Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

10.07.2008
czwartek

Śledź to nie tylko zakąska

10 lipca 2008, czwartek,

Dania  niegdyś  była mocarstwem. Tron królestwa Danii władał Norwegią, Szwecją a nawet dość odległą Estonią. Potem Dania gwałtownie zmalała i dziś zajmuje niewielki skrawek północnej Europy. Niby to Skandynawia (ostatnio połączył półwysep Jutlandzki ze Szwecją gigantyczny most przez morze), ale także forpoczta Niemiec. Kraina spokoju i obfitości. W tym także produktów rolnych oraz ryb. Hodują Duńczycy mnóstwo trzody. Na każdego mieszkańca przypada co najmniej dwie świnie. Jedzą więc obywatele tej krainy przede wszystkim właśnie wieprzowinę i ryby. Tych zaś łowią   rocznie niemal 2 mln ton. A tu prym wiodą śledzie. Zwłaszcza wędzone czyli piklingi.

Najbliżej Polski leży duński Bornholm.  To piękna wyspa. Na wiosnę i w lecie wspaniale się po niej podróżuje rowerem. Liczne wodospady i strumienie przydają wyspie uroku. A  kolorowe domki  sprawiają, że człowiek czuje się jak w krainie z bajki. Wrażenie to potęgują jeszcze warzywa, jajka i inne produkty z miejscowych gospodarstw wystawiane na stoiskach przed domami (czasem nawet w znacznej odległości od zabudowań) z przytwierdzoną ceną i pudełkiem na pieniądze.

Turyści sami wybierają towar i płacą a gdy trzeba – sami sobie wydają resztę. No i czyż nie jest to kraina szczęśliwości?

W każdej miejscowości wyspy są wędzarnie. To tu produkowane są najpyszniejsze bałtyckie piklingi. I wędzone i sprzedawane są one parami. Świeże ryby patroszy się pozostawiając im głowy, by później połączyć parę śledzi wpychając łepek jednego w skrzela drugiego. I dopiero w takiej postaci wiesza się nad ogniskiem, w którym żarzy się olszyna. To właśnie wióry olchy nadają rybom specyficzny aromat i delikatny smak.

Naszym zdaniem najsmaczniejszy jest pikling prosto z wędzarni gdy ryba jest jeszcze gorąca a tłuszcz cieknie po palcach. Ale polecamy także solone i suszone w słońcu na morskim wietrze o potem rzucone na patelnię z odrobina tłuszczu Na talerz trafiają z dodatkiem musztardy. Wystarczy do tego kawałek  świeżego, gorącego chleba by uczta była pełna.

Sposobów przyrządzania dań ze śledzi jest w Danii tyle ile dni świątecznych. Żony rybaków zawsze dbały bowiem o to by nie karmić mężów monotonnie. Taki Duńczyk bowiem znudzony jednym daniem mógłby – i to co gorsza z obfitym połowem – mógłby przycumować w innym porcie u zupełnwie inne gospodyni.

Z dań nieznanych w żadnej innej – poza duńską – kuchni w zachwyt wprawił nas chleb węgorzowy. W okrągły placek drożdżowego ciasta wgniata się dokładnie oczyszczonego i oczywiście wypatroszonego, pozbawionego łba węgorza. Ryba musi być mocno posolona. Zaś jej tłuszcz wystarcza by chleb doskonale się udał bez udziału masła czy śmietany.

Chleb węgorzowy pieczony jest od święta. Częściej można trafić na omlet z kawałkami tej ryby. Też warto spróbować.
Zwiedzając Kopenhagę czy inne miasto nie trzeba się martwić o jedzenie. Kioski z gorącymi kiełbaskami stoją dość gęsto. A jeszcze więcej punktów sprzedaży podąża za turystami. Ruchome budki na kółkach oferują nasze ulubione kiełbaski zawinięte w boczek oraz kiełbaski z curry. Jedyny mankament w takiej ulicznej przekąsce to niebezpieczeństwo jakie kapiący sos zagrażający spodniom lub bluzkom.

Duńczycy biją jednak rekordy w zjadaniu dania znacznie bardziej bezpiecznego: smorrebrod! Pod tą piękną nazwą kryją się zwykłe kanapki. Choć prawdę powiedziawszy te kanapki zasługują na większy szacunek. Są bowiem kolorowe, aromatyczne i bardzo, bardzo smaczne. Wystarczy powiedzieć, że można na nich znaleźć wszelkie tutejsze smakołyki: wędzonego śledzia lub łososia, pasztet z wątróbki czy doskonały ser, wędzone żeberka wieprzowe lub plasterek pieczonego schabu. Czasem nawet jajecznicę. A wszystko ozdobione pomidorkami lub zieleniną. Zaletą i to niemałą smorrebrod jest ich niewielka cena.

Do popijania oczywiście piwo. Też duńskie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 77

Dodaj komentarz »
  1. Pusto. Najwyraźniej blog udał się do Danii na degustację.

  2. Pan Piotr dzisiaj o daniach pod piwo, a ja akurat chciałem się podzielić informacją o winie. Excellence de Capitole, Fronton, 2005. Jeszcze rok powinno poleżeć, zdaniem sommellierów rozszczepiających szpatułkę na 4 pełnię dojrzałości opsiągnie za lat 5. Ale jest to wspaniałe wino już teraz, a młodsza koza nabyła je za 3,85 euro. Według informacji gazetowych cena wynosi około 4 euro, czyli nie była to wyprzedaż.
    A chleb węgorzowy piecze się z dodatkiem jakiego węgorza? Podejrzewam, że wędzonbego, bo ten łatwo jest w ciasto wdusić, a z innym mogą być kłopoty. Z przepisu raczej wnoszę, że surowy.

  3. Haneczko, blog się wpisywał i popadł w zadumę. Myslę, że nie tylko w mojej skromnej cząstce. W Danii właśnie bawiły bliskie mi osoby – Synek, Synowa i 2,5 roczna Wnusia, w drodze ze Sztokholmu do Florencji. Mimo, że program napięty, poświęcili dobę na Kopenhagę. Musieli jakoś antycypować dzisiejszy wpis Gospodarza.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Stanisławie, mam wyobraźnię. Wduszaj w dowolnym stanie, ale po cichu.

  6. A dla mojego dziecka śledź to nie ryba 🙂 . W każdym bądź razie- nie zwyczajna bo bardzo ją lubi, a inne – średnio.
    Chyba najbardziej z wędzonych ryb lubię naszą wędzoną makrelę. Może dlatego, że tęskniłam za nią mieszkając w Wilnie. Na Litwie zaskoczyło mnie bogactwo oferty rybnej. Makrele były wędzone na ciepło i na zimno (tzn. 2 sposoby wędzenia- tak mnie poinformowała zaprzyjaźniona Litwinka), ale oba gatunki za słone jak dla mnie. Ale za to obrzerałam się tam śledziami! W zalewie octowej – najdelikatniejsze, jakie w zyciu jadłam. Nie za kwaśne, aromatyczne, palce lizać. I te mnóstwo sałatek! Przepyszne z dodatkiem kapusty morskiej….Śledzie w oleju- na różne sposoby…
    Wspominałam już przy okazji tortów o zmyśle dekoracyjnym Litwinów. W pobliskim supermarkecie można było zamówić rybkę w galarecie .Była sprzedawana gotowa na półmisku. Takiej dekoracji mogłyby zazdrościć nawet bardzo dobre wydawnictwa. Istny majstersztyk! Nadzienie w środku- palce lizać.
    Tak więc- chyba Litwini nie mają się czego wstydzić przed Duńczykami.

    Na szczęście w naszych sklepach rybnych zaopatrzenie znacznie się poprawiło. Szkoda tylko, że nadal dłuższe kolejki są po schab i polędwicę niż po śledzia czy pstrąga.Łosoś niestety drogi… ale modny 😉

  7. Stanisławie,
    Wczoraj bylo Weroniki i był tort marchwiowy Twego przepisu. Palce lizać. Jeszcze raz dziękuję .

  8. Małgosiu, miło mi, że tort znalazł uznanie. Spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego dla Weroniki.
    Jako struszek lubię zanudzać starymi historiami, a ryba w galarecie na półmisku kupowana w sklepie coś mi przypomina. Wujek Witalis, jeden ze starszych braci mojej mamy, policjant z obecnie tzw. dochodzeniówki wileńskiej, przedłużył sobie godziny pracy śledczej w głęboką noc i dla udobruchania małżonki zakupił kołnierz z lisa, ale niebacznie w miejscu prowadzenia śledztwa zakupił też półmisek szczupaka w galarecie pięknie udekorowany. Niestety, małżonka nie uwierzyła, że ryba została zakupiona w sklepie o 3 nad ranem i szczupak wylądował na wujowej głowie. To wszystko na początku lat 30-tych.

  9. O dzięki Ci Gospodarzu za wątek bliski sercu wędkarza muchowego – Bornholm to od kilku lat mekka poławiaczy morskich troci w Bałtyku z plaży przy użyciu wędek muchowych. Ryby nie za duże, sporadycznie trafiają się srebrne (wchodzące z morza na tarło) ponad 2-3kg, w większości kelty (wracające z tarła odbytego w rzekach) ok 45cm, wychudłe, umęczone. Wszystkie wracają do wody.

    Od czasu do czasu zdarzy się jednak zabrać jedną srebrną rybę, np. z Parsęty lub Słupi w marcu. Sprawdziliśmy następujący sposób wędzenia pstrągów, troci i, tu uwaga, bo niewielu kosztowało tego specjału – lipieni. Lipień żyje pospołu z pstrągiem potokowym w naszych rzekach i pachnie tymiankiem. Zatem najpierw dokładnie patroszymy rybę: powinna ona mieć zatem wyłupione oczy, usunięte wnętrzności i błony, oczyszczony kręgosłup – najlepiej starą szczoteczką do zębów, spuszczoną krew z części ogonowej. Następnie sznurujemy, na tzw. zakładkę, sznurkiem konopnym, by mięso się nie rozpadło, można również użyć siatki. Przygotowujemy solankę – do miski z wodą dodajemy tyle soli, aby surowe jajko unosiło się mniej więcej w połowie. W solance ryby słodkowodne moczymy ok. 6-8h, przy rybach morskich nie ma to takiego znaczenia, bo ponoć nie wchłaniają tyle soli ile ryby słodkowodne. Suszymy i do wędzenia. Wędzimy na zimno, tzn. do beczki, w której wiszą ryby doprowadzamy ułożony z cegieł kanał o długości 3m, na początku którego rozpalamy małe ognisko – wędzimy połowę czasu na olszynie lub dębie, połowę na śliwie, czas wędzenia zależy od wielkości ryb, srebrniaki ponad 4kg nawet dwa-trzy dni, lipenie i pstrągi ok. doby. Ze względu na wytrzebione do cna prawie polskie rzeki pstrągowo-lipieniowe wędzimy coraz rzadziej pstrągi potokowe i lipienie, częściej tęczaki. Wtajemniczeni mieli okazję spróbować najlepszej w smaku moim zdaniem polskiej ryby, tzn. wędzonego kiełbia (Gobio gobio). Jest okrągły w przekroju, co daje trochę mięsa, tłusty jak węgorz, ale znacznie bardziej smakowity i jędrny. Swojego czasu w rodzinnym Bobrze dorastał (i chyba dalej dorasta) do 20+cm, co i tak kosztowało trochę zabawy z patroszeniem, ale było, oj było warto spróbować wędzonego lub smażonego z kieliszkiem czegoś mocniejszego.

    Przepraszam za przydługawy wywód 🙂

    Udanego dnia,

    chemou

  10. Malgosia pisze: „Sledzie ….w zalewie octowej – najdelikatniejsze, jakie w zyciu jadłam. Nie za kwaśne, aromatyczne, palce lizać.” A jaka ma byc proporcja miedzy octem (ilu procentowym) a woda, zeby wyszly takie sledziki? I jaka ilosc cukru? Bylbym wdzieczny za porade.
    Malgosia, jadlem niedawno ciasto buraczkowe, tez jest super.

  11. Stanisławie,
    Czyli to długa tradycja z tymi półmiskami! 🙂
    W Wilnie spodobała mi się możliwość zakupu gotowego , surowego ciasta drożdżowego w szkole podstawowej. Szło się z garnkiem do kuchni i kupowało na wagę ciasto, wracało do domu i od razu piekło się bułeczki czy co tam innego.

  12. Śledź to nie tylko zakąska, ale również zagrycha. 😀

  13. Torlin, o 10:27 wykluczone.

  14. Jescze raz w sprawie wina z Capitole. Winorośl negrette jest bardzo stara i też była ofiarą filoksery w połowie XIX wieku. Ponadto jest ona bardzo mało odporna na szarą pleśń i wymaga stałej troski. W połączeniu z cabernet sauvignon i cabernet franc daje świetne rezultaty i fronton jest ogólnie ceniony, a niska cena jest dla mnie mało zrozumiała, chociaż np. Le Roc – Cuvée Don Quichotte kosztuje około 30 eur za butelkę z ostatnich roczników. Poza Fronton (Cote du Frontonnaise) negrette występuje śladowo w Kliforni. Według jednego ze żródeł negrette do Langwedocji dotarło z Cypru, na któym obecnie nie występuje. Jest to prawodopodobne, bo uprawą winorośli w Fronton zajmowali się joannici, którzy robili też to samo na Cyprze.

  15. Małgosia wzbudiła ślad reminiscencji z wczesnego dzieciństwa – kupowanie surowego ciasta drożdżowego. Na pewno nie w szkole, ale gdzie? Wiem, że nie kupował nikt z mojej rodziny, a raczej rodzina kolegi zamieszkałego piętro niżej.

  16. Haneczko, jesteś mało życiowa. Wczoraj w „Kulturze” puścili film pt. „To ja, złodziej”. O dorastaniu na obrzeżach Pragi naszej). 10:27 to może od biedy za wcześnie na zagrychę, ale na pewno nie na odpowiednie płyny, które zagrychy ewentualnie mogą wymagać.

  17. Kolega wybudował sobie w ogrodzie na wsi sporego grila z komorą wędzarniczą przede wszystkim na węgorze, ale sielawy, lipienie i inne rybki wędzi doskonale, a produkty o konsystencji masła – gorące i pachnące są niezrównane. W Finlandii z kolei używają naczyń żeliwnych lub z grubej blachy, przypominające nieco miniaturowe lokomobile z dwiema komorami – jedną na trociny z odpowiedniego drewna, drugą na rybę. Wychodzi z tego coś znakomitego. A tak naprawdę, to chyba w każdym urządzeniu wychodzi znakomicie, jeśli rybka odpowiednia, a obsługa urządzenia fachowa.

  18. Czyżbyw wszystkich wypłoszył? Jezeli tak, to się wynoszę do wieczora co najmniej. Przede mną nudnawa (tak się obawiam) konferencja zwana seminarium na PG. Pozdrawiam wszystkich i zachęcam do powrotu. Myślę, że Pyra na wyjeździe ma dostęp do internetu.

  19. Dzień dobry Szampaństwu moim bladym świtem.
    Obudziły mnie miłosne nawoływania kardynałów. Też im się zachciewa…
    Stanisławie,
    co to jest PG?
    Idę dospać.

  20. Stanislawie, to nie ty, to tylko pogoda. Nic mi sie nie chce. Do tego sledzi i ryb wedzonych nie lubie…

  21. Stanisławie 😯
    Jestem życiowa! Inaczej.

  22. Ja wiem, ze wam bedzie w to trudno uwierzyc, ale ja wlasnie wlaczylam ogrzewanie.

  23. Nirrod, zdziwisz się. U mnie pod stołem stoi grzejnik elektryczny i włączam go ilekroć marzną mi nogi, czy to zimą, czy latem. Aktualnie jest włączony mniej więcej od godziny. Jak wstanę od stołu to go wyłączę… Mieszkam na parterze w niezbyt słonecznym mieszkaniu, gdy się ruszam temperatura jest do przyjęcia, gdy siedzę – marznę i wtedy się ratuję grzejnikiem tzw olejowym co się włącza i wyłącza, ale temperatura pod stołem jest korzystniejsza niż była bez grzejnika.

  24. A u nas grzejemy zaraz po powrocie z pracy. Nic dziwnego – zima. Przy czym zima w Melbourne potrafi byc nad wyraz przykra. Nie ma co prawda sniegu lecz wiatr wiejacy tam od tych bialych niedzwiedzi czasami przenika do szpiku kosci. Wlasnie niedawano zaczelo wiac nieprzytomnie. Do tego pada. Deszcz – wszyscy tu nan czekaja. Wiatr – niekoniecznie. Silne porywy potrafia zwiac dachy domow, lamac drzewa i podobne przyjemnostki. Co nie jeat znowu taka rzadkoscia.

    Wedzone ryby – lal, rarytas, Podczas wakacji w Katach Rybackich zakup swiezo uwedzonych wegorzy . Nie w sklepie, od rybaka. Zaprzyjaznionego od lat. Ponoc dzialanosc ta niekoniecznie byla w zgodzie z prawem, ale co roku wedzil i wszyscy o tym wiedzieli. Nie on jeden zreszta. Wezil ma sie rozumiec.
    A dobrych rybek tuka niet. Suche niestety.

    Wiatrzysko hula okrutne, a deszcz falami wali w okna. Ona sie bac. A ze obiad trzeba dac ide do kuchni.

  25. A bo zamiast zajmować się tarczami powinni wymyślić teleportację. Przykro mi, dziewczyny. Ciepło, niebo błękitne (baranki dla ozdoby), rękaw krótki.

  26. …no to pociągnę temat rybny:

    Ulubiony choć dość prostacki sposób na przyrządzanie okoni i sandaczy (najsmakowitsze okonie mają wg mnie ok 22-25cm):
    Pokrojone w dzwonka lub wyfiletowane zasypuje się grubo krojoną cebulą i czosnkiem w sporej ilości, solą i pieprzem ziołowym. Szczelnie zamyka w woreczku lub innym pojemniku i odstawia do lodówki na kilka godzin. Po usunięciu cebuli i czosnku smaży się same tuszki na oleju na złoto. I tyle wystarczy. Delikatny posmak i zapach cebuli i czosnku wierci w nozdrzach jeszcze zaostrzając apetyt, ha!

    chemou

  27. zgadza się chemou. Tylko klepnij namiary na takie 25cm bez ogona i łeba.
    Slinka leci.

  28. Arcadius,

    Przykro mi, ale mi nawet przez myśl nie przeszło kupno naszych słodkowodnych ryb w sklepie, chyba, że już uwędzonych sielaw czy węgorzy. Część osobiście złowionych wędruje na stół i tyle wystarczy.
    A jeszcze mała wędkarska porada co do oczyszczania ryb: twarde łuski okoni i sandaczy usuwa się najsprawniej przy użyciu tarki do np. ziemniaków – popularnej blaszanej tarki w kształcie wydłużonego sześcianu, z której jedna strona jest podziurawiona od środka raz przy razie, przez co powstają ostre wypustki o nieregularnym kształcie. Wszystkie zbędne skrobaczki dostępne w handlu opierają się na tym fenomenie – ta skrobaczka bije na głowę wszelkie kapsle i noże. Wiem to, bo przy biesiadach zakrapianych w większym gronie przychodziło oskrobać we dwóch i 200 okoni do kolacji, pośród uradowanych komarów, więc liczyło się najlepsze rozwiązanie i czas. Tylko ostrożnie, bo taka tarka wymaga wprawy, łatwo się skaleczyć, gdy skóra zmięknie od soków i wody. Niewielki okoń jest dość wiotki, można go usztywnić do skrobania poprzez wsadzenie kciuka przez pysk do wnętrza. Zresztą podobnie się go szybko zabija – po włożeniu kciuka do pyska i oparciu zgiętego palca wskazującego o okolice karku odgina się głowę zdecydowanie do góry łamiąc kark. Unika się wtedy wrednych skaleczeń po płetwie grzbietowej i ostrych krawędziach pokryw skrzelowych i oszczędza zwierzęciu cierpień.

    chemou

  29. Ja wedze we wlasnej kuchni – jak mam fantazje, i to nie tylko ryby. Mam do tego specjalna wedzarke, choc podejrzewam , ze kady wysoki garnek by wystarczyl, odrobina opilow hikorowych i durszlag, miszczacy sie w garnku.
    Najczesciej wedze grube dzwonka lososiowe. Najpier marynuje je w zaprawie, ktoa moze sie skladac z bialego wina, miodu soli lub sosu sojowego. Wedzarka ma ksztalt wysokiego garnka z przykrywka z mala dziureczka, aby dym sie mogl ulatniac (otworzyc okna i drzwi na zewnatzr), dwa pietra drucianych koszyczkow. Na dnie kladzie sie opilki i stawia sie maly metalowy spodek z resztka (pol szklanki lub mniej) marynaty. I wszystko sie ustawia na bardzo malutkim gazie. Opilki drewne zaczynaja sie smazyc- jarzyc, marynata lub inny plyn daja pare, dym sie wydobywa przez mala dziureczke w przykrywce i po 20 minutach losos jest uwedzony na goraco, nabiera pieknego zlotego koloru, a mieszkanie trzeba wietrzyc. Ale wlasnorecznie uwedzona ryba (kura, jajka, wlasna kiebasa) jest bardzo dobra.
    Niedawno widzialam w telewizji jak ktos sporzadzil sobie wedzarnie w ogrodzie ze starej biurowej metalowej kartoteki (filing cabinet) z ktorejwystawala gruba rura. Podobno jest to popularny sposob robienia sobie wedzarni ryb przez rybakow. Ale jak dokladnie bylo to zbudowane, nie powiem. Pewnie jest gdzies na YouTube.

  30. Haneczko, na dworze jest cieplej niż w mieszkaniu. Chodziłam na pocztę też w krótkim rękawie, a w domu – sweter, gdy już się zmarznie.

  31. chemou, wyprobowalam rozliczne implementa do czyszczenia ryb i jeden bije wszystkie inne na glowe: przyrzad w ksztalcie litery T, gorna poprzeczka jest drobna pila, a sluzy to do wyczesywania siersci psow -labradorow oraz innych podobnych. Pozyczylam kiedys te szczoteczke na wsi w Borach Tucholskich od Malego Gorczynskiego do oczyszczenia dwoch szczupakow i nie znam lepszego narzedzia. Wszystko schodzi po jednym przeciagnieciu szczotka.

  32. Haneczko!
    Źródło tej anegdoty jest w Kameralnej na Foksal w Warszawie chyba w latach 60. Może Pan Piotr będzie wiedział, o kogo chodzi, bo ja to znam jako powiedzenie Hłaski – ale mogę się mylić. To on to właśnie w ww. lokalu mówił głosem coraz bardziej zirytowanym: „Wódka? W upał? I to ciepła? O 10 rano? Z największą przyjemnością”. Ten sam chwyt zastosował porucznik Borewicz mówiąc: „Pan proponuje pójście na wódkę? Oficerowi milicji? O 12 w południe? W godzinach pracy? Z największą przyjemnością”. (piszę z pamięci).

  33. Nie wiem, czy już przypadkiem o tym nie pisałam, ale w Centrum Rzeźby w Orońsku jest zwyczaj podwędzania ryb w specjalnych metalowych pudełkach trzymanych w żarze ogniska. Nie widziałam nigdzie więcej takiego patentu. Wychodzi pyszota.

  34. Torlin 😀

  35. Heleno, jaka szkoda, że nie ma Bobika. Szczupak szczotkowany po labradorsku by mu się spodobał.

  36. chemou!

    A ta metoda łamania karku przy pomocy kciuka w gardle działa tylko na okonie, czy można szerzej wykorzystać… ? 😉 l

  37. andrzej.jerzy,

    Na trochę mniej ukochane np. teściowe stosuje się kawior z brzany 🙂
    To też stary wędkarski patent.

  38. Kiedyś na Cubie chciał wiedzieć jeden taki tambylec czy ja z europy przyjechałem. Skinąłem głowę w pionie. To tam podobno leży Anglia. Ponowiłem ruch głową. O co u diabla mu idzie, pomyślałem? Czy ja mógłbym mu potwierdzić ze to prawda, to co się tutaj opowiada? On słyszał ze ludzina w Anglii za ogrzewanie domu musi płacić pieniądze. Potwierdziłem i to przypuszczenie. Zdaje się ze popełniłem błąd. Okazuje się ze oni tam się nie grzeją tylko wędzą w domach.

  39. U nas na kolacyjny obiad będą śledzie sklepowe w sosie czosnkowym. Bardzo dobre. Głodna jestem porządnie, ale dzisiaj ostatni DKF przed przerwą wakacyjną, nie można nie iść.

  40. Sledzie pod każdą postacią, zwłaszcza marynowane i solone. Marynowanych kupnych nie bardzo, bo dają za dużo octu i za dużo cukru. Rezultat – śledzie słodko-kwaśne. Sama marynuję, po wymoczeniu solonych. Wędzone makrele kupuję często – i pożeram natychmiast. Tylko wędzonych dorszy nie ma, ale to sobie wynagrodzę w Polsce, w zeszłym roku były.
    Wszystkie ryby zapraszam na mój stół. Oprócz omawianego już parę wpisów temu wijca. Mój sąsiad miał w ogrodzie wędzarnię, wykombinowaną z metalowej beczki. Na świniaka w sam raz.
    U mnie po burzach i ulewach wczorajszych pięknie przewiane, słońce i przyjemny wiaterek, 21C. Może być.

  41. Alicjo, PG to Politechnika Gdańska.
    Haneczko, też jestem zyciiowy inaczej.
    Arcadiusie, w Anglii kiedyś, nie wiem jak teraz, były przy gazomierzach otwory wrzutowe na monety i trzeba było płacić na bieżąco co chwilę

  42. Nowości w „Bałtyku”:
    bryndza – 24$/kg
    ser oscypkopodobny „Gołta”-38$/kg
    Chyba „gołta”, mogłam nie zapamiętać nazwy dokładnie. Produkcja z Zakopanego, w plastykowym, szczelnym opakowaniu. Kupiłam bryndzę, produkcja chyba tutejsza. Owszem, pyszna, jak dla mnie kapkę przysłona, ale dobra. Z tego wszystkiego zapomniałam kupić „Sledzie po żydowsku” 🙁

  43. Cześć!

    A ja dopiero na zakupy na rynek idę. Zdaje się, że są 2 stoiska całodobowe. Planuję ( oprócz warzyw) kupić czereśnie- smakują mi najbardziej ze wszystkich owoców w tym sezonie. W planach obiad na jutro, porządki, pranie. Zupełny standard po dłuższej nieobecności w domu.

    Alicjo, dziękuję za umieszczenie zdjęć.

  44. zdrowie Pana Lulka

  45. Zdrowie Pana Lulka!

  46. Zdrowie Pana Lulka!

  47. A co obchodzi Pan Lulek?
    Choć zdrowie można wypić zawsze 😉

  48. Komunikat BAP – Warszawa
    Wczoraj, w godzinach wieczornych doszło do roboczego spotkania przedstawiciela z Wiednia, Pana P. z rezydentem miejscowym Panem A. Kilkugodzinne spotkanie było podzielone na dwie części: przy pierwszym piwie- tajną, przy drugim -jawną.
    Z części tajnej spotkania strony nie przekazały informacji.
    Jedno co przeciekło; zapowiedziano kontynuację.
    W trakcie jawnej części spotkania omówiono sprawy bieżące, zaległe jak
    i te wybiegające nieco do przodu. Terytorialnie zakres omawianych problemów nie ograniczał się do państw UE, sięgał zdecydowanie dalej. Postanowiono, podtrzymywać, umacniać i zacieśniać.

    ? BAP

  49. Pan Lulek obchodzi nas bardzo!! 🙂
    Zdrowie Pana Lulka!!!

  50. gadać parę godzin przy dwóch piwach? :shack:

    zdrowie Pana Lulka po raz drugi!

  51. mialo byc :hock:

  52. ostatni X 😯

  53. Ja też robię 😯 – toż to piwo musiało być ciepłe 🙄
    Nieustające zdrowie Pana Lulka!

  54. Dwa zimne piwa po 2,5 litra jedno. 😛

  55. Jak to co obchodze.
    Obchodze Was wszyskich skoro wznosicie. W Wasze rece perswaduje.
    Co prawda dzis nie znalazlem jeszcze okazji ale wznioslem.
    Na dokladke zlecialo sie dzisiaj nieco gosci. Najpierw przyjechal Rupert. Mój przyjaciel i spec od toczenia. Tokarz i informatyk z zawodu. Teraz emeryt i hobbysta, który zaczyna w dobrych domach dochodzic do pieniedzy. Wyspecjalizowal sie w odnawianiu drewnianych staroci. Rózne meble, zegary, stare maszyny. Stale potrzebuje surowców drewnianych na swoje prace. Wszyscy znajomi zbieraja dla niego polamane meble ze starego wysezonowanego drewna. Jesli ktos z Was posiada na przyklad stara gruba, powiedzmy hebanowa, noge stolowa, to prosze zachowac dla mnie. Zabiore i podaruje przyjacielowi. Nazbieralo sie staroci i dzisiaj on wszystko zabral. Cala przyczepe. Otrzymalem w przencie dwie butelki piwa z malutkiego prywatnego browaru z Górnej Austrii. Ponadto dla opisywanego przeze mnie abstrakcyjnego obrazu, namalowanego przez byla przyjaciólke bylego meza mojej bylej sasiadki, obiecal zrobic ramy z nóg stolowych z odzysku. Podobno nogi sa prima sort a pod stolem, bywaly czasy, odbywaly sie bardzo rózne wymiany informacji pomiedzy ówczesnym biesiadnikami.
    Potem byla Brigitta ze swoim partnerem zyciowym po odbiór doniczki. Doniczka jest drewniana o wymiarach 60 X 60 centymetrów z akacjowego drewna. Zostala zamówiona przed trzema miesiacami i tyle czasu trwalo jej wykonanie w prywatnej firmie w Budapeszcie. Donica wyglada pieknie. Postawilismy ja w ogródku i zaczelismy przy szklaneczce zacnego trunku zastanawiac sie co by w niej posadzic. Nagle padl pomysl. Najlepiej zasadzima Brigitte. Oczywiscie tak jak ja Pan Bóg stworzyl. Wyobrazcie sobie, pani pokazala klase. W ciegu kilku sekund pozbyla sie przyodziewka i wdziecznie stanela w uwodzicielskiej pozie w donicy. Podskoczylismy do weza ogrodniczego i Gerhard, taki zazdrosnik, zaczal ja podlewac ciepla o tej porze woda. Nie dosc na tym. Cala scene obserwowal z góry szteroletni synek sasiadki i zaczal wolac i ja i ja chce. Nie bylo innego wyjscia. Mama musiala zejsc z synkiem do ogródka a on za przykladem pieknej pani powtórzyl kapiel. Jego mama nie byla jakos do tego sklonna.
    Teraz zaczyna sie transmisja opery „Bialy Rumak” no to i pora wzniesc kolejny dziekczynny toast za zdowie calej zacnej publicznosci
    Pan Lulek

  56. Nieustające zdrowie Pana Lulka!!!

    Czytam wszystko z wielką przyjemnością. Koicie moje nerwy po ciężkim dniu spędzonym z mama chorą na Alzheimera, ale nie mam sił już na pisanie. Pozdrawiam ciepło.

  57. Małgosiu W.!
    Jeśli blog pomaga, bierz ile trzeba, ile musisz, tu nawet przedawkowanie nie jest groźne!
    Życzę Ci siły, spokoju i cierpliwości ! 🙂

  58. Nieustajace zdrowie Pana Lulka, cokolwiek obchodzi.

    Malgosiu W,
    nie musisz niczego pisac jak nie masz sil. Latwo (bo ja wiem, czy latwo?) sobie wyobrazic jaki to dramat obserwowac dezintegracje osobowosci wlasnego rodzica. Ze o chodzeniu kolo Matki nie wspomne. Tej codziennosci nikt z nas,kto tego sam nie przeszedl nie jest w stanie sobie wyobrazic.
    Prosze Cie, zagladaj i sie melduj – jestem tu, czytam, te rzeczy. A jak chcesz opowieidzec, to opowiedz. Znajdziesz tu zyczliwosc i wspolczucie. Wszyscy tego potrzebujemy czasami.

  59. Bardzo Wam dziękuję.

  60. No to zdrowie nie tylko Pana Lulka, ale i Małgosi W. Bez okazji – z sympatii 😀

  61. Trzymaj się, Małgosiu W.

    Chciałam do dzisiejszego toastu dodać zdrowie naszego przedstawiciela wiedeńskiego, należy mu się 🙂
    Oczywiście Pana Lulka nieustające nadal 🙂

  62. Zdrowie PL ! 😀

  63. Nie wiem na razie czyje Wy tam zdrowie pijecie i ja musze jeszcze troche poczekac. Teraz mam lekcje (ucze sie na stare lata! haha) potem dopiero obiad i wino. No to wowczas o ile zdaze doczytac czego nie doczytalam to wypije konkretnie a jak nie to ot tak, za caly blog, a co mi tam.

    A teraz specjalnie do Malgosi – pol roku temu spedzilam dwa ostatnie miesiace przy mojej Mamie. Najtrudniejsza nie byla posluga fizyczna, najtrudniejsze byly zmiany osobowosci, zmiany mozgowe.
    Mialam pomoc na pol dnia ale czulam sie strasznie, strasznie bezradna. No i takie napiecie wyczerpujace.

    Z Alzheimerem jest inaczej, dluzej, gorzej. Ale powinnas byc w stanie dostac pomoc. Samemu nie mozna. To juz zreszta pewnie wiesz.
    Pozdrawiam Cie serdecznie.

  64. Dzień dobry ! Pozwolę sobie jeszcze wrócić do tematu jak w topicu- czyli
    śledzi. Otóż miałam okazję w tym roku w maju płynąć do Szwecji promem
    Polonia. Podróż niezwykle atrakcyjna przede wszystkim z uwagi na wspaniałą kuchnię i potrawy serwowane w tamtejszej restauracji. I chociaż wybór najróżniejszych potraw był niewiarygodnie obfity – ja się skoncentrowałam na śledziach , które były podanych w różnych odmianach , kolorach i smakach.. Wspaniałe pomysły nie tylko na wyszukane smaki – ale też niezwykle atrakcyjnie udekorowane- nie można się było oderwać. Do tego karnawałowo oświetlona lustrzana sala restauracyjna , lekkie kołysanie fal Bałtyku , dyskretnie „brzdąkający” fortepian i najchętniej całą dziewięciogodzinną podróż spędziłabym przy stoliku jedząc śledzie, gdyby nie ograniczone możliwości mojego żołądka. Próbowałam podpytać kelnerów o przepisy na owe śledziowe pyszności. Robili tajemnicze miny , mówili ,że to tajemnica ich szwedzkich kucharzy , którzy dzięki swojej niepowtarzalnej kuchni śledziowej mają stałych turystów na ich promie.

  65. Grażyno, szwedzkich przepisów na śledzie może mógłby nam dostarczyć Andrzej Sz. – bywalec tego blogu. Rarytasy ze śledzi przyrządza też nasza Helenka.

  66. Nie bez kozery Szwedzi mają przydomek „śledzi” 😉
    A przepisy na śledzie idą w setki, jak nie więcej!

  67. Grażyno, to jeszcze coś. Jak klikniesz na nick Alicji to otworzy Ci się sezam z różnymi dobrociami, w tym i przepisami kulinarnymi.

  68. A ja przed chwilą weszłam na stronę Ambasady Szwecji http://www.swedenabroad.com/Page____58731.aspx i tam znalazłam kilka szwedzkich przepisów na śledzie . Nie widzę wśród tych przepisów śledzia na słodko…jest tylko na słodko łosoś.

  69. Tereso dziękuję.(00:10) . Zaraz tam sobie poszperam .Wiem Alicja jest bardzo skrupulatnym kronikarzem.

  70. Sluchajcie, sluchajcie, Bobik juz wraca do hal! Czy raczej z hal. Wyhasal sie i jest troche ululany! Sam pewnie opowie, a tymczasem ZDROWIE BOBIKA!

  71. Zara zara… co to znaczy, że Bobik jest ululany?! Kto pozwolił, kto schlał pieska?! To my tu chronimy, dajemy dobry przykład, a i Bobik młodszemu Radyjku powinien świecić przykładem… co się dzieje?! Zeby szczeniaka… no!
    Gaszę światło, a Bobik niech się wyśpi, jutro będzie się gęsto tłumaczył!
    Dobranoc!

  72. O sledziu mozna wiele i nic,dla jednych zakaska jak rydz,dla innych potrawa od swieta.Dla mnie to ryba w Baltyku poczeta.
    Ale gdy zabraknie sledzia,pewnie to zabrzmi smiesznie,ale w narodzie duch bedzie marny,bo coz pod wodke beda pic?
    Zostala tylko marnosc.
    Sledziu badz polska potrawa! Bez ciebie Polska okryje sie zla slawa.

  73. JHaaa stokrrrottttnie przzerpasszam- jakkietłiiuumaczzennie? Ii dlllllaczzzegoo? CCz<yynooożnMNNA BYńććć- RAZZZZ? -w żyxiu! w życu!? wollllllnymmm psemmm hollallaii ???!!!

  74. Bobiku,

    ciężko Ciebie dzisiaj rozumiem, wada wymowy lub mój wzrok szwankuje? 🙂

  75. Bobiku,

    skojarzyłem (trochę trwało, bo przed chwilą, „niedospany” wstałem).

    A więc: Hau, hau, hau… rein kumpel! (Jever?) 😉

  76. Jever forever, itd! Bittburger nicht zu vergessen!

  77. Bobik ululany to znaczy chyba uspiony. Przeciez spiewalo sie … lulaj mi lulaj…
    Ledwo stworzenie usnie a tu zaraz robia mu kolo pióra. Na dokladke dorosli i zdawaloby sie doswiadczeni ludzie.
    Jak zwykle pytanie. Wstawac, cz spac dalej. Chyba jednak odrobinke lulne sobie.
    Pan Lulek

  78. Pingback: Norwegia