Przyjęcie w licznym gronie

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Poniższy cytowany tu opis spotkania towarzyskiego, a zwłaszcza stołu, dotyczy ludzi z pełną kiesą, którzy lubili bawić się oraz dobrze jeść i pić.

Przyjęcia na stojąco rozpowszechniły się właśnie w ich świecie, bowiem podczas nich można było nawiązać nowe znajomości, porozmawiać z wielką liczbą uczestników i przemieszczać się z miejsca na miejsce. Cały czas zaś korzystając z dobrodziejstwa stołu, czyli jedząc i pijąc.

Na takie też okazje wymyślono tartinki, czyli małe, acz bardzo wymyślne i smakowite kanapeczki. Wprowadzono je na polskie stoły na przełomie XIX i XX wieku. Pisze o szybko rozprzestrzeniającej się modzie na tartinki autorka bijąca na głowę w liczbie sprzedanych książek i Sienkiewicza, i Prusa – pani Lucyna Ćwierczakiewiczowa:

Chcąc je dobrze podać, trzeba umieć i wiedzieć wie­le rzeczy. Naprzód trzeba obstalować chleb biały, pszen­ny, duży, funtowy czterograniasty, pieczony w formie, aby mniej było roboty z okrawaniem skórki i smaro­waniem, bo smarowany cały plaster łatwiej potem na zręczne sztuczki krajać.

Drugim ważnym warunkiem jest masło niezbyt twarde; stać powinno w pokojowej temperaturze najmniej 12 godzin, następnie położywszy je na miseczkę, lub doniczkę, wałkiem rozbijać trochę na jednolitą, dość miękką masę, którą daleko łatwiej i prędzej się smaruje. Trzecim warunkiem jest, aby wszystkie prowianty użyte do położenia na wierzch były świeże, delikatne i bardzo cienko krajane.

Zając-na-polu

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Na eleganckie tartinki idzie sarna, z zająca sam comber, indyk, pasztet zimny, pain de gibier lub galantina z drobiu. Po położeniu na tartince plasterka pie­czystego, przybrać go wąskim paskiem auszpiku, czyli galarety ugotowanej z cielęciny z żelatyną, sklarowanej białkami i zakolorowanej karmelem, którą po zastyg­nięciu kraje się w paski i ubiera na wierzchu tartinki mięsne jakby wstążką.

Z wędlin użyć tylko można szyn­kę i ozór. Z postnych rzeczy idzie kawior, ło­soś, siomga, sardele, nigdy sardynki, które są za grube i ze skórką się nie jadają, a położone na bułce niezgrab­nie i grubo wyglądają. (…) Tylko takie tartinki i to robione dopiero po południu, aby były świeże, niewyschnięte, są eleganckie i najwybredniejszy gust zadowolić mogą. Po ułożeniu na tacce, podłożonej serwetą, drugą czystą serwetę umoczyć w wodzie, wykręcić pra­wie do sucha i przykryć tacę łub półmisek z tartinkami, aby się nie zsychały.

Wkrótce rozpocznie się karnawał i porady Lucyny Ćwierczakiewiczowej można będzie choć w części wykorzystać. Oczywiście bez zbytniej przesady.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj