Co jadać z dziećmi

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Na życzenie Czytelników bloga Piotra Adamczewskiego kolejno będziemy publikować felietony, jakie pisał dla POLITYKI.

Radość w wielu domach – dzieci wyjechały na ferie/wakacje/weekend. Można wreszcie jeść, co się lubi, nie oglądając się na smarkaczy.

Z samolubną myślą o ulubionych przysmakach przygotowujemy na śniadanie jajka w szklance z oliwą i sporą dawką pieprzu, na obiad krwiste befsztyki bądź pikantne gulasze, a na kolację wędzonego węgorza w towarzystwie zmrożonej wyborowej. Nie ma mowy o rozgotowanym szpinaku czy twarożku ze szczypiorkiem i rzodkiewką ani o ryżu na słodko z dodatkiem cynamonu. I tylko trzeba pamiętać, że wakacje kiedyś się skończą i będziemy musieli wrócić do menu, którym faszerujemy – nie zawsze sensownie – własne potomstwo. I często z musu, gdy siadamy razem do stołu, zajadamy to samo.

W dawnych czasach, czyli do początków XX w., dzieci jadały osobno i całkiem co innego niż ich rodzice. Dotyczy to oczywiście zamożnych domów, w tym i arystokratycznych. Zupka z rożka, blineczki z grysiku, kaszka z masłem, rosołek, kleik z grzankami – tak brzmiały nazwy potraw podawanych dzieciom w domu Potockich na przełomie XIX i XX w. Przepisy na nie zamieścił w swej książce wybitny kuchmistrz Antoni Teslar, który większą część zawodowego życia spędził właśnie w krzeszowickim pałacu.

Jak więc widać, podczas gdy na stołach dorosłych królowały potrawy wytworne i bynajmniej nie skromne, dzieci nawet do 10 roku życia jadały dania mdłe i nieatrakcyjne. Nawet warzywa podawano im jedynie ugotowane czy wręcz rozgotowane. Dzieci nie sadzano wówczas do wspólnego stołu i kiedy rodzice delektowali się smakowitym mięsem, doskonałymi rybami, rakami i przywożonymi z daleka ostrygami oraz pełnymi wspaniałych warzyw zupami – one dostawały jedzenie „delikatne”. Kleiki, kaszki, kluseczki były podstawą dziecięcego menu.

Niewiele lepiej jadały i dzieci królewskie. Oto czytam w książce Bożeny Fabiani o dworze Wazów w rozdziale dotyczącym ich progenitury: „Niewiele wiadomo o odżywianiu królewskich dzieci. Cóż z tego, że ocalały wydatki na dworską kuchnię z dokładną specyfikacją towarów. To jedynie rejestr produktów zakupionych na królewski stół, żadne spisy potraw i receptury nie istnieją. W spisie wydatków nie widać istotnej różnicy między produktami dla dorosłych a dla dzieci czy między posiłkami porannymi, obiadowymi a kolacją. Tak np. pod rokiem 1602, a więc gdy królewicz Władysław miał siedem lat, znajdujemy wpis, z którego wynika, że na stół dziecka trafia baranek i jarząbek, kapłon, ryby, pieczywo, mleko, jaja, masło i ser. Ale też w spisie figurują korzenie i piwo. Czy kucharz jednakowo przyprawiał wszelkie potrawy, również przeznaczone dla dzieci, czy też korzenie szły do garnka, z którego pożywiał się dorosły dwór królewicza – nie wiadomo. Podobnie niejasna jest sprawa piwa: czy było to piwo, z którego polewkę podawano bezpiecznie i dzieciom, czy też królewicz pił mleko, a jego dworzanie i słudzy pokrzepiali się piwem?”.

Znawcy tematu twierdzą, że to właśnie służba zajmująca się opieką i wychowaniem królewiąt objadała się owymi jarząbkami, barankami i kapłonami, zapijając je piwem lub nawet winem, a swym wychowankom podawała rozgotowane papki, ale za to na złotej zastawie.

Stanowczo bardziej sprawiedliwie było w domach ludzi uboższych, w których dzieci dzieliły z rodzicami skromne, a czasem wręcz nędzne menu.

W latach 50. ubiegłego stulecia zniknął podział na stół dziecięcy i dorosły. Zaczęto też karmić młodych domowników tym samym co jadali ich rodzice.

Dzisiejsze dzieci jadają więc bardziej ciekawie niż ich rówieśnicy w czasach prapradziadków, wcześniej sadzane też bywają do wspólnego stołu z dorosłymi. Nakarmienie dzieci to ważna część rodzinnych zabiegów. Ba, nawet chyba jedna z najważniejszych. Ale przecież nie jest jedynym naszym obowiązkiem wobec nich. Równie ważna jest kwestia nauczenia dobrych manier i ogólne wychowanie.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

Największym problemem dietetycznym są pomysły na takie dania, które będą smakowały całej rodzinie. A więc warto sięgnąć po przepisy na dania dla dzieci, które jednocześnie będą i dla dorosłych. Bo poza oczywistym początkowym okresem, kiedy dziecko jest niemowlęciem, nie jest konieczne prowadzenie osobnej kuchni. Dobra kuchnia, jednakowa dla całej rodziny, rozwija dziecięcy smak i ułatwia funkcjonowanie w świecie pełnym obcych, ale jakże frapujących smaków.20056836Elegancki kotlet drobiowy, czyli cordon bleu
2 podwójne filety z kurczęcej piersi, duży strąk czerwonej papryki, 4 plasterki szynki parmeńskiej (lub innej, tzw. dojrzewającej), 4 plasterki sera gouda, sól, pieprz.
Do panierowania: 2 łyżki mąki, 2 jaja, 3 łyżki startego żółtego sera, 3 łyżki tartej bułki.
Do smażenia: ćwierć szklanki oleju.

1. Podzielić filety kurczęce na połowy, każdą połówkę lekko rozbić płaską stroną tłuczka, starając się nie porozrywać mięsa; osolić i popieprzyć.
2. Paprykę przekroić na połówki, a następnie, po usunięciu gniazd nasiennych, na kilka pasków.
3. Na każdym płacie mięsa układać plasterek sera, szynki i kilka pasków papryki. Zawinąć i spiąć wykałaczkami.
4. Najpierw obtaczać kotlety w mące, potem w rozbitych jajkach, a na koniec w tartym parmezanie. Docisnąć panierkę do mięsa dłonią.
5. Smażyć kotlety na rozgrzanym oleju na złocisto, nie dopuszczając, aby przypiekły się zbyt mocno, a w środku pozostały niedosmażone. Podawać przekrojone na połówki, aby widoczne było apetyczne kolorowe nadzienie.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj