Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

19.02.2020
środa

Co nam smakuje

19 lutego 2020, środa,

Pokoleniowa przepaść istnieje właściwie w każdej dziedzinie życia: nosimy inne ubrania, oglądamy inne filmy, lubimy inne rozrywki niż nasze dzieci (i wnuki). W ostatnich latach bardzo wyraźnie dostrzegam, że mamy też inny smak.

Bywało tak, oczywiście, zawsze, bez tego nie byłoby postępu. Nigdy jednak te różnice nie kształtowały się w tak krótkim czasie. Czy w latach 80-tych jadaliśmy inaczej niż młodsze od nas i starsze pokolenie? W nieznacznym stopniu. Obecnie, zwłaszcza młodzi w mieście, czyli w dużych skupiskach, jadają różnie od starszego pokolenia.

Już kiedyś wspomniałam, że zaglądam ludziom do koszyków w sklepach. Tak, po prostu ze wścibstwa. W koszykach i wózkach starszych dostrzegam więcej mięsa, tradycyjnych warzyw, wędlin, które dla młodszych są „jadalne” tylko wówczas, jeśli producent zapewni klientów, że na przykład wędzona szynka jest super „bio ”(!). Młodzi ładują nowomodne kasze, nasionka, warzywa i owoce, które pojawiły się całkiem niedawno (lub bardzo dawno, jak na przykład kasza jaglana lub Jak się zastanowić, to wspólne dla pokoleń są na przykład pierogi, zwłaszcza te z oryginalnym nadzieniem, ale już makaron zupełnie nie po staremu, bo raczej razowy, przetwory owocowe bez cukru, mięsa rzadko albo wcale. Jajka i drób też niekiedy, a mleko raczej owsiane czy migdałowe niż poczciwa pochodna zielonej trawy. Proszę podnieść rękę − zwracam się do starszych czytelników − komu z Was smakuje sojowy pasztet czy kotlet z tofu. Tak z ręką na sercu, lepszy dla większości z nas pasztet jest ten poczciwy, mięsny i to z odpowiednią ilością tłuszczu a kotlet raczej cielęcy.

A co robić, jeśli wokół stołu spotkają się różne pokolenia (podobno w XXI wieku wyjątkowo duży będzie odsetek osób, które poznają własnych pradziadków). Czy pozostaje nam tylko mozolić się nad pierogami? Raczej doradzam przygotowywanie czegoś z nowoczesnego, młodzieżowego repertuaru. Może pójdźmy na smaczną (naprawdę!) łatwiznę. Międzypokoleniowe porozumienie gwarantowane.

Oto szybki mus z czerwonej fasoli

Puszka (40 dag) odsączonej z zalewy czerwonej fasoli, nieduża cebula, ząbek czosnku, łyżka oliwy z oliwek, po ½ łyżeczki mielonej kolendry i kminu rzymskiego, łyżeczka koncentratu pomidorowego i cały pokrojony pomidor, sól do smaku.

Najpierw na oliwie podsmażamy (bez rumienienia) posiekaną cebulę i czosnek, dodajemy fasolę, koncentrat, pokrojonego pomidora i chwilę razem dusimy. Miksujemy na puszystą masę i doprawiamy solą oraz, jeśli to nam odpowiada pieprzem. Podany w małych czareczkach ostudzony mus, zjadany z chrupiącym czarnym chlebem lub bagietką to naprawdę dobry początek obiadu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 179

Dodaj komentarz »
  1. I jesteśmy pierwsi, na samej górze 😀

  2. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  3. Krystyno, oczywiscie hiacenty.

    Wole normalny pasztet i kotlety. Pasztety to nawet lubie i od czasu do czasu kupuje.
    Staram sie jesc duzo ryb i jarzyn, ale lubie tez kluski z roznymi sosami. Jem z umiarem. Mam slabosc do serow, ale tez nie przesadzam. Potrafie sie kontrolowac.

    Nie potrafie powiedziec czego nie lubie robic. Kiedys jak Bernard pracowal to nie lubilam prasowac koszul meskich. Teraz nosi inne koszule i mam mniej prasowania.

  4. Lubię czerwoną fasolę i różne smarowidła, a mus jest łatwy i szybki do wykonania. Dobry przepis na karnawałowe przyjęcie. Z tańcami na przykład 🙂

  5. Okna mogę – bo to raz na jakiś czas. A sprzątanie jest tak powtarzalne, i tak często trzeba to robić, że może być znienawidzone.
    Wszystkie narzędzia do sprzątania zostały już chyba wymyślone, łącznie z Rumbą samoodkurzaczem, na którym lubią się wozić koty – tylko nikt nie wymyślił jeszcze czegoś, co by poza człowiekiem tymi wszystkimi narzędziami z sensem zawiadywała 🙁

  6. Jak patrzę na swoje dzieci, to są raczej staromodne, na wszystkie moje nowinki patrzą z dużym zdumieniem, tak jak ostatnio na rukolę z selerem naciowym i pomarańczą, stwierdzili, że nadal chcą z żurawiną. Przez moment bawili się z tymi „mlekami” owsianymi i migdałowymi bo u wnuczki podejrzewali alergię na mleko krowie, ale jej te wynalazki nie przypadły do gustu i skończyło się na bezlaktozowym. A moim pasztetem z różnych mięs też nie pogardzają. Przyznam szczerze, że miłośniczką tych zastępczych „pasztetów” nie jestem, chętnie próbuję, ale sama nie robię.

  7. Podobny przepis na ” smalec” z białej fasoli podawała tu kiedyś Jolinek, a Salsa go wypróbowała i bardzo sobie chwaliła. Chyba się nie mylę.
    Upiekłam raz pasztet z soczewicy, ale w ogóle mi nie smakował.
    U syna w domu nowoczesność miesza się z tradycją z przewagą tej drugiej. Syn robi pyszny hummus, ale też kluski śląskie. Wszyscy u nich lubią tarty ze szpinakiem, ale też rosół, pomidorową czy kotlety mielone. U mnie nigdy nie wybrzydzają. Ja narzekam tylko na nadmiar produktów i ciekawych przepisów, których nie ma kiedy wypróbować.

  8. Wszystko się zmienia! Fakt – w ostatnim półwieczu zmiany nabrały tempa niesłychanego. W każdej dziedzinie. Tej kulinarnej też.
    Lecz choć udogodnień typu gotowe dania czy półprodukty jest coraz więcej na półkach sklepowych, ja wolę przygotować posiłki w domu. Co nie oznacza iż od czasu do czasu nie korzystam z półproduktów i tzw „gotowców” jak np ciasto francuskie, pierogi, gnocchi.
    A że przetwórstwo domowe zanika – szczególnie w dużych miastach – wszelkie konieczne warzywne lub owocowe przetwory trafiają podczas zakupów do mojego koszyka.
    Gotowe dania dowożone co tydzień w pudłach do domów nie wzbudzają mego pożądania. Wręcz przeciwnie. I nikt nie wytłumaczy mi, że są świeże, i tanie. Zgodzę się niewątpliwie na jedno – to wygoda i oszczędność czasu. I to by było na tyle jak mawiał profesor Stanisławski (ten od wyższości świąt…).

    stawiam na kuchnię domową
    świeżą, smaczną oraz zdrową
    na nowinki też jestem otwarta
    choć niekoniecznie to moja karta

    a tak w ogóle – niech każdy jada
    jak mu wypada

  9. Czy używacie mleka kokosowego do kawy? Kupiłam niedawno puszkę takiego mleka i powinnam je zużyć do czegoś.
    Podoba mi się, że w sprzedaży jest coraz więcej produktów bez laktozy, nie tylko mleko, ale sery i twaróg.
    Faworki smażyłam dwa razy, a jutro ograniczę się do jednego albo dwóch pączków do kawy.
    Asiu,
    jak Ty sobie poradzisz z transportem takiej ilości pączków?

  10. Echidno, te gotowe dania dowożone są codziennie 🙂
    Bardzo mi się podoba Twoje „niech każdy jada
    jak mu wypada” 🙂

  11. Mleka kokosowego używam głównie jak robię curry, ale do kawy pewnie też się sprawdzi w niewielkiej ilości.

  12. Krystyno – jadę z kolegą, razem chyba sobie poradzimy. 🙂 To będzie 8 pudeł. Mam nadzieję, że uda się nam blisko zaparkować samochód. Na szczęście nie musimy stać w kolejce, bo zapłaciłam już dzisiaj i jutro tylko odbierzemy pączki.

  13. MałgosiuW –
    to nie pomyłka, u nas dowożone są zarówno codziennie jak i posiłki na cały tydzień.
    Jak to działa w Polszcze, nie wiem. OOOpps – teraz wiem.

  14. krystyna –
    myślę, że mleczko kokosowe nieco „przyciężkie” do kawy. A i aromat zabije. Ten kawowy. Doskonałe do curry, lodów, ciast pieczenia, jako dodatek do zup, serów itp. Do kawy? No nie wiem, ale jak nie spróbujesz nie będziesz wiedziała.
    Prośba – po doświadczeniu podziel się z nami opinią.

  15. Niestety, Małgosiu 🙁 Chociaż w Ćmielowie znalazł się pasjonat i fabryka działa. W naszym muzeum jest właśnie wystawa porcelanowych figurek wg wzorów z lat 50 i 60 XX wieku, które nasze muzeum otrzymało ostatnio od właściciela fabryki. Może w Chodzieży też tak się stanie…

  16. W Ćmielowie istnieją 2 fabryki. Ta, która produkuje między innymi figurki, należy do p. Adama Spały. Właściciel drugiej właśnie zamyka Chodzież.

  17. ”…a kotlet raczej cielęcy.”

    Kotlety cielęce robi się z małych cielaczków. Smacznego.

  18. Krystyno – bardzo smaczne jest połączenie mleczka kokosowego z pulpą z mango (gotowa z puszki lub obrany owoc zmiksowany) z dodatkiem soku wyciśniętego z pomarańczy – taki deser. Ja daję cała puszkę pulpy + całe mleczko + sok z jednej pomarańczy. Przepis podrzucony przez smakosza – polecam! Serdeczności Nana.

  19. dzień dobry … ☕ …

    mój komputer postanowił mi ulepszyć życie i sobie kilka godzin sprawdzał i instalował aktualizacje oprogramowania .. ma być lepiej byle nie „dobra zmiana” …
    trochę popisaliście w tym czasie … poczyta ..

  20. krystyno zrób sernik na zimo z owocami i z tym koksowym mleczkiem … będzie na ostatki ..

  21. Całkiem lubię eksperymentować z nowymi przepisami, tyle że w codziennym gotowaniu dla 3 osób nie bardzo mam na to przestrzeń. To, co ja zjem, pozostali niekoniecznie. Do tofu (po dwóch próbach) się nie przekonałam, nie smakuje mi. Kotlety sojowe zjem chętnie. Roslinne napoje typu: mleko owsiane, kokosowe czy orzechowe pijam czasem, ale nie zastąpiły one mleka krowiego. Od czasu do czasu nachodzi mnie myśl o przejściu na wegetarianizm (powody etyczne). Mam za sobą trzy tygodnie na takiej diecie, po nich powoli osunęłam się w stare nawyki…

  22. Asiu zadbana załoga to lepsza praca … powodzenia w nowych okolicznościach … 🙂

    u nas w rodzinie wszyscy lubią tradycyjne jedzenie .. czasami ktoś czegoś nie lubi ale to też tradycyjnie … zięć tylko czasem przechodzi na dietę warzywną bo chce być formie czyli zdrowy .. ale nie jest to uciążliwe dla naszego stołu ..

    krystyno na przykład taki sernik …

    https://www.przyslijprzepis.pl/przepis/fit-kokosowo-daktylowy-sernik-na-zimno

    dodać owoce jak kto lubi ..l

  23. w Tłusty Czwartek zjemy 100 mln pączków … każdy Polak po 3,5 pączka … o rany …

  24. Jolinku, masz już pączka? Ja się dopiero wybieram 🙂

  25. Małgosiu ja dziś nie jem … zawsze miałam apetyt na pączki i to nie tylko w Tłusty Czwartek … ale chyba się najadłam oglądając reklamy … 😉

  26. Jolinku, wiem, że dziś są najgorsze pączki w roku 🙂

  27. To mi jeszcze pół pączka brakuje do statystycznego Polaka 😉
    A propos Ćmielowa: https://www.eryniawtrasie.eu/19272

  28. A niby dlaczego „une” (te pączki) są dziś najgorsze w roku?
    „Walcie” ludzikowie mili na Górczewską. Mają wspaniałe. Niezależnie od dnia, pory roku i …Tłustego Czwartku.

  29. Filiżanka Matylda z serii Cztery Pory Roku. Ładna. Oryginalna. Ino ta cena…
    I dlaczego jeśli pochodzi ze stuletniego serwisu rodziny Druckich-Lubeckich, który wrócił z Moskwy do Ćmielowa i został odtworzony przez Fabrykę Porcelany AS Ćmielów, podano Adama Spałę jako projektantanta. Odtwórcę – tak, ale zaprojektował chyba ktoś inny. 100 lat temu. No, ale ja może się „czepiam”.

  30. Zjem jednego. No, może dwa…

    Witoldzie, my akurat nie jemy cielęciny, ale nie będę się krzywiła na nikogo, kto je.
    Ostatnio mocno ograniczyłam mięso i wędliny. Stoiska mięsne zapchane do wypęku jakoś źle na mnie działają. Jest tego za dużo. Za to serów ciągle mi mało.

  31. z Bartkiem do czynienia dawno już nie miałam
    że dziś Tłusty Czwartek zwyczajnie zapomniałam
    wieczór, późna nocka szybko nam nadchodzi
    echidna już teraz pączków nie wymodzi
    ani nie wymodzi, ani nie wysmaży
    co wcale nie znaczy, że Bartkowe rymy lekce sobie waży

    chrustu kilka listków jeszcze nam zostało
    chociaż pączków nie ma, to wcale nie mało
    i tak karnawału dzień ostatni zleciał
    choć Bartkowy pączek do nas nie doleciał

    a Wam życzę pączków paterę kopiastą
    Bartka tak uczcijcie mężczyzno, niewiasto

  32. Echidno, bo są pieczone wcześniej na zapas i nie są świeże.
    Kupiłam dwa pączki, po jednym na głowę, żeby tradycji stało się zadość.

  33. Witoldzie –
    kurczak też nie kura, a jajko to już w ogóle jakiś prapoczątek…
    Ab ovo…

    Podążając Twoim systemem myślenia: czy wrzucając na ruszt – dosłownie i w przenośni – skorupiaki morskie zagrażamy wielu gatunkom zamieszkującym morza i oceany? Bo bez pożywienia nie przetrwają.

    A serio – wybór diety to sprawa indywidualna. Weganin, wegetarianin, mięsożerny – sami wybierają sobie menu. I zwracanie uwagi że się nie powinno bo… … … to delikatnie mówiąc, niezbyt ładnie.

  34. myślę, że dwa pączki będą dla mnie dziś w sam raz

  35. MałgosiuW –
    na owej, wcześniej podanej ulicy, smażą na bieżąco. Ponoć najlepsze w całej Warszawie.

  36. Echidno, wybrałam się tam kiedyś zwykłego dnia, bo ogony mnie odstraszają, ale nie byłam zachwycona. Może trzeba powtórzyć.

  37. Dzisiaj, bez eksperymentów, naleśniki ze szpinakiem, fetą i czosnkiem.
    Jutro rosół na nogach

  38. Echidno-nie tylko na Gorczewskiej smaża na bieżąco 🙂

    Lubię urozmaicone jedzenie, chętnie jadam pasztet mięsny i wegetariański.
    Lubię modną teraz kaszę jaglaną i stary dobry ryż. Pamiętam, jak parę lat temu kupiłam nowinkę pt. nasiona chia, dlaczego nie spróbować. Lubię nowe smaki i eksperymenty, lubię tradycyjny rosół i modny obecnie ramen. W czasie podróży zawsze chętnie próbuję lokalne dania. Tu, w Senegalu trzeba koniecznie skosztowac po pierwsze primo-kurczaka yassa: http://ugotuj.to/ugotuj/-18715951/kurczak+yassa+z+senegalu/p/
    W Casamance bez musztardy, ale koniecznie z kostką bulionowa!
    oraz tiboudienne, czyli ryżu z rybą i warzywami: https://www.google.com/search?q=tiboudienne&oq=tiboudienne&aqs=chrome..69i57j0l3.15687j0j4&client=tablet-android-samsung-nf-rev1&sourceid=chrome-mobile&ie=UTF-8#imgrc=8mEwlpo-eeMgKM:
    Tiboudienne przypomina mi bardzo algierski kuskus- zamiast kuskusu ryż, zamiast baraniny ryba, reszta bardzo podobnie 🙂

    Wieści o tym, że w środę wieczorem będzie dalszy ciąg weselnych tańców na plaży niestety się nie potwierdziły. Pogadaliśmy zatem z Moussą, który tuż przy naszym hotelu, od strony plaży ma stoisko z pamiątkami. Biznes z tego żaden,
    bo w naszym hotelu tylko, tak średnio, ok.20 osób, a konkurencja na plaży ogromna. Stale gdzieś, ktoś, coś sprzedaje, albo raczej usiłuje sprzedać. Moussa spędza zatem cały dzień w cieniu, na swoim leżaku i gawędzi chętnie z każdym kto ma ochotę na pogawędkę. Rozmawialiśmy sobie, między innymi, o temperaturach w Polsce i w Senegalu. Powiedział nam, że bardzo nie lubi, kiedy robi się zimno(!) to znaczy, kiedy temperatura spada do 23-25 stopni, co czasami zdarza się w porze suchej. Bardzo byśmy chcieli, by się zdarzyło….
    Dzisiaj jak codzień 35 stopni w cieniu! Dobrze, że wieje lekki wiatr z nad oceanu.
    Poznaliśmy wczoraj parę bardzo dzielnych i wysportowanych Francuzów. Dwa dni temu zrobili sobie szesciogodzinna wycieczkę rowerami terenowymi, wyruszyli spokojnie po śniadaniu, około 10.00. Umarlabym z gorąca i ze zmęczenia juz pod pod koniec pierwszej godziny!!!

    Alicjo- miejscowosc, w której jesteśmy nazywa się Cap Skirring, dociera tu dwa razy w tygodniu bezpośredni samolot z Paryża. Ponad połowa pasażerów to towarzystwo, które wykupilo pobyt w eleganckim, 4-gwiazdkowym hotelu należącym do sieci Club Med. My natomiast w kameralnych, rodzinnych klimatach, bo tak lubimy najbardziej. Poza tym Osobisty Wędkarz zna właścicieli hotelu juz od wielu lat zatem mamy przyjacielskie ceny, zdecydowanie niższe od tych z oficjalnego cennika 🙂 Jutro jedziemy na wiadome wesele do Ziguinchor.

  39. Danuśka,
    a, to tam jest ta plaża – a i Wasz Club Med namierzyłam, oraz bazę wędkarzy powyżej….lotnisko macie rzut kuflem. Jak wrócisz, musisz koniecznie wstawić na Google Earth jakieś zachody słońca 😉
    W golfa grywacie? 😉
    W takim razie świetne połączenie – samolot 2 razy z Paryża…kusi!

  40. *2 razy w tygodniu z Paryża – miało być.
    My zjemy po pączku, bo nie wchodzi więcej, to są wielkie pączki, ze dwa razy większe niż tradycyjne polskie. Jeden taki pąk mieści się na talerzyk deserowy i nic więcej tam nie zmieścisz. Ja lubię z powidłami śliwkowymi (kiedyś była róża 🙁 ), a Jerzor z budyniem. Waniliowym.
    A poza tym dzisiaj mam przegląd techniczny i jak zwykle stres z tego powodu. No ale jak wzywają, to przecież nie powiem nie – żebym potem nie pluła sobie we własną twarz, że nie dopełniłam obowiązku!
    U nas słońce i mroźnawe -8c,
    przyjemnego pączkowania 🙂

  41. Danuśka miejscówka prawie super .. tylko faktycznie gorąco .. my niestety miałyśmy pecha na Wyspie Zielonego Przylądka bo mniej więcej o tej porze było tam dużo zimniej i nawet ryby gorzej brały .. nawet do zwiedzania pogoda była kiepska a oglądanie parady karnawałowej w zimnie też mało przyjemne .. dobrze, że były trunki i fajne towarzystwo .. 🙂

    też byłam po pączka na Górczewskiej (swego czasu nawet Piotr cukiernie polecał) bez kolejki i zjadłam ale smak dobrości mi nie został w pamięci ..

    dla odmiany o kanapce poczytajcie … ewa ma blisko to mogłaby dla nas sprawdzić czy faktycznie tak jest ..

    http://miejscezamiejscem.pl/polska%e2%86%92cieszyn%e2%86%92kanapki-cieszynskie-czyli-jak-zostalem-kolumbem/?fbclid=IwAR2GHvOkaQa1TcPdI-EeINhE9IwRwZtnG8atEppz8k6BZdbmJScnkX7qsC8

    a za rok ceny pączków będą już z dodatkiem w postaci podatku cukrowego … najedzcie się na zapas … 😉

  42. Kawa z mlekiem kokosowym to rzeczywiście nie najlepszy pomysł. Nie było czuć smaku i aromatu kawy.
    Dziękuję za wszystkie podpowiedzi co do wykorzystania mleka. Myślę, że zużyję je do płatków owsianych z owocami na śniadanie.
    Usmażyłam dziś placki z kiszoną kapustą. Eksperymentalnie, choć potrawa z tradycjami, tyle że u mnie w domu nigdy tego nie robiono. Wyszły całkiem smaczne, a roboty przy tym niewiele. Męża nie wciągam w moje eksperymenty, ale spróbował i też mu smakowały. Mąkę pszenną można zastąpić inną, podobnie jak mleko. W każdym razie dobry pomysł na szybki obiad.
    Zjadłam 2 pączki, ten drugi to z łakomstwa. Dziś w Biedronce sprzedawano opakowanie 10 pączków w cenie 3,99 zł. W cukierniach jeden pączek kosztuje nieco mniej – ok. 3.50 zł. Bałabym się jeść te biedronkowe, ale ludzie je kupowali.

  43. Dla ścisłości: 12 pączków za 3,96 zł.

  44. a ja lubię pączki z Biedronki zwłaszcza te z budyniem i cukrem pudrem … są lekkie i puszyste .. co w nich takiego może być, że się krystyno boisz? … jem jeden na jakiś czas to się chyba nie zatruje .. kiedyś kupowałam całe takie pudło w cenie promocyjnej i sobie mroziłam na zaś ..

  45. Alicjo-bezpośredni samolot z Paryża może kusi, ale tutejsze okoliczności przyrody to przede wszystkim raj dla wędkarzy oraz dla tych, którzy kochają plażowanie. Mamy tu dwie sąsiadki, Francuzki, starsze ode mnie, leżą całymi dniami albo na plaży, albo przy basenie, doprawdy nie wiem, jak dają radę….
    Ja z upodobaniem chodzę na spacery wzdłuż plaży (podobno jedna z najpiękniejszych w tej części Afryki) albo pływam łódką po bolongs czyli tutejszych, bardzo licznych szlakach wodnych, o których już pisałam. Na łódce mamy zawsze senegalskiego przewodnika, jako że bolongs tworzą niesłychanie rozległy labirynt. Poza tym do zwiedzania za wiele tu nie ma 🙁
    Zatem ahoj ! Za pół godziny jesteśmy umówieni na kolejny rejs.
    Aha, prowadzimy tu też dosyć ożywione życie towarzyskie francusko-senegalskie 🙂

    Jolinku-przeciez nie było aż tak zimno, pamiętam jeden chłodny i deszczowy dzień, ale może źle pamiętam…?

    Nowy-oczywiscie! Na następne wesele jedziesz obowiązkowo z nami 🙂

  46. Ja kupiłam pączki w Putce, na ich stronie można znaleźć skład ich produktów.

  47. Danuśka ja pamiętam tylko jeden dzień gdy było +25 a tak to było + 16-20 stopni i ten zimny wiatr .. mgły i deszcze trochę nam pobruździły w oglądaniu widoków z gór .. było cieplej niż u nas wtedy ale było zimniej niż zwykle o tej porze w tych okolicach .. nawet homara nam odwołali bo rybacy nie mogli wyjść w morze ..

  48. Jolinku,
    cena jest tak niska, że aż podejrzana. Obawiam się chemii. Ale od jednego pączka nie padniemy.. 🙂

  49. Danusiu, dobrze, że macie tam znajomych i kontakt z zaprzyjaźnionymi mieszkańcami. Ja bym tam chyba dłużej niż tydzień nie przeżyła, szczególnie, że nie mówię po francusku, a takie temperatury są jednak męczące. Z radością obejrzę Twoje zdjęcia.

  50. Danuśka, dmuchnij ciepełkiem w naszą stronę. Ruszyłam dzisiaj w ugory i po godzinie musiałam odpuścić, bo ręce mi zmarzły na kość.

  51. Phi…znalazam coś lepszego, otóż loty bezpośrednie z Montrealu do Cap Skirring….

  52. Spacery po plaży i owszem, wyprawy łódką też, oraz chciałabym (gdybym…) zobaczyć Ziguinchor. Gdybym.
    I też myślę, że tydzień by wystarczył, by kości wygrzać i rozruszać się trochę. Z tego, co się orientuję, z Montrealu raz na tydzień lata.
    Ale szczegółów nie znam, jak się zdecyduję, to będę szukać.

  53. Haneczko – przecież jeszcze mamy luty 😯 , a Ty chcesz wyższe temperatury. 🙂 Moja koleżanka marzy o kuligu w przyszłym tygodniu, ale chyba na marzeniach się skończy. Jedziemy w Bory Tucholskie i pewnie zamiast kuligu będą tańce. Ostatnio mam dużo okazji do pląsów, chociaż okoliczności przyrody nie tak egzotyczne jak u Danusi.:-D

  54. Lubię tradycyjne potrawy, te wszystkie kluchy, gołąbki, zupy. Nowości też chętnie próbuję. Jeżeli coś mi smakuje przyrządzam częściej. Mięso pojawia się na naszym stole, ale nie codziennie i nie w dużych ilościach.
    Linku – za tofu też nie przepadam.

  55. Jeszcze w temacie pączków – znajoma kupowała rano pączki w Gdyni. Nigdzie nie było kolejek. A w cukierni powiedziano jej, że firmy składają wcześniej zamówienia; rano odbierane są przygotowane kartony. Tak jak u Asi. Bez kolejek i bez nerwów.

  56. Pączki z Biedronki? Składu nie znalazłam, ale z Lidla – proszę bardzo:
    „mąka pszenna, nadzienie wieloowocowe 23% (cukier, woda, owoce 15%, w nadzieniu (wiśnie, truskawki, maliny), skrobia modyfikowana, substancja żelująca: pektyny amidowe, koncentraty roślinne (z marchwi, winogron i aronii), regulatory kwasowości (cytryniany wapnia, kwas cytrynowy), aromat, barwnik: koszenila, tłuszcze roślinne (palmowy, słonecznikowy), masa jajowa pasteryzowana, drożdże, woda, olej rzepakowy, dekoracja 1,5% (glukoza, cukier, tłuszcz palmowy, skrobia pszenna, naturalny aromat), cukier, serwatka w proszku (z mleka), skrobia pszenna, mleko w proszku pełne, sól, glukoza, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, stearoilomleczan sodu), substancje spulchniające (difosforany, węglany sodu), białka jaja w proszku, aromaty.” – skopiowane ze strony https://czytajsklad.com/paczki/
    Smacznego…
    Zjadłam dziś jednego pączka z Piekarni Sarzyńskiego w Kazimierzu (m. in. słynącej z kogutów kazimierskich), był pyszny, ale jeden stanowczo mi wystarczy.
    Słodkiego wieczoru 🙂

  57. … jest, jest i Biedronka, i Tesco na tej stronie. Kryterium oceny : brak oleju i tłuszczu palmowego, utwardzonego tłuszczu roślinnego, substancji konserwujących, stabilizatorów, koszenili, jaj w proszku, syropu glukozowego, glukozowo-fruktozowego, barwników.
    Jeszcze raz podaję link do strony:
    https://czytajsklad.com/paczki/

  58. Asiu, krzaczki się puszczają, zakwitła pierwsza miodunka, cebulkowe wyłażą, słońce na bezchmurnym niebie… Rozbestwiłam się.

  59. Ewo Irkowa, nie wiem skąd wzięli skład pączków Putka, to jest ich strona
    https://www.putka.pl/produkt/83/bulki-slodkie/paczek-wyborowy-65-g

  60. jeden paczek z Biedronki z pudrem waży 65 g … mi smakują to raz na jakiś czas je jem .. nie zachęcam nikogo ale dla mnie to nie dramat jak zjem coś dla mnie smacznego ale niekoniecznie zdrowego … Ewo Irkowa w Kazimierzu to ten pączek musi być najsmaczniejszy … 🙂

  61. Już po pączkach – były 3! Dwa z różą (!!!) a jeden z powidłami śliwkowymi. Do tego laska kabanosa i herbata 😉
    Nawiązując do wpisu Gospodyni – jadam właściwie wszystko i podróżując, zawsze szukam lokalnych smakołyków, cokolwiek by to nie było. Nie łaszę się jedynie na słodkie, ale jak coś nadzwyczajnego, to próbuję.
    Mięsa mało, bo z wiekiem (tak mi się wydaje) organizm nie potrzebuje, bo nie woła o woła czy wieprza, o drobiu nie wspominając. Ale okazjonalny schabowy czy inny tatar – czemu nie.
    Ryby też jeszcze dość chętnie, ale podobnie jak mięso w ogóle – coraz rzadziej nam się chce.
    Natmiast od miesięcy, a nawet roku chodzi za mną wątróbka kurczacza i jakby znikła – są żołądki, serca, a wątróbki ni ma 🙁

  62. U nas pączki zawsze 1.90$ Duże i dobre 🙂
    Czytam, że u p.Gessler 10zł w tym roku. Jedni komentują, że warte swojej ceny, inni przeciwnie. Nie mam okazji sprawdzić 🙂
    Za to wyczytałam, że w moim kraju niejaki ojciec dyrektor z Torunia zakłada filię. No ale co do Polonii tutejszej i amerykańskiej też nie mam złudzeń…można się było tego spodziewać.

  63. Ewa Irkowa
    20 lutego o godz. 18:57.
    W sprawie pączków u Lidla w Gliwicach. Chciałam kupić, ale z wyglądu były takie, jakby nigdy nie widziały „słońca” a z bliskiej odległości zapach tłuszczu mnie odrzucił. Same punkty ujemne ode mnie. Pozdrawiam.

  64. Z Kurjera Stanisławowskiego, 1909 r. pisownia oryginalna.
    „Z kosza redaktorskiego.
    Kosz redaktorski? Grób talentów niedoszłych. Straszne słowo w odpowiedziach redakcyi. Symbol władzy redaktorskiej. Narzedzie dreszczem przejmujące adeptów dziennikarstwa lub literatury. Pomysł „z piekła rodem”. Przyrząd, o którym myśl włosy na głowie podnosi.
    Nurzam prawicę moją we wnętrznościach potwora.
    Poezja i to goryczy pełna:
    „Wzgardzam tobą za to, żeś piórem
    Chciał się wywyższyć do szczytu sławy,
    Wzgardziłam za to żeś mnie chciał przybrać
    Wieńcem zieleni mizernej twarzy!”
    Co za potęga słowa, co za siła argumentacji, co za rymy!
    Albo zaraz potem wyciągam”Scherzo”:
    „Ty się gniewasz mój aniele!
    Iskry sypią oczy twoje,
    Na błękitnem twojem ciele
    Iście skaczą krucze zwoje!
    Piastki małe miotki
    Rade choćby wytłuc ząbki…”
    Nie, to się nie godzi poniewierać w koszu „błękitne ciało”, na którem iście skaczą krucze zwoje, a którego piąstki rade wytłuc ząbki! Jakże odrzucać wiersz tak zrecznie zbudowany, że go można dowolnie czytać: albo oczy sypią iskrami, albo iskry sypią oczami – jak kto chce!
    Żal mi wirtuoza, nie mam jednak czasu płakać nad nim, bo zaintrygowało mnie mocno pytanie, na drobnej, pachnącej karteczce drobniutkiem pisemkiem podane:
    „Ośmielam się spytać pana redaktora, jakim sposobem wygubić włosy na ciele?”
    – proszę pani, nie wiem i redaktor zapewne nie wiedział, więc musze pytanie zostawić bez odpowiedzi, pomimo gotowości do usług dla płci nadobnej – tak się przynajmniej domyślam.
    Czy się szkuta z poetami rozbiła, czy co? Bo oto jeszcze jeden wiersz mam pod ręką:
    Uwaga! Bo oto kroczy rozszalały symbolista:
    „W fantastyczności , ja bujałem świecie
    O zwrotnikowe oparłszy błękita
    Kędy gwiazd wąwóz pierścieniem się plecie,
    Szczyty goreją, płomieniami świta
    Paszczęka wilka, tygrysa, pantery
    Dziką wściekłością, rozpaczy drgający
    Łamie portyków marmurowe skfery
    I dysząc ciska jak gadu ziejący!”
    Już mniejsza o polot niebotyczny, już mniejsza o rymy tak świetne jak: błękita – świta, pantery – skfery, ale ów nowy sposób przecinkowania w środku każdego wiersza wart był chyba uwzględnienia. A jednak i to oddał redaktor na pastwę koszowi!
    „Królowo mego serca
    Słóweczko jedno: tak
    U nóg małych wmiast kobierca
    W tej chwili się znajdę – wszak”
    Tak się zaczyna inny wierszyk, wydobyty przeze mnie na świat boży z kosza redakcyjnego i przyznam się, że gdyby ten pan Wszak, pragnący znaleźć się pod nogami „wmiast” kobierca, zwrócił się był do mnie, to umieściłbym wytwór jego wyobraźni na łamach mego pisma. Niestety redaktorem nie jestem.
    Ale oto znów pytanie prozą:
    „Będę sz. Panu niewymownie wdzięczną, gdy zechce mi odpowiedzieć na następujące pytanie: co jest przyczyną porostu wąsów i brody u kobiet?”
    Nie wiem, dlaczego redaktor pytanie to zostawił bez odpowiedzi i wrzucił je w dodatku do kosza. Ja przyznam się, odpowiedziałbym krótko: Włosy – i byłby wilk syt i koza cała.
    Zaraz potem wyciągam z kosza pytanie dowodzące jak drogie są u nas słowiki oraz metody języka francuskiego.
    „Czu można używać słowo francuskie „s’il vous plait” przy każdem zdaniu? Czy też ono znaczy proszę siadać?”
    I na to pytanie zmuszony jestem odpowiedzieć za redaktora. Otóż „S’il vous plait” nie znaczy: proszę siadać , ale używa się proponując co komuś przez grzeczność.
    Tak na przykład, jeżeli powiemy: „Que le diable vous emporte, canaille – i dodamy: s’il vous plait – to będzie grzecznie.
    Poezja kwitnie w koszu redaktorskim. Oto jeszcze przykład:
    „Kocham naturę, uwielbiam sztukę,
    Unikam ludzi –
    Zetknięcie się z nimi
    Myśl moją brudzi…”
    Przeczytawszy wierszyk ten do końca przekonałem się, że autor sam sobie szkaluje, bo – Mojem zdaniem – myśl jego świeża jest, zielona, jak trawa na wiosnę. Wierszyka nie podaję – dla braku miejsca.
    Westchnąłem z głębi duszy, krótko jednak, bo prawica ma sięgnąwszy do kosza, wyciągnęła zeń ćwiartkę, od której oczu oderwać nie mogłem, która myśl mą pochłonęła całkowicie:
    Perła, powiadam perła! Tytuł jej:
    Tygrys. Oto ją macie w całości:
    „Tygrys wypada z lasu,
    Robiąc dużo hałasu;
    Wpada wprost do Hiszpana,
    Tnie go w oba kolana.
    Hiszpan na ziemię jak długi,
    Z czoła leją mu się krwi strugi,
    Ręką kordelas dobywa
    I w tej chwili dogorywa.
    Jak on umarł w środku nocy,
    nadchodzi oddział pomocy,
    zwierzowi mężnie czoło stawia
    I godzinę go zabawia,
    A po tej zabawnej nocy
    Tygrys o swojej nie mógł wstać mocy.
    Cztery łapy wyciągiwa
    I w tej chwili dogorywa!”

    We wstępie autor zaznacza, że to jest próbka talentu zaczynającego poety. Nie, stanowczo redaktor nie poznał się na talencie, ukryty w duszy początkującego poety. Taki skarb w koszu, powiedzcie!
    ??”

  65. Asiu,
    dawno tak się nie uśmiałam 🙂

  66. Krystyno – ja też 🙂 Zwłaszcza z Tygrysa 😀

  67. Na czym polegała ta zabawa całego oddziału z tygrysem? Jest po 22 i różne myśli mi po głowie się plączą 😀

  68. bo jak hiszpan dogorywa
    na tygrysa przyszły żniwa
    w mężnego czoła pocie
    krew tygrysa już hlupocze
    oddział gryzie, kopie, kąsa
    po policzkach pot se pląsa
    kiedy słychać szczęk oręża
    oddział piersi swe napręża
    uciechy w tym niemiara
    gdy oddział tygrysa powala
    to jest heca znakomita
    gdy się tak tygrysa chwyta
    lub gdy piką jakiś Tadek
    wali tygrysa w zadek

  69. „C-e” zgubiłam w chlupocze
    sama się dziwię swej głupocie
    miast dobić zwierzątko „miłe”
    byka strzeliłam – i takie zdarzają się chwile

  70. Dzień dobry,
    Tłusty Czwartek minął mi bez jednego pączka i bez faworka. Te ostatnie w moim domu rodzinnym, gdy byłem dzieckiem chrustem nazywano. Czy gdzieś jeszcze się używa tej bardzo trafnej nazwy? Tak tylko pytam, bo dzisiaj jest Dzień Języka Ojczystego. Pomysł i początki obchodzenia tego dnia zrodziły się….w Bangladeszu. W papierowej Polityce jest rozmowa z Profesorem Miodkiem. Warto zajrzeć.
    Jeśli pozwolicie wrócę na chwilę do wspomnianego przez Was Ćmielowa. Byłem tam w kwietniu tamtego roku. Głównym celem wyprawy był sklep, gdzie chciałem dokupić brakujące części do mojego nowego zestawu obiadowego właśnie z tej fabryki. W czasie rozmowy z paniami z obsługi o tym, co chciałbym kupić w pobliżu przechadzał się jakiś pan. Wkrótce wtrącił się do rozmowy. Okazało się, że to Pan Adam Spała, nowy właściciel. Przegadaliśmy około dwie godziny, oprowadził mnie po wszystkich kolekcjach opowiadając o każdym szczególe, ma niesamowitą wiedzę. Absolutnie wyjątkowa osoba, ogromnej wiedzy i z klasą. Miałem szczęście.
    Echidna wspomniała o zestawie Matylda. Też ją widziałem, mało tego, jedną filiżankę MUSIAŁEM kupić. Przyszły car Mikołaj II zamówił je dla swojej kochanki, primabaleriny Matyldy Krzesińskiej, kobiety o tak ciekawym życiorysie, że nie tak dawno wydano o niej książkę. Bardzo lubię porcelanę, kochaneczki i ich historie, więc teraz, gdy będąc w Polsce piję herbatę z filiżanki momentami wyobraźnią cofam się do czasów cara, willi, którą wynajmował dla pani Matyldy, do samej Matyldy i jej widzianej na obrazkach urody… Herbata smakuje wtedy lepiej!
    http://www.radio.kielce.pl/pl/post-62767
    Moja filiżanka jest tańszej wersji, najtańszej, ale i tak się nie przyznam ile za nią zapłaciłem 🙂

  71. Znalazłem w internecie, Pan Wojciech Młynarski, jakby dziś…

    Liczę na cud

    Nienormalni i normalni,
    skołowany polski ludu,
    Rodacy nieobliczalni,
    żyjący w krainie cudów.

    Nowa czeka nas atrakcja,
    którą tak bym zdefiniował,
    szykuje się demokracja
    policyjno-wyznaniowa.

    Na nowego Prezydenta,
    co podkreślam w tym wierszyku,
    będzie wpływać Trójca Święta
    ustami swych urzędników.

    I nareszcie, piękna sprawa
    w skali makro, w skali mikro,
    można będzie z mocy prawa
    zapuszkować za in vitro.

    A kto spyta – Co jest grane?
    Nie pasuje do winietki,
    się odwiedzi go nad ranem
    i założy bransoletki.

    Więc rozsądek zdrowy wyzwól,
    byś nie musiał się przekonać,
    jak z pomocą populizmu
    robi z ciebie się balona.

    By uniknąć tego losu
    i by nie mieć gigant kaca,
    wyjdź więc z domu i zagłosuj,
    to jest niezbyt ciężka praca.

    Frekwencję uaktualnij,
    zmień jej procent i oblicze.
    Jesteśmy nieobliczalni
    i ogromnie na to liczę.

    Warszawa, 15 maja 2015

  72. dzień dobry … ☕ …

    się trochę spieszę … doczytam później …

  73. Tłusty czwartek minął mi bez paczka. W żadnej cukierni ich nie uświadczysz, pozostał mi wiec tylko w pamięci smak paczkow smażonych przez Mamę.
    Mam duże zaległości w czytaniu Waszych wpisów. Wczorajszy Kurjer Asi przedni, jak zwykle zreszta.
    Co do kuchni, jem teraz duzo mniej mięsa i wędlin ale tofu zdecydowanie nie lubię. Mus Gospodyni zrobię przy najbliższej okazji, mozna tez poeksperymentowac dodając inne składniki.

  74. Jolinku,
    O kanapkach cieszyńskich słyszałam już ze 20 lat temu. Niestety, jakoś nam Cieszyn nie leżał po drodze. Innym specjałem cieszyńskim są kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym, które podobno bardzo smakowały Franciszkowi Józefowi I.

  75. Dołączam do grupy lubiących kulinarne nowinki i eksperymenty z przepisami. Z mięsem i przetworami pożegnałam się chyba definitywnie blisko rok temu i nie tęsknię. Tofu wędzone mi smakuje i dodaję je na zimno, czy podpiekane do sałatek. Zaniepokoił mnie przytaczany wczoraj skład rozmaitości dodawanych przy produkcji pączków, nie do wiary wprost. Zwłaszcza, że pączkom wystarczy ok. 8 składników i trochę pracy.

  76. Skupiliśmy się na pączkach, ale problem dotyczy wszelkich innych słodkich wyrobów. Olej palmowy, syrop glukozowo -fruktozowy, najróżniejsze dodatki obecne są prawie we wszystkim. Trudno być detektywem i tropić bez przerwy skład tego, co się kupuje, więc pewnie nie uniknie się niezdrowych produktów. Ale warto upiec coś w domu, nawet dla 2 osób.

  77. Nowy,
    w 2017 r. w Rosji nakręcony został film o Matyldzie Krzesińskiej, który oburzył bardzo ” prawdziwych patriotów’, no bo jak można tak pokazywać świętego. Sporo o tym pisano także w naszej prasie, zwłaszcza że Matyldę grała polska aktorka Michalina Olszańska. Czytałam, że w Warszawie film pokazano tylko na 2 seansach . Nie znam dalszych losów filmu.
    Jeśli jesteś zainteresowany tematem, znajdziesz sporo materiałów w necie.
    Tytuł filmu to oczywiście ” Matylda”.

  78. Krystyna, też jestem tego zdania, bo jak się wczytać w te etykiety na opakowaniach, to włosy dęba stają. no więc zabieram się za ciasto na faworki/chrust 🙂

  79. Gdyby ktoś szukał dobrego przepisu na pączki, to pod tym linkiem można poczytać 🙂
    http://pistachio-lo.blogspot.com/2020/02/paczki-z-przepisu-z-1885-roku-najlepsze.html?m=1

  80. DZISIAJ OBCHODZIMY: Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego
    -7c, słońce. Nieśmiertelna owsianka otrębowa z malinami (prod.Chile), jagodami (prod.Canada) i kilkoma śliwkami. Jagody i maliny mrożone, śliwki suszone. I herbata!

  81. Salso,
    Moja mam wspomina wczoraj swoją starszą kuzynkę Wiesię – absolwentkę szkoły gospodarstwa wiejskiego w podkrakowskich Staniątkach, prowadzonej przez zakonnice. Owa Wiesia fantastycznie gotowała i piekła. Jej ciasto na pączki zawierało 10 żółtek na 1 kilogram mąki. To se ne vrati…

  82. Zanotowałam sobie przepis na pączki. Nigdy ich wprawdzie nie smażyłam, ale kto wie, może kiedyś to zrobię. A może polecę komuś przepis.
    Od wczoraj zostało mi trochę ciasta z kapustą kiszoną, bo zrobiłam go za dużo. Ciastu to nie zaszkodziło, nie ściemniało, a placki smakowały mi jeszcze bardziej niż wczoraj.

  83. Signum temporus….
    „W tramwaju, którym jadę, wszyscy poniżej 30. roku życia siedzą wgapieni w ekrany smartfonów. Ktoś oczywiście powie mi, że w wagonie tramwaju zmieści się kilkadziesiąt osób w różnym wieku. Ale jadę pociągiem. I na osiem osób w przedziale tylko ja gapię się przez okno albo czytam książkę czy gazetę. Cała pozostała siódemka jest wpatrzona w swoje telefony. Nawet chłopak, który jedzie z dziewczyną! Aż chciałem mu powiedzieć: „Wziąłbyś ją za rękę”. Na pięć minut chociaż… A oni wszyscy tylko tymi paluchami przebierają. Bardzo mnie to denerwuje, znacznie bardziej niż to, jak internet wpływa na polszczyznę, bo naprawdę życie w sieci, jeśli coś zmienia, to przede wszystkim umiejętność porozumiewania się w rzeczywistości.”
    (Jan Miodek – z wywiadu w Polityce)

  84. Właśnie – zauważyliśmy niedawno z Jerzorem, że wiele potraw lepiej smakuje następnego dnia. Chyba to sprawka „przegryzienia się”?

  85. O niegdysiejszych śniegach i pączkach a także inne wspomnienia : https://adamczewski.blog.polityka.pl/2010/02/11/ballada-o-psie-ktory-nie-chcial-serdelka/

  86. Dzień dobry,
    Krystyna, dziękuję za wzmiankę o filmie. W necie jest bardzo dużo o Matyldzie Krzesińskiej (to moje jedyne źródło wiedzy o niej), ale o filmie nie znalazłem.
    Dzięki też za „niegdysiejsze blogowe śniegi”. Przejrzałem też nasze wpisy – wtedy Blog żył pełnią blogowej werwy, z nocnymi koncertami „youtubowymi” włącznie…. To se ne vrati jak mówi Alicja.

  87. Nowy,
    jeśli wpiszesz w wyszukiwarce hasło ” film Matylda”, to na pewno coś znajdziesz.

  88. Powiedz mi, gdzie i w jakiej ziemi
    Jest Flora Rzymska krasawica
    Archippa, cud między cudami
    Tais, stryjeczna iey siestrzyca?

    Ty, Echo, co głos wracasz skory
    Gdy pomkniesz nad strumienia biegi
    Mów, gdzie są piękne dawney pory?
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

    Powiedzcie, kędy iest uczona
    Helois, dla miłości którey
    Abeylart Piotr, zmienion w kapłona
    Żal swóy w klasztorne zamknął mury?

    Podobnież, gdzie ta monarchini
    Co, śmiertelnemi szyjąc ściegi
    Worek, gachowi grób zeń czyni?
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

    Królowa Blanka, jak liliia
    Syrenim głosem zawodząca
    Berta o wielkiey stopie, Liia
    Bietris, Arambur, Alys wrząca

    Iohanna, co w mężczyźńskiey szacie
    Anglików gnała precz szeregi
    Gdzież są ? wy mówcie, jeśli znacie
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

    Nie pytay, kędy hoże dziewki
    Idą stąd y na iakie brzegi
    Iżbyś nie wspomniał tey przyśpiewki
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!
    (Ryszard Wolański)

  89. Obiadowo był makaron z kupnym sosem pomidorowo-paprykowym ostrym, przy czym ostrości jak zwykle dosypałam do sosu i dodałam lekko przesmażone na maśle 3 spore ząbki czosnku.
    Przy okazji przypomniał mi się Brzucho (gdzie są wszyscy przyjaciele nasi?), kiedy na II Zjeździe Łasuchów na Kurpiach tłumaczył nam, matołkom, jak się makaron gotuje! Zapamiętałam do dzisiaj – gotować w osolonej wodzie (nie dodawać oleju! Ani nic -nic!), odcedzić, ale szklanę wody odcedzonej wody zachować i podlać tym odcedzony makaron. No, niekoniecznie szklanę, ale tyle, żeby zdechły i suchy ten makaron nie był. Po odcedzeniu nie przelewać zimną wodą!
    Wczoraj czy przedwczoraj oglądałam bodaj dziennik i tutejszy kawałek o kulinariach (zdarza się), i szef kuchni indiański tłumaczył, jak coś tam zrobić, chyba mięso grillował, nie widziałam od początku – i na koniec dodał mniej więcej te słowa: nasza kuchnia jest bardzo oszczędna, jeśli chodzi o przyprawy, bo chodzi o to, żeby ten kawał mięsa przede wszystkim był głównym smakiem dania.
    No masz… a ja jestem tak przyprawowa, że głowa boli!!!

  90. Wracając do wpisu Nowego, ja nadal się francuskiego się nie nauczyłam na tyle, żeby zrozumieć słowa piosenki, którą wrzuciła naonczas Alina. Tylko podstawowe bonjury, żetemy…
    https://www.youtube.com/watch?v=ZBEuEnB5cYg
    Ale jakiś nomen-omen, bo wczoraj przypomniała mi się Zgaga i nawet miałam napisać, czy ktoś coś wie, w których krzakach Zgaga siedzi.

  91. A propos jeszcze wyżej wklejonej przeze mnie piosenki Maleńczuka – „Gdzie jesteście przyjaciele moi” – czarno biały filmik to chyba urywki z „Wakacje z duchami”, z Henrykiem Gołębiewskim między innymi (potem w dorosłym filmie „Edi”).

  92. dzień dobry … ☕ …

    Małgosiu z okazji imienin wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń … przytulaski … 🙂

  93. Alinko pomachanko … 🙂

    ostatnia sobota karnawału … można sobie osłodzić życie … 😉

    https://cukryproste.blogspot.com/2020/02/magdalenki-audrey-hepburn.html

    ja jem mięso prawie każdego dnia … bo lubię ….

  94. Małgosiu, zapowiada się piękny, słoneczny dzień na obchody. Wszystkiego najlepszego, radości 🙂

  95. Malgosiu, wszystkiego najlepszego.

    Jolinku, tymi magdalenkami to mozna sie bardzo szybko zapchac. Wczoraj zrobilam zapiekanke z ziemniakow, u mnie to sie nazywa le gratin dauphinois. Byla bardzo dobra.
    Mieso jem chyba trzy razy w tygodniu.
    Slonce mi swieci prosto w oczy, ale zaraz schowa sie za chmury i tak ma byc caly dzien.

  96. elapa 1 do kawy wystarczy … 🙂

    słonko ale tylko +2 … ma być +9 … poczekam na południe .. teraz serial Colombo i szykuję obiad .. ryż z gulaszem mięsnym i warzywami ….

  97. Serdecznie dziękuję za życzenia.
    Rzeczywiście pogoda bardzo zachęcająca.
    U mnie dziś ryż i warzywne leczo.

  98. Małgosiu, wszystkiego najlepszego urodzinowo!
    I dołączam „Presque” Alaina Souchon. Mam nadzieje, ze sie spodoba, jest subtelna i poetycka.
    Presque to prawie 🙂
    https://youtu.be/dA8AwP0vN8g

    Jolinku, dziekuje 🙂

  99. Małgosiu – najlepsze życzenia imieninowe!

    Alicjo,
    wydaje mi się, że w teledysku do piosenki Maleńczuka wykorzystano fragmenty serialu ” Podróż za jeden uśmiech” .
    A Zgaga chyba całkiem odeszła od blogu.

  100. Chcecie pomóc w kampanii?
    Macie wolny płot lub balkon na baner?
    Chcecie znajomym rozdać ulotki?
    zgłoście się tu …
    http://kidawa2020.pl

    Chcecie zobaczyć kampanię od środka? … a może Wam po prostu chłodno? To też wpadajcie do nas na Kruczą 47 … na herbatę!

    #SztabObywatelski
    #Kidawa2020

    tylko dla zainteresowanych ..

  101. Krystyno,
    zawsze się mylę z tymi filmami 😉
    Ale obie książki mam i się nie mylę! Dzisiaj na obiad to co wczoraj, bo sosu zostało pół gara, tylko makaron dogotować.
    Tymczasem o czym się plecie na świecie w mediach (nie, nie o niejakiej H.)
    https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25707840,w-polsce-od-kilku-dni-mowi-sie-o-srodowym-palcu-poslanki-a.html

  102. Małgorzacie niech się wiedzie 🙂

  103. Tajlandia: co denat zjadł na kolację <– w artykule, który podałam wyżej oczywiście także kulinaria 😉

  104. Małgosiu, uściski!

  105. Ojej! Przecież jest jeszcze jedna Małgosia – GosiaB! Wszystkiego dobrego dla naszych Małgorzat, podczytujących także 🙂

  106. Z artykułu, który podesłałam wyżej – o czym media w świecie… muszę dodać moje sprostowanie. Otóż nie, nie o szopach praczach w Kanadzie, a po najpierwsze, drugie i trzecie, a potem długo, długo nic, pogoda jest tematem nr.1
    Latem – że lato za krótkie i gorąco jak na równiku oraz wilgotno jak w tropiku, przynajmniej w rejonie Wielkich Jezior, któren to rejon jest bardzo wielki. Na preriach też gorąco, ale przynajmniej sucho.
    Zimą – bo zima stanowczo za długa, za śnieżna i za sroga. Nawet ostatnio Vancouver narzeka, bo spadł tam śnieg, ale zima w tamtych okolicach jest i tak wredna, bo leje deszcz!
    Wiosna – ależ takiej pory roku nie ma i dlatego trzeba narzekać, że jej praktycznie nie ma, co na tym blogu od lat uskuteczniam, narzekam na brak wiosny.
    Jesień – no dobra, przełom września i października w moim regionie i w ogóle całe Ontario (3xPolska obszarowo!) i prowincje na wschód od nas to znakomite kolory jesieni, co też od lat… ale liście mniej więcej w połowie października opadają i co?! No i już praktycznie zima, zanim człowiek zdążył się kolorową jesienią nacieszyć.
    Dlatego jest to temat numero uno – tak w mediach, jak i bezpieczny temat do rozmowy. Bo każdy Kanadyjczyk ma jakąś opinię na ten temat oraz turyście wytłumaczy, jak i co.
    Zgadzam się z konkluzją (chyba w komentarzach już), że w Kanadzie żyje się spokojnie i bezpiecznie – no bo jak może być inaczej, skoro naczelnym tematem od wieków jest pogoda?!
    Czasami zdarzają się wyjątki.

  107. I te nazwy zespołów… 😯 😀
    https://www.youtube.com/watch?v=OGm-FQmWHhY

  108. Bardzo niepokojący artykuł o autorze „Alicji z Krainy Czarów”.
    Ale jest tam sporo spekulacji. Nie czytałam słynnej książki.
    https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25714308,oskarzany-o-pedofilie-i-morderstwa-posadzany-o-zazywanie-narkotykow.html

  109. nasza Zgaga też Małgosia a imieniny obchodzi w czerwcu … GosiuB najlepszego … 🙂 ..

  110. Asia!!! 🙂 🙂 🙂
    Ale uwagę taka nazwa przyciąga, nieprawdaż? 😉
    A propos „Alicji z Krainy Czarów”, ponoć należy do kanonu tzw literatury dla dziewcząt, podobnie jak „Ania z Zielonego Wzgórza”.
    Jedno i drugie mnie ominęło, jakoś tak wyszło. A teraz nie ma sensu, żeby nadrabiać zaległości z dziecięctwa.
    Jeśli miałabym dawać nagrodę Nobla dla literatury dziecięco – wczesno-młodzieżowej, to byłaby to Astrid Lindgren za „Dzieci z Bullerbyn” i „Fizię Pończoszankę” (żadne tam „Pipi Langstrum”!). To jest, moim zdaniem, ewenement w literaturze rodzaju.
    A propos wspomnianych „Wakacji z duchami” i „Podróż za jeden uśmiech” – oprócz tego mam jeszcze „Wyspę Złoczyńców” Nienackiego i jeszcze parę tego typu książek, które zachowałam na wypadek – babcia poczyta wnukom, no ale jak wiecie, kotom równie dobrze można poczytać cokolwiek… 😉
    Żeby nie było, mam też Nienackiego słynne „Raz w roku w Skiroławkach”, ale jak próbowałam ze 2 lata temu powtórzyć lekturę, bo nic nowego z Polski nie miałam na tapecie, to niestety, nie dało się tego czytać.
    Polskim autorem moich ulubionych książek dla dzieci są Edmund Niziurski i Adam Bahdaj.
    Młodzieżówkę trzyma Siesicka, a za nią długo-długo nic 🙂

  111. Dla równowagi, o innej Alicji, takiej trochę „La boheme…”, chociaż dzisiaj imieniny Małgorzaty 😉
    https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25424331,kiki-krolowa-montparnasse-i-paryskiej-bohemy.html

  112. Ha! Wyobrażacie sobie, żeby dzisiaj jakaś modelka pozwoliła komuś na publikację fotografii jak te, bez stosownego „fotoszopu”?!

  113. Jeszcze raz pięknie dziękuję za życzenia 🙂

  114. dzień dobry … ☕ …

    może nam smakować …

    http://veganbanda.pl/recipe/salatka-zdrowe-jelita/

  115. „Nie ma znaczenia z kim sypiamy, dopóki dobrze segregujemy śmieci”.
    Więcej:
    https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25714401,finowie-zyja-albo-w-trybie-postu-albo-karnawalu-albo-wcale.html
    Sałatka Jolinka brzmi całkiem zdrowotnie i sensownie, będę uprawiać!
    Tymczasem środek nocy i trzeba dospać…po doczytaniu o Finach 🙂

  116. Coraz więcej opakowań jest mniej lub bardziej ekologicznych, pojawiły się też może nie jadalne, ale nadające się do kompostowania.

  117. Ja chyba z 15 lat temu pisałam do jednego z czołowych polskich -producentów kosmetyków, które zresztą bardzo sobie cenię i kupuję – otóż pisałam w sprawie opakowań. Przerost formy nad treścią – małe pudełeczko kremu umieszczone w tekturowym pudełku na jakimś wydzi wiastym rusztowaniu z plastyku – po co to komu? Żeby trudno było wyjąć? I jakby tego było mało, oneż pudełeczko tekturowe było opakowane w jakąś folię. Dostałam odpowiedź, że się przyłożą – i faktycznie, jest lepiej. W tym akurat przemyśle opakowanie powinno być jedno, jak to często widzę ostatnio u ulubionej Ireny Eris – po prostu szklany słoiczek, a w nim krem. Niepotrzebne jest pudełko, chociaż poprzednia firma, którą swoim listem „zaatakowałam” twierdziła, że to klientki wymuszają wykwintne opakowanie. No to ja wymuszam odwrotnie – napisałam.
    Przy okazji – ulubiona I.E. też nadal grzeszy, bo wiele jej kosmetyków jest „nadopakowanych”. Ale warto pisać i podrzucać tego typu uwagi, niby mała sprawa, a globalnie – większa.

  118. A skoro przy tym, wczoraj oddałam nadwyżkę szafową – co kwartał jeździ u nas taki wielki samochód i zbiera to, co w domu zawadza, szmaty, małe kuchenne rzeczy, mogą być zepsute i tak dalej, oprócz mebli zbierają wszystko. Bardzo wygodna forma pozbycia się rzeczy zbędnych, przydasiów bez przydziału przez lata…
    Stare szmaty, choćby dziurawe, przydają się do produkcji papieru!
    Wiem to, bo sto lat temu zwiedzałam papiernię w Dusznikach Zdroju 🙂

  119. Można zauważyć małe zmiany na lepsze, ale to krople w morzu. W sklepiku piekarniczym w Gdyni zniknęły foliowe torebki; pieczywo pakowane jest do papierowych torebek, takich bez foliowych fragmentów. Ta piekarnia ma kilka punktów sprzedaży i tak pewnie jest w każdym. Na pływalni, gdzie bywam w czwartki nie ma już w szatni foliowych torebek, do których można chować obuwie. Chowa się do swoich przyniesionych, albo pozostawia luzem na podłodze w szatni.
    Nie wiem, czy te kroki podjęto pod wpływem jakichś nakazów, czy z własnych chęci. Niedawno ucieszył mnie widok przy kasie – młoda kobieta wykładała kupione produkty: kilka jabłek, cytryny, cebula, marchewki itp, a wszystko to luzem, ani jednej zrywki foliowej. I nic się nie pomieszało.

  120. Wiele sklepów wprowadza też woreczki wielorazowe.

  121. ja chodzę wszędzie z plecakiem i z własnymi torebkami .. wygodnie i oszczędnie ..

    Danuśka baluje na tym weselu, że hej … 🙂

    pogoda mi się nie podoba .. niby +5 ale wiatr i deszcz niweczą chęć na spacer …

  122. dla zaciekawionych …

    https://justmydelicious.com/2020/02/odpornosc-czyli-jak-przezylismy-5-lat-bez-antybiotykow-i-powaznych-chorob.html

    ja osobiście zauważyłam poprawę odporności od roku .. myślę, że to moje spacery prawie w każdą pogodę i od 1,5 roku biorę jedna kapsułkę moringii …

    https://ktomalek.pl/blog/moringa-poznaj-jej-wlasciwosci-i-zastosowania/w-637

  123. U nas za torby plastikowe trzeba płacić – są to jakieś centy, 10c czy coś koło tego, ale jak po jakimś czasie policzono, ludzie ze swoimi torbami przychodzą, ponad 50% zrezygnowało, a teraz może i więcej. Sklepy sieciowe spożywcze wyprodukowały wielkie, mocne torbiszcza wielorazowe, można je zakupić za parę $ i wykorzystywać przez lata, takie są mocne.
    U nas też +5c, słonecznie, trochę powiewa. Nie wychodzę, bo za 2 godziny Jerzor przywozi Lisę na popołudniową herbatkę, będzie relacja z pobytu na Florydzie (z przygodami lotowymi). Nie piekłam tym razem, kupiłam w polskim sklepie serduszka piernikowe w czekoladzie, nadziewane powidłami śliwkowymi. Oraz mamy chrust – też z polskiego sklepu 🙂

  124. W senegalskich okolicznościach przyrody plastik wszechobecny i wszechobecnie zasmieca wioski i miasta. Najbardziej irytujące są małe torebki foliowe( objętość ok.jednej szklanki), w których sprzedaje się lub rozdaje, wodę.
    Na weselu te torebki były do dyspozycji wszystkich gości, a potem lądowały gdziekolwiek, bo żadnych koszy na śmieci nie przewidziano.
    Ale po kolei…
    Impreza rozpoczęła się w piątek ok.17.00. My, to znaczy rodzina i przyjaciele Philippa-pana młodego, zebraliśmy się w domu najstarszego członka rodziny panny młodej, by odprawić ceremoniał pozyskania przychylnosci dobrych duchów dla młodej pary. Ceremoniał polegał na skropieniu czerwonym winem wejścia do domu, bo duchy czają się przed wejściem. Czerwone wino wybrano oczywiscie z myślą o Francuzach 😉 Na ogół w celu zaskarbienia dobroci duchow stosuje się napój gazowany, bo takie właśnie napoje Senegalczycy pijają na co dzień. Wygloszono drobne przemówienia w lokalnym dialekcie oraz po francusku i udaliśmy się na weselisko. Impreza odbywała się na wielkim podwórku położonym w sąsiedztwie domu rodzinnego Josianne, czyli panny młodej. Aha, młodzi ślub wzięli już w październiku, teraz wszyscy goście goscie zostali zaproszeni jedynie na wesele.
    Piątek był dniem, na który zaproszono gości z obu stron-Josianne zaprosiła circa about 200 osób najbliższej rodziny i przyjaciół, skromna ekipa Philippa liczyła 14 osób 🙂 Podczas drugiego dnia wesela może pojawić się każdy, nie potrzeba żadnego zaproszenia, ale w podziękowaniu za poczęstunek zostawia się rodzinie panny młodej drobną sumę pieniędzy. Pieniądze przyczepia się agrafka do ubrania kuzynek panny młodej( niczym jakieś dziękczynne medale).
    Wesele rozpoczęły kolejne przemówienia głównie o tym, że rodzina senegalska jest szczęśliwa, iż połączyła się z rodziną francuska. Było w tych mowach dużo dumy i bardzo dużo patosu. Wszyscy goscie siedzieli w grupach i podgrupach-panie osobno, panowie osobno, starszyzna osobno, mlodziez osobno.
    Stołów nie było, wszyscy na krzesłach, które w ramach wyżej wymienionych podgrup można było dowolnie zmieniać. Wśród gości przechadzal się drób, bo domowe zwierzęta mają tu wolność oraz demokrację, przechadzaja się wszędzie i bez krepacji 🙂 Cdn….

  125. Śliczny opis , czekam na ciąg dalszy i zdjęcia oczywiście.

    Tanzania poradziła sobie z plastikiem, byłam zaskoczona czystością.

  126. Zaraz mi się przypomniało wesele w Peru, z siedem lat temu…
    Też czekam na zdjęcia 🙂

  127. Danuśka a tańce … tańce były? …

  128. Dzień dobry,
    Och Małgosiu, to było wczoraj, a ja jestem dopiero dzisiaj 🙁
    Przepraszam, ale wyjątkowo użyję angielskiego:
    Life is short, break the rules
    Forgive quickly,
    Kiss slowly,
    Love truly,
    Laugh uncontrollably,
    and never regret anything that make you smile!!!!
    I tak trzymać! Wszystkiego najlepszego!

  129. wiedzieliście, ze Nowym Światem jeździły kiedyś tramwaje ..

    https://www.youtube.com/watch?v=-FNBlKOrQM8&feature=youtu.be

  130. Jeździły w zasadzie do Powstania, po wojnie już nie.

  131. Danuśka, a jedzonko? Ryby w trzech smakach?

  132. Nowy , dzięki !

  133. Milo mi bardzo Alicjo ze o mnie pamietalas :)) Ja jestem czerwcowa, ale zyczenia zawsze sa mile, dziekuje bardzo, Jolinek i Asia :))

    Moringe znam z kosmetykow firmy Body Shop, jest cala linia – ale nie wiedzialam ze ma az tyle wlasciwosci zdrowotnych. A ta polepszona odpornosc Jolinku to wynik codziennych spacerow, z pewnoscia.

    Ten tydzien byl zakrecony, bo moja mlodziez zjechala do domu na przerwe srod-semestralna; najpierw odsypiali egzaminy i testy, potem nadrabiali zaleglosci towarzyskie, ostatnie dni to nauka i troche czasu w domu. Na brunch dzieci dzisiaj zrobily szakszuke – pychota, polecam!

    Dzien dzisiaj jest cieply i sloneczny – w sam raz na dlugi spacer nad jeziorem.

  134. dzień dobry … ☕ …

    wstajesz a tu już jasno za oknem … 🙂

    GosiuB taki chwilowy harmider w domu bywa całkiem przyjemny … 🙂

    dziś u mnie bigos na obiad …

  135. poniedziałek, 24 lutego … Dzień Niespodziewanego Całusa … spodziewajcie się … 😉

  136. Żaba tu kiedyś podawała przepis lub pisała o śmietanowcu … a co powiecie na jogurtowca? .. na ostatki się przyda …

    https://www.kulinarneprzygodygatity.pl/2020/02/jogurtowiec-z-galaretkami.html

  137. Ach, te słodkości. Chętnie bym zjadła kawałeczek, ale co z resztą. Kiedyś mogłam jeść bezkarnie, ale teraz ….

  138. Małgosiu przecież można zrobić mniejszą porcje … ja dziś zrobiłam sobie sernik na zimno z mango na dwie porcje .. z obierek i pestki mango zaparzyłam herbatkę … od środy post i zamierzam pościć w imię lata .. 😉

  139. Niby można zrobić małą porcję, ale w tedy nie ma sensu przygotowanie aż 3 galaretek, a z jedną ciasto nie będzie już takie ładne. Mnożę wymówki, bo też zjadłabym tylko kawałek przygotowany przez kogoś innego.
    Jolinku,
    czyli decyzja zapadła i została ogłoszona. Popieram i będę Ci kibicowała. U mnie dieta cały czas w sferze planów.
    W sobotę byłam u syna i synowej i skusiłam się na kawałek tortu dakłas/ francuska nazwa już się spolszczyła i łatwiej ja pisać/. A tort był dlatego, że dzień wcześniej synowa smażyła pączki dla wnuka i jego 4 kolegów, którzy spotkali się na jakieś klockowe wojny. I zostało sporo białek. Akurat trzecioklasiści nie potrafią należycie docenić domowych pączków, ale zjedli ze smakiem.

  140. wtedy

  141. Dla Małgosi spóźnione, ale bardzo serdeczne życzenia 🙂

    Cd opowieści weselnych:
    Tańce oczywiście były i co ciekawe w tany ruszyły najpierw dosyć wiekowe wątroby. Bez względu na wiek wszystkie kobiety ruszają się tak, że Europejki mogą im tylko zazdrościć. Ogólnie z tymi tancami było tak, że na parkiecie, czyli na ubitej ziemi, pojawiały się jedynie kobiety, owszem szalał jeden facet, ale on pełnił rolę trochę komika, a trochę wodzireja. Jeśli chodzi o skład gości senegalskich to mieliśmy tak circa about pięć razy więcej pań niż panów.
    Nasi panowie oczywiscie udzielali się tanecznie, wzbudzało to ogólną radość i uciechę 🙂 Drugiego dnia, czyli w sobotę zaproszono zespół profesjonalnych tancerek, ale w zasadzie w Senegalu wszystkie kobiety tańczą, jak profesjonalne tancerki. Było o tyle przyjemnie, że tancerkom towarzyszył zespół muzyczny i na ten moment ucichla muzyka mechaniczna, która grała praktycznie non stop od piątku od 17.00 do 23.00 i w sobotę od 12.00 do 23.00.
    A teraz kulinaria:
    w piątek wieczorem podano ryż z warzywami i kurczakiem, w sobotę były dwa posiłki-w południe ryż z sosem z orzeszków ziemnych(Senegal jest potentatem w uprawie i eksporcie tych orzeszków), a wieczorem do wyboru kasza z prosa z wołowina lub ryż z warzywami i wieprzowina. Nie próbowałam wieprzowiny, ale pozostałe dania były bardzo smaczne. Do warzyw dodaje się zawsze dużo cebuli i pomidorów, wszystko było świetnie doprawione.
    Ogólnie na imprezę zamowiono dwa swiniaki, jedną krowę i nie wiem ile kurczaków!
    Stoły i naczynia:
    Stoły są improwizowane na prędce w momencie, kiedy kuzynki panny młodej zaczynaja poddawać gorące dania. Weselnicy tworzą 6-10 osobowe kręgi, do środka wystawiana jest odwrócona do góry dnem duża miska, czyli stół, a za moment pojawia się na bol, czyli ogromną, wieloosobowa misa z jedzeniem.
    Każdy dostaje łyżkę i wspólnie z sąsiadami zjada, ile chce i lubi. W międzyczasie panowie rozdają napoje wedle upodobań gości- do wyboru było piwo, wino czerwone z kartonika, napoje gazowane. Z napojami trochę kłopotu, bo nie bardzo jest je gdzie postawić, ale każdy stara się umieścić je gdzieś na ziemi, w miarę bezpiecznym miejscu( by się nie wywrocily, ale i tak się przewracaja). Philippe zorganizował dla swoich francuskich gości parę butelek przyzwoitego wina i trochę mocniejszych trunków. Udało nam się dotrzeć z tym całym towarem do salonu i wznieść kilka toastow, siedząc na kanapach wokół niewielkiego stolika. Nikt z całej, licznie zgromadzonej rodziny senegalskiej nie był absolutnie zainteresowany naszymi napitkami.
    W sobotę nie daliśmy rady spędzić na weselu całego dnia. Urwalismy się na jakieś trzy popołudniowe godziny do hotelu, by zmyć z siebie warstwę kurzu i odpocząć. Senegalskie dziewczyny tańczyly tak zywiolowo, że na podwórzu kurzyło się okrutnie.

    Ogolnie-impreza niezapomniana, warto było przyleciec aż z nad Wisły!

  142. W pierwszym zdaniu-wiekowe matrony oczywiście!
    Program wstawia czasem słowa po swojemu.

  143. stary człowiek .. stara wątroba … 😉

    Danuśka to co jadł Alan jeśli było tyle cebuli? … a prezenty to kasa czy coś innego? … dzięki za bieżące wieści …

    krystyno trzymaj … bo z wiekiem co raz gorzej mi wychodzą postanowienia ..

  144. Postanowienia wychodzą świetnie, gorzej z realizacją. Coś o tym wiem…

  145. Haneczko,
    melduję posłusznie, że doszły i dopłynęły 🙂
    Co prawda w uroczystościach uszkowych nie uczestniczyły, ale niewątpliwie zaszczycą wielkanocny żurek 🙂
    Wielkie dzięki 🙂 🙂 🙂
    Mój słój bardzo się cieszy 🙂

  146. No patrz, a myślałam, że zejdzie im do grudnia.

  147. Ambitne były i dały radę! Raz jeszcze dzięki serdeczne 🙂

  148. dzień dobry … ☕ …

    to dziś szybki deser na wieczór ..

    https://dogarow.pl/2020/02/szybki-deser-z-galaretki-tylko-3-skladniki/

  149. Bardzo ładny deser, chyba Jagoda robiła podobny na 11 listopada.

  150. I po obiedzie. Byl kawalek perliczki z fasolka szparagowa. Wczoraj zrobilam cannelloni z pieczarkami i mozzarella. Byly bardzo dobre.

    Za chwile ide do fryzjera aby sie odmlodzic. Pogoda bardzo nieciekawa, co chwile przelotne opady. Jutro ma sie zmienic na lepsze. Oby !

  151. Elupe, jak robiłaś cannelloni? Czy one były w sosie, a pieczarki nadzieniem?

  152. Zabek czonku i cebule podsmazylam na patelni, dodalam pokrojone pieczarki i smazylam az wyparuje woda. Dodalam sol, pieprz i sok z pol cytryny. Sos beczamel kupilam wyjatkowo gotowy. Do bechamelu wrzucilam pieczarki i dodalam pol pokrojonej mozzareli i troche galki muszkatowej. 2 pomidory ( bez skorki i pestek ) pokroilam na drobna kostke, posolilam i dalam na druszlak. Podgotowalam troche rurki cannelloni i poczekalam jak ostygna. Mala lyzeczka napelnialam cannelloni i ukladalam w naczyniu zaroodpornym. Ja robie na 8 rurek. Do reszty pieczarek dodaje pomidory i druga polowke mozzarelli. Dokladnie mieszam i przykrywam cannelloni. 30 minut w piekarniku na 200°C

  153. Zapomnialam dodac Malgosiu.

  154. Dzięki Elu, tak myślałam, że musiał być jakiś sos.

  155. dla ciekawych opowieści o Gajosie .. Jacek Wakar „Przyczajony geniusz. Opowieści o Januszu Gajosie” ….. książka, w której znani aktorzy i reżyserzy opowiadają o pracy z jednym z najwybitniejszych polskich aktorów …

    https://www.ceneo.pl/86362104

    w Rio parada karnawałowa … a w Wenecji parada odwołana .. koronawirus u bram Polski .. czarno to widzę … 🙁

  156. jest nowy wpis ..

  157. jeszcze tutaj wpiszę .. przykład jak nas okradają .. na pomnik .. Czesław Bielecki wygrał przetarg na poprawienie własnego projektu Muzeum Bitwy Warszawskiej .. za ponad 3 mln zł … się prawie uśmiałam … 😉

    https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25728185,czeslaw-bielecki-poprawi-projekt-muzeum-bitwy-warszawskiej-opracowany.html

  158. Jolinku-młoda para otrzymała prezenty jedynie od ekipy francuskiej, w Senegalu nie ma zwyczaju wręczania prezentów przy okazji ślubu i wesela.
    Młodych małżonków czeka za miesiąc kolejne, duże rodzinne spotkanie Z racji pierwszej rocznicy śmierci matki Josianne odbędzie się trzydniowy zjazd rodzinny. Będzie zapewne ok.100-150 osób, spotkanie już oczywiście bez tańców, ale kilka kotłów jedzenia znowu do przygotowania. W ten sposób rodzina czci pamięć zmarłych, impreza ma miejsce jedynie w pierwszą rocznicę śmierci.

    Dzisiaj jesteśmy zaproszeni za kolację do senegalskiego domu. Alain już uprzedził, że nie jada cebuli. W czasie wesela udało mu zjeść trochę ryżu au naturel, bez sosu, tylko w towarzystwie mięsa i kawałków warzyw niepotraktowanych sosem. Wczoraj jedliśmy świeżo zlowione ryby upieczone nad ogniskiem. To jest najlepsze tutejsze jedzenie 🙂
    Jutro rozpoczynamy drogę do domu, z jednej strony żal, ale z drugiej strony przed nami przeciez polska wiosna!
    Nasza francuską kolezanka Brigitte zgodziła się, bym na blogu opublikowała jej zdjęcie kobiet czyszczących ostrygi:
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=912448279171476&set=pcb.912448352504802&type=3&theater
    W regionie Casamance ostryg dostatek, oblepiaja gałęzie mangrowców, które rosną calymi kilometrami wzdłuż szlaków wodnych.
    Ostrygi z Casamance są malutkie, trochę innej jakości niz te hodowlane, znane nam z Francji, czy Kanady. Warto je jednak spróbować, bo to jedna z tutejszych specialite de la maison, mnie smakują 🙂

    Alicjo-oczywiście niczego nie narzucam, ani na siłę nie podpowiadam, ale dla mnie Ziguinchor absolutnie nie jest miastem, dla którego warto przyjechać z drugiego końca świata. Zrobiliśmy sobie drobny spacer po tamtejszych ulicach, najciekawszy jest bazar, bardzo przypomina arabskie targowiska.

  159. oj Danuśka strona zamknięta dla nas …

  160. Danuśka to czekamy na powrót … dziś było w Warszawie +13 … ja to mam nawet przesilenie wiosenne … świeżo złowione ryby upieczone nad ogniskiem uwielbiam …

    śledzie na jutro …

    https://dogarow.pl/2020/02/sledzik-w-smietanie-z-jajkiem/

  161. Danuśka,
    dawaj te ostrygi! Ziguinchor z grubsza obadałam wia GoogleEarth – no ale myślę, że szmatę kolorową można tam zakupić 🙂
    Chociaż coś to mówi, że są bezpośrednie loty do Cap Skiring – spodziewam się, że to raczej turystyczny rejon.
    Na razie okołozerowo i mokrawo, siedzimy na tyłkach jak przystało, pilnujemy kota oraz samochodu Lisy, jak zwykle zimą, żeby nie musiała przestawiać samochodu do odśnieżania parkingu na wypadek śnieżycy. No i kaloryferów trzeba pilnować…żeby woda nie zamarzła. Jakaś nietęga ta zima, ale nie narzekam. Moje znajome pojechały na Kubę – full wypas, a ja się nie załapałam, bo za późno mi powiedziały. No i Kuba jednak źle mi się kojarzy 🙁

  162. Na Teneryfie nie dość, że kalima, to jeszcze korona zawędrowała.
    Bezdomny,
    donoś!