Strach się bać

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

O jakim strachu mowa? O strachu przed jedzeniem. Czerwonego mięsa, tłuszczów zwierzęcych, cukru, białego pieczywa. Prawdę mówiąc lista produktów „podejrzanych” jest niezwykle długa. I niektórzy słuchają przestróg wystrzegając się wielu smakowitości. Sądząc jednak z zawartości wózków w supermarketach jest to mniejszość: kupuje się ochoczo także produkty z listy zakazanych. Bo czasem ostrożność przegrywa z potrzebą szybkiego zaspokojenia głodu, zanim ruszy się do innych działań.

Co najgorsze lista niekorzystnych produktów zmienia się. Niekiedy wypadają z niej niektóre pozycje. Prawdę jednak mówiąc, częściej pojawiają się w niej nowe.

Nie sposób nadążyć za zakazami. Poza tym czasem po prostu uwielbiamy bitą śmietanę czy dobrze przyrządzoną golonkę, a produkty, które nie niosą ze sobą żadnego ryzyka nie wszyscy uważają za smakołyki. Bezpieczne byłoby chyba tylko żywienie się polecaną szeroko soczewicą, ciecierzycą i kaszami, warzywami i owocami pochodzącymi tylko z pobliskich upraw. Zważcie, że nawet polecane przez dietetyków ryby są coraz bardziej nafaszerowane szkodliwymi składnikami .

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Mając doświadczenie wielu już dziesiątków lat, w czasie których szkodliwe okazywało się błogosławieństwem a polecane najgorszym wrogiem, zachęcam do ostrożnego dystansu wobec głoszonych żywieniowych ostrzeżeń. Nie wszystkich, ale wielu z nich. Moim argumentem numer jeden za tym jest przywoływane już przeze mnie ostrzeganie przed jedzeniem pomidorów, w których miało czaić się zło. Okazało się jednak, że było to zbyt pochopne wyciąganie wniosków i znów jemy pomidory ze smakiem i pożytkiem.

Przyznacie mi chyba rację, że najbardziej rozsądnym podejściem do jedzenia jest umiar. Zjedzenie jednego kotleta czy placka ziemniaczanego da nam zadowolenie. Zjedzenie kilku kotletów i nadmiaru placków- skończy się dolegliwościami. Zjedzenie od czasu do czasu umiarkowanej porcji bezowego tortu z bitą śmietaną (właśnie przygotowuję taki !) pobudzi tylko wydzielanie endorfin. Zapewniam. Ale z drugiej strony, także jadanie zdrowych produktów nie musi być wyrzeczeniem, pozbawianiem się jedzeniowej przyjemności. Na przykład tak lubiany w naszej rodzinie „pasztet Agaty” z soczewicy, który zwycięża w konkurencji z moim, niezłym, mięsnym pasztetem jest naprawdę kulinarnym mistrzostwem. A ostatnio danie z gigantycznej fasoli, wykonane z myślą o rodzinnych wegetarianach, zasmakowało wszystkim. Wykonane zostało prawie według przepisu Rozkosznego na pieczoną fasolę w białym winie. Fasola cudownie chłonie różne smaki, dlatego każdy może ją przyrządzić według własnego gustu. Polecam.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj