14.07.2008
poniedziałek

Co najlepiej gasi pragnienie?

14 lipca 2008, poniedziałek,

Przygotowując się do sobotniej kolacji, na którą zaprosiliśmy trzy pary przyjaciół z sąsiednich wsi, musiałem zgromadzić spory zapas napojów gaszących pragnienie. Upał bowiem w tych dniach mocno wszystkim daje się we znaki. Kupiłem więc wodę mineralną z gazem i bez gazu, tonik, sok z czarnej porzeczki, sok pomidorowy. Łażąc między półkami z napojami, których są chyba tysiące, zacząłem już dostawać oczopląsu. I wówczas przyszła mi z pomocą wnuczka. – Koniecznie kup mrożoną herbatę – nakazała mi Zuzia. – Teraz wszyscy to piją, bo jest smaczna, gasi pragnienie i jest bardzo zdrowa.

Kupiłem więc trzy rodzaje mrożonej herbaty według jej wskazówek: białą, zieloną i czerwoną. Do tego wzięliśmy prospekt objaśniający zalety każdej z nich, ponieważ Zuzia do wszelkich nowości podchodzi z naukową precyzją. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że biała wprawi nas w stan ożywienia, zielona spowoduje dodatkową ochronę organizmu a czerwona będzie źródłem ukojenia.
Potem znaleźliśmy jeszcze parę zdań o miejscach pochodzenia poszczególnych herbat.

I tak listki zielonej herbaty zebrano w południowych Indiach. Krzewy rosły w górzystym terenie. Po zbiorach ten gatunek herbaty nie jest poddawany fermentacji, co pozwala zachować w listkach wysoki poziom antyutleniaczy. Zabezpieczać ma to organizm pijącego przed efektem stresu oksydacyjnego.

Wprawdzie ani Zuzia, ani ja nie wiedzieliśmy, że taki stres nam grozi lecz i tak (nawet przed opróżnieniem butelki) poczuliśmy się znacznie lepiej.

Herbata czerwona pochodzi z Republiki Południowej Afryki. Tam zaś napar z listków czerwonokrzewu (jak zapewnia producent) jest narodowym napojem. A w dodatku ta właśnie herbata mrożona podbija  świat dzięki swej łagodności i bezkofeinowości. Prawdziwe źródło ukojenia.

Biała herbata pochodzi z Chin. Jest pełna polifenoli więc wspomaga ochronę organizmu pijącego przed wolnymi rodnikami, które są przyczyna starzenia się. Po wypiciu będziemy  czuć się młodziej, pełni energii i radości życia.

Po tej porcji lektury gotów byłem wykupić cały zapas herbat mrożonych znajdujący się w sklepach Pułtuska. Niestety było już zbyt późno, by wracać do miasta a w domu czekało nas jeszcze sporo pracy. Oskrobanie karasi, które miały wylądować w brytfannie ze śmietaną, upieczenie placka drożdżowego z kruszonką, eleganckie zasłanie stołu i przygotowanie chłodzących napojów.

Gdy dojechaliśmy do domu okazało się, że mrożonych herbat o wdzięcznej nazwie Nestea Vitao już nie ma. Ale wyraźnie było widać, że moja wnuczka jest znacznie młodsza niż przed wyprawą na zakupy, jest też wyraźnie ożywiona i w dodatku żaden stres jej nie grozi. Wysnuliśmy stąd wniosek, że producent w druku reklamowym nie kłamał. Jutro znów kupimy mrożoną herbatę. Gościom zaś podaliśmy na wstępie lekkie drinki czyli wodę z naszej studni z kilkoma kroplami gruszkówki, plasterkiem cytryny i kostkami lodu. Podczas kolacji zaś bardzo chłodne wina –  białe z San Giminiano i rose z Katalonii. I te napoje spełniały wszystkie obietnice firmy herbacianej (choć nic takiego nie można wyczytać na ich etykietach); byliśmy ożywieni, odmłodniali i radośni. Ten rodzaj kuracji polecamy z całkowitą pewnością  właściwych skutków. Na zdrowie!

Komentarze: 66

Dodaj komentarz »
  1. HA- a ja uwazam, ze w gorace i upalne dni najlepiej gasi pragnienie goraca herbaa. Po wszelkich mrozonych i chlodzonych napojach, w niedlugi czas po ugaszeni pragnienia znowy czuje potrzebe napicia sie. Woda z dodatkiem czewonego wina (wytrawnego) tez odnosi skutek.

    Pozdrowionka od zwierzatka
    Echidna

  2. herbaa = herbata

  3. Echidna !
    Z racji pory roku, to chyba powinnas pic grzanca. Ano wlasnie, czy u Was na poludniowej czesci swiata znany jest grzaniec. Jesli tak, to wrzuc przepis dla archiwacji. U nas burza i leje od wieczora, czyli ponad 12 godzin i zrobilo sie chlodno. Mam zachomikowana butelczyne gotowego ale chyba jeszcze nie otworze.
    Ukloniki na druga strone ziemskiej tarczy
    Pan Lulek

  4. Echidno!
    Zabrałaś mi wpis. Już się zabierałem… Ale naprawdę, obie moje babcie zawsze powtarzały, że na upały najlepsza jest gorąca herbata, a jedna z nich, widać wczesna zwolenniczka homeopatii, mówiła że na “gorąco najlepiej działa gorąc, a na zimno lód”, czyli to w zimie należy jeść lody.
    Ja nie czytam, co wypisują producenci na opakowaniach, bo można we wszystko uwierzyć, ale herbaty i kawy (prawdziwe) zawsze są zdrowe. Z napojami to trzeba znać różnicę pomiędzy napojem, nektarem, sokiem itd. A cudowna jest woda z cytryną. My to bawimy się w sok z marchwi, jabłek, a teraz skończyliśmy obowiązkowe przeciery truskawkowo – jogurtowe do wypicia duszkiem, musiałem jednak dosładzać truskawki, bo trinkowicze mówili, że za mało słodkie.
    Nie gaszą pragnienia w ogóle napoje typu coca – cola, sprite, fanta itd.

  5. Też dołączam się do zwolenników gorącej , mocnej herbaty na upał. Torlinie, w pełni się zgadzam choć będąc zmarzluchem nie stosuję lodów w zimie, a przynajmniej nie zaraz po przyjściu z mrozu, gdy człowiek jeszcze dygocze z zimna. ;) A do wody z cytryną lubię dodać kapkę miodu.

    P.S. Z dzieciństwa i wakacji u babci pamiętam specjalnie w upały przynoszoną ze studni wodę, pitą z kwarty….

  6. A my ostatnio z chłodzących próbujemy ze skutkiem wrzątkiem zalewać dwie torebki miętowej i jedną gejfrutowej, osłodzić miodem, schłodzić i dodać listki mięty. Z lodem super. Słyszałem, ale wolę dopytać bardziej światłych, że Arabowie piją na pustyni b. gorącą, słodką herbatę miętową. Czy to plotka czy jest w tym ziarno prawdy wg Państwa wiedzy?

    Rybo!

    Grill udał się chyba, bo jeden z biesiadników przyznał się, że zjadł 8 kartofelków podgotowanych zawczasu i potem dopieczonych, trzy z boczkiem i cebulką w sreberkach maczane w twarożku czosnkowym. O żeberkach w dwóch rodzajach i udkach kurczaka z sosem satay nie wspomniał. Bo zajadał je maczając w sosie diabelskim również Twojego przepisu. No właśnie jak chwilowo opuściłem stanowisko pracy, to coś po powrocie nie mogłem się ziemniaczków doliczyć. Reszta grilowanych warzyw i mięs znikła w dwie godziny. A mój szalony pies ciepri na niestrawności po 100kg kości, które mu podrzucono po posiłku bez mojej zgody i wiedzy. Jeszcze raz Ci bardzo dziękuję za wspaniałe przepisy, będą w użyciu częściej. I mam nadzieję dorzucić przepis Torlina na wołowinę. Aha, żeby spać silniej zakończyliśmy po szklaneczce Laphroaig Quarter Cask. To było w sobotę, bo wczoraj po smutnej wiadomości o prof. Geremku odwołaliśmy poprawiny.

  7. Chemou!
    Zauważ, w jaki sposób Arabowie i Berberowie ubrani są w upał, z punktu widzenia Europejczyka bez sensu i logiki. Ale to oni mają rację, nosząc ciężkie, zakrywające całe ciało stroje. I do tego turbany. A z herbatą masz rację, Arabowie nazywają ją “atay”, tj. zielona herbata, mięta i niewyobrażalne ilości cukru.

  8. Niech ja się powymądrzam, jeszcze przed moim świtem.
    Otóż niekoniecznie gorąca, ale całkiem ciepła herbata jest najszybciej przyswajana przez organizm i dlatego najszybciej gasi pragnienie. A o tej miętowej ciepłej, pijanej przez Arabów to juz dawno temu Pyra chyba pisała z pięć razy :)
    No ale ten cukier… nie przyswajam!

  9. Pyra wstała skoro świt i poszła po świeże bułki – pszenne dobre, razowe dmuchane nie wiadomo z czego. Ja pączki piekę bardziej zwarrte. Przy okazji kupiłam trzy kości udowe ze świni, razem z chrząstkami stawowymi. Uparzyłam i jedna właśnie służy Radkowi za wroga śmiertelnego. Dwie schowAM NA JUTRO.

  10. A ja w sobotę byłem na weselu, sala niby-limatyzowana, ale upał niemiłośierny. Na stołach oprócz znanych cocacolowospritowych zapitek w dzbankach stała woda z miodem i cytryną, a obok w termosach lód. I o dziwo to właśnie woda z miodem znikała najszybciej. Kolejny raz przekonałem sie o tym, że to co naturalne jest dobre i ma jeszcze jedną zaletę: zawarte w wodzie fruktoza (miód) i witamina c (cytryna) sprawiły, ze po poerwsze nikt nie przesadził z procentami, po drugie nikt na zajutrz nie chorował z tego powodu.

  11. What is wrong with margharita?

  12. …@Helena – no właśnie! Nothing wrong, nada ;)
    A zimne piwo?!

  13. Margharita is OK, ale margharita polaczona z nawet nieduza dawka szampana powoduje skutki przeokropne.
    Piwo tez cacy lecz ja w nasze upaly pijam dobrze ciepla herbate. I pomaga.

    Panie Lulek – ktos tam, gdzies tam wspominal o grogu. Ale czy oryginalnia ludnosc Australii pijala? Mysle ze watpie – oni alkoholu nie znali. Dopiero europejczycy zapoznali ich z tym napojem. Az za bardzo. Teraz jest to problem numer jeden wsrod aborygenow.

    Torlinie – zjadlam bo bylam w pracy od 5tej rano i kiszki graly mi marsza (a konczylam prace 0 17stej). I w tym marszowym tempie przejadlam Twoj wpis.

    19:10 wlasnie wrocilam i zabieram sie za obiad. A w miedzyczasie “kromucha”, ze pozwole sobie zapozyczyc Alicjowa formulke.

  14. Koktajl z pomidorów i selera

    Składniki:
    – 1 litr soku pomidorowego
    – 4 łodygi selera naciowego pokrojone w 5cm kawałki
    – 5 ząbków czosnku
    – sok z pół cytryny
    – sól

    Seler, szklankę soku pomidorowego, czosnek, sól, (ew. Tabasco) i sok z cytryny zmiksować aż do uzyskania jednolitej konsystencji, dolać resztę soku i jeszcze chwilę miksować. Podawać od razu.
    Jeśli ktoś lubi Bloody Mary – na pewno polubi go też ;-)

    Smaczny i pragnienie też ugasi, jeśli połowę soku pomidorowego zastąpimy śmietaną 18% (kwaśną).

  15. PS. Sok pomidorowy możemy zastąpić świeżymi pomidorami.

  16. U mnie w domu latem babcia robiła kwas chlebowy . Ten napój był bardzo popularny we wszystkich znanych mi domach , w czasach mojego dzieiciństwa. Ten kwas u każdego smakował nieco inaczej , chociaż we wszyskich zawsze była przewodnia nuta smaku szampana i butelki też strzelały jak szampan . A potem to już pomysłowość autorów owego kwasu…którzy dodawali rodzynki albo miętę albo soki – zwłaszcza malinowy. A kwas zrobiony z mocno wysuszonych w piekarniku skórek chleba razowego i z dodatkiem skarmelizowanego cukru , miał kolor brązowy i smak piwa.

  17. Szczęściarz jestem. I to jaki.
    W poprzednim tygodniu już na trzy dni wcześniej wiedziałem, jaka będzie sobotnia kolacja. Takie przyjemności spotykają mnie, jeśli wybieram się z odwiedzinami do mamusi i tatusia. Ale pierogi nie są mocną strona rodzinnej kuchni. Toteż jadałem pierogi parokrotnie w knajpach. Mam własną ocenę tego co tam serwują. Albo płynne albo zbita klumpa. Jednym słowem Scheisse.
    Ale to co jadłem u Ryby było mistrzostwem świata. Tu żadnego adresu nie podam by nie narazić Ryby na napływ pielgrzymów spragnionych domowych pierogów.
    Były z farszem wieloskqadnikowym. Podstawę stanowiły grzyby oraz kasza gryczana. Tworzyło toto jedna całość, ale mimo wszystko na podniebieniu dawało się wyczuć każdy z tych squadników osobno. Tak jak lubię o lekko wilgotnym farszu, którego smak jest od razu wyczuwalny i pozwala na łagodne opadanie po przełyku. Nadzienie znajdowało się w delikatnej osłonie z ciasta. Sama rozkosz w której nie czuć było mąki a zęby śmiało można było pozostawić w domu bo dziąsła z powodzeniem wystarczą by tej klasy ciasto podzielić na mniejsze części. Radość ogromna, uśmiech od ucha do ucha a i kątem oka spozierasz czy na dokładkę jeszcze trochę pozostało. Jeszcze raz to było mistrzostwo świata i zasluguje na nominacje do Nobla. Można mieć nadzieje ze nasz rezydent na Szwecje ASzysz weźmie to w tym roku pod uwagę.

    Szczęściarz jestem. I to jaki.
    Z przyjacielem oboje żyjemy i mamy się dobrze i jesteśmy zdrowi. Tym razem również udało nam się bezkolizyjnie przebrnąć do niemieckiej autostrady. Nie było to wcale takie łatwe. Parokrotnie spychany byłem na pobocze przez pędzących z przeciwka kierowców o ułańskiej fantazji siedzących w swoich gablotach. Całe szczęście ze padający deszcz przegnał z drogi przydrożnych sprzedawców. Inaczej mogłoby dojść do tragedii. A ciężko pewnie byłoby żyć ze świadomością, ze ktoś mógłby przeze mnie cierpieć.
    Jeżdżą jak idioci. Inaczej nie potrafię naklepać.

    A w upały nie ma to jak czosnek chili i inne ostre przyprawy. Po ich spożyciu organizm mój lekko się poci. Każdy jeden nawet najmniejszy powiew powietrza chłodzi przyjemnie ciało. To proste jasne i naturalne zjawisko chłodzenia ludziny z którym zapoznałem się dzięki Beduinom. Oczywiście piją tez mocną miętową herbate mocno słodzoną w małych ilościach. Ilości te ograniczane są poprzez brak wody w wielu rejonach gdzie przebywają. Do tego dostosowali odzienie i zamiast chemii oraz koncernów spożywczych żyją z naturą i w zgodzie z nią.

  18. Poczytalem troche
    Iżyku!!!

    Pisuj siebie czytaj innych.

    To naprawdę nie takie złe jak przypomnisz sobie los brakującego nam tutaj wszystkim Misia2 vel Marka K.
    Tylu mądrych ludzi tutaj klepie a Iżyk cytuje tych ostatnich. :lol:

  19. Oczywiście, najlepiej gasi pragnienie mleko :-D

  20. Teresko, zapomnialas o wodce. Do tego sie wlewa jeszcze wodke i moze kapke Worcestershire Sauce. Wtedy jest to uczciwa Bloody Mary. To co podalas jest dla maych dzieci i chodzi pod nazwa Virgin Mary.

  21. Arku, mow za siebie, a nie za “wszystkich”.

  22. Helenko, jak Ty przyrządzasz Bloody Mary? Wikipedia podaje taki przepis – http://pl.wikipedia.org/wiki/Krwawa_Mary , ja się zastanawiam, czy czosneczek i naciowe selery można uznać (przed sprawdzeniem) za stosowną przyprawę.

  23. Uff. Młode zabrały psa i poszły do portu, bo Matros stoi w porcie i waruje do 21.00. Jeżeli nie wypchną jego i “Argusa” do jakiejś Rygi czy innego Pawłowska, Norwegii albo Bari (ostatnia moda – nie dać załodze ich d-cy żadnej informacji do ostatniej minuty), to od jutra przez dwa tygodnie będziemy miały w domu mężczyznę. Przeczytałam dytyramby Arkadiusa na cześć Rybich pierogów. Nie wierzcie mu za grosz – to były przyzwoite, domowe pierogi, ale żaden 8-y cud świata. On jest kokiet i tyle. Też naśladujemy Alicję, czyli urządzamy “dni niejedzone”, wyżrejąc rózne potrawy gotowe z lodówki na zimno. Jeżeli Pan Domu od jutra zamiszka, to się czas lenistwa skończy, gbo jak wiadomo chłop nakarmiony być musi. Pogodę mamy w dużą kratkę ale Pyra paraduje w polarach w domu. Ciepło bywa przez godzinkę i znowu ziąb i wiatr.

  24. Znalazłam – http://www.palcelizac.pl/przepis/12/krwawa_mary/ , tu seler służy do mieszania, podczas gdy we wcześniejszym przed mieszaniem ostrzegano.

  25. Helenko sorry.
    Skoro tak piszesz to masz pewnie ku temu powody i przyznaje, ze zabrakło tam słowa niemalże.

  26. W Łodzi cimno, zimno i pochmurno, więc dziś raczę się gorącą kawą z mlekiem. Na upał natomiast dla mnie najpyszniejsze było kwaśne mleko, które przygotowywała moja świętej pamięci prababka z mleka od własnej krowy. Dla dorosłych było chude, czyli przygotowywało je się z mleka po zebraniu śmietanki, natomiast dzieci dostawały pełne. Do tego pajda chleba ze śmietaną i cukrem. A w niedzielę do słodkiego mleka było drożdżowe na 10 jajkach i 30 dag masła na kilogram mąki.
    Po takiej diecie nawet chuderlawe dzieciątko wyjeżdżało od babci wyglądając jak “pączek w maśle”, ku przerażeniu mamy, dbającej o dziecięcą linię.
    Co do innych “dziecięcych” przepisów:
    Mój dziadek, dowiedziawszy się, że dzieci powinny się zdrowo odżywiać, zaczął przystosowywać potrawy dla mnie (lat wówczas jedenaście) i brata (lat 4), dodając warzywa, z przewagą marchewki. Sztandarowym przykładem dziadkowego “dania dla dzieci” były grzyby duszone na smalcu ze śmietaną, za to z dodatkiem koperku i marchewki z rosołu krojonej w plasterki.
    Dziadziuś musiał mieć rację, bo oboje wyrośliśmy duzi i dorodni.

    Pozdrawiam,
    Anna

  27. Chemou,
    przy jakiejś okazji pisałem o swoich arabskich przygodach w upalne lato i piciu herbaty. Rzeczywiście gorący wręcz parzący ulepek z listkiem mięty daje złudzenie chwilowej ochłody. Piłem to najpierw ze3 zdumieniem a potem z przyjemnością. Nauczyłem się bowiem korzystać z rad i obyczajów mieszkańców kraju w którym jestem. Oni często od setek lat stosują różne sposoby – dla nas zdumiewajace – umilania sobie lub ułatwiania życia. I tak jest z arabską herbatą z miętą podawaną w maleńkich szklaneczkach. A to dlatego by nie zdążyła ostygnąć. I trzeba zamawiać kolejną i kolejną, i kolejną…

  28. Teresko, oczywiscie podany w Wikipedii pezwpis na bloody Mary o kant stolu potluc. Po pierwsze spirytus. Jaki spirytus? Zakaz sprzedazy spirytusu zarowno w USA, gdze przepis powstal, jak i w Wlk. Brtanii obowiazuje od co najmniej stu lat I jakiez to wulgarne – chlac spirytus z sokiem. .
    Uzywa sie zatem wodki i to dobrej, nie byle jakiej. Na jedna czesc dobrej wodki, dajemy dwie czesci soku pomidorowego, do tego albo kapke soku selerowego i szczypte soli, albo czesciej – szczypre gotowej soli selerowej, pare kropel Worcestershiru (wym lustersziir) na szklanke, krople lub dwie ostrego sosu tabasco, potrzasa sie mocno, wlewa sie do wysokiej szklanki, dodaje lod oraz mieszadelko w postaci galazki seleru. Voila! Krwawa Manka!
    Najwazniejsze w Bloody Mary jest nie wlac za duzo wodki, ktora powoduje, ze po przekroczeniu krytycznej granicy sok pomidorowy staje sie bardzo wodnisty.
    Istnieje meiszanka pomidorowo-przyprawna specjalnie do BloodyMary, wtedy do niej dodaje sie tylko wodki. Jestem wrogiem gotowych mieszanek , ale ta amertykanska jest wyjatkowo dobra, niestety trudno dostepna w Anglii i calkowixcie niedostepna w Polsce.
    Wysocie problematyczne jest takze i to, ze nazwa koktajlu pochodzi od Marii Stewart. No, skad!
    Zrobienie dobrej Bloody Mary z podsatwowych skladnikow wymaga lekkiej reki, nie mlota, i z cala skromnoscia musze przyznac, ze robie to ladnie. Krzysztof Sliwinski , ktory byl wtedy ministrem, powiedzial wrecz, ze moja Bloody Mary nie ustepuje najlepszym barom w Chicago. Nosze ten komplement w sercu od lat :) :) :)

  29. Jest mi niewygodnie we własnwj skórze, wstyd i niepokój – jaka ta Polska będzie za 20 lat, której już nie zobaczę? Niewielu ludzi w moim wieku pisuje na portalach internetowych, sądzę, że większość wpisów jest (sądząc chociażby z języka) dziełem ludzi młodych i bardzo młodych. A treść owych wpisów i komentarzy jest zatrważająca. Skąd się bierze ta czarnosecińska ekstrema? Takich poglądów skrajnie prawicowych, fundamentalistycznych, prócz faszyzujących narodowców nie głosił nikt,kto liczył się w szeregach polskiej inteligencji już 80 lat temu. Nie żyje Lipski, Kuroń, Geremek i ze wstydem stwierdzam, że dzisiaj znacznie łatwiej im przyszłoby się dogadać z niegdysiejszymi przeciwnikami, niż z tym czarnym podglebiem “prawdziwych Polaków”. NB ludzie przyzwoici powinni raczej stronić od “pielgrzymek narodowych” Przynajmniej, póki nie zostanie wynaleziona skuteczna szczepionka na wredną głupotę

  30. Teresko, teraz zajrzalam do tego drugiego przepisu.Oczywiscie jest znacznie rozumniejszy od pierwszego. Troszke mniejsza proprcja wodki do soku, ale lepiej wlasnie dac mniej wodki niz za duzo. Ja daje dwie albo dwie i pol czesci soku na jedna wodki, oni trzy. To jest OK.
    Te wspaniala miesznka, o ktorej wspominalam, mozna czesto dostac w samlocie w malych puszeczkach. W Ameryce kupuje sie w 1,5 l butelkach. Nazywa sie.. czy nie Long Tom albo jakos tak. Zaloze sie, ze Alicja to zna z Kanady.

  31. To jescze przepis na margharite, absolutnie niezbedny na meksykanskie upaly.

    2 czesc tequili (ciemna, w kolorze herbaty lepsza od przezroczystej, moim zdaniem),
    1 czesc likieru pomaranczowego: triple sec badz cointreau
    2 – 2 i pol czesci swiezo wycisnietego soku z limonki.
    Wstrasnac bardzo, bardzo energicznie i podwac na kuszonym lodzie.

    Tradycyjnie szklanka lub kieliszek ma brzeg pokryty krysztalkami gruboziarnistej soli, tworzacej cienki pierscien.. Robi sie to w ten sposob: lekko ubija sie bialko jajka . zanurzasie w tej pianie sam brzezek kieliszka, a potem zanurza sie brzeg kileiszka w soli nasypane na spodku.
    Wlewa sie koktajl z lodem do szkla bardzo ostroznie, zeby tego brzegu nie zepsuc. Ten pierscien soli oblizuje sie w czasie picia. Nuta nieoczekiwanej slonosci w czasie picia kwasno-slodkawego (od likieru) koktajlu jest po prostu niezwykla. Moim zdaniem margharita bez soli to jak nieogolony mezczyzna na balu. Robie czasami margarite dla siebie bez soli, ale naprawde dobra jest z sola. I czasmi z lenistwa nie krusze lodu, tylko wlewam na kostki. Nie polecam. Lepiej sie przylozyc i miec full Monty z tych dobrych skladnikow.
    Metnej komercyjnej mieszanki do margarity z piekna staroswiecka nalepka mozna uzyc w chwil kryzysu (brak liomonki, brak triple sec) ale nie ma to porownania ze starannie przyrzadzona margarita z podstawowych skladnikow. .

  32. Rybo, masz racje.

  33. Dziękuję za wyjaśnienia w kwestii herbaty.

    No może nie tak już przy temacie schładzania się, ale mnie to gryzie: zbyt serio potraktowałem przepis na zalewę do żeberek z miodem znalezioną tu i ówdzie w sieci – oj łatwo to przypalić. Chyba rozsądniej byłoby podgotować zibra, potem wrzucić je do bejcy bez miodu, upiec i dopiero już upieczone nieco rozwodnionym miodem potraktować na sam koniec przed podaniem? No chwila nieuwagi i węgiel mi na jednych wyszedł.

    chemou

  34. Little Mozart – znalazlam w dzisiejszej prasie. Z odnosnym www adresem.
    Co o tym myslicie?

    http://www.youtube.com/watch?v=ntReE2n15bo

  35. Rybo, ja mam nadzieję, że część tych wpisów jest prowokacją albo wygłupem. Mnie podobną przykrość sprawia też wściekły antyklerykalizm również bardzo powszechny. I nie chodzi mi o racjonalną krytykę kościoła i kleru, który ciężko pracuje, żeby na tę krytykę zasłużyć. Chodzi mi dosłownie o wściekły antyklerykalizm. Te dwa bieguny zupełnie nie pokrywają się z wynikami badań opinii. Z drugiej strony znam sporo osób o skrajnie prawicowych poglądach wśród nauczycieli akademickich! Ale są jednak w mniejszości. Często chodzi też nie o poglądy, a o zwykłą przyzwoitość. Poglądy skrajne chyba często są skutkiem braku przyzwoitości. Kuroń, Lipski, Geremek. Dodam Jana Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego. Ludzie o różnych poglądach, ale to przede wszystkim ludzie bardzo przyzwoici i dlatego cieszą się (prawie) powszechnym szacunkiem.

  36. Z gotowych “fabrycznych” herbat mrożonych jedynie herbata z ziołami alpejskimi ma dla mnie akceptowalny smak. Zawiera ona obok czarnej herbaty, soku cytrynowego i mięty również melisę, werbenę, rumianek, pokrzywę i przywrotnik. Taką herbatę można zrobić samemu bez potrzeby płacenia horrendalnych sum za słodzoną i farbowaną wodę.
    U mnie od 3 dni leje, powyżej 2000 m leży świeży śnieg 8O

  37. Torlinie
    Intuicyjnie też zacząłem korzystać z mądrości życiowej Arabów. Noszę w upał kilka czarnych podkoszulków(jeden na drugim)a na głowie zamiast turbana wiążę czarną bandanę z pacyfą i napisem “Jarocin 1983″. Tyle, że zamiast herbaty z listkiem męty piję piwo z lekka zamrożone, które wypacając się tworzy na warstwach podkoszulków i tatuażu prawego ramienia skrzącą się świetlnymi błyskami warstwę solnych kryształów.
    Pozdrawiam centralną Polskę

  38. Podaje dwa przepisy dla ochlody w upaly i na rozgrzewke zima.
    Na upaly.
    W dolek na zacisnieta lewa piesc wsypac lyzeczke grubej krystalicznej soli. W prawa reke zainstalowac kieliszek, minimum 50 gram, zmrozonej ciemnej tequli. Napój lyknac jednym haustem a potem zlizac sól. Najlepsze na wysokosci powyzej 3000 metrów.
    Na chlody.
    Przygotowac wygodne legowisko.
    Zorganizowac lufe o pojemnosci 100 gram spirytusu o mocy 95 do 98 %. Dla celów domowych i leczniczych. Do nabycia w dobrych sklepach spozywczych lub powszechnie dostepnych aptekach.
    Wypuscic z siebie cale powietrze. Tak zeby zakrecilo sie w glowie. Nabrac pelno powietrza w pluca tyle ile mozna i jeszcze troche. Wypic zawartosc lufy jedny ciegiem. Nie przerywajac czynnosci. Wypuscic z pluc cale powietrze. Wrazenie przedziwnej lekkosci trwa okolo jednej minuty. Powoli osunac sie w objecia Morfeusza na wczesniej przygotowane legowisko. Nastepnego rana wstac, wesolym jak skowronek na wiosne. Unikac plynów i nie zblizac sie do otwartego ognia. Uczucie zasluzonego ciepla utrzymuje sie przez kilka godzin.
    Az do kolejnej próby.
    Pan Lulek

  39. Panie Lulku,
    Kiedyś, dawno temu, poczęstowano mnie na obozie studenckim taką lufa spirytusową, jako środkiem na przeziębienie. Jedynym skutkiem tej lufy była tygodniowa całkowita utrata głosu!!!

  40. Helenko, dziękuję. Zapisałam sobie i na Wikipedię też zaniosłam – http://pl.wikipedia.org/wiki/Krwawa_Mary , żeby “wody nie leli”.

  41. Malgosia W
    Jest mi okropnie przykro, ze tak nieszczesliwie zakonczyla sie Twoja spiewacza kariera. Po tygodniu moglas przeciez zaczac jednak od nowa.
    Przed chwila radio podalo, ze na konferencji prasowej w Paryzu zwolanej przez Prezydanta Republiki Francuskiej, Pan Prezydent Rzeczypospolitej Polski zlozyl publicznie samokrytyke w sprawie podpisu pod traktatem w Lizbonie.
    Ciekawe czy ten Sarkozy niema jakichs polskich korzeni. Ze Sluzewca ma sie rozumiec. Przeciez tam podczas Powstania Warszawskiego stacjonowaly wegierskie oddzialy a dziewczyny kupowaly ud honwedów pestki za wiadome uslugi. Temperament to na ten Francuzki Prezydent troche sluzewiecki. Nie taki jak ci z Zaliborza.
    U nas na Sluzewcu to mówilo sie tak. Jak ktos robi i gada glupoty to tylko lac w … i patrzec czy równo puchnie.
    Tyle, ze po powrocie do Warszawy moze okazac sie, ze píóro znowu myszy zjadly.
    Pan Lulek

  42. … a gdyby tak kompotu nastawic, z… no nie wiem rabarbar juz po, truskawki tez prawie, teraz moze agrest, porzeczki, zanim pojawia sie pierwsze renglody. Ah! lato, wies, sad, i kompot plus chleb haha czy ktos jadal taki z woda i z cukrem? bo smietana to juz “wyzsza szkola jazdy”

  43. Wyście tu mieli podawać przepisy na napoje chłodzące, a nie krwawe Mańki, lufy i inne margerity!
    Woda, proszę państwa, woda! Poza tym maślanka.

    Teraz potrzebny mi sennik. Otóż śniło mi się takie miasto, coś jakby Osiedle Tysiąclecia w Poznaniu, tylko dużo większe. Wypożyczyłam samochód, żeby z jednego krańca na drugi przejechać (normalnie to ze 2 lata temu siedziałam za kierownicą). Przejechałam, zaparkowałam w podziemnym parkingu jakiegoś bloku i gdzieś tam polazłam – jak to we śnie, całkiem mi cel wizyty wypadł z głowy. Stoję przed blokowiskiem i nie wiem, w którym bloku zaparkowałam cholerny samochód, nie wiem, jakiej marki była gablota, jakiego koloru, ze o rejestracji nie wspomnę. Co robić? Obudziłam się przekonana, że mam kłopot, dopiero po chwili ulga, ze jednak nigdzie nie jezdziłam i nie pożyczałam samochodu. Teraz proszę mi to przetłumaczyć.
    A najlepszy kompot jest z czarnej porzeczki. Oraz z węgierek.

  44. Alicjo, nie w senniku, ale we wczorajszym dniu bądź tygodniu lepiej poszukać objaśnień do snu. Może np z problemem typu absurd miałaś do czynienia?

  45. Alicja !
    Zawsze spiesze na ratunek. Ze zródlowymi dzielami. Tym razem jest to Wielki Sennik. Podaje dane identyfikacyjne.
    Marek SIERKOWSKI
    Jerzy WLOSTOWSKI
    WIELKI
    SENNIK
    Ksiazka opracowana na podstawie przedwojennych wydan senników: egipskiego, chaldejskiego i staropolskiego
    WROCLAW 1995
    ISBN 83-901564-0-7
    samochód
    Widziec go to znak, ze ktos ci bardzo zazdrosci twojej pozycji spolecznej;
    miec samochód symbolizuje trudnosci w spelnieniu marzen;
    jechac bardzo szybo nim, to zapowiedz klopotów lub zlej wiadomosci;
    zepsuty oznacza zaangazowanie sie w niepewne interesy;
    uciekac przed nim to przestroga, aby bardziej uwazac na rywali;
    poszukiwac samochodu oznacza niepowodzenie w interesach;
    dla mlodej dziewczyny sen taki oznaczsa rozczarowanie w milosci z powodu nierozsadnego zachowania ukochanego;
    sznur jadacych samochodów zapowiada niespodziewany wyjazd zwiazany z interesami.
    Tyle powiada ksiega.
    Twoj przypadekjak zwykle nie pasuje do zadnego przypadku i mozesz spac spokojnie.
    Czego zyczy Tobie
    Pan Lulek

  46. Ryba 14.04 – za tę uwagę (że po obu łapach wodzę mięsistymi usty. Choć to Pyra pewnie pisała… Nie rozumiem tylko skąd w pesymiźmie Madame tyle optymizmu (sic!), że to ostatnio tylko tak się popsowało, bo wcześniej tośmy byli narodowo mądrzy (że już tak z litości nie dodam “po szkodzie”). No więc skąd u Madame ten optymizm zupełnie do naturalnego w tym wieku koloru włosów niepsasujący, co? Ależ była, jest i będzie wciąż pisaną wielka księga matołectwa polskiego! Ino, że przed laty kroniki zapisywano od wypadku do akcydensu (np. od rabacji do pogromu), a teraz każden matoł siada i tę polskość na ekran leje. Powiem inaczej – czy moher jest wynalazkiem ostatniego 20-lecia? A skąd?! Istniał zawsze. To tylko radia nie było…
    Stanisław. Co to jest wściekły antyklerykalizm, hę? Skup się na tym przymiotniku, bo bardzo on mię, dwa razy powtórzony, w Twoim wywodzie zaintrygował. Znam zaplutego karła i łańcuchowego psa.
    Alicju. Jeśli trymasz jeszcze kluczyki w garści, to naciśnij pipek, a gablota sama zamryga i zapipa. Myślę, że Madame będzie wiedzieć, gdzieś go postawiła ;)

  47. Samochód owszem, wypożyczyli goście z Polski, ale skąd to blokowisko, pojęcia nie mam :)
    Któregoś dnia rozmawiałyśmy z Isią o snach i okazało się, że obie mamy powtarzający się od lat sen. No, nie ten sam oczywiście, ale jest to wciąż powtarzający się, w różnych wersjach sen.
    Dzisiaj sałata i kurze biusty a la schabowe bis, bo wczoraj wyszło mi ich sporo. Do popicia nie kompot, tylko coś czerwonego. Z porzeczek i rabarbaru (osobno) fermentują zajzajery ;)
    A czarna porzeczka dojrzeje lada dzień, z tym, że to młode krzaczki i na prawdziwe zbiory trzeba będzie poczekać ze dwa lata, a może trzy. Nie mogę się doczekać! Jest to mój ulubiony owoc, w każdej postaci. Dzisiaj poniedziałek i nic mi się nie chce robić, co najwyżej na słoneczko z książką.

  48. No więc jeśli się otóż rozchodzi o upalne popijanie, to namber łan tu i w okolicach jest nieśmiertelna, niezatapialna i wprost chyba nieprzepijalna… herbata z mlekiem. O każdej porze dnia i nocy, przed posiłkiem,po i w trakcie, a pewnie i zamiast herbata z mlekiem. I jakbym był bobik to bym napisał że nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co z mlekiem da ci herbatka. Nie mają sumenia i żłopią to wiadrami. Nie dajcie się zmylić. To ani łiski, ani walijskie tyskie, ani nawet ta szkocka “ruda na myszach”. Wczoraj inteligentnie zapytałem, czy ktoś zna “Eat Britain! 101 Great British Tastes” A. Wheeler’a. No i On tu, rozwodząc się nad wszystkim we wszystkie możliwe strony, sugeruje, że zwyczaj dolewania tej jednej dolewki mleka, ten jeden chlup!, splash! czyli po naszemu tak ze dwa i pół “siorba” to po to zaczeli stosować, że ich porcelanowa chińszczyzna nie znosiła wrzątku. A tak, chlust, i ochłodzili, prze co i fajans dłużej w kredensie postoi i napić się można. Praktyczny taki narodek. Ciekawe, że już wtedy ich ciągło do tandety.

  49. To ja nie o napojach, a o naleśnikach. Z porzeczkami.Trochę pracochłonne, ale pyszne!

    Naleśniki z porzeczkami

    2 jajka
    75 g cukru
    1/4 l mleka
    3/4 torebki budyniu waniliowego
    łyżka cukru
    cukier waniliowy

    Z tego zrobić krem waniliowy, ktróry będzie stygł podczas robienia ciasta.
    Białka ubić z 75 g cukru na sztywno. Oba żółtka wymieszać z odrobiną mleka, proszkiem budyniowym, łyżką cukru i cukrem waniliowym.Zagotować resztę mleka, zdjąć garnek z gazu, domieszać do mleka masę żółtkową, ponownie na ogień, zagotować mieszając. Ponownie zdjąć z gazu i delikatnie domieszać pianę z białek.Krótko zagotować i zostawić do wystygnięcia.

    ciasto
    8 jaj
    270 g cukru (ja drastycznie redukuję do 2-3 łyżek)
    8 łyżek mąki
    8 łyżek mleka
    śmietanka kremowa
    Żółtka jaj wymieszać z cukrem i szczyptą soli na pienistą konsystencję.Na zmianę (8 razy) wrzucać 1 łyżkę mąki i wlewać łyżkę mleka, mieszając.Odstawić ciasto na 30 min.
    Ubić śmietanę na sztywno, z 75 g śmietany dodać do ciasta delikatnie mieszając.Białka ubić na sztywno i dodać do ciasta.Smażyć na maśle naleśniki.Smarować je kremem waniliowym i sowicie posypać porzeczkami(lub innymi owocami jagodowymi), złożyć na pół, na to bita śmietana i znów trochę owoców.
    Pycha! Ja robiłam z miksem porzeczkowym tj. porzeczkami białymi, czarnymi i czerwonymi. Z drastyczna przewagą tych ostatnich.

  50. Bawarka?! Uhhhh… nie cierpię!!! A mój gość i owszem, z rana popija bawarkę. Tak postponować dobra herbatę?! :shock:

  51. W kremie też oczywiście spokojnie można zredukować cukier.

  52. Naszym ulubionym napojem chlodzacym (w Polsce) byl kompot jablkowo-wisniowy. Wisni niezbyt duzo. ( A wyprobowalismy wszelakie kompoty z roznych owocow i ich kombinacji). Problem pewien byl, mianowicie najlepsze byly do tego papierowki, ktore wlasnie konczyly sie gdy wisnie zaczynaly dojrzewac.
    A teraz, w Ameryce, nie kupuje zadnych mieszanek do przyrzadzania mrozonej herbaty. Po prostu robie duzy dzbanek zwyczajnej herbaty (przecedzonej) o normalej mocy, do tego sok z cytryny i lod, i listki miety . Kto chce slodka, dosladza. Dla slodzacych gosci podaje miod i w malym dzbanuszku syrop cukrowy(tzn. rozpuszczony we wrzatku cukier, bo zwykly nie zechce sie rozpuszczac w zimnej herbacie).

    Najprostszy amerykanski przepis na iced tea jest nastepujacy:
    Zagotowac 2 l wody
    Zaparzyc w tym 2 (lub wiecej) torebek herbaty
    Dodac 150 g cukru . Wymieszac az cukier sie rozpusci.Dodac troche lodu, 60 ml soku z cytryny , i wstawic do lodowki dla ochlodzenia. Podawac przybrana listkami miety.

    A najprostszy na swiecie przepis jest nastepujacy:
    Do odpowienio wysokiej szklanki wlac tyle herbacianej esencji ile uzylo by sie normalnie na te pojemnosc. Wlac do polowy przegotowana wode i dopelnic szlanke lodem. Plus mieta.

  53. Kucharko,
    skoro jesteś, zajrzyj do poczty – powinnaś mieć tam maile ode mnie z zeszłego tygodnia – jeden z nich (ostatni) wymaga odpowiedzi na “yes or no”. Daj mi znać, proszę.
    Potrzebuję też odpowiedzi od Ani Z. (mam nadzieję, że zajrzy i do poczty, i tutaj).

  54. Alicjo, nie powiesz że jesteś pewna iż Twoja podświadomość nie jest pod wpływem sytuacji związania Twego auta z Twoimi przyjaciółmi? Bloki to tylko dekoracja choć może też skojarzona z krajem pochodzenia gości, jako że tu bloków dostatek, co dokładnie wielokrotniie obejrzałaś.

  55. Tereso,
    moje sny są jak filmy, można pisać scenariusze;)
    Ten starałam się natychmiast rano powtórzyc w pamieci na jawie. A pewnie jedno z drugim sie kojarzyło, pożyczanie samochodu i stare wspominki z Izą. I Pyra u Ryby, a Pyra mieszka na Osiedlu Tysiąclecia, a Szczecin – z daleka, wyglada też jak blokowisko, chociaż podobno jest to piękne miasto. Nigdy nie byłam, przyznaję, trzeba nadrobic braki, tym bardziej, że po drodze.
    Na wszelki wypadek jeszcze nie zagladamy na loty do Berlina i ceny, tanio nie będzie przy dzisiejszych cenach paliwa, ale niektóre rzeczy/sprawy są bezcenne i szczypać się nie będziemy. Nie muszę mieć wielu rzeczy , i tak ich nie zabiorę na tamten świat, natomiast z przyjaciółmi zobaczyć się muszę.

  56. Alicja !
    Zdecyduj sie czy chodzi o samochód czy o bloki. Jesli o bloki zacytuje inne haslo. Ponadto, jesli wolno prosic, udostepnij publicznie tresc odwiecznego snu jaki sni sie Tobie i osobistej synowej Isce. Zeby dopasowac i upublicznic stosowne wyjasnienie.
    Na piatek, biezacy oczywiscie, szykuja sie w naszej wsi dziewczyny w tym, dojrzale panie. Myja sie na duzy dekolt a obroty w okolicznych sklepach z ciuchami maja wzrastajaca tendencje. Niby nic a tu rozeszlo sie, ze nadciaga Marek ze swoja rura i zapasowymi obiektywami. Nawet oddano do uzytku Heuriger w sasiedniej wsi po remoncie.
    Ja tez gotuje sie
    Pan Lulek

  57. Dawno temu słyszałam taki przesąd, ze moc proroczą mają tylko sny z piątku na sobotę ;) :)

  58. Czyli z niedzieli na poniedziałek to nie działają ;)
    Panie Lulku, we śnie som oba samce, i bloki i samochody. Iśka jest osobistą siostra Alsy (u mnie w gościach, tak jest, ostatnio nad Hudson Bay), a moja synowa kanadyjsko-chińska ma na imie Jennifer. Proszę nie mieszać!
    Kurka siwa, dekolt też mam. Na następnym Zjezdzie wystawię i mam nadzieje, że Marek uwieczni ;)
    Krawat zabieram, bo musi być jakaś TRADYCJA ! W kieszeni się zmieści.

  59. widzę tylko małe czarne kuleczki. W sobotę zadzwoniła Pani Spod Wieży (mam w zasięgu wzroku górną część takiej wysokiej wieży) i zaproponowała jagody. Nie czekając, aż po nie wydeleguję umyślnego z gotówką, sama przyjechała. 12 litrów po 8 złotych. Zaraz po niej zgłosiła się sąsiadka, właśnie otrząsnęli czarne porzeczki i ma dla mnie zamówione 100 kg. Wyprosiłam, że teraz wezmę 60, czyli trzy skrzynki a dwie później. Nie był to dobry pomysł, bo to później okazało się być raptem jednym dniem a do tego porzeczki z innego pola były co prawda późniejszą odmianą, ale zebraną zbyt wcześnie. Z pierwszej partii miałam po trzy litry soku z jednej sokowarki a z następnej do dwóch nie dociągam.
    Dwa lata temu płaciłam za porzeczki (czarne, rzecz jasna) po 50 groszy za kilogram, w tym roku porzeczek jest mało i cena skoczyła do 3 złotych. A ja potrzebuję jak mieszkam sama i tylko w lecie jest najazd – około 60 litrów soku czarnoporzeczkowego (mieszam go z mirabelkowym głownie), a teraz jak mam na stałe wnuki na głowie to już nie wiem ile by tego trzeba.
    Czarne jagody, czyli borówki, przebrałam i w większości zamroziłam. Troche zjedli na surowo a trochę wrzuciłam do ciasta.
    Soki zamykam w słoikach bez cukru. Potem na dwa słoiki, czyli około 2 litry, daję kilogram cukru. Do picia rozcieńcza się wodą w proporcji 1:5 mniej więcej. właśnie starałam się policzyć ile to będzie cukru na szklankę, ale wciąż mi takie czarne kuleczki latają. Chyba pójdę spać.
    Dobranoc,
    a, pojechaliśmy wybrać brzozowe żerdzie na ogrodzenie nowoutworzonego czworoboku, a tu właściciela żerdzi zbiórka malin na całego. Dzięki Stwórcy, maliny są czerwone. Na razie wzięłam tyle co na deser.
    Wszystko to nie jest dobrym pomysłem na moją nogę, która się buntuje. Ale już mi się poprawia, bo dzisiaj wieczorem popatrzyłam na puste skrzynki na kwiaty, które wiszą pod oknami stajni i zadzwoniłam do ogrodnika, czy jeszcze ma jakieś kwiatki nadajace się do posadzenia. Mial, jak tylko naprawią mi hamulce, to pojadę.

  60. wyszło mi, że z soku i dwóch kilogramów cukru można mieć 75 porcji a’ 200 ml, czyli 2,66 dkg cukru na szklankę. mniej nie można słodzić, bo bedzie kwaśne.

  61. Jednak mam zaćmienie. Z dwóch kilogramów cukru wychodzi 150 porcji, czyli 1,33 dkg cukru na szklankę, to już brzmi lepiej

  62. te jagody na litry przypomnialy mi z dziecinstwa szmaciarza. Tak na poczatku lata przyjezdzal do naszej miejscowosci i zaspiewywal:
    szmaaatt kupujeee, jagooody sprzedajeee…
    To byla radosc, bo za troche szmat mozna bylo kubeczek jagod dostac – ale to bylo tak dawno

  63. Wando TX,
    tez pamietam takiego, co to “szmaaaaty kupuję… buteeeeeelki!”, jezdził tak zwana furką, tyle, ze on miał nie jagody, a inne uzyteczne rzeczy na wymianę, na przykład wspaniałe patelnie i cynowe misy i jeszcze cos, nie interesowało mnie to za bardzo, bo byłam wielce smarkata – interesowały mnie błyskotki, które miał w sporej skrzynce, ale Mama ani sie tym interesowała, ani nam nie pozwoliła spogladać za bardzo.
    Bardzo to było osobliwe – gdyby nie Twoja wspominka, pewnie by to siedziało gdzieś w zakamarkach pamięci.
    Odezwała sie rodzina Alsy przed chwila – białe niedzwiedzie nad Hudson Bay nie dały im rady, żyją. Powoli w naszą stronę. Chyba idę pospać, poczytawszy wpierwej.
    Stara Zabo, u mnie na krzaczku 4 jagody – zeżarłam, kilka innych ma szansę dojrzeć :)

  64. Jak to sie stalo, ze przegapilismy swieto francuskie. U mnie jeszcze przed polnoca wiec czuje sie “w prawie” blogowym mieszkancom Francji zyczyc wszystkiego najlepszego. Tylko juz opijanie pozostawiam na jutro. Moze tak kir? Tez smaczny! i dobry w upaly.

  65. P I W O :):)

  66. POMOCY!
    już od kilq dni szukam przepisu na “atay”(mocną herbatkę miętową)czy ktoś może zna tą recepturę i składniki?Jeśli tak to proszę napisać.

css.php