepsze propozycje.

Jeśli mamy apartament z kuchnią możemy udać się do supermarketu, kupić pyszne lokalne produkty – świeży makaron, sos pesto, ser oraz wino i niewielkim wysiłkiem przygotować wspaniały posiłek.

Drugie wyjście, nieco droższe, to poznawanie lokalnych knajpek. Jesteśmy w rejonie maleńkich miasteczek i wsi, ale restauracji nam nie zabraknie. We Włoszech jedzenie poza domem to nie wyjątkowy luksus, to zwyczajny sposób spędzania czasu. Więc i knajpek musi być dużo. Żeby wiedzieć, do której warto pójść, najlepiej zasięgnąć języka. Można pytać turystów, ale nie wiadomo czy wtedy nie trafi się do restauracji turystycznej. Lepiej więc zapytać lokalnych mieszkańców. Temat jedzenia jest jednym z ulubionych tematów rozmów Włochów, więc na pewno z przyjemnością odpowiedzą.

W ten sposób trafiliśmy wczoraj do restauracji Vecchia Canonica w Malé. Z tym że poradzili nam ją lokalni Polacy a nie Włosi. Stary budynek do którego dobudowano werandę z drewna i szkła, dzięki czemu siedząc przy stole jest się dosłownie otoczonym przez piękne góry. Pyszne lokalne jedzenie. Aromatyczne lokalne wino. Narciarstwo ma jednak wielki urok.

A gdyby ktoś się martwił, że sezon się kończy i będzie musiał czekać 9 miesięcy na przyjazd do tego pięknego regionu, to spieszę donieść, że według danych miejscowych organizacji turystycznych to właśnie latem jest tu więcej atrakcji. Ludzie przyjeżdzają tu, żeby uprawiać rafting, jezdzić na rowerach górskich, latać na paralotniach, wędrować po strumieniach we wnętrzach jaskiń (canyoning).

Brzmi to może wszystko trochę jak reklama, ale trudno mi pisać o tym regionie inaczej, niż w samych superlatywach.

28.03.2017
wtorek

Senior nie zje burgera

28 marca 2017, wtorek,
  • Czy widzieliście kiedyś starszą osobę kupującą danie w foodtrucku? Ja nigdy. Sama też zresztą nie korzystam z uproszczonej formy posiłków, bo dla mnie jedzenie jest celebracją, choćby nawet prostej potrawy.

    Rozjechały się kulinarne gusty starszego i młodszego pokolenia. Może to wina nas starszych, może spotkania przy stole nie są dość atrakcyjne, zarówno jeśli chodzi o rozmowy, jak i menu. Może dlatego młodzi jadają inaczej, a przepaść międzypokoleniowa się poszerza.

    Niedługo Wielkanoc. Warto przygotować na wspólny rodzinny stół coś zupełnie nowego, ciekawego dla młodszego pokolenia, tak, aby im szczęki opadły i aby szybko zmietli z półmiska. Nie jestem skłonna dawać Wam rad, ale opowiem (krótko!) o swojej ostatniej przygodzie w zbożnym dziele szukania nowości, aby zaskoczyć młodą część rodziny.

    Po pierwsze ponowię swoje wyznanie, że jestem gadżeciarą, dlatego bardziej niż nowy ciuch cieszy mnie sprytne urządzenie kuchenne. Ostatnio w ramach szukania wystrzałowych nowości wyprawiłam się na poszukania pewnego sprzetu, uznałam bowiem, że na tle wielkanocnych mięs, cukiniowe spaghetti prezentować się będzie dobrze i zaskakująco. Oczywiście, ponieważ ta moda już w Polsce jest, mamy duży wybór przyborów do krojenia warzyw w dłuuuugie, cienkie paski julienne. Kroić można nimi cukinie, jędrne ogórki, marchew, papryki, rzodkiew daikon i co tam jeszcze komuś przyjdzie na myśl. Ceny urządzeń, które noszą różne nazwy mogą to być temperówki do warzyw lub spiralizery, wahają się w zależności od stopnia skomplikowania lub staranności designu. Możemy je kupić za 15 złotych albo za z górą 1000.

    Nie przyznam się za ile ja kupiłam (z niższej strefy cenowej), bo moje urządzenie nie okazało się doskonałe, znacznie lepiej sprawdza się stary przyrząd do julienne, który kupiłam za 8 złotych w wiejskim sklepie. A jednak myślę z łakomstwem, aby kupić sobie wypasiony spiralizer, który jak sama nazwa wskazuje, spiralnie wycina na przykład z cukinii naprawdę długie spaghetti. Przygotuję pomidory zmiksowane ze śladem czosnku i listkami bazylii i poleję cukinię takim sosem. Takie spaghetti podane na wielkanocny stół jako warzywny dodatek powinno się spodobać.