29.03.2012
czwartek

Stół wielkanocny pełen przysmaków

29 marca 2012, czwartek,

Zawsze byłem ciekaw jak to się działo, że w dawnych latach nasi przodkowie bez uszczerbku na zdrowiu przeżywali różne święta podczas których objadali się niewyobrażalnie. Do dziś nie znalazłem odpowiedzi. A wyobrażenie np. stołów wielkanocnych umacniają wspomnienia zawarte w książce Tomasza Adama Pruszaka, którą wciąż uparcie tu cytuję:

„Dwory i pałace na Mazowszu też miały czym się pochwalić. Wacław Auleytner wspominał święcone z okresu międzywojennego w Studziankach:
„Na środku [stołu] królowały baby pokryte białym lukrem. Na najwyższej babie stał baranek z chorągiewką, ze znakiem krzyża, ozdobiony wokół liśćmi borówek. Leżały placki i mazurki, pyszniła się wspaniała szynka z odwiniętą zgrabnie skórą. Na białej słoninie tej szynki był z goździków wykonany napis wesołego Alleluja. Piętrzyły się zwoje kiełbas wędzonych i białej, olbrzymie pasztety i salcesony. Stały salaterki pełne gotowanych na twardo jaj pomieszanych z kolorowymi pisankami. Wszystko było umajone świeżo rozwijającą się wiosenną zielenią, głównie brzóz i borówek”.
U Pajewskich w majątku Łazek koło Ostrołęki na przełomie XIX i XX w. na stole stał drewniany krzyż obsiany zieloną rzeżuchą oraz słupki z rzeżuchy. Z mięs i wędlin były szynki wieprzowe oblepione ciastem i pieczone w piecu chlebowym, szynki cielęce marynowane, kiełbasy, głowizna, indyk pieczony i pieczone prosię z jajkiem w pysku. Do tego sos majonezowy i tatarski, chrzan, rzodkiewka oraz sałata zielona. Były tam też różne ciasta, placki, mazurki, baby, tort kupowany u cukiernika Gajewskiego w Ostrołęce i sękacz. Był spory wybór trunków, takich jak wódki, koniaki, nalewki i wina. Stół dekorowały malowane jajka oraz kwiaty: laki, cynerarie i hiacynty. W Książenicach u Rozwadowskich w latach 20. XX w. święcone składało się ze stojącej na środku, na olbrzymim półmisku, przypieczonej na złoty kolor świńskiej głowizny z jajkiem w zębach oraz różnych wędlin sporządzonych litewskim sposobem, zwojów kiełbas wędzonych i gotowanych, salcesonów, rolad, olbrzymiej gotowanej szynki, wielu różnorakich polędwic, pasztetówek i jęzorów. To wszystko przybrane było dla ozdoby zielenią widłaku, liśćmi borówek, „zajęczych wąsów” i pisankami w różnych kolorach.

Wielkanocny indyk pieknie pachnie (nawet na zdjęciu)

 Na wielkim talerzu leżały kawałki jajek na twardo. W kryształowych salaterkach znajdowała się ćwikła i ostry chrzan. Z alkoholi stały: wyborowa, starka, wiśniówka, winiaki, koniak, nalewki i butelki jasnego piwa Haberbuscha. Słodkości zajmowały oddzielny, umieszczony z boku stół. Stanowiły je różne odmiany babek (zwykłe, piaskowe, waniliowe, ru?mowe, lukrowane i nielukrowane), mazurków (tzw. moczone, migdałowe, cygańskie, makaronikowe, z rodzynkami i bez rodzynków), tortów (tradycyjny makowy, przekładany konfiturami, orzechowy, chlebowy i inne), poza tym keksy, przekładance oraz sękaty jajecznik. Wygląd stołu wielkanocnego w Małej Wsi w latach 30. XX w. opisał Zdzisław Morawski:
„Na środku wznosiła się na wielkim półmisku świńska głowa uwędzona w całości, a więc brązowego koloru, z jajkiem-pisanką w półotwartym pysku. To była jedynie dekoracja. Po obu jej stronach leżały całe szynki – jedna gotowana, druga surowa, tylko wędzona – na sposób litewski. Dalej ułożona koliście biała kiełbasa otaczała całą górę pisanek najróżniejszych kolorów. Osobno stały półmiski z innymi odmianami kiełbas, z pasztetem, pieczonym udźcem cielęcym – i wreszcie mazurki: czekoladowy z migdałami, pomarańczowy, morelowy, z masą z mleka, jajek i cukru, a w tyle, pod ścianą, wielkie baby lukrowane i placek z kruszonką”. Anna Branicka-Wolska pisała zaś o stole wielkanocnym w Wilanowie: „Po obiedzie w sobotę w Białej Sali ustawiano święcone. Na środku ogromnego, białego stołu stał postument porosły rzeżuchą, a na nim duży baranek z dzwonkiem przyczepionym wstążeczką do szyi i z czerwoną chorągiewką na druciku. Wkoło niego na najbardziej zaszczytnych miejscach stały torty. [...] Były [one] wielkie jak młyńskie koła, wysokie, suto przekładane masą, a na wierzchu, na szklistej powłoce wypisane było Wesołego Alleluja. Pisał to Grzegorz, wyciskając lukier z papierowej tutki. [...] Na rogach stołu stały baby – bardzo wysokie i grube, w białej skorupie lukrowej, osypane gęsto kolorowym maczkiem. Koło nich na półmiskach leżały mazurki makaronikowe, orzechowe, kruche z czekoladą, „moczone” (specjalność Grzegorza), mazurek rymanowski i trójkolorowy (ulubiony Tatusia), pakowaniec, przekładaniec, fedora i szereg kruchych mazurków powleczonych dżemami z pomarańcz, moreli czy truskawek. Jeden lepszy od drugiego! Po obu stronach stołu stały duże pieczone indyki, którym – według tradycji – Grzegorz ozdobił nóżki wycinanym kunsztownie papierem. Były szynki tonące w kolorowych galaretkach z napisem Alleluja wypisanym smalcem, było pieczone prosię trzymające w ryjku jajko, były różne gatunki kiełbas piętrzących się wiankami, były pasztety, cielęcina wędzona i pieczona, salceson, polędwica, kiszki pasztetowe. Wszystkiego dużo, wszystko dobre, wszystko ogromnie kuszące. Na okrągłym półmisku leżała pstra piramida pisanek. [...] [Była też tradycyjna pascha] [...], której przepis pochodził jeszcze z Białej Cerkwi. Miała kształt ściętego stożka, a na wierzchu zatkniętą gałązkę bukszpanu. [...] Był też na naszym stole ser zakopywany, który corocznie dawała nam panna Anna Klochowicz, były kompoty w głębokich salaterkach i dla tradycji – bochen chleba, sól i masło, wina w wysokich, ciemnych butelkach, a między wszystkim – narcyzy w smukłych kieliszkach i rozrzucone bukiety fiołków.
W całej Białej Sali unosił się zapach, którego nigdy nie zapomnimy, nieprawdaż? Łączy się on z samym już słowem Wielkanoc, ze wspomnieniem domu Rodziców i beztroskiego dzieciństwa”.
Na szczęście nasze dzisiejsze stoły są znacznie mniej obfite ale - jak sądzę - nie mniej smakowite.

Komentarze: 81

Dodaj komentarz »
  1. ja zaczynam ucztowanie świąteczne już w niedzielę Palmową … :) … nie ma nas w Święta to obiadek rodzinny u teściowej córci .. zawsze jest pysznie bo wszystko własnej roboty i tylko jedna wada .. za dużo jedzenia jak dla mnie … nawet jak skubnę by tylko posmakować to i tak jestem zawsze przejedzona …

  2. a tu wybór też smakowity …. :)

    http://adamczewscy.pl/?cat=37

  3. kolejny juz raz czytam tutaj takie potezne opisy. zastanawiam sie, czy nie ma to byc przypadkiem jakas aluzja do roznych stanow zdrowia czy osobowosci.

    jakze odmiennie opisywal thomas mann w buddenbrooks spoleczenstwo niemieckie na przestrzeni paru dekad w XIX wieku. znacznie przyjemniej czytalo mi sie o upadku tamtego spoleczenstwa, jego rozkladzie nie tylko zebow od spozywania nadmiernej ilosci potraw.
    no, ale dzialo sie to w zupelnie innej czesci planety nie wspominajac juz o protestanckiej etyce.

  4. dawno sie tak nie :lol: po otworzeniu linku Grubej Kryski :lol: do zupy z takimi propozycjami. na obrazku zdechla ryba a w opisach kurczane pulpeciki :lol:

  5. Tu trochę drożej ale też jest:

    http://barnarogu.pl/

  6. A ja myślałam, że Krysia sama gotuje te swoje słynne dwudaniowe obiady. Teraz okazuje się, że Krysia te posiłki zamawia :-)

  7. A ja,ogonku,czytam z ogromną przyjemnością te opisy ogromnych uczt i smakowitości przygotowywanych na Święta,czy też przy innych okazjach i nawet chętnie przeniosłabym się na,choćby kilka dni,w tamte czasy.
    Do tych stosów kiełbas,szynek i mazurków były przecież tłumy chętnych-liczne rodziny,pociotki,znajomi,przyjaciele i kto tam jeszcze.
    Zatem może to obżarstwo nie było,aż tak wielkie,jak nam się wydaje.
    Poza tym na trawienie były,jak wiadomo,domowe nalewki :-)
    I te ostatnie do dzisiaj miło nam służą w owej roli ;-)

  8. Dzień dobry, pochmurny troszkę :)
    Danuśko, daj znać jak znajdziesz dobry sposób na przeniesienie się w tamte czasy na małą chwilę, lecę z Tobą :)

  9. A ja myślę, że odpowiedź na pytanie postawione przez Gospodarza jest prosta.
    W prawdzie nasi przodkowie przeżywali święta i biesiady, ale nie dożywali późnego wieku. Było to zapewne częściowo spowodowane złą dietą.

  10. Danuśka chesel poleca na swoim blogu jedzonko tuż koło Ciebie … byłaś już? ….

    http://sercekarczocha.blogspot.com/2012/02/niedzielny-obiad-w-stajni.html

  11. Urocza restauracja. Teraz pewnie koniki ze stajni SGGW hasają po wybiegu i można je podglądać przez okno, zajadając pyszne dania :)

  12. Granit szary jak dzisiejsze niebo nade mną.
    Szara substancja jaką mam od Pana B wydawała mi się wczoraj jeszcze wystarczająca, by stanąc do konkursu ale – i tak bym znowu nie wygrał, bo było już zdecydowanie z późno jak tu wejrzałem – a, i tym razem moja mi przyrodzona wyszukiwarka pozwoliła bezbłędnie odpowiedzieć tylko na pierwsze pytanie. Na trzecie odpowiedziałbym jako Górnoślązak, że to te buchty robione na parze – jasne u nas jak słońce, a o ferkase (specjalnie wróciłem na wczorajszą stronę by upewnić się pisowni) plótłbym tak jak Nemo dodając może, strojąc się właściwie w nieprzystające mi piórka, przypisek z 18-wiecznej literatury, gdzie matka-myszka, córce-myszce tak coś tak mówi „…przyjdą czasy, że z (???ciała jego???) jeść będziem FRYKASY”! Pisownię, jak ww, sprawdziłem, jest taka jak czytałem i co z tego, że przekręcone? Moja najzacniejszej pamięci teściowa do końca życia mówiła druszlak a nie durszlak, co też jest i będzie bliżej pierwowzoru.
    Wybacz Stanisławie, nie było Cię wczoraj na planie, więc pozwoliłem sobie na komentarz, a Czarnej Hance jeszcze raz uściski za trafność odpowiedzi i gratulacje za wybór tak morowego nicka!
    Granit szary, bo od dziś trafiony reformą emerytalną, bo dziś mój dzień pracy 65 plus jeden. Gwoli wyjaśnienia, mój rocznik jest pierwszy który cierpi na wskutek przedłużenia wieku emerytalnego do 67 lat w ten sposób, że musi pracować miesiąc dłużej. Następny rocznik dwa miesiące i tak dalej…
    Siedzę jednak w domu bo wziąłem wolne. Na pozostały miesiąc pozostało mi jeszcze jedenaście dni do przepracowania, bo i święta i urlop do wybrania. Koledzy w podobnej sytuaji odchodzili na tygodnie przed właściwym terminem lecz ja nie mogę, bo muszę następczynię moją wprowadzić w ten interes, a zgodziliśmy się na ostatni tydzień kwietnia. Do tego czasu pozostanę niezastąpiony.
    Na niebie gnają granitowoszare chmury w kierunku wschodnim i – jak to tu znam – deszczu mimo to nie mogę sie spodziewać. Cały ten mokry frachtunek zejdzie tam u Was, między Odrą a Bugiem, a tu wszystko pozostanie suchutkie i suchuteńkie. Gdybym coś wysial, musiałbym non stop nawadniac. Tak to jest co roku
    Dziękując jeszcze raz za wczorajsze życzenia, życzę ze swej strony miłego dnia jeszcze,
    pepegor

  13. Jolinku, od trzech lat widnieje recenzja ze „Stajni” w rankingu „Polityki”, ze wszystkimi urokami tego miejsca dokładnie opisanymi. A także dania i ceny. To jest wprost za płotem Danuśki. Wystarczy, że przeskoczycie ( a skakanie przez płot jest naszym sportem narodowym) i już można ucztować patrząc na jeźdźców i amazonki.

  14. na amazonki i jezdzcow mozna popatrzec wczoraj w niemieckiej tv. ard emitowal wysmienity ( coraz czesciej podobaja mi sie tutejsze produkcje, nie tylko komedie) film o panienkach, ktore swoje piecdziesiate urodziny juz dawno swietowaly :lol: .
    byla niezla scena, z ktorej dialog utkwil mi. byl fantastyczny, podobnie zreszta jak i aktorka lesli malton. rozmowa toczyla sie juz po uszczesliwianiu lesli. on jest dziesiec lat mlodszy od niej, ale tego nie wie :lol:
    lesli cudownie zagrala ten moment, w ktorym zdala sobie sprawe, ze tym co powiedziala, zdradzila swoj wiek :lol:
    on wlaczyl muzyke ike & tiny turner, ona nie wytrzymala i … pochwalila sie ze byla na ich koncercie w nowym yorku.
    to niemozliwe, oni sie przeciez w 1976 roku rozstali. lesli byla super :lol:

  15. Czy takie obfite święta nie wpływały na zdrowie ? Pewnie niejeden z biesiadników doznał skutków niestrawności, a dieta obfita w dania mięsne i trunki u wielu powodowała dnę moczanową, popularną podagrę. I jak napisała Chesel : ówcześni żyli jednak znacznie krócej.

    Ja w każdym razie muszę sobie odpuścić ozory wołowe w galarecie, choć narobiłam sobie na nie smaku. Dziś obeszłam na Hali Targowej w Gdyni wszystkie stoiska mięsne i na żadnym nie było ozorów. Zajrzę tam jeszcze w przyszłym tygodniu, ale nie liczę na sukces. A na tych stoiskach mnóstwo kupujacych. Nie wiem, czy to już zakupy świąteczne, ale na wędliny moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie.

    Ciekawi mnie ten ser zakopywany ze stołu Branickich.
    A narcyzy w smukłych kieliszkach można naśladować. Gorzej z bukietami pachnących fiołków rozrzuconych na obrusie. To możliwe jest na stole Nemo. U mnie nawet forsycje jeszcze w pączkach.

  16. Jolinku,Chesel i Gospodarzu-”Stajnia” rzeczywiście u mnie za płotem :-)
    Jej menu znam bardzo dobrze,bo jadaliśmy tam już przy różnych okazjach.Miejsce to cieszy się rzeczywiście dobrą opinią i z racji kuchni
    i z racji tych koni,co za oknem.Kiedy Żaba zjedzie do stolicy i nareszcie znajdzie trochę czasu dla koleżanek Warszawianek,to zrobimy tam Zjazd Nadzwyczajny ;-)
    A już na kawę i desery to skoczymy przez ten płot do mnie,chociaż muszę powiedzieć,że mają tam pyszne racuszki z jabłkami,więc kwestia deseru jeszcze do omówienia :-D

    Krystyno-mnie w tekście Gospodarza też zaintrygował ten ser,a poza tym pakowaniec i fedora ?
    Po nocnym deszczu forsycje już żółcą się z lekka.

  17. Barbaro-zatem jakby co,to rezerwuję 2 bilety ;-)

  18. Krystyno, odpusc sobie jako i ci odpuszczam te ozory. jakie by nie byly, to i tak lepiej dac sie na nie zaprosic badz odpuscic. kobiety, no przynajmniej tutaj dawno juz odeszly od kkk. a wygotowywanie mezczyznom ozorkow dawno juz wyszlo z tutaj z mody. zreszta, jesli dobrze pamietam to i Barbara, ciagle ta sama Piotra zona, jak sam pisze, tez jest zwolenniczka spedzania tylko tyle czasu w kuchi ile potrzeba. szanuje ja za to, i nigdy tego nie zapomne co uslyszalem.
    odpusc sobie, chlop przezyje bez takiego poswiecenia.

  19. Dzień dobry. :D
    Ogonku, aleś Ty naiwny, czyżbyś jeszcze wierzył, że kobiety stroją się i gotują frykasy tylko z powodu mężczyzn ???? :shock: Jak już, to robią to dla panów, którzy potrafią docenić ich starania i wysiłki. ;)

    Danuśko, zamów 3 bilety, dobrze ? ;) :D
    Faktem jest, że taka obfitość na stołach była tylko w bogatych i bardzo licznie skoligaconych rodzinach. O ile pamiętam, to w „Szczenięcych latach” M.W. opisywał, że w święta cała okoliczna szlachta jeździła od dworu do dworu i składając życzenia przy okazji pomagała zjadać tą ogromną ilość potraw.
    Chesel, myślę, że długość życia bardziej zawdzięczamy rozwojowi medycyny niż diecie (zwracam uwagę na „bardziej”). Gdyby długość życia zależała jedynie od obfitości jedzenia, to w biednych krajach, ludzie dożywali by 100 lat.

    Lecę podgrzać sobie bigos na obiad. ;)

  20. Na obiad zupa i drugie. Dobra zupa mi wyszła.

  21. Taki ser mogłyby zrobić obecnie tylko Eska i Żaba. Bo tylko one mają dostęp do „doskonałej śmietany kwaśnej świeżej” :-)

  22. Zgago, alez ja swiecie wierze w to, za kobiety maja jeszcze oprocz wygotowywania ozorow, czas i ochote na seks i czulosc i wrazliwosc i i i. zreszta to nie jest nic nowego, zawsze tak bylo. ale jak czytam tutaj od czasu do czasu, to jestem przerazony. smutek i strach mnie nachodzi w niektorych momentach.

  23. dobra zupa tak szybko nie wychodzi Gruba Krysko

  24. a jak już wyjdzie, to jej niema.
    Niema na jutro.

  25. Ogonku-proszę,niech Cię smutek i strach nie nachodzi :-)
    Pamiętaj,że to blog o gotowaniu,więc nic dziwnego,że głównie(często) na ten właśnie temat rozmawiamy,ale to nie znaczy,że nasze życie toczy się jedynie w kuchni.

    Zgago-poczekam zatem jeszcze z tą rezerwacją,bo może jeszcze ktoś dołączy ;-)

  26. Mamy chyba pierwszą wiosenną burzę, właśnie grzmotnęło, a teraz leje :)

  27. Asiu-dzięki ! Teraz już wszystko jasne !

  28. Dzien dobry,
    Pepegorze,
    dzieki! To byla moja odpowiedz na trzecie pytanie we wczorajszym konkursie :) . Jak sobie z ferykasem poradzilam, tak buchty na Slasku sa tylko jedne ;) .
    Wczoraj wolne mialam dzieki strajkowi nauczycieli, wiec nieco ogrodek ogarnelam po zimie i z Odsasem kapelusz wielkanocny na konkurs w szkole robilismy. Wyniki zapodam pozniej – konkurencja zacieta :) .
    Pogoda cudna, 20 stopni i slonecznie i jak poczatkowo strajkiem nie bylam zachwycona, tak sie rano zastanawialam czy nauczycielom dziekczynnego lisciku nie wyslac …

  29. Ogonku,
    bardzo to piękne, że tak troszczysz się o kobiety. Ale te ozorki to pomysł całkowicie egoistyczny. Po prostu miałam chęć na coś oryginalnego, a moja druga połowa nawet nic o tym nie wiedziała. Wolałam nie wspominać, bo nie wiem, czy je lubi. Ale wiedz, że zdarzało się nam spędzać święta poza domem i bardzo to sobie chwaliłam, nie zawsze jednak tak można. Poza tym myślę, że nadmiernie wierzysz w altruizm kobiet. ;)

  30. Ogonku, to jest „oczywista oczywistość”, że zacytuję „klasyka”. Wszystko zależy od „eli” ; eli zostanie to docenione, eli nie. ;) :D

    Danuśko, dziękuję za zaklepanie miejsca. :lol: Nawet nie musiałabym jeść – wystarczyło by mi wąchanie wspaniałych zapachów prawdziwych wędzonek. :D Nos byłby w siódmym niebie. :lol:

  31. Jolly, nie mogłabyś dmuchnąć w naszym kierunku ? Może i nam by się prognozy ociepliły. ;)
    Mam nadzieję, że pokażesz Wasze dzieło ?

  32. Zgago, z tego co wiem to u Jolly jest katastrofalna susza, więc może to dobrze, że chociaż u nas popada ;)

  33. Małgosiu, oczywiście, że nie mam nic przeciw wiosennym deszczom, mogą padać co noc ( ;) ), byle było ciepło i bez śniegu a takie zapowiedzi na pogodynce: niedzielna noc z przymrozkiem i śnieżno-deszczowe opady. :(

  34. jakis czas temu, zachwalal nam tutaj Gospodarz i proponowal do znakomitej konsumpcji bardzo narodowy film: bitwa warszawska. obejrzalem trajlera ( Nowy, to nie moj wymysl, tak juz sie zwiastuna rowniez miedzy odra a bugiem zwie) i wolalem sie w ozorek ugryzc niz cokolwiek klepnac. ostatnio przegladajac siec po polsku natknalem sie na informacje, ze to wlasnie dzielo pretenduje do najgorszego filmu roku. nie ukrywam, ze roslem wraz z czytaniem :lol:
    Krystyno, jestes bardzo dobrze zorientowana nie tylko w kuchni, ale rowniez i w kinie. wiesz czy przyznano juz najwazniejsza nagrode, i czy przypadla ona wlasnie wspomnianemu dzielku?

  35. Ogonek, to pierwszy polski film w 3D! Jak czegoś nie posmakuję to to i język bezużyteczny.

  36. Dzień dobry. Byłyśmy dzisiaj pozbawione internetu zupełnie nie wiadomo dlaczego. Sygnał dochodził, router działał, a internetu nie było.
    Krystyno – ozory chyba trzeba sobie zamówić, bo rzeźnicy nie chcą pewnie ryzykować braku chętnych. Coraz mniej klientów wie, co się z tym robi i jak to smakuje. Dla mnie peklowany ozór na talerzu jest integralną częścią wędlin wielkanocnych – szynka gotowana albo pieczona, szynka surowa, plastry pasztetu i ukośnie krojone plastry peklowanego, a potem gotowanego ozora, a tuż obok sos tatarski i chrzanowy. Z cieńszych partii zrobiony ozór w galarecie.. Dobre to-to.

  37. nie daj sie wrobic w zadna kabale Krystyno. Pyra patrzy na te sprawy z zupelnie innej pozycji i przez odmienny pryzmat.
    to byl dobry omen, ze nie bylo akurat tego ochlapu w sprzedazy, kiedy egoistyczny moment chcial sie w podstepny sposob zaprzyjaznic. to nie ma najmniejszego sensu robic cos do czego i tak nie jest sie przekonanym. wierz mi, nie warto toto ani zabiegow ani roboty.
    yurek, 3D, to w wspolczesnej technice filmowej w calkowity przezytek. malo z ktorych szanujacych sie tworcow siega do prostego srodka przekazu. co wcale nie oznacza ze wszystkie robione filmy w 3D sa do de

  38. Odsas wygral czekoladowe jajo!
    Zaraz bede konto na pica-sso zakladac, co by sie rekodzielem pochwalic :) .
    Co do suszy, Malgosia ma racje, w przyslowiowo deszczowej Anglii nie pada, od 5-tego kwietnia wprowadzony bedzie zakaz uzywania wezow ogrodowych tzw hosepipe ban :( . Najgorsze w tym wszystkim, ze firmy wodociagowe przez nieszczelne rury marnotrawia okolo 40 procent zasobow.

  39. Piotrze to gapa jestem ale teraz zapamiętam …

    „tort kupowany u cukiernika Gajewskiego w Ostrołęce i sękacz” … ciekawe czy istnieje jeszcze ta cukiernia? …

    Jolly czyli sukces … :) … czekam na zdjęcia …

  40. Krystyno – jeżeli uda mi się kupić ozór w sierpniu, przywiozę na Zjazd już ugotowany. Kto nie jadł, może spróbować. Tym sposobem wymyśliłam sobie zjazdową prezentację. Myślę, że 2 szt starczyłyby do degustacji dla wszystkich. Jeszcze większym rarytasem jest ozór peklowany, wędzony, a dopiero potem gotowany; niestety nie mam możliwości wykonania.

  41. ogonek, dzięki za info nie przeginajmy z techniką. Puki co kaszankę robię na obiad z ziemniaczkami czerwonymi i kapustą kiszoną Krakusa.
    Słuchając.
    http://www.lastfm.pl/listen/artist/Muddy%2BWaters/similarartists

  42. Witam Szampaństwo ze starożytnego Argos!
    Jutro się udamy zwiedzać ruiny na szczycie, dzisiaj tylko jakieś wino o tej porze i zasłużony odpoczynek. Łoj, dużo dzisiaj było po drodze, Patra i starożytna Olimpia, ale droga z Olimpii do Tripoli?to dopiero ale!!!
    Peryklis zakazał nam tam jechać, ale my na odwyrtkę, no bo po co wracać , jak z Olimpii nam bliżej do Argos, tak ze trzy razy na kilometry licząc. Dobrze, że mam włosy względnie świeżo pofarbowane, to nie widzę, ile mi siwych przybyło :roll:
    Łańcuchy górskie rzędu 2300 plus.
    Ludzie! Żołądek miałam w gardle, chociaż nigdy podobnych sensacji nie miałam i nie robią na mnie wrażenia wspinaczki górskie samochodem, w końcu wspinało się w Colorado na wysokość ponad 4000m. No ale tu akurat nie chodzi o wysokość, a o krętość i ostre podjazdy. No i przede wszystkim o szerokość?to znaczy – wąskość :roll:
    Oj, byli, byli momenty! Odcinkami droga jest przejezdna tylko przez jeden pojazd, a zakrętów górskich (ślepych!) pod kątem 180 stopni jest dość znaczna ilość.
    Ruch znikomy, czasem jakiś samochód, kilka ciężarówek, ze cztery autobusy (jak one tam jeżdżą?! :shock: ) oraz kilku pasterzy ze stadem owiec albo kóz przecinało drogę. Przepiękna trasa, widoki dech zapierające, kilka przylepionych do gór miejscowości, było co oglądać.
    Zamustrowaliśmy się w Argos, bo w okolicy jest kilka ciekawych miejsc do obejrzenia, Mykeny w pobliżu i inne starożytności. No, tutaj mówią wieki! A geologia jest na wierzchu, co uwieczniałam na zdjęciach.
    Olimpia rozczarowała Jerza, on oczekiwał stadionu, a tu owszem, stadion trawiasty, ale nie ma żadnych kamiennych ław, towarzycho rozkładało się na trawiastych zboczach, a tylko sędziowie i jacyś ważni oficjele mieli specjalne siedzonka.
    Mnie się wszystko podoba, próbowałam sobie wyobrazić takie igrzyska ? towarzycho rozwaliło się na trawie z jedzeniem i winem, podobno ze 45 tysięcy tam się mogło pomieścić, a sportowcy robili swoje. W upale! A może i nie, w każdym razie dzisiaj było dosyć upalnie.
    No i potem ta droga z Olimpii do Tripoli ? to dopiero były emocje! Ło matko z córko!!! Od razu się przyznam, że parę razy przeklęłam szpetnie, Jerzor też. Ale przeżyliśmy :)
    A teraz odpoczywam przy szklanicy lokalnego wina. Grecja to piękny kraj!
    Kalilista wszystkim :)

  43. Krystyno !!! jak juz wczesniej klepalem, to nie ma najmniejszego sensu. okres letni nie jest najlepszym z mozliwych by krowe badz byka pozbawiac zycia, tylko dla jezora ( prosze nie mylic z Jezorem ). nikt z szanujacych sie bauerow w okresie, o ktorym wspomina Pyra, nie bedzie ostrzyl nozy. swiadomosc rosnie wsrod bauerow wraz z krowina tusza. to nie jest okres do rzniecia !!!
    to co moze Pyra zaproponowac, bedzie jedynie chinska podrobka, albo w najgorszym przypadku nielegalnym ubojem.
    Krystyno, nie daj sie nabrac na tego rodzaju plewy. nie bylo wtedy kiedy dusza chciala, to i obyc sie mozna na przestrzeni sierpnia i wrzesnia, tym bardziej, ze moze to pochodzic z nielegalnego uboju.

  44. yurek > nie przecze, ze przy tego typu kawalkach wiele osob porusza koncowka … nogi. przyznam szczerze, ze w wielu przypadkach jest to, jedynie to, na co stac sluchaczy blusa. ale sprobuj stukac stopa o podloze przy tym , chyba ze jestes dobrze wyrachowany muzycznie :lol: inaczej bladzisz :lol:

  45. Hi, hi, hi. Kto chcę się nieco zabawić, niech w Newsweek’u przeczyta felieton Mellera „Priwiet, bracia Rosjanie”.

  46. Alicjo, jednym słowem macie wspaniały i przebogaty urlop. Już się nie mogę doczekać foto-sprawozdań. Te górskie zawijasy udało Ci się uwiecznić ? Życzę Wam smacznego i pięknego jutrzejszego dnia – na jutro może sobie odpuścicie mocne wrażenia ?

    Ogonku, toć waćpan przemawiasz do Krystyny niczym rycerz do swojej Damy, której wstążkę nosi u pasa. :lol:

  47. Brawa dla Odsasa. Ileż wiosen sobie liczy ten zdobywca czekoladowego jaja?

  48. Pyro,
    szesc

  49. Jolly – wzruszyłam się.

  50. Pyro,
    A moge sie zapytac dlaczego?

  51. Jolly, wspaniały kapelusz – jajo w 100% zasłużone. :lol: :lol:
    Byłam przekonana, że ma około 9 lat, tak poważnie wyglądał na stronce, którą nam pokazałaś. Piękny łobuziak. :lol:

  52. Jolly, nie zapomnij nam przypomnieć, kiedy znowu Staś będzie „walczył”. Trzeba będzie trzymać. :D

  53. Jolly – najprościej – mały chłopiec i „wielki” sportowiec z powagą traktujący swoje zajęcia.

  54. Zgago,
    ja bez aparata to wiadomo, że nie ruszam się z domu, amatorszczyzna jestem i nie robię pięknych, a dodam, że na tych drogach w miejscach, gdzie by się chciało zatrzymać, to akurat nielzia.
    Łoczywiście, że porobiłam te wszystkie, w „momętach” cykałam z zamkniętymi ślepkami, coby sobie żołądka nie wzburzać bardziej.
    Byliśmy w knajpie na tutejszym Rynku – na duże jedzenie nie mieliśmy ochoty, zamówiłam przekąskę – ryż z takimi tam róznymi, mam zapisane, bo zapytałam kucharza:
    ryż ugotowany i schłodzony, kozi ser, rodzynki, kukurydza, na to szafran i oliwa.
    Jerzor przestał gadać o tym serze, co to „capem śmierdzi”.
    Chyba wam powiem kalilista, czyli dobranoc :)

  55. Zgago,
    nastepny turniej 15 kwietnia w Westcliff, i Babcia Irenka przylatuje kibicowac!
    Odsas bedzie siodme urodziny swietowal w lipcu
    Dziekuje Pyro za dobre slowo :)

  56. Kalinichta Alicjo!

  57. Jolly, zapisane w pamięci (solidniejszej niż moja własna ;) ). :D

    Alicjo, fajnie, że można Ci życzyć dobrej nocy w odpowiedniej godzinie. :lol:

  58. Nalałam sobie przedsenny kusztyczek. Kto może mi dzisiaj wskazać zacną okazję toastową? Za małego Stasia nie będę, to niepedagogiczne.

  59. Nowy, pewnie już jesteś po pracy i mogę Ci podziękować za życzenia i gratulacje dla maciupciej rodzinki. :lol: :lol:
    Podobno w sobotę mają być już w domu. :D

  60. Pyro, żeby przez cały rok deszcz (wszędzie) padał tylko nocą (może od 22:00 do 5:00) a dni były słoneczne i ciepłe. :D

  61. Kwiecień będzie miesiącem obfitującym w toasty. :D

    Życzę wszystkim dobre i spokojnej nocy. :D

  62. Zgago – święte słowa; co noc polewaczka, a co dnia : plaża.

  63. Dzien dobry,
    Zawsze sie zastanawiam, czy o tej porze warto jeszcze cos dodawac od siebie do praktycznie zamknietego juz dnia blogowego. Przewaznie ulegam pokusie i wbrew rozsadkowi dodaje.
    Dla mnie opisywane stoly swiateczne w cytatach Gospodarza to juz przeszlosc. W moim dziecinstwie nie bylo oczywiscie az tak bogato, ale, jak na tamtejsze czasy, wystarczajaco. W szarzyznie codziennosci lat 50-tych i 60-tych czekalo sie na swiateczne smakolyki. Mama, nie spiac kilka kolejnych nocy, piekla, gotowala, smazyla – „na swieta”. Przedswiateczne krzatanie, zapachy z kuchni, „zdobywanie” kolejnych drobiazgow, az wreszcie wspolne swieta – czasy niezapomniane, ale to „se ne vrati”.
    Ja, spedzajac tyle swiat poza domem, niestety zatracam tradycje. W ostatniej chwili kupuje cos w polskim sklepie – kawalek szynki, baleronu, kielbasy, makowca i to wszystko. Atmosfere swiat splyca rowniez tutejszy kalendarz – Wielkanoc ogranicza sie tylko do Niedzieli, w poniedzialek, zamiast ganiac dziewczyny z wiaderkiem wody – wszyscy do roboty! Dodatkowo, to najwazniejsze swieto chrzescijanskie, Amerykanie zamienili na swieto przywitania wiosny, w odroznieniu od Bozego Narodzenia, ktore zamienili na Swieto Mikolaja. Ot, co kraj to obyczaj. Tu zadzi rynek.
    O tym tez mozna sie przekonac – loteryjna kumulacja w grze Megamilion doszla juz do astronomicznej kwoty 540 000 000 dolarow. Szansa wygrania niemal zadna, ale graja wszyscy. Loteryjny szal ogarnal ten kraj. Mozliwosc wygrania niemal zadna.

    Szansa na wygraną w Mega Millions wynosi 1 do 176 milionów (1: 176 000 000).

    Porównajmy to z prawdopodobieństwem innych wydarzeń losowych:
    ? zajście w ciążę po jednej nocnej „przygodzie” ? 1:20
    ? uderzenie przez piorun ? 1:2 300 000
    ? otrzymanie „na rękę” królewskiego pokera w pierwszym rozdaniu ? 1: 2 655 750
    ? zostanie świętym 1:20 000 000
    ? śmierć w wypadku lotniczym ? 1: 79 000 000

    Z wymienionych wydarzen losowych w moim dlugim zyciu trafily sie dwa, a przeciez do trzech razy sztuka, dlatego zagralem znowu ;)

    Zgago – jeszcze raz wygrania zyciowego losu szczescia (co nie musi byc oczywiscie losem na loterii pienieznej) dla calej Rodzinki, z Dziecieciem na czele. :)

    Ja teraz naprawde rzadko tu moge bywac, zajety praca, a moze ogolniej po prostu zajety. Pani kupila nowe mieszkanie na Manhattanie. Moje zajecie z tym zwiazane jest nawet przyjemne, bo ze specjalnych magazynow powoli wraca przechowywana tam kolekcja dziel sztuki, jakiej nie powstydziloby sie zadne swiatowe muzeum – najwieksi artysci tego swiata wygladaja zupelnie inaczej na scianach mieszkania niz w muzealnych salach. Cudo, jest na co popatrzec. Ale prawde mowiac, to swiat bardzo niesprawiedliwie podzielil swoje dobra.
    Dobranoc :)

  64. Nowy – rzadzi pisze sie przez rz!!! Zapamietaj!!!

  65. Nowy, dzień dobry.
    Co to znaczy,że dzień blogowy zamknięty? Ziemia jest okrągła i zawsze ktoś pilnuje światełka albo właśnie pije poranną kawę (pachnie, Nowy!) Dzień blogowy kończy dopiero bieżący wpis Gospodarza.

  66. dzień dobry …

    Jolly już pisałam kiedyś, że przystojniak ten mały mężczyzna … :) .. a kapelutek bardzo wiosenny … i sportowy …. ;)

    Nowy ale masz szczęście i prywatną kolekcję możesz oglądać ….

  67. Alicjo uważajcie tam na greckich kierowców bo oni żadnych przepisów nie przestrzegają .. jednak jak tam byłam to cieszyłam się, że nasz autokar prowadzi Grek bo po tych serpentynach i po wąskich uliczkach w górskich małych miejscowościach to pokazywali mistrzostwo świata ..

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane *.

*


*