Honor ponad wszystko

Chyba robię się coraz bardziej marudny. Ostatnio narzekałem na chamstwo pleniące się na szyldach restauracji i zajazdów oraz – co oczywiste, lecz jeszcze groźniejsze – także na stołach w tych lokalach. Moje rozterki zostały wsparte przez wiele Waszych komentarzy. Ucieszyłem się więc, że nie jest ze mną tak źle. Nasza grupka smakoszy marzy o subtelnych smakach, poprawnych (nie śmiem powiedzieć – doskonałych) manierach, humorze wysokiego lotu. A to promieniuje. Mam więc nadzieję, że spośród około trzydziestu tysięcy osób, które co miesiąc odwiedzają nasz blog znajdzie się choć parę tysięcy takich, które nasze rady i komentarze potraktują serio. A jeszcze lepiej, by rozpowszechniały je pośród swoich znajomych, przyjaciół, rodziny. Przecież nie tylko złe zachowanie i niesmaczne dania dają się łatwo upowszechniać. Uwierzmy w to, że dobro też może być zaraźliwe!

Ostatnio kilka razy trafiłem w restauracjach na kiepskie jedzenie. A to ciasto pierogów było nadmiernie grube i twarde, a mimo to pękające. Wewnątrz farsz był przez to wodnisty. Ale nawet woda nie wypłukała smaku nieświeżego mięsa. Pierogi zostały zwrócone do kuchni, ale kucharz nie zareagował. Nie dostałem nic świeżego w zamian. A nawet nie usłyszałem przeprosin. Tyle tylko, że przy rachunku pierogów nie uwzględniono. I to dobre. Przy kolejnej wpadce tego lokalu podam jego pełną nazwę i miejscowość, by ostrzec ewentualnych nieświadomych gości.

smacznego450.jpg

Zniesmaczony Piotr Adamczewski. Rys. Piotr Socha

Jeszcze częściej trafiam na bazarach na niesolidnych, czy wręcz – oszukańczych sprzedawców: a to podrzucą mocno nadgniłą pomarańczę pośród pięknych owoców, a to w pęczku świeżych marchewek znajduję dwie zwiotczałe i wyschnięte, a otoczone wianuszkiem tych ślicznie się prezentujących, a to usiłują mi wtrynić rybę ze zmętnianymi oczkami i siniejącymi skrzelami. Oczywiście łatwo wyławiam te złe produkty i – na ogół – zmieniam miejsce zakupów. Ale nigdy nie spotkałem się z zawstydzeniem widocznym u sprzedawcy. Oni najwyraźniej uważają, że handel polega na tym, by klienta oszwabić. I nie rozumieją, że w ten sposób tracą i klienta, i reputację. No bo tak prawdę mówiąc co to takiego ta REPUTACJA?!

Jeśli już zapomnieliśmy, co to jest dobra reputacja i honor (np. kucharza), warto przypomnieć tę historię:

Znany jest w historii gastronomii przypadek śmierci spowodowanej nadmiernym poczuciem honoru. Oto pan Vatel – szambelan księcia Kondeusza – przez dwanaście dni i nocy przygotowywał wielką ucztę na cześć króla Ludwika XIV. Przyjęcie miało miejsce w Chantilly w czwartek 27 kwietnia 1671 roku. Salon udekorowany był żonkilami, a stoły obficie zastawione. Podczas uczty okazało się jednak, że na dwóch stołach zabrakło pieczystego. Vatel zbladł i siedzący w pobliżu słyszeli jak mamrotał pod nosem:

To plama na moim honorze, nie zniosę tego.

Nie pomogły zapewnienia księcia, że przyjęcie było nadzwyczaj udane, a wpadka z pieczystym zupełnie drobna. Pan szambelan był niepocieszony. Na domiar złego, następnego dnia, rankiem, zawiedli dostawcy ryb i owoców morza. Przybył tylko jeden. W tym momencie honor mistrza został tak boleśnie zadraśnięty, że tylko krew mogła zmyć tę hańbę. Vatel pobiegł do swej komnaty, gdzie trzykrotnie przebił się własnym mieczem. Nierzetelni historycy podawali, iż szambelan księcia Kondeusza zginął nadziawszy się na rożen. Naoczni świadkowie jednak potwierdzili, że nie był to przyrząd kuchenny, lecz miecz ze szlachetnej stali.

Szkoda tylko, że tej historyjki nie przeczytają ci, którym ją zadedykowałem.