Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

26.10.2018
piątek

Koleżanka lodówka

26 października 2018, piątek,

Blog 18października 18
Koleżanka lodówka

Już dawno temu przyznałam się do tego, że uwielbiam gadżety. Łatwo zaspokoić swoje amatorstwo, jeśli idzie o drobne przedmiot, ale to, co ostatnio zrobiło na mnie ostatnio wrażenie, nie może być kupione ot tak, przy okazji. To naprawdę duży zakup. Mogę go tylko obserwować z podziwem.
Chodzi mi o piekarnik z dwoma poziomami pieczenia, w którym możemy piec jednocześnie pieczeń i ciasto. Pomysł był dość prosty, pewnie wykonanie nie tak bardzo, ale takie piekarniki można już kupić. Drzwiczki na tyle dokładnie oddzielają obie połowy piekarnika, że zapachy się nie mieszają. Brzmi zrozumiale i sprawdza się w użyciu.
Drugim gadżetem, który przenosi kuchnię w przyszłość jest mądra lodówka. Pokazuje ona, że brakuje któregoś niezbędnego produktu i ma tyle pomagających gospodarzom funkcji, że właściwie staje się partnerem w prowadzeniu gospodarstwa. Można do niej zadzwonić z miasta i na ekranie smartfona obejrzeć czego w niej brak, można też oglądać telewizję, mieszając w garnkach (amatorzy meczów będą wniebowzięci). Lodówka może również łączyć się ze sklepami i zamawiać niezbędne produkty. Nie warto nawet wspominać o takim drobiazgu, jak notowanie ważnych treści, czy dobrze zaprojektowane chłodzenie. Czy zatem dziwi nazwa „Samsung Family Hub”? To istotnie centrum domowego dowodzenia. I tylko może cena nie jest zachęcająca, ale jak każda nowość i ta kiedyś stanieje. Coraz więcej będziemy mieli podobnie fachowych, mechanicznych partnerów w gospodarowaniu także wśród innych sprzętów
Czy można się dziwić, że tak niezwykłe sprzęty wygrały, przynajmniej w moim przypadku, z wykwintną kuchnią w wykonaniu sławnego francuskiego kucharza, prezentowaną na tym samym spotkaniu. Zadaniem Michela Troisgros było pokazanie procesu tworzenia a potem smaku wykwintnych dań francuskiej kuchni. Nie będę opisywać pracochłonnych dań, choć były pyszne (każdy uczestnik spotkania dostawał odrobinkę tych specjałów). Mnie najbardziej smakowały i postanowiłam wypróbować to nieskomplikowane danko we własnej kuchni, „poduszeczki” z francuskiego ciasta upieczone na złocisto, po czym nadziane przy pomocy szprycy ostro przyprawionym kremowym serkiem. To świetny pomysł na mini-przekąski. I tylko, aby nie drgnęła nam przy nadziewaniu ręka, bo kruchutkie ciasto się pokruszy. To je dobre, to je výborně, jak mówią sąsiedzi.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 230

Dodaj komentarz »
  1. biedny wpis czekał prawie 10 dni …

    a ja poczytam o nowościach tylko z ciekawości bo nie jestem gadżetowa …

  2. Jakoś do lodówek, które same zamawiają nie mam przekonania, bo a nóż to był produkt niechciany 🙂 Muszę wymienić kuchenkę, bo piekarnik odmawia współpracy, niestety jest wolnostojąca, wybór jest nieduży.

  3. Jolinku,
    zawsze przypominasz o wpisach, a czy tak naprawdę te wpisy sa ważne? Dyskusja i tak się toczy bez wzgledu na wpis i co wpis nowego wnosi – czyż nie?
    Św.pamięci Gospodarz rozpracowywł sobie wpisy na cały tydzień, przynajmniej 5, a gdyby się coś zawaliło – blog by i tak trwał, co zresztą zostało udowodnione. Toteż nie przejmujmy się, czy jest nowy wpis, czy go nie ma 😉
    Kot domaga się miąchania, lecę…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. no cóż, czasem spotyka sie jakiegoś ludzia, albo jakiś przedmiot, i od razu wiesz albo czujesz to, że chcesz spędzić całe swoje życie bez niego 😛

  6. Chodzi mi o piekarnik z dwoma poziomami pieczenia, w którym możemy piec jednocześnie pieczeń i ciasto
    w moim luksusowym wagoniku na czterech kolkach, którym jestem już w drodze, na prawie koniec planety, nie ma takiej możliwości.
    mam nadzieje ze przeżyje bez tych niedogodności 🙂

  7. Alicjo, oczywiście, że nowe wpisy są ważne, nie tylko dlatego, że są ciekawe, stanowią cezury czasowe, ożywiają. Część osób korzysta ze sprzętu, na którym przewijanie długiej strony sprawia kłopoty.

  8. Mam z tym tez problemy.
    Sprawilem sobie swego czasu urzadzenie do roweru, abym wiedzial ile przejechalem, w jakim czasie i jak szybko jade. Okazalo sie, ze nabylem 18 funkcji gdzie np, moge sie dowiedziec ile kakorii… itp. Po co mmi to.
    Jadac, widze jedynie moja aktualna szybkosc, bo tylko ta liczba jest dla mnie do odczytania, lecz na dole: bez przerwy dane wielomiejscowe ktorych nigdy juz nikt nie zgadnie. Zgodzilem sie z moim komputerem rowerowym na tyle, ze on mi daje szybkosc, a ja zadowalam sie tym, co malymi literami na dole: aktualna temperatura.

  9. Basia napisała ten wpis 18 października i z jakiś przyczyn był „w lodówce” … dlatego taki „biedny” .. a Małgosia ma rację jak jest tak dużo komentarzy to słabo się przewija strona na komputerze .. a o nowym wpisie na blogu informuję bo lubię ..

  10. Jak pisze Pepegor, często tak duża ilość różnych funkcji w urządzeniu jest nam niepotrzebna. Myślimy, że mogą się nam przydać, a potem i tak ich nie używamy. Chociaż, ten podwójny piekarnik to dobra rzecz – do wykorzystania na przykład przed świętami, imprezami rodzinnymi, gdy jednocześnie przygotowujemy kilka potraw.
    O mądrej lodówce na razie nie marzę. 🙂

  11. Jedna mądra w kuchni wystarczy. Mam na myśli siebie. Lodówka o jakiej wspomina dzisiejsza autorka (Basia?) jako ciekawostka, całkiem-całkiem. I dla mnie to by było na tyle.
    Nadal wolę wędrówki po sklepach, które być może niekiedy uciążliwe, dają dodatkową frajdę poznania nowych produktów, odkrycia na nowo tych zapomnianych itp.
    A z kuchenek ostatnio zauroczyła mnie
    https://www.harveynorman.com.au/falcon-classic-900mm-natural-gas-freestanding-upright-cooker.html
    niestety bardzo, bardzo, bardzo droga. Bo wymaga całej obudowy jaką jest domek. Najlepiej drewniany z kuchnią w stylu wiejskim. Może być z zapieckiem.
    Zaś lodówka, moim zdaniem, powinna mieć doskonały i praktyczny w użyciu projekt wnętrza, jak np
    https://www.harveynorman.com.au/lg-signature-700l-french-door-fridge-with-instaview-door-in-door.html
    PS
    Co jak co, ale z lodówką „godać ni bede”.

  12. dzień dobry … ☕

    w telefonie podobno jest też coraz więcej funkcji ale ale najlepsi magicy używają ich tylko połowę…

    takie ciasteczka na na Halloween …

    https://www.kuchniadoroty.pl/przepis/kruche-ciastka-limonkowe

  13. Lodowke i piekarnik wymienilam jakies 5 lat temu to na inteligentne urzadzenia bede musiala poczekac. Poprzedni sprzet funkcjonowal ponad 20 lat ! Teraz podobno produkuje sie urzadzenia na 10 lat i pozniej trzeba kupowac nowe.

  14. dzisiaj taki zwykły obiad …

    http://malpandom.blogspot.com/2018/10/makaron-z-cukinia-i-suszonymi-pomidorami.html

    słonko wyszło .. pora na spacer ..

  15. Faktycznie przewijanie komentarzy np. na telefonie jest uciążliwe a poza tym czasem korzystam z podanych przez blogowiczów informacji, przepisów (Jolinek! 🙂 ) i odszukanie tego w kilku setkach komentarzy jest bardzo trudne.
    Co do nowinek w kuchni to inteligentna lodówka kompletnie mnie nie rusza. Za to malakser i szybkowar to dla mnie bardzo cenne nabytki.

  16. Ja chciałam tylko zaznaczyć, że dla mnie to nie gra roli, czy jest nowy wpis czy nie, tak szybko się przyzwyczaiłam, jak szybko się odzwyczaiłam od Gospodarzowego porządku – zostawiał wpisy nawet jak wyjeżdżał na wakacje 😉
    No i nikt sobie nie wziął oczywiście do serca pierwszego wpisu, jaki zamieścił Gospodarz, dlatego ten blog ciągle trwa i ciągle nam się podoba 🙂
    Jest o wszystkim, gdzie kto był, co kto widział, co kto zjadł, co poleca, a czego nie i tak dalej. Wzbogacany zdjęciami z podróży zachęca niezdecydowanych, gdzie by tu…i tak dalej i tak dalej.
    Znajdzcie mi bardziel idealny blog!
    Oda do Krowy
    Tymczasem na temat, o lodówce. Otóź Krowa ma już dobre ćwierć wieku z groszem, bo się tutaj z nami przeprowadziła. „Krowa”, bo jest wielka i z osobną zamrażarką, taką „na Krowie”. Wydawało mi się wtedy, że taka nam potrzebna, bo mieszkamy na końcu wsi i komu się tam będzie chciało latać co rusz po zakupy.
    Błąd!
    Jerzor prawie codziennie jeździ do pracy i lubi wpaść do sklepu, kupić to i owo… No ale jak tu Krowę wyrzucić na bruk, ponad ćwierć wieku bez zarzutu, no jak?! Myśleliśmy, że padnie wreszcie i będziemy mieli usprawiedliwienie, ale Krowa się świetnie trzyma i nie wykazuje żadnych chęci do znarowienia się.
    Niedawno nasz znajomy podrzucił myśl, że pewnie Krowa żre (prądu) jak opętana, ale nie zwróciliśmy uwagi, a nawet gdyby, to i tak nie odpuścimy Krowy. Była z nami, jest i będzie!
    Gdybyśmy się wybierali do Polski na stałe, to już raczej odstawimy ją do Rogera sprzętów spokojnej starości, a nie wywalili na jakieś stosowne dla lodówek wysypisko. Tak się nie godzi!

  17. Alicjo, pozdrów serdecznie Krowę od mojego dometicka. Jakiś czas temu byłem zmuszony reanimować o czym już tutaj wspominałem. Na razie nie obciążam go zbyt mocno. Temperatury są takie, że zbędne jest trzymanie browara w lodówce. Z tego co pokazują mapy dopiero w Biarritz browar trafi do lodówki. Ale do tego czasu jest jeszcze dużo do obejrzenia i przeżycia.
    🙂

  18. Poniższy link pokazuje ostatni etap podróży. Od 15.11.18 będę tam uchwyty 🙂 https://cabezo.bergfex.at/webcam/include/fullsize.php?wc=cabezo&img=2018/10/27/0951

  19. bezdodomny ,
    pozdrowiłam.
    Idę dospać.

  20. Dzień dobry
    Gadżetowa lodówka brzmi złowrogo, jako że nawet zwykłe lodówki z cyfrową kontrolą są nienajlepsze (z doświadczenia własnego i znajomych oraz opinii techników). Na dodatek mądrą lodówke da się zhakować jak komputer i wtedy mogą być prawdziwe kłopoty 🙂 Są też opisy kłótni małżeńskich używających urządzeń mądrego domu do wzajemnego dręczenia, jak np zmienianie kodu, zdalne włączanie ogrzewania w dni upalne itp…

  21. Jak ja nie znoszę tych smart-krap-telefonów!
    Jestem starej daty, a poza tym mam wielkie niezgrabne paluchy u rąk.
    W nosie mam, nie będę się uczyć tylko dlatego, że „tak ma być, bo świat się kręci”.
    Niech ta – ten kręcący się świat nie rozglada się na boki i co chwila potyka się o takich jak ja, idących po Honolulu (na przykład) słynnym deptakiem na Waikiki, i niewodzący nikogo, tylko ten swój malutki ukochany ekranik fona takiego czy innego.

  22. Mam dwa przepisy na odzyskanie wiary w ludzi i dobry nastrój.
    1. Zgubić portfel a w nim: prawo jazdy (zastępujący tutaj dowód osobisty), karty kredytowe, czek in blanco, rejestrację + ubezpieczenie auta, dwa serduszka WOŚP, leg. medyczne i 400.00 dolarów. Pomodlić się żeby to znalazł uczciwy człek. Modlitwa winna być wysłuchana. Bingo! Udało mi się! 🙂
    1. Przeprowadzić długi, przyjacielski chat z Bezdomnym (naszym) który pisze piękną polszczyzną (a był to powód naszych wadzeń) Wyzbył się uszczypliwości, kąśliwości i agresji. Nowa ludzina (copyright Bezdomny)! Może to sprawił luksusowy apartament na kółkach, którym eksploruje świat?
    Jaśniej patrzę na rzeczywistość, która normalnie skrzeczy… 🙂 🙂 🙂

  23. e tam…zgubić portfel łatwo, ale jak wiesz, kto ci go ukradł i nie smiesz wskazać palcem, to trudniej.
    Głupich nie sieją 😉

  24. Jolinku, modlić się można do różnych podmiotów. W dziecięctwie, nie chcąc zaprzątać Pana Boga drobiazgami, modliłem się do św. Tadeusz Judy, tego od spraw niemożliwych. Obecnie, że tak powiem, różnie bywa… 🙂
    Spisy lektur miejscami kontrowersyjne. Dużą część mam za sobą, choć nie jestem intelektualistą. Po prostu długo żyję. Wiele jeszcze przede mną, ale najbardziej współczesnym nie hołduję nadmiernie.

  25. cichalu każdy ma swojego Boga … ważne, że skuteczny … 🙂

  26. Kanon lektur chyba dla licealistów, chociaż niejeden absolwent polonistyki większości tych książek nie przeczytał. Znam takich. Jak zachęcić młodzież do czytania? Do obowiązkowych lektur często podchodzą z nieufnością. Może przedstawiać im książki z kanonu (pasujące do programu w danej klasie) i niech sami decydują, którą przeczytają. Do niektórych pozycji trzeba dojrzeć, sięgnąć po nią samemu. Przeczytać bez szkolnego omawiania. Przyznam się, że nie słyszałam o Stanisławie Czyczu i Hannie Malewskiej.

    Echidno – czyli krawężniki i latarnie wciąż bywają niebezpieczne. 🙂

    Lisku – też pomyślałam o tych „mądrych” lodówkach i hakerach. 🙂

  27. Asiu. Przesadziłaś z tymi licealistami. A po Czycza sięgnij, polecam!

  28. Jako czytacz pospolity, zdecydowaną większość ze wszystkich list mam za sobą. Być może przegapiłam, ale brakuje mi tutaj „Chłopów” Reymonta, które uważam za arcydzieło polskiej literatury.
    Ktoś podrzucił „Noce i dnie” Dąbrowskiej. Świetna saga, ale zastanawiam się, kto to bedzie czytał.
    Szymborskiej czy Baczyńskiego podrzuciłabym raczej wybór wierszy, a nie konkretny tomik.
    A swoją drogą, kto czyta, to będzie czytał, a reszta poleci skrótami 😉
    Nie było takiej lektury, której bym nie przeczytała, ale czytanie mi przyszło z nudów, a potem ktoś powiedział, ze kto czyta, ten zyje dwa razy (według mnie – wielokrotnie).
    Za czasów mojego dziecięctwa wchodziła telewizja, dość pokracznie jeszcze i wróżono koniec książkom.
    Książkom nic nie zagrozi, w jakiejkolwiek formie byłyby wydawane. Mnie ciągle ta najstarsza forma pasuje 😉

  29. Cichalu,
    ja w dobroć ludzką nie wierzę – to znaczy ogólnie wierzę, ale jak mi pani w samolocie podiwaniła portfel ze wszystkim, co w nim (karty, prawo jazdy, 700$ i parę amerykańskich…książeczkę zdrowia i tak dalej…no to mi wiara w ludzkość sklęsła. BARDZO!
    Wiem, że to ona i zrobiła to na zimno przy swoich dzieciach, z których jedno chciało mi dać znać, że z torby mi się coś wysunęło… (a mówiła Helena, nigdy nie kładź na podłodze, bo ci pieniądze wyjdą!).
    Nie wiem, co by mnie zmusiło kiedykolwiek w życiu do kradzieży. A już takiej?! Na oczach prawie? Oj naiwna naiwna naiwna…
    https://www.youtube.com/watch?v=E-0If8l_K3Y
    Ze wstydem wyznaję, że o Malewskiej nie słyszałam. Czycz się przewinął, ale dlatego, że kiedyś namiętnie czytałam, być może teraz niesłuszne całkiem, „Życie Literackie”.

  30. Z przyjemnością zanotowałam, że w listach pojawia się nazwisko Wiesława Myśliwskiego, wspaniałego „opowiadacza” przy okazji łuskania fasoli, każda jego książka to arcydzieło, niestety, pisze rzadko.
    Poza tym mój ukochany Konwicki się przewija często, i bardzo słusznie. Iwaszkiewicz – wspaniały pisarz, a ja się skłaniam ku „Sławie i chwale”, której nikt nie wymienił – ja lubię formy wielkie 😉
    Masłowska jako przedstawicielka nowej generacji niczym mnie do siebie nie przekonała, a już najmniej „Pawiem królowej”…no właśnie, królowa jest tylko jedna 😉
    Olga Tokarczuk zawiodła mnie tylko jednym, „Dom dzienny, dom nocny”. Doszłam do połowy i tak stoi na półce. Wszystkie inne jej książki to perełki, łacznie z „Księgami Jakubowymi”, ale wśród tych perełek jest „najperełsza” dla mnie – podróż ludzi księgi.
    Jacka Dehnala prozę kupuję w ciemno, aczkolwiek raz się zawiodłam, bo była to książka dość specjalistyczna i zdecydowanie nie dla mnie.

  31. dzień dobry … ☕

    dla Nowego wszystkiego najlepszego z okazji imienin …. 🙂

  32. W artykule „Polityki”podrzuconym przez Jolinka podobała się wypowiedź Zbigniewa Macheja na temat czytelnictwa w Polsce oraz o tym, dlaczego ważny jest kanon lektur.
    Uśmiechnęłam się, kiedy na liście proponowanych przez niego książek znalazłam teksty piosenek z „Kabaretu Starszych Panów” 🙂 Słusznie, bo to perełki małej formy, a małą formę też lubię i cenię.

    A kwestii modlitw:
    Wczoraj podróżowałam pociągiem. Za mną (w wagonie bez przedziałów) siedziała siostra zakonna w wieku około 40 lat. Nie, nie modliła się, przez połowę trasy rozmawiała przez telefon komórkowy. Dowiedziałam się zatem, gdzie jedzie i dlaczego oraz wysłuchałam niezwykle intrygującej rozmowy o egzorcyzmach. Z tej rozmowy wynikało jednoznacznie, że siostrzyczka w egzorcystów i egzorcyzmy wierzy!
    Ciekawe, jakich lektur zabrakło w jej edukacji…;-)

  33. Jolinku-pomysł na warzywa bardzo ciekawy, odnotowałam.

  34. U mnie nie tylko czas zimowy nastal, pogoda tez. Rano bylo 5°, wieje mocny wiatr i czesto pada.
    Danuska, i pomyslec, ze to XXI wiek a ludzie jeszcze w to wierza.
    Dzisiaj mam wolne od gotowania. W piatek przyjechalo dziecko i idziemy do resteuracji na obiad. Z przechadzki po obiedzie chyba nic nie bedzie.

  35. Elapa-tak, bardzo mnie to zdziwiło, a z drugiej strony ta siostra zakonna powiedziała również w pewnym momencie, że często korzysta z WhatsApp’a zatem z wyglądało na to, ze z obecnymi zdobyczami techniki jest obeznana. Widać jedno nie wyklucza drugiego.

  36. Każdy wierzy w to, co chce. To – przynajmniej dla mnie – jest niesamowite, że ludzie w wiekszości potrzebują lidera, kogoś, kto by im wskazał drogę, bo sami nie potrafią się zdecydować, i wziąć na siebie odpowiedzialność – skręciłem w prawo, a mogłem w lewo, a mogłem środkiem.

  37. ja wierzę w talizmany … mogą być różne .. jakaś rzecz … jakiś człowiek … jakaś myśl ..

    hej Nowy – Tadeusz ma imieniny … jeszcze raz wszystkiego dobrego … 🙂

  38. Dla Nowego serdeczne uściski i powodzenia w życiu osobistym oraz zawodowym, bo to ostatnie też chyba nadal prowadzi.

  39. Nowy, wszystkiego najlepszego!

  40. Wszystkiego dobrego Tadeuszowi naszemu i każdemu innemu Tadeuszowi.
    Nawiasem mówiąc, to coraz rzadsze imię…

  41. Tadzinku! Ściskamy o świcie! Wszystkiego ogrodowego! 🙂

  42. hehehe…na początek pytanie dla Tadeusza naszego 😉

  43. Śnieg pada! Ale chyba sobie żartuje….

  44. Dwurnik…jak szkoda 🙁
    Wspaniały artysta, ale i tacy odchodzą. Podobno tak ma być.

  45. mamy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów … gotowanie może pomóc .. ja dziś upichciłam zupę ogórkową z wołowymi klopsikami ..

    udało mi się rano pospacerować godzinę a teraz pada sobie i prawie się robi ciemno po 15 godzinie ..

  46. deser z dyni .. mała dynia a dużo przyjemności …

    http://zmaminegozeszytu.blogspot.com/2018/10/faszerowane-mini-dynie.html

  47. Alicjo-do pewnego stopnia powróciła teraz moda na imiona z czasów naszych dziadków, ale rzeczywiście Tadeusza na tej liście nie ma. Wiadomo, to jest imię dla mężczyzny, który jest wiecznie młody 🙂
    http://www.edziecko.pl/rodzice/56,79361,22901819,najpopularniejsze-imiona-dla-dzieci-2017-2018-w-polsce-te-imiona.html
    Znam jednak chłopca w wieku dziesięciu lat, który ma na imię Tadek. Fajny z niego gość.

    Z racji ponurej pogody udałam się do cukierni po drobne zakupy….;-)

  48. Danuśka ale jest nadzieja … jutro czeka nas taka pogoda jak dziś ale na południowym wschodzie będzie około 20*C a na północy i zachodzie zaledwie 4-6*C … wtorek i środa już w całym kraju ciepło z temperaturami 14-23*C …

  49. I tej porze roku na rynku i na talerzach dominuja u nas dynie I “squash”. Dynie przewaznie sluza do ozdoby. Odmiana dyni “sugar pumpkin” jest najbardziej popularna do pieczenia pumpkin pie. Wnetrze tej dyni mozna pokroic w male kawalki I ususzyc w piekarniku w niskiej temperaturze. Po ususzeniu mozna zrobic proszek z dyni. Ten proszek to dobra przyprawa do pieczenia ciastek lub pumpkin pancakes.
    Na kilku zdjeciach jest “ghost pumpkin”, ktora pasuje jako dekoracja na Halloween. 🙂

    Nie wszystko na tych zdjeciach w kolorze pomaranczowym to dynie. Ale na pewno rozpoznacie co mam na mysli 🙂

    https://get.google.com/albumarchive/112949968625505040842/album/AF1QipPPEZ6EHgUo6unMBeGQx6bZ5NDmcdpUGSnuJfRY

  50. Mam nadzieje ze znacie spaghetti squash. Rowniez polecam kabocha squash 🙂

  51. Maciejów też ubywa, ale wierzcie mi – nikt Maćka nie zwie inaczej, niż Maciek. Ani mnie inaczej jak Alicja, a nie żadna Aliz.
    Co do dyni – pumpkins, jest ich od licha i trochę tutaj 🙂
    Pozdrowienia dla Orcy!

  52. Dzień dobry,
    Dziękuję bardzo wszystkim za życzenia i pamięć.
    Danuśka – masz rację – to imię dla kogoś takiego jak opisałaś. Ja nie tylko czuję się duuuuuużo poniżej kalendarzowego wieku, ja nawet nie wiem czy zdążę w tym życiu wydorośleć. 🙂

  53. Nohawica ma przyjąć odznaczenie od Putina! 😯 To chyba jakiś żart 🙁

  54. Nohavica, Nohavica 😉

  55. Dzisiaj jest święto Tadeusza to kilka ciekawostek z Ziemi Lubelskiej 1913 r.
    „Kronika.
    Kara administracyjna. Mieszkańcy osady Firley: Polak, Mazurkowie i Zagojscy, skazani zostali administracyjnie na kare 2 tygodni aresztu za awanturowanie się w areszcie gminnym, gdy tam byli zamknięci, oraz za tłuczenie cegłami w drzwi, wyłamanie okna i rozebranie pieca.
    Bójka na targu. Na targu za magistratem dwie służące pokłóciły się gorąco, a następnie zaczęły się bić tak energicznie, że widzowie ledwie zdołali rozdzielić zaperzone dziewczyny.
    H. Gliksman skazany został na 20 rb kary lub 7 dni aresztu za brudne utrzymywanie naczyń do wody sodowej.
    Wypadki od piorunów. W okolicach Ryk, guberni siedleckiej, srożyła się niedawno burza z ulewą i piorunami. Kto miał na łąkach potraw skoszony, to mu go woda pospychała na wały i ziemią z pól zamuliła. Pioruny biły jeden za drugim.
    We wsi Kozicach piorun wpadł kominem do chałupy i położył trupem na miejscu kobietę 20-letnią, matkę dwojga małych dzieci.
    W Rykach dziewczyna 15-letnia gnała krowy, wtem uderza piorun – zabija dziewczynę, uderza drugi – zabija krowę.
    Koło wsi Chrośnego żona dróżnika kolejowego stała na przejeździe, bo miała przepuścić pociąg, wtem piorun uderza tuż obok w lipę. Dróżniczka upadła na ziemię, nie dając znaku życia. Ludzie, którzy byli w pobliżu zakopali ją natychmiast po szyję w ziemi i leżała tak, aż przyjechał z Ryk doktor. Kazał wnet dróżniczkę odkopać i po swojemu ją ocucił. Leży jeszcze chora, ale pomału odzyskuje siły.
    Z cesarstwa.
    Syndykat zapałkowy. W tych dniach w Petersburgu rozpoczął obrady zjazd przedstawicieli wszystkich fabryk zapałek. Celem zjazdu jest wznowienie syndykatu fabrykantów zapałek, który rozchwiał się w lutym r. b. Pierwszym zwiastunem wznowienia sydykatu będzie podwyższenie cen zapałek.
    Z zagranicy.
    Tragedia miłosna w cukierni. Cukiernia Jakóba Leya przy ulicy Oranienburskiej w Berlinie była widownią krwawej tragedii miłosnej. Pracująca tam 32-letnia kucharka, Jadwiga Martin, utrzymywała od kilku miesięcy stosunek miłosny z siodlarzem Ockertem. Ponieważ był to człowiek bardzo gwałtowny, prześladował ją scenami zazdrości i nawet znęcał się nad nią, postanowiła z nim zerwać i poprosiła właścicielkę cukierni, aby Ockerta nie wpuszczała, gdyby ją chciał odwiedzić. Istotnie Ockert przybył do cukierni i nie zważając na protesty właścicielki, pobiegł do kuchni, gdzie do narzeczonej oddał kilka strzałów z rewolweru. Następnie z rewolwerem do góry uniesionej wybiegł na ulicę. Właściciel i liczni goście, jak i przechodnie puścili się za nim w pogoń. Uciekając Ockert strzelił do właściciela cukierni raniąc go w skroń. Gdy nie mógł już umknąć ścigającym, skierował broń ku skroni i zranił się śmiertelnie. Ciężko rannych Martinównę i Leya umieszczono w szpitalu.
    Rozmaitości.
    Książę uczniem szkoły ludowej. Książę Henryk, trzeci syn króla angielskiego, zacznie niebawem uczęszczać do szkoły ludowej w Eton. Będzie to pierwszy wypadek, że królewicz chodzić będzie do szkoły razem z dziećmi wszystkich warstw ludowych. Król i królowa wydali rozporządzenie, żeby syn ich był tak samo traktowany, jak każdy inny uczeń. Ma on robić te same zadania, te same otrzymywać kary i trzymać się tych samych godzin nauki co reszta uczniów. Mały książę będzie oddawać małe usługi starszym uczniom, będzie nosił za nimi książki, będzie czynił za nich zakupy. Rodzice małego królewicza postanowili dalej, aby syn ich obsługiwał sam siebie. Ma on sobie czyścić obuwie i rzeczy i sam sobie gotować herbatę i czekoladę.
    Z Tomaszowa Lubelskiego donoszą:
    We wsi Pańków oddalonej o 8 wiorst od Tomaszowa niedawno zdarzył się rzadki w tych stronach wypadek rozmyślnego zabójstwa, wykonanego na tle nieporozumień małżeńskich na osobie rodzonego brata. Dwaj bracia Michał Graca (45 lat) i Franciszek (59 lat), włościanie z Pańkowa, żyli ze sobą w zupełnej zgodzie. Od lat kilku zaledwie Franciszek nabrał podejrzenia jakoby Michał zawiązał stosunek miłosny z żoną jego Katarzyną, liczącą 60 lat. Głównym powodem podejrzeń były częste wymówki żony, wskazujące na niedołęstwo w życiu i gospodarce Franciszka i wzorowe zachowanie się Michała. Rozgoryczona doznawanemi od męża na skutek tych podejrzeń przykrościami Katarzyna przed tygodniem wyjechała na jakiś czas do zamężnej córki zamieszkałej na drugiej wsi. Gdy Franciszkowi zabrakło gospodyni w domu, jak sam opowiada, „nie mogąc dać sobie rady z dobytkiem”, postanowił raz z bratem „skończyć” i w tym celu o g. 7 rano poszedł do niego i widząc go w jednem z zabudowań gospodarskich, podszedł z tyłu i uderzył pałką w głowę zadając śmierć na miejscu. Zabójca z rozporządzenia władz został aresztowany.”

  56. Miasto_Łódź w rankingu Lonely Planet na drugim miejscu wśród miejsc, które warto odwiedzić w przyszłym roku … rzepie nalot turystów będziecie mieli …

  57. Nowy – wszystkiego najlepszego ! Ściskam Cię imieninowo. 🙂

    Tylu odmian dyni jak na zdjęciach Orki u nas nie ma, ale i tak kolor pomarańczowy wyróżnia się wśród warzyw. W dyni makaronowej nie gustuję, wolę te o zwartym miąższu.
    Jeszcze o czytelnictwie. W drogeriach bardzo znanej sieci można dostać miesięcznik zawierający nie tylko informacje o nowościach kosmetycznych ale też ciekawe / nieraz/ przepisy kulinarne i wywiady z różnymi znanymi osobami. W ostatnim numerze przepytywana jest Patricia Kazadi, młoda aktorka i piosenkarka. Wspomina jak to niegdyś była ambitną uczennicą, ale teraz ” nie wiem, co musiałoby się stać, żebym przeczytała książkę. Chyba by musieli Netflixa zlikwidować. ” Czyli jest czas na oglądanie ciekawych seriali, ale książka nie budzi żadnego zainteresowania.

  58. Nowy – wszystkiego najlepszego!

  59. Jeszcze raz dziękuję za życzenia i muzyczno-nałęczowskie prezenty. Bardzo to miłe!

    Skoro mowa o książkach – muszę się do czegoś przyznać – uwielbiam Panią Justynę Sobolewską! Byłem stałym podczytywaczm jej blogu, czekam zawsze z niecierpliwością na jej każdą nową publikację „Kultura na weekend”. Dzięki pani Justynie mam kilka pozycji zamawianych z Polski. Ostatnio „Lud z grenlandzkiej wyspy” – reportaż odsłaniający jak mało wiemy o tej jednej z ostatnich kolonii na świecie. Polecam.
    Dobranoc 🙂

  60. Dzień bez książki to dzień stracony.

  61. dzień dobry … ☕

    niby wymyślają różne gadżety a parasolki na wietrze jak się psuły tak się psują …

    Asiu sama makabra w tych ciekawostkach .. i to … „Ludzie, którzy byli w pobliżu zakopali ją natychmiast po szyję w ziemi i leżała tak, aż przyjechał z Ryk doktor. Kazał wnet dróżniczkę odkopać i po swojemu ją ocucił. Leży jeszcze chora, ale pomału odzyskuje siły” ..

  62. Jolinku-parasolki, albo się psują, albo się gubią 🙁 Przez ostatnie trzy miesiące zgubiłam dwie, chociaż ta druga jest w zasadzie jest do odzyskania.

    A na lepszy nastrój może ten dowcip:

    Katechetka pyta się Jasia:
    – Jasiu, kiedy Adam i Ewa byli w raju?
    – Jesienią
    – A dlaczego akurat jesienią? – pyta zdziwiona katechetka.
    – Bo wtedy dojrzewają jabłka.

  63. coś sycącego … dla amatorów włoskiej kuchni …

    http://kulinarnizsp1kras.blogspot.com/2018/10/suppli.html

  64. Danuśka .. 🙂

    i dla amatorów węgierskich smaków …

    https://kulinarnachwila.blogspot.com/2018/10/nalesniki-po-wegiersku.html

  65. Złota myśl Alicji na temat książek słuszna i cenna.
    Przy okazji przypomnę, że mamy drugą, blogową, złotą myśl i jeśli dobrze pamiętam też autorstwa Alicji: Dzień bez pomidora, to dzień stracony 🙂
    Kanapkę z pomidorem można zajadać czytając książkę 🙂 Oby tylko się nie spadł na środek rozdziału!

  66. Dzień dobry 🙂
    kawa

  67. Zbieram perełki. Jednego dnia były casualowe ubrania, a dzisiaj są „świetne basicowe ubrania”, którymi chwali się „w zimowej kolekcji HOUSE”. Światowo 😉

  68. „Zgodnie z treścią artykułu byli prezydenci – Bronisław Komorowski, Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa – mieli jeszcze nie otrzymać zaproszenia na oficjalne obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.”
    „Mieli jeszcze nie otrzymać” 😯

  69. „Opole Lubelskie. 29-latek miał zamordować swoją żonę.”
    Uwzięli się, czy co? Zamordował ją, czy dopiero „miał”?

  70. Irek,
    świetna koleżanka lodówka 🙂
    Skąd Ty takie rzeczy wynajdujesz?

  71. Jedni gubią parasolki, inni je znajdują. Kiedy jeszcze jeździłam kolejką SKM/ ponad 10 lat temu/ przygarnęłam pozostawioną solidną składaną parasolkę. Mam ją do dziś, ale widzę, że tkanina już się przeciera.
    Pogoda, jak to kiedyś mówiono, pod zdechłym Azorkiem, ale wyjdę po małe zakupy owocowe. Obiad gotowy od wczoraj – zrazy zawijane i buraczki.

  72. były kulki mięsne z małymi ziemniaczkami to teraz kotlety ziemniaczane z mięsem w środku …

    http://lososwkuchni.pl/kartoplaniki-z-miesem/

  73. U nas też Azorek (nie mylić z Azorami), plucha i paskudnie. Ja natomiast z każdej większej podróży przywożę parasolki – ostatnią zakupiłam w Honolulu, bo się rozpadało, chwilowo bo chwilowo, ale szkoda mi było czasu na przeczekiwanie. Nawet z Japonii przywiozłam, ale mi się nie zdążyła tam przydać – chmura nadeszła i odeszła.
    Wszystkie są składane, ale jedną, czarno-czerwoną kupiłam dla urody i ona się nie składa. Ale może służyć za laskę do podpierania się 😉
    Buraczki! Tak je lubię, i chyba za karę rzadko robię 🙁
    Dzisiaj gołąbki – już ostatnie opakowanie z przywiezionych przez gości. W zasadzie przy takiej pogodzie stosowniejsza byłaby kartoflanka, zwyczajna kartoflanka,    
    przyprawiona z umiarem, acz pikantna,
    Taka posilna, taka przymilna,
    kartoflanka, kochana kartoflanka…
    Nic straconego, gołąbki z powrotem do zamrażarki, bo dopiero co je wystawiłam i będzie po bożemu, poniedziałkowa kartoflanka na kości, szkoda, że wędzonki nie mam, trudno, obejdzie się bez skwarek…   

  74. Alicjo-może założysz słownik niepoprawniej polszczyzny? Masz już archiwa z blogowymi przepisami oraz z opowieściami Pana Lulka, to teraz przed Tobą kolejne wyzwanie 🙂
    Co o tym myślisz?

    A kartoflanka, już od pewnego czasu, kojarzy mi się z Nowym 🙂

  75. Zeżarło mi wpis – chyba dlatego, że bardzo nadawałam na niechlujnych gazetowych pismaków! Ostatnio wszyscy się uparli na budowanie zdań z „mieli”.
    Kartoflanka już pyrka, przy okazji wspominam naszą Pyrę oraz pana Wojciecha Młynarskiego.

  76. O matko!
    U nasz w mieście ogłosili, że Narew zostaje przemianowana na kanał żeglowny im Stefana Batorego. Rejsy z Warszawy przez Ostrołękę do Wilna. Po drodze atrakcja w postaci augustowskich nocy. Jak Boga kocham sam tego nie wymyśliłem! W piątek był Premier a dzisiaj przybyli wysłańcy z dobrą nowiną!

  77. No. Napracowali się chłopcy! Co im Narew przeszkadzała?
    Przejrzałam trochę przepisów na kartoflanki różne i okazuje się, ze wszyscy zabielają kartoflankę smietaną 😯
    A ja nie – za to część ziemniaków rozgniatam na miazgę i w ten sposób „zagęszczam”. A ziemniaków daję sporo.

  78. Narew dwa lata temu w Ostrołęce miała 32 cm głębokości.

  79. To specjalnie żeglowna ona nie jest, chyba tylko dla łódek z papieru 😉

  80. Dla Prezesa po pachwinę … 😉

  81. Tu we Freiburgu można już je puszczać, leje jak z cebra a ja kaloszy nie mam 🙁

  82. Jeśli ktoś z was będzie kiedyś tutaj, to polecam całym sercem https://www.google.de/search?q=freiburg+kulinarisch&oq=Freiburg+kulinari&aqs=chrome.1.69i57j0l3.10144j0j8&client=tablet-android-huawei&sourceid=chrome-mobile&ie=UTF-8#istate=lrl:iv&lkt=LocalPoiPhotos&rlimm=11059591329749339380&viewerState=ga
    Można zjeść tutaj nie tylko specjały badenskie, brazylijskie, perskie i i i cała masa pozostałych krain na planecie jest tutaj reprezentowana.
    Bardzo duży wybór i fantastyczne stanowiska. Świetnie się to wszystko prezentuje.

  83. dzień dobry … ☕

    15 stopni + .. zapowiada się tydzień albo dwa złotej polskiej jesieni ..

    Irek trafnie … 😉

  84. Wprawdzie Halloween dopiero jutro, ale już dzisiaj dowcip a propos:

    Dwóch facetów wraca z przyjęcia z okazji Halloween i postanawia skrócić sobie drogę przez cmentarz. Na środku cmentarza przestraszył ich odgłos pukania dochodzący z osnutych mgłą zakamarków. Dygocząc ze strachu spostrzegli starca z młotkiem i dłutem pracującego przy jednym z nagrobków.
    – Na Boga! Przestraszył nas pan na śmierć! Myśleliśmy, że jest pan duchem! Czemu pan pracuje tak późno w nocy?
    – Ech, muszę nareszcie poprawić błąd w moim nazwisku.

  85. Irku, prosze o goraca kawe. U nas prawie zima 0,5°C a w ubiegly czwartek chodzilam jeszcze w sweterku. Bernard konczy dekorowac dynie. Z jednej strony straszy a z drugiej ma ladnie usmiechnieta buzie.

  86. Nowy, miłego tego życia 🙂
    Sam wybierz czy warto wydorosleć.

    Dzieciństwo to taki okres kiedy nocą biegniesz z toalety do łóżka by nie spotkać potwora.
    Dorosły to ten, kiedy leżysz w łóżku obok potwora.
    Dobrego dnia.
    Zmieniam szerokość geograficzną, nie mam zamiaru walczyć z naturą

  87. Dzień dobry 🙂
    gorąca kawa

  88. dziś zrobiłam trochę masła ze śmietany a z maślanki wyszły całkiem dobre naleśniki … będą do kawy z duszonymi jabłkami ..

    na obiad nie mam jeszcze pomysłu .. jest ogórkowa ale mam już jej dość i zostanie zawekowana na przyszły tydzień .. może ziemniaki z jajkiem na maśle i z mizerią ogórowo-rzodkiewkową sobie zaserwuję .. i dużo koperku ..

    jeden cmentarz odwiedzony … jutro drugi .. pogoda jak marzenie ..

  89. Jolinku, alez bym sie z przyjemnoscia zameldowala do Ciebie na obiad i deser!
    Znowu nie mam czasu spokojnie zjesc 🙁

    Alicjo, jak kotek?

  90. Magdaleno moje wnuczki i ich koleżanki też lubią taki obiad .. 🙂 .. dbaj o swój spokój i jedz jednak bo to podstawa życia ..

    jaki ładny pałac .. pogoda jest dobra na zwiedzanie …

    https://www.mojemaleczarowanie.pl/2018/10/odnowione-paace-woj-odzkiego-paac.html

  91. Magdaleno,
    jak na razie trzymam się Twojej rady i usunęłam wszystko drobiowe z jadłospisu. Poza tym dostaje jeszcze tabletki od weta, już końcówka, ale daję do końca, jeszcze dzisiaj i jutro. Teraz trudno mi ocenić, co podziałało, w każdym razie nie pojawiają się nowe strupki.
    Kiedy skończą się tabletki, nadal będę się wstrzymywać z drobiowym jedzeniem, bo przecież tyle innych dobrych rzeczy jest dla kotów, choćby uwielbiane ryby.
    Zastanawiam się też, czy to czasami nie jest sprawa tego, czym ten drób jest karmiony, bo przecież wiadomo, że teraz bez chemii ani rusz. Jeśli zadziałały leki, to w miarę szybko się zorientuję bo pamiętam, że ostatnim razem po skończeniu leków po jakimś czasie znowu jej to wróciło. Zobaczymy, w razie czego będę szukać dalej, co jej szkodzi – możliwe, że trzeba będzie zrobić jakieś bardziej rozszerzone badania specjalistyczne. Tak czy owak, przestała się drapać i mnie też ulżyło, bo ja machinalnie towarzyszyłam w tym drapaniu 😉

  92. Skoro zapowiadali na dzisiaj 21 stopni, to uznaliśmy, że te temperatury będą najprzyjemniejsze na nadbużańskich włościach. Okazało się, że słusznie i z racją, bo obiad zjedliśmy na tarasie, a przypominam, że mamy teraz koniec października!
    Poza tym uprzejmie donoszę, że lawenda nie kwitła tak obficie przez całe lato, jak jest uprzejma czynić to teraz. Floksy uznały, że idzie wiosna i puszczają nowe pędy! Jedynie wiewiórki zachowują się, jak zwykle, to znaczy zakopuja orzechy na zimę.
    A poza tym jesteśmy tu sami na świecie, dookoła cisza i pustka…..Nie ma NIKOGO!

  93. Jolinku-w lesie pełno grzybiarzy, padało i temperatury wielce dodatnie.

    Ruch wokół cmentarzy już bardzo widoczny, niektóre drogi już lekko zakorkowane.

  94. bardziej pozytywnie – Warszawa 2018 …

    https://www.youtube.com/watch?v=ZSn9xZIZTww

    Danuśka był pojechała na te grzyby ale obawiam się, że nie bedzie z kim … męczę rodzinkę …

  95. Danuśka,
    te srebrne usta już dosyć dawno odsłuchałam, ciekawam, co wtedy „pobierał” ? 😉
    Przemawiać czy w ogóle mówić składnie się jednak nie nauczył…

  96. Jolinku – też uważam, że miałaś dzisiaj pyszny obiad. 🙂 Nasz dzisiejszy to krokiety z farszem pieczarkowym i gorącym barszczem.
    Kupiłam cukierki na jutro. Ciekawe ile dzieci do nas wpadnie wieczorem?

  97. Dzisiaj dotarł do mnie najnowszy numer „Krainy Bugu”. Jak zwykle jest w nim wiele ciekawych artykułów i zdjęć. Miedzy innymi opowieść o monidłach, o ostatnich europejskich bartnikach. Jest też artykuł o manufakturze z Siedlec, w której produkuje się emaliowane naczynia – kubki, talerze, rondelki. Podobno emalia wraca do łask i jest na nią duży popyt za granicą. Manufaktura ma na razie stronę angielskojęzyczną ze sklepem z cenami w euro. Podobno wkrótce ma się pojawić polska strona i ceny w złotych. A kubki są naprawdę urocze.
    https://emalco.com/

  98. dzień dobry … ☕

    ja lubię te emaliowane naczynia .. zwłaszcza garnki .. jakieś takie domowe są …

    u nas tradycyjnie w rodzinie Amelka organizuje bandę i chodzi po bloku .. ma sukcesy … 😉 .. w naszym bloku mało dzieci i mamy spokój ..

  99. Dzień dobry 🙂
    kawa

  100. Nowe polskie filmy także warto zobaczyć. Bardzo polecam ” 7 uczuć” i ” Jak pies z kotem”. To filmy, które się zapamiętuje.

    Cukierki zakupione, ale nie wiadomo, czy ktoś się po nie zgłosi. Najpierw przychodzili, potem przestali, w ubiegłym roku znów się pojawili. Na wszelki wypadek trzeba być przygotowanym.
    Do naczyń emaliowanych też mam sentyment.

  101. dziś kolejki za pieczywem jakby tydzień sklepy miały być zamknięte … wykorzystam czerstwe pieczywo na takie kotlety … dodam pokrojoną szynkę i będzie dobra kanapka ..

    http://motylkowakuchnia.blogspot.com/2018/10/kotleciki-z-czerstwego-chleba.html

  102. Większość z tych pozycji to dość drogie propozycje….
    https://emalco.com/product/4-x-enamel-mug-forest/

  103. a w Waszym mieście postawili już takie bramy klimatyczne? … w Ząbkach na stulecie odzyskania Niepodległości stanęła Brama Niepodległości …

    https://www.facebook.com/adam.feder.7/posts/1996582533755230

  104. Klimatyczna??? Raczej to mi wygląda na tematyczną 😉
    A propos klimatu, u mnie już jesień daje do wiwatu. Leje, wieje i jest zimno (6c).

  105. Do emaliowanych garnków też mam sentyment, ale chyba nic dziwnego, bo przecież nasze pokolenie zostało wychowane na garnkach emaliowanych oraz aluminiowych, te ostatnie też doskonale pamiętam. Emaliowane są tym bardziej do polubienia, że można na nich poszaleć kolorystycznie. Obecne stalowe są na pewno eleganckie i praktyczne, ale jakby bez duszy 🙁

    Na kolację będą kanie a la schabowe. Okazało się, że za płotem rosła cała, liczna rodzina. Co do obiadu to znowu serwowaliśmy na tarasie i na dodatek był ubogacony 😉 obserwacją sikorek licznie przybywających do ptasiej stołówki. Postanowiliśmy je trochę dokarmiać przed zimą, mając nadzieję, że w ten sposób będzie im łatwiej przetrwać najcięższą porę roku.

  106. Aluminiowych nie znosiłam, a w domu był taki jeden „dyżurny” do gotowania mleka i mleko prawie zawsze się w nim przypalało!
    Dopiero później pojawiły się specjalne garnki do gotowania mleka, z podwójnym dnem i gwizdkiem, tak mi się kojarzy. Przynajmniej gwizdał, zanim się mleko zdążyło przypalić albo co gorsza – wykipieć!
    Nie dziw, ze mam awersję do mleka…
    Tutaj na dzień dobry zakupiłam kolorowe garnki emaliowane polskiej produkcji za jakieś śmieszne teraz pieniądze, ok.36$ z jakimiś centami, pamiętam, chociaż to było tak dawno.
    3 garnki różnej wielkości i patelnia, ale raczej nie taka do smażenia naleśników, bo zawijasta i z przykrywką. Bardzo długo mi służyły, a potem dwa mniejsze garnki i patelnia po odkręceniu uchwytów jako solidne podstawki pod doniczki z kwiatami. Szukałam w sieci coś podobnego, ale teraz inne wzornictwo, a tamte były bardzo bogato „ilustrowane” w fantazyjne, kolorowe kwiaty. Jedyny minus – miały mosiężne uchwyty, a ja zapominam o rękawicach ochronnych…
    Coś w tym stylu, jak te po lewej, ale drobniejszy wzór kwiatowy i ładniejszy, powiedziałabym.
    https://archiwum.allegro.pl/oferta/garnki-emaliowane-zestaw-6-el-reis-3-wzory-i5379629893.html

  107. Pogoda rzeczywiście piękna. Byłam na cmentarzu posprzątać liście, tłumy ludzi, a przed bramami pełna mobilizacja sprzedawców.

  108. Pokrywki też były metalowe w korespondujący wzór i uchwyty niestety…też wymagały rękawic. I jak to drzewiej bywało, nie było ujścia dla nadmiaru pary, co mi nie przeszkadzało wcale.
    Teraz mam jeden polski wielki gar na bogos, aluminiowy, 11 litrów, bez żadnych wzorów, bez emalii. Bigos pyrka w nim na bardzo małym ogniu, bo nie mam cierpliwości do ciągłego prawie że mieszania, a bez tego by się przypalił. A na małym ogniu wystarczy raz na pół godziny zamieszać. Urodny on ci nie jest, ale na bigos w sam raz 🙂

  109. W naszym wiejskim sklepie są emaliowane garnki w niewielkim wyborze i bardzo lubię zatrzymywać się przed tą półką. Kupiłam nawet swego czasu całkiem ładny, czerwony garnek litrowy z dzióbkiem oraz wymalowaną wewnątrz podziałką. Bardzo się przydaje podczas odmierzania składników do nalewek 🙂

  110. Ten aluminiowy, dyżurny do gotowania mleka też pamiętam i myślę, że również z tego powodu nie lubię mleka.

  111. Otrzymałam w dzisiejszej poczcie taką złotą myśl:
    „Nie opowiadaj nikomu o swoich problemach-jednej połowy Twoich znajomych i tak to nic nie obchodzi, a druga połowa tylko sie cieszy z Twoich kłopotów.”
    Właściwie, nie należę do osób, które chętnie opowiadają o swoich problemach, ale jeśli już, to nie chciałabym mieć znajomych, jak wyżej 🙁

  112. Większość moich garnków jest emaliowanych, nawet te żeliwne. Szybkowar i małe garnuszki do mleka są stalowe.

  113. Irku, po „pachwinie prezesa” musiałem czyścić laptopa!
    Alicjo. Maciek jest Maćkiem – brawo! Ja też nauczyłem znajomych, żem nie Dżanus!
    Bezdomny i biedny… Ja nie miałem takich kłopotów w dzieciństwie. Była okupacja niemiecka. Potwory były na zewnątrz. A teraz obok mnie jest człowiek. Nie przesadzę, jak powiem, że wspaniały!

  114. Cichalu,
    potwierdzam o człowieku obok Ciebie! Co do Maćka, on od zawsze korygował swoich szkolnych kolegów i koleżanki i wszystkich dookoła, jak ma się wymawiać jego imię. Chyba nauczył się tego ode mnie, ja też nie dałam się przerobić na „Alice” 😉
    Wracając do garów, kiedyś kupiłam sobie gar z wyższej półki światowej sławy firmy Le Creuset. Żeliwny i piękny, czerwona emalia. Cudo i pewność, że tu się nic nie przypali. Nie był wielki, chyba ze 3 litry pojemności, ale po jakimś czasie oddałam go znajomym, mnie urywało rękę, a mam słabe ręce w nadgarstkach.
    Żeliwność to do siebie ma, że jest nie do zdarcia, ale potrzeba mieć siłę w rękach, aby to podnosić 🙂

  115. Ależ Cichalu, to był przecież żart na halloween 🙂 😉
    Stoję w górach, w północnych pirenejach tuż przy granicy z Hiszpanią. Francja elegancja, myto wszystkie drogi na mój przejazd. W niektórych miejscach malowano wszystko na biało. Troszeczkę przesadzili z tym białym. Krowy, barany i inne potwory komiczne się prezentują w takiej scenerii. Na jutro planuje skok do Bilbao. Mam parcie na Guggenheim muzeum. No chyba że pogoda da ciała, to z projektu zrobi się półkownik i poczeka do wiosny, kiedy będę wracał.

  116. A, i drogie to-to, że hej – miałam zamiar stopniowo skompletować zestaw tych garów, ale wymiękłam ze względu na ciężar.

  117. Masz racje Bezdomny, że opierasz się na półkownikach, bo pułkownicy zrobili kiedyś Grecję na czarno. Z opisu widać, że wolisz białe! Dobrej (i tańszej) drogi!
    Bonne route! Buen camino!

  118. Nie jest tak strasznie drogo. Zarobiłem na trasie we Francyi ponad 160 EUR, to znaczy nie wydałem ich na opłaty autostradowe.
    Jutro do Bilbao nie muszę oszczędzać, znam tą trasę na nie płatnej i na płatnej drodze. Warto wydać 30 euro na przejazd gdzie zastosowano myśl ludzia. Wiadukty, mosty, tunele i szeroka autostrada. Sama przyjemność podróżowania 🙂

  119. Bezdomny-muzeum można przecież zwiedzać bez względu na pogodę, chociaż w tym wypadku trzeba również poświęcić trochę czasu na podziwianie samego budynku.
    Jego bryła jest niezwykła: https://vingtetundegres.files.wordpress.com/2017/05/musc3a9e-guggenheim.jpg

  120. Naturalnie że bryła jest częściowo zadaszona, a i dach wykonany z nieprzemakalnych materiałów. Sęk w tym, że ja na zwiedzanie używam mojego składka. A jazda w deszczu na rowerze nawet z parasolem to większa ekwilibrystyka niż Kitesurfing na falach w Nazare, o które też chcę w Portugalii odwiedzić.
    Danuśka co się odwlecze to nie uciecze 🙂

  121. Julian Tuwim
    Suma jesieni

    Więdną godziny powolne. Wątleje chwila za chwilą:
    To gałąź zatopiona w jesieni. Sunę po niej
    Milimetrami smutku. Męcząca, uparta praca.
    Strącam sekundy z dnia. Listki z gałęzi strącam.

    A co jesienią nazwałem? Wielkie głębokie westchnienie:
    Moje, człowiecze, wzniesione z dna jeziornego, chłodnego.
    Ręce przez okno zanurzam w jeziorze dna i jesieni.
    Dreszcz po nich skacze. Deszcz kropi. Listki i chwilki strąca.

    Z tomiku Biblia cygańska i inne wiersze (1933)

  122. Julian Tuwim
    Jesień

    (Preludyum)

    Wiem… Siadłaś teraz przy oknie
    I patrzysz…
    Kasztan pożółkły przed Twem oknem stoi
    I liście roni… jesienne liście…
    Deszcz kropi… kasztan moknie,
    Wiem:: siadłaś teraz przy oknie,
    Jesienią Ci się w dobrych oczach smutki,
    Te Twoje smutki: dziwne… przypomniane…
    Lecą, lecą z kasztanu liście,
    Powiędłe, obłąkane,
    Szelestnie naziem się kładą,
    Żałobnie… złociście…
    – A może świeci słońce?

    ——————————————

    A ja wiem, że ty myślisz o mnie,
    Bo byłem u Ciebie wczora…
    Pamiętasz? Smuciłem się ogromnie,
    Bom miał od Ciebie jechać,
    (…Cichości, cichości jesienna…)
    Bom miał od Ciebie jechać,
    Nie patrzeć już w Twe dobre oczy,
    Ani do Ciebie się uśmiechać,
    (…Cichości… cichości jesienna…)
    Uśmiechać się, jak Pani chora,
    Co w wielkiej sali kona…
    Ja byłem u ciebie wczoraj…
    Ja wiem…
    – A może świeci słońce?

    ———————————————

    Na ulicy nikogo nie ma,
    Ciche, ciche jest twoje miasteczko,
    Tylko lecą z kasztanu liście,
    A kasztan moknie, moknie…
    Siedzisz, moja miła, przy oknie,
    Siedzisz, moja dobra, przy oknie,
    Moje jasne, kochane słoneczko,
    Moje smutne, nienazwane szczęście!
    …W pokoju zegar cyka,
    Jak co dzień, jak co chwila,
    (Lecą, lecą z kasztanu liście…
    …Cichości, cichości jesienna…)
    Takaś ty już zmęczona,
    Senna,
    Główka na bok się przechyla,
    Łza w oczętach zalśniła –
    – Ach, o czemżeś się zamyśliła?
    – Ach, czemużeś się zasmęciła?
    I ja tu taki samy…
    Ja też…
    Tak się już dobrze znamy,
    Tak się już dobrze znamy…
    – Wiesz?
    – Lecą z kasztanu liście,
    Żałobne, obłąkane,
    Naziem się kładą złociście,
    A kasztan moknie, moknie,
    Siedzisz, moja dobra, przy oknie,
    Siedzisz, moja miła, przy oknie…
    …A może świeci słońce?

    Z tomiku Czyhanie na Boga (1918))

  123. bezdomny, 30 października 8:22
    Dzięki za życzenia, prawdę mówiąc się ich nie spodziewałem.
    Między dzieciństwem a zaawansowaną „dorosłością” jest jeszcze stan przejściowy – trwa tak długo jak potrafimy i chcemy go utrzymać. Sądząc po twoich wpisach, zarówno ja, jak i Ty, staramy się trzymać z daleka od ostatniej fazy, nie bacząc na kalendarz.

    Asiu, znowu Tuwim, i znowu świetny!!!! Dziękuję.

  124. pomysł na obiad lub kolację ..

    http://www.pichceniomania.com/kaszanka-z-cukinia/

    Asiu sto lat temu a jesień taka jak dziś …

  125. Asiu, dziekuje. Obudziłam sie tej nocy i nie mogłam ponownie zasnąć. Zajrzałam do blogu i umieszczone przez Ciebie wiersze podziałały jak balsam.
    Jolinku, nie tylko jesień taka sama ale i nasze odczucia i tęsknoty. Wielki Tuwim, wciaz bliski.

  126. Byłam na cmentarzach, na Bródnie zapaliłam światełko dla Gospodarza. Pogoda była piękna, dawno tak ładnej nie pamiętam. Było dużo ludzi, ale nie były to tłumy, może dlatego że byłam dość wcześnie.

  127. Dzięki, Małgosiu.
    Rozumiem, że zrobiłaś to także w moim imieniu. Moje Święto Zmarłych jest wtedy, kiedy jestem w Polsce – a i to niestety, nie na wszystkich cmentarzach, gdzie chciałabym być i zapalić świeczkę.

  128. Alicjo, w imieniu swoim, Twoim i Tych, którzy by tego również chcieli.

  129. Przedwczoraj spałem na cmentarzu, też nie było tłoku. Byłem tam jedyny. Spokój jak mało gdzie.
    Nowy też się cieszę że i tobie jestem jeszcze stanie zrobić, wprawdzie małą, ale zawsze przyjemność 🙂
    Bilbao 🙄 wspaniałe, fantastyczne…
    ***** pięć gwiazdek a nawet jeszcze parę

  130. Małgosiu, dziekuje.

  131. Nie wiem jak u was, ale tutaj powoli zbliża się ku zmierzchu. Zapala się coraz więcej lamp, dobrze widoczne są już trasy komunikacyjne, nadbrzeżne bulwary dają już też lustrzane odbicia w glatkiej wodzie.
    Stoję na jednym z wyższych tutejszych wzniesień i obserwuje ten oświetleniowy spektakl. W takich okolicznościach spać będę pierwszy raz w życiu 🙂
    Ten widok zasługuje na lampkę czerwonego

  132. Cmentarze odwiedzam już od zeszłego tygodnia, zaczęłam od tych w Gdyni. Jeszcze kilka grobów w planie na najbliższe dni.

    Pierwsze przygotowania do toastu za Tych Co Na Chmurce już poczynione:
    https://cdn.xl.thumbs.canstockphoto.pl/bo%C5%BCe-narodzenie-decoration-szk%C5%82o-od-koniak-albo-whisky-gwiazdkowe-%C5%9Bwiece-i-dar-boks-na-obraz_csp52870177.jpg

  133. Dzisiaj eksperyment z suszeniem gruszek, w instrukcji piszą, że wymaga to 17 godzin zatem rezultaty obejrzymy jutro.

  134. świeczka zapalona za przyjaciół blogowych … …

  135. Wesoły cmentarz uwieczniła w swoim archiwum Ewa : https://get.google.com/albumarchive/112958196308416510634/album/AF1QipOF9WLXKM7b6uQW2bN5cN7VdpjVmsvOLTnxlZfP?source=pwa

    Groby rodziny i znajomych odwiedziłam wczoraj późnym wieczorem. Robię tak już od kilku lat. Jest wtedy dość spokojnie, choć już coraz więcej osób też tak robi. A dziś odwiedziliśmy cmentarz wojenny w naszej okolicy. I choć leży zupełnie za uboczu i nikt przypadkowo tam nie trafi, to zawsze kogoś tam spotykamy.

  136. Początek listopada zawsze nastraja melancholijnie. I lirycznie, więc znowu Tuwim:
    Wieczorny wiersz

    Czasem u szczytu ulic zachód żółtym blaskiem
    Mury niebios rozwala na złomy płomienne.
    Wtedy listopadowe wieczory warszawskie
    Wieją wiosną i płyną, młodością wiosenne.

    Ile łez we mnie było i ile miłości,
    Ile westchnień i szczęścia w majowej ulewie,
    I moich słów dla ciebie, i wielkiej czułości:
    Wszystko z nieba powraca w dawnym, ciepłym wiewie.

    I znowu idę lekki i nocą wezbrany,
    Jakbym niósł liść wilgotny na sercu otwartem,
    Wtedy w twoim miasteczku ciemniały kasztany,
    Pachniał groszek pachnący na sercu pod paltem.

    Płakać, jedyna moja, mogę tylko Tobie.
    Ty zrozumiesz. Rozgrzeszysz spojrzeniem pokornym.
    I wiosnę zakochanych znajdziesz w skromnym słowie,
    I ciężką gorycz moją w tym wierszu wieczornym.

    Z tomiku Siódma jesień (1927)

  137. Julian Tuwim
    Melodia

    Wczesna jesień – oto moja pora.
    Siwy ranek – kolor mego wzroku.
    Siedzę w miłej kawiarni jak w obłoku,
    Mógłbym tak do wieczora.

    Za oknami tyle pośpiechu,
    Ale ja nie wiem i nie słyszę,
    I zamilkły w jesiennym uśmiechu,
    Zapatrzeniem dalekiem się kołyszę.

    Tak najlepiej: siąść w cukierni rankiem
    I patrzeć, jak ulica chodzi.
    W takie ranki jest się kochankiem,
    I smutniej człowiekowi, i młodziej.

    Od miłości, od czułych wspomnień
    Dzień zacząłem senny i pusty.
    Z twoich słów, niepisanych do mnie
    Wiersz układam uśmiechniętemi usty.

    A to wszystko razem jest melodią,
    I melodii chwile są rade.
    Cudzoziemka w palcie kraciastem
    Śpiewnie, ślicznie zamawia „szokoladę”.

    Jaka wiotka, matowa kobieta!
    Jak nas mało na świecie! jak mało!
    I jakiemi perfumami zawiało!
    I jaki poeta!…

    Z tomiku Rzecz czarnoleska (1929)

  138. Myśmy dzisiaj też kaganek zapalili za…

  139. dzień dobry … ☕

    dziś wieczorem może Polityka znowu nam wyłączyć blog bo będzie cisza wyborcza …

    propozycja na obiad …

    https://gotowanietoproste.blogspot.com/2018/10/mielone-z-brukselka.html

  140. Bylam wczoraj w kinie na polskim filmie ” Zimna wojna ” Pawlikowskiego w wersji polskiej. Przypomnialy mi sie niektore ludowe piosenki i nie pamietam czy w orginale to spiewal ” Slask ” czy ” Mazowsze „.

    Na obiad reszta z wczoraj.

  141. Dzień dobry,
    kawa

  142. Irku-powtarzamy to co jakiś czas, zatem powiem po raz kolejny: jesteś nieoceniony!

    Elapa-„Mazowsze”. Tutaj więcej o piosenkach tego zespołu w polskich filmach:
    http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,23538607,zimna-wojna-i-piosenki-mazowsza-w-polskich-filmach-filmowe.html

  143. Danuśka,
    jak tam suszone gruszki ? Ja także po raz pierwszy raz ususzyłam trochę gruszek. Moja suszarka nie posiada żadnej instrukcji, więc suszę na oko i na smak. Gruszki pokroiłam w cienkie plastry. Owoce suszone dostępne w handlu są suszone chyba inaczej, bo są bardziej mięsiste i przeważnie przekrojone tylko na połowę. Te domowe są też bardzo smaczne i powoli ubywa ich ze słoika.
    Byliśmy dziś na grzybach. Las przepiękny, zbiory średnie, a z tych zebranych grzybów sporo było robaczywych. Wczoraj po odwiedzinach cmentarza także zaszliśmy do lasu obok, ale zupełnie nieprzygotowani, bez nożyków i z małą reklamówką po zniczach. A natknęliśmy się na kolonie opieniek. Jednak największą atrakcją był wielki strzępiasty grzyb zwany m.in. szmaciakiem albo ładniej siedzuniem sosnowym; wymiary ok. 30 x 25 cm. Oczywiście skończyło się tylko na podziwianiu i uwiecznieniu na zdjęciu, bo to grzyb chroniony.

  144. Krystyno-gruszki, owszem, ususzyły się bardzo dobrze, ale są bardzo słodkie. Nie dziwota, bo bez suszenia też były słodkie 🙂 W smaku przypominają trochę suszone banany, za którymi nie przepadam. Chyba nie powtórzę też eksperymentu, bardziej smakowały mi jabłka, jako że lekko kwaskowe. Teraz się zastanawiam nad suszeniem śliwek.

    Nam też udaje się łaczyć wizyty na cmentarzach z wizytami w lesie, a dzisiaj jeszcze dodatkowo wylądowałam w gruzińskiej restauracji: http://www.chinkalnia.pl/dania_glowne/ Chinkali z serem były wyśmienite.
    Co do wizyty w lesie, to spotkaliśmy grzybiarza, który nazbierał dwa wiadra grzybów, w jego zbiorach były podgrzybki i opieńki, tak mniej więcej pół na pół.
    Wdaliśmy się w małą pogawędkę i dowiedziałam się, że w jego domu przyrządzano smalec z opieńkami, co być może jest całkiem ciekawym pomysłem.
    Szmaciak jest grzybem, który Osobisty Wędkarz wspomina z ogromnym sentymentem.
    Rośnie również w owerniackich lasach i tam nie jest(albo przynajmniej nie był) pod ochroną. Moja teściowa miała, jak wieść niesie, znakomity sposób na jego przygotowanie-po lekkim obgotowaniu zapiekała pod beszamelem. Podobno niebo z gębie!

  145. Opieńki są znakomite marynowane. Poza tym obgotowane (bez soli!) lekko i zamknięte w twist-offach trzymają się pięknie całą zimę.
    Niestety, tutaj tylko parę razy miałam okazję na opieńkowe zniwa, potem tę łączkę, na której można je było dosłownie kosić, potraktowano chemią i zrobiono z tego idealny, bezchwastowy angielski trawnik.

  146. W dzisiejszym, warszawskim dodatku”Wyborczej” ciekawy artykul o barach mlecznych.
    Okazuje się, że te przybytki to warszawski wynalazek i to wcale nie z czasów PRL. Już w roku 1883 Ludwik Waryński trafił do cytadeli po tym, jak zgubił paczkę z konspiracyjną bibułą w warszawskim mleczaku. Tym niemniej „triumfalny pochód mleczarskiego konceptu…stołecznych kucharzy nastąpił w Polsce Ludowej” I to wtedy Leopold Tyrmand powiedział, że w tym kraju „podobaja mu się dwie rzeczy: zespół „Mazowsze” i bary mleczne”.
    W mojej pamięci utrwalił się przede wszystkim bar mleczny „Uniwersytecki”, tuż na prawo od głównej bramy Uniwersytetu Warszawskiego. Został zamknięty dziewięć lat temu.

  147. W chwilach wolnych czytam http://lubimyczytac.pl/ksiazka/50139/prosze-bardzo
    A wszystko za sprawą Salsy, która podczas ostatniego spotkania pożyczyła mi inną książkę tej autorki pt.”Berlińska depresja”.
    Salso-dziękuję, jak widzisz nabrałam ochoty na kolejne opowieści Andy.

  148. Nie ma to jak wrocławski „Miś” 🙂
    Owszem, bardzo „kultowy”, niestety, dopchać się nie można nawet w czasie wakacji, kiedy studentów już nie ma. Z własnego doświadczenia lat 1975+ , a częstą bywalczynią byłam, pamiętam ten bar jako znakomite i tanie jedzenie. Taki jest „do tych pór”, tylko dopchać się nie można, a mielismy dobre chęci. Bar jest rzut beretem od Uniwersytetu, studenci nie korzystajacy ze stołówek studenckich właśnie tam wpadali na pierogi, sztukamięs z buraczkami lub kapustą i wiele innych nieskomplikowanych dań.
    O stołówkach studenckich to inna historia, ale też bardzo pozytywna.
    https://www.facebook.com/pages/Bar-Mi%C5%9B/111350402278724

  149. za miasto Marka i inne trzymamy kciuki przez weekend by normalność zwyciężyła ..

    czy Wy zawsze pieczecie dynię do pure czy czasem robicie tak? …

    https://gotujmy.pl/pure-z-dyni-bez-pieczenia,przepisy-dynia-przepis,171242.html

  150. Moja dynia jeszcze straszy na oknie.

  151. Jolinku-dynia jest bardzo twarda, duża i moim zdaniem trudna do obrania oraz do pokrojenia(mówię przede wszystkim o tej wielkiej, okrągłej). Zatem już pewnego czasu najpierw wkładam ją na trochę do piekarnika, aby zmiękła, a potem zajmuję się dalszą obróbką. Oszczędzam w ten sposób nadgarstki oraz noże 🙂

    Z racji zaoszczędzonych na obieraniu dyni kciuków i nadgarstków 😉 mogę spokojnie i mocno trzymać za wyniki wyborów w Ostrołęce.

  152. Pytanie – co to jest „normalność”?
    Jolinku,
    z moich obserwacji, a stara dosyć jestem chociaż młoda duchem 😉 – wynika, że „normalność” dla każdego znaczy coś innego, normalność to to, co pasowałoby dla moich wyobrażeń o normalności. Wydaje mi się, że większość ludzi woli, żeby za nich ktoś pomyślał, zorganizował jak wycieczkę „all inclusive”, a jak podczas tej wycieczki coś się zdarzy, no to wiadomo, kogo winić. Organizatora!
    Dla mnie „normalność” to swoboda wyboru, a jak wybiorę źle, to trudno, widziały gały, co wybierały.
    Dlatego trzymam się z daleka od wszelkich ideolo, ale na wybory idę, bo jestem z duszy osobą liberalną, aczkolwiek w każdym kraju to słowo znaczy trochę inaczej, niż na przykład w moim.
    W Polsce rządzi kto rządzi, ale KK jak najbardziej rządzi. Trzyma ten rząd dusz, bo najlepiej wszystko zwalić na to, że „Bóg tak chciał”.
    Dla mnie to jest najlepszy dowód na to, że Bóg nie istnieje (przepraszam wszystkich wierzących), a jeśli, to jest bardzo okrutny, co z kolei kłóci się z popularnym wizerunkiem Boga.
    Nie ma się co zwracać do Boga, trzeba brać odpowiedzialność za kierowanie własnym życiem na tyle, na ile się da, bo mamy coś takiego, jak rozum, chyba…

  153. Alicjo dla mnie normalność to w tym przypadku tylko brak „dobrej zmiany” .. a masz rację to normalne, że jedni wola jeździć na wycieczki sami inni z biurem podróży .. gorzej jakby kazali wszystkim jeździć tak samo .. ideologia nie dla mnie ale wiem co to jest przyzwoitość ..

  154. „Będzie wesoło, radośnie i patriotycznie. Najpierw Igrzyska Wolności, fantastyczne dyskusje i niesamowici goście, a w niedzielę Parada na Piotrkowskiej i Piknik w Manufakturze. W przyszły weekend świętujemy Niepodległość w Łodzi!” … zaprasza na Twitterze Pani Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska … warto się wybrać ..

  155. Jutro imieniny Huberta, więc w Żabich Błotach prawdopodobnie szykują się do Hubertusa. Może Żaba odezwie się po imprezie. Żaba zawsze twierdzi, że nasze zjazdy to nic w porównaniu z Hubertusem, więc pewnie jest tam bardzo gorąco.
    Dynię kupuję w kawałkach, już obraną, oprócz tego mam jedną dużą i trzy mniejsze dla ozdoby. Nie są wycinane, więc teoretycznie do zjedzenia.
    Druga tura wyborów w moich stronach odbędzie się tylko w Gdańsku.

  156. Jolinku,
    bardzo dobrze pamiętam, który z polityków użył słowa „przyzwoitość” w swojej wypowiedzi, i że „warto być przyzwoitym”. Dawno było…
    To nie jest blog polityczny, ale polecam przedwczorajszy wywiad z serii Onet rano – Kuźniar i Robert Biedroń. Biedroń moim zdaniem nie ma przyszłości w polityce – tam trzeba mieć łokcie, kolana i dobrego kopa, a on nie ma w sobie cynizmu ani nic z tego, co się liczy w wyścigu politycznym. On jest za przyzwoity do wielkiej polityki. Szkoda.

  157. Bywali w Barcelonie napiszcie, jakie są wasze impresje na temat:
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24105393,barcelona-jest-jak-niechlujna-kobieta-o-pieknych-oczach-to.html#s=BoxWeSl_1_1
    Podobne opinie niedawno czytałam o Marsylii, niekoniecznie w polskich gazetach.

  158. …i o Rzymie, że złodzieje, a najczęściej złodziejaszki małe, potrafią ukraść portfel gdziekolwiek byś go na ciele nie schował. A swoją drogą…
    https://www.youtube.com/watch?v=Y1fiOJDXA-E
    Montserrat pożegnała się z tym światem całkiem niedawno, a Freddie dawno temu, jeszcze w ubiegłym wieku. Jaka szkoda – on miał niesamowity głos, a bez niego Queen nie istnieje, choćby nie wiem, jak Brian May chciał, bo Freddie to Queen, nie tylko śpiewał, ale był wszystkim, co Queen znaczyło. Jak tylko znajdę na sieci „Bohemian rhapsody”, film o Freddim, natychmiast obejrzę.

  159. dzień dobry … ☕

    blok czynny czyli bez zakazu …

    krystyno Żaba chyba robi takie wielkie konne zjazdy w październiku a teraz to świętuje ..

  160. Na „Bohemian Rhapsody” wybieram się do kina w najbliższych dniach.
    Alicjo-z Barcelony mam jedynie miłe wspomnienia, do podejrzanych dzielnic nie zaglądaliśmy.
    Marsylii nie znam. To prawda, ma nie najlepszą opinię, ale myślę, że nie taki diabeł straszny…Oglądałam wiele ciekawych reportaży o tym mieście, a tamtejszy akcent uwielbiam 🙂

  161. zwykłe śniadanie z tajemniczą nazwą ..

    http://kucharenka.pl/orkiszowe-sniadanie-habermus/#

    wczoraj prawie lato a dziś szara jesień ..

  162. Jolinku-na szarą jesień podaję czym prędzej rozgrzewającą herbatę:
    http://www.pyszny-przepis.pl/wp-content/uploads/2015/07/herbata-z-imbirem.jpg
    Wiem, że Ty pijasz przede wszystkim kawę. Mam nadzieję, że Irek będzie serwował.

  163. Jolinku, jak pieke placki z jablkami wg przepisu Gospodarza to na koniec do ciasta wrzucam cienko pokrojone plasterki bananow i smarze na oleju. Bardzo je lubie.

    U nas piekne slonce.

  164. Z powodu tej szarej jesieni, na obiad lazanie w towarzystwie chorwackiego bialego wina. Teraz sjesta przy kawie i pierniczkach w czekoladzie. Taka dieta na ponure dni 🙂
    Przepadam za plackami z jabłkami.

  165. W Barcelonie i Madrycie wiele osób, zarowno tubylcy jak i turyści zwracali uwagę na baczniejsze pilnowanie torebki. Nonszalanckie przewieszenie przez ramię, jak to zwykle, raczej wskazane nie jest. A bylo to ładnych parę lat temu, to tym bardziej dzisiaj, w tym boomie turystycznym.

  166. Śniadanie mistrzów:
    kromucha polskiego, żytniego chleba posmarowana grubo humusem, na to plasterki pomidora, na to pokrajanej drobniutko cebuli czerwonej do wypęku (inna wersja, wczorajsza – drobniutko posiekany ząbek lub dwa czosnku), dyżurne oraz marianku szczypta solidna.
    Herbata na pierwszy rzut owocowo-leśna, ale nie z torebki, tylko widzisz każde zielsko i każdy owoc, ja zaparzam w szklanym dzbanuszku z pojemnikiem szklanym, do którego te dobroci wsypuję.
    Na drugi rzut nieśmiertelna yunnan, także sypana, u Japonki kupowana.
    Do owocowej można dodać troszkę posiekanego imbiru i gruby plaster pokrojony na mniejsze kawałki cytryny – i już nic wam nie zagrozi, żadne tam przeziębienia, które nie wiem dlaczego z uporem nazywamy grypą.

  167. Za Heleną przypominam, ze kawałek korzenia imbiru i cytrynę należy pod ręką mieć, skoro „światem zaczęła rządzić jesień” (autorka tekstu – Magdalena Czapińska).
    Tym bardziej nie wsiadajmy do pociagu byle jakiego bez tego! Helena dodaje też miód, ale to jest opcjonalne, ja robię bez miodu.
    Tymczasem co do rządów jesieni, nic innego nie mogłam się spodziewać od listopada, lania i wiania oraz niskich celsjuszy (-ów?), a liść już prawie ostatni już spadł
    https://www.youtube.com/watch?v=FFbfm4Wyojs

  168. I żeby nie było tak romantycznie-nostalgicznie okazało się, że co roku naprawiany dach nad Pokojem na Górce oczywiście wpuścił deszcze niespokojne do pokoju. Jerzor się boży, że tym razem to już z Maciusiem Złotą Rączką zrobili tak na zicher, że już ani mru-mru.
    No i przyszedł pierwszy mocny i długi deszcz, jesienny deszcz, i się okazało, że on dobrze tę drogę zna, gdzie tu sie przecisnąć, żeby powiedzieć „dzień dobry, jestem z powrotem!”.
    No i co pan zrobisz – cytując Starą Żabę – nic pan nie zrobisz!
    Przy okazji pozdrawiam Starą Żabę z przyległościami zaprzyjaźnionymi!

  169. dziś usłyszałam w jakimś programie, że dzieci (w USA) chciały na obiad potrawkę z kurczaka w sosie makowym .. znalazłam tylko taki sos do sałatek …

    http://www.zakumaj.pl/artykuly/oryginalny-sos-makowy-do-salatki.html

    ktoś coś słyszał albo jadł potrawy z takim sosem? …

  170. Danuśka, zajrzyj na prive.

  171. Widać, że Warszawa wygrała, bo nie ma blokady 😉

  172. Podobny sos jadłam, ale bez cebuli. Tylko majonez, kwaśna śmietana, musztarda Dijon, miód i mak. Dobry.

  173. Chciały – ale czy dostały? Bo tutaj mak źle się kojarzy i o ile dobrze pamietam, w sklepach maku nie dostaniesz. Ale muszę sprawdzić, bo pewności nie mam.
    Pojechaliśmy, mimo wrednej pogody po jabłka, bo przy naszym, a właściwie moim przerobie dziennym to każda ilość jest za mała.
    Nasz zaprzyjaźniony ogrodnik dzisiaj był zamknięty i wywiesił kartkę, ze jak chce sie kupić (zawsze hurtową ilość) jabłek, to proszę zadzwonić pod numer taki a taki, on przygotuje. No i prawda, ludzie już przestali jeździć w tamte strony i nie ma co sterczeć przy straganie. Kupiliśmy jabłka u jakiejś baby, dwa razy drożej, a potem Jerzor opowiedział mi historyjkę, dotyczącą baby, u której właśnie kupiliśmy te dwa razy droższe jabłka.
    Otóż ta nasza Bath Road, inaczej zwana Highway 33, ciągnie się wzdłuż jeziora jakieś 40-45km aż do promu na wyspę Picton, która tak naprawdę nie jest wyspą, bo ma solidne połączenie z lądem za pomocą wielkiego mostu w okolicach Deseronto.
    Jerzor sobie uskutecznia rowerkiem do promu i z powrotem. Raz sobie był tak uskuteczniał, żeby dobić kilometrów do rocznego założonego osiągu i był się już zmęczył bardzo oraz zapas wody wypił. Baba stała za straganem, wypełnionym jabłkami. Jerzor na ostatnich nogach zszedł był z rowera, podszedł do baby i poprosił o jabłko, bo jest tak spragniony czegokolwiek soczystego, przy czym zaznaczył, że nie ma pieniędzy (jaki kolarz wybiera się w trasę z kasą?!). Pani na to, że trudno, ale jabłko kosztuje 25c
    Szlag mnie trafia właśnie teraz i Jerzoru kop się należy – głupi czy co?! Nigdy w życiu bym od tej baby nie kupiła dzisiaj jabłek (Jerzor kupił!!!). Natomiast gdyby wtedy, powiadam Jerzoru, dała ci jabłko za darmo albo chociaż szklankę wody podała – byłabym kupiona na zawsze, nieważne, jak drogie jabłka u niej są, w porównaniu z innymi tutejszymi ogrodnikami. Gdyby mi ktoś inny opowiedział tę historyjkę, podeszłabym sceptycznie, ale Jerzor nie zmyśla.
    Od jakiegoś czasu każę mu zabierać oprócz wody (to zawsze) symboliczną piątkę w kieszeń wyścigowca (na plecach ci ona jest), na wszelki wypadek.
    Jerzor ciągle myśli, że ma 30 lat i byle 70 km to betka. Ja już zrewidowałam swoje poglądy, trzeba mierzyć siły na zamiary. Stety.

  174. Nie wiem Alicjo jak ty na to wpadać, ale masz rację z normalnoscią.
    W podróży normalność może mieć jedynie dwa wymiary.

    1. Z Przyjacielem 🙂
    2. Solo

    Stoję teraz w takim miejscu, że widać z tego miejsca inny kontynent, czarno go widać

  175. bezdomny
    bywa się tu i tam i podgląda się spokojniutko, co można, a co nie.
    „Nie wiem Alicjo jak ty na to wpadać, ale masz rację z normalnoscią.”
    Trochę mnie obraża to, co napisałeś – ja podróżuję po całym świecie i wnioski wyciągam takie i inne. Na pewno nie jestem politycznie poprawna, co widzę, to opisuję. W podróży dla mnie jest tylko jeden wymiar. Mam marzenie, mam plan (zawsze ja i moi przyjaciele naokoło globu), a czy Jerzor się do tego łaskawie przyturla, to jego sprawa. Po raz pierwszy powiedział – nie. Niech ta…

  176. Znacie? Znamy! To poczytajcie 🙂

    Wpada zdenerwowany zając do knajpy i krzyczy:
    – Kto mi pomalował rower na zielono?
    Wstaje niedźwiedź:
    – Ja, a co?
    Zając przyciszonym głosem:
    – Nic, chciałem tylko spytać, kiedy wyschnie…

    Dla Jerzora życzenia dalszych, udanych eskapad rowerowych z odpowiednią ilością wody w zapasie.

  177. Bawcie się dobrze. Mnie pochłanią zajęcia w realu na tyle, że muszę oszczędzać siły na zdrowe aktywności.
    Słońce świeci i ptasi konzert właśnie w naturze leci.
    Zawieszam blogowanie.

  178. U mnie kot z rana 4:35 obwieszcza gromkim miałkaniem, ze już siedzi w kuchennej umywalce i czeka, żeby mu ktoś kran odkręcił lekuchno… tak od jakiegoś czasu się nawadnia, chociaż obok stoi miska ze dwa razy dziennie zmienianą wodą 🙄
    Ale bezduszność tej baby od jabłek mnie powaliła – nie dalibyście jabłka spragnionemu (zmęczonemu, staremy, siwemu) cykliście?
    Gdybym ja była straganiarą, wręcz zapraszałabym do „spróbuj, jakie moje jabłka dobre!”.
    A to franca – już tam nigdy nie kupię!!!

  179. http://alicja.dyns.cx/news/Herbata.jpg
    Mam okazję zwołać herbaciarzy 🙂
    Jak sznurek nie będzie działał (potem, bo teraz działa) to znaczy, ze Jerzor włączył bezprzewodnictwo w domu.

  180. Kawę robimy w makinetce – tego się nauczyłam, rozwiązując kolejny quiz na gazeta.pl, skracajac sobie czas oczekiwania, aż paniusia spod kranu raczy się wyrazić, że już napiła się była. Naczynie znam, moi znajomi w tym parzą kawę dla dwojga, ale nie wiedziałam, że tak pięknie się nazywa 🙂
    https://www.google.com/search?q=makinetka&client=firefox-b&tbm=isch&source=iu&ictx=1&fir=cabkbH3ywQcoPM%253A%252CrL-zLq0-CY66IM%252C_&usg=AI4_-kSaUBiXFb7HPKDJXH78Nm5gS9ovPQ&sa=X&ved=2ahUKEwiXv_nnvrreAhXHY98KHeSFBFMQ9QEwAXoECAUQBA#imgrc=cabkbH3ywQcoPM:

  181. Idę, jakże zasłużenie, dospać! Hrabini Mrusia się nadopiła.

  182. Rzeczywiście można się pochlastać. Jolinka nie ma , kawy nie ma. Nic tylko koniaczek 🙂

  183. Irku,
    ale ja za to miałam herbacianą satysfakcję 🙂
    Koniaczek z przyjemnością, czemu nie 😉

  184. Koniaczek uzylam do sosu w poludnie.

  185. Dopiero dziś trafiłam na artykuł Pawła Walewskiego o kawie. Może już czytaliście, ale polecam go tym, którzy, tak jak ja, przeoczyli go : https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1765772,1,miedzynarodowy-dzien-kawy-skad-ten-mit-ze-niezdrowa.read

    Byłam dziś w kinie i po raz drugi obejrzałam ” 7 uczuć”. Chciałam, żeby mąż go także obejrzał, ale sama miałam wielką ochotę jeszcze dooglądać szczegóły. Tym razem było to kino w galerii handlowej, więc przy okazji kupiłam dwa młynki – do soli i pieprzu. Szukałam ładnych w przyzwoitej cenie, ale trudno znaleźć takie połączenie. W każdym razie są bardzo ładne, cena podobała mi się mniej.
    Sala kinowa niewielka, ale prawie pełna. Ani przez chwilę nie nudziłam się.

  186. Sympatycznie brzmiąca makinetka ma włoski rodowód-macchinetta del caffè, czyli po prostu maszynka do kawy. Włosi znają się na rzeczy, kawę robią bardzo dobrą 🙂

    Sztuka ma różne oblicza, w tym również kostiumowe zatem wybralam się dzisiaj na tę wystawę:
    https://asp.waw.pl/2018/10/09/wystawa-kostium-na-przelomie-wiekow-1990-2015/
    Przy okazji dowiedziałam się, że Akademia Sztuk Pięknych oprócz pieknego kompleksu pałacowego na Krakowskim Przedmieściu ma też dwa ładne budynki na Powiślu, w tym jeden wybudowany zaledwie cztery lata temu:
    http://bi.gazeta.pl/im/d5/08/fc/z16517333IH,Nowy-gmach-Akademii-Sztuk-Pieknych-na-Powislu.jpg

  187. dobry wieczór ..

    mobilizacja na 5+ … oby tak dalej ..

    miłych snów Kochani … 🙂

  188. pierwsze dane z Ostrołęki .. nie dla dobrej zmiany .. Marek chyba wygrał ..

  189. Koniec.
    Na Mojej Ostrołęce leci piosenka Mieczysława Foga dla urzędującego jeszcze Prezydenta Janusza Kotowskiego i wielu jego współpracowników oraz urzędników: Ta ostatnia niedziela 🙂
    Za rok z PiS będzie jak z AWS.
    Polska Ostrołęką Europy!

  190. Misiu, cieszę się!

  191. My się też cieszymy. Szczególnie z Krakowa. Alicjo, co Ty na śniadanie, to my na lunch! Śniadanie mamy bardziej skomplikowane, Ty wiesz…
    Dzisiaj byłem nieco na północy pomagać koledze z łódką po sezonie. Kolory, że dech zapiera. Z każdym kilometrem ich przybywało. Jak zwalczę technikę, to pokażę.

  192. Oj Józek, nie daruję ci tej nocy sylwestrowej !!!
    Jeszcze mają czas, by się poprawić, a jak nie, to będzie protestujka (c.r. Krzysztofa Daukszewicza). Sama zarządzę! Mam kontakty z Kirimatiti, gdzie Nowy Rok się zaczyna, o !!! 
    Brawo dla Ostrołęki – Misiu, tylko im nie rób pierogów z radości, bo się nie wyrobisz!
    Cichalu,
    u nas z kolorami było tak samo, ale jak listopad wziął towarzycho w obroty, to zostały tylko te najbardziej czepliwe, o proszę:
    https://www.youtube.com/watch?v=uYGyIXkp3AQ
    Cichalu,
    co Wy na śniadanie, to Jerzor religijnie wcina, podbierając mi mrożone jagody. Ja jem późno i dlatego ze śniadania robię sobie lancz prawie.
    A propos kawy, jest tak samo niezdrowa, jak wszystko inne w nadmiarze. Niedawno czytałam gdziesik na sieci, że dwie filizanki kawy dziennie są wręcz zalecane. Tylko że domy dzielą się na herbaciane i kawowe. Mnie właśnie wyszła kawa dla gości 🙁
    Kupuję puszkę mielonej i trzymam w lodówce, tak mi kawiarze poradzili. Pijam w podróży i w gościach, bo przecież „obrzydliwa” nie jestem, a herbaty po mojemu i tak mi nikt nie zaparzy, chyba że we Wrocławiu…

  193. dzień dobry … ☕

    jest dobrze a może być lepiej … 🙂 .. Marek cieszę się i ja … 🙂

    surówka z dyni .. nie jadłam …

    http://trzecitalerz.blogspot.com/2018/11/surowka-z-dni-z-bakaliami-kuchnia.html

  194. Brawo Ostrołęka!

    Jolinku-na stronie, którą podrzuciłaś jest też kilka ciekawych przepisów na pierogi, co zapisuję czym prędzej w mojej komputerowej książce kucharskiej 🙂

  195. do Sławka imieninowe pomachanko … 😀

    do kawy takie placki …

    http://www.dibloguje.pl/2018/11/3-skadnikowe-placki-z-jabka-paleo-bez.html#

  196. Czerwone wino było już dziś w użyciu. Zostało dolane do bigosu, który gotuje się od soboty. Dużo przy tym pracy, ale było zamówienie rodzinne, więc trzeba było się zmobilizować. Raz na rok to niewielkie poświęcenie. Jak zwykle spora część zostanie zamrożona.
    Na ryneczku w Gdyni Orłowie natknęłam się na mały sklepik z kawą, herbatą i akcesoriami do zaparzania tychże o nazwie ” Makinetka”.

  197. Dynia marynowana – uwielbiam! Raz nawet zrobiam… i staa na pce 2 lata 😯
    Dzisiaj wczorajsze, czyli schabowe. Znowu jest mokro i ciemno 🙁

  198. jest nowy wpis …