Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

28.05.2013
wtorek

Kropla drąży mój zmysł smaku

28 maja 2013, wtorek,

Coraz częściej producenci alkoholi starając się podbić rynek i zdobyć nowych klientów angażują najwybitniejszych projektantów, którzy puszczają wodze fantazji i tworzą nowe kształty butelek oraz opakowań. Czasem bywa, że te opakowania stają się dziełami sztuki i ich cena jest znacznie wyższa niż to co przechowują w swoich wnętrzach. Tym razem – na szczęście – do tego nie doszło. Zarówno butelka jak i jej zawartość są zachwycające. Sprawdzałem i to w dobrym towarzystwie bliskich przyjaciół znawców.

Pininfarina to firma założona przez Battista Pininfarinę w latach 30-stych XX wieku, projektująca luksusowe marki samochodowe. Pierwszym autorskim autem był model Pininfarina Floryda 2, którą nestor rodu zaprojektował dla siebie w 1957 roku. Pod rządami syna, Sergio Pininfariny, firma weszła na rynek przemysłowy i stała się międzynarodowa. Pod jej szyldem powstały wspaniałe projekty motoryzacyjne m.in. Maserati, Alfa Romeo, Jaguara.
O klasie włoskiej marki świadczy fakt, że od 1952 roku Pininfarina jest jedynym projektantem sportowych aut – Ferrari. Naturalnym etapem rozwoju było powstanie w latach 80-tych XX wieku Studia Pininfarina Extra. Działa ona poza sektorem motoryzacyjnym. W ciągu 25 lat Studio zrealizowało ok. 500 projektów z różnych obszarów, w tym projektów przemysłowych związanych z innymi formami transportu m.in. łodzie
i samoloty, ale także  opakowania – w tym butelki słynnych trunków.
Chivas Regal 18YO to wyjątkowy blend stworzony przez Colina Scotta, master blendera Chivas Brothers. Na jej bogactwo smaku składa się ponad 20 najrzadziej występujących whisky single malt. Wyróżniają go: charakterystyczna, intensywnie bursztynowa barwa, wyraźnie wyczuwalny aromat suszonych owoców i maślanego toffi, aksamitny smak czarnych czekolad i nut kwiatowych z odrobiną słodkiego aromatu dymu.
Dzieło sztuki powinno odzwierciedlać podejście do życia i wartości jego autora – ta idea przyświeca tworzeniu projektów przez Pininfarinę. Paolo Trevisan, szef teamu projektującego dla Chivas Regal 18YO uważa, że projektant powinien rozumieć klienta, jego świat i tożsamość, aby móc dla niego stworzyć coś wyjątkowego. Dlatego jego pierwszym krokiem była wizyta w Strathisla, destylarni Chivas Regal i spotkanie z twórcą Chivas Regal 18YO – Collinem Scottem, master blenderem. Ze wspólnych rozmów znakomitego projektanta i mistrza komponowania whisky zrodził się pomysł wykorzystania kropli, jako symbolu współpracy.
Dla Chivas Regal kropla to naturalny symbol – to właśnie pojedyncze krople składające się na finalną kompozycję blendu świadczą o jego wielkości. Pininfarina zaś symbolizuje powietrze. Dla nich kropla odzwierciedla aerodynamikę kształtów, z którą są utożsamiane ich projekty.
Te wszystkie słowa to oczywiście próba namówienia amatorów whisky do sięgnięcia po butelkę Chivas. Tyle tylko, że muszą oni wiedzieć na co narażają swój portfel. Prawdziwi miłośnicy whisky skłonni są zapewne do takich poświęceń.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 136

Dodaj komentarz »
  1. Ach, butelki! Jedno z moich żywszych wszczesnoszkolnych wspomnień związane jest z tym szklanym opakowaniem. Oczywiście nie była to butelka wódki, ale mała buteleczka po perfumach. Która najprawdopodobniej przywędrowała, w paczce, do prowincjonalnej, szarej, Gomółkowskiej Polski z krainy cudów i dobrobytu. Z Ameryki. Buteleczka miała przecudny kształt. Króliczka albo zajączka. Była bajecznie kolorowa. I po otwarciu, mimo, że pusta, wydzielała niebiański zapach.
    Tę buteleczkę podarowała mi dziewczynka z innej szkoły. Nie wiem dlaczego podarowała mi ten skarb, bo przecież nie byłyśmy zaprzyjaźnione. Buteleczka natychmiast ustawiła mnie w hierarchii towarzyskiej o wiele szczebli w górę. Trzba było specjalnych zabiegów, żeby zostać dopuszczonym do oglądania, powąchania tego cudu. Oczywiście napełniłam ją kranówką. Pięknie pachniało. I pokropienie kroplą tej wytwornej mikstury stanowiło najwyższy stopień wtajemniczenia i celebry. Puchłam z dumy 😉
    Niestety, któregoś dnia koleżanka poprosiła o zwrot buteleczki. Twierdząc, że mi ją jedynie czasowo pożyczyła. Był to ogromny cios 🙁
    Oddałam buteleczkę. Ale w klasie nie przyznałam się do tego, w jaki sposób ją utraciłam. Cierpiałam podwójnie. Kłamałam w żywe oczy, że buteleczka, zbiegiem nieszczęśliwych wypadków, została rozbita. Tym sposobem moja pozycja wzrosła jeszcze bardziej. Zostałam otoczona nimbem współczucia z powodu przeżycia tego wyjątkowego dramatu.
    Oczywiście opłakałam buteleczkę nie raz.
    I tak to tandetne, jak to teraz widzę, małe szklane opakowanie stało się źródłem emocjonalnych uniesień i burz. Wspominam to z rozbawieniem i z rozrzewnieniem 😆
    Przeżycia małoprawdopodobne w dobie nadmiaru.

  2. Jagodo – W dowód wdzięczności za okruch Twych uczuć.

    Śnieżny króliczek

  3. Dzień dobry,
    Jagodo – piękna opowieść 🙂
    Co powiecie na tę butelkę? 😀 : http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/95449/7085abf7eaeceec0ff528ea1797abfe0/

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Asiu – Bardzo chętnie, ale może tylko mały kieliszeczek. Prowadzę komputer.

    Nie wiem kim jest ta para, ale to chyba śniadanie.

  6. Placku, dziękuję. Mój króliczek był kolorowy, radosny, z uszami do góry, tyle, że pusty 😉
    Asiu, dominowały wtedy takie butelki po czystej i occie 🙂

  7. byku
    prosze badz dzis bardzo ostrozny

    znajda sie dzis i tacy co ten sznaps cenia bardziej niz swiecona wode. inni pojda jeszcze dalej i beda klepac, ze tym napojem pisac mozna historie kultury 😆

    to przeciez najzwyklejszy pszeniczny sznaps zabarwiany karmelem. tak tak, to ten sam barwnik co znajduje sie w drewnianych beczkach. a ze ceny plynu sa niesamowite na rynku, to wzbudzaja rowniez zainteresowanie w podgrupach.

    byku badz ostrozny, kropelka do kropelki i opary sam bedziesz zlizywal 🙁

  8. Dłoń

    Stół, z drewna godzin, z
    ryżem i winem.
    Będzie się
    milczało, jadło, piło.

    Dłoń, którą pocałowałem
    świeci ustom

    paul celan (1920 -1970)

  9. „Butelek ci u nas dostatek”: http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/163072/6079444757141c1522316d348f914d03/
    Placku – może tu coś wybierzesz? 🙂

  10. @ogonek:
    tak,bede uwazal;
    burze ida ze szwecji, barometr stoi na change 29,3

  11. I znów te wtręty obcojęzyczne tudzież inne anglikanizmy: auto, model, project, nestor, Romeo, sektor, blend, whisky single malt (a nie swojskie whiskey!!!), nut, aromat, toffi, aerodynamika, dzieło sztuki!…
    😐 😐 😐

    … ➡ Tercecie Egzotyczny, do dzieła, na działa!…
    and yes, they CAN… and they shall pu–u-rify (the sons of…)

    🙄

  12. Nikt nie może zaprzeczyć moim profetycznym zdolnościom 😉
    Dokładnie miesiąc temu odbyłam „pielgrzynkę” w te rejony:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Speyside_single_malts

  13. a cappello dodaj jeszcze ogromna prace –> joby 🙄 jakie spadaja na byka 😆

  14. hydro 73, temp 12 °c,, se, 3 bf,
    schiff ist klar, bierzemy butelki i kurs spiewajac…
    moja tuba:
    „wir lagen vor madagaskar und hatten die pest an bord…”
    eins, zwei, drei…

  15. Najpiękniejsze i najciekawsze opakowania mają niewątpliwie alkohole i perfumy.
    Ładne opakowanie(tak jak pięknie podane danie) to już połowa przyjemności 🙂
    Tu opakowanie dla miłośników jazzu:
    http://delikatesy.swidnica.pl/product.php?id_product=546

  16. Lajaresie, Byk jest zdatny chłopak, da se rade w każdym dżobie i arbajcie 😎

  17. …właśnie…

  18. Danusko –> jedna i druga branza jest ambitna i za wszelka cene chca stworzyc cos szczegolnego

    skoro jest se trzy bf to juz zmykam nad ocean

    dzieki byku za info 😆

  19. „Żytniówka Czyszczona i Koniak Żytni z wytwórni Zdzisława Tarnowskiego w Dzikowie”: http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/96812:1/

  20. „Wiśniak z wytwórni Zdzisława Tarnowskiego w Dzikowie”: http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/96820:2/

  21. I na koniec zestaw alkoholi firmy „Baczewski”: http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/96784:1/
    🙂

  22. Wyczerpanych flakoników perfumowych trzymam, owszem, kilka. Ale nie dla ich kształtów* a wyłącznie dla wspomnień chwil (zdarzeń, pór roku, trybów życia, miejsc pobytu, ciuchów, wreszcie LUDZI), jakie wiążą mi się z danym pachnidłem.

    Łyski? Tu konserwatyzm bije na głowę i alarm – dla piosenek, które znamy dobrą cenę znaleźć, i juszszsz! 😎
    _________
    *które można foto-utrwalić a obiekt wyrzucić bez mrugnięcia okiem; poza tym nie wymyślono jeszcze opakowania tak doskonałego (niektóre rzeczywiście rewelacyjne – cóż mogą (jak powiedziano wyżej) spore profit margins!)… by za chwilę, sezon, dwa, nie pojawiło się jeszcze doskonalsze, bardziej wysmakowane, zaskakujące

  23. Butelka dla „milosnkow jazzu” w ksztalcie saksofonu jest rzadkiego szkaradzienstwa, wstyd taka do gosci wyciagnac. 🙂
    A to jest prawdziwa butelka ery jazzu, dzis juz klasyczna:
    http://womacksofbawtry.co.uk/zencart/index.php?main_page=product_info&products_id=637

  24. A fe; żargon anglo-polnijny i już.
    Butelka, która nie była tak kolorowa, jak wonejący flakonik Jagody, ale podobała mi się niezmiernie w dzieciństwie, to duży dwustronnie płaski, a po obrzeżu sześciokątny, krysztaowy flakon na wodę toaletową, stojący na maminej toaletce. Zachwycający, z zielonym, jedwabnym kutasikiem i sporą guszką gumową do aplikatora. Nieraz dostawałam po łapach za niepotrzebne rozpylanie pachnidełka. Potem, kiedy już byłam w liceum podobała mi się butelka od wody „chypre” (?) – kula z fasetowego szkła, krótka szyjka, szklany, docierany korek. Mówiąc nawiasem zamknięcie było bardzo szczelne, a że butelka mi się podobała, rodzina była zmuszona zużyć 4 porcje specyfiku, żeby w naszej apteczce przez co najmniej 20 lat stały w nich: jodyna, genciana fioletti, zieleń paryska i olej rycynowy. Teraz już inaczej wygląda i damska półka w łazience i środki opatrunkowe w apteczce. Polskie opakowania alkoholi też bywają pomysłowe i urodziwe – np miody pitne w kamionkowych butelkach, wódka „dębowa” w płakiej dość dużej (700 ml) butelce z drewnianym, deszczułkowym korkiem. przyzwoite wódki w smukłych butelkach o kwdratowym przekroju z piaskowanymi etykietami. Jest tego wielkie zatrzęsinie. Niezły patent mają też Francuzi niwielka, najwyżej 0,5 l porcja dobrego trunki w stosownej butelce, zakończonej dłuuugą szyjką. Wszystko zaś włożone w karton pół metrowej wysokości. Tak wyglądał pierwszy calvados, jaki dostałam w ramach podziękowania za przyjęcie kolacyjne dla grupy nauczycieli z Vitres w czasie wymiany. Duży calvados? Złudzenia moi mili, złudzenia…

  25. Rankiem z granicy, zadzwonił Marek. Ryb, morskiego robacttwa i mszelek – najedli się do wypęku. Na kutrze wypływali na połow Pepegor i Sławek; łowili na haczyki na linkach, potem trzba było rękami (w rękawicach) te żyłki z rybami wciągać na pokład. Podobno kiedyś wyciągnęli z załogą 250 kilogramów. Pepegor doszedł do wniosku, że to bardzo ciężka robota. Do tego hustało, a słońca mieli tyle samo, co my. Na teraz koniec męskiej przygody.

  26. A moze byc jeszcze w takiej rozkosznej wersji:
    http://womacksofbawtry.co.uk/zencart/index.php?main_page=product_info&cPath=70_100&products_id=673

    Nie jeste pewien na 100%, ale zdaje mi sie, ze flakon zaprojektrowano i wykonano w Baccarat.

  27. Asiu – w latach 50-tych te buteleczki były jednak inne. Szkoda, że nasze kiedyś panny na jakiś festyn harcerski wyniosły

  28. Starka nie zasługuje na pogardę. Przechowywana przed butelkowaniem 18 lat w dębowej beczce z dodatkami, wcale nie była złym trunkiem. Dodawana w małej ilości do napojów czy ciast robiła bardzo dobre wrażenie. Nabyłem niegdyś butelkę 15-letniej starki w GS w miejscowości Trzebież Szczeciński. Była w sklepie 1 butelka zalegająca od ponad roku. Aż dziw, że dzielni żeglarze się nie połakomili, bo cena była jakaś zupełnie śmieszna nawet na moją studencką kieszeń. Była to połowa lat 60-tych.

  29. Pyro – może to ten flakonik, firma Coty: http://www.pinger.pl/szukaj/po_tagu?t=Who%20is%20Who

  30. W mojej młodości butelki były mało ciekawe. Do najciekawszych w istocie należały od perfum. W komisach królowała firma Coty ze sztandarowym wyrobem „Soir de Paris” w butelce, która wówczas wydawała się czymś niemal cudownym. Przebijał ją wyrób radziecki o nazwie „Ogni Moskwy”, który jednak zapachem bardziej przypominał starkę zmieszaną z konwaliami czy bzem.

  31. Ale plama. Soir de Paris był dziełem Bourjois a nie wyżej notowanego Coty.

  32. Coty? Jamais! Soir de Paris produkowala od 1929 roku wytwornia BOURJOIS. I do dzis to chyba robi. To wciaz swietne perfumy, prawdziwy hit..

  33. Lajza ze Stanislawem.

  34. A cappello – 62 przepadł z kretesem, pewnie dlatego, że adres do zdjęcia państwa G. tańczących nobla zawierał ich nazwisko.

    Nut nigdy nie jadłem, zwłaszcza wędzonych. Wysiadłem na przystanku Finalna Kompozycja Blendu 🙂

    Po uważnym przeczytaniu dzisiejszego wpisu doszedłem do wniosku, że Gospodarz został porwany przez Paolo Pininfarinę, a podstawiony sobowtór jest Chińczykiem żywiącym głęboką urazę do wszystkich języków europejskich. W związku z tym z tercetu zrobił się kwartet 🙂

  35. Soir de Paris piłem z Kobietą Pracującą. We śnie. Wszystko da się wypić 🙂

  36. Asiu – żaden z tych i z pewnością f-ma polska na francuskiej licencji (albo piracka). Flakonik to regularna kula o średnicy ok 5 cm z powierzchnią całą w kryształową kosteczkę. Kula była ścięta z jednej strony jako podstawa, z drugiej osadzenie dla szyjki 2 cm; szklany koret – zatyczka też zakończony kulką.

  37. Nuty spożywałem zwykle w winie. Piszą, że jakieś wino jest takie a takie z nutą starego siodła albo ziemi. Wolę tę nutę niż oryginalną formę.

  38. Wbrew obiegowym opiniom panujacym w Polsce, Rosja ma znakomita i bardzo stara tradycje perfum – ale perfum wlasnie, nie wody toaletowej. Oczywoscie jesli sie perfum uzywa jak wody kolonskiej, to zapach jest nie do zniesienia. Jesli sie ich uzywalo oszczednie, kropelke, bywaly znakomite. W tym celu czesto zakretka flakonu miala cienki szklany sztyfcik, z ktorego pozniej zrezygnowano, bo byl zbyt delikatny i lamal sie w transporcie. . Ale w Polsce tymi perfumami polewano sie bez opamietania, bo byly juz wtedy bardzo tanie jak na ilosc i jakosc. Wiekszosc receptur byla dosc stara, sprzed rewolucji, wymyslona przez specjalistow z francuskiego przemyslu perfumeryjnego, osiadlych w Rosji od ponad stu lat., ale zdarzaly sie takze bardzo dobre nowe. Te nowsze za szybko sie utlenialy, gdyz butelki byly za duze, wiec nalezaloby je wyrzucac po roku czy dwoch. A nie sposob bylo szybko zuzyc.
    W Polsce natomiast usilowano nieraz powielac zapach perfum francuskich z bardzo lichym rezultatem, jak sie okazywalo gdy porownac je z oryginalem. Np slynny bestseller Moze byc mial nasladowac Miss Dior. Nie byly zle, ale nie byl to Miss Dior, raczej jej dosc wulgarna wersja. .Ale jak wowczas mowiono byl tak podobny do oryginalu jak Soir de Paris do Pisoir de Varsovie.

  39. Woda Soir de Paris powstała w Stanach i początkowo nazywała się Evening in Paris. Dobrze, że nie event 🙂

    Marzę o beczce płynu po goleniu o nazwie „Bitwa pod Grunwaldem”.

  40. Woda Soir de Paris powstała w Stanach i początkowo nazywała sięEvening in Paris. Dobrze, że nie Event 🙂

  41. Slusznie, Placku. Wypuscila ja na rynek filia francuskiej starej firmy Borgois, w Nowym Jorku. Miala tam jedno ze swych laboratoriow.

  42. Malarskie butelki szampana,specjalnie dla Kota Mordechaja.
    Może nie wszystkie okażą się szkaradne 😉
    http://servat.rene.free.fr/cap-taittinger.htm

  43. Kocie Mordechaju – Z pewnością słyszałeś o właścicielach tej firmy, braciach Wertheimer (firma Chanel także została ich własnością). To nie było jedno laboratorium. Na przykład kremy Heleny Rubinstein produkowano w ich zakładach w Rochester, NY.

    Skomplikowane i pasjonujące są ludzkie losy. Nawet bombowce Junkers miały pośredni związek z firmą Chanel.

  44. Tylko ze francuscy bracia Wertheimer, Gerard i Alain, urodzili sie, jak wlasnie sprawdzilem znacznie pozniej, po II wojnie swiatowej, zas Bourgois wypuscilo pierwsza butelke Soiru w 1928 r. a w masowej sprzedazy perfumy te znalazly sie w 1929 r. Wtedy Bougois mialo jedno laboratorium w USA, filie francuskiej firmy. Jak bylo pozniej juz nie sledzilem, bo mnie to troche juz nie intersowalo.
    Butelki zaproponowane przez malarzy sa oczywoscie piekne. Co wiecej co najmnije jedna z nich, ta taka bardzo art nouveau, zlote na czarnym tle, jest chyba wciaz produkowna. Nie zebym kiedy pil z takiej, ale moim zdaniem widziolem w sprzdazy….

  45. Nie, to musial byc inny szampan – Perrier Jouet , tez w butelce z rysunkiem art nouveau, ale gorszym, nie az tak wystylizowanym. Musialemn tego teittingera ogladac w jakims programie. bp dobrze te czarna butelke pamietam.

  46. Przy okazji malarskich szampanów przypomniały mi się malarskie krowy,które gościliśmy w Warszawie kilka lat temu.
    Zresztą ta krowia rewia odwiedziła wiele miast na świecie 🙂
    http://wiezowce.waw.pl/krowy.php

  47. Bracia Pierre i Paul. Pierre był dziadkiem G&A.

  48. Cóż,ładne opakowanie,
    nie jest to proste zadanie.
    Tylko piwo wypite w bramie
    etykietę zwykłą dostanie.

    Ale perfumy,te od Diora
    czy koniak,co leżakował
    nie od wczoraj,
    oprawy wymagają godnej
    i…kasy też zasobnej 🙂

  49. Chłopaki-Rybaki !
    Może Osobisty Wędkarz też kiedyś będzie miał okazję do Was dołączyć ?

  50. Oh, I see.

  51. Kocie,
    „Być może…”- nabyłam sobie ostatnio buteleczkę, stoi tu obok, zapach się nie zmienił.
    Z polskich opakowań przypomina mi się Dziadka woda „Prastara” w „koszyczku” oraz sporaciemnoniebieska flacha „Pani Walewskiej”.
    A pamięta ktoś radzieckie duchi w butelkach na kształt kiści winogron? No, to był szał ciał i ozdoba stołu 😉

  52. @placek:
    jesli idzie o perfumy za gomołki, to bardzo popularny wsrod ludu polskiego był wowczas koktajl pod nazwa”bloody bear”: woda po goleniu „polarna”, sok pomidorowy, jeden do jednego(etykietka tej meskiej wody toaletowej przedstawiała białego niedzwiedzia).

  53. Tu jest trochę rózności na temat zapachów. Z męskich podobały mi się „Derby”, ale te z lat 70-tych. Potem jakby znikły – i pojawiły się w innym opakowaniu, i już nie ten zapach.
    Używałam też „Masumi”.
    http://perfumomania.wordpress.com/2012/11/15/zapachowe-legendy-prlu-znow-mam-katar/
    Z opakowań alkoholowych mam parę ciekawych butelek, rzeczywiście jest tego zatrzęsienie i zawsze coś kupuję dla oryginalnej butelki – i nie tylko.

  54. …w czasach gierkowskich, gdy klasa robotniczo-chlopska wywalczyła dostep do owocow
    cytrusowych, grejpfrut wyparł zarowno pomidora jak i romantyczne imie tego
    co-ck-tailu, ktory nazwano „fikołek”.

  55. Co do eleganckich opakowań, proszę zwrócić uwagę na elegancką w swej prostocie butelkę, równie elegancką skrzyneczkę na rzeczoną butelkę, no i szczególnie polecam cenę 😉
    http://alicja.homelinux.com/news/IMG_4301.JPG
    Jak się wygoogla „Glenmorange Pride”, widać znacznie więcej szczegółów, bo butelka i opakowanie jest sfotografowane w różnych stron, ja mogłam sobie pozwolić tylko na takie zdjęcie, butelka była za szkłem (pancernym?!) i pod kluczem.

  56. „- ale dlaczego pijesz – zapytał mały książę pijaka.
    – aby zapomnieć – odpowiedział pijak.
    – a o czym chciałbyś zapomnieć?
    – aaa…zapomniałem.

    antoine de saint – exupery(1900 – 1944) i.t.d.

  57. Moje pierwsze perfumy były były także w ładnej buteleczce:
    http://www.fragrantica.pl/perfumy/Salvador-Dali/Salvador-Dali-765.html

  58. Bardzo ciekawy artykul, Alicjo, nostalgiczny. Te w koszuczku meska wode pamietam – byla szczytem elegancji i panowie ja lubili.
    Szykalem czy wymienia w nim dwa najkoszmarniejsze zapachy okresu PRL. Jeden mozna bylo kupic w kazdym kiosku Ruchu, do butelki wepchniety byl kwiatek jasminu (nie tego prawdziwego jasminum oficionalis, tylko philadelpuis z wirkszymi bialymi kwiatami). Nie wiem czy kwaitek w butelce byl prawdziwy czy z plastyku, mam wrazenie, ze jednbak prawdziwy. Byly to perfumy o nazie Jasmin. Kiedys kolezanka na kolniach wylala niechcacy cala butelke Jasminu na lozko Starej, ktora meczyla sie i dusila az do konca turnusu i przez wiele lat nie znosila zapachu jasmninow (juz jej przeszedl uraz). W tej samej serii sprzedawany byl w kioskach Ruchu „Narcyz”, ale zapachu tego nie pamietam. Tez z kwiatkiem w srodku.
    Drugi zapach pojawil sie dokladnie w 1967 r. – byl to pierwszy wyprodukowany w Polsce dezodorant, w bardzo duzym opakowaniu z rozpyaczem, takim jak teraz kupujemy na mrowki czy mole. Stara miala go zanim pojawil sie w sklepach, bo kolezanka -kosmetyczka dorwala go na jakiejs miedzynarodowej konferemncji na… Wegrzech. Przywiozla Sterj stamtad pierwszy polski dezodorant i piekna perlowa wegierska szminke, jakich w Polsce jeszcze nie bylo. . Obie byly bardzo szczesliwe, ze nie musza polowac na dolary i kupowac dezodorantow w Pekao. Zapach tego preparatu potrafil zabic kazdy inny zapach w poblizu, nie tylko potu. Po jakims czasie nie mozna go bylo uzywac, bo wyzeral oczy i ubrania.. Dezodarant ten dosc szybko podobno zniknal ze sprzedzy. Kosztowal jenak 60 zl. Czy ktos go pamieta? Albo „Jasmin”?
    A Zaczarowana dorozke ktos pamieta?

  59. @MW:
    to tez moj faworyt,nie tylko flakon
    zapach ma tez przepiekny jak majorka(gerges sand + fryderyk szopen)
    http://www.fragrantica.pl/perfumy/Salvador-Dali/Dalimix-Black-11681.html

  60. Non-Odoro? 🙂

    Dla eleganckich panów – Płyn Ogórkowy

  61. Non Odoro, Brutal, Muchozol…
    Dzień dobry Blogu!
    Burza i leje, ale mieliśmy półtora dnia ze słońcem, choć nie bez chmur…
    Lubię klasyczne opakowania 😉

  62. „Dezodorant o zapachu fantazyjnym. Skutecznie dezodoryzuje, nie drażni. Zapewnia uczucie świeżości przy 2-3-krotnym użyciu w ciągu dnia. Opakowanie z rozpylaczem mechanicznym”

    Driada 🙂

    Dla pań o nieco mniejszej fantazji – Antipotin.

  63. Witam.
    Duże M
    27 maja o godz. 21:23
    Masz w ustawieniach opcji regionalnych inny język. Dodaj Polski programisty.
    Placek
    27 maja o godz. 21:36
    Nie polegam ślepo, używam jeszcze tego między uszami.

  64. Mnie najbardziej przypada do gustu zawartość, a jeżeli ta zawartość nazywa się Katinka, to jestem w siódmym niebie 🙂

  65. Last but not least: jaskinia Baradla

  66. U mnie stoi takie coś, troszkę używane, bo niestety, się ze mną nie zgaga (gdzie ta nasza Zgaga, do cholery, niech wyłazi z krzaków!).
    Na kimś innym pachną świetnie, na mnie nie. To też jest sztuka, dobrać perfumy do człowieka.
    http://www.google.ca/imgres?imgurl=http://glamtings.files.wordpress.com/2009/11/chanel-chance-edt-spray-size-100ml.jpg&imgrefurl=http://glamtings.wordpress.com/2009/11/25/25-from-the-f-word/&h=300&w=300&sz=15&tbnid=rRBkmao9SEIq9M:&tbnh=93&tbnw=93&zoom=1&usg=__WbB5PENkX2l-TdmvKdo5wlon6xk=&docid=MCAIemtkeI8qsM&
    sa=X&ei=w8ykUYTUFqmfyQGV6IA4&ved=0CFsQ9QEwBA&dur=2023
    To są zazwyczaj prezenta, jedyny trafiony prezent perfumeryjny zrobiła mi bratanica Jerzora – ledwo napoczęty flakon „Provocative woman”, który z nią się nie zgagał, a ja z przyjemnością używam. Rzadko i mało.
    Co do męskich wód, któraś z koleżanek obdarowała Jerza Farenheitem na jakieś imieniny. To jest dopiero ale intensywna woda po goleniu! Inna darowana – Obsession, dostał od przyjaciela naszego, i ciekawe, na Michaelu całkiem dobrze „leży”, a na Jerzoru jakby się oblał jakimś lekarstwem 🙄
    Metodą prób i błędów znalazłam Armani Code. W końcu chłop ma dla mnie pachnieć!

  67. hm…działa i w takiej formie…

  68. Ewo,
    dzięki za przywołanie wspomnień jaskiniowych z Aggtelek. Nad opisanym jeziorkiem w pobliżu jaskini nocowaliśmy w namiocie. Wieczorem był wielki koncert żab, a rano okazało się, że łąka wokół jeziorka pełna jest malutkich żabek, niektórych jeszcze z ogonkami, które właśnie opuściły jeziorko i przymierzały się do jakiejś dalszej wędrówki.
    Niezapomniana była jazda w stronę Słowacji, tak jakoś wzdłuż granicy. Droga (gruntowa) wiodła wśród strasznie ubogich, zapuszczonych chat cygańskich z gniazdami bocianów na każdej strzesze i stadem obszarpanych i bosych dzieciaków na każdym podwórku…

  69. Te dwa młode dają bocianiskom popalić, oboj jest jeszcze jedno jajo (nie wiem, gdzie jest czwarte), toż powinno sie je ogrzewać, ale te dwa cały dzień dzisiaj rozrabiają.
    http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php

  70. Nemo,
    Zapuszczone cygańskie chaty nie rzuciły nam się w oczy (no, może bardziej po stronie słowackiej), za to bocianów było tam pełno :-).
    Przepraszam za nieostre zdjęcia, ale były robione na szybko, z ręki – musieliśmy dostosować się do tempa grupy.

  71. Ewo,
    to było przed ponad 30 laty. Zdziwiłoby mnie i zmartwiło, gdyby tam nie zaszły jakieś zmiany na lepsze 🙁

  72. Tokaje to moje ukochane wina – wyrastałam na nich. Samorodny, Aszu, Furmint – 6 złociszy butelka. Właśnie kilka dni temu z Inką wspominałyśmy, że regularnie do koszyka z zakupami dorzucałyśmy w SAM-ie Społem butelkę tokaju. Nie przekraczało to ani mojej możliwości początkującej nauczycielki, ani jej – ze studenckiej kieszeni. A męska woda „prastara” (szczególnie kiedy się trafiło na odrzut eksportowy) to był naprawdę doskonały produkt – z wytrawną, cytrynową nutą. Posyłaliśmy Jarka wujkowi do Stanów w wczesnych latach 70-tych, bo tam kosztowała ok 200 dolarów za dużą butelkę. Raz w roku, na Gwiazdkę, dostawał od nas taki prezent. Pisał, że bardzo oszczędnie używa i na rok mu wystarczy. Podśmiewaliśmy się ze starszego pana co nie co i to było brzydkie z naszej strony. Nie dorobił się żadnego majątku, ale na zwyczajne życie mu starczało, ta woda to był luksus i na to już nie miał.

  73. errata – furmint 42 zł., aszu i samorodny 62 zł.

  74. Mały polski akcent w perfumach Sisley. Właścicielka firmy Isabelle d’Ornano, z domu Potocka, urodziła się w Polsce. Flakony ich perfum (Eau du Soir, Soir de Lune) ozdabiają kreacje polskiego artysty-rzeźbiarza Bronisława Krzysztofa.

    http://www.osmoz.fr/parfums/sisley/5150/soir-de-lune

  75. Nemo,
    Zapewniam, że teraz okolica wygląda dużo lepiej. Przy okazji, czy jest jakieś miejsce na kuli ziemskiej gdzie Ciebie jeszcze NIE było? 😉

    Pyro,
    też pokochałam tokaje 🙂

  76. Dostałam wspaniałą wiadomość : jedzie do mnie komputer!!!
    Przyjedzie jutro albo w piątek, w niedzielę mi to cudo dziecko zainstaluje i od przyszłego tygodnia będę już pisała ze swojej maszyny i spod własnego hasła. O!! A do kompletu dostaję nawet jeszcze klawiaturę i mysz.
    Nie potrzebuję żadnych procentów i tak jestem na rauszu!

  77. Yurku – Nigdy w to nie wątpiłem, dlatego mam więcej zaufania do tego co masz między uszami niż do zdolności przeglądarki. Być może pisząc tamto zdanie to coś było zajęte czymś innym.

    Mam tego tematu serdecznie dosyć. Jeśli na starość nadal nie mogę sobie pobłądzić, to kiedy?

  78. Yurku, mam polski programisty. W innych dokumentach tak nie ma, oprócz poczty e- mail, jeśli nie jest w html. Nic to, trzeba myśleć, bo jak napisał Placek poleganie na przeglądarkach może się źle skończyć 🙂 (nie podkreśliło czterech słów łącznie z w) 🙂

  79. Placku, błądzenie, to strata czasu, którego coraz mniej.

  80. Ewo – a aparatów ile mieliście? Jako polscy Japończycy 😀
    Zauważyłam u siebie ten sam objaw, odkąd są cyfrówki to zdjęć jest coraz więcej.

  81. „Dyrektor prezentuje zagraniczne wyroby kosmetyczne w gablocie. Widoczne m.in.: pasty do zębów firm Palmolive, Signal oraz perfumy firmy Dior” – czyżby prezenty od zagranicznych delegacji dla dyrektora? 🙂 http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/157342/ede2913ff6adcb925fe9afb5d95dce08/

  82. Asiu,
    Dwa – lustrzankę Nikona i dziadka Olimpusa – z sentymentu. Bo tak głupio chodzić z pustymi rękoma. Poza tym, Olek ma większy zoom a Nikuś lepiej się spisuje we wnętrzach 😉

  83. Myślałam, że słynna „Przemysławka” 🙂 powstała w PRL. A tu przeczytałam, że produkowano ją już w 1919 r. W Poznaniu: http://czasgentlemanow.pl/2012/08/zapach-przedwojennego-gentlemana-przemyslawka/

  84. Blog o starych kosmetykach i chemii gospodarczej: http://starekosmetyki.blogspot.com/

  85. Pyro – gratulacje!
    Alicjo – w gniezdzie ustronskim sa dwa coraz silniejsze pisklaki i CZWARTE jajko, z ktorego juz pewne nic nie bedzie. Z trzeciego sie wyklulo piskle, widzialem je, ale nazajutrz juz go w gniezdzie nie bylo. Prawdopodbnie piskle przenioslo sie do tej wielkiej Bocianiarni w niebie i rodzice je, swoim bocianim zwyczajem, wyrzucily z gniazda, aby robactwo sie nie zaleglo. Szkoda.
    Z tym czwartym jajkiem rodzice zachowuja sie tak jakby mialo lada moment sie wykluc – przewracaja je nieustannie, poprawiaja smiecie wokol jajka etc. Ale tak juz od paru dni, wiec watpie czy to piskle w srodku zyje. Oby.
    A te dwa pierwsze, no daja popalic Mamusi i Tatusiowi, bless them. Ten wiekszy probowal dzis stawac na nogi, ale jeszcze za slabe.

  86. Asiu, dzięki za linki i ilustracje, bardzo ciekawe 🙂

  87. Hej,

    na alkoholach sie nie znam a to z prostej przyczyny: nie pije.
    A z kosmetykow dla mezczyzn od wielu lat wierny firmie: Lab Series/Skincare for Men;
    dobre sa kosmetyki L´Occitane en Provence ( w ub. roku bylem w sklepie na rue Halevy, blisko placu de l´Opera, Paryz)

    milego wieczoru,
    PS:niebawem u nas z koncertem Alabama Shakes
    http://www.youtube.com/watch?v=LLPMAho8K-0

  88. Wróciłam z kina,obejrzałam „U niej w domu”.
    Ten film jest niezwykle francuski zatem frankofilów zachęcam do obejrzenia.
    Nie ma niestety żadnych ciekawych kulinariów.Albo banalna sałata z winegretem albo obiady w szkolnej stołówce 🙁
    Podczas oglądania myślałam o Nisi 🙂 bo jest w tym filmie wiele o warsztacie pisarskim.

  89. Podaję link do przepisu, który wywołał dyskusję na temat skrobi:
    http://www.nigella.com/recipes/view/rhubarb-shortbread-3378
    Wedle mojej znajomości angielskiego jest tam jednak mąka kukurydziana.

  90. Małgosiu,
    „Corn starch = „cornflour” in the UK = the white, powdered starch of the maize grain.
    W Wielkiej Brytanii „cornflour” to jest skrobia kukurydziana, gdyż mąka kukurydziana (cornmeal) nie jest popularna i nie ma jej w szerokiej sprzedaży.

  91. Cornflour = mąka kukurydziana.
    Corn = kukurydza
    Flour = mąka
    Starch = skrobia
    Potato starch = mąka ziemniaczana
    🙄

  92. Ewo, 😉
    wiesz przecież, że nie było mnie ani w Albanii, ani w Turcji, ani w Grecji, ani na Cyprze… To są europejskie białe plamy, a na świecie… 🙄

  93. Wystarczy wygooglać i drążyć dalej, jak się chce.
    Przepraszam, że się wtrąciłam ze swoją dezynwolturą zwyczajową 🙄

  94. Cornstarch – to jest tutaj „mączka kukurydziana”, jak w Polsce mączka ziemniaczana (SKROBIA!).
    Cornflour to jest mąka kukurydziana.

  95. Nigella używa terminologii brytyjskiej.

  96. Wikipedia też podaje – Corn starch (‚cornflour’ in the UK), the white, powdered starch of the maize grain. Tak sobie myślę, że nie ma też logicznego uzasadnienia użycia mąki kukurydzianej w tym cieście. Dlatego napisałam, że często myli się u nas mąkę ze skrobią w tłumaczeniach z anglojęzycznych przepisów. Na marginesie moim zdaniem bez dodatku skrobi 🙂 shortbread jest chyba nawet lepsze.

  97. 🙄
    Terminologia jest jedna – mąka to jest mąka, a mączka to jest mączka.

  98. Alicjo, proszę link do strony bbc z obrazkiem:
    http://www.bbc.co.uk/food/cornflour

  99. Nemo, ładna i ciekawa butelka.

  100. Duże M – nigdy nie kojarzyłam Przemysławki z Kiepurą 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=58a2v9FyaLM

  101. to ile już było razem tych kaw na ławę? – trzy, cztery co najmniej (doliczyć się nie mogę)… a pora późna i nie każdemu służy (kofeina… skrobia zresztą też)… 🙄

  102. A Cappello – gdzie się wybierasz w najbliższym czasie? Czy będzie fotorelacja? 🙂

  103. Duże M, uzasadnienie dla mąki kukurydzianej jest takie, że ciasto ma ładny kolor i jest smaczne 🙂

  104. Nie lubię mąki kukurydzianej, może dlatego zapamiętałam, że nie o nią chodzi 🙂

  105. Właśnie oglądam w telewizorze program o przemysłowo przygotowywanych daniach dla restauracji i takich różnych,przedziwnych erzatzach zastępujących prawdziwe składniki tradycyjnej,uczciwej kuchni.
    Każde ciasto czy ciasteczka zrobione w domu będą na pewno lepsze niż to jedzenie,
    o którym opowiadają w tym programie.
    Małgosiu-ja i tak wiem,że Twoja szarlotka jest najlepsza na świecie 🙂

  106. Nikt nie musi robić tego ciasta, a jak chce zmienić przepis to życzę powodzenia. Nie przypuszczałam, że wywoła to taką dyskusję 😉

  107. Danuśka 😀

  108. Drogie Koleżanki, mam nadzieję, że załapię się kiedyś na tę szarlotkę 🙂

  109. Alino, jeżeli będziesz jesienią to masz jak w banku 🙂

  110. Danuśko, podobał mi się ten film. Intrygujący, prawda? Młodemu debiutantowi przepowiadają aktorską przyszłość.

  111. Z tego jabłka szarlotki nie będzie 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=YoSFSuwISyA

  112. A jeśli latem? 🙂

  113. Brak jabłek 🙁

  114. Małgosiu, niestety, myślę, ze dopiero jesienią. Z góry dziękuję 🙂

  115. Dobranoc, miłych snów.

  116. Ale oczywiście MałgosiuW., że możesz modyfikować przepis jak chcesz. Dyskusja była jak rozumiem spowodowana chęcią pomocy, teraz każdy pewnie trzy razy się zastanowi zanim coś wyjaśni.

  117. Jabłka i astry
    Ileż razy tak samo wychodziłeś w pole,
    Wdychałeś mocny zapach z już wygrzanej błoni!
    Ten wiatr, to przecież dawne, znane ci Eole,
    Ten sam co i przed laty daleki Favoni!

    Tak samo bije para znad wilgotnej uzdy
    I szumią stare klony nad kamienną bramą,
    Wielkie ptaki jesienne skaczą poprzez bruzdy,
    A przecież nic w tej chwili już nie jest to samo.

    I wiedz, że kiedy wrócisz w te jedyne strony,
    By tamte ujrzeć liście jak wiatr je porywa,
    Tak samo będziesz chodził jak tu zamyślony
    I słuchał tej jesieni, co już jest prawdziwa.

    Co kiedyś twe spojrzenie muskało przelotnie,
    Tym dzisiaj się napieścić nie może twe oko.
    Te same mógłbyś kwiaty oglądać stokrotnie
    I zieleń, co wciąż bardziej zda ci się głęboką.

    Z odmętu niepamięci jakiś powiew żenię
    Dźwięk słów na pozór błahych jak pożółkłe wstążki,
    Których teraz dopiero rozumiesz znaczenie
    Jak za wcześnie czytanej bardzo mądrej książki.

    Więc patrząc na zniszczenie, co święci swe dzieło,
    Na drzewa już bez liści i na chmury czarne,
    „Wszystko – mówisz – com kochał, jak wichry minęło,
    Lecz przecież nic w mym sercu nie poszło na marne”.

    Wokoło tylko trwogi i troski tak liczne,
    Ale ty się nie buntuj przeciw przeznaczeniu:
    Spokojnie pisz do końca swe wiersze klasyczne,
    Które wtedy są dobre, gdy cierpisz w milczeniu.

    Jan Lechoń

  118. A shortbread są bez skrobi:
    http://www.bbc.co.uk/food/recipes/shortbread_1290

  119. Asiu, bardzo ładny wiersz, ale cieszę się, że mamy wiosnę 🙂

  120. Ja też bardziej lubię wiosnę 😀

  121. skarga nieporadnego pantofelka

    raz pantofelek rzekł do skrobii:
    „bez ciebie ciastek nikt nie zrobi,
    a mnie najwyżej do retorty,
    nie dla mnie ciasta, adieu, torty.”

    a na to skrobia: „zazdośniku,
    przeciez okazji masz bez liku,
    patrz jak kuzynka salmonella
    zgrabnie zabiera sie do dziełła.”

  122. @placek:
    no chance; @yurek, to juz digital native;
    dla nich nie ma problemu do rozwiazania na displeju,
    a tam gdzie czlowiek nie zdola, wysylaja drony;
    oni nie musza pociagac juz za cyngiel, teraz wystarczy klawisz enter.

  123. errata:
    ” problemu NIE do rozwiazania na displeju”

  124. Dzień dobry,
    Melduję, że jeszcze żyję, wkrótce zawitam tutaj częściej. Najgorsze, ale ciekawe, już poza mną (w pracy oczywiście).
    W niedzielę odbyło się dłuuuugo przygotowywane wesele. Na kilka godzin przeniosłem się w żywy świat „Skrzypka na dachu”. Ani żydowskiego, tradycyjnego ślubu, ani wesela z taką żydowską muzyką i tańcami nigdy nie widziałem i pewnie na tym jednym się skończy. Dziękowałem losowi, tradycja i kultura żydowska od dawna są mi bliskie.
    Sama ceremonia ślubu – baldachim, pod nim młodzi, ich bliscy i oczywiście rabin na podeście usatwionym tak, że z tyłu juz tylko ocean… sceneria jak z filmu, ale ślub ściśle według najstarszej tradycji. Wszystko po hebrajsku, który matka młodej tłumaczyła na angielski.
    Po ślubie wesele – muzyka też jak z musicalu plus dużo, duzo więcej.
    Niestety mam niewiele zdjęć, których i tak nie mogę opublikować. Szkoda.
    To tyle w telegraficznym skrócie.

  125. Dobranoc 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=t2kJkSbaI3s
    (zajrzyjcie – chociaz pewnie wszyscy znacie) 🙂

  126. Alkohol spala się w naszym organizmie z szybkością około 60 mg na 1 kg masy ciała, na 1 godzinę. Spalanie alkoholu nie podlega w zasadzie regulacji neurohormonalnej, dlatego jest mało energetyczne.