Wesołych Świąt!

pysanka77.JPGJuż kończą się w moim wiejskim domu przygotowania do wielkanocnego śniadania.

Korzystając z chwili wolnej, życzę Wam wszystkim, przyjaciele z blogu „Gotuj się” Wesołych, Smacznych i Zdrowych Świąt.

Nie zapomnijcie też o lanym poniedziałku. Ale z umiarem i kulturą.

A jeśli znajdziecie chwilę czasu, to przeczytajcie obszerny fragmenty wspaniałej książki „Przy polskim stole” autorstwa Krystyny Bockenheim, a wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie. To jest właśnie lektura na święta.

A moje prywatne wynurzenia zamieszczę dopiero we wtorek. No to wesołego jajka!

lowiec77.JPG

 

Po rygorach wielkiego postu i Wielkiego Tygodnia, w którym szczególnie w środę, piątek i sobotę wstrzymywano się od jedzenia, Wielkanoc była okazją do powetowania sobie długiej powściągliwości. Jakkolwiek święto jest niezwykle uroczyste, nie ma ono tak refleksyjnego charakteru jak Boże Narodzenie. Radość powrotu do życia, wiosny, nadziei sprzyja kontaktom towarzyskim i dobremu apetytowi. W czasie tych świąt ludzie chętnie się odwiedzali, a główny niedzielny posiłek, święcone, sprzyjał – co tu dużo mówić – obżarstwu, wybaczanemu jednak przez Kościół.

Jajo jest symbolem nowego życia, odrodzenia, wiosny. Na stole oprócz święconego jajka znajdowały się pisanki, czasem bardzo pięknie malowane. Obowiązkowo znajdował się tam baranek z chorągiewką, symbol niewinnie umęczonego Chrystusa. Baranek w dawnych wiekach robiony był z masła, później coraz częściej z cukru. Zachował się opis baranka, ofiarowanego królowej Marii Kazimierze przez Włocha Alfieriniego w 1685 r. Był on pokryty puchem łabędzim, naśladującym wełnę i miał chorągiewkę wielkości 8 cali, na której wypisano słowo „Alleluja” 18 250 razy, to jest tyle. ile dni przeżyła królowa. Po naciśnięciu sprężyny baranek się podnosił. Włoch otrzymał od Marysieńki pierścień, na którym widniał napis „Alleluja” wykonany z brylantów.

pasztetPION.JPGStół wielkanocny był stołem obfitości, uginał się od mięsiwa i ciast. Jednym z najwcześniejszych opisów święconego jest relacja Michała Pszonki, dworzanina hetmana Jana Tarnowskiego, opisującego w liście do żony śniadanie wielkanocne, na które zaprosił hetmana z dworem rajca krakowski Mikołaj Chroberski. Autor podkreśla wspaniałe urządzenie mieszkania, bogate stroje i biżuterię, wreszcie smakowitość potraw. „Mięsiwo miało cudną powłokę z tłuszczu, w różową barwę wpadającą. Pomiędzy tymi misami stały figury z ciasta przedniego, wyobrażające dziwnie zabawne historyjki. Poncjusz Piłat wyjmował kiełbasę z kieszeni Mahometa, a wiadomo, że Żydzi i Turcy nie jedzą wieprzowiny, więc to na nich epigramma było pocieszne. Na samym środku stołu stał dziwnie piękny baranek z masła, wielkości naturalnej owieczki; ale ja bych za cały stół rad był wziął baranka z masła jemu oczy, a wszakoż to były 2 brylanty jak laskowe orzechy w czarnej oprawie, alias pierścienie ukryte w maśle, których tylko tyle widać było, ile potrzeba na okazanie oczu. Tego baranka, na którym wełna maślana nie do poznania była od prawdziwej, robiła sama Imci Panna Agnieszka z rodzicem swoim. […]

baba77.JPGPomijam inne drobniejsze rzeczy aza już czas przystąpić do najważniejszych, które i Wasze, Salusiu niemało sobie lubujesz, to jest: do kołaczów, placków, jajeczników, mączników i Bóg spamięta ich miana, tych cudaczków rozmaitych, które otaczały jeden najpoważniejszy kołacz. Kołacz ten był owalowy, cyrkumferencji z ośm łokci, jeśli nie więcej, a jakeśmy tylko weśli do Izby to nam już pachniał swojemi przyprawami. Po brzegach koło niego stały różne figurki: Święci dwunastu Apostołowie udani jak żywo; a wszystko z ciasta […]. W środku stał Zbawiciel nasz Pan Jezus Chrystus z chorągiewką, a nad nim unosił się anioł na druciku u szabaśnika izdebnego nieznacznie w górze zawieszony, i zdawało się jakby leciał po niebie i z gęby wychodziły mu słowa: Resurrexit sicut discit! Alleluia! Inne placki wyobrażały rozmaite zjawiska. Zabawiła mnie kąpiel, bo to był jeden taki placek, co miał w środku sadzawkę z białego miodu i wyglądały rybki i nimfy kąpiące się, a kupid strzelał do nich z łuku…

Pan hetman po złożeniu życzeń i zjedzeniu święconego pożegnał się mówiąc: „Używajcie Waszmość Panowie hojności gospodarza, a skromnie „. Autor kończy relację: „W otwartości, szczerości i affekcie staropolskim odbywaliśmy tę na chwałę Pana Boga katolicką biesiadę; każdy pożył co chciał, nikt się nie zalał, ale przy wesołym alleluia rozeszliśmy się…” Doprawdy, mimo brylantów i alegorycznych scen na stole daleko jeszcze do saskiego braku umiaru.

Z okresu baroku pochodzi wielokrotnie cytowany opis stołu wielkanocnego u wojewody Sapiehy w Dereczynie, z 1. połowy XVII w.:

kielbasky77.JPG„Stało cztery przeogromnych dzików, to jest tyle, ile części roku; każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, alias szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu całkowitym tych odyńców. Stało tandem dwanaście jeleni, także całkowicie upieczonych, ze złocistymi rogami, ale do admirowania nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias zającami, cietrzewiami, dropiami, pardwami. Te jelenie wyobrażały dwanaście miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste, tyle, ile tygodni w roku, to jest pięćdziesiąt dwa, całe cudne placki, mazury, żmujdzkie pierogi, a wszystko wysadzane bakalią. Za tym było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. Każde było adornowane inskrypcjami, floresami, że niejeden tylko czytał, a nie jadł. Co zaś do bibendy: cztery puchary, exemplum czterech pór roku, napełnione winem jeszcze od króla Stefana. Tandem 12 konewek srebrnych, z winem po królu Zygmuncie, te konewki exemplum 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek także srebrnych in gratiam 52 tygodni, było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. Dalej 365 gąsiorków z winem węgierskim, alias tyle gąsiorków, ile dni w roku. A dla czeladzi dworskiej 8700 kwart miodu, to jest ile godzin w roku.”

Nie ma wzmianki, ilu gości pożywiło się tą masą jadła, ale zapewne nikt nie wyszedł głodny.

klulik77.JPGŚwięcone rzadko przybierało tak monstrualne formy. U ludzi zamożnych na stole znajdowało się zawsze pieczone prosię, trzymające w pysku pisankę, ponadto szynki, kiełbasy, salcesony, które nie uchodziły bynajmniej za poślednią wędlinę, pieczone mięsa na zimno, pasztety, czasem ryby, no i ciasta.

Podstawowym ciastem wielkanocnym były od stuleci baby drożdżowe, sporządzane według kosztownych przepisów. Ciasto z dziesiątków żółtek jest delikatne i baby w trakcie pieczenia łatwo „siadały”, czego efektem bywał haniebny zakalec. Jakość bab była wizytówką gospodyni.

I co tu mówić o naszych dzisiejszych stołach wielkanocnych. Smacznego!
 

fot.: CC by flickr