Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

20.02.2012
poniedziałek

Sery z Krainy Basków

20 lutego 2012, poniedziałek,

Parę lat temu ze zdziwieniem stwierdziłem, że Hiszpania też jest krajem obfitującym w sery. Podczas targów w Barcelonie uczestniczyłem w kilku serowarskich imprezach podczas których zajadałem się wspaniałymi serami popijanymi równie doskonałymi winami. Jednym z takich regionów cenionych przez miłośników serów jest kraj Basków. Wprawdzie tam jeszcze nie byłem ale opieram się na zdaniu fachowca i smakosza (nawiasem mówiąc mojego kolegi ze studiów od kilkudziesięciu lat mieszkającego w Paryżu) autora kulinarnego – Ludwika Lewina. Ludwik zaś twierdzi, że baskijskie sery są pyszne ponieważ „Owce pasą się na bogatej, dzikiej trawie, której różnorodność zapewnia mleku, a następnie serom, bogactwo aromatów, niemożliwe do osiągnięcia na monokulturowych, przez człowieka wysianych łąkach.
Na halach owczarze mieszkają w niewielkich „szałasach” – cudzysłów dlatego, że w rzeczywistości są one budowane z drewna i nawet z kamienia. Tam doją owce, tam też robią ser ardi gasna, co znaczy po prostu ser owczy. Ta nazwa pochodzi jeszcze sprzed rzymskich podbojów. Baskijscy owczarze są przekonani, że ich wyrób powstał co najmniej cztery tysiące lat temu (co pewnie jest lekką przesadą) i z całą pewnością starszy jest od roqueforta.
Sporządzane w górach sery znoszone są do wiejskich piwnic, gdzie dojrzewają. Ponieważ owce dają mleko od grudnia do czerwca, a potem zajmują się własną reprodukcją, sery „halne” stanowią tylko niewielką część produkcji, zdominowanej przez serowarstwo przemysłowe, ilość przerabianego przez nie mleka powoduje konieczność pasteryzacji i pozbawia je finezji, jaką odnajdujemy w serach z mleka naprawdę surowego. Nie mają też znaku jakości AOC.
Na szczęście między halami a fabryką są jeszcze niewielkie mleczarnie wiejskie, na ogół spółdzielcze, w których jakość nie przeszła w ilość. Ponadto wielu gospodarzom, którzy mają kontrakty z wielkimi firmami, zostaje trochę mleka przed rozpoczęciem i po zakończeniu kampanii przemysłowych. Z tej nadwyżki robią sery domowe, głównie na własny użytek, ale niektóre trafiają na targ i do pobliskich sklepów z nabiałem. Od dziesięciu lat, dzięki modzie na ekologię i bodźcom, do jakich należy znak jakości, wzrasta produkcja wiejska i domowa.
W tej różnorodności tkwi siła. Sery o kształcie młyńskich kamieni, ale nieco mniejsze, bo ich waga waha się między dwoma a pięcioma kilogramami, zmieniają smak w zależności od sekretów producenta, warunków i czasu dojrzewania. Ich barwa zmieniać się może od lekko złamanej bieli do ciemnej złocistości, przechodzącej nawet w pomarańczowość. Raz są miękkie i łagodne, kiedy indziej twarde i ostre. Niektóre rozwijają gamę górskich i łąkowych aromatów, inne z bardziej arystokratyczną finezją sugerują smak owocowy. Zadziwia, gdy twardy na zębie ser po prostu rozpływa się w ustach.
Twarożek owczy lekko zbliżony do polskiej bryndzy, mało był ceniony przez pasterzy. „Im starszy, tym lepszy” – brzmi popularna w Pirenejach dewiza. Od kilku lat pojawia się jednak w handlu więcej białych serów z tej krainy. W Paryżu i nawet za granicą dostać można między innymi brebiou w przypominających dachówki plastrach i świeży gastanberro (lub gastombere), sprzedawany w kubkach z wypalonej gliny.
Baskowie jadają ser z konfiturami z pigwy lub z ciemnych czereśni. Popijają miejscowym, czerwonym winem irouleguy, ale trudno ukryć, że madiran jest bez porównania lepszy. Ostatnio modne robi się jedzenie mocnych, pirenejskich serów z winem słodkim – juranconem i pacherenkiem.”

Miejmy nadzieję, że przez Paryż baskijskie sery ruszą dalej na wschód czyli nad Wisłę. Jeśli nie, to trzeba będzie się tam, do nich, pofatygować.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 98

Dodaj komentarz »
  1. Pirenejskie owcze sery bywają pyszne. Najlepiej kupować je na straganach w małych miasteczkach.
    Zastanawia mnie, z czego powinny być szałasy, jeśli nie z drewna lub kamienia. Nasi górale budują z drewna. W Pirenejach rzeczywiście przeważają kamienne. Szałasy to budynki, w których mieszkają pasterze owiec i tylko owiec. W Tatrach nie wszyscy używają tej nazwy. Są koliby i bacówki oznaczające z grubsza to samo. Nazwy szałas w Polsce zaczeto używać, gdy na Podhalu pojawili się wołoscy pasterze owiec, którzy szałasem nazywali dom, mieszkanie.
    W Pirenejach pasterze coraz rzadziej mieszkają ze swoimi owcami. To samo dotyczy krów. Zwierzęta pasą się na sporych obszarach, a pasterze dojeżdżają do nich czym się da. Szałasy stoją przez większą część roku opuszczone lub pozamykane na kłódki. To samo w Alpach. Krowy i owce spotkać łatwo, pasterzy trudno. Mam na myśli oczywiście hale wysokogórskie, gdzie zwierzęta spędzają lato.

  2. Jolinku 😀
    Jak wiecie zbieram książki kucharskie i właśnie w reklamie dostałam informację o kolejnej kuchni francuskiej. Przeczytałam opis i zapał mój przeszedł, bo przepisy są oparte na produktach z lokalnych targów i bazarów. Ja trochę tych targów widziałam i one mało przypominają nasze. Zresztą to jakoś tak jest, że jak się próbuje odtworzyć wakacyjne smaki i nawet przyprawy są oryginalne to potrawy nie smakują tak samo. To już nie to miejsce, nie ten czas, nie ten smak …

  3. @gospodarz:
    nie, to nie przesada;
    badania archeologiczne potwierdzaja obecnosc baskow(nazwa wlasna: euskaldunak) na tym terenie od 4 tysiecy lat.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. dla Pani Danuty dużo zdrowia .. 🙂

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Danuta_Szaflarska

  6. Dzień dobry Blogu!
    Biało od nowego śniegu, przejaśnia się…
    Szałas z gałęzi, który rozpadał się jeszcze przed „zasiedleniem” – tradycja biwaków harcerskich… Na szczęście były jeszcze namioty 😉
    Pirenejskie szałasy (majadas) są głównie kamienne, alpejskie (Alm- lub Alphütte) – drewniane na kamiennej podmurówce. Jak się chce zobaczyć pasterza, a raczej „bacę”, bo rolę pasterzy przejęły ogrodzenia z prądem elektrycznym, trzeba się dobrze rozejrzeć, czy gdzieś nie błyska. Jeśli błyska, to słońce odbija się w soczewkach pasterskiej lornetki 😉

  7. Stanisławie,
    akurat w Pirenejach i w ogóle na Półwyspie Pirenejskim pasterze jeszcze najczęściej przebywają wraz ze swoim stadem, bo tam jeszcze zachowało się zjawisko transhumancji, którego relikty spotyka się w Karpatach (redyk) i Alpach. O ile letni wypas krów na alpejskich halach w Szwajcarii jest doglądany przez pasterzy, o tyle owce puszcza się wysoko w górach samopas i dopiero jesienią szuka się ich i liczy ewentualne straty usiłując przypisać je wilkom – wtedy są odszkodowania 🙄

  8. Muzyka i obrazki z kraju Basków i dzień dobry 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=7i9Y5Eqemtk

  9. Szałas harcerski i pasterski to dwa zupełnie różne pojęcia. Harcerz budował szałas jako schronienie tymczasowe, co najwyżej na biwak parodniowy, ale i to wyjątkowo. Szałas harcerski był budowany z gałęzi i przykrywany pałatkami. Na obozy letnie niezbędne były namioty. Teraz nawet po szkołach nocuja, co trudno nazwać harcerstwem. Szałas był budynkiem trwałym, zamieszkiwanym stale lub tylko pomiedzy wiosennym i jesiennym redykiem.

  10. Już nie spicie?
    Witam Szampaństwo w środku nocy mojej. Danucie Szaflarskiej życzę wielu lat w zdrowiu – parę lat temu oglądałam znakomity film (bardzo polecam!) „Pora umierać” – komu jak komu, jej wcale nie pora!
    http://www.youtube.com/watch?v=CMmty_a59KE
    130 lat pani Danucie 🙂
    Idę dospać, jeszcze ptaki nie budzą…

  11. Od rana poczułem zapach sera!
    :::
    Witaj blogowa bando
    :::
    U mnie w ten weekend rządzą sery z okolic Kiloni
    skąd wróciła moja luba i przywiozła mi koszyczek śmierdziuszków

  12. Och,te Danuty ! Czy wszystkie takie długowieczne;-)
    Oby !!!

    Nemo-Twoje zdjęcie z owieczkami pt.Ciasno- rewelacja !

  13. Danuśka, 😀
    alpejskie owieczki luzem
    Po zejściu z hal niektóre stada przemierzają połacie środkowej Szwajcarii (Mittelland) pasąc się na gminnych łąkach przez całą zimę. Wówczas dogląda ich pasterz z psami. Jest takie prawo zezwalające wędrować po cudzych łąkach i wypasać na nich owce od listopada do marca.

  14. A co będzie, jeśli Stany Zjednoczone Ameryki Północnej zarządają od Szwajcarii karania wszelkich wypasów na ziemi należącej do obywateli amerykańskich? Tak przez analogię z ACTA przyszła mi do głowy taka ewentualność.

  15. Stanisławie,
    prawo szwajcarskie pod tym względem jest nadrzędne, żaden właściciel ziemi nie może mu się sprzeciwić, również nie może utrudniać np. przebiegu tras narciarskich. To nie polski ani amerykański partykularyzm 😉
    Poza tym nic mi nie wiadomo o zagranicznych właścicielach szwajcarskich łąk. Należą one albo do chłopskich gospodarstw, albo do gmin i żaden „Amerykan” nie ma tu nic do gadania 😎 Amerykanie chyba i tak preferują skrytki bankowe i sejfy oraz domy nad Jeziorem Genewskim lub w Gstaad, a nie posiadanie ziemi rolniczej, do której trzeba mieć fachowe uprawnienia albo ją oddać fachowcowi w dzierżawę.
    Jak mi się dziś zechce, to pójdę sobie polami i łąkami na nartach lub bez, i żaden właściciel mi złego słowa nie powie, ani psem nie poszczuje 🙂

  16. Stanisławie, jak Amerykanin kupuje ziemię w Szwajcarii to ta ziemia chyba podlega szwajcarskiemu prawu. Mógł Amerykanin jej nie kupować 🙂

  17. Nemo dokładnie wyjaśniła, jest tak jak myślałam.

  18. Kochani, ja o tej ziemi tylko przez analogię. Raczej w celu uzmysłowienia idiotyzmu ACTA. Pewnie, że w Szwajcarii ma obowiązywac prawo szwajcarskie, a w Polsce polskie. Jestem całkowicie za czerpaniem zysków z praw autorskich przez autorów, ale w ACTA chodzi głównie o prawa własności w gestii wielkich korporacji, które wcześniej autorów z tych praw ograbiły różnymi sztuczkami prawnymi i szantażem. Teraz domagają się, żeby cały świat ich grabież legalizowal. A sprzedają możliwość ograniczonego korzystania z tych praw tym samym podmiotom po wiele razy. W tej chwili wygląda na to, że cała sprawa padnie, przynajmniej w Europie. Gdyby przeszła gładko, kto wie, czy następnym krokiem nie byłaby próba wprowadzania innych amerykańskich porządków pod pretekstem ratowania jedynie słusznych form demokracji.

  19. Małgosiu, 🙂
    W Szwajcarii oraz innych regionach alpejskich, ale także na szwedzkiej Gotlandii, w południowym Schwarzwaldzie, Bawarii, w Hiszpanii (ejidos), Kanadzie (własność Korony) a także w krajach rozwijających się zachowały się tzw. Allmende (Commons) – wspólnie użytkowane tereny (pastwiska, lasy, drogi, zbiorniki wodne), do których dostęp w mniejszym lub większym stopniu swobodny mają członkowie wspólnoty, a także postronni obywatele.
    Zawłaszczanie tych terenów przez arystokratów w Niemczech doprowadziło do wojen chłopskich, a w Anglii przyczyniło się do powstania biedoty wiejskiej, która stała się źródłem siły roboczej w powstającym przemyśle.
    Dziadek mojego Osobistego miał udział m.in. w jednym ze wspólnych górskich pastwisk obliczony bodajże na półtorej krowy 😉

  20. Stanisławie,
    domyślałam się, o co Ci chodzi, ale akurat w odniesieniu do szwajcarskich pastwisk analogia jest moim zdaniem chybiona, bo są jeszcze możliwości obrony przed amerykańską hegemonią 😉
    Nie wiem, jak poradzi sobie Iran, zwłaszcza przy tej nagonce medialnej 🙁

  21. Ło rany,
    już myślałem że blog nam zaniknął a tu…
    Wprost przeciwnie, blog ma się nad wyraz dobrze i nawet temat całkiem do rzeczy, i wonny do tego.
    Tylko luba Brzucha mnie zafrapowała z tymi serami z Kiloni.
    Mnie tam Kilonia kojarzy się raczej ze szprotami, a po wonności jechałbym dalej na północ, do Duńczyków. No ale, jak dostała to i dobrze.
    Słońce wiosenne zlizuje od rana zeszklenie na kałużach, bo najpierw wczoraj nieźle popadało, a w nocy było ze cztery minus. Jak wyglądały rano drogi nie wiem, bo mam dzień urlopu i mogłem długo pospać.
    W tym sensie, miłego jeszcze dnia życzę.

  22. Oprócz terenów wspólnych były jeszcze tereny królewskie i pańskie, na których określone osoby, głównie chłopi z pobliskich wsi, mogli korzystać z serwitutów obejmujących zbieranie chrustu, jagód, drewna do budowy domu i wreszcie wypas bydła i owiec. Te serwituty znoszono stopniowo na poszczególnych ziemiach przez cały wiek XIX i na poczatku XX. Gdzieniegdzie jednak zachowały się do dzisiaj.

  23. A u nas są takie dziwolągi jak podzielony w czasie parcelacji las dworski, w którym działka przypadająca na 1 gospodarza ma 1m szerokości i 1 km długości. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie wskazać swój kawałek na gruncie.

  24. Pepegorze, Brzucho wie o kazdym serze w Polsce i Europie, który wart jest spróbowania. Nie musi jeździć aż do Danii czy Holandii, o Francji i Szwajcarii nie wspominając.

  25. W Szwajcarii nigdy nie było terenów królewskich ani pańskich oraz nie było (i nie ma) wielkiej własności ziemskiej. Zakusy Habsburgów rozwiał Wilhelm Tell 😉 , a wojny napoleońskie dały kres rządom patrycjatu i szlachty.
    I nie ma dziś w Szwajcarii jeziora albo brzegu rzeki, do którego dostępu broniłyby prywatne ogrodzenia i zakazy wstępu. Bo zbiorniki wodne są własnością wspólną całego narodu. Tam, gdzie przed wprowadzeniem tego zapisu konstytucyjnego prywatna własność utrudniała dostęp do wody, buduje się ścieżki, a nawet specjalne kładki nad wodą między posiadłością a jeziorem, bo brzegi są dla wszystkich.

  26. W Polsce teoretycznie brzegi są tez dostępne wszystkim, a ciek nie może być prywatną własnością. W praktyce bywa inaczej, a to ze względu na niski stopień poszanowania prawa zarówno przez obywateli jak i urzędników.

  27. Nemo, nie wszystko mi się w szwajcarskim prawie podoba, ale na pewno większość. Pomysł z ziemią jest przyjazny i chętnie bym go przeniosła na nasz grunt. Nie wiem dokładnie jak jest w Anglii, jest tam mnóstwo płotów i murków, ale też furtek z napisem ścieżka i można sobie przez takie pole wędrować.

  28. Stanisławie drogi
    Twoja opinia o mnie, onieśmiela mnie
    ja i taka wiedza o serach ..nie podejrzewam się o aż taką
    :::
    pepegorze
    doświadczenie mnie nauczyło, że sery są wszędzie
    lepsze, gorsze ..słowem – różne
    tamtejszy (kiloński) nazywa się 5 seen (5 jezior)
    taki smrodliwy limburczyk ..istna skarpeta

  29. (…)
    Marek Kondrat: Natura w taki sposób daje nam jakąś rekompensatę. Człowiek, kiedy jest młody, o ile jestem w stanie przypomnieć sobie ten czas, bez przerwy wspina się po tej drabinie. Bardzo często bezrefleksyjnie. Nie ma czasu. Po prostu gna. Natomiast starość, odbierając nam powłokę, daje refleksję, tę niespieszność, pogodzenie się z losem, z upływem czasu.

    Polska wydaje mi się niesłychanie żywa, bo bez przerwy coś nadgania. Czas na emeryturze jest urokliwy, ale poza naszym krajem. Jest tam inna organizacja życia, jest akceptacja dla starości, ci ludzie mają swoje miejsca, ogródki, kawiarnie. W Budapeszcie są piękne łaźnie, do których chodzą starzy ludzie. U nas nie ma takich mieszczańskich zwyczajów. Na wsi jest łatwiej, bo natura sprzyja człowiekowi.

    Cezary Łasiczka: W Polsce panuje kult młodości. Choćby program ”50+”, który mówił: walczymy z wykluczeniem ludzi po pięćdziesiątce. Ta pięćdziesiątka miała być taką granicą, kiedy to człowiek jest teoretycznie bezużyteczny, ale ”my im pomożemy”.(…)
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11186483,Marek_Kondrat___Jestem_wyznania_pawlakowego___NIECO.html
    😯
    Starość, bo ktoś ma 50+ ?! 😯
    50+ to jest starość?! Zdenerwowałam się okropnie 👿

  30. Najlepszą metodą na utrzymanie młodości jest przyjaźń z ludźmi młodymi. Sprawdzone! I polecam.

  31. Alicjo, i dlatego staram się przyjaźnić z Wami!

  32. Dzień dobry Wszystkim,
    Widzę, że Polityka postawiła na blogi – powstaje 7 nowych, chyba więcej tu tekstu niż w normalnych artykułach.
    Z zazdrością tylko można czytać o szwajcarskim i europejskim prawie własności, Stany to wciąż Dziki Zachód i jeszcze bardzo długo takim pozostanie. Głośna kiedyś była sprawa japońskiego turysty, który przez przypadek wszedł na prywatną posesję w Teksasie i natychmiast zginął od celnej kuli właściciela. Takie prawo – po co się tam szwędał.
    W Kolorado do dziś obowiązuje prawo, że kobieta, która jest sama w domu może strzelać bez ostrzeżenia, jeśli obcy mężczyzna przekroczy bramę posesji. 😯
    Z dostępem do wody jest zupełnie inaczej niż w Europie – dostęp jest tylko do brzegu oceanu, brzegi jezior i rzek mogą być prywatne i wtedy nikt nie ma tam dostępu.

    Milego tygodnia wszystkim życzę 🙂

  33. Nagrody „Polityki” dla mlodych artystow i naukowcow sa dla ludzi przed 40, a jak sie okazuje starosc zaczyna sie po 50. Zostaje tylko 10 lat na wiek dojrzaly i zjadanie serow baskijskich (n.b. do uwagi Byka o czterech milleniach Baskow w tym regionie dodam, ze owca byla bodajze pierwszym udomowionym zwierzeciem, wiec te 4000 lat owczego serowarstwa baskijskiego jest calkiem mozliwe).

  34. Nie jadłam serów baskijskich ale wierzę, że bywają dobre, bardzo dobre i znakomite, bo jak napisał Brzucho – sery bywają wszędzie.
    A u Pyr był najmniejszy możliwy mini-zjazd blogowy, czyli 2 domowe Pyry i Haneczka. Zgodnie z zamówieniem, do zjedzenia były szare kluchy i kapusta, a ja dostałam do przeczytania Pas – senta. Teraz urządzę sobie prasówkę, a potem wrócę w blogowe progi.

  35. Nowy,
    mnie bardzo nieprzyjemnie zaskoczyło, że jadąc po kanadyjskiej stronie jeziora Erie od Niagary do Detroit przez jakieś 100 km tylko w jednym miejscu napotkaliśmy publiczny dostęp do wody, a poza tym wszędzie straszyły tabliczki „No trespas-sing”. Jakoś inaczej to sobie wyobrażaliśmy 🙁 Nad oceanem w Kalifornii był dostęp do plaży, ale parkingi prywatne i płatne.

  36. Cichal,
    mówi się o beczce soli – owszem, to się sprawdza na lądzie, a na morzach i oceanach mała łajba i ich troje (jak to Jerzy T. mówił – nie pozabijają się przez te 2 tygodnie, to będzie cud).
    U nas dostęp do wody (jeziora, oceany, rzeki) musi być co 300 metrów, tzn. budować sobie można, ale tak, żeby co 300m ludziska mieli dostęp. Poza tym nikt nie ma prawa własności ileś tam metrów od brzegu (nie jest to dużo, parę metrów, ale zawsze to). To jest tak zwana królewska własność, czyli w skrócie – wszystkich obywateli tego pięknego kraju 🙂
    Zdarza się, że ktoś ma ileś tam hektarów prywatnej ziemi i tam jest jakaś kałuża. No – to jest już tylko jego własna kałuża, bo i tak publika tam nie wejdzie.
    Ale w mojej prowincji jest tyle jezior, że dla każdego starczy z nawiazką 😉

  37. Tak samo jest tutaj, na wschodnim wybrzeżu. W Hamptons, gdzie pracuję nie ma miejsca dla „normalnego” zjadacza chleba. Bogaci wszędzie załatwili sobie zakaz parkowania, a na maleńkim, wiecznie zatłoczonym parkingu trzeba zapłacić $40.00 za dzień, niezależnie jak długo chce się zostawić samochód. To była kropka nad i w podjęciu decyzji przez moją A. o tym, by tutaj nigdy nie mieszkać na stałe (było wiele innych powodów też).

  38. Tacy będą z nas staruszkowie, jakimi chcemy być. Moją ajdolką jest od ubiegłego roku pani Irena, Szwajcarka po 80-tce, która dwadzieścia lat temu zaczęła pływać na Darze Młodzieży. No to tak samo jak ja. Po 60-tce. Znaczy, ja dopiero zaczęłam, więc przyszłość przed sobą widzę świetlaną.
    A jeśli ktoś ma chorobę morską albo nie ma forsy na szlajanie się po morzach i oceanach (chociaż moja przyjaciółka, emerytowana nauczycielka, jak się zaparła i poskładała do świnki, to w rok popłynęła na Karaiby) – to też ma mnóstwo możliwości; tylko przeważnie musi je sobie sam stworzyć. Ale dlaczego właściwie we wszystkim liczymy na państwo?
    Powinno się myśleć do przodu – poczynając od wyboru zawodu. O, się rymło. Niechcący. Kondrat ma mnóstwo racji: praca może sprawiać przyjemność. Tylko trzeba zawczasu się zastanowić, czego się nauczyć, żeby tę przyjemność mieć. No i w jakiej specjalności się kształcić, żeby nie okazało się, że 90% absolwentów nie będzie miało zatrudnienia – bo coś się zmienia w otaczającym nas świecie. A zmienia się bardzo szybko – niemniej można to śledzić. Należy. I też się zmieniać. Tempora mutantur et nos… itd.
    Nasze szkoły nie kształcą ludzi myślących samodzielnie, niestety. Przynajmniej w większości. Tak będzie, dopóki zawód nauczyciela nie zacznie być naprawdę dobrze opłacany, a selekcja do tego zawodu musi być o wiele surowsza niż dziś. Co ja mówię – dziś jej w ogóle nie ma. Sfrustrowani nauczyciele kształcą sfrustrowanych absolwentów, którzy przeistaczają się w sfrustrowanych i roszczeniowo nastawionych dorosłych. Kółko się zamyka i kręci w najlepsze.
    Są ludzie, którzy doskonale się czują narzekając – u nas jest ich mnóstwo, co stwierdzam z prawdziwą przykrością (a już bardzo nie lubię, kiedy wygłasza taki spostrzeżenie jakiś obcokrajowiec…).
    A taki – z szacunkiem! – Cichalino wsiada se na łódkę i straszy pelikany na Zatoce Meksykańskiej, czy gdzie tam go fantazja zaniesie. Alicja włazi na marsa, co daje nadzieję, że wedle siedemdziesiątki wlezie na top grota. Pyra rzondzi i nie narzeka. Znaczy da się fajnie żyć i po pięćdziesiatce.
    Właściwie same komunały tu popisałam, ale czasem mnie tak nachodzi i muszę wyrzucić z siebie trochę oczywistych oczywistości.
    A jeszcze mamy wino i sery (ave, Brzucho!), i szare kluchy, i fuagrasy, i rum, johoho…
    Żiwot je cudo.
    W każdym wieku.

  39. My zjedlismy w weekend pyszna fete. Kolega powiedzial o greckim sklepie, wiec podjechalem rano w sobote a tam trzech staruszkow obsluguje. Rece im sie trzesa ale chlopaki wesole, uprzejme i sie czekalo calkiem milo w kolejce. Poprosilem o grecka fete i staruszek do beczki sie pochylil zeby wyciac porcje. Gleboko bylo i sie przestraszylem, ze mi wpadnie do srodka i bedzie klops a nie feta. Staruszek jednak rzesko z beczki wychynal z kawalem sera w rece. Niemal idealnie funt. Doswiadczenie. Oliwek kalamata pojemniczek, oliwe i pite wzialem i pysznie bylo. Goscie przyszli i poszli. Pieczen wieprzowa sie udala. Salatka grecka z ta feta rewelacyjna. Sam ser zjedlismy niemal na poczekaniu z goscmi. Wspomnialem, ze u Grekow z beczki prosto z Grecji nie zadne podroby. Owce mleko daly, Grecy ser zobili no i musialem postawic na stol. Przed obiadem „Nelson’s Blood” z lodem. Gin, wina i wodecznosci poszly z baru sobie. Nauczylem naszych miejscowych znajomych pic wodeczke z kieliszkow i tak poszla przy obiedzie. Wina mniej poszlo 🙂

  40. Polecam również sery z rejonu Cabrales znajdującego się w Księstwie Asturias. To chyba najsłynnejsze hiszpańskie sery i zdecydowanie warte grzechu 🙂

  41. Malgosiu W.,
    przepraszam, nie czytalam wczoraj.
    Tak, ja wstawiam do zimnego, na 200C po 20 min.zmniejszam na 160C.
    Podczas pieczenia spryskuje woda 2 x i pieke ok. 50 min.
    Wczorajsze ze slonecznikiem wyszly wyborne.

  42. 1. trzeźwa jestem zupełnie;
    2. do mojego stanu psych. nawet jamnik nie ma zastrzeżeń;
    3. prasówkę zakończyłam dopiero co i jeszcze teoryjek żadnych na tej podstawie wymyślić nie wymyśliłam. Gdybym zaś myślała długo, a nawet do pomocy zaprzęgła Nisię (wymyślaczkę zawodową) i blogowy zespół wymyślaczy – amatorów od naszej zupy jarzynowej, i tak by mi się nie udało pobić rekordu beletryzacji rzeczywistości. Otóż dwoje autorów „niezależnego forum publicystów” – skądinąd znanego jako Salon24 wymyśliło i do wierzenia podało:
    1.p.poseł A.Macierewicz musi pójść do psychiatry, bowiem nie udowodnił ani ona sam, ani jego zespół parlamentarny, że nasza delegacja 10 kwietnia w ogóle dotarła do samolotu i żywi ludzie do tej maszyny wsiedli. Mógł ich p.Tusk wytłuc w kraju, a premier Putin tylko to uwiarygodnił w Smoleńsku!
    2. Drugi niezmiernie utalentowany „publicysta niezależny” wymyślił, że b.płk. b.WSI p.Tobiasz, któremu się ostatnio zmarło na imprezie, został utłuczony też przez miłościwie nam panującego, bo pozycja Putina słabnie w Rosji i już się nie należy bać jego ludzi w naszych urzędach.
    Upiornie pracowity nasz premier wydaje się „niezależnej opozycji”,a iluż jeszcze wrogów do utłuczenia zostało…!

  43. Wymyślam nie przerywając snu.
    Dzisiaj śnił mi się osioł. Bardzo miłe zwierzątko. Znalazłam go w jakimś korytarzu i zabrałam do miasta tramwajem. Karmiłam jabłkiem w plasterkach. Potem gdzieś mi znikł. Czy ktoś wie, co to może oznaczać???

  44. Przepis na zupę z serem pleśniowym, bierzemy garnek zupy i na wierzch wrzucamy, byle jaki ser. Odstawiamy w ciepłe i nasłonecznione miejsce aż ser się pokryje pleśnią. Nie polecam!!!

  45. Yurek – żeby wyhodować pleśń na zupie, nie trzeba marnować dobrego i drogiego sera/ Sama urośnie w „dobrych” warunkach.

  46. Nisiu, 😆 😆 to oznacza, że musisz sama zrobić wolne miejsce na półkach książkowych – na następne tomy i tomiki. Żaden osioł tego za Ciebie nie zrobi. 🙁

  47. Pyro, nie na mojej, znika po ugotowaniu w moim żołądku, gotuję co dzień żeby świeże jeść.

  48. Znalazłam przepis na sałatkę śledziową z baskijskim serem Etorki. U nas jeszcze chyba nie można go kupić. Ale myślę, że można go zastąpić innym owczym (oscypkiem?). Może spodoba się Wam ten przepis? 🙂 http://est-ouest-est-ouest.blogspot.com/2012/02/kolacyjna-salatka-sledziowa.html

  49. Asiu, mnie się bardzo podobały te dorodne śledziki na zdjęciu u góry…
    Sałatka może być sympatyczna z różnymi serami, byle bez octu balsamicznego. Co ja zrobię, że nie lubię. Żadnego. Może sobie być najbardziej balsamiczny na świecie. Już się nauczyłam prosić w restauracjach, żeby mi nim nie ozdabiali talerza – teraz taka moda, wszędzie chlapać balsamico.
    A ja miałam dziś na obiad szczyt przaśności: krupnik z wczoraj, pozostała kasza ze skwarkami i dwa jajka sadzone. Jakąś roślinność zjem osobno.

  50. Na poniedziałek 27.02. Teatr TV zaprasza na przedstawienie „żywe” w wyk. W.Pszoniaka i P.Fronczewskiego – sztuka francuskiego autora „Skarpetki”Trzeba sobie przygotować wolny wieczór.

  51. siedmiu nowych wspanialych blogierów!!
    „myjcie sie dziewczyny( i geje), bo nie znacie dnia, ni godziny,,,”
    nemo
    20 lutego o godz. 14:47
    bravo helvetia!

  52. Uśmiecha się do mnie śledź, który robiła moja Babka Waleria – tłusty, dobrze wymoczony w mleku śledź (wyfiletowany, odarty ze skóry) podzielony na kawałki szer. ok 4 cm, ułożony na porcjach jarzynowej sałatki zrobionej tylko z włoszczyzny za to ze sporą ilością posiekanych jajek i jabłka ,zalany sosem z gęstej kwaśnej śmietany i majonezu – pół, na pół. Z przypraw tylko sól, pieprz, odrobina cukru i (chyba) szczypior czy szczypiorek. Młoda wyjeżdża, to ja mogę sobie zrobić – ciekawa jestem, czy wróci do mnie jeden ze smaków dzieciństwa.

  53. Byku – chyba cytujesz Konopińskiego – nie jest to (w tym wypadku, na tym miejscu) najlepszy cytat roku.

  54. dzisiaj sürkeborat, losos z rusztu, ziemniaki z wody i…
    (raz na kwartal) ulubione cygaro rossiniego.

  55. nie – cytuje boy´a, o odpowiedzi, niestety, nie znasz…
    zostaje przy jednej butelce(0,5 litra) tokaju
    helau und alaf!

  56. Ani Boya, ani Konopińskiego lecz Sztaudyngera. I bez „bo”, bo to psuje rytm 🙄

  57. Witaj, Hulio 🙂
    i się nie zniechęcaj czekaniem. Na początku tak jest i trzeba o sobie przypominać, choćby powtarzając wpis

  58. a gacie, to nie nalkowska tylko beckham?

  59. Ten „odzew” już ma taaaką brodę, że mógłby być i Mojżesz 😉

  60. @hulio:
    nie pije do ciebie tylko do hartman gbr;
    (na boku: widziano najsztuba jak sie nawraca, ale na co?)

  61. @nemo:
    przepraszam, zapomnialem, ze tu tylko awangarda.

  62. Racja, fraszka p.Jana, mój błąd ale zastrzeżenia do „występu” Byka nie zmieniam.

  63. Byku, 🙂
    na Blogu, gdzie większość bywalców była już dorosła lub prawie dorosła w „burzliwych” latach siedemdziesiątych, gdzie wszyscy powtarzali te same grepsy… 🙄
    Poczekaj trochę, aż zagości tu Alois, wtedy będzie można powtarzać co dzień to samo i nikomu nie będzie przeszkadzać 😉

  64. z lamusa, albo jak czas leci…
    ceny krawatow:
    1995
    kwasniewski – 1500 zl
    kaminski – 150 zl
    2012
    kwasniewski – 453,21 zl
    kaminski – 5000 zl

  65. Po Czechach Bułgaria zakazuje sprzedaży polskich jaj od kur trzymanych w klatkach niespełniających wymogów. W dalszym ciągu istnieją w Polsce fermy (przeciętnie po 100 tys. kur), gdzie kura ma do dyspozycji 350 cm. kw. wobec normy 550 cm. Arkusz A4 ma 624 cm. kw.
    Od stycznia 2012 klatki mają też mieć minimum 35 cm wysokości. To ile mają dotyczczasowe? 😯

  66. dotychczasowe

    Przepraszam, że nie o serze. Już nie będę.

  67. Wiosna, z ciemnego nieba dochodzi wołanie żurawi.
    Nemo, a już chciałem nieśmiało zapytać, czy to nie aby Sztaudynger, ale Ty jak zwykle.
    A skoro już tak, to rzucę pytanie z głupia frant i nie na temat: Jak to jest, jak gość przekraczający mój próg mówi do mnie „witam”. Ja sobie wtedy myśle, przepraszam, to ja tu chyba witam jako gospodarz stojący przy własnym progu. Prawda to, że witać to wyłącznie moja rola?

  68. Masz racje Pepe! Mnie to też wnerwia. Wszyscy „witają”. Kiedyś pisało (mówiło) się: dzieńdobry, cześć itp. No cóż, nowe czasy, nowe formy.

  69. „ja nie z soli, ani z roli, tylko z tego co mnie boli…”
    jan z kolna

  70. Byku, masz problem? Sądzisz, że momentalnie Nemo Cię poprawi?

  71. Syndrom samotności czy procentów?

  72. Pyro,
    Tak cicho dzisiaj na blogu, że mogę Ci podać opis o który prosiłaś kilka dni temu – jak robię kotlety wołowe na grillu. Każdy na Blogu to wie, ale skoro taka prośba padła – więc spełniam.
    Przede wszystkim kupuję najlepsze mięso jakie mogę znaleźć w sklepie. Kawałki muszą być grube conajmniej 2,5 – 3,0 cm. Mięso smaruję z dwóch stron sosem do grilowania i zostawiam na 2-5 godzin, na ile mogę. W tym czasie otwieram wino i próbuję 😉 Rozpalam ogień i czekam aż węgiel się dobrze rozżarzy. Kładę mięso, piekę po kilka minut z każdej strony, nie dłużej niż 5 – 6 minut i gotowe. Można sprawdzać widelcem czy miękkie, jeśli staje się coraz twardsze, trzeba szybko zdejmować z ognia, bo szybko twardnieje. Ten na zdjęciach troszkę mi się przypalił (musiałem odebrać telefon), ale i tak był bardzo dobry (dla mnie).
    https://picasaweb.google.com/takrzy/Steak#slideshow/5710659556872446130

  73. Owszem Nowy,
    zwęglenia na towarze wyraźne i szkoda, ale przekrój w sam raz – więc gratuluję!
    Cichalu, dziękuję za wsparcie, myślę, że obaj mamy rację.

  74. Nowy! Absolutnie tak! Sos jacka danielsa! Też black label. Używam i pracuje.
    Nisiu i Nowy. Spróbowałem byłem Ron Zacapa Solera Gran Reserva dwudziestotrzyletni! „Niebo w gębie” to byłby pejoratyw! Coś nieprawdopodobnie znakomitego. Zagłębiam się…

  75. Dobranoc, jutro znowu trochę pracuję.

  76. @cichal:
    jeszcze raz dziekuje za palme!
    dobrze rozdajesz!

  77. Byczku Roztomiły! Ale to Tobie ona odbiła.. Nie dziękuj…

  78. Byczku Roztomiły! To Tobie ona odbiła! Nie dziękuj…

  79. Zdublowałem byś skumał!

  80. Witaj Hulio 🙂

    W ten sposób zwracam się do osób nowych na tym blogu i tych którzy byłi przez dłuższy czas nieobecni. Nie używam „cześć” bo nie chcę się spoufalać, a „dzień dobry” także nie. U mnie jest jeszcze „dobrego popołudnia, a u Ciebie być noże już noc głucha. Jak powitać Echidnę aż strach pomyśleć – być może „dobre jutro” byłoby idealne. Tak czy inaczej wyrażam swą dumę z tego, że jednak na starość zupełnie nie oślepłem. Wyrażam życzliwość, a nawet, póki nowy przybysz nie zasiądzie przy stole, unoszę się z gracją młodego boga z mego krzesła i unoszę kąciki ust do góry 🙂

    Pepegorze – Bycie witanym przez nowego gościa jest tą samą niespodzianką co „kto mówi?” gdy to Ty telefon odbierasz. Nie powinno tak być, a jest 🙂

    Gdybym to ja pierwszy powitał Hulię słowami „Witaj,Hulio” ryzykowałbym dobrotliwy komentarz Nemo – „Placek to wszystkich wita i używa zbyt wielu przecinków”, ale dzięki temu jestem coraz bardziej szwajcarski. Reasumując – gdy bociany powracają z Egiptu witam je serdecznie, przez pierwszy tydzień używam „dzień dobry”, a potem już „cześć”. W odpowiedzi słyszę „kle-kle-kle”, ale bardzo to lubię 🙂

    Tyle o serach baskijskich i ACTA 🙂
    (w tym wpisie)

  81. @cichal:
    strzelisz sobie w stope i ktos jest winien,
    tak zawsze zeglujesz?

  82. Placku jesteś smaczniejszy niż mój rum 23-letni! Cześć!

  83. Pragnę podkreślić, iż nie wiem kto pisze pod wpływem czego. Tego nie wie nikt i to nie moja sprawa. Jestem na tym blogu dzięki Kasprowiczowi, by się serem najeść i Polską urżnąć.

    „Witajcie, kochane góry,
    I, witaj, droga ma rzeko!
    I oto znów jestem z wami,
    A byłem tak daleko!”

    ………………….”tęsknota co ku wam pędzi duszę”.

    Parę miesięcy temu poznałem Amerykanina. Okazało się, że jest także Baskiem. Nie miał przy sobie beretu czy sera, ale wyglądał zupełnie jak człowiek 🙂

  84. Muszę się z Wami podzielić dzisiejszą przygodą. Jadę Ci ja drogą a tu napis na małym pawiloniku ” Paczki today” Myślę (zdarza mi się) jakiś polski sklep, wysyłają paczki. Podjechałem. Się okazało, że jest to cukiernia, która na Mardi Gras piecze autentyczne polskie pączki! Niestety prostaczkom ogonek się zgubił!
    Liczą nie licho 14.95 za tuzin, za sztukę 1.75 dol.

  85. @pepe:
    jeszcze raz, po raz ostatni, wracajac do gaucka:
    „den pfaffen als könig wollen wir nicht haben”
    die bürger von luzern (1543)

  86. No i co Cichalu kupiłeś te pączki? Dobre?

  87. Cichalu -Tabliczki mnożenia także się nie boją, a interes kwitnie. Rozkoszny zapach wolności 🙂

    Ciekawostka – Brzucho światowej kinematografii 🙂

    Ciekawy film.

  88. MałgosiuW. Nie kupiłem. To (głupio się przyznać) nie jest mój budżet. Jestem wiekowym emerytem (coś tam dorabiam) a kochając żeglowanie muszę liczyć każdego centa.

  89. Malgosiu! Abstrahując od sentymentów, nie liczyłem, że będą dobre.

  90. Cena tych pączków iście zaporowa!

  91. Cichal, Pepe,
    Dzięki!

    Nie wiem, czy jeszcze ktoś tutaj jutro zajrzy, ale i tak chcę Wam zadać pytanie – zagadkę –
    Co to jest? Dla ułatwienia podam, że to nie jest fajka, a przyrząd został kilka dni temu przywieziony z Etiopii.
    https://picasaweb.google.com/takrzy/Zagadka#slideshow/5711426522470853506
    Dobranoc 🙂

  92. dzień dobry …

    Nowy ja bym używała tego młoteczka do masażu twarzy …

    Pyro nastawiłam sobie przypominacz na 27 lutego by obejrzeć ten teatr na żywo …

    z komentarzy wynika, że o serach hiszpańskich mało wiemy ..

    z wpisywaniem komentarzy jakieś kłopoty na serwerze Polityki … 🙁

  93. te sery z pirenejów są przepyszne ,bo to co produkują polskie firmy to dziadostwo