7.02.2017
wtorek

Lubię gadżety

7 lutego 2017, wtorek,

Przyznaję się bez bicia: uwielbiam kuchenne gadżety. Wszystkie te tareczki do gałki muszkatołowej, frymuśne nożyki do cięcia pasków marchewki, wyciskacze do limonek, zupełnie różne od tych do cytryn, czy przyrządy do obierania szparagów. I proszę sobie wyobrazić, że wszystkich używam, oczywiście wtedy, kiedy mogą być przydatne.

Zaczyna mi się jednak robić ciasno w dwóch dużych szufladach przeznaczonych na te moje ulubione zabawki. Jakiś czas temu zaczęłam się im przyglądać i zadawać sobie filozoficzne pytanie: czy naprawdę są niezbędne?20170206_185701Ostatnio humor poprawia mi przyglądanie się stoiskom w hipermarketach, gdzie znana firma niemiecka wystawia swoje gadżety. Zachwycają mnie one pomysłowością. Jednak od dłuższego czasu powstrzymuję się od ich kupienia. Bo przecież obrać szparagi można obieraczką do ziemniaków, wycisnąć limonkę wyciskaczem do cytryn, a wycinanie paseczków marchwi nie jest zupełnie problemem, jeśli użyje się obieraczki do warzyw.

Można również z powodzeniem ugotować jajko na miękko bez użycia zmieniającego kolor przyrządu do perfekcyjnego gotowania jaj. Zresztą tak naprawdę to gałkę muszkatołową najczęściej kupuje się mieloną, a jeśli nawet nie, to można ją też zetrzeć na drobnej tarce.

Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest ważniejsze: moja przyjemność czy porządek w szufladzie. Nie jestem w stanie rozwiązać tego wielkiego problemu. Na razie dostałam od wnuczki przyrząd do nadziewania pączków konfiturą i sprawia mi przyjemność świadomość, że kiedy będę robiła dla rodziny nadziewane różą i wiśniami pączki, użyję tego wyrafinowanego sprzętu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 89

Dodaj komentarz »
  1. Dzień dobry 🙂
    kawa

  2. Też lubię gadżety. Np. fiskarsa do pomarańczy i jabłek często stosuję

  3. Tarkę do gałki muszkatołowej ,która jest jednocześnie pojemnikiem na gałkę, używam od dziesięcioleci. Mielonej bym nie kupiła. Pomarańcze szlachtuję nożem do krojenia chleba. Mam jeszcze ustrojstwo do drylowania czereśni które obsługują moje wnuki. Mój aparat? do gotowania jajek używam często, jest już bardzo stary ale działa. Jeszcze parę innych ładnych małych mam w szufladzie ale te są zbędne, tylko ładne.

    Brawo kontenerowcy!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Moim ostatnio nabytym gadżetem jest przyrząd do usuwania pestek z mango, po każdym użyciu co raz bardziej go lubię 🙂

  6. Lubię kuchenne gadżety, ale z rozsądku staram się już być powściągliwa. Ulubionym jest tarka do gałki i skórek cytrusowych a także przyrząd do wycinania zręcznych plasterków z przepołowionego awokado. Kiedyś kupiłam też taką krajarkę do jabłek (podobną do pokazywanej przez Irka), z początku traktowałam ją bardziej jak kaprys z którego nie korzysta się często, teraz jednak służy mi na co dzień, przydatny bardzo. Zaciekawił mnie ten zachwalany przez Małgosię przyrząd do usuwania pestek z mango, bo ręczne wykrawanie, to mordęga. I w ogóle, jak mowa o kuchennych gadżetach, to myślę o Małgosi i Nisi 🙂

  7. Zapomniałam jeszcze o dwóch sprytnych gadżecikach, pierwszy przydatny do wstępnego rozdrabniania ciasta zanim włożę w nie ręce i drugi, śmieszny wałeczek do wyrównywania powierzchni ciasta kruchego w foremce. Ale marzy mi się jeszcze taki stempelek do wytłaczania wzorków na ciastkach, czy to nie przesada?

  8. Ciekawy jest też poranny gadżet kawowy od Irka 🙂

  9. Czołem Blogu!
    Lubię gadżety, bo świadczą o pomysłowości, a często też o poczuciu humoru ich wynalazców. Nie wszystkie jednak zdają egzamin praktyczny, dlatego też nie zawsze cierpię, gdy nie stanę się właścicielem tej czy innej zabawki. Na przykład takie nożyce do ziół, tnące pięcioma równolegle sprzężonymi ostrzami na raz. Wydawałoby się, że będą idealne do szczypiorku, pietruszki i koperku, więc nabyłem. W zasadzie spełniają swą funkcję naprawdę znakomicie, tną szybko i ładnie. Ale co potem? Macie dobry pomysł, jak umyć takie ustroistwo? Zmywarka szybko je zniszczy, a ręcznie nie ma jak dostać się w przestrzenie między ostrzami i potem jeszcze wysuszyć, zanim zaatakuje je korozja. Teraz nożyczki dzielą los innych mało używanych gadżetów w szufladzie, a ja tradycyjnie siekam natkę nożem. Czasem nie siekam w ogóle, bo u mnie w kuchni to ja jestem dopiero na drugim miejscu 😀
    A skoro już mowa o drugim miejscu, to może poprawmy sobie humor:
    http://everysecondcounts.eu/ , bo cóż nam pozostało?
    Ciekaw jestem, czy Polska też jest zainteresowana miejscem na podium 😉

  10. Lubię wchodzić do sklepów ze sprzętem kuchennym i oglądać przyrządy użyteczne w kuchni. Użyteczne lecz niekonieczne. Kolorowe, wymyślne w formie, doskonałe na prezent jak i dla własnej wygody.
    Pamiętam jednak czasy gdy wyciskarka do czosnku była marzeniem ściętej głowy i pracowicie siekało się lub kroiło każdy ząbek.
    Pamiętam również pana stojącego przed Sezamem i prezentującego obieraczkę do ziemniaków i warzyw. Ludziska stali, przypatrywali się, nawet wydawali „ochy” i „achy”, ale chętnych do kupna było niewielu.
    Nie będę wyliczać co jeszcze pamiętam, dość, że wybór kuchennych cudeniek był niewielki, a do każdej nowości trzeba było przekonać klientów.

    https://www.youtube.com/watch?v=OuB4dTzLAps

    MałgosiuW, Salso –
    osobiście do krojenia mango używam noża. Z przyrządem czy bez, łapki zawsze ociekają sokiem. Postępuję jak pan na na poniższym liku – kroję w romby i wywracam skórkę.
    A sposób na wyjmowanie pestki też jest prosty. Wystarcz nóż i łyżka:

    https://www.youtube.com/watch?v=lvLdPjpELyU

  11. Ten mój gadżet do mango wygląda tak
    http://ostry-sklep.pl/krajalnica-do-mango-good-grips-oxo-23761
    Właśnie takie urządzenie prezentowane jest w Twoim drugim linku na końcu. Robi się to błyskawicznie, a potem postępuję jak Echidna nacinam, wywijam, odkrawam.

  12. Patrzę na zdjęcie ilustrujące dzisiejszy tekst i nie znam przeznaczenia niektórych elementów – tego zielonego, metalowej rurki z niebieską nakładką i tego metalowego kółka z uchwytami. I ta tajemnicza deseczka. Pewny wydaje się tylko wyciskacz do czosnku.
    Gałka muszkatołowa starta bezpośrednio przed użyciem jest zdecydowanie lepsza od mielonej z torebki. Zupełnie inny zapach.
    Mój ostatnio nabyty przyrząd, który chyba nie może być zastąpiony czym innym to kształtownik do ciastek, czyli nakładka na maszynkę do mielenia. Wkrótce jej użyję, tylko w kolejce do zrobienia czekają faworki.

  13. Nawiążę do poprzedniego wpisu – kupiłam dziś w Rossmannie ryż kiełkujący Gaba. Opakowanie 250 g kosztuje 9,99 zł. Ta ilość przewidziana jest na 4 osoby. No nie wiem, jak się postaramy, to starczy może i dla 8 😉 .Spróbuję, co to za nowość i pewnie na tym jednym razie się skończy.
    W niedzielę gotowałam do obiadu ryż, ale przesadziłam i bardzo dużo go zostało. Zamroziłam więc go w porcjach i dziś jedną rozmroziłam. Konsystencja i smak jak świeżo ugotowanego. Nigdy wcześniej nie zamrażałam ryżu.

  14. I jeszcze tylko napiszę na temat zupełnie niekulinarny – byłam dziś przed południem w kinie na filmie ” Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”. Moje odczucia zgodne są z tym, co pisze się o tym filmie w recenzjach. Bardzo polecam.

  15. Rurka z niebieską gruszką służy zapewne do zasysania sosu i polewania potem mięsa. Kółko z rączkami wygląda mi na krajalnicę do jabłek, o jakiej pisała Salsa.

  16. Zielone może być do obierania ząbków czosnku, jeśli pod nim kryje się łopatka do sera 😉

  17. Też takie mam, ale nie lubię 🙁

  18. Ale robi wrażenie 😎

  19. Witaj Blogu, witaj polska zimo i witajcie warszawskie korki!
    Po prawie dwunastu godzinach w samolocie (bezpośredni lot Sajgon-Warszawa) i po czterdziestu zamiast zwyczajowych piętnastu minut w taksówce jestem w domu.
    Jolinek pewno też już dotarła w pielesze. Pięknie było, jednak jak ogólnie wiadomo-wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej 🙂 Czeka teraz na mnie robota ze zdjęciami, bardzo lubię to zajęcie zatem postaram się uporać z nim w miarę szybko.

    Co do gadżetów w Wietnamie, to używają tam powszechnie obieraczko-wykrawaczki do warzyw, która pozwala je podawać w ładnych, artystycznych kształtach. Sprzedawali na bazarach, ale nie kupiłyśmy 🙁 Ciekawym doświadczeniem było też obserwowanie kucharza, który smaży omlety i jajecznicę posługując się tylko pałeczkami. Z drugiej strony pamiętam jakiś program w telewizji poświęcony chińskim kucharzom, którzy do WSZYSTKIEGO stosują tasak. Jest to ich jedyne, niezawodne i niezastąpione narzędzie w kuchni.

  20. Do ulubionych pomocników kuchennych używanych na co dzień zaliczam łopatki silikonowe niezbędne przy dokładnym wygarnianiu ciasta, kremu, bitej śmietany czy sosu z pojemnika. Przydatne bardzo przy mieszaniu, podważaniu itp. No i jeszcze nieocenione są długie szczypce ułatwiające manewrowanie gorącymi potrawami, używam je także do przytrzymywania folii przy nakrywaniu gorących potraw w piekarniku.

  21. O, Danuśka, witaj!!!

  22. Witajcie podróżniczki! Odpocznijcie, bo dobrze wiem jak tak podróż męczy, a potem czekamy na opowieści!

  23. Moje najważniejsze i naprawdę używane
    A poza tym tasak, noże, zwykłe nożyczki.
    Rzadziej używane, ale niezbędne, to dobra drylownica, lejek do konfitur (z szeroką szyjką), silikonowa łopatka do wygarniania ciasta, spieniacz mleka do cappuccino…

  24. Nemo-chwała Ci, że wśród gadżetów kuchennych przypomniałaś korkociąg 😉
    W ramach poznawania wietnamskich smaków nabyłyśmy butelkę białego wina z regionu Dalat (to jedyny region z uprawami winnej latorośli). Oczywiście okazało się, że żadna z nas nie pamiętała o zabraniu korkociągu. Wino otworzyła nam pani w barze nie robiąc z tego powodu żadnych problemów. Trunek był dosyć wodnisty i niestety gorszy od tego, który TYLKO JEDEN raz udało nam się zamówić na kieliszki w restauracji. W restauracjach najczęściej jest tylko piwo i soki owocowe, wino rzadko, a jeśli już to trzeba zamówić całą butelkę. W miejscowościach turystycznych nie brak jednak sklepów alkoholami oraz barów serwujących różne drinki. Cena butelki wina w sklepie w granicach 3-4 dolarów.

    U nas zdecydowanie większym gadżeciarzem jest Osobisty Wędkarz, ja usiłuję stawiać opór. W szufladzie leży nieużywany silikonowy obierak do czosnku, który został nam kiedyś sprezentowany: :http://regiodom.pl/portal/sites/regiodom/files/images/regiodompl/5/obierak-silikonowy-do-czosnku_1.jpg

    Obudziłam się przed 4.00, powoli trzeba będzie przestawiać się na nowy czas.

  25. W samolocie podróżowało z nami kilka polsko-wietenamskich par: ona Polka, on Wietnamczyk. Mieszkają w Polsce, wracali do kraju po odwiedzinach u wietnamskiej rodziny z okazji Święta Tet czyli Nowego Roku: http://jakiepiekne.pl/a,adle

  26. Danuśka – witaj globtroterze,
    czyś zauważyła, że w złączonym linku jest artykuł „Ślub po wietnamsku”. Ciekawostka, dlaczego na fotografii jest ślub hinduski. O ile to jest ślub. I jak tu wierzyć słowu wirtualnemu???

  27. Echidno, nie zauważyłam. Przeczytałam dopiero teraz i oczywiście masz rację w sprawie tego ślubu(!). Natomiast informacje dotyczące świętowania Nowego Roku są rzetelne, bo wraz z Jolinkiem miałyśmy okazję to wszystko obserwować.
    Na moich zdjęciach będzie dużo pięknych, wietnamskich dziewczyn ubranych w tradycyjne stroje, bo z racji tego święta całe, elegancko ubrane rodziny spacerują tłumnie po deptakach.
    Wietnamczycy uwielbiają się fotografować i z przyjemnością pozują dla turystów zatem z robieniem zdjęć nie ma żadnych problemów.

  28. Dzień dobry 🙂
    kawa

  29. Witaj Danusko!
    Korkociąg nemo przykuwa wzrok, bardzo piekny i pewnie niezawodny od lat 🙂
    Nie wiem czemu sluza dwa elementy (ze powtórzę za Krystyna :-)) z niebieskimi trzonkami. Reszta rownież sie posługuje. Staram sie nie kupować nowych bo zajmują miejsce, którego nie mam za duzo w kuchni a jeśli schowam gdzieś dalej, zapominam a to oznacza, ze nie są niezbędne.

  30. Podobny to tego obierak do czosnku wisi sobie u mnie na haczyku nad zlewozmywakiem, bo jest często używany
    https://www.aledobre.pl/13631,Obieraczka_do_czosnku_8211_Kuchenprofi.html?gclid=CIGOsq6UgNICFcsbGAodsq0GbQ

  31. Mam kilka gadzetow ktore uzywam dosyc czesto a inne leza zapomniane gdzies w szufladzie.Czosnek i mango obiera mi Bernard .

  32. wpadłam na chwilę by z Wami się przywitać … wyprawa z Danuśką będzie wspaniałą przygodą mojego życia mimo mocnego przeziębienia przez cały czas trwanie wycieczki … doczytam i napiszę więcej jak się trochę ogarnę bo teraz leczę zapalenie oskrzeli …

    Irku kawa superancka jak zwykle … 🙂

  33. Salso, Nemo,
    oglądam silikonowe łopatki, bo uznałam, że chyba przydadzą mi się i widzę, że jest ich bez liku i mają różne kształty. Jakie wybrać ? Może pokażecie, jakie są te Wasze.

    Witam nasze miłe podróżniczki. Trafiłyście akurat na powrót śnieżnej i mroźnej zimy. U mnie zaczęło prószyć wczoraj rano. I napadało sporo śniegu. Teraz pada już mocno. Idę dosypać ptaszkom słonecznika.

  34. Miło powitać Jolinka, życzę szybkiego powrotu do zdrowia 🙂

    Krystyno, moja jest podobna do tej na zdjęciu, np.
    http://www.przyjemnegotowanie.pl/Silikonowe-akcesoria-kuchenne-k69/Szpatulka-silikonowa-zolta-p1727.html

  35. Krystyno, jeszcze taka praktyczna rada, nie kupuj szpatułki z przezroczystą sztywną rączką, ładnie wygląda, ale pękła mi właśnie taka. Silikonowa końcówka jednak pasowała otworem do trzonka łyżki drewnianej i teraz tak się nią posługuję. Natomiast druga szpatułka, na trzonku plastykowym nieprzezroczystym, mimo, że dużo starsza, służy nadal doskonale. Uważam, że jest to świetny wynalazek, chciałabym jeszcze kupic szczypce zakończone silikonem.

  36. Moja łopatka jest taka sama 🙂
    Moim ulubionym gadżetem jest mała tareczka do gałki muszkatałowej. Lubię też bardzo silikonowe foremki do mufinów, ale nie wiem, czy nadal gadżet?

    Jolinek obiecała mi, że po powrocie do Warszawy wybierze się natychmiast do lekarza.
    Nie jest zabawnie chorować w czasie wycieczki 🙁 Nasza pilotka też była kaszląca.

  37. Jolinku – „hierbata” z imbirem lub imbirowe lekarstwo Heleny, czyli miód zalany wrzątkiem z posiekanym imbirem. Zapalenia oskrzeli nie wyleczy lecz jest doskonały na kaszel.
    Kuruj się „kobito” i trzymaj zdrowo.

    Danuśka – wpadł mi artykuł w oko, a przynależna fotka rozbawiła niesłychanie. To i ku Twojej uciesze podzieliłam się odkryciem.

  38. Radzę jednak nie zalewać miodu wrzątkiem. Powyżej 37 C traci swoje właściwości. Też wyleczyłem zapalenie oskrzeli ale miodem rozpuszczonym w letniej wodzie + sok z połówki cytryny + łyżeczka cynamonu + łyżeczka imbiru

  39. Krystyno,
    moja szpatułka ma rączkę metalową. Mam ją już długo, poprzedniczka miała plastikową, która wkrótce pękła 🙁

    Alino,
    te niebieskie uchwyty należą do jednego urządzenia – wyrafinowanego otwieracza do ostryg, który właściwie należy do przedmiotów rzadziej używanych, ale bez niego nigdy bym nie nabyła zamkniętych ostryg 😉
    Na powyższym zdjęciu jest on zamknięty. Odkryłam właśnie specjalny guzik do aretowania, dwa lata po nabyciu 😎 😀

  40. Salso, Nemo,
    dziękuję za bardzo pomocne informacje. Teraz wiem, czego szukać.

    Puszysty śnieg pada nieustannie.
    Jutro wybieram się do Gdyni, więc już dziś ugotowałam krupnik na jutrzejszy obiad. Zabrakło mi kaszy jęczmiennej, a że nie chciało mi się wychodzić do sklepu, wykorzystałam pęczak. Jest też w nim dużo pokrojonych warzyw i trochę grzybów znalezionych podczas remanentu w zamrażarce.

  41. Jolinku, wracaj do zdrowia a miód z cytryna i letnia woda pij każdego ranka. Byłaś bardzo dzielna, wytrzymałas cała długa podróż wiec teraz bedzie tylko lepiej.
    Nemo, dziekuje za wyjaśnienie.

  42. Jolinku, trzymaj się ciepło i wracaj szybko do pełnej formy.

  43. Salso mam takie szczypce od lat:
    https://www.aledobre.pl/19366,Szczypce_z_silikonowymi_koncowkami_dlugosc_30_5cm_czarne_Cuisipro_.html?gclid=CPPelsOAgdICFYnKsgodCW4FeQ
    Ciężko by mi było bez nich w kuchni, mają tyle zastosowań, myję w zmywarce. Polecam.

  44. Jolinku-wiem, że mi nie uwierzysz 🙂 ale właśnie przygotowałam wietnamską kolację dla Młodych, którzy mają wpaść lada moment. Warzywa, orzechy arachidowe oraz kurczak pokrojony w drobne paski i makaron ryżowy. Do tego dwa sosy do wyboru-chili oraz sojowy. Jolinek pod koniec wycieczki już miała dosyć azjatyckiej kuchni i zaplanowała, że natychmiast po powrocie przygotuje mielone z buraczkami, I jak tam Twój polski obiad?

    Ciekawym doświadczeniem były śniadania w wietnamskich hotelach:
    z jednej strony miejscowa kuchnia, czyli obiad na śniadanie: zupy, ryż, warzywa, mięso, pierożki na parze i moje ulubione lazanie z mąki ryżowej posypane prażoną cebulą, a z drugiej strony dla tych nieszczęsnych europejskich, czy amerykańskich turystów- bagietka, masło, bekon, wędliny(ale lepiej nie próbować!), konfitury oraz jajka na różne sposoby.

  45. Danuśka, nasz przewodnik nam poradził, że jeśli znajdziemy na śniadanie coś innego niż jajka to spróbujmy tej odmiany. Rzeczywiście to jest tam problem dla nas.

  46. Dzień dobry,
    Też już wróciłem do Stanów, prawdę mówiąc nie wiem czy wróciłem, czy znów tutaj przyjechałem. Jeszcze nigdy nie chciało mi się tak wyjeżdżać z Polski jak teraz.
    Przepraszam za długą nieobecność na blogu, ale w domu nie miałem internetu, a jeśli już czasami gdzieś dopadłem wifi, był ze mną mój syn lub wszystkie moje dzieci. Już sam syn wystarczał by niekończącymi się pytaniami doprowadzić mnie do niemożliwości skupienia się choć na chwilę nad blogowymi sprawami, a co dopiero mówić, gdy była ich trójka. Sporo czasu musiałem też poświęcić na sprawy rodzinne – główny powód mojego wyjazdu.
    Po naszym minizjeździe było u mnie jeszcze kilka spotkań, na każdym serwowałem sangrię, niektórym zdradziłem przepis i już sami zaczynają przyrządzać.
    Minizjazd do dzisiaj jest wspominany przez frakcję rodzinną jako niezwykle sympatyczny, a ochów i achów na temat naszych blogowych Warszawianek było i jest bez liku – a jak świetnie gotują, a jakie sympatyczne, a jakie miłe itd., itd… Ja tylko potwierdzająco kiwałem głową, nic dodać, nic ująć. Jeszcze raz bardzo dziękuję za spotkanie i prezenty – natychmiast użytkowane, korkociąg i kieliszki tak często, że dokładnie sprawdzona została i potwierdzona ich jakość i przydatność w nowym mieszkaniu.
    Na wypady nie miałem zbyt wiele czasu, ale byłem oczywiście w Nałęczowie, na grobie Rodziców i znalazłem też trochę czasu, by przebiec dawnymi, ale nigdy niezapomnianymi ścieżkami mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Do Lublina już nie dojechałem. W drodze powrotnej wstąpiłem do Kazimierza nad Wisłą. I tutaj bardzo się rozczarowałem. Było już dosyć późno, zmierzchało. Zatrzymałem się niedaleko rynku, chciałem wstąpić na kawę do znanej mi z dawna kawiarni. Już sam rynek, ciemny, nieoświetlony, ponury aż odstraszał jak nigdy przedtem. Kawiarnię przerobiono na pijalnię piwa i wódki, po prostu jakiś bardzo nieprzyjemny bar z kłębiącym się tłumkiem młodych mężczyzn. Strach wejść, z ulgą wyjść. Oczywiście z kawy zrezygnowałem. Zniknęły albo jakoś bardzo skarlały dawne przyrynkowe galerie. Nigdy nie sprzedawano tam wielkiej malarskiej sztuki, tym niemniej tworzyły jakąś niepowtarzalną, kazimierzowską atmosferę. Wszystko się zmienia, ale tej tzw. dobrej zmiany jakoś nigdzie nie widać.
    Byłem też w Muzeum Historii Żydów Polskich – jestem wciąż pod wrażeniem. Jedno z najpiękniejszych jakie widziałem.
    Tutaj muszę szybko wrócić do szarej rzeczywistości. Najbliższa przyszłość zadecyduje o dalszych moich planach.
    Wracając do tematu dzisiejszego wpisu – chociaż rzadko gotuję, ale takie różne gadżety bardzo lubię i kilka mam. Najbardziej lubiłem małą tarkę do czosnku w kształcie kolorowego talerzyka, prezent od Alinki. Niestety niedawno przy myciu upadła mi na podłogę i się rozbiła. Byłem wściekły na siebie, że jestem taki coraz bardziej niezdarny. Wiek, czy co???? Cichala to się nie ima.

    Dzisiaj dostałem bardzo miłego maila z redakcji Polityki. Pani Basiu – bardzo dziękuję!

  47. Małgosiu, dziękuję za szczypce 🙂 właśnie o takich myślę…

  48. Witam nasze Koleżanki podróżniczki. Jolinku wracaj do zdrowia!!!

  49. Witajcie,
    U nas gadżeciarzem jest Witek, który co kilka miesięcy przy okazji większych zakupów przemyca jakąś „przydasiową nowinkę”. Udało mi się na nim wymóc, byśmy co kilka miesięcy robili remanent, określali z czego praktycznie nie korzystamy, i ta rzecz ląduje u kolejnych chętnych. Rzecz jasna, korkociągu remanent nie dotyczy…

    Danuśko, Jolinku – z niecierpliwością czekam na zdjęcia i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. W tym roku, z przyczyn niezależnych raczej nie będę robić za powsinogę… Tym bardziej Wasze zdjęcia sprawią mi dużo frajdy.

    Nemo,
    Po prostu – pisz.
    Z innej beczki, spędziłam 3 dni w tygodniu roboczym (niestety) 🙁 na delegacji w Glattbruggu, w hotelu i biurze z widokiem na startujące samoloty, ale byłam tak zawalona robotą że nawet nie miałam czasu czegokolwiek zwiedzić. Zurych oglądałam tylko z okien samochodu. Niestety, pogoda była taka, że ani z biura ani z hotelu ani z samochodu nie zobaczyłam w Szwajcarii Alp. Das ist ein Skandal! Za to karmili nas przednio. Sery i wędliny suszone prima sort. Ja tam jeszcze wrócę!

  50. Ewo,
    ja też od paru dni nie widzę Alp, ale jeszcze trochę pamiętam, jak wyglądają 😉
    Szkoda, że Ci się taka wredna pogoda trafiła 🙁
    Śniegu też brakuje, od listopada do połowy stycznia góry do ponad 2000 mnpm były szarobure z resztkami bieli w zacienionych zakątkach. Styczeń był za to najzimniejszy od 30 lat…
    Teraz od 2 dni pada deszcz, wyżej chyba śnieg, ale przez mgłę nie widać.
    Jutro będę przejazdem w Zurichu, aby przez Chur dotrzeć do Predy i stamtąd zjechać na sankach słynną trasą saneczkową Preda-Bergün (6 km długości i 400 m deniwelacji).
    Przymierzamy się do tego od trzech lat, ale za każdym razem coś nam przeszkodziło. To jest 5 godzin jazdy pociągiem w jedną stronę.
    Do góry wjeżdża się słynną koleją retycką.

  51. Świetna rozrywka Nemo! Bawcie się dobrze 🙂

  52. Nemo, miłych zjazdów!

    Danuśka, jak się udała kolacja?

  53. Ja nie mam gadżetów, mam za to forsycje 🙂
    http://67.193.171.156/news/IMG_1189.JPG

  54. Gadzety – mam tego do cholery. Ostatnio podarowalem komus korkociag jak cadillac, bo nie pasowal jednak, do kazdej szufladki, a uzawany byl u nas tylko dla proby, dla demonstracji. Ten, co go dostal, podpada mi ostatnio jako madrala w kwestii wina, etc. Dostalem go od kogos, co robi w hurtowni trunkow wszelakich. Mial wiec oryginalny prezent pod reka.
    Lezy takich rzeczy u mnie w piwnicy co nie miara. Kupilem kiedys tarke do jazyn taka, aby mi ciela materie w cienkie wiorki, tzw julienne.
    Mam to teraz jeszcze „u gory” i zastosowalem niedawno do zupy rybnej. Niestety, to urzadzenie jest takie, ze zawsze mam potworny strach o moje zdrowie, jak tak „suwam” tym burakiem lub marchwia wewteiwewte nad zebami ostrzejszymi niz iu jakiegokolwiek rekina. Wyrzuce, tak postanowilem, bo duzo miejsca a efekt minimalny.

  55. A, fakt, dobrego zjazdu Nemo!

  56. dzień dobry ….

    dziękuję za porady zdrowotne … dostałam antybiotyk i śpię prawie cały czas … trzymałam się bo musiałam w czasie wycieczki a w domu padłam jak pies Pluto … jednak dziś optymistycznie patrzę na świat ale jeszcze komputer sobie odpuszczam …

    Danuśka kotlet, ziemniaki ale bez buraczków bo nie lubię … ugotowałam tylko rosół z lanymi kluskami oraz owsiankę … może dziś sobie zrobię prawdziwy obiad …

    Danuśka zrobiła chyba 3 tysiące zdjęć i sama jestem ciekawa co tam będzie .. ale wierzcie mi było pięknie …. 🙂

  57. Jolinku-oj, czułam, że skończy się antybiotykiem. Zdrowia!
    Zdjęć zrobiłam dużo mniej, ale roboty przy nich co niemiara.

    Małgosiu-kolacja udała się wyśmienicie, moje danie bardzo Młodym smakowało.
    Ukochany Ali zjadł podwójną porcję 🙂

    Nemo będzie szaleć na saneczkach, a my zjeżdżałyśmy w wietnamskich górach taką kolejką: http://www.panoramio.com/photo/22477984#
    Kolejka prowadzi do poniższego wodospadu:
    https://i1.wp.com/blog.straytravel.asia/wp-content/uploads/2015/07/Th%C3%A1c_Datanla-Dalat-Waterfall.jpg
    Powrót jest szybki i komfortowy, też tymi elektrycznymi saneczkami.

  58. Podczas naszej wycieczki schudłam dwa kilogramy. Pomyślałam sobie, że gdybym tak pojechała na te azjatyckie rubieże na trzy miesiące, to mogłabym odzyskać młodzieńczą
    sylwetkę i talię osy 😉

    Nowy-cieszę się, że nareszcie się odezwałeś.

  59. Dzień dobry 🙂
    kawa

  60. Coś dziwnie otwiera się ta kawa 🙄
    Dziś Międzynarodowy Dzień Pizzy

  61. Danuśka po wietnamsku a ja po swojemu, czyli trochę po chińsku a trochę po niemiecku z domieszka lania wody po polsku. Jednym słowem gadżetowych eksperymentów z szybkowarem ciąg dalszy.
    Ryż basmati ugotowałem po mojemu w szybkowarze WMF. Szklanka ryżu do wkładki do gotowania na parze ( bez dziurek, moze być zwykła miseczka stalowa dość wysoka) do tego dwie szkalnki wrzątku, soli nie uzywam . Szklanka wrzątku na dno szybkowara. Szybkowar zamknać i wstawić na gaz, jak się zagotuje i zacznie syczeć gotować przez dziesięć minut. Ryż wychodzi idealny jak w najlepszej chińskiej restauracji. Jest o niebo lepszy niż ten z garnka do gotowania ryżu .
    Poza tym moja metoda jest w pełni bezpieczna bo ryż nie podejdzie do góry i nie zatka zaworów bezpieczeństwa co grozi wybuchem szybkowara i dlatego producenci zabraniają gotować nasion .
    No i najważniejsza rzecz: w kuchni nie pachnie gotowanym ryżem 🙂

  62. W dniach poprzedzających Nowy Rok na bazarach pełno zgrabnych pakunków zawierających tradycyjne ciasto świąteczne.
    Wietnamczycy nazywają to danie ciastem, ale to raczej odpowiednik naszych gołąbków: liście bananowca, ryż i nadzienie z wieprzowiny i zielonej fasoli:
    https://banhchungtet.vn/wp-content/uploads/2014/12/gia-dat-banh-chung-tet-2015.jpg
    Miałam okazję spróbować i jakoś nie rzuciło mnie na kolana.

  63. Danuśka szkoda, że to „ciasto” nie całkiem przypadło Ci do gustu , bo w jednym z supermarketów widziałam liście bananowca.

  64. Skoro o kuchennych gadżetach mowa: podobnie jak wiele/lu z Was posiadam silikonowe szpatułki i szczypce. Pierwszy zakup (lata temu) prawie „że” weliminował drewniane. Rzeczywiście doskonałe. Nie przypalają się nawet na najbardziej nagrzanej patelni, nie rysują tejże, doskonale wybierają sosy i co tam jeszcze jest w garnkach. Wgłębione, płaskie, a nawet łyżki cedzakowe.
    Zaczęłam gromadzenie od tych na rączce drewnianej – nadal doskonale służą – lecz „przerzuciłam się” na te z rączką metalową (stal nierdzewna). Wszystkie używam.
    Poniżej przykłady (fotografii nie robię, może innym razem):

    https://aplustrading.org/shop/grills-garden-cooking/bobbi-jeans-2pc-tong-set-bonus-spatula-9-salad-tongs-12-barbecue-tongs-stainless-steel-with-silicone-tips-bpa-free-heat-resistant-handy-lock-ring-for-easy-storage-perfect-food-tongs/

    Muszę jeszcze kupić pędzelek, bo te z włosia, przy bliższym zapoznaniu się z gorącą patelnią, przypiekły się biedaki. Szpatułka obok pędzelka doskonała jest do wygładzania ciasta w formie, nakładana lukieru czy czekolady na ciasta. A zaokrąglony brzeg pomaga w dokładnym wyjęciu potrawy w sosie nawet z najmniejszego garnuszka. Bardzom z niej zadowolona.

    https://www.alibaba.com/product-detail/5-Pieces-Christmas-Theme-Kitchen-Utensils_60045124805.html

    Zastanawiam się nad kupnem łapek silikonowych. Czy ktoś posiada? Jeśli tak, jak zdają egzamin przy wyciąganiu nagrzanej blachy z piekarnika?

  65. Łapki silikonowe zdają egzamin przy manewrowaniu zawartością piekarnika, ale bardzo niewdzięczne przy ich przechowywaniu, nie dają się złożyc i „zmniejszyć” do szuflady, najlepiej powiesić jak się ma miejsce. No ale coś za coś 🙂

  66. Mam obszerne rękawice silikonowe, chronią ręce aż za nadgarstki, co zapewnia spokojne operowanie naczyniami wewnątrz nagrzanego piekarnika. Są łatwe do mycia, często piekę i często ich używam. Mają jedną wadę dość szybko się nagrzewają, trzeba więc złapać i odstawić.

  67. Używam łapek silikonowych złożonych po dwie. Dobrze chronią przed poparzeniem. Odwieszam na uchwyt piekarnika.

  68. Małgosiu-bardzo mi natomiast smakowała ryba pieczona liściach bananowca. To była jedna z lepszych ryb, jaka jadłam w życiu i chętnie zrobiłąabym takie danie w domu.
    Zatem, jeśli sobie przypomnisz, gdzie widziałaś te liście, to daj mi proszę mi znać.

    A pędzelek silikonowy jest super gadżetem.

  69. Danuśka, widziałam te liście w Auchan, niepozorne, nieduże paczuszki wśród warzyw (liście są złożone w kostkę i zapakowane w folię).

    Należę również do wielbicieli silikonowych pędzelków, służy mi taki co tydzień do smarowania chleba wodą przed pieczeniem, ale oczywiście nie tylko do tego.

  70. Echidno, te dobrze chwytają, miałam takie przedtem, ale chronią tylko palce, te moje rękawice pozwalają na większy zakres manipulacji. Używam ich na przykład jako ochronę dłoni przed pryskającym tłuszczem na patelni.

  71. Ogólnie rzecz biorąc silikon opanował kuchenne gadżety. Z pewnością za parę lat wymyślą coś nowego 😉

  72. Tak, te nowe wynalazki wpadają nam do kuchni z zawrotna prędkością i dobrze, ale czasem trudno się już połapać. Ostatnio ze zdziwieniem oglądałam reklamę nowej płyty kuchennej płaskiej, dla instalacji gazowej. Czyli już nie palniki gazowe, ale płyta łatwa w obsłudze i estetyczna. Na razie droga bardzo, ale już kolejna nowośc 🙂

    Czas pędzi, dopiero co było nasze spotkanie z Nowym, omawianie planów podróżniczych Danuśki i Jolinka, a tu proszę, Nowy znów w Stanach a podróżniczki dzielą się wrażeniami. Tydzień goni tydzień, za chwilę będzie wiosna…

  73. Uwielbiam gadżety w kuchni. Po prostu gotowanie jest z nimi weselsze. Te silikonowe urządzenia są bardzo wygodne ale zwracam uwagę na to żeby nie były chińskie. Jakoś nie mam do nich zaufania. Natomiast kupuję silikon skandynawski, który można nabyć np w mojej ulubionej Galerii Bałtyckiej – wprawdzie trochę droższy ale chyba bezpieczniejszy. Może się mylę? Nana

  74. Pewnie, że wymyślą Danuśko. Niegdyś szmatka lub fartuch, ewentualnie ściereczka do naczyń. Potem (i nadal) termo materiały i silikon. A co przyniosą następne lata…? Cokolwiek by to nie było, po oparzeniu palców większość łapie się za ucho. Pomaga? Ponoć tak. Ile w tym prawdy, a ile podświadomości… niech każdy sobie odpowie.

  75. Echidno, to przykładanie oparzonego palca do płatka ucha ma medyczne uzasadnienie. Płatek ten jest doskonale ukrwiony, a przepływająca krew, która dobrze odbiera ciepło, daje ulgę.

  76. Przemyślałam sprawę gadżetów mam tylko podstawowe, nie ma się czym chwalić, jeśli już, to chwalę marmurową stolnicę i wałek do ciasta (do tego kompletu należy też moździeż).
    Nie wiem, czy wolno nazwać gadżetem czajniczki do zaparzania herbaty. Podkreślam – herbaty, bo ja esencji nie zaparzam, tylko od razu herbatę, mocną, niektórzy biorą ją za esencję.
    Mam ich pięć – trzy szklane, dwa porcelanowe. Te szklane są lekko ponad litrowe i dobrze trzymają ciepło. Zaparzam w nich herbatę (jeden do kwiatowo-owocowej, drugi do yunnanu) i jak ostygnie, to podgrzewam w szklance w mikrofali. Trzeci szklany stoi „na zapas”.
    Porcelanowe są bardzo ozdobne i wymyślne. Jeden chyba dość znany – czajniczek z filiżanką z „Pocałunkiem” Klimta jako wzór na czajniczku (prod.angielska, McIntosh), a drugi taki dość stary, kiedy chińskie nie było takie pospolite i czasami szkodliwe, jak obecnie. Bogato zdobiony, w środku jest sprytna zaparzaczka – no i do tego osobna filiżanka ze spodkiem. Elegancja – Francja, tylko dla mnie, bo jeden egzemplarz. O, byłabym zapomniała o najpierwszym czajniczku w zbiorze – bez klasycznego „Bolesławca” w niebieskie groszki, zbiór byłby niekompletny!
    http://67.193.171.156/news/Herbata.jpg

  77. Krystyno,
    Ty jesteś naszą kinomanką, więc zwracam Ci uwagę na ten film:
    http://film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/agnieszka-holland-kobiety-tez-boja-sie-wolnosci-wywiad/qnv302
    Filmu nie znam, ale książka jest świetna, więc przypuszczam, że Holland przy bliskiej współpracy z Tokarczuk nie mogła go „położyć”. Jestem bardzo ciekawa tego filmu.

  78. Film ma dopiero wejść na ekrany, widziałam jego zwiastun przy okazji ” Sztuki kochania” o Michalinie Wisłockiej. Dużo drastycznych scen, okrucieństwa, więc nie bardzo mam ochotę na duchowe udręki. Raczej poszukam książki.

  79. Nowy, nie tak latwo porzucic to wszystko, ktorym sie zylo przez cale dekady. Wrociles wiec, jasne, ze zawsze pozostaje cos do dorobienia, cos do posprzatania. Dzialaj, dzialaj z powodzeniem!
    A gadzety – mam w szufladzie zwykly noz z taka przystawka, takim dystansownikiem, ktory pozwala wycinac z kawalka warzywa plat jednostajnej grubosci. Dobre przy grilowaniu. Obok tego (oba kupione na na tutejszych targach konsumenckich „infa”) swiderek. Tym swiderkiem mozna wykrecic z kawalka warzywa dwie wspaniale spirale, sprezyny, ktore ucieszy kazde oko. To tak, kiedy mamy do dyspozycji odpowiednio gruba marchewke, idzemy od grubszego konca najpierw nakluciem w centrum osi, a potem krecimy do skutku. Wynik wyglada fajnie, ale co z reszta warzywa? Zapomnilmy.
    Postanowilem, ze przy najblizszym obiedzie rodzinnym zaserwuje bialo-czerwona kombinacje marchwi i bialej rzepy.
    Na parze, oczywiscie, by nie polamac kruchych struktur.

  80. Jeszcze o gadżetach – oczywiście do mojej kolekcji czajniczków niezbędne jest takie gizmo, które myje szklane zaparzaczki czajników. Tylko jedna zaparzaczka, zresztą swietna, wygodna, jest stalowa z wieloma otworami, a dwie szklane są szklane, tylko u dołu „nacięte” na zgięciu. W tych nacięciach lubią się zbierać różne paprochy i fragmenty liści herbacianych.
    Do dokładnego wymycia jak nic pasuje ostra szczoteczka do zębów 😉 Przerobiłam na gadżet kuchenny i służy tylko do tego.
    Inne gizmo, drapaczka-zdrapywarka z plastikowej siatki, dawno wszystkim znane, w kształcie pączka z dziurką. Świetna do szorowania warzyw, ja często odpuszczam sobie obieranie marchwi na przykład. 😉
    Pepegor,
    resztę warzywa zje zwierz, jak wrzucisz te restki do kompostownika. U mnie tak ta restauracja działa.

  81. Resztę warzyw można pokroić i zrobić z tego jarzynkę, albo dodać do gulaszy, albo do zupy ….

  82. Irku! Z miodem mam system. Herbaty w kubku do połowy. Obniżam temperaturę bourbonem do pełna a następnie dolewam miodu! Zdrowo!
    Latoś obrodziły (zimoś?) papaje i jemy je con amore. Ewa wymyśliła gadżet do ich obierania. Daje mi owoc i nóż i mówi: obierz mój gadżecie…
    Sławek! Za coooo????
    Generalnie odpoczywamy, bo nie mamy Internetu! Wot, przewrotnosc natury…

  83. Cichalu,
    ja nie obieram – przekrawam wzdłuż na pół, wygarniam pestki i potem miąższ wsuwam łyżką 😉

  84. Cichalu, Twój miodowy system brzmi nienajgorzej. Trzeba jednak zawczasu usiąść w wygodnym fotelu lub mieć takowy w bliskim sąsiedztwie „siądźki”*. Bardzo bliskim.

    * Wiadomo, neologizm zapożyczony od p. Wańkowicza

  85. Znowu nie mogę spać zatem znalazłam szklankę dla Cichala:
    http://praczkadziwaczka.blox.pl/resource/szklanka_praczkadziwaczka_ok.jpg
    To oczywiście ta ostatnia 🙂