Fraki i frykasy

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Na życzenie Czytelników bloga Piotra Adamczewskiego kolejno będziemy publikować felietony, jakie pisał dla POLITYKI. Poniższy ukazał się w numerze 4/2016.

Wszyscy lubimy się bawić, tańczyć i biesiadować. Szukamy do tego okazji przez cały rok. W karnawale możemy szaleć bez dodatkowego usprawiedliwienia. Jak się przed laty do balów szykowano i co na nich jadano?

Na bal w zamożnym i tzw. przyzwoitym domu zjeżdżało zwykle 300–400 osób. Przygotowanie takiego przedsięwzięcia wymagało nie lada jakich starań i zabiegów. Nawet w tych pałacach, które miały wielkie sale balowe, projektowane przez najlepszych w kraju architektów, ozdabiane przez cieszących się renomą malarzy i sztukatorów, przed balem przygotowywano specjalne dekoracje z kwietnych girland i festonów. W pierwszej ćwierci XIX w. panowała moda na przystrajanie sal draperiami z białego perkalu czy muślinu upinanymi pod sufitem, a często spływającymi także wzdłuż ścian. Podtrzymywano je włóczniami, strzałami i tarczami, na których malowano emblematy lub umieszczano stosowne sentencje.

Kłopotliwe i kosztowne było odpowiednie oświetlenie. Kupowano zatem wiele funtów świec woskowych i łojowych (te ostatnie zapewne do oświetlenia schodów), a także ozdobnych lampionów. Używano też szklanych kaganków napełnianych olejem lub łojem z knotami nasyconymi terpentyną, które ustawiano rzędem na gzymsie kominka, parapetach, konsolkach itp.

Należało również zadbać o odpowiednią liczbę krzeseł dla pań odpoczywających między tańcami i dla tych starszych osób, które już nie tańczyły, a tylko przypatrywały się zabawie. Dostarczał ich któryś ze znanych tapicerów. Wypożyczał on także parawany, które były niezbędne do urządzenia „buduaru dla dam”, a więc miejsca, gdzie panie mogły poprawić uczesanie i toaletę, co bywało konieczne, gdyż podczas tańców często obrywały się falbany i inne ozdoby sukien. W buduarze zatem całą noc czuwało kilka garderobianych i panien służących, czekały przygotowane igły, nici i szpilki.

Na słynny doroczny bal u Potockich fajansiarz wypożyczał naczynia stołowe, formy i maszynki do lodów, a także sztućce i inne srebra, a nawet obrusy.

Z dostępnych historykom rachunków na zakup żywności nie bardzo można wywnioskować, czym częstowano gości. Kupowano bowiem niemal tylko produkty na potrzeby cukiernika, a więc rodzynki, migdały, pistację, wanilię, różnego gatunku czekoladę i kawę, aromatyczne likiery i esencję z kwiatu pomarańczowego, którymi nasycano ciasta i kremy, egzotyczne łakocie, jak „zaczarowany chleb” do wyrobu nugatów czy „brukselskie biszkopty”, a także ozdobny, różnokolorowy papier do zawijania cukierków domowej roboty, rozdawanych na każdym balu. Reszta produktów pochodziła z obficie zaopatrzonej spiżarni gospodarzy.

W sumie wydatki na wspomniany bal u Potockich pochłonęły 1664 zł i 25 gr, gdy przeciętne wydatki na kuchnię, a także na utrzymanie licznego przecież dworu, wynosiły około 1 tys. zł miesięcznie.

Na początku XX w. najsłynniejszym balem w Europie był Bal Noblistów. Pierwszy odbył się w 1901 r. Sztokholmski Grand Hotel przeszedł z tej okazji gruntowną modernizację. „Dzięki temu stał się jednym z najnowocześniejszych i najwytworniejszych hoteli w Europie. W jego piwnicach znalazło się miejsce na 120 tysięcy butelek wina, trzy razy więcej niż w najwyższej klasy francuskich restauracjach”.

Na pierwszą ceremonię rozdania Nagród Nobla postanowiono zaprosić tylko mężczyzn – 150 dżentelmenów we frakach. Ale trudno było w Sztokholmie w 1901 r. znaleźć aż tylu wytwornych panów. Na listę gości wpisano więc szwedzkich prawników i członków rządu, jednak 150 przewidzianych osób nie było w stanie zapełnić galerii Królewskiej Akademii Muzycznej. Zaproszono zatem dżentelmenów wraz z ich lokajami. W ten prosty sposób przybyło publiczności, którą ufetowano nad wyraz smakowicie. Przystawki to: sałatka z borowików, fasolka szparagowa z pomidorami, sałatka z łososiem, śledzie nadziewane łososiem, sałatka z muli i krewetek, jaja po prowansalsku. Daniem głównym była pieczona polędwica z foie gras, a na deser podano morelowe tartaletki z lodami. Warto było mieć frak!

Nie można pominąć nazwisk laureatów. Byli to niemiecki fizyk Wilhelm Roentgen, holenderski chemik Jacobus Van’t Hoff, niemiecki medyk Emil von Behring. W dziedzinie literatury nagrodzono francuskiego poetę Rene Sully Prudhomme’a, a nagrodą pokojową podzielili się dwaj panowie – Szwajcar Henri Dunant i Francuz Frederic Passy.

Korzystałem z książek: Elżbiety Kaweckiej „W salonie i w kuchni” oraz Helene Bodin „Bale noblistów”.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Langusta z piekarnika
1 langusta ok. kilograma, 50 dag mąki, 10 dag masła, łyżka oleju roślinnego, sól, pieprz, gałązka rozmarynu, szklanka białego wytrawnego wina

1. Przekroić langustę wzdłuż i wyjąć jelito ciągnące się od ogona do tułowia. Wymyć obie połówki pod bieżącą wodą, osuszyć na papierowym ręczniku i oprószyć mąką.
2. W rondlu lub głębokiej patelni podgrzać olej i masło. Włożyć langustę, posolić, posypać świeżo zmielonym pieprzem i podsmażyć ze wszystkich stron.
3. Dodać rozmaryn, zalać winem i wstawić do nagrzanego piekarnika o temperaturze 180 st. C.
4. Piec 10 minut. Podawać natychmiast.20096469

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj