Knajpki wszędzie wokół

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Mam wrażenie, że gastronomią zajmują się dziś wszyscy. Przynajmniej w Warszawie. Wszędzie jest pełno restauracji, barów, bistro i innych przybytków tego rodzaju. Na nowo powstającym niedaleko mnie osiedlu (to fakt, że w bezpośredniej bliskości zagłębia biurowego, czyli Mordoru) bloki jeszcze nie całkiem wykończone, a już w każdym szykuje się do otwarcia jakaś jadłodajnia.

To z jednej strony bardzo miłe i krzepiące, ale z drugiej – zastanawiam się, na ile to jedynie pomysł na rentowny biznes, a na ile osoby, które je zakładają, rzeczywiście znają się na gotowaniu. I przede wszystkim ilu z tych przedsiębiorców utrzyma się na rynku.

Byliśmy wczoraj w kilka osób w małej knajpce połączonej ze sklepem z winem na placu Narutowicza. Bardzo miłe miejsce, bardzo smaczne włoskie jedzenie. Tylko kilka stolików. Popularność najwyraźniej duża, trzeba rezerwować miejsce. Z naszych nieskładnych wypowiedzi, jakie wino byśmy chcieli, młody pan kelner wyciągnął właściwe wnioski. Przyniósł pyszne wino i smaczne jedzenie.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

Pewnym zgrzytem było, że obsługa, choć bardzo miła, nie przeszła najwyraźniej przeszkolenia z wymowy włoskich nazw potraw. Musieliśmy się mocno gryźć w język, żeby nie poprawiać pana, kiedy kilka razy proponował nam tagliatelle wymawiane przez gl. A właściwie może szkoda, że mu nie powiedzieliśmy, że to się czyta inaczej?

Na szczęście wymieniane również w karcie gnocchi wymawiał bez zarzutu (choć spotkałam już osoby, które twierdziły, że lubią gnoczczi).

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj