Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

10.10.2018
środa

Świat pachnie

10 października 2018, środa,

Z moją młodą sąsiadką łączą nas smakoszowskie więzi i pogaduchy. Ostatnio nasza znajomość wkroczyła na wyższy poziom. Dostałam pachnący „gościniec” z jej służbowej podróży. Tak pomiędzy łasuchami bywa, że lubimy dzielić się smakami. W próżniowej torebce zamknięty był najwyraźniejszy zapach bliskiego wschodu, czyli przyprawa zathar.
Jak wszyscy wiedzą, polska kuchnia zawsze była wonna, w niektórych okresach do zupełnej przesady. Od Renesansu zaczęło się łagodzenie smaków, ale jeszcze w XVII wieku, przybywająca na własny ślub z polskim królem księżniczka francuska, nie dała rady niemal żadnej potrawie, która znalazła się na wykwintnym powitalnym stole, bo we Francji już w tym czasie przyprawiano znacznie, znacznie mniej.
Jeszcze całe lata musiały minąć, aby na polskich ziemiach zaczęto rozsądniej doprawiać, bo używanie przypraw było czytelnym znakiem bogactwa rodziny. Właściwie dopiero XVIII wiek, wpływy francuskiej kuchni i kucharzy sprawił, że zupełnie zaniechano używania nadmiaru wonnych przypraw. Kuchnia kolejnego wieku była wykwintna, ale pachnąca nie tyle przyprawami, lecz wyszukanymi produktami i ich wyszukanymi zestawieniami.
W poprzednim, czyli XX wieku znów odkryliśmy zapomniane aromaty. Zwłaszcza odkąd rozpoczęliśmy peregrynacje po bliższych i dalszych krajach. Bliski Wschód i ościenne kraje oferują szczególne zapachy.
Zathar to wspaniała przyprawa, pochodzi z kręgu kuchni arabskiej, izraelskiej i tureckiej. Jej głównymi składnikami są ziarna białego sezamu wymieszane z rozdrobnionymi dzikiem tymiankiem, owocami sumaku oraz soli. Bywają też liczne odmiany zatharu, z dodatkiem innych ziół i aromatów. Ponieważ zathar stosuje się „do wszystkiego” postanowiłam doprawić nim marchew, którą bardzo lubię. Po upieczeniu w piekarniku polanej oliwą (uprzednio obranej i pokrojonej w grubsze paski) marchwi, posypałam ja zatharem. Powstało naprawdę pyszne danie, smakujące w dodatku nostalgicznie, daleką podróżą. Sąsiedzkie więzi to jest to!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 181

Dodaj komentarz »
  1. Zathar kupilam u Jordanczyka, ktory sprzedaje rozne dania wchodzace w sklad mezzé. Powiedzial mi, ze moge dac wszedzie. Na razie pudeleczko stoi na polce. Dzisiaj na kolacje beda placki z jablkami to wrzuce troche do ostatniego placka.

  2. Zgadza się, planeta zaczyna pachnieć, kiedy w użyciu zatar. Sąsiad palestyńczyk przywozi toto kiedy wraca ze swojej palestyńskiej ojczyzny. Cała nasza buda, dziesięć pięter od góry w dół i z dołu o góry pachnie kiedy przyrządza poprawy.
    Mi osobiście najbardziej smakuje kiedy sąsiad przyrządza manakish. Rozpuszcza ciemnozielony proszek w oliwie w takiej proporcji, że jest to mokre ale nie płynne. Smaruje tym tą swoją pizze i na parę minut do piekarnika. Jak wyjmuje z pieca to posypuje grubą solą. Dobre jest toto i byłoby jeszcze lepsze, gdyby podawał do manakish zamiast miętowej herbaty – – > czerwone wino
    Ale póki co nie dał się jeszcze przekonać, że czerwone jest smaczniejsze niż zielone.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. W krajach arabskich zapach „brzmią” egzotycznie. Z Sudanu pamiętam karkade, czerwoną herbatę z hibiskusa i jakąś przyprawę zwaną – eskomone luma – do bobu, czyli do ful’a jedzonego nonstop i wszędzie. Ciężki jej zapach snuł się wszędy. A chociażby bliższa nam bułgarska czubrica. Żadna czorba a zwłaszcza szkembe czorba (jagnięce flaczki w mleku, oleju i czosnku) czy giuwecz (duszone mięso z warzywami) bez niej się nie obejdzie. Na pewno ktoś wie, jaki jest jej odpowiednik w Polsce.

  5. Nie dalam do plackow zatharu ( u mnie zaatar ), posypalam przyprawa pomidora. Musze jednak zjesc kilka razy aby wyczuc smak. Jutro zrobie ponownie pomidory z ta przyprawa. Przypomnialo mi sie, ze jadlam pizze o ktorej wspomina Bezdomny w Ammanie. Wrocilam z Jordanii w 1985 r i pewne smaki juz mi sie rozmyly.
    Mam w domu ksiazke kuchni libanskiej.

  6. Elapa, dziś jest już na to zbyt późno. Na rano poniższy przepis jak znalazł.
    Pomidory przekrój na pół i umieść w rondelku z rozgrzaną oliwą. Posypać wspomnianą przyprawą . Przykryć, i jak skórka pomidora zaczyna się marszczyć położyć obok chrupiącej ciabatty na śniadaniowy talerzu. Smacznego 🙂

  7. dzień dobry … ☕

    miłych zapachów w kuchni … 🙂

  8. Bezdomny, tak przygotowane pomidory to ja moge zjesc na obiad lub kolacje. Nigdy na sniadanie.

  9. Malgosiu, książka ciekawa, czy juz ja masz? 🙂
    Zajrzałam do blogu blogsamar, pełno przepisów, ładnie prezentowanych.
    Kuchnie libańska polubiłam dawno temu, kiedy mieszkałam na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Byliśmy zaprzyjaźnieni z libańska rodzina, gdzie pani domu zastawiała stół dziesiatkami dan, smacznych i pięknie podanych.

  10. Magdaleno – przesyłam spóźnione uściski urodzinowe i serdecznie pozdrawiam!

    Na zatar trafiłam też w Armenii. W ogóle jest popularny w tamtych okolicach. Podrzucam link od znajomej Wielbłądzicy Oli, jakbyście czasem sami mieli ochotę przyrządzić sobie mieszankę:
    http://www.czteryfajery.pl/2013/09/zatar-czyli-zaatar-z-kuchni-emigranta.html

  11. Alino, mam 🙂 Wyszła już kolejna jej książka „Szafran, mięta i kardamon”.
    Można u nas kupić gotową mieszankę zatharu w sklepach orientalnych. Jak się to robi samemu czasem jest kłopot z zużyciem potem reszty składników. Sumaku nigdy sama nie używałam.

  12. Zapachniało na blogu tak apetycznie, że kupiłam kilka przypraw, m.in. sumak. Bardzo lubię zapachy i doprawianie nimi potraw. Jakby było mało, to zaparzylam świeże liscie mięty i piję właśnie taką marokańską herbatkę. A dzień piękny, słoneczny…

  13. Salso, ja kupiłam w sklepie tureckim zathar i przyprawę do baraniny oraz herbatę. Chciałam jeszcze raz spróbować czy da się powtórzyć smak tej herbaty u nas.

  14. te przyprawy wschodnie lub afrykańskie to nie moje klimaty .. wolę zapach czosnku, koperku lub majeranku .. i te prawie nasze czyli imbir i cynamon oraz wanilia .. 😉

    miałam plany ale awaria wody mi je pokrzyżowała …

  15. Do dzisiaj pamiętam mały sklepik w Jordanii, w którym sprzedawca odmierzał na wagę różne przyprawy, a od ich zapachu, aż kręciło się w głowie. Wraz z kuzynką Magdą kupiłyśmy tam również za’atar. Mam tę mieszankę do dzisiaj, bo używam oszczędnie, tym bardziej, iż Osobisty Wędkarz jest trochę na bakier z orientalnymi smakami.

  16. Jolinku-zatem kuchnia w wykonaniu Alaina bardzo by Ci odpowiadała 🙂

  17. Dziś były u mnie klasyczne smaki czyli gulasz wołowy z grzybami, kasza gryczana i brokuł. Raczej nie dla Alaina, bo w środku sporo cebuli. Czasem lubię jakiś oryginalny smak na obiad typu curry czy chińszczyzna. Myślę, że sos sojowy też już prawie nasz, powtórzę za Jolinkiem.

    Danuśka, a dziś gdzie urzędujecie?

  18. Małgosiu-dzisiaj perła Słowenii, czyli Bled:
    https://d2v9y0dukr6mq2.cloudfront.net/video/thumbnail/4JEqBsHve/aerial-view-of-bled-castle-and-bled-lake-landscape-with-mountain_vh4bjmlwg__F0000.png
    Osobisty Wędkarz jest zakochany w tym miejscu już od dawna, bo był tu kilka razy z kolegami na rybach. Kilka dni temu wpadł na pomysł, że pokaże mi nareszcie swoje ulubione, słoweńskie rubieże. Zatem wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę…
    To prawda, jest to chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie, które dane mi było ogladać do tej pory.
    W kwestii przypraw i tutejszych kulinariów to mieliśmy na obiad cevapcici z ajwarem oraz pstrąga a la Triest, czyli z oliwą i czosnkiem, całość z widokiem na bledzkie jezioro.

  19. Obiad z takim widokiem od razu lepiej smakuje 🙂

  20. Danuśko, widok bajka, dech zapiera. A jeszcze jesień domaluje koloru…
    Bez przypraw – kuchnia smutna 🙂

  21. Salso-dobrze wiesz, że Chorwacja na Ciebie czeka 🙂 a tam widoków zapierających dech też nie brakuje.

  22. Danuśką w takich okolicznościach przyrody i obiad smakuje i ryby super się łowi .. nie wiem jak Alan ale ja jadam te potrawy chińsko-wietamsko-marokańskie … ale w domu nie robię tych dań .. a Alana kuchnia na pewno by mi pasowała .. bo francuska … 🙂

  23. Danuśka 😀

  24. Żurek polski (z torebki) z ziemniakami gotowanymi osobno i z białą kiełbasą.
    Ciepło, lato.

  25. Z Kuryera Lwowskiego 1899 r. – pisownia oryginalna
    U Leonarda Soleckiego we Lwowie, ul. Batorego 1. 2 można było kupić następujące korzenie:
    „pieprz czarny, biały i angielski,
    imbir, goździki, cynamon cały i tłuczony,
    kminek, jałowiec, kolendra, saletra, liście bobkowe, majeranek,
    kwiat muszkatułowy, gałka muszkatułowa,
    żelatyna biała i różowa,
    szafran, wanilia – 1 laska bardzo ładna,
    papryka mielona i papryka królewska.”

    W dziale cukierki można znaleźć:
    „cukierki rosyjskie nadziewane
    cukierki kawowe,
    angielskie Rocks & Drops,
    jedwabne poduszeczki nadziewane,
    aksamitne poduszeczki nadziewane,
    jedwabne drobne mieszane,
    owocowe kwaśne nadziewane,
    miętowe szwajcarskie z krzyżem,
    miętowe białe duże,
    czekoladowe z likierem,
    ślazowe nadziewane słodem,
    pastylki czekoladowe,
    czekoladki nadziewane, pralinki,
    ekstrakt słodowy Hoffa,
    ciastka czekoladowe,
    cukierki słodowe Hoffa.”
    Herbaty:
    „Congo,
    Souchong
    melange de London
    Kaisow czarna
    Imperyal
    wysiewki herbaciane własne
    wysiewki herbaciane sprowadzane
    okruchy z herbat
    melange cesarski”

    Alkohole:
    „Gdański rosolis oryginalny
    Starka litewska
    Rosolisy we wszystkich smakach hr. Drohojewskiego
    pomarańczówka na świeżych skórkach
    czereśniówka, dereniówka, ratafia,
    śliwowica syrmska,
    prawdziwa żytniówka bez żadnych domieszek,
    winiak, borówczanka i jałowczak,
    jarzębiak jarzębinka i koniferynka,
    Altvater
    Benedyktynka
    absynt szwajcarski
    Maraschino Luxardo di Zara
    Likieyr amsterdamskie Erwen Lukas Bols,
    Creme de cafe, Creme de Thee, ananas, vanillie, novaux
    Jamajka i Arak de Goa.”
    I wiele innych, smacznych produktów. 🙂

  26. Koniferynka – „Koniferynka to likier ziołowy z dodatkiem jarzębiny, ziół i młodych pędów sosny, wytwarzany w Izdebniku, sprzedawany w ceramicznych butelkach.”
    http://potrawyregionalne.pl//index.htm?module=content&ext=printcontent&id=4848

    Altvater – likier ziołowy http://nalewkomania.blogspot.com/2009/11/altvater.html

  27. Z hr. Drohojowskim wiele razy pijałem wódeczkę w Piwnicy pod Baranami, ale rosolisy, to na miły Bóg nie były! 🙂

  28. To pewnie była ta „prawdziwa żytniówka bez żadnych domieszek” 😉

  29. Asiu! Bingo! Masz absolutną retrokognicję. Gratuluję! Tak było. I to se ne vrati…

  30. dzień dobry … ☕

    ciekawostka te suszone maliny .. w Wietnamie były suszone truskawki ale oni suszą co się ..

    http://kuchniawedwoje.pl/suszone-maliny-i-malinowy-puder/

  31. u mnie dziś na obiad smażona kiełbasa z cebulką i jabłkami oraz z majerankiem .. cebula już pięknie pachnie ..

  32. Dawno nie robiłam takiego obiadu Jolinku, narobiłaś mi apetytu.

  33. Wczoraj, w blogu „u wielblądow” przeczytalam, że suszą też ogorki kwaszone. Nie podam linku, bo akurat podróżuję metrem 🙂

  34. Zapraszam na dłuuugi spacer po Rzymie:
    https://photos.app.goo.gl/tUwYDcQwSwkbhMKd8

  35. Marek świetny reportaż … jak byłam a Rzymie to wrzuciłam monety do słynnej fontanny i może się zdarzy mi zobaczyć Rzym jeszcze raz .. te dziewczyny roześmiane śliczne … 🙂

  36. Suszone maliny znajduję w mojej ulubionej herbatce „Owoce leśne”, do tego są tam inne jagody okołoleśne. Owoce są suszone w całości – ranek, a czasami ranek w południe, jak teraz, zawsze witam tą herbatką, właśnie zaparzyłam.
    Zaraz się wybiorę na spacer po Rzymie, popijając herbatkę…

  37. Rzym miasto otwarte. Przypadkiem wczoraj o tym myślałam, że z wiosną by warto… Przypieczętowałeś Marku decyzję 😉

  38. Chętnie posłużę za przewodnika 🙂

  39. Misiu,
    pogadamy, jak widać jesteś w Rzymie obcykany 🙂

  40. Są miasta, do których chętnie su się wraca i Rzym do takich właśnie miast należy.
    Misiu-dzięki za piękny fotoreportaż, jakże przyjemnie było powspominać.
    Jolinku-też zwróciłam uwagę na ową radosną grupę. Miś zawsze świetnie fotografuje piękne dziewczyny 🙂

  41. Rzym obiektywnie piękny. Co do zdjęć mam mieszane odczucia i tylko dwa pytania.
    1. Czy robiłeś Marku jakąkolwiek selekcję zanim zanim je udostępniłeś?
    2. Pytanie Chłopa, które zadawał co n-te zdjęcie: „co Autor chciał pokazać na tym zdjęciu?”.
    Ale ja się nie znam…

  42. Obiektywnie – zdjęcie dziewczyn świetne. Marek ma oko i rękę do portretów.

  43. Mnie te zdjęcia ilościowo nie przerażają, jeśli to masz Ewo na myśli 😉
    Drugie tyle bym wtrząchnęła…a wiele zdjęć tego samego miejsca z różnych ujęć tylko utrwala obraz.
    Straszliwa ilość wszystkiego w tym Rzymie. Trzeba wziąć to pod uwagę, wybierając się. Mam niedosyt Aten – za krótko byliśmy, za mało czasu na wszystko. Może się odrobi kiedyś.

  44. Alicjo,
    Nie chodzi o ilość – bo Rzym to duże miasto – a o jakość niektórych (kadrowanie, kompozycja, brak ostrości, przepalenia). No nie wszystko da się wytłumaczyć artystyczną wizją. Chyba że ta wizja nastąpiła po winie – wszak wino Ci wszystko wybaczy 😉

  45. Gwoli ścisłości: wiem, że Marek potrafi robić świetne zdjęcia, zwłaszcza portrety. Ale niektóre z pokazanych zdjęć trudno do świetnych zaliczyć. Każdemu się zdarza. Stąd moje pytanie o selekcję.

  46. Ewo
    Jam człowiek zajęty i na merytoryczną selekcję czasu nie mam. Zdjęcia są z pięciodniowego intensywnego łażenia i oglądania okiem zwykłego turysty. To są bardziej impresje niz próba udokumentowania i opisania miasta i jego zabytków. Ja nie prowadzę bloga podróżniczego. Moze kiedyś, ale watpię, jestem na to za biedny. . Niech to robią ci, którzy maja czas i pieniądze. Na wyjeżdzie byłem z ciekawymi ludźmi i nie bardzo miałem ochotę na łażenie z przewodnikiem w ręku i fotografowanie poprzez pryzmat przeczytanych historii i co najwazniejsze będąc w grupie trzeba dostosować się do tego co chca zobaczyć innii. Byłem z czterema księzmi i to zdecydowało o charakterze zwiedzania. Jeden z nich studiował sześć lat w Rzymie i sporo opowiadał . było to inne zwiedzanie niż z klasycznym przewodnikiem. Pięć dni to zdecydowanie za mało by się nasycić miastem . Rzym jest miastem którego zwiedzanie trzeba podzielić na długie tygodnie i częste pobyty i stertę przeczytanych książek z zakresu historii, architektury i sztuki. Pascal może byś jedynie początkiem podróżniczej drogi.

  47. Marek,
    OK, czyli nie było selekcji – dziękuję za odpowiedź na moje pytanie.
    Po prostu znając Twoje poprzednie zdjęcia, spodziewałam się czegoś innego. Pozdrawiam.
    P.S. prowadzenie bloga naprawdę nie jest aż tak kosztowne.

  48. Ewo
    Większość zdjęć jest czysto dokumentacyjnych przedstawiających konkretne wnętrza o które prosili mnie koledzy. Nie bardzo mam czas na robienie oddzielnych albumów dla nich i dla was.

  49. Rzym, ach ten Rzym… Widzę, że wszyscy zaczęli wspominać i tęsknić za Wiecznym Miastem. A wszystko dzięki Markowi. 🙂 La Dolce Vita i Rzymskie Wakacje

    https://www.youtube.com/watch?v=KkyDfGi-PdM

    https://www.youtube.com/watch?v=eIFo0txAvuE

  50. Ewo,
    mnie jakość, kadrowanie i tak dalej też nie przeraża – wszak to nie konkurs fotograficzny, tylko zdjęcia dla przyjaciół na blogu. I jak dla mnie, wygląda bardziej naturalnie, niż te wszystkie wymuskane albumy, bo nie ma się co oszukiwać, nie wszystkie zdjęcia, które robimy, wychodzą świetnie, a czasami nie ma jak zrobić drugiego, lepszego ujęcia, bo jesteśmy w „ruchomej trasie”.
    Nigdy nie byłam w Rzymie, więc nie mam co wspominać, ale wszystko przede mną 😉
    Dodam, że Misio był pierwszym krytykiem moich zdjęć i wydziwiał, że ja tak po świecie tu i tam, a kiepskie zdjęcia robię…no cóż, obowiązku oglądania nie ma, ja się tylko chciałam podzielić tym, gdzie byłam, a że aparat zawsze ustawiam na „auto”, to normalka. Nie jeżdżę nigdzie jako fotograf, tylko jako zwykła turystka bez ambicji bycia fotografką. Nie wszyscy muszą mieć takie ambicje, wystarczą im „focie” dla wspominek. Mnie jak najbardziej.

  51. dzień dobry … ☕

    wczoraj byłam na urodzinach rodzinnych … i zamiast tortu była wspaniała karpatka … była naprawdę pyszna .. zjedliśmy wszystko i w związku z tym zostało dużo szarlotki .. dostałam 2 kawałki do domu .. i będzie do kawy … 😉 .. dania na gorąco były w stylu azjatyckim .. ryż z kurkumą i mięso zw sosie kokosowym lub jakieś w ostrym sosie .. jadłam to z kokosowym sosem i było bardzo dobrze dosmaczone …

    dziś i jutro następne urodziny rodzinne .. 🙂

  52. tak sobie myślę, że prowadzenie bloga podróżniczego wymaga podróżowania … a podróże kształcą ale też kosztują …

    pogoda się zapowiada piękna .. miłego weekendu .. 🙂

  53. Jolinek,
    właśnie. Podróże kosztują, za moje nikt nie płaci, tylko ja 😉
    Teraz nie podniecają mnie, a nawet mniej, takie wiadomości jak poniżej, bo teraz jest łatwiej, nie jak za czasów Wandy Rutkiewicz. Ale kto ją tam pamięta i podziwia, oprócz takich dinozaurów jak ja.
    http://next.gazeta.pl/next/7,151003,24033967,rzucila-prace-pozyczyla-pieniadze-na-korone-ziemi-pol-miliona.html#s=BoxOpMT

  54. Marku, z przyjemnością obejrzałam Twoje zdjecia z Rzymu, dziekuje, ze je umieściłeś.
    Powróciły wspomnienia zwiedzania Rzymu z rodzicami, ja przylatywalam z Abidzanu, oni z Warszawy, minęło juz tyle lat. Dziekuje Marku.

  55. Jolinku,
    Ależ Marek, – jak widać – również podróżuje, a roczny koszt utrzymania bloga to kwota sporo niższa od jednego noclegu w Rzymie. Poza tym, jest sporo świetnych blogów promujących polskie regiony. To też podróż. Naprawdę, podróże nie muszą dużo kosztować, ale to temat na inną rozmowę.

    Alicjo,
    Marek krytykując (czasem ostro) cudze zdjęcia, zezwolił tym samym na ocenę swoich. Przepraszam, ale kiedy widzę coś mocno poniżej Jego możliwości, a bez selekcji, również poniżej średniej blogowej – wyraziłam swoje zdziwienie. Nie mam absolutnie zamiaru obrażać Marka. Marek wyjaśnił, że pstrykał zdjęcia „turystycznie”, dostosowując się do grupy, nie dokonał selekcji – i to wszystko tłumaczy. Proponuję zakończyć ten temat.

  56. powtórzę się podróże kosztują … i w Polsce i zagraniczne .. autostopem były tanie … 😉

    idę na spacer …

  57. Ewo
    Z podróży przywiozłem 1300 zdjęć. W większości są to zdjęcia prywatne z przyjaciółmi, których nigdy nie pokażę bo są to zdjęcia w sytacjach prywatnych i bardzo intymnych Oduczyłem się wchodzenia innym z butami w ich życie Już nie biegam z długą rurą i nie poluję na ludzi. Bardziej zależy mi na zwykłym byciu ze sobą. Na kontakcie z drugim człowiekiem. Zwiedzanie jest przy okazji. Nic więcej. Nie muszę się lansować i chwalić wszystkim co zobaczyłem i przeżyłem. Poza tym jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że to co zobaczyłem jest dla mnie wielką inspiracją i wyzwaniem dla tego co mogę zrobić w zaciszu swojej pracowni. Może dlatego kolejne zdjęcia sufitu czy detalu architektonicznego oraz dzieł sztuki są dla mnie tak ważne .

  58. Misiu-bardzo mi się podoba to, co napisałeś o robieniu zdjęć. My się zmieniamy, świat się zmienia i sposób, w jaki chcemy utrwalać nasze podróże, czy też miłe chwile też się zmienia(niemiłych chwil jakoś nie mamy ochotę uwieczniać).
    Ja też widzę, że od czasu, kiedy trzymam w rękach aparat miałam już kilka różnych pomysów na fotografowanie. Rozumiem też podejście Alicji-pstrykam, bo ta jedyna okazja zrobienia tego jedynego zdjęcia, gdzieś w drodze, już się nie powtórzy.
    Wniosek chyba jest jeden-wszyscy robimy zdjęcia po swojemu- tak, jak chcemy i lubimy. Zupełnie inną sprawą jest, czy nasze zdjęcia będą podobać się innym.

    Jesteśmy teraz w okolicach Rijeki, z okna widok na morze, zatokę i zachodzące słońce.
    Nie biorę aparatu do ręki. Ten widok, z lekka rozmazany wieczorną mgłą, jest w zasadzie nie do uchwycenia….

  59. To popatrzmy jeszcze na te kultowe sceny z Rzymu lat 50-ych 🙂

    https://youtu.be/g_2TgBKsNuU

  60. Moja ulubiona 33 Vines Winery się zamknęła i jest na sprzedaż 🙁
    Winorośla strasznie zaniedbane, nie przycięte były w ogóle, przeczytałam, że już latem wszystko było w degrengoladzie…
    Jaka szkoda! Co prawda jest w okolicy kilka winnic, ale ta mi akurat przypadła do gustu. No i klops 😯
    Jak co roku wybraliśmy się na prawo naszą ulicą wzdłuż jeziora, bo co roku jedziemy tam po jabłka (sporo ogrodów tam jest, oprócz winnic), no i takie rozczarowanie. Za to jabłka potaniały o 2$ za pół buszla (nie wiem, jak to przeliczyć na kilogramy, 35 litrów=buszel, mówi sieć), Jerzor ochrzanił panienki, że w ubiegłym roku płacił 20$, a teraz tylko 18$. Panienki (tak, młode dziewczęta!) najpierw nie pojęły dziwnej pretensji, a potem się uśmiały.
    Wino niestety, zakupiliśmy w sklepie, bo nie chciało mi się eksplorować innych winnic. No trudno, trzeba będzie znaleźć coś innego, ale to już w przyszłym roku. Te wina z okolicznych winiarni są drogie w porównaniu ze sklepowym importem z Chile, Argentyny a nawet Francji. Powód – mała produkcja, spore koszty. Ale raz na rok wypada wspierać lokalną produkcję 😉
    Poza tym na sprzedaż dynie – do wyboru, do koloru, TA pora roku.
    A – i już niestety, zimno się zrobiło 🙁

  61. dzień dobry … ☕

    wczoraj na rodzinnym spotkaniu królowała kuchni indyjska … gospodarze zrobili własnoręcznie zupę (jakaś tajska ale bardzo dobra), sałatki i pieczone warzywa oraz różne rodzaje ryżu a resztę zamówili w tej restauracji indyjskiej ..

    http://swagat.pl/

    jedzenie pyszne a i pomysł dobry dla zapracowanych gospodarzy …

    na deser był tort bezowy z cukierni „Sowa” .. ja niestety za tym tortem nie przepadam ..

  62. Alinko dzięki za ten kawałek historii .. mój ulubiony film i aktorzy …

    Danuśka a ryby biorą? … pomachanko dla Was … 🙂

    inspiracja na obiad …

    https://kulinarneinspiracjefutki.blogspot.com/2018/10/risotto-na-piwie-z-groszkiem-cukrowym.html

    pogoda na spacery jest …

  63. Nauczycielom dużo wytrwałości i zdrowia w dniu ich Święta …

  64. Jolinku 🙂 Tym razem Osobisty Wędkarz sprzętu nie zabrał, a mógł bez problemu, bo podróżujemy samochodem.
    Dzisiaj planujemy przemieszczać się niespiesznie wokół półwyspu Istria. Pogoda piękna, ale w morzu już o tej porze roku nikt się nie kąpie 🙁 Mam jednak zamiar sprawdzić, jaka jest temperatura wody.

    W Słowenii prawie przed wszystkimi domami były już dekoracje z dyń. Zobaczymy, czy w Chorwacji podobnie.

  65. Danuśka to miłego podróżowania .. mam plany na wiosnę udać się w tamte strony bo ostatni tylko przemknęliśmy przez te tereny ..

    a plany na obiad takie …

    http://blogzapetytem.pl/2018/10/11/filety-drobiowe-w-kremowym-sosie-z-cukinia/

  66. Jolinku,
    jak widać, trafiasz na przyjęciach na dania azjatyckie. Okazjonalnie bardzo lubię taką kuchnię. Bezowy tort od Sowy jest dla mnie za słodki.
    U mnie wczoraj i dziś gulasz i buraczki tarte. Dawno ich nie robiłam, bo trochę z nimi jest zachodu. Gotowe nie bardzo mi odpowiadają, bo przeważnie są za kwaśne. Wczoraj były do tego kluski śląskie, a dziś jeszcze nie wiem – ziemniaki albo kasza gryczana.
    W wolnym czasie po jesiennych spacerach warto wybrać się do kina. Wyświetlają jeszcze ” Kamerdynera”, a w piątek wszedł na ekrany film Marka Koterskiego ” 7 uczuć”. Obydwa już widziałam.

  67. U mnie na obiad beda kotleciki jagniecie zapiekane z ziemniakami. Dodam na probe przyprawe zathar. Na deser wczorajsza tarta z jablkami a teraz pieke nastepna, ktora zostanie sprzedana na balu zorganizowanym przez nasz zwiazek zaprzyjaznionych miast.

  68. Na bardzo wczesne śniadanie (właśnie skończyłam czytać kolejny kryminał zespołu Krajewski/Czubaj) pół kromuchy żytniego chleba z serem boursine – bazylia i cebulka. Mniammmmm…
    Z zatharem nigdy się nie spotkałam, ale zwrócę uwagę, u nas w sklepie przyprawowym musi być, tylko ja się nie zapoznałam jeszcze.
    Jedyna przyprawa, która mi „przeszkadza”, to cynamon. W gościach zjem cokolwiek przyprawione cynamonem, ale sama nie używam, bo jakoś się ze mną „nie zgaga”.
    A propos, gdzie jest Zgaga? Wie coś ktoś?
    Czas na spanie, czwarta nad ranem…
    https://www.youtube.com/watch?v=nfp-DRAUN8E

  69. Danuśko, a o Zagrzeb zahaczycie? Piękna jesienna wyprawa 🙂
    Alino, poruszyłaś miłe wspomnienia tym linkiem do Rzymskich Wakacji. A i Misiowe zdjęcia oglądałam z przyjemnością. Teraz czekam na fotoreportaż Danuśki. W planie mamy krótką wycieczkę, bo tylko na Stare Miasto.

  70. Dzięki Waszym światłym poradom, reaktywowałam zakwas i dzisiaj upiekłam pięęęęknie wyrośnięte chleby. Dziękuję z pomoc.

  71. Gratulacje Krysiu!
    U mnie dziś na obiad tez była jagnięcina, pieczony udziec.

  72. Dzięki Małgosiu.
    U mnie była szynka jagnięca. A nie umawiałyśmy się!

  73. Krysiade 🙂
    U mnie Jerzor się popisał kiełbaskami włoskimi (surowe) w sosie ostrym indyjskim, rzucił to na ryż z warzywami. Mniam mniam!
    Z kotem jutro do weta, bo ja już nie panuję nad jej skórną alergią. Nie, to samo jej nie przejdzie (jakby chciał J.)
    Nadal uczepionam Czubaja/Krajewskiego. Oczywiście w drugim czytaniu, bo nic nowego nie mam 🙁

  74. dzień dobry … ☕

    a może dziś taki deserek … będą dobre zapachy w kuchni …

    https://www.mojemaleczarowanie.pl/2018/10/korzenny-kisiel-sliwkowy.html

  75. Dzień dobry 🙂
    kawa

  76. W Trieście w miniony weekend zakończyła się ogromna żaglowa impreza pt „Barcolana 2018”:
    https://www.tpi.it/app/uploads/2018/10/152834766-267bc9fe-bf7c-4139-ad44-4674cfcfae20.jpg
    Z tej racji w niedzielę wieczorem pomiędzy Triestem, a Piranem powstał jeden wielki korek, w którym mieliśmy „szczęście” się znaleźć. Trasa do hotelu, którą pokonuje się w dziesięć minut, zabrała nam ponad godzinę. Ot, różne przyjemności podróżowania.
    Hotel, który prawie zupełnie opustoszał postanowił przyjąć z honorami nielicznych gości, którzy zarezerwowali w nim nocleg po zakończonych regatach. Na dzień dobry (a raczej na dobry wieczór) poczęstowano nas kieliszkiem wina musującego oraz zaproponowano kolację w niezwykle promocyjnej cenie. Na kolację składały się pierożki z krewetkami w sosie dyniowym, dorada z polentą i musem z zielonego groszku, na deser panacotta podana w czekoladowej kuli. Powyższe pozwoliło nam skutecznie zapomnieć o stresującej podróży 🙂
    Dzisiaj dalszy ciąg wędrówki po Słowenii, która podoba nam się ogromnie.

  77. Irku, kawa każe się pobierać 🙂

    Danuśka piękne te żaglówki.

  78. Danuśka – koniecznie pojedzcie do Postoiny. Tam jest wspaniała jaskinia warta zwiedzenia. Gorąco polecam. Byłam tam ponad 50 lat temu i do dzisiaj mam pod powiekami obrazy. Udanej podróży.

  79. Powinno być Postojna.

  80. Jolinku, zrobiłaś ten kisiel?

  81. Krysiade-jaskinię w Postojnej zwiedziliśmy przy okazji pobytu w miejscowości Bled.
    Robi rzeczywiście ogromne wrażenie, już choćby przez swoje rozmiary, że o wszelakich naciekach już nawet nie wspomnę. Tłumy turystów, jakie ją odwiedzają, nawet teraz po sezonie, też świadczą o jej wielkiej, europejskiej sławie. Wśród tych tłumów przeważają Koreańczycy, co bardzo nas intryguje. Co chwila spotykamy jakieś koreańskie wycieczki.
    Co do innych cudów natury to bardzo nam się również podobał wąwóz Vintgar:
    http://www.bled.si/fr/imagelib/magnify/default/slike/shutterstock/blejski-vintgar-shutter.jpg
    Jestem po raz pierwszy w Słowenii i mam nadzieję, że nie po raz ostatni. Podobają mi się tutejsze miasteczka, może aż tak uładzone i ukwiecone, jak austriackie, ale urokliwe i często porządniejsze niż te w Chorwacji. A alpejskie krajobrazy(Alpy Julijskie) są fantastyczne, szczególnie o tej kolorowej porze roku.
    Słowenia to kraina dla zwolenników białego wina 🙂 Na porządne czerwone jeszcze nie udało nam się trafić, a białe, gdziekolwiek nie spróbujemy, jest zawsze bez zarzutu.

  82. Małgosiu dziś nie … mamy z wodą kłopoty w naszym bloku a dziś cały dzień był jej brak i nadal krany puste .. podobno dopiero w środę naprawią .. kisiel czaka na swoją kolej ..

    Danuśka super tam Wam … 🙂

  83. słyszałam o tej potrawie ale nie wiedziałam, że to marchewka na słodko … cymes …

    http://kotlet.tv/cymes/

  84. U nas bardziej listopad, nawet nie pytam o pogodę w Słowenii, bo mi zaraz będzie żal 🙁
    Nasz śp.sąsiad Frank pochodził z Triestu. U mnie gorąca herbata z malinami, prewencyjna aspiryna i lektura pod kocykiem na kanapce.
    Kot chory, dzisiejszą wizytę odłożyli na czwartek. Psiakość.
    Na obiad wczorajesze ryże z warzywami i kurczaki w ostrym sosie indyjskim.

  85. U nas kiełbaski włoskie (ostro-miodowe) w jarzynach, ale bez ryżu. My nie ryżowe… 🙂 + grzanki razowe.
    Rzadko coś robimy z supermarketu, ale czasem można się potruć.

  86. Alicjo, czy karmicie moze kota karma, ktora zawier kurczaka? – z wlasnego kociego doswiadczenia wiem oraz z doswiadczen innych kociarzy, ze odstawienie calkowite karmy z kurczakiem konczy problem alergii skornej.

  87. Magdaleno, toteż natychmiast odstawiłam kurczacze, zostawiłam łososiowe. To może być przyczyna, bo tego kurczaczego licha zalega w sklepach najwięcej. Codziennie dostaje te swoje 35gr mokrego Nie zawsze kurczaczego) i może to ją właśnie uczula. Przejrzę jutro dokładniej wybór „mokrego”, a i przyjrzę się „suchemu”.
    O, suche też na podstawie „real chicken”. Kot jest na ostatnich nogach – ma strupki na brzuszku, więc najchętniej siedzi w zimnej wannie, którz jej ten brzuszek chłodzi. Ja wiem, jak to się czuje, ale w ub tygodniu pan wet był bardzo zajęty, a teraz przerzucił nas na czwartek. Ja cierpię razem z Mrusią – ona nie da się przytulić, bo ją to drażni 🙁
    Dzięki za sugestię, Magdalena, dam znać, co i jak.

  88. Mam nadzieje, ze odstawienie kurczaka pomoze. Moj biedny rudy drapal sie az do krwi i kompletnie bylam bezradna, do glowy by mi nie przyszlo, dlaczego. Az kolezanka doradzila – popatrz na sklad karmy i wyeliminuj calkowicie kurczaka, bo ma silne wlasciwosci uczulajace. Od tej pory, konsekwentnie juz dobre kilka lat bardzo dokladnie sprawdzam sklad i rude jest zdrowe.
    Francuskiej kolezanki kotu tez to pomoglo.
    Potem tez poczytalam na forach, ze to faktycznie najczesciej wystarcza.

  89. Jolinku, to ciasto wyglada oryginalnie ale sama autorka nie jest nim zachwycona bo wyszło zakalcowe.
    Lubię zaglądać do jej blogu bo pisze bardzo ciekawie i barwnie, chociażby ostatni jej wpis gdzie przypomina, skąd pochodzi wyrażenie „less is more”, mniej znaczy więcej.

  90. Alino ale koleżeństwo irlandzkie lubi to … 😉 .. ciekawa dziewczyna .. nie czytałam tego blaga/u od maja to sobie w wolnej chwili poczytam ciurkiem .. jeszcze czeka mnie też przyjemność poczytania ciurkiem bloga/u ewy ..

    dziś kluski z sosem grzybowo-kurczakowym z zapasów słoikowych .. wody znowu brak to nic nie robię .. będzie opalanie na balkonie …

  91. Dzięki za kulki, sam bym tego nie wymyślił.

  92. Dzisiejszą noc spędzamy na wsi, w starym młynie. Młyn nadal funkcjonuje, a część domu funkcjonuje jako gospodarstwo agroturystyczne. Z tarasu słychać szemrzącą wodę, dom tonie w kwiatach, a w okolicznych gospodarstwach kolby kukurydzy suszą się na słońcu. Przeszliśmy się trochę po okolicy i pomyśleliśmy o Żabie, bo na pobliskiej łące pasą się piękne konie. Nasz gospodarz mówi tylko po słoweńsku i niemiecku, ale udało nam się porozumieć. Wszystkie bariery językowy zniknęły, jak tylko zaproponował nam degustację jagodowej nalewki domowej roboty 🙂 Oj, czuję, że będzie nam się znakomicie spało w tych sielskich okolicznościach przyrody.

    Mięsno-ziemniaczane kulki podrzucone przez Jolinka genialne! Przepis prześlę czym prędzej koleżance, która ma w rodzinie entuzjastę kotletów mielonych w każdej postaci.

  93. Czasownik funkcjonować wcale nie jest moim ulubionym, ale już za późno, by poprawić nieszczęsną stylistykę 😳

  94. Te małe ziemniaczki to chyba tylko z własnego poletka, gdy są jeszcze niewyrośnięte. Nigdy takich nie widziałam – ani w sklepie ani na bazarkach.
    A dziś obchodzony jest Światowy Dzień Chleba.

  95. Małe ziemniaki to specjalny gatunek. Najlepsze pochodzą z francuskiej wyspy Noirmoutier. Co roku są naszym podstawowym ziemniaczanym rarytasem.

  96. Światowy dzień chleba. Niedawno ktoś był w Trieście. Nie będę wskazywała kto, ale imiona zaczynają się na D i A. 😀 I już wiadomo skąd te braki:
    „Tryest. Władze zarządziły wszystko celem zapobieżenia brakowi chleba. Wojskowi piekarze będą wypiekać chleb w starej piekarni ludowej, która funkcjonowała w czasie okupacji Bośni i dostarczała dziennie 25000 kg chleba. Także i w prywatnych piekarniach pracować będą żołnierze a w razie potrzeby sprowadzą chleb z Grazu i Wiednia.”
    (Kuryer Lwowski 1897 r.)

  97. Pomme de terre noirmoutier…

  98. Widuję te małe ziemniaki w różnych sklepach na tackach.

  99. Jestem na chorobowem razem z kotem – jesienne przypadłości. Lekarz przepisał kotu to, co zawsze, na tydzień tylko, bo ogólnie to jest jakieś świństwo. Wiem , jak będzie, pomoże na chwilę. Dlatego na razie trzymam się wskazówki Magdaleny – wywalić kurczaki. Po dwóch-trzech tygodniach powinnam się zorientować, czy to coś pomogło.
    Na razie kot wcina łososia 😉
    Jest przyzwyczajona od puszkowanych i „suchego”, więc nie będę eksperymentowała z niczym innym, bałabym się karmić ją tak z ręki, nie znam się na tym i nie chcę jej zrobić jeszcze większej krzywdy.
    Swoją drogą, lekarz chyba powinien zacząć od tego, żeby jej zrobić próbę i ustalić, co jest przyczyną uczulenia.
    Idę wygrzewać swoje artretyzmy – siła złego na jednego 🙁

  100. dzień dobry … ☕

    w lecie było łatwiej kupić na bazarku takie małe ziemniaki i zawsze były tańsze ..

    Danuśka a chleb dobry tam? …

    może dziś taka sałatka …

    https://waniliaikardamon.blogspot.com/2018/10/saatka-z-pekinki-i-kurczaka-z-prazonymi.html

  101. Alicjo-współczuwam Tobie oraz Mrusi i życzę Wam zdrowia!

    W pierwszych słowach mego listu 🙂 wyjaśniam nieporozumienie dotyczące Triestu.
    Wprawdzie wizyta w tym mieście była w naszych pierwszych, wstępnych planach, ale po przeczytaniu informacji o odbywających się tam światowych regatach zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Byłoby na pewno pięknym i wielkim przeżyciem zobaczyć te wszystkie żagłówki, ale kiedy pomyśleliśmy o tłumach na ulicach, braku miejsc do parkowania, a przede wszystkim o cenach w hotelach, które skoczyły nawet do 300-600 euro/noc to szybko zapomnieliśmy o naszych zamiarach. Zdjęcie regat, jakie zamieściłam na blogu znalazłam w internecie. Zakończenie regat odczuliśmy jedynie stojąc w potężnym korku. Tego wieczoru celem naszej podróży nie był włoski Triest, a słoweński Piran(obydwa miasta są położone w niewielkiej odległości).

    A teraz jeszcze parę słów o wczorajszym obiedzie. Zatrzymaliśmy się w przydrożnej gospodzie, w której byliśmy jedynymi obcokrajowcami. Zdecydowaną część klienteli stanowili chyba robotnicy z pobliskiego, ogromnego tartaku. Brać robotnicza jadła przede wszystkim zupę gulaszową z kluseczkami za 2,80 euro. Wprawdzie kusiła mnie ta zupa, ale w rezultacie zdecydowałam się na sznycel cielęcy a la Ljubljana, to znaczy z dodatkiem szynki i sera. To co zobaczyłam na talerzu przeszło moje najśmielsze oczekiwania-kotlet był wielkości młyńskiego koła! U nas wprawdzie też zdarzają się w restauracjach takiej wielkości kotlety schabowe, ale mój sznycel nie dosyć, że był wielki to jeszcze gruby(przez ten ser i szynkę). Z trudem zjadłam połowę. Alain zamówił cannelloni, które okazało się być dwoma, bardzo smacznymi krokietami z szynki i sera 🙂 W jadłospisie owej gospody propozycje dotyczące wszelakich panierowanych kotletów zajmowały całą, jedną, dłuuugą stronę i były podzielone na trzy rubryki-wieprzowe, cielęce i indycze. Królem tej listy był oczywiście wienerschnitzel (jesteśmy już niedaleko granicy autriackiej).
    Ogólnie rzecz biorąc kuchnia słoweńska jest bardzo różnorodna-są tu dania rodem z Austro-Węgier, są włoskie makarony i risotta oraz oczywiście bałkańskie smaki i przysmaki 🙂

  102. Jolinku-nam nie trafił się naprawdę smaczny chleb, ale może nie trafiliśmy do dobrej piekarni…?

  103. zakupiłam dziś gęsi smalec i na obiad była kaszanka z cebulą i jabłkami .. na tym smalczyku ..

    mam nadzieję, że wszyscy idziemy na wybory w niedzielę i nie głosujemy na PiS … trzeba to zrobić dla naszych dzieci i wnuków …

  104. Oczywiście Jolinku, obecność obowiązkowa.

  105. Jolinku, bede Wam kibicowala z boku.
    Na obiad byly resztki z lodowki a na kolacje zupa rybna. Kupilam gotowa.

  106. elapa trzymaj mocno bo świat nam się wali …

    pora na tanie granaty i mango .. robię z nimi proste desery z jogurtem posypane wiórkami czekolady i orzechami włoskimi ..

  107. Alicjo,
    Współczuję i Tobie i Mrusi – zdrowiejcie szybko!

    Danuśko – Słowenia jeszcze przed nami, tym bardziej czekam na zdjęcia. Też niewiele zabrakło, a miesiąc temu wylądowalibyśmy w Trieście. A jak Słowenia stoi cenowo w porównaniu do Polski?

    Jolinku – życzę przyjemnej lektury 🙂

  108. Jolinku-rozpoczęliśmy już dzisiaj naszą podróż powrotną, wszystko po to, żeby zdążyć na wybory. Właśnie dotarliśmy do Burgenlandii zatem wypijemy dzisiaj toast za Pana Lulka. Toast wzniesiemy Gruner Veltlinerem zakupionym specjalnie na tę okazję 🙂
    Nocleg w gastehaus w wiejskich okolicznościach przyrody. Wieś wprawdzie już nie taka malownicza, jak ta wczorajsza, ale w tej chwili to bez znaczenia. Wygląda na to, że jesteśmy jedynymi klientami tego niewielkiego pensjonatu, chociaż kto wie, może jeszcze ktoś dojedzie…? W ogólnodostępnej jadalni, gdzie jutro zjemy śniadanie (wliczone w cenę) stoją w lodówkach i na półkach całe lub napoczęte butelki wina i nikt ich nie pilnuje. O tej porze nie ma tu po prostu żadnego personelu. Jakież to miłe uczucie, kiedy ludzie mają do Ciebie zaufanie i są pewni, że jesteś uczciwym człowiekiem. To sytuacja w Polsce rzadka i prawie nie do pomyślenia. No cóż, nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą….

  109. Ewo-ceny często podobne do polskich. W miejscach turystycznych drogo i łupią turystów na potęgę (jaskinia Postojna-bilet 28 euro, obiad w Bledzie 15-18 euro), poza trasami turystycznymi ceny spadają w bardzo miły sposób 🙂 Wczorajszy sznycel kosztował 6,50 euro. Przyzwoite wino 5,00-7,00. Dzisiaj za dwie kawy w Celje zapłaciliśmy 2 euro. Dobra woda za darmo w kranie 🙂

  110. No wlasnie, w Slowenii trzeba uwazac, ale zasadniczo jest tanio. Mysmy w Nowej Goricy np placili za cappucino z rogalikiem 1,5 €.

  111. Danuśka,
    Ło Matko! – od 15€ zaczynały się zestawy obiadowe (z deserem) w apulijskich miejscowościach turystycznych. Jak się człowiek dobrze rozejrzał, to znalazł włoskie fast-foody (panini, focaccie, panzerotti etc.) od 2-2,5€. Ceny pizzy od 8€. Kawa od 2€, więc taniej niż w polskich sieciówkach.

  112. Danusiu! Wędrując po Burgenlandii i po Dolnej Austrii wielokrotnie spotykaliśmy przy drodze stoliczki z czymś tam i ze skarbonką. Ba, podróżując po Stanach nocowaliśmy na kempingach samoobsługowych. Wrzucało się określona kwotę do skrzyneczki, wypełniało jakiś druczek i wsio! I rzeczywiście ego rosło z satysfakcji! Do tego stopnia, że przesadziłem, gubiąc na jednym z nich wieloprzyrządowy (multitool) scyzoryk marki Leatherman. Bagatela 79.00 dol. Prezent, bo sam bym przecież takiej forsy nie zapłacił!

  113. Na targu w Celje kupiliśmy świeże kasztany(będziemy je piekli już w Polsce).
    Kilogram kosztował 2,00 euro. Te same kasztany w supermarkecie w Austrii za siedem.

  114. Danusko – ta roznica w cenie bierze sie stad, ze pracownicy w Austrii maja naprawde bardzo dobre swiadczenia socjalne. Skads pracodawca musi brac na to pieniadze…

  115. No właśnie, Cichale, bardzo mi się podobają takie pomysły. Jakiś czas temu oglądałam w telewizorze program o francuskim hodowcy kwiatów. Na polu rosną różne kwiaty, przy drodze jest tablica z informacją, co i w jakiej cenie, a obok skarbonka. Hodowca sprawozdał, że w skarbonce często znajduje nawet więcej pieniędzy niż się spodziewał. Ceny oczywiście zdecydowanie niższe niż w kwiaciarniach i każdy osobiście komponuje swój bukiet 🙂

  116. Magdaleno-to jasne. Czy wiesz, że Wiedeń po raz kolejny wygrał w konkurencji na najlepsze miasto do życia:
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1743048,1,wieden-najlepszym-miastem-do-zycia-na-swiecie.read

  117. Dobry wieczor 🙂
    Zaatar/zathar to wlasciwie arabska nazwa lebiodki syryjskiej, stanowiacej glowny skladnik mieszanki o tej samej nazwie. Mozna jej uzywac, swiezej lub zasuszonej, takze bez innych skladnikow.

  118. Wiem 🙂 Od niedawna Wieden ma nowego burmistrza, poprzedni byl na stanowisku ponad 20 lat i bardzo odmienil miasto, a potem konsekwentnie realizoal polityke miasta dla ludzi.

    Ale jeszcze co do cen, bardzo czesto, placac za jakas usluge czy towar bardzo malo, zastanawiam sie, czy to nie kosztem wyzysku pracownika czy/i dostawcy ta „najnizsza cena” zostala osiagnieta.

  119. Danusiku, cd. Na Florydzie, koło Englewood był sad cytrusowy. Pomarańcze, cytryny, grapefruity. Na płocie wisiał pojemnik z plastikowymi torbami i obok skarbonka. Za pełną torbę (ca. 8 kg) wrzucało się 5 dol. Byliśmy tam gośćmi przez lata. Nagle wszystko zamknięto. Okazało się, że Polak z grupą kumpli przyjeżdżali
    i golili równo, oczywiście nic nie płacąc! Poznałem faceta. Potwierdził. Śmierć frajerom, powiedział. Już go nie znam…

  120. Magdaleno-tak też bywa 🙁 ale dzisiejsze kasztany kupiliśmy na bazarze prosto od „chłopa”.

    Cichal-smutne, Polak potrafi…

  121. A propos kasztanów. Dawno, dawno temu byliśmy z Mietkiem Święcickim na serii koncertów w Poznaniu. Mieszkaliśmy w uroczym pensjonacie, chyba w Strzelinku a może Czaplinku (?!) W Poznaniu kupiliśmy kasztany. Pierwszy raz w życiu. Zapachniało Europą. Jak przystało na zamierzchłych chałturników, mieliśmy ze sobą grzałki, kuchenkę el. garnuszki itd. Wrzuciliśmy rzeczone kasztany na patelnię i po chwili… zbieraliśmy je w całym pokoju ze ścian a szczególnie z sufitu! Nie wiedzieliśmy, prowincjusze, (a Googla jeszcze nie było) że kasztany trzeba naciąć. Normalnie wybuchły. Z żałości wyciągnęliśmy więc 0.5 l czystej i.. aby do wiosny! Ot, głęboki PRL. 🙂 Ale było jakoś fajniej. Mietka już nie ma, ja też na końcówce, ech.

  122. Lisku – w linku, który przysłałaś przeczytałam, że lebiodka syryjska to biblijny hyzop i że jest spokrewniona z majerankiem. Czy ta lebiodka syryjska pachnie podobnie?

  123. Asiu, jest bardziej podobny do oregano (Origanum vulgare) niz do majeranku.

  124. Lisku – dziękuję

  125. Asiu – jesteś wielka! Dzięki!

  126. Najlepsze kasztany sa na placu Pigalle …

  127. Dzień dobry 🙂
    kawa

  128. dzień dobry … ☕

    Irek … 🙂

    ta niedziela niehandlowa …

    Danuśka powroty są zawsze miłe … 🙂

  129. Nagroda Fundacji im. Janiny Paradowskiej i Jerzego Zimowskiego dla prof. Marcina Matczaka i Anny Dąbrowskiej …

  130. Cichal-lubię Twoje anegdoty 🙂 Mógłbyś je podrzucać w dawkach mniej homeopatycznych.

    Salso-odpowiadam z refleksem godnym beznadziejnego szachisty: nie zahaczyliśmy o Zagrzeb, ale mam nadzieję, że kiedyś uda się to zrobić 🙂

    Jolinku-dzisiaj na śniadanie był bardzo smaczny, ciemny chleb austracki.

  131. Takich, co to „śmierć frajerom”, Cichalu, niestety coraz więcej. I nie tylko polskiej nacji. Kramiki samoobsługowe przy farmach i tutaj bywają. Niestety, z uwagi na „uczciwość” przejeżdżających, giną powoli. Bo to nie tylko samobsługa bez płacenia lecz i niszczenie towaru oraz kramów nie należą do rzadkości. Szkoda, bo to bardzo dogodna forma zarówno dla właścicieli, jak i kupujących.
    Wspominałam kiedyś, o formie sprzedaży owoców, gdzie zbiera się samemu i płaci właścicielom. Co roku jeździmy zbierać wiśnie, – niedostępne w sklepach – a przy okazji czereśnie, jagody i maliny. Chętnych przybywa, ale kultura zbierania zanika. Ludziska niszczą drzewa i krzaki, objadają się podczas zbierania, niszczą owoce. Nie wszyscy rzecz jasna lecz skala zniszczeń taka, że sadownicy w ramach zabezpieczenia przed huncwotami stosują coraz to nowe systemy ochrony. Np kaucja przed wejściem do sadu, kamery, dozorcy. Podwyższa to koszty, a co za tym idzie ceny.Przyjemność zbierania też żadna, gdy oko kamery śledzi każdy ruch.

  132. U nas to byo popularne, zbieranie dla siebie – ale się powoli zbyło z tych powodów, o których echidna pisze. Ostały się jeszcze sady jabłoniowe, ale i to pod okiem „ekonoma”.
    Ja od dziecka byłam nauczona, że zbierać należy wszystko i dokładnie, no ale tutaj jest inaczej – byle ładniejsze, a reszta co mnie obchodzi.
    Dlatego właściciele farm owoców miękkich wolą zatrudnić zawodowych zbieraczy i sprzedawać już osobno. I ja im się nie dziwię.
    Cwaniak zawsze chce przecwaniaczyć, a mógłby mieć to samo za pół darmo…

  133. nie wiem jak u was, ale u mnie konczy sie babie lato 🙁
    tfu tfu, czy w obecnych czasach mozna jeszcze tak mowic, i nie nazyac tego okresu: kobiecy stan naturalny bez tla menstruacyjnego?
    🙄

  134. Dziwne masz skojarzenia, bezdomny…ale z tego zazwyczaj się wyrasta 😉

  135. Dzisiaj znowu z przygodami…Bracia Słowacy pobudowali austostrady na potęgę i mimo map oraz innych takich jipiesów straciliśmy azymut. Trzeba było zawracać, pomęczyć się w korkach, bo akurat nastały godziny szczytu. Nareszcie wybrnęliśmy i dotarliśmy tutaj:
    https://www.slovenskyrybar.sk/datamagazin/72015/clanky/62_cierny_vah_s_muskarkou/images/0_2543_x6n2pmqwzd_2808.jpg
    Rzeczone miejsce to nasza podróż sentymentalna. Jakieś circa about dwadzieścia lat temu spędziliśmy tutaj długi weekend majowy. Byliśmy wtedy z naszymi przyjaciółmi-panowie wędkowali, panie i latorośle moczyły się w tujeszych termalnych źródłach. Jedliśmy haluszki, piliśmy piwo i smażyliśmy pstrągi, które wtedy licznie pływały w rzece Vah. Nie wiem, jak teraz z pstrągami, haluszki zapewne nadal podają, a piwo już spróbowaliśmy i nadal świetne 🙂

  136. Danuśka pogoda Wam sprzyja a takie widoku w słońcu są bajeczne .. chleba austriackiego zazdroszczę .. Paweł w Wiednia zawsze nas rozpieszczał dobrym pieczywem jak bywaliśmy z Markiem u Pana Lulka ….

    to może posmakować nie jednemu …

    https://www.daylicooking.pl/2018/10/awokado-zapiekane-w-boczku.html

  137. Dawno już nie przypominałam opowieści Pana Lulka o Jego krainie:
    http://aalicja.dyns.cx/news/Rok_w_Burgenlandii/

  138. „Ciężko mi przywyknąć do tego, że kobiety mogą być inteligentne” – napisał kandydat z listy PiS na radnego Hrubieszowa Adrian Bodejko”
    Doskonały „żart”. Podobnych „żartów” w Polsce wiele, sama słyszałam tu i tam.
    Co za duma z własnej inteligencji! NAPISAŁ to! W dzisiejszych czasach to jest polityczny grób – a jak nie jest, to jeszcze niejeden inteligentny inaczej z czymś podobnym się wyrwie. Mnie zatkało. Autentycznie.

  139. Jolinku-PalOre należy do tych, co rozpieszczają kulinarnie, muzycznie i towarzysko 🙂

    Alicjo-oby jak najwięcej kobiet przeczytało, to co napisał pisowski kandydat z Hrubieszowa i ma jak w banku przegraną.

  140. Alicjo-dzięki za przypomnienie panalulkowych opowieści, mogę czytać na okrągło i zawsze z przyjemnością.

  141. Zapanalulkowałem się do imentu! Miałem tę frajdę, że poznałem Go osobiście. Oczywiście dzięki paOLOre, czyli Pawłowi Wiedeńskiemu. Lata temu byliśmy u Pana Lulka. Ania serwowała odjazdowe kurczaki a Pan Lulek nalewki i opowieści.
    Danuśku! Wyłowione z sieci: „Kiedy kobieta śpi – mężczyzna jest jeszcze niewinny” 🙂

  142. Danuśko,
    ja starej daty, ale względem tego z Hrubieszowa, wnukiem moim mógł by…to ja się hrubo bym zastanowiła, głosując.
    Pan Lulek to był gość! Oryginał po prostu
    http://aalicja.dyns.cx/news/Zjazd-2008/

  143. Pierwsze spotkanie (klikanie -i niech tak zostanie!)
    http://aalicja.dyns.cx/news/Kornik-4/

  144. HM…pierwszemu zjazdowi należą się stosowne podpisy. Dopiszę, bo mam gdzieś na boku.
    Łyk czerwonego za Tych, co na Chmurce…

  145. dzień dobry … ☕

    miałam szczęście na żywo posłuchać długich opowieści Pana Lulka …

    pogoda się zmienia na gorszą …

  146. Dzisiejszy widok z okna https://photos.app.goo.gl/iZoJzyDwFSGWvTu76
    Ech, żal wracać do Warszawy….

  147. Dzień dobry 🙂
    kawa

  148. Ze zdjęcia, które podesłałaś Danuśko wnoszę, że to są piesy do specjalnych poruczeń. Labradory oraz golden retrivery.
    Moja kocia po raz pierwszy po dniach apatii powitała mnie dzisiaj w środku nocy gromkim „miau”, ale nadal siedzi/leży na chłodnej płycie kuchni, bo tam jej brzusio dobrze się czuje. Za pozwoleństwem szanownej usuwam jej te strupki, ale tylko stare, które już prawie same odpadają. Niekoniecznie stare trzymają się mocno i na siłę oderwane, podchodzą krwią. Tych staram się nie tykać.

  149. Przy okazji – to nie ja zaprosiłam kota do domu, to pan Jerzor się nudził podczas mojego kolejnego rejsu Darem Młodzieży.
    Pan Jerzor nie zdawał sobie sprawy. Zabrakło wyobraźni. Tego nie robi się kotu – kot ma mieć wszystko i prawie na czas.
    „Prawie” piszę, bo kota można spokojnie w domu zostawić na nawet 2 doby, byle tylko jedzenie i picie było. Kot się nie „nażera”, kot podjada tyle, ile akurat mu potrzeba. Koty to są mądre koty.

  150. moja kotka na szczęście jedzie na jednym rodzaju suchego pokarmu i odpukać jest zdrowa .. ale nawet z tak grzecznym kotem to czasami kłopot .. jak brałam kota od córki (zięć jest bardzo uczulony a musiał z przyczyn chorobowych odstawić leki na alergię) by Amelka miała dalej ukochaną kotkę to nie pomyślałam o problemach .. a teraz muszę brać pod uwagę kiedy kto wyjeżdża by kotek miał opiekę .. jak jest rok szkolny to kłopot z głowy bo Amelka i koleżanka przychodzą każdego dnia, kiedy jestem na wyjeździe …

    dziś zupa jarzynowa z kurczakiem ..

  151. Każde zwierzątko w domu to nie tylko przyjemność, ale i – a może przede wszystkim – obowiązek.
    Dzisiaj 29 stopni, jutro 19. Taka huśtawka.
    Miłego weekend’u życzę.

  152. Coby nie być źle zrozumianą – taka refleksja dzisiejsza po „pogaduszkach” z psem sąsiadów. Przez płot. On posapywał i coś na kształt cichego poszczekiwania prezentował, ja doń gadałam jak dziad do obrazu. No może nie tak do końca, bo gdy zmieniałam miejsce w ogrodzie, psina szła za mną wzdłuż ogrodzenia. Widzieć się nie widzimy, bo ogrodzenie tzw pełne i dość wysokie, ale widziałam jakie warunki zapewnia sąsiad swemu pupilowi. Dba o niego lecz spacery to rzadkość. Wybetonowany kawałek ogrodu, buda i wejście do garażu, to całe jego królestwo. Czasem, gdy pan kosi trawę, myje samochód itp, długa smycz pozwala zwierzakowi na wyjście poza codzienny świat. Piesek dość potężny – stafik – a tu taka „niewola”. W tym przypadku obowiązek właściciela względem zwierzaka nie do końca jest spełniony.

  153. Siostra ma sporego psa, Vizslę, codziennie , niezależnie od pogody wyprowadza go na co najmniej godzinny spacer. Dzieci chętnie ją biorą idąc na rower. Zwierzęta domowe to duży obowiązek, zwykle jednak potrafią się odwdzięczyć.

  154. byl bezkonkurencyjny jezeli trzeba bylo wsadzic gdzies szpile, wchodzil w ludzi i ich normalnie wkurzal, izraelskich do tego stopnia ze zrobili z niego persona non grata.
    a ze Gra s s notorycznie naruszal tabu i prowokowal to i ja pozwalam sobie na moje wlasne tytuly jego rzezb:
    1. tylek w uscisku
    2. ptaszki nie kutaski
    3. trzy cycki w poziomie
    4. … i dwa buty
    5. dwa cycki w pionie
    6. przytulanie
    w ponizszym linku
    https://photos.google.com/album/AF1QipMq-M7owO7tgThhVzHiZNg2netqcf6Vo9D-kDrZ/photo/AF1QipNZ83e7qgPZMTEnEOiq2jz4LsoYr4cnjxKGNv4k

  155. Duży pies (na przykład owczarek niemiecki) potrzebuje się wybiegać, w ciągu dnia jakieś 10km. Lhasa apso czy shih tzu mniej, bo to takie bardziej kanapowe psy, przynajmniej w naszej kulturze.
    Moje zdanie jest takie – dzieci wyrastają i wychodzą z domu, koty i psy są na zawsze, na zawsze musimy się nimi opiekować i nie ma zmiłuj.
    Straszliwie kocham Mrusię, jakkolwiek to brzmi.
    Dzisiaj chyba ma się lepiej, bo zeszła z parapetu i nie weszła do wanny szukać ochłody na swoje strupki. I nie drapie się tak bardzo.

  156. Moje koty juz dziadziusie. Jednego musialam pozegnac niedawno – rak. Drugi ma ciezka cukrzyce, jedynie trzeci jeszcze sie trzyma. Powoli probuje sie oswoic z mysla, ze ich (dla mnie moje koty to oni, nie one) trzeba bedzie tez kiedys pozegnac.

    A Panu Lulkowi to chyba ze dwa albo trzy razy kierowca bylam, ha!

  157. Alicjo masz rację 🙄 tamtym linkiem dałem ciała. Ale ten następny z
    19 października o godz. 16:37
    jest już okej.

    Czy może mi ktoś napisać, czy w przyszłym tygodniu są we Francji jakieś dodatkowe dni wolne? Nie chciałbym się wpakować w jakiś niepotrzebne utrudnienia w ruchu drogowym.

  158. Nie w przyszłym lecz w tym po przyszłym 🙂

  159. 1 stycznia – Nowy Rok (Nouvel An albo Jour de l’an)
    2 kwietnia – Poniedziałek Wielkanocny (Lundi de Pâques)
    1 maja – Święto pracy (Fête du travail)
    8 maja – Dzień zwycięstwa (Fête de la victoire 1945)
    10 maja – Wniebowstąpienie (Ascension)
    21 maja – Zielone Świątki (Lundi de Pentecôte)
    14 lipca – Święto Narodowe Francji zwane też Dniem Bastylii (Fête nationale)
    15 sierpnia – Wniebowzięcie NMP (Assomption)
    1 listopada – Wszystkich Świętych (La Toussaint)
    11 listopada – Dzień Niepodległości (Armistice 1918)
    25 grudnia – Boże Narodzenie (Noël)

  160. Dzięki yurek
    A czy tiry 1.11 są czy nie są w drodze?

  161. – 31 października w godzinach od 22 do 24,

    – 1 listopada (Wszystkich Świętych) w godzinach od 0:00 do 22,

    – 10 listopada w godzinach od 22 do 24,

    – 11 listopada (Dzień Pamięci) w godzinach od 0:00 do 22,

    – 24 grudnia w godzinach od 22 do 24,

    – 25 grudnia (Boże Narodzenie) w godzinach od 0:00 do 22,

    – 31 grudnia w godzinach od 22 do 24.