Ranek w Wyszkowie, kolacja w Warszawie

Po kilku deszczowych dniach w sobotę wyjrzało słońce. O szóstej rano, gdy wypełznąłem spod kołdry i wyszedłem na werandę, świeciło pełnym blaskiem na bezchmurnym niebie. Termometr wskazywał już 16 st. C. Zapowiadał się piękny dzień.

Za płotem, u sołtysa rżał ogier czując przybyłą do niego klacz, kogut piał głośno jak nigdy, a w naszym lesie wrzeszczały sójki przekrzykując się ze srokami. To zapowiadało fantastyczną sobotę.

Po śniadaniu ( dwie filiżanki herbaty Uda Watte przywiezionej prosto z Cejlonu z plantacji rodziny Fernando, dwie grzanki z ostrym żółtym serem Boryny i białym własnej roboty z pomidorami oraz zerwanymi w ogródku listkami bazylii a na koniec szklanka wyciśniętego własnoręcznie soku pomarańczowego) ruszyliśmy do Wyszkowa. Po 20 minutach byliśmy już w księgarni przy ulicy Sowińskiego. Monika -właścicielka kilku księgarni w okolicy, przygotowała dla nas stolik zapełniony naszymi książkami i krzesełka. My przywieźliśmy sporą porcję ciasteczek wg. przepisu prababci.

Pewnym krokiem maszeruje do księgarni kolejny czytelnik

Pierwsi klienci pojawili się niemal natychmiast. Miła rozmowa a zwłaszcza smak ciasteczek, zachęcił ich do kupowania. Na pierwszy ogień poszła „Krwawa historia smaku” i „Rok na stole”. Potem nastąpiła długa przerwa. Co jakiś czas jednak pojawiała się kolejna osoba kupująca nie tylko literaturę dla panienek ale i dla kuchmistrzów oraz ludzi ciekawych smaków świata. „Wędrówka po stołach Europy” też poszła w dobre ręce.

Basia, Monika (w głebi) i kolejna czytelniczka szukająca książek dla wnuków

Wprawdzie nie odnieśliśmy oszałamiającego sukcesu handlowego (podpisaliśmy 10 książek) ale spędziliśmy sympatyczny dzień z wielce sympatyczną księgarką (i znającą się na rzeczy) oraz udzieliliśmy wywiadu do miejscowej gazety czyli „Wyszkowiaka”. Gdy się ukaże fragment – zacytuję.

Do Warszawy ruszyliśmy po 14 i dojechaliśmy do domu w ciągu 50 minut. Tak się teraz podróżuje po ekspresowej szosie Wyszków – Warszawa. A wieczorem kolacja u przyjaciół – Basi i Bogdana. Nie dość, że przesympatyczni to jeszcze fantastycznie karmią i…poją. No to popatrzcie i poczytajcie co tam było na stole:

To nie tylko smakowicie wyglądało, to było pyszne…

Rozmaitym przekąskom towarzyszyło wino z Saint Emilion czyli Bordeaux. Również do miniaturowych kurcząt z ziołami i papryką otwarto kolejne wino z tego samego regionu. Na deser był creme brule a na sam koniec herbata (do wyboru zielona lub czarna). Rozmowy zdominowały dwa tematy: wnuczęta (i gospodarzy, i gości) oraz wybory do europarlamentu.

 

 

W samym środeczku tańczy Zuzanna

 

A w niedzielę występ naszej Zuzanny w Teatrze na Woli, gdzie co roku jej szkoła baletowa ( z ulicy Moliera czyli obok Opery) prezentuje spektakl  tańców klasycznych i nowoczesnych. Nam to się bardzo (zawsze) podoba. Basia wzrusza się do łez a ja udaję, że mnie nic nie rusza. Ale sami popatrzcie i powiedzcie…

W pierwszym szeregu, trzecia z prawej – Zuzanna