Słodkie i głośne obrazki

Jak głęboko Japończycy i ich kultura są związani z przyrodą, porami roku, czasem dnia i nocy. Można to zrozumieć czytając niespiesznie „Japońskie słodycze” Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek, które znów tu przytaczam. Warto!


„Od samego początku cukiernictwo rozwijało się w tym samym kierunku, co inne sztuki. Najważniejsze było to, aby łakocie oddawały ducha pór roku. Japończycy są narodem wrażliwym na piękno natury, a zmiany zachodzące w przyrodzie na przestrzeni roku zawsze były silnym źródłem inspiracji. Odpowiednio przygotowane słodycze swoją formą, kolorystyką czy nazwą musiały jednoznacznie wskazywać, do jakiego okresu w roku nawiązują. Sprzedawanie wiosną w sklepie ciasteczek w formie czerwonych, jesiennych liści klonu to w Japonii coś niewyobrażalnego. Zaserwowanie niewłaściwie dobranych łakoci podczas bankietu czy ceremonii herbacianej to nie tylko objaw ignorancji, ale również braku kultury i obycia. Umiejętność kompozycji zapachu kadzideł, perfum, odpowiedni dobór elementów kimona czy podanie zbalansowanego posiłku to w kulturze japońskiej przejaw dobrego smaku. Dopasowanie słodyczy do pory roku (a często nawet do konkretnego miesiąca) to dopiero połowa sukcesu, ważna jest bowiem również kwestia techniczna. Łakocie muszą zaskakiwać, przywoływać miłe wspomnienia, rozbudzać emocje i wyostrzać smak. Stają się małymi manifestacjami szczęścia, miłości, wdzięczności, a przed wszystkim serca włożonego w ich przygotowanie. Cukiernik nie może pozwolić sobie na niedbałe wykonanie czy nieodpowiednie proporcje. Wszystko musi być robione zgodnie z recepturą, a sukces zostanie osiągnięty w momencie, kiedy jedzenie będzie w pełni odczuwalne pięcioma zmysłami.
To jak pachną słodycze, jest również bardzo istotne. W tradycyjnym cukiernictwie na zapach, kolor, smak mają wpływ tylko naturalne składniki. Także obecnie nie dodaje się syntetycznych zapachów czy aromatów. Ze względu na dobór produktów łakocie pachną subtelnie i lekko. Ich aromat przywodzi na myśl woń kwiatów, świeżej trawy czy zbóż.
Doznania słuchowe wywołuje rozdzielanie słodyczy na mniejsze kawałki lub bezpośrednie ich spożycie. Krakersy ryżowe czy ciasteczka chrupią, gdy przeżuwamy ciągnące się mochi, mlaszczemy, a jeszcze inny odgłos powstaje w momencie wbijania się zębów w miękką pastę z azuki. W kulturze europejskiej konsumenci rzadko zwracają uwagę na dźwięki wydawane przez jedzenie, podczas gdy w krajach azjatyckich słuch jest równie ważnym receptorem w czasie delektowania się pożywieniem.
Ostatnim zmysłem, jakim oceniają jedzenie mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni, jest dotyk, a dokładniej to, jakie wrażenia zmysłowe wywołuje zetknięcie się jedzenia z ustami i językiem. Bardzo ważne jest zatem odpowiednie dobranie faktury jedzenia. Najlepiej jeśli jest ona bardzo zróżnicowana. Jedząc daifuku – ciasteczko w miękkiej ryżowej skórce, ze słodkim nadzieniem z pasty z fasoli azuki – najpierw dotykamy językiem gładkiej, jedwabistej powierzchni, dokładnie takiej same jak w przypadku ciastek ryżowych mochi, by później poczuć niejednorodną, miękką formę pasty.
Wagashi stworzone przez wprawnego cukiernika są w stanie w ciągu kilku sekund zapewnić eksplozję doznań. Istotnym elementem celebracji jedzenia jest również to, by nigdy nie jeść zbyt dużo.”

Też jestem podobnego zdania i wstrzemięźliwości przy stole od lat namawiam. A z jakim skutkiem…?