Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

8.06.2009
poniedziałek

Ranek w Wyszkowie, kolacja w Warszawie

8 czerwca 2009, poniedziałek,

Po kilku deszczowych dniach w sobotę wyjrzało słońce. O szóstej rano, gdy wypełznąłem spod kołdry i wyszedłem na werandę, świeciło pełnym blaskiem na bezchmurnym niebie. Termometr wskazywał już 16 st. C. Zapowiadał się piękny dzień.

Za płotem, u sołtysa rżał ogier czując przybyłą do niego klacz, kogut piał głośno jak nigdy, a w naszym lesie wrzeszczały sójki przekrzykując się ze srokami. To zapowiadało fantastyczną sobotę.

Po śniadaniu ( dwie filiżanki herbaty Uda Watte przywiezionej prosto z Cejlonu z plantacji rodziny Fernando, dwie grzanki z ostrym żółtym serem Boryny i białym własnej roboty z pomidorami oraz zerwanymi w ogródku listkami bazylii a na koniec szklanka wyciśniętego własnoręcznie soku pomarańczowego) ruszyliśmy do Wyszkowa. Po 20 minutach byliśmy już w księgarni przy ulicy Sowińskiego. Monika -właścicielka kilku księgarni w okolicy, przygotowała dla nas stolik zapełniony naszymi książkami i krzesełka. My przywieźliśmy sporą porcję ciasteczek wg. przepisu prababci.

Pewnym krokiem maszeruje do księgarni kolejny czytelnik

Pierwsi klienci pojawili się niemal natychmiast. Miła rozmowa a zwłaszcza smak ciasteczek, zachęcił ich do kupowania. Na pierwszy ogień poszła „Krwawa historia smaku” i „Rok na stole”. Potem nastąpiła długa przerwa. Co jakiś czas jednak pojawiała się kolejna osoba kupująca nie tylko literaturę dla panienek ale i dla kuchmistrzów oraz ludzi ciekawych smaków świata. „Wędrówka po stołach Europy” też poszła w dobre ręce.

Basia, Monika (w głebi) i kolejna czytelniczka szukająca książek dla wnuków

Wprawdzie nie odnieśliśmy oszałamiającego sukcesu handlowego (podpisaliśmy 10 książek) ale spędziliśmy sympatyczny dzień z wielce sympatyczną księgarką (i znającą się na rzeczy) oraz udzieliliśmy wywiadu do miejscowej gazety czyli „Wyszkowiaka”. Gdy się ukaże fragment – zacytuję.

Do Warszawy ruszyliśmy po 14 i dojechaliśmy do domu w ciągu 50 minut. Tak się teraz podróżuje po ekspresowej szosie Wyszków – Warszawa. A wieczorem kolacja u przyjaciół – Basi i Bogdana. Nie dość, że przesympatyczni to jeszcze fantastycznie karmią i…poją. No to popatrzcie i poczytajcie co tam było na stole:

To nie tylko smakowicie wyglądało, to było pyszne…

Rozmaitym przekąskom towarzyszyło wino z Saint Emilion czyli Bordeaux. Również do miniaturowych kurcząt z ziołami i papryką otwarto kolejne wino z tego samego regionu. Na deser był creme brule a na sam koniec herbata (do wyboru zielona lub czarna). Rozmowy zdominowały dwa tematy: wnuczęta (i gospodarzy, i gości) oraz wybory do europarlamentu.

 

 

W samym środeczku tańczy Zuzanna

 

A w niedzielę występ naszej Zuzanny w Teatrze na Woli, gdzie co roku jej szkoła baletowa ( z ulicy Moliera czyli obok Opery) prezentuje spektakl  tańców klasycznych i nowoczesnych. Nam to się bardzo (zawsze) podoba. Basia wzrusza się do łez a ja udaję, że mnie nic nie rusza. Ale sami popatrzcie i powiedzcie…

W pierwszym szeregu, trzecia z prawej – Zuzanna

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 94

Dodaj komentarz »
  1. Zazdroszcze jajek faszerowanych, dawno juz nie jadlam.

    Zuzanna jest piekna!

  2. Odetchneliśmy wszyscy z ulgą . Już po wyborach. Na szczęście gadające głowy znikną na jakiś czas . Czas najwyższy i pora roku sprzyjająca spotkaniom towarzyskim. Oczywiście przy zastawionym stole. Słoneczko świeci , robi się coraz cieplej. Może będzie łatwiej fotografować.
    Dawno nie byłem za granicą. A może by tak do Mediolanu?
    http://kulikowski.aminus3.com/image/2009-06-08.html

  3. Marku, pojazd już masz. Bierz bułanka. Aparaty w juki i jazda. Najpierw za granicę Ostrołęki z popasem pod Pułtuskiem, a potem nawet i do Mediolanu. Choc ja bym radził np. Treviso. Zajrzyj do przewodnika jakie to piekne miasto. A jeśli dłużej poczekasz to po powrocie z urlopu pokażę Ci je w blogu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Za 10 dni kolega jedzie na prezentacje sztuki ludowej – również kulinarnej. Jak zabierze to w drogę z długą rurą…

  6. Marek…
    a może by tak za morze? 😉
    Środek nocy, spojrzałam na zdjęcia, a tam talerz… no to zrobiłam sobie kromuchę z salami, o! A na dzisiaj szparagi, bo koniec sezonu i dają prawie darmo, ja uwielbiam na rózne sposoby, aż się Jerzor zaraził, niespecjalny entuzjasta.
    p.s.A propos zdjęcia Zuzanny… ja też jestem podobna do Dziadka 😉

  7. Za morze pisze Alicja…
    Daj Boże .daj Boże !!!

  8. Treviso – ładne miasteczko ze słynnym w świecie wiceburmistrzem (do niedawna burmistrzem) – popularnym kseno- i homofobem, żądającym czystości rasy nawet wobec psów (preferujący rasę padańską 😯 ) i dążący do eksterminacji łabędzi na miejskiej rzece (w ramach profilaktyki ptasiogrypowej).
    Panienki w balecie – wiotkie i zwiewne… Moja pociecha też taka była i wiem, jakie to uczucia wzbudza w dziadkach, ciociach i chrzestnych… 🙂 Życzę Zuzannie wielu pięknych przedstawień z Jeziorem Łabędzim włącznie.

  9. Za morze ?
    Rozmyśliłem się .
    Ja jako sprawca skandali na skalę transkontynentalną nie mam co szukać za wielką wodą. Nie jadę!
    Okoń może spać spokojnie.
    Z poważaniem KM O!
    (nazwisko i adres znane redakcji)

  10. Nagle okazalo sie, ze jestem pacjentem ryzykownym i teraz caly tydzien beda radzili uczeni mezowie czy mnie przerznac czy zostawic w takim stanie jak jestem czekajac na cud Boski. W piatek ma zapasc decyzja co beda dalej robic.
    Ale kino. Na stare lata dorobic sie czegos takiego.
    Dla wyjasnienia podaje, ze klipa i bora to Slovenia. W klipe gralismy po wojnie w Warszawie. Teraz gra sie w porcie przy zamknietych okiennicach.
    Bora to silny wiatr sztormowy o predkosci do 160 kilometrów na godzine.
    Wystepuje tylko na wybrzezu Slovenii i wieje trzy dni.
    Wybory z glowy wiec cesarska.
    Pan Lulek

  11. No to masz, Panie Lulku, kolejnych 5 dni spokoju lub niepokoju 🙄 W tej niepewności proponuję spokój i ogródek.
    Bora wieje także w Dalmacji, nad Morzem Czarnym i w Skandynawii, a nawet w Zatoce Meksykańskiej i Japonii 😯
    Problemem są niskie góry, gdzie powietrze opada z siłą huraganu, ale nie zdąży się nagrzać jak fen (Foehn) 🙁

  12. czyli halny

  13. czyli halny – czyli fenowy 😉

  14. Poznałam dziś nowe polskie słowo: „wylaszczony” 😯 Okazuje się, że to termin określający „faceta zrobionego na laskę” czyli mężczyznę zadbanego i eleganckiego, kto wie czy nie z pedikiurem 😯

  15. Ależ Zuzia wystrzeliła w górę! Znam to babcine wzruszanie się do łez! 🙂

    Wylaszczony to nie tylko zadbany, ale taki z poprawioną urodą – spotkałam się z tym określeniem w czasie kampanii do europarlamentu – jeden z kandydatów na plakatach miał więcej włosów na głowie, niż w rzeczywistości a i twarz szczuplejszą, a inny pokazywał pod rozpiętą koszulą tors – brąz. 😉

    Będę robić dziś faszerowane mięsem kalarepki – miałam nadziać takim, jak na kotlety mielone, ale wyczytałam, że nemo robiła tylko z wołowiny. Mogłabyś podać przepis?

  16. Nemo, przy okazji proszę o Twój przepis na wafle, te serduszkokształtne.

  17. Also,
    ja po prostu miałam tę wołowinę, ale robiłam też z mielonym mięsem z indyka i było dobre. Do wołowiny dodałam namoczoną bez skóry bułkę, jajko, utartą cebulę, sól, pieprz czyli jak na kotlety mielone. Nadziałam wydrążone kalarepki i przykryłam je obciętymi wcześniej pokryweczkami, umieściłam w szklanym naczyniu, posmarowanym masłem, podlałam małą ilością wrzątku, przykryłam folią aluminiową (można pokrywką, ale nie mam pasującej) i wstawiłam do pieca przy 200 st. na godzinę chyba. Po prostu kalarepka musi być miękka, nóż ma wchodzić jak w masło.
    Osobno zrobiłam sos pomidorowy.

  18. Dzięki,Nemo. A teraz lecę odgrzać zupę kalafiorową, bo moja wnuczka oznajmiła, że głodna, a to się bardzo rzadko zdarza!

  19. Nemo, a to mięso było surowe? Ja kiedyś takim nadziałam paprykę i po 2 godzinach nadal w środku było surowe! 🙁

  20. MałgosiuW,
    całkiem surowe. Tego mięsa nie jest tak dużo, a pokrywka kalarepki nie jest szczelna, mięso było jak najbardziej gotowe i bardzo soczyste. Im lepiej wyżłobiona kalarepka, tym cieńsze ścianki i tym prędzej wszystko gotowe.

    Żabo,
    z tymi waflami, to ja eksperymentowałam trochę, bo mi się skończyła mączka kukurydziana, a chciałam zrobić pół na pół. Podam Ci tak w przybliżeniu, ciasto powinno mieć konsystencję b. gęstej śmietany. Wypróbuj na małej ilości.
    Wafle
    2 jaja
    2 łyżki cukru, szczypta soli
    cukier wanilinowy
    70 g mąki, łyżka Maizeny
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    1/2 łyżeczki sody
    70 g masła, stopionego i ostudzonego
    ew. trochę mleka gdy ciasto zbyt gęste
    Jaja z cukrem ubić do rozpuszczenia cukru, dodać pozostałe składniki i zmiksować na gładką masę.
    Waflownicę rozgrzać maksymalnie, wlewać po 2 chochelki ciasta, piec 2-3 minut. Ilość ciasta i czas pieczenia zależy od urządzenia, trzeba wypróbować. Jeśli waflownica nie jest powlekana teflonem – smarować tłuszczem co kilka porcji. Upieczone wafle kłaść na kratce do ciasta, by nie zwilgotniały i nie sflaczały na talerzu.

  21. Nemo, a wydrążone środki kalarepek zjadłaś?

  22. Wydrążone środki kalarepek zjadałam już w trakcie drążenia, ale nie wszystkie 😉 choć bardzo lubię surową kalarepę. Czasem dodaję je do zupy jarzynowej, tym razem ugotowałam jako jarzynkę do wczorajszej ryby dodając na koniec troszkę przecieru pomidorowego i śmietanki.
    Z młodej surowej kalarepki robię czasem carpaccio.

  23. Dzięki, Nemo, mam kilka przepisów na wafle, przeważnie robię na oko, w zasadzie zawsze są zjadliwe, ale takiego z mąką kukurydzianą jeszcze nie miałam. Ja tego nie powinnam jeść, więc poczekam na jakieś liczniejsze zgromadzenie dzieci. Wafle to dla nich swietna zabawa.
    Właśnie lunęło i grzmi a burze miały być raczej bardziej na południowy wschód. Tyle, że trochę cieplej.
    W ramach odsypiania gości obejrzę sobie „Lalkę”, chociaż kawałek.

  24. Zabo, rzuc okiem na skrzynke

  25. to są te, które czułem bądź poczułem
    bora bora czułem w Turcji
    aajej kursuje po południowym Marokko
    harmattan pochodzi z Sahary, krąży po północnym Marokko by utopić się w Atlantyku
    afriko póki co dochodzi do Rzymu
    alm spada z gor w dawnej Jugosławii
    poniente hiszpański chłodny zachodni, gnający fale do Tarify
    lavante ciepły wschodni hiszpański cudo na Tarifie za Gibraltarem następuje często po mistralu
    datoo spada z Gibraltaru do Tarify i niesie z sobą miły zapach
    ghibli gorący i suchy dujący w Tunezji
    haboob ten to niesie z sobą pól pustyni do południowego Egyptu
    khamsin zamiata kurze i pyły w Egypcie od marca do maja nazwany od arabskiego słowa znaczącego pięćdziesiąt. tyle dni duje
    imbat bryza morska w północnej Afryce

    jak mi sie jaki przypomni to go wklepie
    o moich prywatnych wiatrach nie wspomnę 😆

  26. O, to w takim razie ja jutro zrobię cukinie nadziewaną. Kalarepa tutaj występuje rzadko i musiałabym ja poszukać na Rynku, a Rynek urzęduje we wtorki i soboty, a poza tym jest dość daleko (14km.).
    Nie widziałam tutaj kabaczków – moja mama robiła przepyszne kabaczki nadziewane ryżem i mięsem mielonym, takie „gołąbki” kabaczkowe. Mmmmmm…
    Marek, skandalisto jeden,
    przygotuj sobie „świnkę”, wrzucaj do niej to i owo i po pewnym czasie hop w samolot 😉
    Resztę zapewniam, nawet roweru użyczę od czasu do czasu 🙂

  27. Pewnie coś przegapiłam w poprzednich rozmowach przy stole blogowym , słowo „maizena” przywołane w przepisie nemo musiałam googlować. Żaba od razu wiedziała co to !! 🙂
    Natomiast wyliczankę arcadiusa z wdzięcznością przyjmuję i przyswajam. Błysnę może gdzieś przy najbliższej okazji 🙂

  28. Grażyno,
    sorry 😉 o przepis pytała Stara Żaba, więc założyłam, że Maizenę zna, zwłaszcza że na początku komentarza wspominałam o mączce kukurydzianej… Ale dałaś sobie radę i wyguglałaś 😉
    Byłam rowerkiem na zakupach – chleb, mleko, feta, kawał parmezanu, banany i… sitko stożkowe, jak mają kucharze w TV do przecedzania sosów, wywarów itp. Dziś przyuważyłam je w sklepie – całe stalowe 😎 i nabyłam, a co.

  29. Brakowalo mi czegos na fotografiach panienek baletnic. Dlugo dochodzilem do tego czego brak do zalaczonych fot. Nareszcie olsnienie.
    Dorodnego, wyrosnietego labedzia. Co najmniej wymiaru Brzucha. Z krynolinka oczywiscie a byc moze we frywolnym podskoku.
    Piekne dziewczyny co tu gadac.
    Ech, czasy, czasy przyszly
    Pan Lulek

  30. Witam i powtornie pisze bo widze ze mi przestalo przyjmowac wpisy zwlaszcza jak zalaczam zdjecia. No to powtorka z rozrywki. Wczoraj grilowalismy aligatora i dzisiaj pare zdjec (wiecej niz pare). Aligator byl sobie taki ale nie mielsismy specjalnego przepisu wiec byl po prostu zgrilowany z sosikiem ostrym na boku. Mieso jasne jak u krolika i konsystencji ciekawej powiedzial bym. Nastepnym razem trzeba bedzie jakis konkretny przepis bo bez tego sie nie da. Kiedys w restauracji jadlem aligatora i byl calkiem dobry. Na zdjeciach gator od poczatku (zapakowany i zamrozony) do podania na stol. Salatka caprese co mnie ostatnio meczy i na deser truskawki Slawkowe, ktore sprzedalem nastepnym znajomym co maja sobie zaraz zakupic aceto balsamico. Przed samym koncem grilowania wpadli znajomi z baniaczkiem kurczakow i frytami i sie z aligatorowo-louisianowo zrobilo kurczakowo westernowo. Na koniec pare zdjec z ziolowego ogrodka znajomej i kwiatka, ktorty jej przywiozlem w prezencie bo dwa tygodnie temu wszystko jej wymrozilo. Ot tyle.
    http://picasaweb.google.com/Slawek.yyc/Aligator?

  31. Widze ze te sznureczki trzeba skracac bo inaczej nie idzie. Mam nadzieje ze wczesniejsze proby wyslania sie nie pokaza bo znowuz byloby to samo.

  32. chodziło i chodziło po łepetynie. złapałem i wklepuje

    die zeit ist der liebe
    was die segel den wind
    bläst er sanft wird er sie weiter führen
    bläst er heftig, wird er sie zerreißen

    wydaje mi się, ze jest to zbyt łatwe by tłumaczyć

    o dziewczynkach na obrazkach ani mru mru. jak dorosną do pełnoletności to zupełnie co innego 😆

  33. yyc_u sznureczek do poprawki. aligator zjedzony ale nie naświetlony 😆

  34. Nemo, Wszechnico Wiedzy, w czym sitko stożkowe jest lepsze od półkolistego? 😮

  35. Na zdjeciu Gospodarza jesli dobrze widze jest cantaloupe’a z szynka wedzona? Czy to moze cos innego? Ciekaw jestem bo czesto robie jako przystawke wlasnie cantaloupe z szynka westfalska albo dla miejscowych z nasza polska poledwica wedzona surowa. Drugie pytanko czy szparagi to sa z majonezem czy tez jakims bialym (jasnym) sosem?

  36. MałgosiuW,
    sitko stożkowe lub szpiczaste służy podobno nie tylko do przecedzania i przecierania (również do węższych naczyń) ale też do szybkiego zagrzania lub ostudzenia małych ilości czegoś przez zanurzenie we wrzątku lub wodzie z lodem. Może Sławek po 3-gwiazdkowym kursie wie lepiej?
    Ja dotąd używałam półkolistego, ale słynni kucharze w TV biorą stożkowe. Może przez takie przecedza się prędzej, bo ciśnienie wyższe? Albo ładniej wygląda 😎

  37. Nemo, dzięki 🙂

  38. No wiecie co… żeby 8 czerwca włączać ogrzewanie?!
    I to nawet nie ja włączyłam, tylko Jerzor, co znaczy, że naprawdę jest zimno!

  39. Alicjo to nie jest ziimno to jest ocieplenie inaczej.

  40. A jak metalowe to łatwiej zwinąć blachę w tutkę

  41. 5c5c
    A jak się przeciera to w szpicku nie zostaje?

  42. A z takiej tutki mozna sobie zrobic czapeczke na wypadek by grad padal albo jakies inne swinstwo z nieba lecialo.

  43. Alicjo, w ubiegly piatek siedzialam pod koldra i kocami w lozku az przyszedl dozorca i mnie pokazal jak sie w lecie terme gazowa ustawia, gdyz zimno jak w piwnicznej izbie.

  44. no co Wy z tym sitkiem, juz raz pokazalem

  45. Zabko, zostaje samo suche, wiec i tak na straty, istotne przeleci

  46. No, tak, to jest takie sitko detaliczne, do rzeczy drobnych i delikatnych. Do dzemów, np. mirabelkowych, wiśniowych, albo czarnoporzeczkowych, to ja używam wkładu do garnka do gotowania makaronu i wałka do ucierania, ale w wypadku dżemów (robię je przy okazji soków) to ja mam hurtowy przerób. I to raczej jest ośmiolitrowy durszlak a nie sitko.

  47. Zabo, ono bylo na tyle detaliczne, na ile detaliczny jest T-34 przy Patiomkinie ( bronienosiecu ), nie bede polimeryzowal, ale,chlop przepchnal w 15 min 20 litrow gestego plynu z osciami, caly swoj ciezar niemaly wkladajac w stosowna kopysc, wszyscy przezyli, siteczko tak na rybke ok 2,5 l pojemnosci posiadalo, przy hurcie rzeczywiscie moze byc klopot

  48. Do przecierania większych ilości np. pomidorów to ja mam tzw. passevite
    http://www.coro-handels.ch/passevite.html
    z wymiennymi sitkami i korbką, nabytą we Włoszech, kiedy nasze dziecko roczne dziecko odżywiało się głównie gotowaną marchewką i ziemniakami oraz bananem z sokiem pomarańczowym 😉

  49. coś dużo tych dziecek 🙄

  50. Moje nowo nabyte sitko ma pojemność może 3/4 litra i bardzo gęstą stalową siatkę. Muszę je na czymś wypróbować…

  51. jesli nie potluczone specjalnie na rowerze, to przygarnij, jeden dziecek w te czy we wte, nawet roczniak, odchowasz i jak znalazl do ZUSu dolozy

  52. na dziecku?

  53. Morągu,
    u mnie gazu nie ma, ale elektryka i owszem. No to się uruchomiło, potem piec olejowy tak zwany zaskoczył i w domu jest ciepło. Tylko dziwię się, bo o tej porze to… no ale widzieliście Kanadyjczyka, który nie narzekałby na pogodę?! W zimie na zimno, w lecie na upały, raz na 27 lat na zimny czerwiec 😯
    Już całe osiem dni narzekam!

  54. Sławek… 😉

  55. To sitko z korbką to się nadaje właśnie do kartofli i marchewki, ewentualnie jabłek czy pomidorów, ale z powodu dość dużych pestek mirabelki nie za bardzo chcą się przetrzeć. Natomiast w moim durszlako-garnku przecierają sie doskonale i bardzo szybko, najlepiej takie gorące, prosto z sokowarki. Zostaja pestki i trochę skórek. Kazdy ma swoją metodę, Karen Blixen pisze, ze jej kucharz bił piane nożem do ścinania trawy. Można tak, mozna inaczej, maść na szczury, maść na szczury!

  56. Urzadzenie do przecierania nazywa sie Flotte Lotte i taki oryginal udalo mi sie wcisnac chyba Markowi. Faktem jest, ze od tej pory robi znakomite konfitury i nalewki.
    A ja zbieram tymczasem sloiki z pokrywkami typu twist.
    Pan Lulek

  57. Żabo,
    ja nie mam mirabelek 🙁
    Sławku, 😯 😆
    Podwiązałam pomidory, bo rosną jak wściekłe, mają już nawet malutkie owocki…
    Alicjo,
    u nas nagle prasa zaczyna lansować Physalis peruviana czyli nasze tomatillo 😎 Podobno zdrowe i modne, w restauracjach głównie do dekoracji dań. Zachwalają jako łatwe w uprawie. Dotąd wciskałam ludziom sadzonki, może w przyszłym roku nie opędzę się od chętnych 🙄

  58. Przyznaję się do posiadania. Maszyna pracowała ciężko obsugując pobliskie sąsiadki. Kręciłem korbką za wzięcie.

  59. Nemo,
    my naprawdę lubimy tomatillos. Każde ilości schodzą jak czereśnie, nie przymierzając! U mnie nie ma miejsca na uprawę (poza tym chipmunki się podpięły!), ale miejscowi rolnicy naokołokingstońscy uprawiają i zawsze na wtorkowym-sobotnim targu latem są. Kupujemy i się zażeramy, a moje kilka krzaczków to dla zwierza bardziej niż dla nas.
    Nie wiem, co z tym robić poza zjedzeniem na żywo, podejrzewam, że konfitura byłaby niezła, albo w weki jak pomidory. Znalazłaś jakieś przepisy?

  60. Mirabelki tutaj nie istnieją. To było dawno, nieprawda i w ogrodzie na Bartnikach. „Poniemieckie” dwie mirabelki. Kompoty nie do pobicia. Nic mnie nie obchodzi, jeśli się powtarzam. Wspomnienia tak mają.

  61. Alicjo,
    na razie żadnych przepisów nie szukałam, bo wszystkie tomatillos zjadane były na surowo i prosto z krzaka. Podobno można ich użyć jako łagodzącego wypełniacza do ostrych sosów meksykańskich, ale na to trzeba by jeszcze uprawiać jalapenos albo co…
    Od kilku dni robię dobrze moim włosom i pazurom, bo nagotowałam galarety z głowizny cielęcej (tete de veau) znalezionej przy rozmrażaniu zamrażarki i teraz jemy i jemy… 🙄

  62. Osobisty nazwał to „Panzer-galareta”, bo zastygło tak, że sztywniej się nie da 😉

  63. Wyszkow – znana mi miejscowosc. Bawilam tam przed laty dosc czesto. Przejazdem.
    Teraz tuptamy innymi szlakami. Echidnowe krotkie nozki padly po dziewieciogodzinnej wedrowce po komnatach, schodach i salach Luwru. Obecnie przepoczywam.

    Slawku – jutro znowu bede probowala bo dzisjaj juz chyba za pozno.

    Pozdrowiatka od zwierzatka
    Echidna

  64. Echidno,
    uważaj na Belfegora 😎
    A nie wybierasz się przypadkiem w Alpy? Z Paryża to tylko 6 godzin pociągiem TGV

  65. To był dopiero ale mrożący krew w żyłach serial… Belfegor, upiór Luwru!
    Oglądałam tak religijnie, jak teraz czytam ten blog;)

  66. Czy ktoś może wie czy u nas w kraju można kupić taki fajny zestaw do kiszenia kapusty?

    http://www.brouwland.com/content/assets/photos/102/1020056.jpg

    Bardzo mi się podoba!

  67. Oj, nie chce mi się tłumaczyć, ale ogólnie – pochwała smalcu. Zawsze mówię… wszystko w ilosciach!!! I na pewno smalec jest lepszy niż margaryna, której u mnie tez nie uświadczy.
    http://www.slate.com/id/2219314/

  68. Malgosiu,jezeli w Polsce sa sklepy MANUFACTUM to pewnie tak

  69. Morag, nie widziałam. Raczej nie ma.

  70. Małgosiu, wpisz w wyszukiwarkę Allegro : kamienny garnek.
    Obciążnik zamówisz u takiego fachmana co robi kamienne parapety, może skóry z Ciebie za takie cudeńko nie zedrze.
    Jako środek zastępczy ( prawie jak w dowcipie, czy jest papier toaletowy, nie, ale jest środek zastępczy… ) można wyciąć drewniane kształtki + kamień polny jako dociążnik. 😉

    Ale, ale co ja Ci tu wymyślam….Antkowa już podpowiada :
    ceramika Bolesławiec,
    http://www.ceramicboleslawiec.com.pl/index.php?modul=9&kid=4&tid=22
    obciążniki też są!!

  71. Antku, wielkie dzięki!

  72. antku genialny jestes, cos mi tu sie wydaje, ze to bardzo dumne i eksluzywne Manufactum zamawia sobie te garczki w Boleslawcu

  73. To nie te same kamionki, co to sie kisiło różne rzeczy na Bartnikach. Kapustę i kwas 😉
    Nasze były „poniemieckie ” i mniej więcej stulitrowe.

  74. Antkowa jest dobra, Antek- przekaznik tez sie sprawdzil, a juz z tym dekielkiem dociskowym, Ameryka, chyba se piwnice do kiszenia kupie,

    a poza tym, zanim zdechnie w oceanie struty ropa sledz ostatni, mam podanie:

    w Polsce to nie klopot, bo sledzia sie kupuje solonego z beczki, moczy i robi, z nim co chce, moim dramatem jest, ze z rzadkoscia zorzy polarnej pojawia sie czasami wprawdzie juz nie calkiem zywy, ale prawie swiezy, surowy, a ja to bym go chcial, zeby sie zrobil taki bardziej polanski i tu juz nie wiem, fileta moge wykonac, ale z ta sola, dawkami i czasem potrzebnym mam zgryz, pomozecie?

    zlapalem Echidne na drucie, cos sie klaruje

  75. dla informacji, taki garnek jak na zdjeciu u Malgosi, kosztuje w Manufactum 38,99 euro, ciekawe ile on w Polsce?

  76. morągu…
    …albo w Chinach…
    W naszych sklepach można trafić na kamionkę z , tu już pewność mi siada, Litwy lub Łotwy. Widziałem, macałem, pewnie coś w domu jest.
    Nam, tak na codzień, do zupy służą miseczki z Bochni kupione 30?! lat temu w zburzonej ( wedle stanu na dzisiaj ) Hali Koszyki.
    Ta Bochnia to już chyba padła, takie ładne rzeczy produkowali.

  77. morągu…
    http://www.allegro.pl/search.php?sg=0&string=garnek+kamienny

    a dekiel dociskowy, to wiesz, zależy jak komu padnie….

  78. Sławek,
    nie zapomnij o rurze, jeśli juz … ten tego tam 😉
    Bawcie sie dobrze!

  79. Morag, bez kamienia 41,20 zł za pięciolitrowy. A ceny kamieni nie mogę znaleźć 🙁

  80. Trzeba umuzycznić 😉
    Pchła to też istota…
    http://www.youtube.com/watch?v=9MaV1jaN6P8

  81. Tu są różne cenne kamienie :
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,98460,6701772,Nasi_europoslowie___lista.html
    Gary też niezłe.
    Gary też niezły.
    Kuper
    Kupper
    Arkady
    Wydawnictwo
    Książka
    Łóżko

    dobranoc!

  82. Dobranoc!

  83. Antek, tak z facjaty, to Kaminski najbardziej na dekla mi pasuje,
    dodranoc $

  84. Panie Lulku! Przecież konfitur się nie przeciera!

  85. moze sie pierze ale nie wyciska?

  86. A dlaczego, Morążku, uważasz, że dla mnie?

  87. O, a miałam pranie zrobić i nie zrobiłam, bo się zagadałam międzynarodowo, a tu teraz burza wielka z pieronami i podobno tornado moga zawadzić.
    Strachy na Lachy 😉
    Nie takie my zPanem Lulkiem…Panie Lulek , dolej Pan coś przez ocean! 😉

  88. …ooops… ciemnawo groznie się zrobiło rzeczywiście, ale biorę to lekuchno i staram się nie zauważyć. Bardzo nie lubię takich okoliczności przyrody.

  89. mt7 – poszlo mi sie wczoraj spac, wiec nie odpowiedzialam ale to chyba Ty wspominalas o zdjeciach Charlottenburga, na tej stronie sa stare i nowe, wybieramy sie kolega A. aby obfotorafowac tutejsze zakatki, na razie sobie tak wrzucilam, za zawartosc nie odpowiadam.

  90. Nie przypominam sobie, ale piękne stare pocztówki zauważyłam, a jakże.
    Dzięki. 🙂
    Myślałam, że mnie zachęcasz do zgłoszenia się w jakiejś kategorii. 😀