Po długiej przerwie

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Ledwo zdążyliśmy wnieść bagaże z samochodu i już ruszyłem do komputera.  Całe zmęczenie długiej podróży (ostatni odcinek z Poysdorfu do Warszawy trwał 8 godzin, z czego większość po polskich szosach choć kilometrów tu było mniej) zniknęło, bo zdenerwowałem się chorobą Pana Lulka. Mam nadzieję, że paOLOre i Marek będą nadawać coraz pomyślniejsze komunikaty a na Zjeździe obejrzymy Lulka odrestaurowanego.

Musicie więc mi wybaczyć, że dzisiejszy wpis (tak jak i wczorajszy zapasowy) będzie skrótowy. Muszę odespać i podróż i zdenerwowanie. Jutro siądę to solennego sprawozdania z wyprawy.

Dziś – na zachętę trzy pierwsze zdjęcia. W tym jedno kompletnie nieostre ale za to robione przez naszą ulubioną kelnerkę, w naszej ulubionej knajpie. No to tymczasem dobranoc!

Każdy odwiedzający Weronę fotografuje się pod tym balkonem  (choć przecież  Julii tu nigdy nie było)

Tak wygląda w nocy nasza ukochana knajpka w Marina di Massa

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

A to pierwszy posiłek w La Peniche, potem zjedliśmy tu jeszcze 12 kolacji

A o tym cośmy jedli i pili w okolicach Carrary i po drodze oraz co  zwiedzaliśmy będę Was zamęczał relacjami w ciągu najbliższych dni.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj