Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego Gotuj się! - Czyli pasje kulinarne Piotra Adamczewskiego

17.12.2013
wtorek

Tylko tydzień do Wigilii

17 grudnia 2013, wtorek,
Przygotowania do świąt są już w toku. Można o tym poczytać także i na blogu. A ja widzę to we własnym domu. Tak wczesne przygotowania rokują nadzieję na udane święta. Zwłaszcza, że tegoroczne w całości będą poza naszym domem ale z naszym aktywnym (także kulinarnie) udziałem.
Karpie w drodze do kuchni
Przygotowuję się też do przedświątecznych zajęć ze studentami Wyższej Szkoły Kulinarnej i czytam o Bożym Narodzeniu w polskiej tradycji. Na tapecie są więc książki wspaniałego małżeństwa historyków Maji i Jana Łozińskich, których dzieła zawierają mnóstwo ciekawych informacji o polskim świętowaniu. Na dowód przytoczę pewien smakowity cytat:
NA WIECZERZĘ WIGILIJNA, tradycyjnie postną, szykowano ryby, zwykle
w ostatniej chwili, żeby były jak najświeższe. Kupowano je w przeddzień Wigilii u żydowskich dostawców lub od sąsiadów mających własne stawy lub jeziora. Poranny połów w Wigilię należał do świątecznej tradycji. „Z nad stawu słychać już było głos ojca i matka brnęła po śniegu, okutana od stóp do głów, między klombami róż owiniętych w słomę” – wspominała Maria Dąbrowska. „Dzieci nadziewały na siebie pośpiesznie włóczkowe kamasze i watowane szubki i biegły także. Na stawie ludzie wlekli pod lodem sieć, krzycząc i nurzając ręce w przeręblach”. Maria Marciszewska w Kucharce szlacheckiej radziła: „chcąc mieć smaczne i łupkie ryby, a szczególnie szczupaki, trzeba je dniem pierwej oczyścić, rozpłatać, wypatroszyć, solą prażoną z wierzchu i we środku wytrzeć i postawić w miejscu chłodnem, założywszy denkiem i kamieniem, aby przez noc koniecznie tak leżały; kiedy się ma gotować, wpierw trzeba je wymoczyć, albo w kilku wodach należycie wymyć. Chcąc zaś wziąć żywego szczupaka do gotowania, należy zabić go zaraz dobrem w kark uderzeniem, sporządzić go, jak wyżej się mówiło, natrzeć solą w środku i z wierzchu i tak przed gotowaniem przynajmniej godzinę niech poleży (…). Trzeba wiedzieć, że ryby zawsze się gotują na wielkim ogniu bez przykrycia, bo będą przydymione i lepiej na obłożonym ogniu niż na angielskiej kuchni; ogień kłaść na około, nie zaś u spodu, aby nie przypadło do rondla, a prędkim ogniem zagotowane będą jędrne i smaczne. Solić wszystkie ryby najlepiej prażoną solą, to jest w piecu wpierw wysuszoną”.
Zaraz będzie kutia
Fot. P. Adamczewski

ŚWIĄTECZNE POTRAWY przygotowywano także przed wyjazdem na proszoną wieczerzę wigilijną. Nie wypadało pojawiać się z pustymi rękami, a zapasy jedzenia, które zabierano ze sobą, traktowano jako świąteczny podarunek. Ale jakie to bywały zapasy! W powieści Dwór w Chrustowie Tomasz Teodor Jeż przedstawił gorączkowe szykowanie jadła w kuchni ziemiańskiej rodziny, która na Wigilię wyprawiała się w gości. Nad wszystkim czuwała nestorka rodu, jejmość, mistrzyni w robieniu kiełbas (…). Po załatwieniu się z tą specyalnością, nastąpiło pieczenie ciast, strucli, pierników i knyszyków. To ostatnie odbywało się we wigilię Wigilii. Pieczono i po ostygnięciu układano w paki warstwami, porządnie i ostrożnie; jejmość wszystkiego osobiście doglądała, i w jej oczach, w dniu 24 grudnia do dnia, upakowano furę faskami, dzieżkami, skrzyniami, beczułkami, kobiałkami i wyprawiono takową do Chrustowa przodem”.”
Stosując się do starych receptur spróbuję w tym roku świeże ryby solić wprzódy uprażona solą. Zobaczymy jaki tego będzie rezultat. I poszukam w starych książkach co takiego owe pieczone wraz z piernikami w chrustowskim dworze – knyszyki. Spośród was napewno są tacy, którzy to wiedzą bez zaglądania do książek.
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 59

Dodaj komentarz »
  1. ycc, ten moj przepis jest bardzo „na oko”, wiec nie potrafie podac proporcji, ale robilam wiele razy i za kazdym razem wychodzil pyszny

    do wielkiego gara dawalam pokawalkowana ges (bez skory, ale z tluszczem), sporo warzyw jak do rosolu (kilka marchewek, pietruszek, 1 seler, por, 2-3 ziarenka ziela angielskiego i 2 listki laurowe), porcje watrobki drobiowej na tacce i jesli ges niezbyt tlusta, to kawalek sloniny (slonine mozna tez wytopic i potem dodac do zblendowanej masy razem ze skwarkami)

    wszystko sie gotowalo dlugo na wolnym ogniu, bez soli i pieprzu!

    potem obralam mieso z kosci, odcedzilam pozostale skladniki, wybralam ziele i listki, wrzucilam do malaksera i zblendowalam dokladnie, doprawialam sola i pieprzem dopiero gotowa mase

    potem to do foremki wysmarowanej maslem i wysypanej bulka, piec do zbrazowienia
    i zadnych wypelniaczy w postaci jajek czy bulek 🙂

  2. Dzień dobry 🙂
    W sprawie rzeczonych knyszek musiałam zerknąć do sieci i pierwszy z brzegu opis przypadł mi bardzo, zobaczcie sami: http://kuchennezapasy.blogspot.com/2010/07/knyszki-cebulowe.html
    Nie wiem jednak czy to o takie knyszki chodziło, bo tamte były pieczone z piernikami.

  3. Eh! Futrunek świąteczny wieziony w gościnę? Powtarzam instrukcje mojej Ryby: „Mama, żadnych pierników, pasztetów, strucli. Null i zero. Ty wiesz jakie góry żarcia robi Teresa z Todzią? I potem nie gotują cały tydzień, bo trzeba zjeść to wigilijne! Samych pierogów jest 7 odmian, a ryby, śledzie, paszteciki i krokiety? Do nas przyjdą na obiad w pierwsze święto i szlus.” Nie, to nie. Na razie duży nasz pokój jest zamknięty przed psem, bo wygląda, jak średni stragan odpustowy. W różnym stopniu zapakowania i dekoracji leża prezenty dla dwojga dzieci poznańskich (trzecie dostało środki na…) wylosowanego dziecka szkolnego, 8 koleżanek, 8 uczestników Wigilii Świnoujskiej, naszej Pani Oli i dziewczyneczki, która popołudniu wyprowadza psa. To są najczęściej drobiazgi ale ilość daje masę + papiery, wstążeczki, gałązki – ależ miałby piesio zabawę! Wczoraj spadła mi gałązka, którą zapomniałam wpakować do kartonika, a potem Młodsza zastanawiała się, skąd strzępy chlorofilowe w całym pokoju; głupek zeżarł tę całą łapkę z 4 rozczapierzonymi odrostami. UF – chyba wolałabym spokojne święta w domu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To temat wczorajszy, ale ja dzisiaj. Majonez robię tak: do wysokiego naczynia wbijam jajko /całe/ dodaję łyżkę musztardy, trochę soku z cytryny i 3/4 szklanki oleju /słonecznikowy/. Zaczynając od dołu naczynia, podnosząc blender do góry już mamy majonez, ale dla większej puszystości powtarzam czynność 2 razy. Teraz spróbuję z dodatkiem wody.

  6. To ciekawe, że pojawia się coraz więcej przepisów, gdzie do majonezu używa się całych jaj, a nawet spotkałam się z przepisem na samych białkach 😉

  7. Gospodarzu-zainteresowała mnie ta ryba w prażonej soli.Można prosić o więcej detali ?

    U nas specem od domowego majonezu jest Osobisty Wędkarz.Ten domowy majonez lubimy najbardziej,często dorzucamy doń czosnek albo ubitą pianę z białek,bo wtedy robi się lekki jak chmurka 🙂

  8. Wiedzę majonezową „posiadam” w wysokim stopniu, a to dlatego, że moja Janeczka całe życie ucierała majonez co najmniej raz w tygodniu (jadła łyżkami) i szło jej to niezwykle sprawnie. Od niej też nabyłam umiejętności „naprawiania” zwarzonego (1. pryskać wodą ciepłą, 2. Wstawić naczynie do ciepłej wody i dalej ucierać, 3. najpewniejsze – wziąć nowe żółtko, zacząć od początku i po łyżeczce dodawać to, co się zwarzyło. W rezultacie jest 2 x więcej). Potem stare książki, a w nich multum przepisów, np u Disslowej jest 7 różnych przepisów, w tym na taki do pokrywania ryb i drobiu z dużym dodatkiem pure ziemniaczanego, ten nie spływa z potrawy. Wiadomo, że dodawanie w małych porcjach zimnej wody powoduje bielenie majonezu, dodawanie kilku łyżek płunu z żelatyną, da nam majonez dekoracyjny, a z dodatkiem dżemu, pomidorów, cebuli, soku pomarańczowego, musztardy i szpinaku, otrzymamy kilkanaście sosów zimnych „na bazie”. Od czasu kiedy to kupiłam sobie małą trzepaczkę, która swobodnie włazi w kubek, szklankę itp, przestałam ucierać, ubijam : żółtko, sól, cukier, cytryna, musztarda i potem po troszeczku olej. Ok 7 minut i 3/4 standardowego kubka jest (ten, który Ani jest za tłusty i chociaż świeży, to już żółty, jakby zjełczały!)

  9. PYRA
    17 grudnia o godz. 9:22
    „Eh! Futrunek świąteczny wieziony w gościnę?”
    Cytowany przez red. Adamczewskiego fragment książki pańswa Łozińskich nie dotyczy zapewne mieszkańców Edynburga… i stolicy Wielkopolski.

  10. Ja kiedyś ratowałam majonez tak, jak Janeczka w nr.3. we wpisie Pyry.
    Majonez robię na żółtku i reszta tak, jak krysiade, tylko że robię to ręcznie, ucieram w misce.
    Niestety, makutry już dawno nie mam, tylko gładką miskę, ale daje radę. Maku by nie utarła…
    http://www.youtube.com/watch?v=Q0Sptct5sb8

  11. Wieści z „kulturalnego” Poznania:
    – jest w mieście poeta – amator p. Karwacki. Wydał kilka tomików, jest znany w środowisku i wymieniany wśród literatów. Jest niepełnosprawny w pewnym stopniu (chodzi z laską) jest bezrobotny ale ma małą rentę, wygląda, że za kołnierz nie wylewa (może tylko wygląda, nie wiem) ma długi, MOPR go parę razy wsparł, ale w 2011, w lecie przestał mu pomagać. Pan Karwacki zajął się zbieraniem butelek i puszek, żeby sobie dorobić i w kolejnym tomiku objechał urzędników MOPR-u za bezduszność.. MOPR w odpowiedzi zwrócił się do sądu o przymusowe leczenie psychiatryczne trudnego poety. Dzisiaj, po 2 latach odbyła się rozprawa. Sąd oddalił wniosek jako bezzasadny, bo p.K. nie jest podopiecznym MOPR-u skoro mu nie pomagają. Ponadto sędia zauważył, że gdyby każdego zbieracza puszek, butelek i złomu zamykać w zakładzie psychiatrycznym, to nie tylko szpitali, ale i koszar by zabrakło, a gdyby uznać, że każdy niezadowolony z pracy urzędnika wymaga leczenia psychiatrycznego, trzeba by kraj przestawić na jeden wielki ośrodek zamknięty.
    – pogoda piękna, ciepła i słoneczna wydała wyrok już po 1 dobie na prześliczne rzeźby lodowe na Starym Rynku, a tak się artyści z wielu krajów napracowali, a miasto od roku lód gromadziło w kazamatach.

  12. Danuśko, to nie jest żaden przepis na rybę np. pieczoną pancerzu solnym, tylko rada, by solić produkty sola uprzednio prażoną w piekarniku. Podobno dobrze to służyło i rybom, i mięsom.

  13. Mikołaju – toż z dawna wiadomo, że Wielkopolanie porzucili Szkocję z uwagi na rozrzutność Szkotów. Nie wzięli jednak pod uwagę istnienia Krakusów – ci to dopiero potrafią….

  14. Alicja – powoje i lebiody – typowa roślinność ruderalna. Za jakiś czas wyrośnie krzew i może nawet drzewo (jak człowiek pozwoli)

  15. Alicjo, znowu dostałam dziwny mail z Twojego adresu mailowego 🙁

  16. Dzieki za wczorajszo-dzisiajesze podpowiedzi w sprawie gesi 🙂
    Mamy zamrozone mieso wyciete z gesi ze 3 tygodnie temu bo wtedy nie udalo sie zrobic pasztetu. Z kosci i co zostalo zrobilismy pyszny rosol a na nim kapusniak. Teraz czas na paszetet z gesi. Wczesniej przegladajac internet, zeby sprawdzic rozne wersje i mozliwosci pamietam ktos robil pasztet z gesi, poczem go pakowal w sloiki i pasteryzowal. Tak mnie nieco korci, zeby sprobowac tak wlasnie zrobic choc nie wiem czy Basia bedzie chciala. Potem taki sloiczek otwierac kiedy najdzie ochota jak jakowes foie gras wlasne 🙂 Tylko nie wiem czy po ugotowaniu miesa w rosole i zmieleniu etc (wyrobiemu masy) prosto do sloikow czy sie jeszcze wczesniej piecze, tylko jak?
    W weekend wielkie przygotowania, ciasta, pasztet i pare innych drobiazgow jako, ze i Wigilie i Swieta spedzamy poza domem. Do tego jeszcze nam samochod walneli i w naprawie, choc mamy zastepczy to jednak pewien problem. Slizgawica w Calgary juz z 10 dni. Sniegiem sypnelo, zamrozilo, teraz odpuszcza w dzien w nocy zamraza i w sumie nawet gorzej zaleznie od miejsca. Po powrocie z Toronto ledwie do domu wjechalismy jak plug jakowys nieco sie odgrzebujac po drodze. Ostatnie 150 metrow to jak polna droga ktorej nikt nie odsnieza 🙂
    Taki kawalek drogi (nie caly na zdjeciu) ze sniegiem po pas trudno przejchac 🙂
    https://picasaweb.google.com/117780101072784579146/Dec172013?authkey=Gv1sRgCNGJk_SmwYnLpwE#slideshow/5958393280667841378

  17. MałgosiaW,
    słowo daję, nic nie wysyłam 🙁
    Martwi mnie to „znowu”. Jak dziecko wróci ze wsi, to rozpytam go w sprawie. Myślałam, że to jednorazowe świństwo, a tu masz… 🙁

  18. Małgosiu. Nie wiń Alicji. To w Twoim komputerze zagnieździł się wirus i korzysta z Twojej książki adresowej. Ja też to miałem. Wytępiłem Avastem (darmowym)

  19. Cichalu, używam od zawsze antywirusa.

  20. Danuśko – może być majonez z samych białek.

    Alicjo – ja już mam kolekcję z dwóch Twoich maili. Przezornie nie otwieram.

  21. „Widać ją w scenie z jednego z odcinków ?Wojny…?, gdy Paweł i Anula zakładają zespół bigbitowy i przygotowują piosenkę na konkursowy przegląd młodych talentów. Szukają rymu do ?szaro? i znajdują? ?makaron?.”
    http://www.youtube.com/watch?v=95jFGhp_Ck4
    🙂

  22. Dzień dobry 🙂
    Żyję. Małe z poślizgiem, ale w domu 🙂 Córasek próbuje zarazić mnie krykietem 😯 Na obiad karkówka wg Eski, mniam 🙂 Teraz pasztecę 🙂

  23. Nie otwierajcie. Ja nie wiem co to za zaraza, wiem tylko, że chyba wszyscy z mojej listy znajomych dostali listy rzekomo ode mnie. A ja tu grzecznie się zachowuję i nic nikomu nie wysyłam 🙁

  24. Alicjo, to przychodzi z takiego adresu
    alicja.adwent@gmail.com
    Może to coś ułatwi Twoim domowym informatykom.

  25. No nie, wygryzło resztę, jeszcze raz, początek jak Twój adres, a potem „”

  26. Może teraz
    i n f o @ f l i p o r a m a i l e r . c o m

  27. Małgosiu (17:57),
    to jest mój adres, ten pierwszy,, natomiast to drugie paskudztwo to jest chyba TO! I wyobraź sobie, ja już raz tę fli…wywaliłam z komputra i rzekomo jej nie mam. Jak Młode wrócą ze wsi to poproszę, żeby jeszcze raz mi przejrzały skrzynkę, bo co trzy pary ócz to nie jedna 🙂

  28. [alicja@localhost ~]$ killall fliporamailer
    fliporamailer: no process found
    Czyli nie powinno tej pchły już być.

  29. Gospodarzu-dzięki za wyjaśnienie.

    Krysiade,Małgosiu-majonezu z samych białek jeszcze nie robiliśmy.
    Chętnie spróbuję przy jakiejś okazji.

    Byliśmy dzisiaj z kolegami z pracy na świąteczno-przedświątecznym
    spotkaniu w :http://www.siwydym.pl/restauracja/warszawa.htm
    No cóż,porcje ,jak dla drwala-górala,w zasadzie kulinarnie poprawne(ale też nie zawsze) i nic ponadto.Zamówiłam rydze w śmietanie,które okazały się lekko brejowate oraz pierś z kaczki w sosie żurawinowym.Pierś w porządku,ale sos żurawinowy był zwyczajną żurawina ze słoika i wydawało się,że nawet lekko skwaszoną.To samo wrażenie miała koleżanka,która również skusiła się na to danie.
    Najsympatyczniejsze były zdaniem ogółu moskale-placki z ciasta,jak na kopytka.
    Prawie wszyscy próbowali i uznali za smakowite.

  30. Powtarzam sznureczek do „Siwego Dymu” gdyby ktoś koniecznie chciał spróbować góralskiej kuchni w wersji warszawskiej 😉
    http://www.siwydym.pl/restauracja/warszawa.htm

  31. Witam, Alicjo nic nie wywaliłaś ale to nie temat przy stole. Dla wszystkich, nie otwierać poczty niewiadomego pochodzenia!!! Przeskanować komp. antywirusem

  32. Ciekawe z tym soleniem ryb.
    Od matki znałem to solenie karpia na noc, przed Wigilią, mnw tak jak wyżej opisane. O innych rybach nie mam zdania, bo kupowło się i spożywało przeważnie na bierząco. Moje połowy, kiedy było tego czasem więcej, też były solone jeszcze wieczorem, a smażone dopiero nazajutrz. Później dowiedziałem się, że długotrwałe „traktowanie” mięsa rybiego w jakikolwiek sposób jest feee i już się teraz pilnuję, tzn, zalewam ew pół godziny przed, a solę i pieprzę nawet dopiero wprost przed kładzeniem na patelni lub na blasze. Steki, polędwiczki, wątróbki i tak dopiero po obróbce cieplnej, tego się trzymam: „bo sól wyciąga niepotrzebnie soki z mięsa”. Pamiętam tylko, że smażone dzwonka karpia wigilijnego u mamy były dobrze posolone, u mnie natomiast biesiadnicy szukają czasem solniczki na stole. Niedawno zdarzyło mi się sprawę wyraźnie przewlec, bo własnoręczne wykrojone filety z cefala poleżały w zalewie ze cztery godziny i co: upieczone na blasze były doskonałe!
    A teraz ta sól prażona.
    Sól jest w stanie magazynować w sobie znaczne ilości wody z atmosfery (hygroskopia) i zna to zjawisko każdy kto kiedyś namiotował. Zwłaszcza ta gruboziarnista (warzona) gromadzi tą wodę w tych większych kryształach i trzeba rzeczywiście dużego nakładu, trzeba to rzeczywiście prażyć, aby wygonić wodę z tej masy.
    No dobrze, ale w czym to ma być lepsze? Czyżby chodziło o to, że taka chłonna (znowu) sól jest w stanie związać więcej tych wydzielających się z mięsiwa soków i zachować je w „systemie”?
    Gospodarzu, wyprobuj i zapodaj wyniki!

  33. Yurek,
    jak nie wywaliłam, jak wywaliłam? 😯
    Zważ, że ja nie windows…a rzecz (rzep) się trzyma poczty.

  34. Alicjo, wrzuć go do spamu i czekaj na przyjazd fachowca.

  35. Duże ryby solę (skąpo) godzinę przed smażeniem, średnie – pół godziny, a filety 10-15 minut; sznycle z filetu skrawane – dopiero po usmażeniu. Wydaje mi się, że to prażenie soli miało na celu usunięcie wody z soli kamiennej (taka była powszechnie sprzedawana kiedyś) stąd mycie soli, warzenie w domu, przesiewanie i w końcu to, co w dużych domach szło na stół, czyli sól cesarska – było wynikiem wyprażania albo warzenia (Przepisy w „Spiżarni wiejskiej, obywatelskiej)

  36. Zgazety Wyborczej:
    „Google sprawdziło, czego szukaliśmy w necie w 2013 roku. Najczęstszy problem Polaka: „Jak zrobić lukier”

    A wystarczylo zajrzec do red. Adamczewskiego na blog 🙂

  37. A, widzisz Pyro!
    Nie wiedziałem, że kiedyś w gospodarstwach domowych było przewidziane, kupioną sól nadal uszlachetniać. Znam tylko sól ?ze sklepu?, której wtedy nie trzeba było dalej obrabiać. Tu znam ?kopalną? z polskiego sklepu, na ogórki, a z Bretonii przywiozłem sobie tego roku torebkę grubej, szarawej nieco i torebkę czystej białej, też dość gruboziarnistej. Ta kopalna zostawia na dnie garnka wyraźny ślad nierozpuszczalnych składników. Ta bretońska szara też zostawia trochę śladu, ta lepsza biała (wielokrotnie droższa od tej pośledniej) zdaje się nic.
    Dla celów standardowych używam jednak nadal tutejszej kupnej. Ta co prawda, z jakimiś tam E…, aby się nie zlepiała, ale to norma i nie ma już sensu się stresować z takich powodów.

  38. Interesujące te dywagacje na temat soli i tym momencie brakuje Nemo(wiem,że nie wszystkim,ale mnie tak).Chętnie,bym poczytała,ile jest soli w soli i dlaczego 🙂
    Dla mnie tego rodzaju wiedza jest cenna,ciekawa i wartościowa.

  39. Pepegor,
    wspomniana przez Pyrę książka pochodzi z 1838, więc trochę czasu już minęło i nie myślę, że pewnie nawet Twoja babcia z solą się nie bawiła. 🙂 Chyba, że hobbystycznie 🙂

  40. Prazona sol

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/dd/Piles_of_Salt_Salar_de_Uyuni_Bolivia_Luca_Galuzzi_2006_a.jpg/1280px-Piles_of_Salt_Salar_de_Uyuni_Bolivia_Luca_Galuzzi_2006_a.jpg

    Kiedys prazono i w ten sposob czyszczono sol kamienna wielce nieczysta. Teraz czy to konieczne? Ciekawe, tylko trzeba samemu sprobowac chyba, ze czyjemus podniebieniu ufamy wiecej niz wlasnemu 🙂

  41. Danuśka, zgadza się. Nemo by nam to wyjaśniła. Też uważam, że wiedzy nigdy za dużo.

  42. Chciałam jeszcze zauważyć, że w sklepach prócz kamiennej i warzonki i morskiej i kwiatu solnego są jeszcze sole niezwykle ekskluzywne jak błękitna sól tybetańska albo czarna sól hawajska i sporo inych. Kosztują krocie, jak smakują – nie wiem, ale ludzie po małym opakowaniu kupują. Dla smaku? Dla koloru? Dla szpanu? Nie wiem.

  43. errata – oczywiście myślę, że Pepegora babcia już się tak z ta solą nie bawiła.

  44. U mnie wygnano tę zarazę (młode informatyki), przepędzono za siódmą górę i powiedziano, że ponieważ „siedzę na linuxie”, nic się nie przykleiło, ale też nie o to chodziło.
    Poczta przyszła od zaprzyjaźnionej osoby i nawet się nie myśli, tylko otwiera, a tu nagle zaraza jakaś… i teraz ja też tę zarazę rozesłałam niechcący, samo się rozesłało 🙄
    Pytam dziecka – po co, a on na to, że ktoś na tym zarabia, wystarczy, że klikniesz. Cholera by to!!!

  45. Duze M, Teraz to nawet zapalkami sie nie bawimy choc ich w pudelku srednio 64 a co dopiero nasze babcie sola, chyba, ze w oku 🙂
    Na soli stal Uniwersytet Jagiellonski to moze i doktorat jakis sie zrobi z prazonej soli. Czesc sie wygoogluje reszte zamowi i tytualrny czlowiek 🙂
    Prof. Mniemanologii Stosowanej. Czas na wyklady o wyzszosci Swiat Wielkiejnocy nad Swietami Bozego Narodzenia 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=wxl_KU-k9I0

  46. Mydlo powidlo tzrzydziestolatek gagatek 🙂
    http://youtu.be/mGGdR63xFqQ

  47. wystarczy pogooglac albo w wiki wpisac, internet kopalnia wiedzy, a szybkie lacze kluczem do niej

  48. Wesole lata 90-te 🙂
    http://youtu.be/pVAoa3WNmFo

  49. Jeśli czegoś nie ma na Google, tzn, że nie istnieje!

  50. Czas przedświąteczny. Dzisiaj co najmniej 2 godziny „gotowałam telefonicznie” czyli z członkami rodziny albo Blogowiczami ustalaliśmy przygotowania sposób takiej czy innej potrawy. Z moją Rybą omawiałyśmy królika w śmietanie. Ze Zgagą różnice w tradycji wigilijnej. Z kuzynką przepisy na paszteciki z grzybami i na krokiety ziemniaczano – orzechowe, z drugą kuzynką natomiast nie mogłyśmy ustalić, czy do ryby w galarecie zakwasza się wywar żelujący, czy zakwasza się gotowy produkt. Bardzo lubię te rozważania i dylematy – każda coś pamięta i coś chce dołożyć do swojego stołu. Piękny czas.

  51. Pyro, a co tam u Zgagi, wszystko w porządku?

  52. Zgaga w sobotę jedzie na 10 dni do Wnusi i razem z cóką i siostrzenicą robią „polską” Wigilię dla 8 osób, wraca na Nowy Rok. Chyba, że ją przystopują celnicy, bo Zgaga zabiera ok 10 kg polskich cukierków – m.in 4 kg mieszanki krakowskiej, za krórą szaleje rodzina Zięcia, kg prawdziwych krówek dla jakiejś pani, itp itd + upominki. Zgaga mówi, że potem zbankrutuje, ale co zawiezie, to sama radość.

  53. Dobranoc.

  54. Ja już nie mogę się doczekać wigilii. Nikt nie robi takiej kapusty z grochem i karpia jak moja babcia.

  55. Kapusta z grochem? U mnie zawsze kapustę i groch robi się osobno:P