10.02.2017
piątek

Pamiętne potrawy

10 lutego 2017, piątek,

Są dania, które wspomina się latami. Czasem dlatego, że są takie smaczne. A czasami wręcz przeciwnie. Na ogół zyskują nazwy od imion swoich twórców. Dla mnie z dzieciństwa niezapomniany jest tort mocca cioci Janki. Nie lubię bez i ich niezakamuflowanej słodyczy. A ten tort bezowy pamiętam chyba bardziej jako dzieło sztuki plastycznej niż kulinarnej. Był taki biały i gładziutki, i śliczny.

W naszej rodzinie słynne jest też danie quiche lorraine. Z upodobaniem przyrządzała je nasza wiejska sąsiadka Irenka. Prawdziwa dama. Wspaniała tłumaczka. Cudowna kompanka (ja wprawdzie byłam wtedy dzieckiem, ale i dla mnie była cudownym towarzystwem, tak to już jest z prawdziwymi damami). Niestety do jej licznych zalet nie należała umiejętność gotowania. Ale za to miała zapał. Po wspomnianym quiche wszyscy sąsiedzi odczuwali poważne kłopoty trawienne. A że czasy były zamierzchłe, to spotykali się w pobliskim lasku, gdzie te problemy rozładowywali. Wywoływało to wiele wesołości. Gorzej, że kiedy niedawno koleżanka zaproponowała, że zrobi dla mnie quiche lorraine, nie mogłam powstrzymać okrzyku przerażenia.

Dużo radości sprawiała też kuchnia mojej koleżanki Basi. Również tłumaczki i również damy. Przez pewien czas usiłowała ona nadrobić braki w dziedzinie kulinarnej. Kiedy przynosiłyśmy na zmianę z inną koleżanką do pracy jakieś swoje wyroby, które wydawały się dość proste do zrobienia, brała od nas przepisy. I po kilku dniach przynosiła coś, co przypominało tamto danie jedynie z nazwy. Basia sama zaśmiewała się ze swojej indolencji w tej dziedzinie. Dziś, kiedy mnie zaprasza, podaje pyszne kupne dania w pięknym ogrodzie i na wspaniałej porcelanie. I tak jest dużo lepiej.

Potrawą, za którą tęsknimy i usiłujemy dorównać mistrzowi, jest risotto Piotra z gruszką i gorgonzolą. Wykonywane przez mojego tatę pod koniec życia wspaniałe danie, na które przepis pochodzi tak naprawdę od Tessy Caponi-Borawskiej. Ale dla nas już na zawsze będzie to risotto Piotra.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 147

Dodaj komentarz »
  1. dzień dobry …

    doczytałam i muszę stwierdzić, że ciekawe wpisy i komentarze były … a Danuśka opisywała nasz wyjazd zgodnie z planem podróży … yurek dzięki Twojej informacji i Małgosi podpowiedzi nasza Pani Pilot znalazła knajpę Polaka i cała wycieczka była z tego zadowolona …

    dla mnie i moich dzieci legendarna potrawa to kotlety mielone w sosie śmietankowym mojej mamy ..

  2. Dzień dobry 🙂
    kawa

  3. Nie, nie będę wymieniać tych wspaniałych bo lista zbyt długa. Te przerażające i powalające na kolana z uwagi na dyletanctwo „tfurcy” (nie poprawiać proszę) przeszły do rodzinnej historii. A autorem, jak się zapewnie domyślacie, jest nie mniej ni więcej tylko echidna.
    Moje pierwsze faworki skończyły jako kluski z truskawkami. Podpatrzyłam Bunię, do książki kucharskiej nie zajrzałam (bo i po co) i zrobiłam niespodziankę rodzince chwilowo bawiącej poza domem. Po pierwsze: do rondla nalałam wody, a że widziałam niegdyś smalec w rękach Buni, tom radośnie dodała do wody całe opakowanie. Na pierwszy ogień poszło jednak przygotowanie ciasta. Och, to proste! Mąka, woda, kieliszek spirytusu. Dobrze wyrobione i cienko rozwałkowane ciasto (udało się, udało) pokroiłam w paseczki, nacięłam pośrodku, przewinęłam zgrabnie i fruuu do wody ze smalcem. Ooo!!! Dlaczego zamiast faworków w rondle pływają kluski? Mniej więcej na tym etapie pracy powróciła Bunia. Natychmiast pospieszyła z pomocą w efekcie której powstały wyżej wzmiankowane kluski z truskawkami. Truskawki latem przetworzyła Bunia.
    Rodzinka dzielnie zjadła niezaplanowany obiad. Poradzono jednak bym w kuchni zajęła się zmywaniem i wycieraniem naczyń, a działalność kulinarną „pozostawiła” w wiadomych rękach. Czego przez kolejne lata ściśle przestrzegałam. Tym bardziej, że poprzedzająca faworkową działalność zupa ogórkowa, moim skromnym zdaniem nie nadawała się do spożycia. Rodzinka zjadła (pewnie by nie zrobić mi przykrości i nie zabić nowego, rodzącego się „gieńusia” kulinarnego), ja wręcz przeciwnie. Moja porcja wylądowała w kibelku.

    Codziennie nie myśli się o tym co smakowało, co mniej, a co było wręcz paskudne w smaku. Wystarczy jednak jakiś ułamek zapachu, sytuacji, talerzyk czy filiżanka by przywołać nawet z najdawniejszej pamięci potrawy i ich smak. Czy uda się je odtworzyć to już inna bajka.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jolinku-czy czujesz się już trochę lepiej?
    Wyprałam naszą sukienkę z Hoi An-cokolwiek się skurczyła, ale nadal dobra. Ufff!

    Nie pamiętam spektakularnych wpadek. Natomiast jest jedno danie mojej Mamy, które wspominam z rozrzewnieniem i nadal nie potrafię go przyrządzić tak smacznie jak Mama.
    To są żeberka duszone w kiszonej kapuście, proste chłopskie jedzenie, które uwielbiał mój Ojciec. Próbowałam kilka razy, ciągle nie ten smak…

  6. Danuśka zdecydowanie jest poprawa … sen i lek działają …

    z krótkiej perspektywy czasu sadzę, że termin i czas trwania wycieczki w Wietnamie to dobry plan operacyjny dla tych co to nie są entuzjastami Azji ale chcieliby ją poznać … długość Wietnamu pozwala zobaczyć przekrój kultury, klimatu, poznać różnorodność społeczeństwa i religii … można się dowiedzieć o Chinach, Laosie, Kambodży, Rosji, Francji, USA, Japonii itd. bo wszystkie te kraje miały wpływ na Wietnam większy lub mniejszy … poznawanie Azji w Wietnamie jest bardzo bezpieczne i wręcz komfortowe dla przybysza takiego jak ja, który nie przepada za azjatyckimi klimatami … byłam, zobaczyłam dużo, posmakowałam co trzeba, głowę mam pełną wrażeń ale więcej tam nie pojadę .. ale wśród uczestników naszej wycieczki było kilka osób zakochanych w tym rejonie … byli kilka razy w Chinach i w Wietnamie oraz okolicznych krajach i ciągle mają plany na azjatyckie wyprawy ..

    Danuśka to ja moją oddam do pralni …;)

  7. Żeberka duszone w kiszonej kapuście to Wombat wykonał w zeszłym tygodniu. Kapusta kiszona z podgrzybkami, firmy nie pomnę lecz niewątpliwie polski wyrób, do tego żeberka poprzednio podsmażone na patelni. Nie wiem jak się miały do dania Twojej Mamy Danuśko lecz niewątpliwie było to niebo w gębie.

  8. Danuśka deser ze znanym nam owocem … może dla Alana …

    http://smacznastrona.blogspot.com/2017/01/kokosowo-rumowa-panna-cotta-z-marakuja.html

    u mnie dziś zwykły krupnika …

  9. Kaszka kiszki goi, jak mawiała moja prababcia. Krupnik dobra rzecz.

    Usiłuję sobie przypomnieć czy było jakieś sztandarowe danie w mojej rodzinie. Babcia gotowała tradycyjnie, mama próbowała nowinek i nawet jej to wychodziło, ale … może udka kurczaka pieczone w maśle, miodzie i musztardzie francuskiej – dobre to było, ale mało dietetyczne 😉

  10. A ja jestem w połowie robótki napoleonką zwanej. Ciasto francuskie czeka w lodówce na ostatnie wałkowanie, piekarnik „łapie” temperaturę, a krem będzie za chwilę wykończony i ostudzony. Przed północą zdążę.

  11. echidno ojej … jak ja bym zjadła taką domową napoleonkę … chyba sobie zrobię naleśniki cynamonowe z kremem jogurtowo-miodowym i z owocem smoczym …

    sobie z Danuśką przywiozłyśmy ten owoc bo jedyny mi smakował i dał się zabrać w daleką podróż …

    http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/pitaja-smoczy-owoc-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze-jak-obrac-i-jesc_44212.html

  12. Jolnku-rzeczywiście Alainowi smakowałby taki deser zatem odnotuję, dzięki.

    Uporałam się ze zdjęciami zatem poniżej trochę oglądania dla tych, którzy mają ochotę na niemałą dawkę egzotyki. Po kliknięciu na dane zdjęcie wyświetli się jego opis na dole po lewej stronie. Oczywiście nie wszystkie zdjęcia wymagały opisów/podpisów. Osoby przywiązane do poprawnej, polskiej ortografii uprasza się o wyrozumiałość-mój system opisujący zdjęcia nie toleruje litery ą. Dlaczego? Doprawdy nie wiem i nie rozumiem.
    https://get.google.com/albumarchive/109990791430941218162/album/AF1QipMCHiAL9NWQs7wCu7obTX9orKUVgiAaIzlx7UQ1?source=pwa

  13. Jolinku – dobrze schłodzony jest całkiem niezły, choć preferuję czerwoną odmianę. Jest bardziej wyrazista w smaku. Doskonały z innymi owocami np kiwi, papaja, jagody (borówki amerykańskie) itd oraz jako dodatek do lodów. Sama nigdy nie robiłam, ale ponoć wspaniały w formie sorbentu.
    Głównie podaję jako komponent sałatki owocowej, samotny owoc jadam rzadko.

    http://fruitspecies.blogspot.com.au/2007/08/dragon-fruit-red-flesh.html

    http://www.aussiedragonfruit.com/Fruit.htm

    Przy okazji szukania fotografii znalazłam interesującą informację. Wcale nie pochodzi z Azji lecz Centralnej Ameryki. Dzięki misjonarzom znalazła się w rajach azjatyckich i doskonale zaklimatyzowała. Za prawidłowość informacji nie ponoszę odpowiedzialności.

  14. Jolinku – wpadaj, wyszło 6 olbrzymich. Herbatę lub kawa też się znajdą. Smoczego owocka nie zapewniam bo nie mam, a sklepy zamknięte o tej porze.

  15. Danuśka – przejrzałam pobieżnie póki co. Jutro będę się delektować.
    Jak to Disneyland potrafi wcisnąć się w swoisty folklor. Lektyki, riksze i nagle karoca Kopciuszka! Takie to już nasze zamerykanizowane życie. Wszędzie się wdarli ze swoją lukrowaną „kulturą”. Ale mają zwolenników, to i nie dziwota. Ot tak sobie przytruwam o północy. Miesiąc na niebie jak srebrzysta bania. Szykuje się kolejna ciepła noc, nie wiem czy światło bladolicego ochłodzi nieco powietrze. W bajkach tak bywa, rzeczywistość przeczy, a mnie jest ciepło.

  16. Echidno-wieść niesie, że Azjaci kochają rozrywki rodem z Disneya.

  17. Danuśka miło powspominać i zerknąć na to czego nie widziałam. Sajgon w zupełnie innym stylu przez ten Nowy Rok. Poczta w Sajgonie została zaprojektowana przez Eiffel’a, można też zaprojektowany przez niego budynek poczty znaleźć w Iquitos w Peru, u wrót Amazonii.

  18. Danuśka – nie tylko Azjaci i na tym wic polega.

  19. Echidno-wiem, wiem…
    A Ty jeszcze nie śpisz? Może jednak dobranoc 🙂

    Chłe, chłe, w „Biedronce”smaki Azji:
    http://www.biedronka.pl/pl/odkryj-smaki-azji-25-01

  20. Danuśka dzięki …. 🙂

    jak wiecie w Polsce się wierzy iż zobaczenie ślubu to szczęście a pogrzebu nie koniecznie … w Wietnamie natomiast zobaczenie pogrzebu to szczęście bo zmarły miał pecha a jego szczęście przechodzi na nas … a zobaczenie ślubu to pech bo młodzi są szczęśliwi i zabierają nam szczęście … co kraj to obyczaj … 😉 …

    Danuśka kupiłam tofu i w oleju marynuję ….

  21. papier ryżowy
    biurko każde ozdobi
    sos rybny Tao Tao
    doskonały podczas gry w Makao
    sajgonki wraz z imbirem
    umilają gry tej chwilę

    sambal oelek
    dobry do bejcowania belek
    Kikkoman’a sos sojowy
    ponoć niesłychanie zdrowy
    bambusa pędy
    przed gulaszem z cielęciny zmykają w te pędy

    kaczka świeża, kaczka zdrowa
    chińskiego stołu ozdoba
    w tym zamęcie filet z morszczuka
    po pólkach Azji szuka

    księzyc świeci, spać nie daje
    biedronkowa poezyja powstaje

  22. Taką kiecę bym sobie natychmiast kupiła.
    W głowie mi się zawróciło od kolorów, tym bardziej, że za oknem szaro. Naród widać, że radosny i uśmięchnięty 🙂
    Dziewczyny ładne. Trochę żeście się panienki nabiegały…
    Pytanie w sprawie duriana – czy rzeczywiście był taki „aromatyczny”? Bo w Toronto w azjatyckim, wielkim markecie nie wydziela on żadnych ofensywnych aromatów. A co zakupiłyście do ubrania, macie pokazać!
    https://get.google.com/albumarchive/109990791430941218162/album/AF1QipMCHiAL9NWQs7wCu7obTX9orKUVgiAaIzlx7UQ1/AF1QipMuAsB-Csu0TVhYFZNkFXRO6xy4tZrFFW6rFhh0

  23. w Wietnamie bardzo popularny jest nasz rodak ….

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Kwiatkowski

    i miałyśmy szczęście być w Purpurowym Zakazanym Mieście oraz w Hội An gdzie stoi jego pomnik …

    Alicjo są śmierdzące i nie .. ten co nam kupiła Pani Pilotka śmierdział … mnie nie smakował a innym tak …

  24. Alicjo-z tym durianem to jest tak, że on nie jedno mam imię 😉
    Jest wiele odmian tego owocu i te, które podróżują gdzieś po świecie nie są śmierdzące. Stąd właśnie ten z Toronto jest bezzapachowy. Te tradycyjne, azjatyckie odmiany
    mają niestety niezwykle nieprzyjemny zapach, smak zresztą też beznadziejny.
    Wietnamczycy suszą wszystkie owoce i w sklepach są też suszone płatki duriana również z lekka waniające.

  25. niejedno ma imię oczywiście…

    A co do biegania to najpierw było jakieś 2500 km z południa na północ, a potem po kawałku znowu ten dystans z północy na południe.

  26. Danuśko, piękne zdjęcia, radosne, kolorowe. Przyjemnośc oglądania na dłużej. Dzięki za podzielenie się z nami 🙂

    Dzisiaj odkryłam na Ursynowie sklep grecki i zrobiłam sobie przyjemnośc w postaci pysznych oliwek kalamata, sera feta i małej porcyjki sera koziego. Oczywiście kusiły jeszcze rozmaite inne specjały jak chałwa, czy baklawa, ale oparłam się.

    A pamięc o potrawach kojarzy mi się głównie ze wspomnieniami świąt, czy różnych okazji rodzinnych. Z takich codziennych, bardziej prozaicznych, to ser zgliwiały i zupa zalewajka, czy właśnie krupnik. A z bardziej odświętnych to kurczaki pieczone z nadzieniem, albo babeczki z kruchego ciasta wypełnione kremem i poziomkami. Rodzinne wpadki kulinarne jakoś nie zapadły mi w pamięc, a zapewne i takie bywały 🙂

  27. Danuśko, piękna wycieczka. Dzięki 🙂

  28. jeszcze 2 godziny jest szansa ….

    http://aukcje.wosp.org.pl/wspolny-dzien-z-donaldem-tuskiem-w-brukseli-i3938449

    Nowy jak tam zima w mieście Twym? …

  29. Salso, Irku 🙂

    Salso-kiedyś sklep grecki był obok mojego biura, może to ten sam, ale gdzieś przenieśli?

    Alicjo-mam jeszcze do wyprania kupioną bluzkę. Póki co jest mocno wymięta i leży w koszu na brudną bieliznę. Wypiorę, wyprasuję i sfotografuję razem z sukienką zatem jeszcze trochę cierpliwości.

  30. Danuśko, to chyba inny, bo istnieje już od dawna, ale dopiero dzisiaj go obejrzałam od wewnątrz. Jest na Pasażu Ursynowskim, idąc od Ciszewskiego jakieś 150m w stronę metra.

  31. Nie wiem, z czego macie te szmaty, ale jeśli z jedwabiu, prac w letniej wodzie (ja wszystkie naturalne włókna piorę w delikatnym szamponie), a Chinki radzą płukać w zimnej wodzie z dodatkiem przygarści soli.
    No to cierpliwie czekam na „wybieg” 🙂

  32. To ja wrócę jeszcze do gruszki, o której wspomina Agata pisząc o pysznym jej połączeniu z gorgonzolą jako dodatkiem do risotto. U mnie też gruszka robi ostatnio za gwiazdę, odkryłam jej walory smakowe w postaci podsmażonej na rumiano, doprawionej lekko solą i pieprzem, dodaję do makaronu przy paru skrawkach szynki, sera pleśniowego itp. A i na kruchym cieście, z orzechami włoskimi, również serem rozmaitym, np. feta, a na wydaniu pokropiona miodem gryczanym. Wypróbowałam ją także jako dodatek do kaszy perłowej, podsmażoną z czosnkiem, polecam, pyszne 🙂

  33. Dziwię się, że pozwolono Wam przewieźć owoce – u nas do Stanów czy ze Stanów nic nie wolno do jedzenia przewozić, oprócz zapuszkowanych, zabutelkowanych czy inaczej fabrycznie zapakowanych, poza tym istnieją też zakazy przewozu warzyw, owoców, roślin pomiędzy stanami (nie wszystkimi, ale spotkaliśmy się z tym w Kalifornii, Teksasie, na Florydzie…
    Nie wolno też przewozić nic międzykontynentalnie, z tym spotkałam się wszędzie. Azja to Kontynent, jakby nie było…
    Korkociągi – otóż od czasu, kiedy na Lotnisku Keflavik (Islandia) utraciłam mój podarowany swiss army knife, nie wożę ustrojstwa, tym bardziej, że jeżdżę tylko z bagażem podręcznym. Kupujemy na miejscu i zostawiamy w ostatnim miejscu zamieszkania.
    Jedynie z Portugalii mam pamiątkowy korkociąg, ale wtedy miałam worek marynarski, który nadałam na bagaż.
    Najlepsze są pitaje kostarykańskie, tam próbowaliśmy po raz pierwszy – bardzo czerwony miąższ. Pycha, zwłaszcza zimne.

  34. Niesamowite…
    https://www.youtube.com/watch?v=izeMmpQ5CLM
    …ale napić się nie da 🙁

  35. Alicjo-kontrola na wietnamskich lotniskach jest bardzo pobieżna. W zasadzie wszystko prześwietlają, tak jak wszędzie, ale mają chyba jakieś inne kryteria niż w Europie.

    Salsa napisała o gruszce doprawionej solą i pieprzem, co przypomniało mi ciekawy zwyczaj Wietnamczyków wlewania soku z cytryny do małej miseczki, w której znajduje się już mieszanka soli, pieprzu oraz ziaren chili. W tak sporządzonych przyprawach maczamy kawałki różnych słodkich owoców.
    I jeszcze prosty i smaczny sposób na jedzenie manioku- ugotowany kroimy w słupki i obtaczamy w rozdrobnionych orzechach nerkowca. Podobno tak właśnie odżywiali się wietnamscy partyzanci podczas wojny amerykańskiej. Maniok jest tani i łatwo dostępny, bo to przecież tropikalny odpowiednik naszego ziemniaka, a orzechy rosły dookoła.

  36. Moim zdaniem w tropikalnych krajach nie powinno być głodu (a jest!) – można siać i sadzić na okrągło i patrzeć, jak wszystko rośnie. Co innego pustynia czy jakieś mroźne okolice biegunów (nie wybieram się!).

  37. Danuśka, to się wstrzeliłam z tą gruszką, bo też ją kropię cytryną, trochę dla smaku, ale i żeby nie ciemniała 🙂

  38. Alicjo, podobno w Azji południowo- wschodniej jest ogromna bieda, ale nie ma głodu.

  39. Co to jest „bieda” – oto moje pytanie. Czy to, że nie ma jedzenia i nie sposób wyhodować cokolwiek czy to, że nie ma dóbr doczesnych, nie stać nas na szmatki, i rózne takie, samochody i tak dalej.
    Bieda – a widziałam to i owo, kojarzy mi się niestety, z ogólnym brudem dookoła. Zaraz się Nowy zacznie kłócić ze mną, że „a może ci ludzie tacy są” – nie wiem, wiem jedno, że chciałabym mieć przynajmniej czysto i porządnie wokół mnie. To jest złożony temat, wiem.

  40. Alicjo, brakuje na buty, materiały szkolne. Nie ma tam śmieci, jest znacznie porządniej niż w Afryce, czy nawet w Grecji.

  41. To samo podobno na Kubie – moi znajomi wożą tam zeszyty, ołówki, długopisy…wydaje mi się, że Kubę na te podstawowe rzeczy stać, tylko to jest takie żerowanie na turystach, nie wiem, dlaczego, skoro kraj jest pełen dumnych obywateli.
    https://www.youtube.com/watch?v=JNYOVEXJBBM

  42. Alicjo – kto się nie oparzył nie wie jak to boli, kto nie stracił bliskich nie rozumie tragedii tych od których najbliżsi odeszli, kto nie zaznał biedy nie wie co to jest.
    Bieda niejedno ma imię. Może byś czysta, schludna, łatana i choć nie stać na trzy posiłki dziennie – dumna. Może być niechlujna*, żebracza, apatyczna, że wymienię tylko kilka.
    Każde doświadczenie życiowe podobnie jak biel czy szarość posiada niezliczoną ilość odcieni. Nie przeżywszy na własnej skórze możemy jedynie mieć wyobrażenie na podstawie przesłanek, obserwacji, domysłów. A to zdecydowanie za mało by na przykład stwierdzić, że bieda to brud.
    Brud jes następstwem biedy. Tak samo jak śmieci. Co dla jednych jest śmieciem dla innych może być skarbem. Kolejnym przyczynkiem gromadzenia niepotrzebnych dla innych przedmiotów jest chęć posiadania. Czegokolwiek, ale posiadania.
    Jednak Twoje skojarzenie brudu dookoła wynikające z biedy jest nieco powierzchowne i spłycające. Brud to też kwestia edukacji społeczeństwa. Niewątpliwie spotkałaś się z rzucaniem przysłowiowych śmieci na ulicę, choć kosze na nie są ogólnie dostępne. Ja tak i to niejednokrotnie. Lecz nie zwracam już uwagi, bo kiedyś omal mnie nie pobito. Kijem do hokeja na trawie. Tak się rodzi postawa zobojętnienia społecznego (uwaga na marginesie tematu).
    Co to jest bieda? Pewnie rozprawę naukową można by napisać i jeszcze temat nie zostanie wyczerpany.

    * akurat obecnie niechlujność jest w modzie i nie ma nic wspólnego z biedą

  43. Chyba żle Ci się wydaje Alicjo.

  44. Echidno,
    zwiedziłam trochę świata i nie spłycam – gdzie jest bieda, jest brud. Po cholerę o to dbać….
    https://photos.google.com/share/AF1QipN9sI6vvz9wgNgS85I47PAhwguUJEtWIUi2S045sS-rYJhoLPOsmAPySLd2hHv6UA?key=dFNzdmpIazVCZk4tbkpWbEsyQkdHVTFWVThieENB

  45. Nie ma czegoś takiego, jak „źle ci się wydaje” = każdy z nas ma swoje odczucia i przemyślenia, jeśli mówisz mi, że „źle mi się wydaje”, to znaczy że Ty wiesz lepiej, a ja jestem durna i nie wiem, o co chodzi.
    Bronię swoich wrażeń z moich podróży, są takie jakie są, uczciwie odczuwane. Dobranoc.

  46. I po co się zaperzać Alicjo? To Ty napisałaś: „…wydaje mi się, że Kubę na te podstawowe rzeczy stać”. W nawiązaniu do Twoich słów odpowiedziałam co odpowiedziałam. Ani nie neguję Twoich podróży i wynikających z nich doświadczeń oraz opinii, ani nie podważam Twoich odczuć i przemyśleń, ani też nigdy i nikomu, a tym bardziej Tobie, nie zarzucam/łam braku rozsądku i samodzielnego myślenia.
    Miłych snów życzę

  47. dzień dobry …

    ciekawe kto kupił? … w 2 godziny cena urosła do niemożliwej prawie …

    http://aukcje.wosp.org.pl/wspolny-dzien-z-donaldem-tuskiem-w-brukseli-i3938449

    Danuśka ta nasza Kornelia starała się byśmy wszystkiego popróbowali i dużo nam tłumaczyła o okolicznościach życia i przyrody … między innymi opowiadała o tym iż kawa ma numerki, które oznaczają jaka jest kwasowość – intensywna czy łagodna czego nie wiedziałam ..

    miłego dnia …. 🙂

  48. Dzień dobry 🙂
    kawa

  49. Irku 😀

    Poniżej numery na wietnamskich kawach:
    http://czylichili.pl/pl/p/Kawa-wietnamska-Creative-1-TRUNG-NGUYEN-250g/158
    Wietnam produkuje przede wszystkim robustę, mnie bardzo odpowiadał jej czekoladowy posmak.
    Na światowych rynkach jakość kawy oznacza się cyframi GR 1 do GR 5 lub literami (najlepszy gatunek to AA).
    GR 1 lub AA oznacza najlepszą jakość ziaren kawy(wielkość, kształt i gęstość), bo im lepsze ziarna tym lepsza kawa 🙂
    Co jeszcze warto wiedzieć o kawie? Poczytajcie sami:
    https://kawa.pl/artykuly/jak-czytac-opakowanie-z-kawa/

    W następną podróż muszę chyba lecieć na Sri Lankę, bo przecież jestem przede wszystkim fanką herbaty, a nie kawy 😉

  50. Jolinku – na taki cel? A niech się przebijają jak mają. Im więcej tym lepiej.

    Danuśka – idę powędrować Waszymi wietnamskimi szlakami.

  51. Wróciłam. Pierwsze wrażenie to feeria kolorów. Roślinność, ubrania kobiet, wystrój zewnętrzny i wewnętrzny świątyń i pałaców. Zatoka Ha Long przepiękna – jedna z fotografii jakby wyjęta z filmu „Avatar”.
    Pułapki z lat 1969-1973 przypomniały mi akcję szkolną niesienia pomocy dzieciom i młodzieży z Wietnamu. Zbieraliśmy pieniądze na przybory szkolne (makulatura i inne takie coby nie nadwyrężać kieszeni rodziców). Po zakupie powyższych (zeszyty, ołówki, długopisy, kredki itp) odbyła się akademia z udziałem przedstawiciela ambasady, któremu wręczono dary młodzieży dla młodzieży. Była to dość popularna w owych czasach akcja w szkołach całej Polski. Po latach, w Australii poznałam Wietnamczyka jaki doskonale pamiętał ten okres i sam korzystał z nadesłanych z dalekiej Polski darów. Dużo mówił o wdzięczności i o tym czym były dla nich te niepozorne i zwyczajne kajeciki czy przybory do pisania. Zyskałam miłego i wiernego kompana, choć niejednokrotnie byłam zażenowana jego niesłabnącą wdzięcznością.

    Miałyście wspaniałą wyprawę choć chyba w szalonym tempie.

  52. Echidno-program został bardzo dobrze przygotowany przez profesjonalne biuro podróży.
    Podróżowaliśmy samolotami, autokarami, łodziami, a nawet kolejkami górskimi.
    Praktycznie codziennie (z wyjątkiem dwóch dni) mieliśmy czas wolny mniej więcej od godziny 17.00 zatem można było połazić w swoim tempie, zajrzeć do sklepów, czy knajpek lub po prostu odpocząć w hotelu. Dla mnie to nie było wcale szalone tempo.
    Wiele osób z naszej grupy wybrało podróż do tego kraju głównie dla zatoki Ha Long 🙂

  53. Oglądając Twoje fotografie Danuśko, jednocześnie wodziłam przysłowiowym palcem po mapie. Dzięki temu poznałam, Twoją i Jolinka, trasę wietnamskich wojaży. Opis fotografii pozwolił na taką podróż. Dziękuję.
    A że zwiedziłyście tyle miast i tyle miejsc, szalone tempo samo nawinęło się na myśl. Niewątpliwie bez dobrze zorganizowanego programu wyjazd taki mógłby należeć do niezbyt udanych. Co niestety czasami ma miejsce.
    By nie nudzić pytaniami, niektóre miejsca odnalazłam na stronach internetowych. I tak na przykład zapoznałam się z historią będącego w ciągłej rozbudowie Szalonego domu w Da Lat projektu Dang Viet Nga.
    A jednak mam pytanie. Na niektórych drzewach i krzewach zawieszone są czerwone karteczki. Ku czemu służą? Życzenia noworoczne? Prośby? Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
    Wiem (od znajomej Wietnamki), że szczęśliwym podarunkiem w Nowy Rok jest symboliczny pieniądz lub życzenia wręczane w czerwonych kopertach. Czy to ma jakiś związek z zawieszonymi karteczkami, czy tez po prostu ozdoba?

  54. Happy money to pieniądze wręczane przede wszystkim dzieciom, są zapakowane w czerwone koperty.
    Na tych wietnamskich drzewkach”choinkach” wiszą życzenia noworoczne wypisane na czerwonych karteczkach, bo ten kolor jest kolorem szczęścia i powodzenia.
    Wietnamczycy przywiązują ogromną wagę do wszelkich symboli i są bardzo przesądni. Robią wszystko, by wypędzić z domu wszelkie złe duchy, a sprowadzić te dobre. Zatrzymaniu złych duchów służą na przykład wysokie progi, które znajdziemy we wszystkich świątyniach.

    Szalony Dom to pomysł córki jednego z wietnamskich przywódców, absolwentki architektury studiującej na jednej z rosyjskich uczelni.

  55. Echidno,
    ja się nie zaperzam, tylko piszę tak, jakbym mówiła. Jak pisać o takim temacie? Posypać cukrem – pudrem? Nie da się. I niestety, bieda na ogół jest brudna i zaniedbana, bo chociaż nie ma nic do roboty, to jest tak beznadziejnie, że nawet tego ogarnąć się nie chce. Generalnie rzecz biorąc.
    Z innej beczki – chciałam zawalczyć o dzień w Brukseli z Tuskiem, ale policzyłam, że na bilet lotniczy nie byłoby mnie stać, bo to jeszcze Jerzora trzeba by było ze sobą ciągnąć (zaproszenie jest dla dwóch osób)…
    Ładnie ktoś wylicytował, Jurek się ucieszył na pewno 🙂

  56. No popatrz, a u mnie w domu praktycznie nie ma żadnych progów 😯

  57. Ano właśnie, Alicjo, u nas odwrotnie niż w Wietnamie-gładkie powierzchnie, tak by się nie potykać i nie zahaczać zatem złe duchy mają używanie i mogą szaleć do upadłego 😉

    Bez wysokich progów i nawet w obecności niewłaściwych duchów mam nadzieję być za chwilę zdrowa, piękna i młoda 😉 Wszystko za sprawą suszonych serc karczochów, które to nabyłyśmy wraz z Jolinkiem dla zdrowotności i ku zadowoleniu naszej wątroby:
    http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/karczochy-wlasciwosci-zdrowotne-jak-je-przyrzadzac-kiedy-szkodza/7r6dl
    Już od kilku dni popijam zatem dzielnie karczochowe ziółka.

  58. Danuśka, czyżby smak tych ziółek wymagał dzielności 🙂

  59. Ja się zniechęciłam do karczochów, kiedy z 4 zakupionych dwa miały „w sercu” tłuste, wypasione robale. Na pewno są zdrowe i dobre, ale na oko nie jesteś w stanie ocenić, co tam w środku.
    Wracając do niechlubnych kulinarnych wpadek, chciałyśmy być do przodu i pokazać rodzicom, jakie my mądre – zrobiłyśmy lebiodę – komosa biała przecież!- jak się przyrządza szpinak, z młodych roślin. Tata, zamiast się zachwycić, odmówił jedzenia mówiąc, że to dla prosiaczków i gotować nie trzeba. Nie mogłyśmy go przekonać, że w najnowszej książce kucharskiej wyczytałyśmy, jakie chwasty z ogródka są do użytku w kuchni, i to jakie zdrowe! W kuchni był konserwatywny, mama natomiast lubiła eksperymenty i lubiła hodować w ogródku warzywa mało popularne, np.kabaczki, cukinie i różne takie. Kabaczki nadziewane ryżem i mięsem, podane z pomidorowym sosem…mmmmmmmm!
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Komosa_bia%C5%82a#/media/File:Melganzenvoet_eironde_bladeren_Chenopodium_album.jpg

  60. Małgosiu przed zakupem herbaty z karczocha spróbowałyśmy napitku i ma całkiem dobry smak … ja w Polsce kupuję tabletki z karczocha by wątrobie pomagać … 😉

    echidno sukces organizacyjny naszej wycieczki to ludzie … cała nasza grupa (38 osób) to byli ludzie doświadczeni w podróżach do Azji i Afryki, którzy nie marudzili i pomagali sobie wzajemnie … no i nasza Kornelia, świetny pilot wycieczek … znała Wietnam i realia życia tam doskonale … miała zawsze w rezerwie pomysł na pokazanie nam czegoś ciekawego np. w przypadku, kiedy to miejscowy przewodnik twierdził iż coś jest otwarte a nie było .. mamy z Danuśką poczucie komfortu z tej wycieczki bo byliśmy dobrze „zaopiekowanii” … 🙂

  61. Dzień dobry,
    Danuśka – wielkie dzięki za foto-podróż po Wietnamie. Bardzo ciekawą miałyście wyprawę. Zdjęcia super, wtłaczają w tamtą atmosferę. Wieczorem przewiduję znowu tam wrócić, ale już tak jak Echidna – z mapą. Ile człowiek jeszcze cudów ziemi nie widział i pewnie nie zobaczy. Ale jeszcze pewnie coś da się wyrwać.
    Jolinku – w czwartek padało cały dzień, ale jak zwykle tutaj wszystko jest wyolbrzymione. Media uwielbiają nakręcać atmosferę paniki, w końcu muszą z czegoś żyć. Takie, a także dużo większe opady śniegu w Kolorado i w ogóle w stanach Gór Skalistych są absolutnie normalne, nikt nie robi z tego problemu, szkoły cały czas otwarte itd. Nie wiem jak teraz, ale gdy mieszkałem w Kolorado nie wolno było stosować soli ani żadnej chemii rozpuszczającej śnieg i jakoś sobie dawali radę.

    Wracając do dzisiejszego wpisu pani Basi – od dziecka nie znosiłem i nie jadłem naleśników pod żadną postacią. Mama zawsze coś innego miała dla mnie gdy reszta rodziny rzucała się na te placki z patelni. Dzisiaj zjem gdy muszę, ale naprawdę to mogą dla mnie nie istnieć. To samo było z pomidorową z ryżem – nie i koniec! Na szczęście Mama nieczęsto gotowała te „przysmaki”. Nigdy nie zjadłbym też cynaderek, ozorków, móżków, ale tych nigdy u nas nie było.

  62. Małgosiu, dzielnie, bo z troską o zdrowie 🙂

  63. Przepraszam – wpisu pani Agaty!

  64. Nowy,
    Pan Lulek najpierw wzniósłby oczy do nieba pod tytułem „jak można nie lubić naleśników”, a następnie poprosiłby o Twój talerz z naleśnikami.Pod każdą postacią, każdą ilość 🙂
    Nasz przystojny premier przygotowuje się do spotkania z THE Donaldem, gdzie będą omawiane prawdopodobnie nowe zasady handlu między naszymi krajami (mamy układ z końca 80-tych lat). Na razie z dziubków sobie spijają, ale Trump idzie jak czołg. Zobaczymy…

  65. Ale żeście się nalatały!

  66. Następnym razem jak będziecie kombinować jakąś wycieczkę, to dajcie znać – ja na przykład bym chętnie do Wietnamu, ale Jerzor nie chce. Do Chin też nie.
    Koniecznie chcę do Barcelony – a tu przedwczoraj program w tv o Barcelonie, że położyła szlaban na budowę hoteli, bo mają ich za dużo i w ogóle mają za dużo turystów. No wiecie co?! Przecież turyści to dochód!

  67. Niedawno Irek podawał nam kawę w takich szklanych „podwójnych” jakby kuleczkach-filiżankach. Mam takie do herbaty 😎
    A w ogóle to mam przede wszystkim od Misia filiżanki herbaciane.
    Coś jeszcze miałam napisać w sprawie biedy z nędzą – być może wycieczki nie są oprowadzane po takich miejscach, ale na przykład na Madagaskarze nie dałoby się tego uniknąć. I jak się człowiek pierwszego świata tam czuje? Otóż czuje się dość podle, wiedząc, że nic na tę biedę nie może poradzić.
    Ja się czuję dodatkowo podle, bo przed hotelem wystawała codziennie kobieta z jakąś tkaniną, chyba malowaną, i ja tej tkaniny nie kupiłam, zostawiłam sobie to na ostatni dzień, a tej kobiety już nie było. Może ktoś inny to kupił, ale czasem co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj. Nie wiem, czy po prostu straciła nadzieję, że to sprzeda, czy po prostu sprzedała? Ale dokładnie ją pamiętam i mam pretensje do siebie do tej pory.
    Co możesz zrobić dla takiego kraju? Tłumaczę sobie, że będąc turystą jednak zostawiasz trochę pieniędzy, ale chyba nie trafiają one do tej kobiety z tkaniną na sprzedaż. Zostawiliśmy suty napiwek kierowcy, który był wynajęty razem z samochodem (tam tak jest).
    https://photos.google.com/share/AF1QipN9sI6vvz9wgNgS85I47PAhwguUJEtWIUi2S045sS-rYJhoLPOsmAPySLd2hHv6UA?key=dFNzdmpIazVCZk4tbkpWbEsyQkdHVTFWVThieENB

  68. Nowy,
    sięgnij do poczty.

  69. Teraz Ty zajrzyj i pogadaj z Jurkiem

  70. Danuska,
    Dzięki za mapę. Duża pomoc!

  71. Danuśka – dziękuję. Przy okazji otworzyłaś klapkę w szarej komórce. Zupełnie wyleciało z pamięci, że dla dzieci. Ale żem dociekliwe zwierzydełko, nurtuje mnie ciekawość, ten ponoć pierwszy stopień do piekła. Czy to indywidualni mieszkańcy lub przybysze zawieszają karteczki-życzenia na drzewie w środku miasta, czy jest to dzieło projektant-dekoratora? Bo co innego w przydomowym ogródku. Wiesz coś o tym?
    Rację miał twórca powiedzenia, że podróże kształcą. Dzięki bywalcom Blogowej Kawiarenki „przedreptaliśmy” szlaki wielu miejsc na naszym globie. By nie pominąć nikogo pozwolicie, że nie będę imiennie wymieniać naszych wirtualnych przewodników. I tak Ich znamy. Cytując Nowego: „Ile człowiek jeszcze cudów ziemi nie widział i pewnie nie zobaczy” dodam: a ile miejsc poznaliśmy dzięki blogowym fotorelacjom.
    Zaintrygował mnie Szalony Domek, poszperałam zatem wśród internetowych stron i znalazłam (bez zbytniego szukania co prawda). Dla zainteresowanych:

    http://www.crazyhouse.vn/index.php?option=com_content&view=article&id=79&Itemid=105&lang=en

    Niewątpliwie oryginalny i niepowtarzalny projekt. Można doszukiwać się różnych wpływów, co wiele osób, jak zauważyłam czyni. Mnie jeden z budyneczków skojarzył się z obrazem Edvarda Muncha. Takie skojarzenie na „pierwszy rzut oka”.

  72. Pogadane, zabukowane – 22-go lecimy do Tampy via stop-over Atlanta. Lądujemy 1:25 w Tampie.
    Cichal już się cieszy, szczegóły dogadamy w poniedziałek via skype.
    Nie może tak być, żeby Cichały rozrabiały na Florydzie bez nas! Poza tym troszkę ciepełka się przyda 😎
    Młode liczą dni do przeprowadzki do zakupionego domu. Parkietówa będzie, jak się trochę urządzą.

  73. Crazy house – bomba! Trochę odkurzania tych wszystkich drzewnych oparć etc. ale jak mamy taki dom (w sensie stać nas), to stać nas na panią dochodzącą 😉

  74. O tym właśnie wspominałam Joliku. Dobry przewodnik, doskonale zorganizowana trasa i wiedza przewodnika, jaka przy niezaplanowanych „wpadkach” pomaga w zorganizowaniu innej atrakcji czy zwiedzeniu interesującego miejsca.
    Lata temu, w Polszcze jeszcze, podczas zorganizowanego wyjazdu za granicę przeżyłam szok i wynikające z niego spore niezadowolenie z wycieczki. Zaczęło się na dworcu Centralnym. Uczestnicy pchali się jakby pociąg miał odjechać bez nich. Po przysłowiowych trupach, nie zważając na współuczestników. Co się będę pchać, poczekam – pomyślałam – przecież nie zabraknie miejsca dla mnie. O tym jak się bardzo myliłam przekonałam się wkrótce. Nie miałam miejsca w kuszetce. Całą pierwszą podróż spędziłam na waleta z towarzyszką wypadu. Okazało się, że kierowniczka i zarazem przewodniczka grupy zabrała ze sobą przyjaciółkę, a ta zajęła moje miejsce. Jakim cudem taki numer „przeszedł” nawet nie pytajcie. Potem wszędzie trzeba było gnać kurcgalopkiem, najlepiej w grupie liderów, bo zawsze ktoś zostawał bez czegoś. Karczemne awantury nic nie zmieniały. Zwiedzaliśmy na własną rękę, jako że przewodniczka wraz z przyjaciółką bardziej były zainteresowane działalnością handlową niźli podpiecznymi.
    A w jednym z miast, gdyby nie ja, nie znaleźlibyśmy hotelu i transportu do tegoż. Później wyszło na jaw, że p. kierowniczka przeznaczone na transport ze stacji do hotelu pieniądze zdeponowała w osobistej kasie.
    Co tu dużo mówić – gdyby nie własna inwencja, posiadane przewodniki i częściowe odłączenie się od wycieczki, guzik byśmy z przyjaciółką skorzystały. Przestrzegałyśmy grafik posiłków (nie zawsze), grafik przejazdów (obowiązkowo) i zostałyśmy okrzyknięte czarnymi owcami grupy. Co było nam zupełnie obojętne. Na marginesie dodam: byłyśmy najmłodszymi, nie utytułowanymi uczestniczkami grupy wykładowców UW*. Fajne. Prawda? Złożone po powrocie pisemne zażalenie rozmyło się wśród budynków tej szacownej uczelni.
    * Nie, my wykładowcami nie byłyśmy

  75. Jak wiemy „rozmywanie” podobnych, a przeważnie znacznie grubszych rzeczy do dzisiaj jest praktykowane na ogromna skalę, a po ostatnich wyborach na skalę nigdy przedtem niespotykaną.
    Wrócę jeszcze na chwilę do niezapomnianych, bo nielubianych potraw. Było to w stanie wojennym, mieszkałem w PGR-owskim mieszkaniu tuż pod Warszawą. Tego dnia akurat wyłączyli światło. Wróciłem z pracy późno (mieliśmy małą plantację róż), zmęczony i głodny. Siadłem w kuchni przy stole, paliła się jedyna świeczka jaką wtedy mieliśmy. Półmrok.
    „Słuchaj, udało mi się kupić kawałek cielęciny, zrobiłam w galarecie. Zjesz?” – pyta się podejrzanie przymilnym głosem moja ówczesna żona.
    „Zjem.”
    Nałożyła, co jeszcze bardziej powinno być podejrzane, podała.
    Zacząłem jeść, jakaś nieco dziwna ta cielęcina, ale jem. Wpada sąsiadka z dołu.
    „Elka, jak ci wyszły te ozorki w galarecie?” – wali od progu.
    „Co????????????”
    Przysuwam świecę i dopiero widzę co jem. Oczywiście ani jednego kęsa więcej, oczywiście powiedziałem co o tym myślę. Ufność prysła, od tamtego momentu wolałem trzy razy sprawdzić co jest w garnku czy na talerzu. One z moją byłą teściową cynaderki też potrafiły jeść…. Brrrrrrrr…..
    Jadę teraz znowu na wycieczkę do Wietnamu.

  76. Czy ktoś wie co się dzieje z Asią? Stanowczo za długo się nie odzywa!!!

  77. dzień dobry …

    Alicjo chyba nie widziałam zdjęć z Waszej wyprawy na Madagaskar… obejrzałam z ciekawością … ta książka polecana przez Nisię wydała mi się dobrym prezentem ale dla Jerzora bo Ty przecież zdroworozsądkowo podchodzisz do jedzenia … fajna wyprawa Was czeka bo do cichali i do ciepełka … 🙂

    Nowy przyznam się, że mojego chrześniaka nabrałam na jedzenie gotowanego ozora pod pozorem, że to jest schab .. znajomi byli oddelegowani do Moskwy i mnie zaprosili .. zaopatrzenie w mięso było kiepskie a najłatwiej można było dostać ozory … koleżanka kombinowała jak mogła ale dziecko ozorów nie chciało jeść .. obrałam ugotowany smacznie ozór z wszystkich farfocli, cienko pokroiłam i dałam dziecku na kanapkach jako pyszne mięso ze schabu … zjadał aż mu się uszy trzęsły …

    jeszcze taka ciekawostka z Wietnamu .. jak pisałyśmy świętowano Nowy Rok i to świętowano prawie dwa tygodnie .. w tym czasie dzieci miały ferie .. zobaczyłyśmy na wioskach i małych uliczkach, że dzieci i dorośli chodzą tam całe dnie w piżamach bo przecież mają wolne dni … 😉

  78. pomysł dla echidny … to karpatka ale może napoleonka też tak wyjdzie ….

    http://waniliaikardamon.blogspot.com/2017/01/kolorowa-karpatka.html

    Asiu pomachanko … 🙂

  79. Jolinku – dziękuję, zanotuję i… niestety odłożę na czas jakiś. To bardzo kaloryczna choć smaczna przyjemność.
    Trochę zastanawia kształt spodu i wierzchu. Wygląda na pokarbowany. Muszę przyjrzeć się dokładniej.

  80. Alicjo-wycieczki też są oprowadzane po miejscach, gdzie bieda i nędza. Już na dzień dobry podczas rejsu deltą Mekongu mieliśmy widok na slumsy, które stoją wzdłuż rzeki. Zresztą pisałam o tym w jednym z wcześniejszych wpisów.
    Któregoś wieczoru podczas spaceru po Hanoi postanowiłyśmy pójść na skróty i trafiłyśmy wraz z Jolinkiem w niezwykle wąskie i mocno przygnębiające uliczki zamieszkiwane przez biedotę. Nie było to przyjemne doświadczenie, na szczęście dosyć szybko odnalazłyśmy główne szlaki, oświetlone i tętniące życiem.

    Alicjo-udanego i słonecznego pobytu na Florydzie!

  81. echidno ja się nie znam na pieczeniu ale pomysł ciekawy mi się wydał ..

    dziś na śniadanie zupa mleczna … mleko, lane kluski, cynamon i miód …

  82. Jolinku, zanotowałam.Jak wcześniej wspomniałam, musi trochę poczekać na wykonanie. Spód i wierzch jednak karbowane, ale przecież może być tradycyjne, proste.

  83. Nowy – względem móżdżków i ozorków.
    Wspominałam o tym 6 stycznia: Pewnych potraw nie robię i robić nie będę, bo po prostu nigdy ich nie jadałam. Takie na przykład ozorki w szarym sosie czy galarecie. Przyjęcia urodzinowe urządzała Bunia niemalże wykwintne. Nie zabrakło na nich owych ozorków i zapiekanego w muszelkach cielęcego móżdżku. Goście pałaszowali ze smakiem, a ja do pyska wziąć nie chciałam. I tak mi pozostało.
    Pamiętam jak Bunia wykonała eksperyment ze mną w roli królika doświadczalnego. Rodzinka doszła do wniosku, że grymaszę i odstawiam kapryśną królewnę. Zatem na obiad, gdzie jako drugie danie podano ozorki w szarym sosie, ja zwyczajowo dostałam co innego. Tego dnia był to kotlet schabowy w panierce. Wszystko szło zaplanowanym w doświadczeniu torem do momenty gdy przecięłam nożem kotlet. Z wielkim wrzaskiem zerwałam się z krzesła. To był ozorek przygotowany jak schabowy. Zapach – to mnie odrzuca, odrzucało i pewnie odrzucać będzie.
    Stwierdzono komisyjnie. że jednak nie fiksuję i zaprzestano zarówno eksperymentów jak i namawiania do skosztowania smakołyku.
    Na marginesie – schabowy czekał na wyniki eksperymentu w kuchni.

  84. Dzień dobry 🙂
    kawa

  85. Uwielbiam wszelkiego rodzaje ozorki, móżdżki, animelki itp. 🙂

  86. Irku, kawa kameralna (była kiedyś taka kawiarnia w mieście stołecznym).
    A względem potraw – każdy jada co lubi. Jedyne czego osobiście nie lubię, to namawianie lub przymuszanie na siłę. Kiedyś o tym dyskutowaliśmy. Czy tak zwane dobre wychowanie wymaga zjedzenia podanej przez gospodynię potrawy, jeśli z jakichś tam względów dania takiego nie jadamy. Wyszło na to, że moje dobre wychowanie jest „pod zdechłym ązorkiem”. Kategorycznie odmawiam.

  87. Smutna wiadomość, zmarła Krystyna Sienkiewicz 🙁

  88. I ta niezapomniana piosenka:
    https://www.youtube.com/watch?v=Qq_6rYQYOw4

  89. A Kabarecik …. 🙁

  90. W ubiegłym roku kupiłem duże trzy kilogramowe opakowanie tureckiego ryżu. Ryż jest żółty i aromatyczny. Po ugotowaniu w smaku przypomina kaszę bulgur, którą przwożę z Francji. Ze dwa razy gotowałem ale sam bez niczego nie bardzo mi smakował. Dziś zrobiłem eksperyment i do mielonego kotleta postanowiłem ugotować ryż. Dziesięć minut gotowania w szybkowarze i gotowy.
    Na patelnię dałem masło, pokrojoną dużą gruszkę odrobinę cukru trzcinowego i kilka włoskich orzechów. Jak gruszka puściła sok dodałem trochę koniaku i podpaliłem . Potem dodałem ryż i poczekałem aż ryż przejdzie smakiem koniaku, gruszki, skarmelizowanego cukru i orzechów.
    Dobre wyszło nawet bardzo dobre, prawie jak wykwintne risotto. Tylko trufli zabrakło. Latem nadrobi się prawdziwym prawdziwkiem 🙂

  91. Nie ma to jak odważne eksperymenty kulinarne, Misiu 🙂

    Krystyna Sienkiewicz ostatnio chorowała, nie tak dawno był z nią wywiad. Wspaniała aktorka komediowa, miała do tego odpowiednią „twarz”. Piękną zresztą 🙁

    Ja lubię wszelkie podroby, ale ozorki (w panierce!) mi się tak przejadły, że chyba ich nigdy nie tknę. Chyba, żeby, dodam, bo nigdy nic nie wiadomo.
    Pada śnieg, Jerzor nie może się doczekać, kiedy będzie go wystarczająco tyle, by pozwolił na zrobienie dorocznego orła w sniegu.
    Humor mi się trochę podniósł, bo w perspektywie Floryda, nieco sklęsł, jak okazało się, że startujemy o 6:15 z Toronto. Jak już Jerzor wymyśli połączenia, to wymyśli, toż to o północy trzeba będzie z Kingston wyjechać!!! Ale mi się humor znowu podniósł, bo to wszystko opłacamy zebranymi „air miles”, czyli jakby darmo. Najważniejsze, że udamy się w kierunku zielonej strefy i ciepełka 🙂
    O spotkaniu z Cichalami nie wspominam, bo to osobna przyjemność, no i może Nowy się skusi, namawiamy.

  92. to ta?
    http://www.cda.pl/video/5663479a
    ide po gruszke

  93. Sto lat temu gościłam w Warszawie zaprzyjaźnionych Francuzów. Przy okazji wyznam, iż Francję pokochałam na dłuuugooo przed tym wspaniałym dniem, kiedy to straciłam serce i rozum 😉 dla Osobistego Wędkarza. Zatem wracając do naszych baranów:
    z rzeczonymi Francuzami wykonaliśmy podróż po Polsce i trafiliśmy też do Zakopanego. Zima była porządna, śniegu dla każdego i bez ograniczeń zatem wykonałam numer pt. orzeł na śniegu. Ło Matko, jakże im się ten orzeł podobał i mimo, iż byli ode mnie co najmniej dwa razy starsi, to orła wykonywali co chwila, gdzie się tylko dało, bawiąc się tym wyczynem, jak dzieci 🙂

  94. Misia kocham niezmiernie za te wszystkie dokonania oraz eksperymenty kulinarne.
    Ma chłop wyobraźnię oraz zwyczajnie talent i nie wstydźmy się tego słowa!

    Jolinku-sławną azjatycką panierkę „Panko”, której szukałyśmy na jednym z wietnamskich bazarów kupiłam dzisiaj zwyczajnie i po prostu w Leclercu zatem będę eksperymentować.

    Od zwiedzania jakoś nie mogę się odzwyczaić 😉 Wybrałyśmy się dzisiaj z kuzynką Magdą do Muzeum Etnograficznego, a potem na drobne co nieco do…azjatyckiej restauracji. Te azjatyckie smaki zdarzyły nam się zupełnie przez przypadek, były po prostu najbliżej muzeum.

  95. Danuśka, czy te orły były w stroju Jerzora? 🙂

  96. Małgosiu-Jerzor robi orła na golasa? Nie bardzo już to pamiętam.
    Ja po bożemu, w całym zimowym rynsztunku.

  97. Ja i R lubimy azjatyckie smaki, gorzej z naszą podróżną i nie tylko przyjaciółką. Cierpiała tam straszne katusze, stąd nasza krajowa wędrówka, po niezłych skądinąd restauracjach, starannie omija te azjatyckie smaki, mnie trochę żal.

  98. W takim zimowym rynsztunku też mi się zdarzyło, ale już nie pamiętam kiedy i gdzie 🙁 Gdzie te śniegi?

  99. Danuśka podziwiam Twoją energię … smaków jak wiesz nie zazdroszczę … a ja się snuję po domu i poleguję czekając na przypływ sił witalnych … teraz z perspektywy czasu to sama nie wiem jak dałam radę tej naszej podróży i nie zeszłam z tego padołu …

    ja tam Marka nie podziwiam bo jak czytam ile On kupuje i gotuje jedzenia to mi się słabo robi z przejedzenia … 😉

    Alicjo a my te mile przegapiłyśmy niestety …

  100. Są np. u mnie. Bez zasp, ale całkiem sporo.
    Z wielką przyjemnością obejrzałam relację fotograficzną z podróży Danuśki i Jolinka i zatęskniłam za zielenią i kwiatami. Wspaniała podróż.

    Echidno,
    upiekłam wczoraj mufinki według Twojego przepisu. Udały się doskonale i ta wersja jest nawet lepsza od tej z maślanką i olejem. Jedyny problem w obu wypadkach to przyklejanie się ciastek do papierowych papilotek, które wkładam do metalowej blaszki z wgłębieniami. Ale to jest ciasto z małą zawartością tłuszczu, więc nic dziwnego. Aha, zamiast całej szklanki cukru dałam 3/4 i to w zupełności wystarczyło. Pewnie lepsze byłyby foremki silikonowe, ale pozostanę przy tej, która mam, bo dopiero co ją kupiłam.

  101. Jolinku-Ty mi się tu nie wpadaj w jakieś smęcąco-przygnębiające nastroje. Wiem, że dokonałaś wielkiego wyczynu jadąc z niezłym przeziębieniem na drugi koniec świata, ale za chwile wyzdrowiejesz i staniesz na nogi. A poza tym wiosna już prawie, prawie za progiem.
    Marek kupuje dużo jedzenia, bo przecież gotuje dla połowy Ostrołęki 😉 musi więc robić hurtowe zakupy.

    Krystyno-następnym razem po prostu do nas dołączysz 🙂
    A co do mufinów to zdecydowanie bardziej służą im foremki silikonowe niż papierowe, co sprawdziłam również we własnej kuchni.

  102. a takie chruściki robiłyście? ….

    http://ilovebake.pl/2017/01/20/lany-chrust/

  103. Jolinku-nie robiłyście, ale jadłyście coś bardzo podobnego:
    https://www.youtube.com/watch?v=MEET0HbV-gg
    To jest obowiązkowa słodka przegryzka na wszystkich hiszpańskich i francuskich bazarach i festynach. Jakże pachnące i pyszne 100 tysięcy kalorii 🙂

  104. Owszem,
    Jerzor te wszystkie poprzednie orły robił na golasa, całego golasa! My mamy bardzo prywatny ogródek 😉
    Pytacie, gdzie te śniegi? U mnie, proszę państwa, sypie od rana i wygląda na to, że dzisiaj nie skończy się na tym.
    Jolinku,
    myśmy mile dotąd zbieraliśmy, czas wykorzystać. Problem w tym, że nie wszędzie można, są jakieś restrykcje, ale jak się człowiek uprze, to znajdzie. Więc tę Florydę mamy darmo, tylko ze 3 stówy poszły na opłaty lotniskowe i te inne duperele. A my chyba mamy tego ze 20 tys. W sam raz na „podmorską podróż” Verne’a, tylko on używał chyba mil morskich, a te air-miles są chyba ziemskie 😉

  105. No przecież nie będę kupował kilograma mąki tylko trzy zgrzewki 🙂 Jak kupuję ksiązki to od razu cały parapet i jeszcze troszkę…
    Żółty ryż, który gotowałem:
    http://www.disla.de/Gelbe-Reis-1-kg-Rose-Tosya-tipi-Goldkorn-PIRINC
    Jest idealny do pilawu, który jadłem kilka razy, ale wieki temu w Leningradzie, gotowany przez koleżankę z Taszkientu. Tylko gdzie w moim mieście kupić baraninę ?
    Następnym razem zrobię jako dodatek do karkówki a la sous vide gotowanej w moim szwajcarskim żeliwnym garnku zostawionym na piecu jak u Danuśki.
    Jolinku ja jestem prosty człowiek i gotuję proste chłopskie jedzenie z tego co mam pod ręką i mogę dostać w sklepie na prowincji. Ale staram się trochę modyfikować sposób gotowania by z tych samych produktów uzyskać inne smaki,, nie mówiąc o jakości. Karkówka z pieca smakuje inaczej niz ta gotowana na gazie. Tak samo gulasz. A wołowina z pieca to nie wołowina to cymes 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=0gNw_UEVh0A

  106. Misiu jak ja – też książki na kilogramy 🙂
    Ja tam gotuję na kuchni elektrycznej – czy to jest „be”?
    Nic innego nie mam, a z grilla (gazowego) nie będę korzystała, aż dopiero latem, chociaż i to nie wiadomo, bo nam już szał grillowania dawno przeszedł. Akurat wtedy, jak dostaliśmy w spadku dość wypasioną maszynę, bo ten, co darował nam, kupił sobie najnowszą wypasioną. Nasza się pasie pod daszkiem drewutni 🙄
    Jerzor poszedł odśnieżać, chociaż dalej śnieży jak licho. Za parę godzin ma spaść marznący deszcz, a potem znowu śnieg. No to się chłop nagimnastykuje 🙂

  107. Echidno-myślę, że drzewka ustawione w miejscach publicznych są dekorowane przez stosowne służby miejskie, a drzewka prywatne przez ich właścicieli. Sądzę, że to funkcjonuje, tak jak nasze choinki.
    I znowu obudziłam się w środku nocy. Mam nadzieję, że jeszcze dośpię (jak czasami Alicja).

  108. dzień dobry …

    Danuśka mam nadzieję, że dospałaś ….

    takie coś robią jako chałwę … dziwaczą moim zdaniem …

    http://jedzrosliny.blogspot.com/2017/01/chawa-lniana-sezamowa-i-orzechowa.html

  109. nie pamiętam czy Danuśka pisała o zupie krem, którą jadłyśmy na lunch … była bardzo dobra nawet dla mnie i wszyscy się zastanawiali czy to zupa z dodatkiem dyni czy marchewki a okazało się, że to z kukurydzy .. kukurydzę można też było kupić na straganach ulicznych gotowaną lub z grilla … Danuśka miała ugotować taki krem tylko nie wiem czy rozgryzła przyprawy … mnie smakowała bo nie była taka azjatycka …

  110. Dzień dobry 🙂
    kawa

  111. Zupa krem z kukurydzy bardzo popularna w Meksyku, z przypraw, prócz ostrej papryki, sól, biały pieprz i gałka muszkatołowa. A w skład prócz oczywiście kukurydzy z puszki lub świeżej z kolby, różnie, ale zazwyczaj: cebula, marchewka, pałka selera naciowego, papryka chili , czasem cukinia, rosół kurzy lub woda, mleko skondensowane, śmietana, ew. ser. Oczywiście świeża kolendra. Ale to smaki meksykańskie, jak w Azji to nie wiem 🙂

  112. …czasem dodają też posiekany pomidor, czosnek. W każdym razie, to zupa łatwa i szybka do przygotowania, no i smaczna.

  113. Irkowa kawa obowiązkowo, z uśmiechem i z przyjemnością z samego rana, ale w realu zaczynam od wody z miodem i cytryną 🙂

  114. Wodę z miodem i cytryną piję dopiero od kilku dni, długo namawiana przez męża. Nie przepadam za słodkimi i kwaśnymi napojami, ale ten jest całkiem smaczny. Zobaczymy, jaki będzie skutek.

  115. Jolinku-dospałam 🙂

    Salso-ta kukurydziana zupa od razu skojarzyła mi się z Meksykiem. Oczywiście nie wiemy,
    jakie dodano przyprawy, ale była naprawdę bardzo smaczna. Na pewno ją ugotuję, a Twoje podpowiedzi są bardzo cenne, dzięki.

  116. Bardzo możliwe, że w tej zupie jest skondensowane mleko, bo w Wietnamie jest ono bardzo popularne.

  117. Krystyno, podobny miałam dylemat, bo nie słodzę herbaty, kawy i z początku piłam wodę tylko z cytryną, ale przekonały mnie te nadzwyczajne właściwości miodu i zaczęłam dodawać łyżeczkę gryczanego. W połączeniu z cytryną słodycz jest tylko lekko wyczuwalna. Stosuję już długo, przyzwyczaiłam się, a i pozytywów kilka odhaczyłam 🙂

  118. Danuśka, Jolinek, a może taka zupa: https://zakochanewzupach.pl/tajska-zupa-z-kukurydzy/#

  119. Danuśka – to znaczy, że dobrze się domyślałam. Ale nie zaszkodzi sprawdzić. Najlepiej u źródła. Dziękuję.

  120. Jak widać na załączonym obrazku, chłop miał gimnastykę z rana.
    U mnie dopiero po herbacie zaczyna się życie. Idę po herbatę już zaparzoną…

  121. Salso-jak zwykle, jeśli chodzi o zupy możliwości jest dużo i można rozwijać skrzydła,
    a nawet nad poziomy wylatywać 😉

    Alicjo-nie wyświetla się 🙁

  122. Misiu-od dzisaj w „Biedronce” króluje kuchnia francuska i w ramach tej akcji możesz kupić brytyjską jagnięcinę 🙂
    http://www.biedronka.pl/pl/product,id,37123,name,lopatka-jagnieca
    „Biedronek” w Twoim mieście multum zatem sprawdź, jak się rzeczy mają.

  123. Alicjo-teraz jest ok. Oni w tym Wietnamie to nawet nie wiedzą, jaka zima może być wspaniała 🙂

  124. Danusko, Jolinku, dopiero teraz obejrzałam zdjecia z Waszej wspaniałej podróży. Czuje sie, jak gdybym tam troche była 🙂 dziekuje. Feeria kolorów, piekne portrety, wszyscy pozowali z dużym wdziękiem.
    Mam troche zaległości w czytaniu blogowych komentarzy.
    U Alicji zima a my mamy dzisiaj prawie ze zapowiedź wiosny.

  125. w tejże Biedronce są świeże mule za 1 kg tylko 11,50 zł ale tylko w wybranych sklepach … jest też owoc smoczy za sztukę prawie 13 zł .. ogólnie stwierdziłam iż trochę towary podrożały w czasie naszej wycieczki … no i wycieli mi stare drzewa przy ulicy Lazurowe bo pewnie wreszcie będą budować jej drugie pasmo ..

    Alicjo gdzie goły Jerzor? …

  126. Idę, nie tyle zrobić, co wywinąć orła na golasa. (mamy prywatną dżunglę) 🙂
    Mamy już przygotowany plan KO na wizytę Alicji et consortes.
    Się cieszymy, bo my tu jak te borsuki…
    Żal po Krysi.
    Dawno, dawno temu, wybiegałem ze studia TV (przy Woronicza) i wpadłem na również biegnącą panienkę. Jeszcze siedząc na podłodze rozpoczęliśmy ceremonię przeprosin. Nic się nikomu nie stało, to i przeprosiny były z uśmiechem. Wymamrotałem swoje nazwisko i usłyszałem: Sienkiewicz.
    Parę tygodni później, idąc tym samym korytarzem, zobaczyłem Ją biegnącą. Parę metrów przedemną, bęc na podłogę! Pomagałem Jej wstać i usłyszałem: Wolałam upaść pierwsza, żeby pana oszczędzić!

  127. Jolinku,
    cierpliwości! Ja nie wiem, kiedy Jerzoru będzie pasowało, na razie jest w pracusi. A może będzie czekał, aż dopada więcej, nie wiem. Na razie się zachmurzyło.
    Ja bym wolała wiosnę Aliny niż moją zimę – nie cierpię!
    Dlatego umykamy za tydzień tam, gdzie słońce świeci 🙂

  128. Alino-cieszę się, że zdjęcia Ci się podobały 🙂

    Jolinku-zajrzyj do skrzynki!

  129. Robię makaron, a dodatkiem będzie gruszka-dwie, pokrojone jak wyżej-wyżej przykazano, w towarzystwie szynki (pokrojonej w paski) oraz serów. Niekoniecznie pleśniowego, ale mam jakieś żółte ostrzejsze i fetę.

  130. Alicjo, gruszka lubi takie ostrzejsze towarzystwo, mam nadzieję, że będzie smakować 🙂

  131. Uff, spędziłam dziś dzień z wnuczką, która oprócz tego, że zupełnie odmówiła współpracy z zupką, którą zrobiła synowa, to była cudna. Co prawda rano zdziwiła się bardzo, że przyszłam bez dziadka, ale jakoś to przeżyła, jeździła na sankach, zjeżdżała ze zjeżdżalni i kazała mi się huśtać, zupełnie zakazując tego innym dzieciom. Weszła chyba trochę wcześniej w wiek denerwującej asertywności, jej ulubione słowo to niestety gromkie „NIE”

  132. Korekta – nie ma szynki 🙁
    Zrobiłam z sosem ostrym ze słoika 😳

  133. Wszelkie kombinacje smakowe jak najbardziej wskazane 🙂

    Małgosiu, fajnie miałaś, pohuśtałaś się nawet 🙂

  134. Ufff, odpukać w niemalowane, nareszcie się wyspałam. Pobudka o 5.30 lub 6.00, to u mnie nic nadzwyczajnego, szara codzienność.
    W oczekiwaniu na irkową kawę walentynkowa herbata i uściski dla całego Blogowiska:
    http://imgadd.pakamera.net/i1/1/890/kubki-i-filizanki-12206313_4787434890.jpg

    Małgosiu-następnym razem poproś wnuczkę, aby zrobiła Ci zdjęcie na tej huśtawce 😉

  135. dzień dobry …

    Przesyłam ❤️ z okazji walentynek … 🙂

    i jeszcze się pochwalę .. loty 12 godzinne bez papierosa i wspomagaczy przeszłam pomyślnie … chociaż pewnie pomogło mi przeziębienie i brak drinków na pokładzie dla mnie …

    Danuśka odpisałam … 🙂

  136. Nie wiem, czy w Wietnamie obchodzą Walentynki, ale jeśli tak, to na pewno uczestnikiem romantycznych spotkań jest też skuter, bo ten pojazd jest obecny w życiu Wietnamczyków co najmniej 14 godzin na dobę i przez 365 dni w roku:
    http://st2.depositphotos.com/3768507/9636/v/950/depositphotos_96365404-stock-illustration-lovers-girl-and-guy-riding.jpg

  137. dzisiaj sobie zrobię taki sos .. do sałaty z mielonymi … 😉

    https://awokado.co.uk/2016/10/30/jogurtowy-sos-z-zielonego-ogorka-z-czarnuszka/

  138. Danuśka spanie ważna rzecz … Wietnamczycy kochają wszystko co daje kasę i ten zwyczaj z USA pewnie u nich kwitnie ..