Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego

30.12.2013
poniedziałek

Na wysokiej zamku wieży…

30 grudnia 2013, poniedziałek,
… taras widokowy leży. A niego rozciąga się panorama wielkiego miasta z jednej strony a pola z wyraźnie rysującą się górą Ślężą z drugiej. Góra ta w czasach pogańskich była miejscem świętych zgromadzeń. Wdrapałem się więc niemal na sam szczyt mijając po drodze kamienne kultowe rzeźby. A wszystko to po to, by nabrać większego apetytu i móc pofolgować sobie w lokalu przeznaczonym dla łasuchów.
Tuż za granicą wspaniałego i wciąż rozkwitającego Wrocławia,  leży Ślęza. Ułatwia do niej dojazd pobliska obwodnica i autostrada wiodąca w kierunku Katowic z odgałęzieniem do Warszawy. I warto z tych wspaniałych szos zjechać do niewielkiej miejscowości, bo jej ozdobą jest Zamek Topacz. A w Zamku poza Muzeum Motoryzacji z interesującą  kolekcją aut jest hotel i miejsce o którym winni marzyć prawdziwi smakosze – restauracja.
Zanim jednak opiszę com tam jadł, kilka słów o historii tego miejsca. Według niemieckiego wydawcy, księgarza i pisarza Aleksandra Dunckera zamkowa wieża obronno-mieszkalna została zbudowana przez templariuszy w celu zapewnienia bezpieczeństwa podróżującym kupcom. Historia obiektu, którego pierwszą budowlą była dwupiętrowa wieża obronno-mieszkalna na planie prostokąta z nawodnioną fosą, sięga początków XIV wieku. Na początku XVI w. wieżę podwyższono o jedną kondygnację z tarasem widokowym na szczycie.
W latach 1586-1600 posiadłość należała do Heinricha von Vogta. Jego następca w roku 1618 dobudował do wieży renesansowy budynek. W XIX wieku miała miejsce następna rozbudowa. Dostawiono wówczas kolejny budynek oraz podwyższono wieżę o jeszcze jedną kondygnację. Od roku 1638 do 1659 dwór należał do rodziny von Waldau, a w latach 1699 do 1741 do Hansa Christiana von Rotha. W roku 1870 ówczesny właściciel, hrabia von Köningsdorf, sprzedał posiadłość założycielowi spółki  cukrowniczej Rath Schöller&Skene, która pozostawała w ich posiadaniu do II Wojny Światowej. W czasie wojny żaden z budynków nie ucierpiał. Po wojnie zaś w części pomieszczeń funkcjonował zakład wychowawczy, którego pensjonariusze pracowali przy zakładaniu pól ryżowych w Gospodarstwie Rolnym Lasowa. Rok 2002 to początek ponownej świetności obiektu, który dzięki nowym właścicielom zostaje wyremontowany i przygotowany jako ekskluzywny obiekt hotelowo-konferencyjny.
Wszystkie budynki leżą w 37 hektarowym parku z rzeczką i sporym stawem. Jest więc gdzie (biegając lub choćby spacerując) tracić kalorie zyskane w zamkowej restauracji, której karta dań przyprawi o zawrót głowy każdego smakosza. Można też – jak ja to zrobiłem – pojechać do miasteczka Sobótka i wspiąć się na Ślężę.
Podczas pierwszej kolacji uwiódł nas aromatem czerwony barszcz z kołdunami pełnymi grzybów. Intensywny zapach – i jakże nietypowy dla barszczu – uzyskał on dzięki truflom. Taki wstęp zapowiadał nie byle jaki ciąg dalszy. Wśród przekąsek było np. foie gras podawane w sękaczu i doskonały kozi ser zapiekany z brzoskwiniami. Z dań głównych wyróżnić zdecydowanie należy sandacza w towarzystwie szyjek rakowych w śmietanowym sosie oraz kruchutkie, ale i soczyste jednocześnie, zrazy radziwiłłowskie faszerowane kaszą.
Takich wspaniałości jest jeszcze wiele. I mięsnych, i rybnych, i warzywnych. Są też desery z których polecam zwłaszcza sorbety, pozwalające zniwelować w mig uczucie przejedzenia. Tutejsza kawa wyraźnie mówi, że jesteśmy o kilkaset kilometrów bliżej Włoch niż moja rodzinna Warszawa.
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 35

Dodaj komentarz »
  1. Brzmi smakowicie, widoki i okolice kuszą, niestety ciutki jakby za daleko dla nas na wycieczkę krajoznawczo-kulinarną. Może kiedyś…

    Spędziłam pracowity dzionek (kolejny) przesadzając i dzieląc kolczaste kwiatki. Sąsiedzi zostali obdarowani, reszta czeka na innych odbiorców w osobach znajomych. Łapki bolą, kark również, jako i nóżęta. Ot los domorosłego ogrodnika.

    Pozdrowiątka od zwierzątka
    Echidna

  2. Dobry blog. Pozdrawiam.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Upiornie pracowicie mi te ostatnie dni roku wypadają. Teraz piszę krótką notkę, bo przysiadłam dla odpoczynku, ale już w woku czeka obiad – „chińszczyzna a’la polacca” Podobno Chinki wracają do domu i za 20 minut ryż z kaczką (albo innym padłem) warzywami i sosem wjeżdża na stół. Nie wiem jak one to robią, bo mnie zabiera to 2 godziny intensywnej roboty. Dostałam tę wyższą ( z dodatkiem starczym 200 zł) emeryturę i pocieszono mnie, że jeżeli dożyję setki, to moja emeryturz zwiększy się dwukrotnie. Chyba się nie opłaca.

  5. Myślę, że podobnie jak obiad w 15 minut polecany przez Jame Oliver’a – czyli produkty i półprodukty przygotowane czekają jedynie na proces gotowania.

    Mięsko w marynacie przygotowane wieczorem poprzedniego dnia, warzywa zawczasu kupione, ryż nie wymaga dwugodzinnego gotowania, plus kolejność czynności i masz gotowy obiad w 20-30 minut bez konieczności posiadania skośnych oczu.
    I chyba podstawowa rzecz – czy to mięso, czy warzywa nie trzyma się ich na woku dłużej niż kilka minut. Sama popełniałam ten błąd więc wiem o czym mówię.

    Z pamiętnika szalonej gospodyni:
    Nastawiamy ryż, mięso (to z marynaty) pokrojone cieniutko w plasterki 3-4 cm frrruuu na rozgrzany olej nie dłużej niż 3-4 minuty i won z woka, warzyw nie gotujemy lecz surowe i pokrojone w małe cząstki na wok i na dużym ogniu fiku-miku kilka minut po czym dodajemy mięsko, rosołek z przyprawami (najlepiej kurzy) zagotowujemy wszystko i do zagęszczenia 1 łyżeczka mąki kukurydzianej rozbełtanej z 2-ma łyżeczkami wody. Ryż w tym czasie jest już ugotowany i obiad gotowy. Jak mam przygotowane składniki w ww sposób przygotyowanie chińskiego papu zajmuje około pół godziny. Dłużej gdy zaczynam wszystko od ab ovo.

    E.

  6. Echidno – wszystko to prawda. Ja kroję te stosy warzyw, grzybów i innych dóbr długo. Potem smażę króciutko, ale wszystko osobno, kolejno, potem to mieszam, doprawiam, zaprawiam, znowu zagotowuję hurtem, wsypuję półtwardy ryż, da capo all fine, wreszcie kostki ananasa z sokiem i śmietanka kokosowa z piekielnymi papryczkami. Wszystko mit – razem – do kupy – trwa.

  7. Pasjami uwielbiam czytac takie notatki! Panie Piotrze, w 2014 prosze podrozowac, zbaczac z utartych szlakow i dzielic sie historiami 🙂

  8. Pyro, jak muszę szybko zrobić „chińszczyznę” to używam mrożonki Hortexu. Wierzę, że Twoje ręcznie krojone warzywa i osobno smażone dają lepszy smak, są pewnie jędrniejsze, ale dwie godziny … Jestem za leniwa 🙁

  9. To ja 🙂

  10. Kolejny obiad, indyczka, pasztety… ech te swieta, konca nie widac pysznosci 🙂

  11. Małgosiu – no, przecież dlatego się buntuję, bo też jestem leniwa. Tylko, że przyzwyczaiłam rodzinę do takiego postępowania, a kiedy dzisiaj otwarłam paczkę „warzyw na patelnię” to składał się wsad tego cudeńka w 3/4 z ziemniaków. Całe szczęście, że miałam 2 jędrne pomidory, 2 papryki i 30 dkg pieczarek tudzież jakąś włoszczyznę. A Synuś przychodził na obiad i cóż pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz, tylko złapiesz się za nóż.

  12. Pyro, dla emerytury się nie opłaca. Ale dla setki TAK 🙂

  13. Chińszczyznę faktycznie przygotowuje się biegiem, jeśli z mięsem, to maksymalnie 30 minut. Najpierw wrzucamy mięso (pokrojone w cieńkie paski), w tym czasie kroimy warzywa i od czasu do czasu mieszamy mięso w woku.
    Mięso gotowe w mniej więcej 10-15 minut wyjmujemy z woka, wrzucamy warzywa na KILKA minut, wszystkie jak leci, nie ma sensu obsmażać każde z nich osobno. Warzywa mają być gorące, ale Boże broń nie ugotowane, ani nawet nadgotowane!
    Na koniec wrzucamy z powrotem mięso, skrapiamy soją, mieszamy i gotowe, można dodać mleczka kokosowego i przypraw, chińskie jedzenie jest z reguły dość ostre. To taka najbardziej podstawowa chińszczyzna (według mojej synowej).
    W chińskiej kuchni daniem zabierającym najwięcej czasu jest pieczone prosię, bo to jest proces bardzo powolny.
    Kaczki w pół godziny raczej nie można upiec 😉

  14. Czy hoduje sie raki? Kiedys na jeziorach lapalismy i gotowali w wodzie z koprem, etc. Ciekawe czy teraz sie je hoduje bo podejrzewam, ze w jeziorach to chyba niewiele juz zostalo? Czy moze sprowadza z zagranicy?
    Dzien coraz dluzszy 🙂

  15. Pzedstawił się nam ktoś o zawołaniu „To ja”. Milo mi, że to Ty i co dalej?

  16. Pyro.
    Nie pytaj , moga byc klopoty.

  17. Pyro,
    „warzywa na patelnię” nie nadają się do tego co gotujesz. One są daniem zdecydowaniem europejskim. Do chińszczyzny są specjalne mieszanki chińskie, bez ziemniaków, kukurydzy itd.- w różnych proporcjach: marchew, kiełki fasoli Mung, papryka, por, pędy bambusa, grzyby Mun. I faktycznie robi się chwilkę, szczególnie z kurczakiem, bo on najszybciej się robi.

  18. „Bez paleczek to i Mao nie zje chinskiego”
    „Zlote mysli yyc”. Niedlugo wydaje tomik. $9.95, wysylka $12.95. Tak na wszelki gdyby ktos chcial go miec 🙂
    Inne chinskie zlote mysli to:
    „Glowa Mury nie przebijesz”.

  19. W mysl staromezopotamskiego przyslowia Nabuhodonozora Drugiego Mlodszego „jak sie wyspisz to sobie poscielisz” zabieram sie za hodowle rakow. Szlachetne w cenie beda sprzedawane wylacznie w PiP-ie 🙂

  20. Obiad dzisiaj prosty. Poledwica wieprzowa.
    Skwierczaco zarumieniona na patelni w jagodach jalowca, rozmarynie, oregano, w szalotkach, czosnku, soli i pieprzu z nutka papryki czerwonej slodkiej wegierskiej.
    Obtoczona ziolami w oliwie z oliwek hiszpanskich i sojowym sosie w piekarniku 30 minut pieczona po skwierczeniu na patelni. Na koniec bez pokrywy dorumieniona i zaprawiona smietana slodka i maka z ziemniakow polskich zagrodowych. Sos w tenze sposob wyczarowany smakuje jakoby zywcem ze zajaca byl dzikiego otrzyman a poledwica jako comber urocza i swem wygladem jak i smakiem.
    Ogorek polski malosolny ze slojow piwnicznych przywleczon akompaniowal owej poledwicy bedzie.
    Wina slusznego jeszczem nie suplikowal ale zamierzam te niedopatrznosc naprawic umsylnego wysylajac czyli siebie samego do pobliskiej winiarni Hopfera. Na koniec ziemniak „zlotem Yukonu” zwanem bedzie ugotwan w wodzie czystej zrodlanej a zatem do poledwicy dodan.

  21. yyc.
    Ummmmm, pycha.

  22. Yyc, raki tylko szlachetne, lokalne, regionalne, slow i z wody źródlanej itd a wtedy cena może szybować jak chcesz 🙂 A czemu to akurat raki, jak nie sezon teraz ? W polskiej tv mówią, że u ROMka nadal prądu nie ma, po pożarze kampusu bodajże, to chyba nawet konserwy już mu wyszły 😯

  23. Duze M, raki bo Gospodarz na wiezy zjadal szyjki to mi tak sie zebralo 🙂
    ROMek w domu juz ma prad a w szkole to nie wiem, przyznam, co sie stalo? Prywatka ostrygowa za to sie odbyla bo prad akurat tam byl, wiec sie naotwierali muszelek jak dzieci nad morzem 🙂
    U nas zima, nieco sypie, mrozi, ale jutro juz slonce i maciupkie minusy.

  24. Duze M: prad jest, ale ja czekam teraz na snieg, bo kupilem narty biegowki, gdyz jedzenia bylo ostatnio tyle, ze czas sie wziac za odchudzanie.

  25. Aha widać mało kontaktowa jestem 🙂 . Ja tez zwróciłam uwagę na te szyjki, bo bardzo rzadko są widywane w menu.
    Oficjalna wersją braku prądu w całym bodaj Toronto jest ( według tvn24 ) nie tam żadne fryzyjskie deszcze tylko pożar na uniwersyteckim kampusie, który był chyba ze 2 tygodnie temu 😯 .

  26. errata – w campusie lub kampusie a nie na oczywiście

  27. ROMek – cieszę się, że wszystko w porządku u Ciebie – telewizja kłamie 🙂 U nas to odchudzanie chyba dopiero po 6 stycznia będzie miało sens.

  28. Ok, czas na owoce. Polecam papaya z pasiflora a nawet dwoma 🙂
    Reportaz z instrukcja obslugi. Otoz: bierzemy papaye najlepiej dojrzala, rozcinamy, czyscimy z pestek i nadziewamy pestkami (miazszem) pasiflory. Jak na zalaczonych obrazkach. Bierzemy srebrna lyzeczke (jesli nie mamy akurat srebrnej pod reka moze byc zlota) i sie zajadamy. Pasiflora lekko cirpka, kwaskowa idealnie sie suplikuje z przepyszna slodka papaya 🙂 Do tego dzisiaj proonujemy wino z chile z „central Valley” cabernet sauvignon/carmenere, tutaj organiczne, ale tylko dlatego ze bylo na przecenie czyli z $13 na 8.50 wiec pijemy organiczne 🙂 Bardzo dobrze pasuje do slodkawej papayi z lekko jezyk laskoczaca pasiflora. Polecam bardzo 🙂
    https://picasaweb.google.com/117780101072784579146/PapayaZPasifloraMarakuja?authkey=Gv1sRgCPjCk9rQkrv-Kw#slideshow/5963336900471173442

    Zastrzegm, ze ze wzgledu na pozna pore w Europie zamieszcze ten wpis jutro od nowa 🙂

  29. Henryku, tak pycha a do tego ta papaya… 🙂

  30. Dodam moze tylko, ze ta pasiflora mniejsza pomarszczona fioletowa lepiej pasuje do papayi jako, ze to wlasnie ta jest lekko jezyk szczypiaca, kwaskowata i do slodkosci papayi lepiej sie nadaje.

  31. yyc,

    Sprowokowales mnie wiec sie pochwale. 🙂 Papaya z pasiflora.

    http://youtu.be/baPPqmNd36k

    Troche dziwnie brzmi nazwa pasiflora. Niczym niebezpieczna bakteria.

    Nazwa „passion fruit” lepiej brzmi. No ale tlumaczenie tej nazwy jest, jakie jest.
    Zima, czyli teraz, kiedy temperatura jest okolo 25C na wyspie Maui podloze lasow tropikalnych jest pokryte „passion fruit” (bede uzywala tej nazwy). Dojrzale owoce wielkosci duzych sliwek spadaja z drzew. Jest nie sposob przejsc bez rozdeptania tych pachnacych I smacznych owocow. Rozdeptana miazga wydaje bardzo intensywny, slodki I piekny zapach, ktory roznosi sie na duze odleglosci. Kazde zwierze lacznie z czlowiekiem oblizuje sie po dotkniecie tego wspanialego owocu. Kto sie nie oblizuje duzo traci i przynajmniej wdycha piekny zapach.

    No, ale nie jestem teraz na wyspie Maui I pozostaja wspomnienia zapachu I smaku. Jesli ktos tam teraz jest to Aloha.

  32. No prosze. Napisalam brzyćkie slowo i komentarz jest u cenzora. Probuje jeszcze raz.

    yyc,

    Sprowokowales mnie wiec sie pochwale. 🙂 Papaya z pasiflora.

    http://youtu.be/baPPqmNd36k

    Troche dziwnie brzmi nazwa pasiflora. Niczym niebezpieczna bakteria.

    Nazwa „p a s s i o n fruit” lepiej brzmi. No ale tlumaczenie tej nazwy jest, jakie jest.
    Zima, czyli teraz, kiedy temperatura jest okolo 25C na wyspie Maui podloze lasow tropikalnych jest pokryte „p a s s i o n fruit” (bede uzywala tej nazwy). Dojrzale owoce wielkosci duzych sliwek spadaja z drzew. Jest nie sposob przejsc bez rozdeptania tych pachnacych I smacznych owocow. Rozdeptana miazga wydaje bardzo intensywny, slodki I piekny zapach, ktory roznosi sie na duze odleglosci. Kazde zwierze lacznie z czlowiekiem oblizuje sie po dotkniecie tego wspanialego owocu. Kto sie nie oblizuje duzo traci i przynajmniej wdycha piekny zapach.

    No, ale nie jestem teraz na wyspie Maui I pozostaja wspomnienia zapachu I smaku. Jesli ktos tam teraz jest to Aloha.

  33. Szczęśliwego Nowego Roku!

  34. Witam. Przejeżdżałem koło tego zamku ostatnio. Piękne miejsce