Słodko i bezpiecznie

 

Bezpiecznie czyli nietucząco. To marzenie wszystkich łasuchów może być wreszcie spełnione. Za przyczyną roślinki, której używają od wieków Indianie z Ameryki Południowej. Guarani i Mato Grosso do słodzenia swojej tradycyjnej mate zawsze używali liści rośliny zwanej miodowy liść – kaa’-hee’. W Polsce roślina ta znana jest pod nazwą stewia i jest blisko spokrewniona z chryzantemą.

Dostałem doniczkę z sadzonką stewii od kolegi, który z kolei otrzymał ja od przedstawiciela Coca-coli. Sam nie jest miłośnikiem ogrodnictwa więc przysłał doniczkę do mnie na wieś. Nie wiedział biedak, że i ja nie jestem wielbicielem hodowli roślin. Podarunek jednak wsadziłem do zielnika pomiędzy rozmaryn a kolendrę. Zobaczymy co z tego wyrośnie. Może się rozwinie, bo teraz codziennie leje i ja nie muszę pamiętać o podlewaniu.

Nadgryzłem jeden listek i potwierdzam, że to wielka słodycz. Tyle tylko, że lekko przełamana goryczką tak charakterystyczną dla wszelki ziół i traw. Jak wyczytałem w instrukcji obsługi stewii, którą dołączono do doniczki, można ją już kupić w supermarketach w dziale warzywno-ziołowym, gdzie stoi pośród innych roślin w doniczkach. Można też kupić suszoną stewię lub jej ekstrakt.

Jeden listek zalany wodą w szklance daje niezwykle słodki napój. Instrukcja zaś zapewnia, że napój to zupełnie nietuczący, mimo że jest trzysta razy słodszy od cukru. Słodycz stewii drażni ludzkie receptory smaku ale listki nie są trawione przez nasz system żołądkowy więc nie dostarczają energii i nie tuczą.

Kolejną zaletą tej słodkiej rośliny jest to, że nie szkodzi ona zębom i nie powoduje próchnicy. Jest bowiem niestrawna nie tylko dla ludzi ale i dla bakterii. Dziwi mnie tylko fakt, że we wszystkich filmach dokumentalnych o Indianach z Ameryki Południowej widać ludzi z poważnymi ubytkami w szczękach. Być może to plemiona nie korzystające z dobrodziejstwa stewii.

Znawcy tematu twierdzą, że jest ta roślinka doskonałym lekiem przeciwbakteryjnym i przeciwgrzybicznym, obniża także ciśnienie krwi. Same zalety!