Czas myśleć o zimie

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Ani się obejrzałem, a tu już jesień w całej pełni.

Na brzozach prawie nie ma liści, bo wszystkie leżą na moich trawnikach. Trawniki też są tylko z nazwy, bo to, co sobą przedstawiają, to raczej azjatycki step wypalony słońcem. Dynie i kabaczki niemal krzyczą, żeby je szybko zbierać i schować w chłodnej piwniczce. Winogrona u sąsiadów domagają się zebrania i słodycz wprost z nich kapie. Słowem – pełnia jesieni i pora pomyśleć o zimie.

Po części jesteśmy do niej już przygotowani. Policzyłem słoiki konfitur i jest ich grubo ponad sto: morelowe, wiśniowe, malinowe, jeżynowe (parę mieszanych: malinowo-jeżynowych), morelowe (moje ulubione, czyli kwaśne), galaretka z czerwonych porzeczek. Powinno wystarczyć do przyszłego roku.

O grzybach już tu rozmawialiśmy i z przyjemnością znalazłem głos optymisty-specjalisty, który twierdzi, że taka piekielna susza dobrze wpływa na grzybnię, której teraz wystarczy kilka solidnych dni deszczowych, by „moje prywatne” prawdziwki i kozaki wynurzyły się ze ściółki. Oby miał rację.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Marynaty nigdy nie były naszą specjalnością, a brak marynowanych grzybków, ogóreczków czy innych jarzyn nadrabiamy zimą, stosując handel wymienny, bo wśród przyjaciół mamy miłośników marynowania grzybków w occie. Oni zaś są miłośnikami naszych konfitur.

W zamrażarce też czeka na zimowe pieczyste kilka kawałków koźlęcia, ze dwie łopatki sarnie i solidny udziec z dzika. Kilka gorących przyjęć będzie można więc wydać. Spiżarnia przypomina tę z opisów słynnych pań Norkowskiej, Potockiej czy Disslowej.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj