Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

21.02.2012
wtorek

Śledzie pod kołderką

21 lutego 2012, wtorek,

 

Łosoś w domowej wędzarce

Ostanie dni karnawału, zapustną niedzielę, poniedziałek i wtorek poprzedzające środę popielcową, zwiastującą nieuchronny czterdziestodniowy post, obchodzono hałaśliwie, wesoło, hulaszczo. Co prawda dawno już nie uczestniczyłem w ostatki w tzw. śledziku ale zachęcony lekturą postanowiłem dziś taki upojny wieczór spędzić. Oczywiście w domu i w wąskim gronie przyjaciół ale przy suto zastawionym stole potrawami ze śledzi (choć nie tylko). Już pisałem tu przecież, że śledzie, wbrew obiegowej opinii, to nie tylko zakąska. A jaka lektura tak mnie zainspirowała, poczytajcie: „najpospolitsze i najusilniejsze były zabawy od tłustego czwartku do wstępnej środy. Często rozszalawszy się przy postnych już potrawach, bawiono się tańcami i pijatyką w następną środę i czwartek, hamując się od tej swawoli zaledwie w pierwszy piątek postny; ten dzień bowiem u dawnych Polaków w wielkiem był poszanowaniu, jako piątek marcowy, pierwszy nabożeństwu do serca Jezusowego poświęcony; dla tej więc przyczyny tańcować nie śmieli, trwała wszakże pijatyka, i suchoty, lub potrawy rybne zalewano rozmaitemi trunkami, spłukiwano z gardzieli tłustość mięsopustną” – pisał w Grach i zabawach różnych stanów Łukasz Gołębiowski.
„Jedzono ponad zwykłą miarę, pito ponad wszelką miarę, tańczono, wyprawiano awantury, bawiono się powszechnie maskaradą […]” – podaje także Jan Stanisław Bystroń w Dziejach obyczajów. Wtóruje mu Zygmunt Gloger w Roku polskim: „Zapusty są od wieków uprzywilejowaną porą wszelkiego rodzaju zabaw, widowisk, maszkar, uczt, wesołości i pustoty. Z nadejściem chrześcijaństwa Boże Narodzenie i Nowy Rok dały powody do wesołości religijnej, a łakomy żołądek ludzki, w przewidywaniu długiego postu, wymyślił tłuste uczty i huczne pohulanki na pożegnanie dni zapustnych. Zapusty rozpoczęte suto i wesoło Godami, kończono suto i mięsno ostatkami, które nazywano także kusymi dniami, czyli kusakami”.
Kulminacja błazeństwa i obżarstwa następowała w ostatni wtorek karnawału. Obchodzono go hucznie w całej bez mała Europie: we Francji, w Niemczech, w Anglii, we Włoszech, nic zatem dziwnego, że i w Polsce.
W Wielkopolsce podczas ogólnej zabawy ścinano Zapustowi głowę. Słomiana kukłę Mięsopusta ścinano i rozszarpywano podczas babskich combrów w Krakowie. W Jedlińsku odprawiano zabawowe widowisko „Ścięcie Śmierci w kusy wtorek”.
Na ziemi radomskiej kuse dni obfitowały w obrzędy. Gromady młodych chłopców przebranych za Starą Babę, Dziada, Śmierć, Diabła, Żyda, Bogatego Pana. Cyganów i Misia wędrowały po wsiach, wzniecając jazgot uderzaniem w patyki, stare garnki i śpiewając: „Zapusty, zapusty, wyciągajcie szpyrkę z kapusty” oraz wykrzykując: „Hulajta chłopaki, bo dzisiaj kusaki!”. Po odegraniu przedstawienia, otrzymywali zwyczajowy poczęstunek, a po całym obchodzie udawali się do karczmy i biesiadowali do północy. Schodzili się tu także gospodarze i gospodynie oraz młodzież wiejska i służba folwarczna. W trakcie muzykowania kawalerowie stawiali na środku izby drewnianą beczkę odwróconą do góry dnem, na której zaczynał się przetarg dziewczyn, pełen żartów i przyśpiewek. Posadzoną na beczce dziewczynę taksowano, oceniano, chwalono łub ganiono, a ten z młodych mężczyzn, któremu się podobała, starał się wykupić ją z rąk starościny.
Szalano do upadłego. Z zawołania: „Kiej ostatki, to ostatki, popijmy se stare babki!” – korzystali wszyscy. Jednakże nadchodziła pora opamiętania, północ, wytyczająca kres swawoli i obżarstwu.

Ucztujmy zatem i my, korzystając z ostatniej sposobności smacznego i obfitego posiłku przed długim okresem zaciskania pasa.

Śledzie pod kołderką

4 filety z solonego śledzia, 4 średnie ziemniaki ugotowane w mundurkach, 2 ugotowane buraki ćwikłowe, 2 niezbyt słodkie jabłka, 2 nieduże cebule, szklanka majonezu, 4 łyżki mleka, łyżeczka cukru

1. Filety umyć, wytrzeć papierową kuchenną ściereczką i pokroić w paski.
2. Ziemniaki, buraczki i jabłka obrać, pokroić w niezbyt dużą kostkę o boku około ? cm, a cebulę pokroić w cienkie piórka.
3. Majonez rozprowadzić mlekiem, dodać cukier i wymieszać na gładki sos.
4. W szerokiej salaterce (najlepiej szklanej, aby było widać kolorystykę warstw) układać warstwami poszczególne składniki potrawy. Każdą warstwę pokropić lekko sosem, a po wyczerpaniu składników resztą sosu polać jeszcze raz wierzch potrawy.

Śledzi pod kołderką nie należy mieszać, każdy gość nabiera sobie wszystkie warstwy wraz z sosem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 58

Dodaj komentarz »
  1. Nie znam zwyczajów różnych regionów. Ostatki, jakie ja poznałem, to była uczta mięsna i dobrze zakrapiana. O północy stawiano kres obżarstwu mięsnemu i zakrapianiu, natomiast śledzik wjeżdżał dopiero wtedy. Lub podawano śledzika nieco przed północą, żeby jeszce można było rybkę nie tylko przełknąć ale jeszcze i zakropić. Przecież śledzik bez wódeczki jak uczeń bez dwójki. Fakt, że trudno tak przyrządzić śledzika, żeby do wina pasował. Co nie znaczy, że nie można. Może Gospodarz coś zaproponuje takiego. Albo Brzucho w śledziach szczególnie oblatany i nie darmo do Szczecina jeździ.

  2. Nowy-czy to jest czasem tłuczek do kawy używany podczas etiopskiej ceremonii parzenia kawy ?

    Smacznej porannej kawy !

  3. Miało być-czy to nie jest czasem….
    A moja odpowiedź dotyczy zdjęcia zamieszczonego przez Nowego o 4.42.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dobrej zabawy Ostatkowej 🙂

  6. Dzisiaj we Francji „tłusty wtorek” (mardi gras) i tradycja pączków (niestety, daleko im do naszych 🙂 ), faworków i naleśników.

    Wracając do wczorajszego tematu o serach z kraju Basków, z zainteresowaniem obejrzałam film, zamieszczony przez Placka (23:38). To bezcenny dokument i hołd złożony temu narodowi przez światowej sławy filmowca. Przypuszczam, że Brzucho nie obraził się za porównanie 🙂

  7. Dziecię i pies właśnie odjechali spod domu, o 15.10 będą w Świnoujściu, o 15.30 mają prom na Uznam. Tym samym ja mam 3 dni dla siebie, a noce mogę spędzić z Pas-sentem – tylko coś mało tego. Od wczoraj przeczytałam tak z 1/3.
    W Wielkopolsce ostatki nazywają się Podkoziołek i przebiegają wg schematu – tańce, hulanki, ok 20.00 kolacja z obowiązkową białą, pieczoną kiełbasą i golonka wg uznania; podlewane to piwem albo mrożoną, czystą wódką. O północy – tusz orkiestrowy i orkiestra znika z orkiestronu, na stoły wjeżdżają śledzie, a wódka jeszcze tym śledziom towarzyszy przez pierwszy kwadrans. Gdzieniegdzie podają jeszcze gorący, czerwony postny barszczyk do popicia. I tak kończy się impreza.

  8. W Wielkopolsce i na Kujawach urządzano zabawę zwaną Podkoziołkiem. Pan Stanisław Jasiński tak opisuje ten zwyczaj w swojej książce: „Bardzo hucznie bawiono się w ostatnie dni karnawału ? w zapusty. Pojawiały się liczne grupy kolędników w przebraniach kozy, niedźwiedzia, konia, bociana, a także dziada, baby, Żyda, Cygana, Młodej Pary. Mieli oni pobudzić przyrodę i spowodować szybkie nadejście wiosny. Zwyczaj ten najpowszechniejszy był na Kujawach i Pałukach, gdzie po obejściu wsi urządzano zabawę zwaną podkoziołkiem, podczas której dziewczęta kupowały tańce, wrzucając monety pod koziołka ? figurę wystruganą z drewna, marchwi i brukwi. W zapustny wtorek w karczmach odbywały się spotkania kobiet, które skakały przez ogień na wysoki len, co miało zapewnić jego urodzaj. Kobiety, które w karnawale wyszły za mąż, zwane żeńcowymi, musiały się wkupić do grona mężatek, stawiając wódkę i poczęstunek. Po zakończeniu zabawy zapustnej jednego z muzyków wywożono na taczce poza granice wsi i tam symbolicznie go uśmiercano, uderzając w niego garnkiem z popiołem.”

  9. Ciekawe, ile osób faktycznie przestrzega postu? To juz chyba bardziej zamierająca tradycja, nie mająca przełożenia na nasze życie codzienne.

    A śledzik smakuje dobrze i na Wigilję, i w karnawale, i w poście 🙂

  10. Chesel, zapewniam Cię, że sa osoby przestrzegające postu. Znałem takie nawet wśród ateistów. Jedna z nich tłumaczyła, że to bardzo dobra zasada pościć od czasu do czasu i nic nie szkodzi robić to w określone dni wyznaczone przez jakieś wyznanie. Po prostu pamieta się te dni. Ja poszczę, bo stosuję się do wskazań Kościoła Katolickiego w kwestiach wiary. W innych raczej nie, bo na ogół do mnie nie przemawiają. W Wigilię poszczę, choć KK już tego nie nakazuje. Ale trudno zerwć z tradycją kilkudziesięcioletnią. Mamy na tym tle dyskusje z córeczką, dla której ta tradycja nie była długa z racji wieku.

  11. Dzień dobry Blogu!
    Dziś pogoda wymarzona dla narciarzy i wszelkich sportowców oraz chętnych do ruchu na świeżym powietrzu. Rano było -10, ale jak wyszło słoneczko…

    Stanisławie,
    czy wskazania Kościoła poza kwestiami wiary dotyczą polityki?
    Ja też poszczę w Wigilię, a wraz ze mną cała rodzina, bo to tradycja dla mnie już dawno niezależna od wiary. Nie jem w ogóle przez cały dzień, aż do kolacji wigilijnej, bo tak było u mnie w domu, a nikt nie był religijny.
    Jeśli postem nazwać niejedzenie mięsa i tłuszczów zwierzęcych oraz unikanie alkoholu, to poszczę nawet dosyć często 😉

  12. Sledzik to na srode.
    Dzien dobry wszystkim tu. Dobry, nie dobry – pchmurny, ale i nie zimny.
    A bogobojni Bawarzy Srode Popielcowa planowo zaczynaja piwem. Nie o pijanstwo wszak chodzi, bo Bawar picia piwa za pijanstwo nie uwaza. Na dowod musi wystarczyc fakt, ze VAT na piwo wynosi w Bawarii 7 procent, tyle co za inna zwykla zywnosc. Polewaja zas to piwo woda – polityczna woda, lejac teze na dorocznym zjezdzie CSU w Wildbad Kreuth i zalewaja potem zwykle reszte republiki ideami i tezami, ktore mogly powstac tylko w glowach mocno potarmoszonych ubiegla ciezka noca.
    Czego z reszta, nikomu tu nie zycze.
    pepegor

  13. Cześć blogowa bando
    :::
    http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/56,34939,11194026,Najbardziej_ekstrawaganckie_potrawy_z_Nocy_Sledziozercow.html#galeria
    …tak celem zadzieżgnięcia razgawora
    :::
    kolejna Noc za niecały tydzień
    już zrobiłem próbę generalną mojej nowej śeldziowej kreacji
    zwie się „forszmak w pipku”

  14. Nemo, nie do końca precyzyjnie się wyraziłem. Te inne wskazania są nie tyle głosem KK co poszczególnych księży, a ci wypowiadają się na różne tematy od polityki do pracy w niedzielę na przykład. Rozumiem, że praca w niedzielę poza ruchem ciągłym i zapewnianiem bezpieczeństwa nie jest absolutną koniecznościa i wypowiedzi na ten temat są z pogranicza wiary. Ale ksiądz, który uważa, że należy w niedziele zamykać supermarkety i hipermarkety, a pozwalać na otwieranie sklepów rodzinnych, nadużywa swojej pozycji w kwestiach zupełnie pozareligijnych. Od czasu do czasu można wypowiedzi mało związane z kwestiami wiary usłyszeć w komunikatach z Konferencji Episkopatu i w listach pasterskich biskupów. Moga się wypowiadać w kwestiach religijnych i ewentualnie moralnych, ale nierzadko wypowiadają w innych. Działają na własną szkodę, ponieważ ich autorytet podupadł dużo bardziej niż im się wydaje.

  15. Brzucho, można na Ciebie liczyc. Czy pipek z gęsiej szyjki czy z żołądka?

  16. teraz w czasie postu można pysznie jeść .. są produkty wszelakie a jak się ładnie poda to niebo w gębie … 😉

    http://lepszysmak.wordpress.com/2010/06/24/tatar-ze-sledzia/

  17. Stanisławie
    w gęsiej szyji
    nadzienie: ziemniaki gotowane, mielone mięso, siekany śledź
    i do piekarnika na 30-40 minut
    podam to na gorąco w plastrach z oliwkami i dużymi kaparami

  18. Śledzik jutro, dziś faworki znikają w takim tempie, że nie wiem czy starczy do wieczora 😉

  19. Brzucho, dziękuję. Myśle, ze wszyscy skorzystamy.
    Faworki trzeba kupić, nie wolno zapomniec.

  20. Zwróciłam uwagę na domową wędzarkę na zdjęciu. Bardzo eleganckie urzadzenie. Ciekawe, czy także praktyczne w warunkach domowych.
    U mnie dziś golonka w warzywach. Coś co lubi Alicja. Ja też lubię, ale Żaba swoimi ostatnimi wpisami o tym, jak zajada się różnymi sałatami, obudziła moje kulinarne sumienie. W związku z tym zjem brukselkę. A sałatę lodową musiałam wyrzucić, gdyż przez miesiąc nie potrafiła wzbudzić mojego zainteresowania. To w ramach porządków lodówki i zamrażarki.
    Okres postu dla niektórych jest dobrą okazją do zabronienia sobie pewnych produktów. Znajoma , która uwielbia słodycze, raz w roku przez cały post odmawia sobie tej przyjemności, bardzo konsekwentnie. Niektórzy rezygnują z alkoholu. Znam takich dwóch, którzy praktykowali to i pewnie wyszło im to na zdrowie, bo generalnie lubili alkohol. To znaczy nadal lubią, ale jakoś tak napisałam o nich w czasie przeszłym… Ja zaś zdrowotnymi postanowieniami wolę poczekać do wiosny.

  21. … ze zdrowotnymi postanowieniami…

  22. Tak Krystyno, to fajne urządzenie. Ale niezbyt często używane, bo nie chcę sąsiadów dręczyć zapachem, który wylatuje za okna. Lepiej więc wędzić na wsi, gdzie mam dużą wędzarnie stojącą pod lasem.

  23. Zdaje mi się, że w sprawach postu kościół trochę poluzował jakiś czas temu. U mnie w domu tradycyjnie traktowano ten okres, ale raczej „przez rozum”, niż nakazy kościoła. Tradycyjnie też w piątki był zazwyczaj śledź (solony – odmoczony) z cebulą w śmietanie, ziemniaki i jakaś zielenina. Do tej pory lubię takie połączenie – gorące ziemniaki i zimny śledź w gęstej, kwaśnej śmietanie. Tyle, że teraz śledzi solonych jak na lekarstwo, jeśli nie ma w Baltic Deli (rzadko bywają), to czasem się można natknąć na nie w jeszcze jednym sklepie.
    W lodówce mam słoik śledzi „Wiejskich”, w oliwie i z cebulą, firma Listner (import z Polski). Będą jutro jak znalazł. Dzisiaj sola. Ryby i inne morskie robaki u nas królują w kuchni, mięso raczej rzadko. Ale na golonkę zawsze jestem chętna w Polsce 🙂

  24. Do śledzika przydaje się cytryna. Ewa wracała z plaży i została zaproszona do sadu na cytrynozbiory. Zerwała parę sztuk. Nie miała do czego, bo mogłaby wziąć worek! Cytryny mutanty! Na pierwszym planie cytryna „sklepowa”

    https://picasaweb.google.com/115740250755148488813/Cytryny?authkey=Gv1sRgCMnu34Hyz7rIFg#

  25. Dzień dobry,
    Ale tu dzisiaj cicho, wszyscy pewnie zajęci przygotowaniem ostatkowych kolacji. Śledzie jem bardzo rzadko i nie zawsze jest to związane z postem, który traktuję wyłącznie jako polską tradycję.
    Alinko,
    Dzięki, że zwróciłaś uwagę na film zamieszczony przez Placka, bo jakoś ominąłem wczoraj, a piękny.
    Jolinek i Danuśka,
    Przyrząd ze zdjęcia to … otwieracz do butelek. W tym biednym kraju ktoś miał tokarkę do obróbki drewna i pomysł, zabrakło jednak tej drobnej rzeczy, która by ściągała kapsel z butelki. Zastąpił to prymitywną śrubką. 😯
    Nikt nie wygrał, sam będę musiał wypić wino. 😉

  26. Cichal,
    Wy to macie tam życie, pozazdrościć!

  27. Piotrze, ja nie mam sąsiadów przez ścianę, bo domek… Co to za urządzenie, ta Twoja wędzarenka? To się kupuje, robi, wygrywa na loterii, czy co? Kocham wędzone.

  28. Prawdę mówiąc Nisiu w Polsce tego nie widziałem. Ta jest z Norwegii. Ale przecież Ty jako kapitan piratów możesz ją zdobyć ladując w Stavanger albo dzięki abordażowi na norweski żaglowiec.

  29. Nowy 🙂 Najbardziej mnie rozśmieszyła sugestia Jolinka…

    Smażę naleśniki a marzą mi się faworki.

  30. Nisiu. Każdy slusarz, który ma spawarkę moze Ci wyszykować „kopciołkę” i w ogródku bedziesz sobie wędziła. Miałem taką wiele lat, ale do samolotu nie wziąłem…
    Nowy, mówiłem, nie zazdrość, tylko fruuuu i do nas. Czekamy!

  31. Co tam będę czekała do jutra…właśnie wcięłam jednego śledzia. Zgapiłam się, bo mogłam przypilnować, zakupić śledzie i zrobić rolmopsy.
    A propos balsamico i innych octów – z powodzeniem można zastąpić cytryną właśnie. Pewnie, że inny smak, ale prawie we wszystkich sosach sałatkowych podstawą jest oliwa i kwas.
    Cichal,
    wyślij Ewę jutro na plażę z workiem!!! No i rzuć cytryną w tę stronę 😉
    Wyobrażam sobie, jak smakują (ja mogę cytrynę bez niczego, jak jabłko), jadłam kiedyś pomarańcze na Florydzie, zebrane osobiście prosto z drzewa. Nie do porównania – te ze sklepu, nawet jak są z Florydy, to smakują tak, jakby przeleżały w magazynie z rok 🙄

  32. Nie przygotowuję kolacji – golonkę zjadłam na obiad i do jutra nie jem – nie muszę; to bardzo pożywne jedzenie. Zdradziłam dzisiaj blog i własną pracę – cały dzień z Pas-sentem. Dla mnie książka pasjonująca – i czasy i i większość ludzi, o których traktuje są mi jakoś tam znane. Mówiąc nawiasem nawet nasz Gospodarz jest wzmiankowany i to nie w związku z „Polityką”, a towarzyską okazją. Życie bogate, życie wypełnione zdarzeniami, ludźmi, codziennością i historią – i bardzo, bardzo osobne. I staroświecko dyskretne i lojalnie przemilczane to i owo. Napiszę do p.Daniela podziękowanie za tę książkę.

  33. Cichal,
    Bardzo chętnie z tym fruuuu, ale ja, chociaż jeszcze nie na emeryturze, zostawiłem w Polsce worek, w którym nie zaszyłem dna… i wciąż, niemądry, staram się go zapełnić. To nieco podobnie jak z tym Grzesiem z dziecięcego wierszyka, który szedł przez wieś… Wkrótce czeka mnie też fruwanie do Polski, tylko na kilka godzin.
    Więc chyba następną razą 😉

  34. Nisia,
    bierzemy ten? Znają drogę do Norwegii, a moze na pokładzie mają wędzarkę? Trzeba zrobić rozeznanie 😉
    http://alicja.dyns.cx/news/IMG_3535.JPG

  35. Pyro 🙄
    Z Pas-sentem miałaś przytulać się nocami, zapowiedziałaś, że będziesz udzielać się na blogu, skoro masz trzy dni wolne od gromady!
    Nowy,
    fruwanie na kilka godzin to baaaaaardzo nieopłacalne, bo i frunąć musisz kilka dobrych godzin, plus czas spędzony na lotniskach… Współczuję, ale jak trzeba, to trza.

  36. Alino Ty się nie śmiej ale bywają takie młoteczki w sprzedaży właśnie do masażu twarzy …. no może bez tej śrub … 😉 … . nawet pomyślałam, że fajne na prezenty .. tylko jeszcze nie wiem gdzie to kupić ..

    muszę tez wrócić do poprzedniego wpisu bo plackowego filmu nie widziałam ..

    cichal trzeba iść po więcej tych cytryn i zakisić …

    ta wędzarka na zdjęciu wygląda jak nowa chyba będzie pierwszy raz używana ..

  37. to za zdrowie i bliską Wiosnę … 🙂

  38. Alicja,
    Jak trzeba, to trza. Na dłużej nie mogę, bo mnie nie puszczą z pracy, a w moim wieku nie mogę sobie pozwolić, żeby ją stracić.

    Dzisiaj o ostatkach Gospodarz napisał. Trudno mi nie wspomnieć o ostatkach obchodzonych w Brazylii, obchodzonych tam od trzech dni. Już kiedyś wspomniałem, że pracuję z Brazylijką z Rio, więc właśnie odbywający się tam festiwal mam cały czas jakby obok, a transmisje też na bieżąco. Oni tym bardzo żyją. To nie pierwsza dziewczyna z Brazylii z którą pracuję – ich temperament jest nieprawdopodobny.
    Nie załączam linków, żeby nie być posądzonym o sianie nieprzyzwoitości (chociaż co kraj to obyczaj przecież, więc nie widzę tam nic nieprzyzwoitego), ale jeśli ktoś chce znaleźć jakieś reportaże, może wygooglać pod: Carnevale di Rio de Janeiro.

  39. Jolinku! Jak cytrusy się kisi? Tutaj za własnoręcznie zrywane, przepyszne, płaci się 5dol za ca. 10 kg!

  40. Cichalu – ten przepis na cytryny kiszone był podawany na blogu; podawała Nemo albo Gospodarz, oni obydwoje często goszczą na Sycylii, gdzie kiszone cytryny są częstą przyprawą i dodatkiem. Poszukaj w naszej wyszukiwarce.

  41. Jak to – jak się kisi cytrusy? Jak kapustę czy ogórki 😉
    E tam – wrzuć do beczki i tak trzymaj. Bez pieprzu i soli, może goździk i listek Bobikowy ewentualnie 🙂

  42. No, blisko byłam, przeczytałam sznureczek Jolinka.
    Cichal,
    masz tanie cytryny, zakiś trochę na sprobunek i powiedz, co o tym myślisz. Jakby co, zostaw słoik dla mnie 🙂

  43. No, to mnie Nowy wyzwoliłeś z tym otwieraczem.
    Jasne jak słońce wydaje się, ale ten kontrast między materiałem, z jego tradycyjną obróbką, a tą śróbką, co tam nijak nie pasowała zbijał mnie z sensownego tropu. A powinno było być jasne, że chodzi o współczesne zastosowanie. Zakładam, że tam skąd to pochodzi , dwie generacje temu nikt takiego czegoś nie potrzebował. Dziadkowie wykonawcy pili jeszcze prawdopodobnie piwopodobny napój z kalebasy.

  44. Serwus!
    Przyznam, nie wiedziałem że „witam” i odmiany, jest protekcjonalne, że tylko gospodarz w swoich progach może albo pani lub pan z radia lub telewizora mogą tak mówić : Witam państwa! piszę małe ”p” gdyż w radiu i telewizorze nie słychać jakie ono jest.
    „Witam” jest używane, sam używam w towarzyskiej korespondencji mailowej, zdarza mi się i w życiu, ale jak się okazuje, niewłaściwie.
    Proszę wybaczyć!
    Ale już wolę usłyszeć „witaj” niż siema, siemka, siemanko…wtedy mam dreszcze.

    To co na zdjęciu, przy wpisie gospodarza, to myślałem że wyłożone folią pudełko po cygarach z kawałkami nigiri.
    Czyli, zgrabnie spakowane drugie śniadanie. 🙂
    A to proszę, wędzarka!!
    Używając staroharcerskich sposobów rozszyfrowałem logo na przykrywce pudełka. Znalazłem tam ozdobne zawijasy, nóż, widelec i szklankę i napis Gastronomisk Institutt, więc jest to pamiątka ze Stavanger.
    Naprawdę z Norwegii ! 🙂

    Nowy, śrubka w otwieraczu ( nie wpadł bym ) nie jest prymitywna, jest nowoczesna, krzyżakowa, z nacięciem
    PoziDriv lub Phillips, nie widzę szczegółów… 😉

  45. Jeszcze do czegoś się przyznam, używam czasami słowa ” siemasz „, ale w Warszawie, na moim przedmieściu, tak się mawiało i mawia.
    Jak siemasz?

    Żegnam się!

  46. Jolinku, mam nadzieję, że nie masz mi za złe 🙂 Ja naprawdę nigdy nie widziałam takich kosmetycznych młoteczków. Śpij smacznie.

  47. Alicja, bieremy tego Norwega. Ew. może być jego koleżanka, też fregata, Soerlandet, też ładna. Albo – i to mi najbardziej pasuje ze względu na nazwisko: „Staatsrat Lemkuhl”, duży bark większy od tych Radichów. Wojskowy jest, to można coś podwędzić na dymie z armaty.
    Piotrze, a ta maniunia wędzarenka to czym się opala? Bo ja znalazłam coś w podobie, o: http://grillcenter.pl/product-pol-350-Wedzarnia-PROFITON-MIni.html
    Tam jest napisane, że toto działa na paliwo turystyczne. To znaczy co, rybka wędzi się w spirytusie???

  48. Nisiu – paliwo turystyczne, to już nie spirytus tylko epi-gas czyli wędzi się jakby w szybie naftowym? Nie wiem. Kiedyś takie cudeńko pokazywał Aszysz i Helena -n tam się takie drzazgi e drewna egzotycznego swędziły i w tym się wędziło. Można było na stole w kuchni albo zabrać ze sobą na ryby. Helena twierdziła, że użyła w domu raz i skutecznie uwędziła całe mieszkanie i część chodnika przed domem. ASzysz zabierał na ryby.

  49. „Sag beim Abschied
    leise servus”
    śpiewają we Wiedniu.
    Że to servus jest na pożegnanie, o tym dowiedziałem się dopiero tu. U nas, za młodych lat jeszcze używano „serwus” w sensie „cześć”.
    No to cześć.

  50. Miałam rację – sałatka śledziowa, którą zrobiłam smakuje dokładnie tak, jak ta babki Walerii. Użyłam : pół paczki mrożonej włoszczyzny, 3 łyżek posiekanej zieleniny, jednego, sporego jabłka winnego, jednego jajka i 3 filetów śledziowych pokrojonych w ok 2 cm paski, dyżurnych,2 łyżek dobrej, kwaśnej śmietany, 2 łyżek majonezu, pół łyżki ostrej musztardy. Włoszczyznę gotowałam na parze ok 10-12 minut, zmieszałam z zieleniną, pokrojonym w kostkę jabłkiem i jajkiem, przyprawiłam, wymieszałam z połową sosu, na wierzchu położyłam śledzie i polałam resztą sosu. Jest to porcja dla 2 osób – albo dla jednej na 2 razy. Może lepiej byłoby śledzie też w kosteczkę ale ja chciałam, żeby było tak, jak pamiętam – cienka warstwa sałatki na tym śledzie i wszystko w takim właśnie sosie. Dobre.

  51. Dla Pyry 😉
    http://www.youtube.com/watch?v=JJGklzZrqkA
    Za moich czasów ( moich rodziców raczej, ale czasy pamiętam) serwus było jako powitanie między dobrymi kumplami, na pożegnanie nie pamiętam co.
    Za moich czasów mawiało się „cześć”, serwus jakoś wyszedł z użycia (Lotnik z Poznania tak mnie wita do tej pory, ale on ma tak zwane swoje lata).
    „Cześć” to było i na powitanie, i na pożegnanie za moich młodych lat.
    Istnieje wiele innych form powitania/pożegnania między przyjaciółmi i znajomymi, a każda z nich jest miła, bez względu na język, kraj i obyczaj.
    Ja pozostanę przy swoim – otwieram blog, pojawiacie się, ja się z Wami witam, Szampaństwo, czyli Szanowni Państwo, skojarzenie całkiem kulinarne z Szampanią.

  52. Nisiu. Wędziłem na wiórach bukowych. Kopciołka była podgrzewana na butlach turystycznych. Oczywiście był to proceder zewnętrzny!

  53. Teraz przez dwa dni będę b.zajęta – muszę nadgonić 2 dni zajęć miłych ale niekoniecznie zaliczanych do obowiązkowych. I pomyśleć, że większość życia uchodziłam za osobę pracowitą, błąd – lenistwo moje jest wielkie i starannie pielęgnowane.

  54. Ja zaś będę zajęta aż do poniedziałku – jutro jadę do Krakowa, a w poniedziałek wracam. Pozostałe cztery dni zajmą mi hulanki i swawole na „Szantisie”.
    Na wypadek, gdybym jutro nie miała czasu zajrzeć – pa,pa.

  55. Nisiu, mnie to obce, ale z całej siebie, życzę Ci rozhulanego szantowania i sytego powrotu w pielesze 😀

  56. Za rady w sprawie wędzarki dziękuję – oni tam piszą, że paliwo płynne, turystyczne. Myślę ja sobie, że to paliwo musi coś wędzącego podgrzewać. Rozpoznam bliżej sprawę po powrocie.
    http://www.youtube.com/watch?v=YxDA701l0qQ&feature=related
    (Obrazki trochę od czapy, ale dźwięk za to znośny).

  57. dzień dobry …

    jakieś remonty strony o poranku i trudno się wpisać …

    Nisiu baw się super a potem pisz nam jak było …

    Alino nawet do głowy mi nie przyszło … 🙂

    antek witaj … 🙂