Warszawa jest zbyt blisko

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Jeszcze niedawno cieszyłem się, że mój stołeczny dom jest tak blisko wsi, w której spędzam wiosenno-letnio-jesienne miesiące.

65 kilometrów – zwłaszcza po wybudowaniu obwodnicy Serocka – pokonuję zwykle w godzinę. Najwięcej czasu zajmuje wyjazd z Mokotowa na Most Północny. Nie jeżdżę też w tzw. godzinach szczytu, kiedy warszawiacy dojeżdżają do pracy i z niej wracają. Podróże na wieś nie są więc uciążliwe.

W tym roku przekonałem się jednak, że ta odległość może być uciążliwa. Moi pracodawcy bowiem zapamiętali, iż mogę być na każde wezwanie. Korzystają więc z tego i „zapraszają” mnie na różne godziny – to do studia radia TOK FM, to do redakcji POLITYKI, to na plan telewizyjny. Przecież wystarczy godzina z kwadransem i już jestem na miejscu.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Czasem takie wezwania (zwykle nie do odrzucenia) rujnują cały plan pracy misternie utkany na cały dzień, a czasem i na tydzień.

Z tego też powodu właśnie w lecie zdarzają mi się wpadki takie jak dziś. Nie zdążyłem wymyślić i napisać tematu wpisu wtorkowego. Czasem taka nieobecność wprawia przyjaciół blogowych – znajomych od lat – w popłoch: nie ma nowego tekstu, nawalił czy coś się stało?dom-jesienia-pc030001Tym razem nic się nie stało. Po prostu wczoraj niespodziewanie pognałem do Warszawy i wróciłem na tyle późno, że nie miałem już sił na kontakt z komputerem. No to do jutra!

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj