Było miło

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Zapowiadałem spotkanie z atrakcyjną, młodą kobietą w najlepszej moim zdaniem chińskiej restauracji, czyli China Town przy al. Lotników. I rzeczywiście, randka z córką była nad wyraz udana. Mogliśmy w spokoju porozmawiać i zjeść kilka ulubionych dań. Było miło!

China Town potwierdziła swoją dobrą opinię i zdumiała rozmachem rozbudowy. Zmieniła wygląd, zewnątrz zamieniając dość obskurny tynk na eleganckie płytki i wewnątrz ustawiając równie eleganckie meble z nowej sali przejętej po cukierni.

O klasie kuchni świadczyła obecność chińskich klientów, którzy wydawali się tu zadomowieni i zamawiali dania, nie zaglądając nawet do karty.

Nasze dania też były wspaniałe. Zarówno kaczka na chrupko z kapustą kim chi, jak i jelito na chrupko z porem i makaronem sojowym w słodkim sosie. A jajko stuletnie, od którego zaczynaliśmy, było wprost cudowne. Jeśli chce się poznać zalety tego lokalu, to należy jednak wybrać się w al. Lotników, choć i filie są niezgorsze.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

Jedynym mankamentem tej wyprawy było zaziębienie, które mnie zaatakowało. Stąd wczorajsza nieobecność i dzisiejsze spóźnienie. Dopadła mnie gorączka i niezwykłe osłabienie. Mam nadzieję, że przez weekend uda mi się wykurować, stosując sposoby mojej babci, czyli nie farmaceutyki, ale środki naturalne: zioła, mleko z miodem i czosnkiem, a w ostateczności bańki.

Zobaczymy w poniedziałek, jakie to przyniesie skutki. Tymczasem pa!

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj