Tonę w winie

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Czytam zbiór felietonów Pawła Gąsiorka (wydawcy „Czasu Wina”) i wino przelewa się przez moją głowę jak Wisła w swoim górnym biegu, zanim dotrze do Krakowa.

Podziwiam jego erudycję i smak, ale przede wszystkim zazdroszczę podróży do wszystkich najodleglejszych nawet zakątków świata, byle tam rosła choć mała kępka winorośli.

Nie jeździ tam autor po próżnicy i pisze potem nie tylko o napoju bogów, którym niewątpliwie jest wino. Zajmuje go także ochrona przyrody, np. lasy korkowe, które są naturalnym siedliskiem rysia iberyjskiego. Martwi się też o brak powszechnego dostępu do winnic w Południowej Afryce przez czarnoskórą ludność.

Pokazuje również, do czego może doprowadzić snobizm w połączeniu z nadmiarem gotówki. W Hongkongu butelka markowego wina z Bordeaux kosztuje ponad 150 tys. złotych. Co prawda nie postuluje autor wprowadzenia tu jakichkolwiek ograniczeń ale – jak mi się wydaje – pisze o tym fakcie bez sympatii.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Felietony Gąsiorka, zgromadzone i wydrukowane razem, nabierają zupełnie innej wymowy, niż gdy się je czyta co dwa miesiące pojedynczo. To winna lekcja geografii, historii, a nawet polityki, choć sam autor tego ostatniego tematu unika jak może.

Nie wiem, kiedy książka będzie na rynku księgarskim, ale już zachęcam miłośników wina do naszykowania gotówki na jej zakup. I na pewno nie będzie to cena rodem z Hongkongu.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj