Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu Gotuj się! - Polskie pasje kulinarne i kultura stołu

24.09.2007
poniedziałek

Bardzo lubię ostrygi!

24 września 2007, poniedziałek,

Nareszcie, nareszcie, nareszcie. Nadszedł septembre czyli po naszemu wrzesień. Za chwilę zrozumiecie skąd u mnie taka radość. Już raz na ten temat pisałem ale na szczęście dość dawno. Wy pewnie już nie pamiętacie lecz ja o tych mięczakach zapomnieć nijak nie mogę.

Były ostrygi przysmakiem już w czasach rzymskich. Bardzo dobrze działają na cerę. Są także niezwykle zdrowe dzięki proteinom, witaminom i minerałom. A przy tym wszystkim są pożywne, a zarazem mało kaloryczne. Zjesz parę tuzinów i nie utyjesz.

Na dodatek świetnie się komponują z alzackim rieslingiem , bordoskim Entre-deux-Mers, burgundzkim Chablis i Pouilly-Fuisse, a także z Loray Muscadet de Sevres-et-Maine-sur-Lie i Saumur z winnic Doliny Loary Francuscy smakosze, a za nimi inni twierdzą, że ostryg nie należy jeść w miesiącach, które nie mają w nazwie litery r (a w mowie Gallów brzmi to tak: maj – mai, czerwiec – juin, lipiec – juillet i sierpień – aout). Ale już od września (septembre) aż do końca kwietnia (avril) przeciwwskań nie ma. Wprawdzie to stary przesąd, ale kryje się za nim troska o ochronę ostryg w okresie ich rozmnażania się. A także i doświadczenie paru tysięcy lat i wielu pokoleń smakoszy. Wytłumaczenie jest całkiem proste: latem ostrygi są bardziej „mleczne” i nie wszystkim smakują.

Na ogół pierwsze spotkanie z ostrygami bywa trudne. Ci, którzy przemogli lęk ( a nawet obrzydzenie), zwykle zostają wielkimi ich amatorami. Ostrygi, które trafiają na nasze stoły, pochodzą z hodowli. Od wieku ostrygi zależy jej wielkość i cena – im starsze, tym bardziej pękate i droższe. O smaku przesądza z kolei woda, w której je hodowano. Inne są z belgijskiej Ostendy, inne z basenu Thau nad Morzem Śródziemnym (uważane za jedne z najlepszych we Francji – pisałem o podróży do Bouzigue). W Normandii ostrygowe zagłębia to Saint-Vaast-la-Hougue, Isigny i Nacre. W Bretanii – Belon, miejsce, w którym rosną ostrygi okrągłe. Na wybrzeżu atlantyckim miejscem doskonałym dla ostrygożerców jest średniowieczne opactwo Mount St. Michel, a także o wyspy: Re, Aix, Madame i Oleron. Pod Bordeaux koniecznie trzeba zobaczyć basen Arcachon. Tam w specjalnych klatkach hoduje się ostrygi w torbach.

Dawniej, gdy ostrygi znałem tylko z lektury, dziwiłem się jak to było w XVIII i XIX wieku, że sprowadzano ostrygi na arystokratyczne stoły a dziś nie można tego zrobić. Przecież najszybsza nawet poczta konna dystans między Bretanią a Warszawą pokonywała w parę dni. Dziś zaś są samoloty czy choćby ekspresy. Myślę, że przez długie lata nie sprowadzano ostryg ze względów ideologicznych. No bo teraz po zmianie ustroju są!

Prawdę mówiąc prowadziłem też przez pewien czas import indywidualny. Mój przyjaciel z czasów studiów od kilkudziesięciu lat mieszkający w Paryżu, wybitny smakosz, dziennikarz i pisarz Ludwik Lewin kupował dla mnie pięć tuzinów ostryg, pakował je do pudełka z trawą morską i zawijał w celofan. Taką paczkę wtryniał stewardessie LOT i błagał (a ma sporą siłę sugestii, zwłaszcza po kolacji)by mi ją oddała na Okęciu. I już.

A teraz ostrygi są już w wielu supermarketach. I mam do nich łatwy dostęp. Zwłaszcza, że nie są przesadnie drogie ? około 5 zł za dorodną sztukę.

Choć przyznać muszę, że i tak najbardziej smakują mi na miejscu ich urodzenia: w Bouzigue, Honfleur czy St. Malo.
No i wreszcie ten sezon się zaczął.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 55

Dodaj komentarz »
  1. Relacja z Kórnika będzie jutro. Pierwsze głosy ukazały się wprawdzie już wczoraj ale po podróży nie zdążyłem napisać swojej. Wolę chwilę pomyśleć, a jest o czym, bo było to naprawdę niezwykle przezycie. Dziś tez mam dostać przesyłkę zdjęciową od Misia. Musicie więc uzbroić się jeszcze w cierpliwość. Alicja i Sławek jeszcze w podróży więc też pomilczą jeszcze jakis czas. Choć pewnie Pyra coś opowie. No to do jutra!

  2. Właściwie na okrągło myślę o naszym wczorajszym spotkaniu. Zaraz się zdyscyplinuję- tyle pracy przede mną.
    Będę czekać na Piotra jutrzejszą wypowiedź.
    Ostryg jeszcze nie jadłam. Ciekawam.

  3. Tuż na początku września pozwoliłem sobie na krótka podróż do Katalonii. Na starym mieście w Barcelonie trafiliśmy na restaurację o swojskiej nazwie „Vildsvin” czyli po szwedzku dzika świnia.

    A w oknie wielkimi literami napisane „Ostrygi!”

    (Tu pozwolę sobie załączyc odsyłacz do znalezionego w sieci zdjęcia autorstwa Katariny Lu)

    http://www.pbase.com/noniecat/image/27340716

    Kieliszek szampana i parę ostryg do spróbowania w dobrym towarzystwie jako wprawka do dalszej wędrówki po kulinarnych zaułkach Barcelony pieczołowicie przygotowanej przez moich synów.

    Dla mnie był to pierwszy w życiu raz i przyznam, że nic tak nie smakuje morzem. Anthony Bourdain cytowany tu kiedys przeze mnie w komentarzu do artykułu o mięczakach dla twardzieli miał rację.

    P.S.
    Nikt nie potrafił mi wytłumaczyc dlaczego restauracja w Barcelonie nazywa się „Dzika świnia po szwedzku”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zdjęcie wysłane. Tylko mnie brak jak zwykle bo jestem z drugiej strony 🙂
    Marialko
    Intuicja mnie nie zawiodła bo dowiedziałem się ,że twoja koleżanka którą podejrzewałem o artystyczną duszę okazała się ” artisan”. Też zajmowałem się pozłotnictwem i czasem to robię odnawiając stare ramy.

  6. Misiu! D. zajmuje się pozłotnictwem, konserwuje zabytki ( w szerokim zakresie działań- także polichromie ścienne ) i do czego za nic przez skromność by się nie przyznała jest w tym znakomita i rozchwytywana w branży. Żałuję, że nie mieliśmy okazji porozmawiać. Byłam za krótko. Zdjęcia fajne?

  7. A mnie Ludwik Lewin przywozil do Londynu andoiullette (pewnie napisalam to z bledem). Z ostrygami nie najlatwiej w Londynie , ale najlepsze ostrygi jakie w zyciu jasdlam wcale nie we Francji, lecz w w Oyster Bar w Nowym Jorku na Grand Central Station, takze na Staten Island, no i jeszcze Boston jest genialnym miejscem na ostrygi. Na Wyspach zas – Szkocja!
    No, opowiadajcie jak bylo.
    Lece teraz na spotkanie z moim chirurgiem, wroce po poludniu.
    Jest deszcz i wiatr i wlasnie przypomnialam sobie, ze jedyna parasolka, jakiej mi z domu nie wyniesiono lub nie zostawilam sama w metrze, jest polamana…..

  8. Wino lało się strumieniami, chociaż osób w stanie wskazującym nie było .
    Nalewki piliśmy przednie, w tym jedną konkursową pt „zgadnijcie co to?” i zgadywaliśmy półtora dnia, aż wreszcie zwycięzcą okazał się Gospodarz. Tak czy owak wszystkim z czystym sercem polecam nastawienie nalewki dereniowej bo to sama czysta radość w kieliszku.
    A wiecie co było najpiękniejsze? Otóż to, że wszyscy okazali się tak sympatyczni, zabawni przyjacielscy jak moje wyobrażenie o Nich, po wpisach naszych na blogu. Więc nikt z nas niczego nie udaje, nie stara się wypaść lepiej, niż orginał na to pozwala. Tacy jesteśmy naprawdę! Adamczewski i Jego Drużyna.
    Koszt naszej wyprawy (bez dojazdu) w wersji podstawowej sięgnął gdzieś 100 euro od pary, ale rzeczywiste koszty były wielokrotnie wyższe, bo ludzie pościągali suweniry dla wsiech – sół morską, kartony przypraw 14 gatunków serów francuskich, wina bordoskie i burgundy tudzież szampan dobrej marki ( to Sławek wydawał przyjęcie urodzinowe, a myśmy nie mieli o tym pojęcia, póki się skubany nie przyznał), Miś 2 błysnął genialną nalewką wiśniową, przytaskaną w 3 litrowym antałku ozdobnym, Pan Lulek kusił nas różowym winem austriackim i destylatami owocowymi, zaś jako tajną broń przywiózł 60-letni bimber produkowany w latach 40-tych przez Austriaczki na potrzeby armii wyzwoleńczej. Nasz guru blogowy świeżo po podróży sycylijskiej utoczył sobie krwi serdecznej wyładowując kartony wina sycylijskiego i innych godnych napitków rubinowej barwy, Alicja w penetracji Pragi wypatrzyła butelczynę absyntu ( nie wiadomo dlaczego wściekle różowej barwy ale o kopie 72 gradusy) i butle whiskacza, zadawaliśmy szyku w strojach iorganizacyjnych, bo red.Polityki obdarzyłsa nas torbami reklamowymi z t-shirtem firmowym, kubeczkiem , smyczą do gadżetów elektronicznych i zestawem kiążek. Moje dziecko nawet dzisiaj do pracy w takiej koszulce poleciało. O jedzeniu napiszę za godzinę, bo teraz obowiązki wzywają. Ach, co to był za Zjazd!

  9. Pyro, jak widzisz, na blogu jak makiem zasial. Wszyscy cierpia po cichu, trawia te niewypite trunki, wyobrazaja delegatow w firmowych koszulkach i z firmowym kubeczkiem pelnym nalewki, wesolo konwersujacych z przyjaciolmi z krwi i kosci. Och, jak mi zal… Pocieszam sie, ze niebawem poznam Lulka i on tez cos opowie 🙂

  10. Oj, Nemo. Będzie Lulek opowiadał!

  11. Derenówka jak najbardziej, ale ciekawym tego PanaLulkowego Matuzalema. W książkach piszą, aby koniak spożywać nim piąty krzyżyk pocznie nosić, bo ponoć od tego momentu walory traci. Ciekawe, że przeczy to zasadzie, iż „życie zaczyna się po 50-tce”. ale nabiera koloru dopiero po dwóch pięćdziesiątkach.

  12. c,d, po godzinie
    Mieliśmy zrobić kiermasz książek pp Adamczewskich połączonych ze spotkaniem autorskim i nie zrobiliśmy. Wiecie dlaczego ? Bo nie mielibyśmy czego sprzedawać. Książki rozkupiliśmy na pniu, a nawet niektórych zabrakło, zaś spotkanie autorskie trwało 1,5 doby – to się liczy jako zorganizowane, czy nie? Przy okazji i Wojtek z Przytoka może sobie zaliczyć spotkanie z czytelnikami in spe i to jakże zainteresowanymi. Pisząc o suwenirach jakimi nas obdarzono zapomniałam o słoikach kremu miodowego, które przytargał Pan Lulek i lizakacfh z cukru klonowego – darze Alicji. Podarunki wonne od Nemo zostały uroczyście wręczone, a laudacja odczytana, zaraz na początku spotkania. Piliśmy za nieobecnych, a jak? Helena, Nemo, Andrzej Sz, Dorota i wszyscy inni powinni mieć z soboty na niedzielę paskudny atak czkawki – i Stara Żaba i MT siódemeczka i Arkadius i w ogóle wszyscy.
    Stara Pyra może napisać dalszy ciąg zeznań osoby skorumpowanej do cna, jako , że wzbogaciła się m.in (nie licząc tego, co wyżej)
    – o ślicznie oprawioną litografię XIX wieczna od Misia
    – wielki słoik kremu miodowego i butelczyny od Pana Lulka
    – wielki, pięknie wycięty możdzież z rozcierakiem, wyrzeźbiony w skale wulkanicznej od Sławka,
    – świetne orzechy od Wojtka z P.
    ponadto w mojej kuchni zalega teraz kawa i herbata pozostałe ze zjazdu, a nawet masło i karton z mlekiem.
    – Pan Lulek podarował mi także wielką paczkę orginalnej kawy wiedeńskiej i czekoladę do gotowania i pieczenia.
    To pewnie jeszcze nie wszystko ale nie wszystko w tej chwili pamiętam
    Czytam teraz prześmieszną rozprawę o piciu kawy tureckiej (reprint z 1769r (trudno się cZyta) i zaśmiewam się do łez, bo autor jednocześnie próbuje udowodnić, że większość Turków cierpi na bezpłodność od picia kawy i że kawa dobrze działa na damskie wapory i spazmy. Rzecz napisał x.Tadeusz Krusiński misjonarz perski, a wydrukowała oficyna Korpusu Kadetów J.K.Mści w Warsyawie. Male}stwo to zakupilimy sobie w Bibvliotece Kórnickiej.

  13. Iżyk – muszę Cię rozczarować. Gdyby ten Matuzalem leżakował w bęczce dębowej albo chociaż w szkle z wiorami dębowymi, to by wyszlachetniał. Był jednak składowany w beczce po gazolinie (tak twierdzi Lulek) i jest to bimber, jak bimber – albo wcale nie taki stary, albo wyjątkowo uparty. Aktualnie odziedziczyły go Marialka z Dorotą i ja im właśnie radzę zrobić na nim dereniówkę.

  14. Pyro! Ty się lepiej nie pytaj co wczoraj piłyśmy. Nie sądzę aby dereniówka powstała…

  15. Pyra 🙂
    W międzyczasie przeczytałem kilka razy Twój tekst i wszystko już mi pasuje: wunderwafe, karafki po gazolinie i osterrajsiowe hałsfrojlanki chcące struć etanolem wybawicieli. Na każdą nację pewnie by podziałało, ale skąd mogły wiedzieć, ze u oswoboditjelei dusza szeroka jak step i blaszana wątroba. Nie bierzcie do ust tego oprysku na owady! Od tego mogą rosnąć włosy!

  16. Gdy sie Jesien w Warszawie zaczyna,
    Gna na koncert jesienna dziewczyna.
    Ta, z Sasiedztwa Dorota,
    Na tle Bacha ma kota,
    Graj muzyko na jej urodzinach!

  17. Iżyk gdyby od tego rosły włosy pojechałbym do Lulka jeszcze dziś i do tego taksówką 🙂

    Mam nadzieję że Marialka z Dorotą nie wykorzystały tego do złocenia na pulmencie.

  18. Nie oślepły znaczy dobre 🙂

  19. Nie Misiu, nie. Stosowałyśmy wewnętrznie. Jak zdjęcia? – jeszcze nie napisałeś. Mogę dać Ci adres mejlowy z prośbą o przesłanie? Nasze też porozsyłamy, jak tylko D. wróci i wrzucaniem ich do kompa się zajmie ( przecież ja tu tylko gotuję).

  20. Jak się uda to wieczorem

  21. Blądzi srodze Helwetka nam znana,
    że już w jesień Dorota wpisana.
    Toż to przecież Karnawał u poczęcia jej stawał,
    więc niech tańczy Dorota
    i niech gran nam Dorota
    i niech pisze, a my damy brawa.

  22. Ha! Miś się dał sprowokować! Od razu wiedziałem (chi-chi), że coś z gawry wylezie! Już tam nie byyyło tak europejsko! Już tam w T-koszulkach, czy bez, dusza rwaaaaała się na Turczyna. Już tam francuzkie fraczki i pudrowane peruczki w piec pooooszły. No, kto pierszy pęknie, że w kontuszach i z czubami podgolonymi sarmackie „Góralu, czy ci nie żaaaal” w rozgwieżdżone niebo puszczaliście?
    Nie, nie…, napewno tańczyli menueta i rozmawiali o Husserlu i Heidegerze.

  23. JNie iżykuj Iżyku, nie iżykuj
    Nie zhańbiliśmy się arią narodową, nie stawały pary w menuecie i nikt po karabelę nie sięgał. Kiedy zaś póżną już nocą Panowie nasi jęli debatować jakby Polskę i świat zbawić, Pyra młodsza złapawszy gitarę dyskurs poważny zagłuszała skutecznie, wyspiewując o whysky albo skarżąc się piosnką Geppert
    „Wybacz, Kochanie, pisał On,
    ja przecież jestem z tego kraju,
    gdzie się dziewczynie mówi „WON”
    Wciąż beznadziejnie ja kochając”
    Urodę naszych Pań zobaczycie na fotkach, na osobistym geologu Alicji miło jest oko zatrzymać (dobrze, że się postarzałam, bo wygląda jak mój sen o Mężczyźnie z czasu kiedy miałam 16 lat) i raz tylko wpadłam w absolutną megalomanię perorując do ślicznej Ani Sławkowej
    „Gdybym była młodsza o 20 lat i o 30 kilogramów, to nie miałabyś Dziewczyno żadnych szans. Mój Ci on byłby, mój”.
    Pisanie o jedzeniu pozostawiam w gestii Piotra, którego wielki i niepospolity rozum (prócz roboty dziennikarskiej) podziwiam – trzeba być nader rozumnym mężczyzną, żeby sobie taką żonę wziąć!

  24. Pyro i inni „Zjazdowicze”,ciesze sie,ze spotkanie bylo takie udane 😀
    Poczytuje Twoje i Gospodarza sprawozdanie i slonko w moim domu zaswiecilo,bo tak tu ponuuuuuro 😉 bylo-tzn w mojej Krainie!!

    Ale,gdy Wy „swietowaliscie”,ja nie proznowalam i bardzo zabawny tekst z flamandzkiego przetlumaczylam.Dotarl do mnie via e-mail.I wkrotce podrzuce go na blog.Ciekawa jestem,czy sie w nim rozpoznacie 😆

    Pozdrawiam i jeszcze raz Pani Dorotecce zycze wszystkiego dobrego
    @–>–

  25. Och gdybym był młodszy o 20 lat i 30 kilogramów, na kolanach z Częstochowy do Poznania bym szedł…

  26. Misiu, nie dręcz się i takich strasznych zadań nie wymyślaj! Napisz lepiej co dziś na obiad szykujesz.

  27. Po trzech dniach ucztowania nie chce mi się jeść. Trochę winogron i kawa wystarczą. Wieczorem naleśnik z jabłkiem i cynamonem od Sławka. Jutro dopiero będę myśleć co zrobić wykorzystując garam masala.
    Może zrobię kurczaka z dzikim ryżem

  28. Mniam mniam, hop hop!
    Dzięki za życzenia i twórczość radosną 😀
    Ja chwilowo popijam Wasze zdrowie w firmie za biurkiem herbatką z hibiskusa 😉 Zaraz, jak pisze nemo, gnam na koncert. Buzi!

  29. Jako członek Zjazdu i córka Pyry chcę wszystkim zjazdowiczom podziękować za cudowne przyjęcie. Sery Słąwka – znakomite, wiśniówka Misia – cudna (uśmiecham się o przepis) a wino …. marzenie. Już myślę, co przygotowac na prezenty na przyszły rok – i obiecuję, że wymyślę coś dobrego. Po ucztowaniu trzeba trochę ograniczyć kalorie – dlatego i u mnie dzisiaj Misiu tylko owoce i kawa . Szkoda mi tylko, że nie udało mi się poznać Marialki – za szybo wyjechałam.

  30. Co do ostryg – podobnie jak Pyra, nie jadam owoców morza, pewnie ze stratą dla mnie. Życzę jednak wszystkim koneserom udanych „żniw”

  31. No więc po wczorajszych ruskich pierogach, jakieś 2 godziny później dostałam wilczego apetytu. Odwiozłyśmy kochaną Pyrę do domu, pojechałyśmy jeszcze wyposażenie łazienkowe oglądać, aż mnie skręcało!
    Z trudem się powstrzymałam przed zakupieniem jakiegoś jedzeniowego nadmiaru.
    Dziś zupa grzybowa ( podgrzybki) i duszone papryki z czosnkiem i rozmarynem.

  32. Rybo, myślę że jeszcze niejeden raz będziemy mieć okazję- z Pyrą widuję się regularnie, o czym pewnie wiesz. Pozdrawiam serdecznie.

  33. Moi drodzy to i ja wrzucę kilka kamyków do ogródka.
    Zjazd był super 😉 a nasze ludziska przewspaniałe. Chciałam wszystkim podziękować za wspaniałą atmosferę, miłe słowo, dobrą zabawę i wszystkie suveniry. Co prawda dzisiaj musiałam tłumaczyć się uczniom dlaczego nie poprawiłam sprawdzianów ale co tam – warto było.
    Co do ostryg – przez 7 lat próbowałam sie zmusić aby spróbować. W końcy zjadłam we Francji w Cancale i niestety miłośniczką tego „owocu” nie jestem. Ania (żona Sławka) twierdzi, że do ostryg i kawioru trzeba dorosnąć. Widac jeszcze daleka droga przede mną (i dobrze).
    Co do jedzonka. Wczoraj zjadłyśmy ser kozi od Sławka (pychota – jeszcze raz dziękuję), teraz popijam wiśnióweczkę od Misia (niebo w gębie), a na obiad był bigos… którego zjazdowicze mimo usilnych starań nie zjedli. Będzie jeszcze na jutrzejszy obiad 😉 Co do gubienia kalorii to nie mam złudzeń. Obiadów na zlocie opisywać nie bedę bo nie czuję się autorytetem w tej dziedzinie – zostawiam to pozostałym i Gospodarzowi.

    Ps. Pyra dostała jeszcze od Lulka śliczny dzwonek, który miał obwieszczać początek naszych posiadów. Dźwięk ma naprawdę zabójczy.

    Zdjęcia swoje mam już w komputerze. Teraz musze pomysleć gdzie je zamieścić. Pozdrawiam i jeszcze raz wszystkim dziękuje za wspaniały weekend

  34. Proponuje album na picasie i niecierpliwie czekam. Pyra Starsza ma moj adres, czy moge niesmialo prosic o kilka obrazkow? 🙂

  35. Nemo wysłałam Ci krótką prezentacje. Ma „tylko” 8 MB z hakiem i nie wiem czy przejdzie 😀 Daj znać czy dostałaś.
    Ps. Zdjęcia pochodza tylko z soboty

  36. A ja nie przepadam za ostrygami. Po pieciu mam juz dosc. Znajomi mowia, zeby nie jesc ostryg ze skorupami, wtedy beda mniej sycace.

  37. Pyro Mlodsza, wielkie dzieki! Doszlo bez problemu i juz obejrzalam, ale nie mialam kiedy pisac, bo deszcz nagly i ulewny, lato konczacy, do ogrodu mnie zapedzil i szybka akcje ratowania sadzonek wymusil. A potem maz glodny z podrozy powrocil i mir domowy ratowac bylo trzeba. Obrazki bardzo wyrazne, wszyscy trzezwi jacys, mimo to na zadowolonych wygladajacy 🙂 I wreszcie wiem, jak rozpoznac Pana Lulka 😉 Dzieki serdeczne!

  38. Matko Boska ale jestem dumny wysłałem zdjęcia i się opublikowały. Sam bez pomocy. Narazie bez opisu. może się nauczę 🙂
    http://picasaweb.google.pl/Marek.Kulikowski/ZjazdWKRniku02

  39. Brawo Misiu! Dzieki obrazkom Pyry Mlodszej wiem, who is who 😉 ale dla innych musisz podpisac. Bardzo twarzowe koszulki 🙂

  40. Misiu2- wszystkie zdjecia obejrzalam,ale tylko domyslam sie Kto jest kto!?
    Moze znajdziesz chwilke na objasnienia 😀

  41. Ciąg dalszy zjazdu tym razem niedziela w Rogalinie
    http://picasaweb.google.pl/Marek.Kulikowski/Rogalin

  42. Misu, Troche sie domyslam kto jest kto, ale podpisy by sie przydaly. Swietne zdjecia, DZIEKUJEMY!

  43. Hej! Witajcie! Wszyscy!
    Coby w Zjazdowym nastroju pobyc – razem z Wami – pojechalismy do winnicy i jednoczesnie producenta wina z owocow kiwi. W sklepach tego specjalu nie uswiadczysz, nieliczne restauracje posiadaja w karcie win ino nie wiadomo ktore, tosmy zebrali sie wreszcie. A ze tak ladnie zbieglo sie ze Zjazdem…

    Drodzy Zjazdowicze – czekamy na wiecej opowiesci i fotografii. Za te jakie juz nadeszly – dziekuje pieknie.
    A zem w pracy to rozpisywac nie moge sie zbytnio.

    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie
    Echidna – pracus z koniecznosci

  44. A ostrygi – niewatpliwie szlachetne, szczegolnie z szampanem. Ja jednak pozostane li tylko przy szampanie. Ostrygami sie chetnie podziele ze smakoszami tego przysmaku Francuskiego Lacznika.

    Pa
    Echi-dna (coby sie do „pa” rymowalo)

  45. Pyra Młodsza
    sie wczoraj miałem zapytać czy „ser kozi od Sławka” tzn. z tej serów galerii, co na pierwszym zdjęciu w galerii?

  46. Iżyku sery w całej okazałości :http://picasaweb.google.pl/Marek.Kulikowski/ZjazdWKRniku02/photo#5113862926232044770
    Najbardziej mi smakował ten z prawej u góry obok butelki różowego wina.

  47. Iżyk – w centrum mniej więcej w przezroczystym, trapezoidalnym pudełku. To był pleśniowiec. Potwierdzam – wspaniały. Jadłyśmy z brzoskwiniami, bo winogron w domu nie było.

  48. @Andrzej Sz.

    Jedno jest pewne, pomimo reklamy tam dziczyzny nie serwują / kuchnia hiszpańska oraz środkowo europejska _ węgierska /
    Może właściciel który jest Baskiem przy wyborze nazwy brał pochodzenie friend´a który pochodzi ze Sztokholmu?
    Kelnerzy dosyć dyskretni, ale nie wykluczają dzikiego sexu pracodawcy ze Szwedką (em)? Albo odwrotnie.
    Właściciela friend, bądź co bądź pochodzi ze Skandynawii. To powinno sporo wyjaśnić / opinia obsługi /
    Ale ktokolwiek inny, lepiej niż Ty w tym przypadku więcej oznajmić może.
    Chyba ze Bask, ale chwilowo nie do uchwycenia tel: 34 93 331 79 407, zadzwonię później.

    Pozdrawiam z rana wirtualnych i realnych zjazdowców

  49. 🙂
    już tu na wszystkie strony obracam to misiowe serowe eldorado. capnąłbym ze stołu i… chodu! Albo stół po prostu? Kozi po powiększeniu rozpoznac można po tym rozmazanym lisim łbie. Ładne wygląda też ten ze znakiem PCK na okładce. Niestety z francuzkiego to tylko liznęło się” czasem…
    „ten z prawej u góry obok butelki” to co to było?

  50. Iżyk – zachowałam etykietkę od koziego sera, bo mnie zauroczył -na ciemno niebieskim tle napis „valencay” Cloche d or wyprodukowane z koziego mleka w Charnizay

  51. no…
    warunki są więc myślimy o kozach, ale żeby robic sery, to pewnie trzeba byłoby myć ręce

  52. Wyladowalem w domu uciekajac przed deszczem. Wrocilem o polnocy jednym ciegiem. Oznakowania sa takie, ze kilka razy zgubilem droge i zamiast do Katowic pojechalem do Wrclawia. Do Czech wjezdzalem poprzez Kudowe Zdroj. Moja gosposia byla juz rano i po spozyciu porannej kawy zaanektowala wszystkie slawkowe przyprawy ktore zostaly a ja je starannie pozbieralem. Dzisiaj jade do warsztatu z samochodem.
    Pierzyna wypoczywa po podrozy i oczekuje na wprowadzenie do uzycia. Zastanowiam sie czy nie opracowac wieloetapowego planu uzytkowania za oplata w postaci porcji nalesnikow. Czekam na inne rady i sugestie.
    W zwiazku z nieobecnoscia Doroty z sasiedztwa zastanawiam sie czy nie napisac do niej listu otwartego. Niech wszyscy wiedza co stracila zadajac sie z Warszawska Jesienia. Troche usprawiedliwia ja fakt wprowadzania wlasnej ksiazki na rynek. Obawiam sie tylko, czy nie zburze przypadkiem jej kariery politycznej. Ma jeszcze czas przed napisaniem listu wniesc protest.
    Oczekujac od Pyry oficjalnego sprawozania z obrad do zatwierdzenia na obradach przyszlego zjazdu, pieknie wszystkich pozdrawiam.
    Pan Lulek

  53. Uwielbiam ostrygi,kiedy lece do Francji a dokladnie do Set na webrzezu Francji obiadam sie ile moge, sa swieze prosto z polowu.Krewetki I slimaki sa tak samo swieze.