Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

6.09.2010
poniedziałek

Krew w roli głównej

6 września 2010, poniedziałek,

 

Co ma wspólnego wojna z kuchnią? Wbrew pozorom bardzo wiele. Udowodnił to Peter Kerekes słowacki reżyser i autor filmu „Kucharze wojny”.  Widziałem ten film dwa razy i za każdym razem robił na mnie wielkie wrażenie. Wyznania kucharzy uczestniczących w różnych wojnach, w różnych epokach i na różnych frontach brzmiały w wielu przypadkach podobnie. I udowadniały, że każda wojna jest bezsensowna.
Odpowiedź na pierwsze pytanie zaś jest prosta. Żadna wojna bez udziału w niej kucharzy i kuchni nie jest możliwa. Żołnierze najedzeni bowiem lepiej zabijają – powiedział jeden z bohaterów filmu Kerekesa. Ten paradoks też mógłby służyć jako antywojenne hasło.

Kadr z filmu Petera Kerkesa

Film jest także pełen czarnego humoru, któremu patronują zarówno Hasek jak i Hrabal. I myślę, że tylko człowiek wychowany w kręgu tej literatury mógł go nakręcić. Bo który polski reżyser mógłby zamieścić w swym dziele wynurzenia mówiące, że wojna przynosi korzyści kulinarne. Takie jak np. przepis na koguta w winie przywieziony z wojny algierskiej przez francuskiego kucharza.

Wojny, w których uczestniczyli kucharze występujący na ekranie pozostawiła na wielu z nich trwałe ślady, np. nienawiść. Oto kucharz chorwacki zapytany czy dziś, w wiele lat po zakończeniu wojny czy mógłby coś ugotować dla swoich ówczesnych przeciwników odpowiada zdecydowanie: nigdy!

O innej odpowiedzi na postawione w pierwszym zdaniu pytanie myślałem jeszcze długo po wyjściu z kina. Przecież kuchnia (i ta domowa, i ta restauracyjna) to też teatr wojenny. Leje się krew, jest generał wydający rozkazy, słychać huk i szczęk broni, są wreszcie ofiary.

Może więc jarosze mają rację!?

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 88

Dodaj komentarz »
  1. Na Zjeździe atmosfery wojennej nie było,ale to prawda pstrągi
    trzeba było w pewnym momencie życia pozbawić. Dla dobra ogółu.
    Dla złagodzenia wojenno-krwistych opowieści Gospodarza
    zamieszczam poniżej poemat zjazdowy.Niestety nie zdołałam mojego
    wiersza odczytać na miejscu,jako że wiele się działo,a towarzystwo
    najczęciej było rozproszone i trudno było w jednym miejscu i w jednym
    czasie wszystkich do kupy zebrać.

    Lipiec, lato, te upały,
    chłodne wina nam nastały.
    Lemoniady, piwo zimne
    i sałaty tylko przy mnie.

    Potem sierpień,deszczem trochę pokropiło,
    zimno, wietrznie i jesiennie się zrobiło.

    Ale wrzesień już nie będzie
    ani zimny, ani tak męczący,
    dobrze będzie się chodziło
    po pomorskiej łące.

    Będzie miło się nalewki próbowało,
    dobre wina do kieliszka dolewało.
    Będzie dobrze razem się gadało
    i ognisko wspólnym dmuchem rozpalało !

    I pierogi poskubiemy,
    i dziczyzny spróbujemy,
    ryby w żarze upieczemy,
    i toastów pewnie setkę aż wzniesiemy !

    Konie Żaby z chęcią pogłaszczemy,
    może również dosiądziemy
    i przed siebie hen pomkniemy !

    I wojaże nasze letnie obgadamy
    w różne polskie oraz inne świata strony.
    Przypomnimy smaki serów słodkiej Francji,
    i szarlotek w zagubionej górskiej stancji.
    I mortadel włoskich wielkość ustalimy,
    i biesiadę naszej Nisi pochwalimy,
    jej sorbety i madery nadmienimy.

    Ale przede wszystkim na tym zjeździe
    dobrze wszyscy razem SIĘ BAWIMY !!!

  2. Brawo, Danuśka ! 🙂

    O filmie ” Kucharze historii” pisze także w papierowym wydaniu ” Polityki ” Zdzisław Pietrasik. Zastanawiam się tylko, czy dystrybutorom będzie opłacało się pokazać ten film szerszej publiczności. Obawiam się, że obejdę się tylko smakiem, a bardzo chętnie obejrzałabym go. Dobrze chociaż, że w szerokim rozpowszechnianiu jest teraz czeski film pt. ” Czeski błąd”, na który wybieram się w niedzielę.

  3. Podsumowanie MENU IV ZJAZDU :

    -pierogi z Połczyna ze szpinakiem i fetą oraz ruskie
    -śledzie Pyry w kilku odmianach
    -teryna rybna Danuśki
    -pasztet Ukochanej Stanisława
    -szynka wykonana staraniem Leny (Ryby) + sos do tejże
    -rolada drobiowa Haneczki w dwóch odmianach
    -żurek ? kto robił ten pyszny żurek ??? Żaba ?
    -kiełbasy z ogniska
    -pstrągi z nadzieniem śmietanowo-czosnkowo- pietruszkowym ? odłowione przez Cichala i Alaina oraz przygotowane tego ostatniego.
    Śmietana produkcji Eski – zastępuje masło !
    – kaczka po chińsku Piotra Adamczewskiego
    -dziczyzna w wykonaniu Żaby oraz Alicji oraz sosy do tychże mięs w wykonaniu Żaby : rodzinny francuski i borówkowy
    -ser biały oraz smalec autorstwa Eski
    -desery : ciasta i tiramisu Inki, tiramisu Dorotola, keks Krystyny,
    pyszota Jotki
    -wina i nalewki przywiezione staraniem wielu osób- tu do wielce zasłużonych należy niewątpliwie Pepegor, który przywiózł jakieś niekończące się zapasy win i nalewek.

    Jeśli o czymś zapomniałam,to przypomnijcie proszę !

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. I jeszcze duszone grzyby nazbierane przez Ewę i Inkę !

  6. Siedzę na murku pod Biedronką i ogladam zdjęcia ze Zjazdu. Kobitki na zakupach a ja wreszcie mam porządny sygnał internetowy. Wszyscy już wiedzą, żem łasuch i wylizywacz (aczkolwiek maniery…) Zostajemy jeszcze parę dni, bo jeśli raj istnieje, to Żabie Błota jego przedsionkiem! Były jeszcze Pepegorowe „małpki” (nazwa polityczna) z jakimś straszliwym zajzajerem, tak gorzkim i mocnym, że po zużyciu kilku mój heksenszus wycofał się na z góry upatrzone pozycje i znowu jestem zdrowym, wysokim blondynem o gęstej czuprynie i niebieskich oczach…

  7. A i jeszcze byla tequila przywieziona przez Cichala.
    Osobisty,który twierdził,że nie lubi tego trunku na Zjeździe tequilę
    bardzo polubił 😀 I tak przyjaźń amrykańsko-polsko-meksykańsko-
    francuska została przypieczętowana na wieki !

  8. Witam,
    i co mogłabym jeszcze dodać do zjazdowych sprawozdań? 🙄
    po prostu: warto było, kto żyw niech się szykuje na kolejny zjazd 😆

  9. To była tequila lingwistyczna, w mig pozwalała przywołać dawno zapomnianą znajomość języka obcego 😆

  10. Alain jest pierwszym Francuzem, którego pokochalem miłością pierwszą Jak wchodził do pokoju i mówił „dzień dobrhrhrhy” z akcentem na ostatnią sylabę, to moja duszyczka stawiała się w poprzek z radości okrutnej. Mam przygotowany esej(!?) fotograficzny na Jego temat. Jak będę w Szczecinie to nadam w całości.
    A teraz ciekawostka przyrodnicza
    Podaję unikatowe zdjęcie niemające precedensu w XXI w. Żaba nie pracuje, nie krząta się, nie gotuje, nie biega za końmi, nie wstawia nowych zamków, sworzni, bolców, zasuw, blokad, dzrzwi, bramek, bram, bramiszczów i innych dinksów (niepotrzebne skreślić) tylko LEŻY jak Budda Niedzielny!!! To podobno jeden ze znaków, że koniec świata murowany!
    http://picasaweb.google.com/cichal05/Zaba?authkey=Gv1sRgCIfr54Lzq_j8dg#

  11. Danuśka – oczko za wierszyk!
    Na temat rzucony przez Gospodarza nic opowiedzieć nie mogę, bo po pierwsze, nie musiałem na szczęście uczestniczyć w czymkolwiek tego rodzaju, a po drugie, to to co usłyszałem swego czasu z ust Landserów wspominajacych wojenkę, tych treści nie zawierało. Zawsze zdawało mi sie, że przy Gulaschkanonie stawiano kogoś, co akurat potrafił wody nie przypalić.
    Wróciłem wczoraj do domu o 21.30. Jedyny kłopot w podróży to była próba dowiezienia Dorotola i Dagny przed dom. Berlin wydawał sie jak oblężony, każdy wjazd zakorkowany, a jest ich tam z tuzin. Przez godzinę dojazdu mogłem podziwiac Berlin w takich miejscach, jakie jeszcze nie znałem, a droga zdała się nie mieć końca.
    Dzisiaj jeszcze mam wolne, ale też mam wiele do zrobienia. Min. rozmrażam dwie dorady, bo LP zażyczyła sobie rybke. Do tego ziemniaczki z Połczyna i fasolki szparagowe z mojego ogródka.
    Do wieczora więc, zapodam wtedy moje zdjęcia.
    Pogoda królewska, czego życzę też wszystkim innym,
    pepegor

  12. Z żalem czytam menu zjazdowe zwracając uwagę na pozycje, które nas ominęły z racji stosunkowo krótkiego pobytu. Pierogi ze szpinakiem i fetą szczególnie kłują w oczy, ale i rolady drobiowe Haneczki nieodżałowane.

    Szczęśliwie gulasz z dzika dzięki staraniom Żaby trafił nam się na wczorajszy obiad po powrocie do domu. Pierwsze wrażenie było lekko ujemne ze względu na wyczucie octu, który niegdyś królował w dziczyźnie, ale ostatnio bywa zastępowany innymi elementami bejcowania. Ale to był moment. Jak z winem, którego pierwszy łyk wydaje się kwaskowaty, a po oswojeniu kubeczków poczucie kwasu znika i zostaje go tyle, ile dobra równowaga wymaga. Tak też kolejne kęsy gulaszu smakowały coraz lepiej i wspaniały posmak dzikości narastał na języku i w nosie, aż w końcówce żal się pojawił ogromny, że więcej już nie ma.

    O „pstrągach” nie piszę. Wszak doczekały się tylu poematów, że ja już niczego ciekawego dodać nie potrafię. Cudzysłów ponieważ ponoć były to ryby pstrągopodobne, gdyż regularne pstrągi odpłynęły ze stawu przez szosę podczas ostatniej powodzi. Ale na jakość potrawy zamiana wpływu nie miała. Jeżeli to dodatni, bo ryby były nieco mniejsze i mieściły się w pojedyńczym arkuszu folii.

    Żurek, co tu dużo mówić, po prostu nadzwyczajny, niesamowiście treściwy, właściwie doprawiony.

    Wszystko wspaniałe. Na dokładkę kaczki już się nie załapałem, bom gadułą nadmierną się okazał.

    A gadanie też było smakowite, więc nie narzekam.

    Ciasta były pyszne, ale chyba największym powodzeniem cieszyło się ciasto pominięte przez Danuśkę. Daję szansę na uzupełnienie. Chyba, że to ja właściwie rodzaju ciasta nie rozpoznałem.

    Nalewki, wiadomo. Pepegor jest mistrzem. Rzecz w zrównoważeniu smaków. Gorycz, kwas i cukier zawsze tak dobrane, że żaden smak nie domuje. Idealna harmonia, marzenie enologów.

    Gospodarz poza kaczką przywiózł karton zacnego wina rioja crianza 2006. Jeszcze dość młode, ale przyzwoity bukiet i miły smak pozwoliły się tym winem cieszyć. Pepegorowi smakowało przywiezione przez nas valdepenas reserva 2004, którego miłośnikami jesteśmy od lata kilkunastu. Oczywiście na początku były to zupełnie inne roczniki.

    Fakt, że towarzystwo było głównie w rozsypce. Najbardziej rozsypała się Pyra, która wyraźnie zachorzała i sprawiała wrażenie, że ma temperaturę. Schowała się na sobotnie popołudnie w domu tracąc przyjemność zjazdowania. Wielka strata dla Zjazdu.

    Gospodarz pojawił się we wczesnych godzinach popołudniowych i wreszcie miałem okazję poznać Gospodarza osobiście. Zrobił wrażenie jeszcze milsze niż na blogu, o ile jest to w ogóle możliwe. Przede wszystkim wreszcie do Gospodarza i Blogowiczów przekonała się Ukochana, która jechała z pewnymi oporami, a teraz otworzyła się na Blog bez zastrzeżeń i jest w pełnej gotowości do spotkań pozablogowych.

    Teraz czekam na relacje z niedzieli i sobotniego wieczoru.

  13. No tak, Zjazd zjazdem, a przecież chodzi o wojenną kuchnię.

    Gospodarz zahacza o Szwejka i słusznie. Opis krowy gotowanej dobę w kuchni polowej nie darmo jest wstępem do żałosnego końca marszbatalionu.

    Trochę na uboczu tematu przewija się i Stefan Żeromski, którego opowiadanie, czy raczej reportaż, pt. „Na probostwie w Wyszkowie”,należy do utworów pisarza, który najlepiej przetrwał próbę czasu. Świetne charakterystyki Marchlewskiego i Kohna oraz szkic postaci Dzierżyńskiego, bardzo mnie bawią, o ile takie postaci mogą bawić.

    Ale jest i coś z kuchni. Otóż dla literatów i filmowca „obsługujących” Btwę Warszawską pod patronatem Oddziału II Sztabu Generalnego, herbata była niedostępnym dobrem, a cukier zjawiskiem legendarnym. Ale z jednego i drugiego mogli korzystać dzięki uprzejmości Dzierżyńskiego, Kohna i Marchlewskiego, którzy zostawili te dobra na plebanii w Wyszkowie salwując się ucieczką, gdy bitwa przybrała niekorzystny dla nich obrót. Cukier mieli w najlepszym gatunku, ale chyba treściwszym pożywieniem nie dysponowali. Historia milczy, jaki mógł być obrót bitwy, gdyby sowieccy przywódcy dysponowali jadłem treściwszym.

  14. Dzien dobry,

    My, nie uczestniczacy w Zjezdzie, mozemy tylko sobie pomarzyc o tych przeroznych wspanialych smakach i przyjemnej atmosferze. Ladnie to opisalas, Krystyno a zdjecia oddaja „Zabi klimat”. Mam nadzieje, ze w przyszlym roku uda mi sie do Was dolaczyc.

  15. Żabę lub Cichala prosimy o nadanie komunikatu o zdrowiu Pyry,
    bo się o Nią martwimy.Pyrze rzeczywiście przeziębienie nie
    pozwoliło siedzieć z nami w sobotnie popołudnie i wieczór przy ognisku 🙁

  16. Zajrzałem do wczorajszego i zagłębiłem się w zdjęcia. Zbaraniałem. Gdy zbliżaliśmy się do Żabich Błot przy drodze przechadzała się urocza blondynka, która kiwnęła nam ręką. Odkiwnęliśmy i tyle. Przy przedstawianiu się, jako przygłuchy, zrozumiałem zupełnie coś innego. A to, jak widzę ze zdjęć, nasza najbliższa blogowa sąsiadka. Nawet pare razy korciło nas zapytać, co z Krystyną, ale jakoś powstrzymywałem się, bo nie chciałem wyjść na niezorientowanego, a ostatnio mało tu zaglądałem.
    Może da się jeszcze jakoś to nasze faux pas naprawić.

  17. Danusko, okolicznosciowy wierszyk „akuratny”, jak zwykle 🙂
    Z czego byla Twoja teryna?

  18. Dzięki za komplementy dotyczące wierszyka !

    Moja Teściowa o pięknym imieniu Marie-Louise świetnie gotuje.
    Niestety nie widujemy się zbyt często i nie poznałam jeszcze ciągle
    wszystkich sekretów Jej kuchni, a szkoda 🙁
    Teryna z ryb przywieziona przez nas na Zjazd, którą robimy zgodnie
    z przepisem Marie-Louise jest obecna w naszym menu już od dawna.
    Teryna zjazdowa zrobiona była z filetów z soli i tuńczyka z puszki.
    Oto przepis :
    ok.60-70 dkg filetów z ryb ( ryby dowolne, może być też tuńczyk z puszki
    w sosie własnym, mogą być krewetki itp. )
    6 jajek
    ? szklanki bułki tartej
    ? szklanki mleka
    przyprawy wg uznania
    Ryby gotujemy na parze lub smażymy, a następnie miksujemy.
    Ubijamy pianę z białek, bułkę zalewamy mlekiem i czekamy chwilę,
    aż mleko zostanie wchłonięte przez bułkę. Wszystkie składniki- zmiksowane ryby,pianę z białek, żółtka i bułkę z mlekiem oraz przyprawy mieszamy delikatnie razem.
    Wlewamy do formy keksowej i pieczemy ok.30 minut w kąpieli wodnej
    w temp.180oC.
    Podajemy najlepiej z majonezem czosnkowym domowej roboty.

  19. 1/2 szklanki tartej bułki
    3/4 szklanki mleka

  20. Life goes on and the soldier must eat
    Z ponad 25 uczestników Zjazdu zaledwie paru jest jako tako na nogach i zdolnych do relacji 🙄
    Rozumiem, że wrażenia i pochłonięte potrawy muszą zostać przetrawione, głowy przewietrzone i na nowo zdolne do koncentracji, więc trochę jeszcze potrwa, ale mam nadzieję, że bez szkód na zdrowiu uczestników.

  21. Danuśko,
    wczoraj Pyra była pełna wigoru.

  22. Nemo- Pyra,Haneczka i Jurek oraz Cichal z małżonką nadal
    w gościnie u Żaby.Cichal sprawozdaje w miarę możliwości
    technicznych,Pyra i Haneczka zapewne się odezwą dopiero po
    powrocie pod własne komputery.
    Alicja z sprawozdaje z doskoku,bo nadal w gościnie u rodziny.
    Reszta wróciła do domu i posłusznie zameldowała się na blogu 😀

  23. Jotko-dzięki za komunikat 🙂

  24. Jedli, pili, lulki palili, przy ognisku siedzieli, a teraz dzielą się z nami wrażeniami.
    Dziękujemy – było wspaniale!

    No to przeżyjmy to jeszcze raz:

    http://www.youtube.com/watch?v=xJiAJLXXBbU

    Danuśka –
    bez Twojego pozwoleństwa to zrobiłam. Chyba mogłam?

    Pozdrowiątka od zwierzątka
    Echidna

  25. Stanisławie, nie przejmuj się, jeszcze będą okazje do zacieśnienia kontaktów.

    Nemo, wielu uczestników zjazdu przyjechało w towarzystwie współmałżonków, którzy byli świetnymi rozmówcami, a często wykonawcami różnych potraw, ale nie zabierają głosu na blogu. Część towarzystwa pozostała w Żabich Błotach, a tam są jakieś problemy internetowe.

    Żaba leżała, dając odpocząć trochę swojej nodze, która ma być niedługo operowana.

    Przepis na terynę warto zapisać, bo jest to bardzo smaczna i oryginalna, przynajmniej w Polsce, potrawa z ryb. Gościom, lubiącym ryby na pewno będzie smakowała. Alain obstawał przy majonezie jako koniecznym dodatku. Ja wolę bez majonezu albo spróbowałabym z sosem chrzanowym

    Inną , wartą rozpowszechnienia potrawą jest rolada z kurczaka z nadzieniem z wątróbki. Haneczka na moją prośbę opisała mi sposób wykonania, ale niech ona sama, kiedy wróci do domu, poda dokładny przepis. Zwykłego kurczaka można podać w bardzo eleganckiej i smacznej postaci.
    Odniosłam wrażenie, że nikomu nic nie zaszkodziło. Nalewki i wina pomagały w trawieniu, a świeże chłodne powietrze pozwalało dotlenić umysł.

  26. Danusko, skopiowalam Twoj przepis. Tez robie od czasu do czasu rybne teryny. Podaje najczesciej z sosem na bazie jogurtu lub twarozku, sol, pieprz, estragon lub curry.
    Nemo 13:07, ten film to idealna ilustracja dzisiejszego tematu.

  27. Echidno- mogłaś 😀
    Podziękowania i dla Ciebie i dla paOLOre za tak szybkie akcje
    filmowo-internetowe.

    Krystyno – popieram,czekamy na dokładny przepis Haneczki na roladę.
    Niektóre przepisy na znakomite desery : keks Krystyny oraz ciasto Jotki
    już zostały rozpowszechnione po poprzednich zjazdach oraz mini zjazdach.
    O przepis na pasztet Ukochanej Stanisława już się kiedyś upominaliśmy,
    ale jest on (ten przepis) owiany mgłą tajemnicy.

  28. Żaba uraczyła nas nalewką orzechową w kolorze żabiobłotnym.
    Żabie wręcz nie wypada robić nalewek w innym kolorze 😉

    Uwaga Krystyny o chłodnym powietrzu słuszna i głęboko uzasadniona.

  29. Powietrze chłodne, ale klimat obrad sprzyjający grupowym pogaduszkom 😉
    W relacji fotograficznej brak mi tzw. zdjęcia strażackiego.

  30. Echidno,
    😆 😆 😆

  31. Z prawdziwą przyjemnością czytam sprawozdania szczęściarzy- uczestników Zjazdu i oglądam zdjęcia. Cieszę się, że spotkanie w Żabich Błotach tak wspaniale się udało i obecni na nim Blogowicze miło i smakowicie spędzili czas w tym pięknym miejscu. Miło, że tak szybko podzielili się wrażeniami !
    Dzięki tym zdjęciom i relacjom mam wrażenie, że też trochę tam byłam.
    Dziękuję!

  32. Mój weekend też był bogaty w pogaduszki, ale ubogi w posiady. Pogoda była cesarska, ciepło łagodne, ale w sam raz na krótki rękawek. Byliśmy na jagodach, nawet Młodzi zebrali się w sobie i zebrali po litrowym wiaderku jagódek, co już było wydarzeniem godnym odnotowania. Nasze dziecko miało dawniej zwyczaj wyjadania zbierającym z ich wiaderek, choć wokół było pełno jagód na krzaczkach 🙄 Tegoroczny urodzaj na jagody jest raczej kiepski i sporo się trzeba nachodzić i naschylać…
    Wczoraj rano zawieźliśmy Młodych do stolicy, odwiedziliśmy po drodze Babcię i pojechaliśmy w góry Jura na wędrówkę pięknym przełomem rzeki Areuse
    Pod wieczór odwiedziliśmy znajomych nad jeziorem Neuchatel i gadaliśmy spacerując po długim molu z tysiącem jachtów, które powoli gromadziły się w porcie po pięknym dniu na falach.
    Do domu wróciliśmy nocą przywożąc świeże jaja, słodkie mirabelki i kwaskowate węgierki oraz dynię o mozaikowym zielono-pomarańczowym wyglądzie zewnętrznym. Jaka jest w środku to się dopiero okaże 😉

  33. Nemo-intesnywna górska wędrówka bardzo by nam się teraz przydała.
    Na Zjeździe uprawialiśmy jedynie wędrówkę od kuchni do ogniska.
    Zdjęcie strażackie – znaczy portret zbiorowy ?
    Rzeczywiście nikt nie pomyślał 🙁 Nadrobimy podczas kolejnych zjazdów.
    U nas jagody już się skończyły natomiast w lasach wszędzie mnóstwo
    grzybiarzy !

  34. nemo –
    przełom rzeki przepiękny. W noc księ0ycową musi wyglądać bajecznie. I trochę strasznie, jak u braci G.
    Byłaś tam nocą?

    Danuśka –
    To zabrzmiało satyrycznie: jadód już nie ma, skończyły się. Są grzybiarze. Mnóstwo.
    Da radę ich pozbierać? (To mój czarny humorek przemawia)

    E.

  35. Errata:

    – księżycową

  36. hmm .. trochę duże te Żabie Błota skoro się każdy z każdym nie poznał … 😉

    kucharz na wojnie zawsze mi się kojarzył w filmach z dekownikiem …

  37. Echidno,
    w biały (słoneczny) dzień, słońce przeświecało przez liście drzew i miejscami opromieniało wodospady… Musimy się tam wybrać w październiku, jak się liście zabarwią…
    Danuśka,
    tak jest, portret zbiorowy w stylu:leżą, siedzą, stoją. Ja to nazywam – strażackie 😉

  38. W mojej okolicy sezon na jagody jest właśnie teraz. Oczywiście na wysokości powyżej 1500 mnpm.

  39. Placku,
    znakomita ilustracja 😉

  40. O coś takiego właśnie mi chodziło. Leżeć mogłyby psy.

  41. Byłam na poczcie i w sklepie. Narobiliście mi apetytu na dziczyznę, a tu (w sklepie) jak raz antrykot z dzika i filet z jelenia – nabyłam bez wahania oba. Mam nadzieję, że dzik jest rzeczywiście helwecki, widziałam wczoraj zryte przez zwierzynę pole i nadżarte dynie 🙄

  42. Cały Zakrzówek był w ostatni weekend zryty przez dziki…*
    (Środek królewsko-europejskiego, bądź co bądź… 😉 )

    A 5 dzików (słownie pięć)… – polskich, nie szwajcarskich, nie mówiąc żeby helweckich – spotkałam przed Wielkanocą na ścieżce w Lesie Wolskim (niestety, znów ‚muszę’ zalinkować do siebie… 😳 – ale skoro temat ‚siedzi’ tak wszechstronnie „w tematyce i klimatyce” 🙄 )

    Z wszystkich dzików najbardziej lubię sarninę… Ale też nie bardziej, niż ‚prawdziwe’ (=nie-sklepowe) indyczę… 😉

    Opisy uczt, uchwał i czynów zjazdowych mam nadzieję doczytać jutro o poranku… 😀

    ___
    *I jabłka, które tam najbardziej lubię – zeżarte (stara odmiana, „winne” – w sklepie takich nie mają… 🙁 )

  43. Jarosz przy władzy to niekoniecznie wizja pokojowa. Winię noże i widelce.

    Filmowy Szaszłyk dla kompanii żołnierzy:

    1 mała krowa
    10 litrów czerwonego wina
    10 litrów soku z winogron
    12 kg pomidorów
    0.7 kg papryki
    sól do smaku

  44. 😳 „temat siedzi w tematyce i klimatyce…” — oczywiście – notki i pogawędek pod nią 😳

  45. Z przyjemnością obejrzałam Wasz zjazdowe zdjęcia, miło było Was zdjęciowo poznać,fajnie ,że zamieszczacie zjazdowe przepisy, czy mógłby ktoś „uszczegółowić” farsz do pstrągów ? o ile oczywiście nie jest owiany „mgłą tajemnicy” 🙂 co oczywiście ma prawo mieć miejsce.
    Pozdrawiam

  46. nicht nur liebe geht durch den magen, sondern auch der krieg 🙁

  47. W dni parzyste wydaje mi się, że istnieję w świecie Haska, w nieparzyste Hrabala a w weekendy Kundery, czyli w krainie absurdu do sześcianu.

    Na filmie „Kucharze wojny”, tutaj zwanym „Historią Gotowania” byłem tej wiosny, w ramach programu o dżwięcznej nazwie „Gorące Dokumenty”.
    Po raz kolejny stwierdziłem, ze świat jest jak najbardziej normalny, a ja nie.

    Filmy przedstawiają świat okrutny i przerażający, a na deser wrażliwy widz może się udać na obiad i spokojnie o tym żując porozmawiać. Całość nosi nazwę „Zupy Dokumentalnej”, można sobie nawet wybrać z listy stosowną restaurację. Pamiętam, że jedna z nich nazywała się „Pub Żebraka”. Przyznaję, że mimo tego, że przesłaniem filmu jest zmuszenie nas do myślenia o Ważnych Rzeczach, sam sposób przygotowania tej ciężkostrawnej potrawy tak bardzo mnie zasmucił, że zrejterowałem po pól godzinie z hakiem.

    6 wojen
    10 przepisów
    60 milionów poległych

    Po takiej reklamie mina mi zrzedła, a gdy się dowiedziałem, że reżyser planuje serial telewizyjny i książkę kucharską , doszedłem do wniosku, że wiekowo należę jednak do teatru Haska a nie współczesnego teatru obłąkanego marketingu. Wiem, że tak właśnie utyskują starcy. Utyskuję. Mam ochotę schronić się przed takim światem pod kocem i powtarzać za Hrabalem – Powinienem był siedzieć na tyłku, w domu”.

    Ratunku – marketing mnie pożera, kawałek po kawałku. Jedynym lekarstwem jest smalec, ten z fotografii. Cudowny smalec. Siedzę na trawie, w Kongo, i jem chleb ze smalcem, z tymi którym ktoś krowę podwędził.

  48. Marzeno- przepis na pstrągi Alaina figuruje od poprzedniego Zjazdu
    w książce kucharskiej prowadzonej przez Alicję :
    http://alicja.homelinux.com/news/Gotuj_sie/Przepisy/Pstragi_wg.Alaina.html
    Miło mi,że Cię zainteresował 🙂

    Alino- podziel się przy okazji,proszę, swoimi sposobami na rybne teryny.

  49. Placku,
    w samo sedno trafiłeś.

  50. nie przesadzaj Placku
    ten dokument moze zaskoczyc. dobra produkcja, mocne story i charaktery 😆 a co najwazniejsze niezla kamera montaz dzwiek no i muzyka. naprawde klasa sama w sobie przy innym barachle nawet fabularnym. doslownie wystrzalowe kino 😆

  51. U Żaby zamiast masła i śmietany stosowana jest jedynie śmietana Eski.
    Eska produkuje maślaną śmietanę,jak za dawnych lat 🙂

  52. Ryśku – Byłem bardzo powściągliwy 🙂

  53. Pyra była widać niegrzeczna i na zjazd nie zasłużyła. Wyjechałam zdrowa, do Żabich dotarłam już słabująca. W rezultacie ominęło mnie mnóstwo doskonałego jadła (mdłości) i przyjacielskich pogawędek, bo jak tu zacieśniać, kiedy dreszcze trzęsą ? Z rozmysłem też starałam się zarazy nie roznosić i zbiorowości unikać. Tu chciałabym uspokoić purystów – alkoholu przywozimy sporo, ale i gości jest sporo i je się cały dzień solidnie i gada i śmieje, czasem śpiewa, spaceruje, pomaga, przeszkadza, plotkuje i zbawia ludzkość – w rezultacie trzeba by się mocno ograniczać towarzysko, żeby zalać się na biedronkę. Jest też spory ruch kadrowy – jedni przyjeżdżają, inni już wyjeżdżają, jeszcze inni wracają po noclegu w pensjonacie, ten jedzie łowić ryby, tamta grupa zbierać grzyby, wszyscy rzucajię tłuc muchy (klęska w tym roku) Cichalowi w śnie towarzyszy jaskółka, panienka Sylwia dzisiaj rano znalazła nowo narodzoną źrebiczkę, kasztankę Natię, która musiała urodzić się nocą, bo już była sucha i wszystkie konie przyszły ją oglądać – jednym słowem działo się i procenty służyły podkreślaniu rzeczywistości, a ne kreowaniu śiata. cdn

  54. powsciagliwosc to zachowuje podczas degustacji absyntu. ostatnim razem saczylem z takim jednym. wygladal zupelnie nienagannie. ogolony i uczesany. panienki kleila sie do niego jak za dawnych czasow. po jakims czasie, a raczej paru kieliszkach zaczely rosnoac mu osle uszy. na dodatek ruszaly sie na przemian, raz do przodu raz do tylu. z czasem twarz tez przypominala osla. a kiedy, widocznie na glos, zastanawialem sie co ja z takim oslem tutaj robie to przeistoczyl sie nagle w swinie. doslownie taki sam mial ryj jaki prezentowany jest na samej gorze w kadrze z calkiem niezlego dokumentu 😆

  55. Przyznaję, że świetny dokument wiele mnie nauczył, choćby tego, że jeśli już wojować, to jako marszałek, najlepiej Tito. Był smakoszem i miał kucharzy co niemiara. Kuchnia szeregowa szczyci się marszałkiem tylko na opakowaniu, a absyntu w racji ani kropli. Głodny żołnierz to żołnierz zły, sytuacja bez wyjścia, wręcz wybuchowa.

  56. cd
    Wiadomo, że Żaba mało ugotować nie umie, więc to, co zostało podane w piątek wieczorem (żurek, sztufada w ziołach i sztufada w jarzynach, oraz filet z indyka w jarzynach) było do dyspozycji także w dniach następnych, tyle,że żurek został spożyty od razu do zera – sztufady i indyk nie. Gargantuiczną ucztą była późna piątkowa kolacja, w czasie której uczono się pić teguilę, wędliny i sery były na stole, w pewnym momencie Żabą stęknęła, podniosła się z miejsca, wróciła z ogromnym złomem wędzonego łososia i był to najlepszy łosoś jaki w życiu jadłam świeży, mięciutki, krojony w poprzek przez Żabę w zgrabne plastry, trafiał w nasze chciwie wyciągnięte łapy i był pożerany z ociekających tłuszczem palców. Na pytanie gdzie to cudo można kupić, Żaba odpowiada, że na stacji benzynowej. W tej uczcie (donoszę Panie Naczelniku)udział wzięli :
    Żaba, panienka Sylwia, Eska, Cichalowie,Dorotol i Dagny, Haneczka z Panem Mężem, Pepegor i donosicielka. cdn

  57. naturalnie, ze lepiej umrzec na froncie sytym i na dodatek w mlodym wieku, w okresie nie odartej ze zludzen mlodosci. zejsc ze swiata w swietlistym rozblysku, niz konac w starczej cielesnej slabosci i na rumowisku dawnych zludzen

  58. Pyro,
    nie wiem, jakich purystów chcesz uspokajać, ale jeśli to uwaga a propos mojego „wietrzenia głów”, to zapewniam, że miałam na myśli wietrzenie z oszołomienia spotkaniem i wrażeniami, a nie jakieś tam zamroczenia alkoholowe 🙄
    A choćby nawet i ktoś się zamroczył czy to alkoholem, czy też nadmiarem tlenu w powietrzu, to nikt tu nie będzie po purytańsku robił zarzutów dorosłym ludziom.
    Chyba że ktoś by dawał alkohol Dagny lub źrebakom 🙄

  59. Ryśku,
    ale w wypadku rany postrzałowej w brzuch, to lepiej być na czczo 🙄

  60. Nemo – I tak wspólnie doszliśmy do wniosku, że lepiej to niekoniecznie dobrze. Podobnie jest z piciem – tutaj tego nie wolno do 21-go roku życia, ale na wojnę można się zgłosić dużo wcześniej, czyli że lepiej jest walczyć na trzeżwo.

    Nie pili, uczyli się pić. Czytaj uważnie 🙂

  61. <a href=”opis„>Szeregowy jarosz

    Mischief Films – Psotne Filmy – Psotny Dokument. Wasze zdrowie, a jeśli nikt nie ma kaca, nie traćmy nadziei, może w przyszłym roku, upijam się kieliszkiem wina 🙂

  62. Wychodzi na to, że udało się, z tymi podpisami do zdjęć.

  63. jak byc trafionym to na dobre, na amen. zadne polsrodki nie prowadza do celu lecz do bolu i cierpienia
    i jak taki syty i mlody padnie na polu walki to kazda matka takiego padnietego moze byc najdumniejsza kobieta na planecie. i najszczesliwsza
    polegl synus za swoj kraj

  64. Nemo – Ciebie mi brakowało (m.innymi) – a teraz c.d Zgubiłam z uczestników tej piątkowej kolacji, Krystynę, a łososia z nami jadła. Ponadto na stole był placek drożdżowy z kruszonką roboty Inki i sernik wiedeński Haneczki. Sernik ów podzielił los żurku i do soboty nie dotrwał. Przed domem leżały wielkie jak polana kabaczki Pepegora, a w kuchni też ogromniaste cukinie, które zakupił w Złocieńcu Cichal. Różni ludzie potem zabierali to dobro, ale zależało to od wielkości samochodu. Resztę opisali tambylcy; dodam tylko, że tuż po dzisiejszym, ostatnim śniadaniu, przyjechała Eska i marszcząc się okropnie wysypała na półmisek kilka pęt wspaniale uwędzonej kiełbasy weselnej (syn Eski żeni się w sobotę). Teściowa in spe ogłosiła, że kiełbasa coś nieudana. No, to daj mi Panie Boże choć raz na mesiąc tej felernej kiełbasy próbować. Wykonana ze świnki wietnamskiej z dodatkiem jeleniny, jedyną wadą mogła być nieco za luźna konsystencja. No, nie mogę; na dzisiaj kończę wspominki.

  65. Pepegorze – Zobaczyłem, dziękuję.

  66. Pyro, działo się znakiem tego jeszcze, działo. Świeżego źrebaczka też bym sobie obejżał.
    A grzybów przynajmniej nazbierali w tym Bornym Sulimowie.
    Mnie jeszcze mało Polski, chyba się zabiorę z moją LP do tej Białej Podlaskiej na ten jej zjazd. Muszę tylko jutro popatrzeć na mój kalendarzyk na biurku i zobaczyć, co się tam da zrobić. A Brzucho tyje. Żabie Błota dorzuciły mi 3 kg.

  67. Brąz dla Pepegora!
    Dla następnego fotografa już tylko blacha, ale mam nadzieję, że wszyscy kiedyś dotrą do mety 😉

  68. Pepegorze – grzybów nazbierali; Żaba zabezpieczyła i będzie pewnie mrozić.

  69. PaOlOre coś wcięło galerię ze strony Żaby 🙁

  70. Małgosiu, wciąż wcina? i czy jeszcze komuś pożarło galerię? u mnie funkcjonuje…
    może zmniejszę obrazki na pierwszej stronie galerii, bo przy tej liczbie albumów coraz dłużej trwa ładowanie miniaturek.

  71. Jest tylko ‚Wybierz album a następnie zdjęcie’ , nie widać żeby coś się ładowało

  72. U mnie galeria także jest.

  73. Pusto i w Firefox i IE

  74. Małgosiu, spróbuj odświeżyć stronę. Jeśli nie pomoże, otwórz okno…
    i odetchnij głęboko wieczornym powietrzem. Jeśli i to nie pomoże, interweniuj u cenzora. W razie klęski sprawdź, czy przeglądarka nie jest ustawiona na blokadę Javascript.
    Sprawdź też, czy ładuje się strona Picasy, z której pobieram zdjęcia

  75. Picasa ładuje się błyskawicznie i bez problemu.

  76. Małgosiu, otwierała się u Ciebie galeria wcześniej, jeśli tak, to kiedy ostatnio?

  77. Pewnie wczoraj i wcześniej się otwierała

  78. Film Echidny gra i śpiewa, inne strony wyświetlają się poprawnie

  79. Sprawdzę stronę Żaby jutro.
    Dobranoc!

  80. zmniejszyłem miniaturki, może coś pomoże?

  81. Jestem 🙂 Systematycznie doczytałam i obejrzałam nadrabiając niebycie (wszystko chodzi). Nigdy w życiu nie byłam systematyczna 😯 , fotogeniczna też nie, niestety 🙁
    Do wszystkich łkających: byłam wcześniej, wyjechałam później, całość miałam w zasięgu ręki, a i tak nie dałam rady spróbować wszystkiego 🙁 Przysięgam, dawałam z siebie wszystko. Pościłam przed. Wdziałam za duże portki. Wstawałam świtaniem i siedziałam do późna. Nie dałam rady. Ostatkiem sił spróbowałam piersi indyczej Żaby. Nie wiem, co Żaba robi, że jej pierś tak się rozpływa, moja nie chce 🙁
    Pstrągi Męża Danuśki i sposób, w jaki je robi, powinny przejść do legendy – na drugie mam Cierpliwość, ale nigdy w życiu nie zapakuję niczego w cokolwiek tak jak on.
    Do rybnego paszteciątka Teściowej zrobię podejście i spróbuję z godnością znieść pełne politowania spojrzenie Pana Męża 😎
    Gospodarzowi jestem nieskończenie wdzięczna za kaczkę w owych grzybkach, do których nigdy nie miałam odwagi, teraz już mam 🙂 Zakneblowałam głos rozsądku i wyżebrałam dokładkę 🙄
    Nalewki Pepegora mogą człowieka wpędzić. Próbowałam w tą i z powrotem, i nadal nie wiem, która lepsza.
    Łososia kupujcie tylko na Stacjach Paliw, reszta jest prozą.
    Do keksu Krystyny ciągle nie dorosłam, do Krystyny też nie 😉
    Pepegor chciał zjeść całą dziczyznę Alicji, ale nie dał rady i teraz płacze.
    „Walka o ogień” to pikuś w porównaniu z walką o gulasz 🙄
    Żaba zrobiła za mało ogórków. Na wyhodowanie kompleksów w sam raz, na resztę potrzebny byłby kwintal.
    Nie wiem, jak przeżyję bez dziczyzny Żaby w sosie borówkowym Żaby 🙁
    Lena ma dobrze, zero wymyślania. Do końca zjazdów będzie robiła Swój Sos i Szynkę.
    Za to Pyra ma przechlapane. Nie spróbowałam jej śledzi. Jak trochę odsapnie i wydobrzeje, nachalnie zasugeruję produkcję na specjalne zamówienie 😉
    Resztka pasztetu Ukochanej Stanisława została skrzętnie przechowana dla Eski. Eska musi się teraz wyjątkowo dobrze odżywiać. Żenić się i jednocześnie wychodzić za mąż to wielki wysiłek. Teraz jestem o nią spokojniejsza 🙂
    Zabrakło mi tylko jednego. Nie nagadałam się. Bardzo proszę o przyspieszenie prac nad klonowaniem, bo nie można być wszędzie naraz 🙁 No i zawsze jest za mało 🙁
    Od następnego Zjazdu zdjęcie strażackie będzie żelaznym punktem programu. Z obowiązkowo leżącą Żabą 😉
    Dziękuję Wam wszystkim 🙂

  82. Eee tam, Haneczko, zdjęcie strażackie to by nam Sławuś już teraz zrobił, gdyby go poprosić.
    Nie takie rzeczy on w fotoszopie ze śwagrem po pijaku…
    A materiał na fotkę zbierze z pozostałych zdjątek, toć nawet Żabę leżącą Cichal nam podesłał 😉
    Baza też jest, klasyczna, od Placka 😀

  83. dzień dobry .. 🙂

    jedzenia nie do przejedzenia na tym zjeździe … 🙂 … atmosfera jak na rodzinnym spotkaniu … 🙂

    ma być cieplej a w weekend nawet prawie lato .. a ja wczoraj szukałam moli bo gdzieś są cholerki …

  84. Każdy ma swojego gryzia co go mole.
    Jadę zobaczyć falę na Wiśle.
    Znaczy szybko po szybkę.

  85. Melduję, że zapoznałam się dokumentnie z wszystkimi dokumentami zjazdowymi… i około… 😀

    Tu mgła… dokoła mgła 😉