19.03.2012
poniedziałek

Galaretka wieprzowa czyli zimne nóżki

19 marca 2012, poniedziałek,

Lorneta i galareta to w czasach PRL-u było męskie danie. I tylko trzeba było wiedzieć gdzie je zamawiać by przeżyć. A nawet przeżyć smacznie. Było w Warszawie kilka lokali do których chodziło się właśnie na zimne nóżki. Przede wszystkim były to małe bary: przy Marszałkowskiej vis a vis zmarłego właśnie chyba już ostatecznie “Życia Warszawy”, przy Wiejskiej też naprzeciwko innej redakcji-nieboszczki “Kultury”, przy Kredytowej - ale to już w kategoriach restauracyjnych - “Kameralna” i jedyna do dziś istniejąca restauracja zachowująca historyczny klimat czyli “Lotos”.
Dziś wolę nie eksperymentować i gdy wzbiera we mnie apetyt właśnie na zimne nóżki w galarecie i kieliszek lodowatej czystej wódki to sam się zabieram do pracy. I robię to tak:


Galaretka z nóżek wieprzowych
2 nóżki wieprzowe około 25 dag mięsa, porcja włoszczyzny bez kapusty, 2 ząbki czosnku, 1 listek laurowy, sól, pieprz
1. Oczyszczone i porąbane na części nóżki wraz z mięsem zalać wodą, dodać oczyszczoną włoszczyznę i gotować ok. 3 godz. na małym ogniu.
2. Pod koniec gotowania dodać roztarte z solą 2 ząbki czosnku, listek laurowy, pieprz.
3. Odstawić z ognia i gdy wystygnie, mięso, również to obrane z kości, przepuścić przez maszynkę lub drobno posiekać.
4. Wywar odcedzić i zalać nim mięso ułożone w salaterce, można uprzednio dodać pokrojoną w plasterki marchewkę, groszek zielony oraz kawałki jajka na twardo.
5. Wstawić do lodówki, aby galareta stężała.

Można przygotować galaretę w małych miseczkach i przed podaniem wyłożyć na półmisek, dekorując sałatą, pomidorem i ćwiartkami cytryny.

W tym momencie zapraszam jednego (góra dwóch) bliskich przyjaciół i spędzam miły wieczór. Przy okazji wspominając kolegów z redakcji, w których pracowałem.

Komentarze: 90

Dodaj komentarz »
  1. Dzień dobry.
    Lubię galaretę w Pyrlandii zwaną galartem. Ogólnie przepisy nasze z Gospodarzem się zgadzają, różnice są drobne ale dość istotne – to zestaw przypraw. W galarcie musi być liść laurowy i kilka ziaren ziela angielskiego, a także lubczyk – bez lubczyku galart nieważny. Osobiście stosuję jeszcze kilka drobnych zabiegów: galaretę klaruję białkiem, odtłuszczam, zastyga zalewana warstwowo. Używam do niej ćwibakówki albo normalnej, średniej formy do babki -wtedy w dziurę po kominku babkowym można napchać zieleniny albo sosu albo kawałków cytryny. Teraz robię rzadko, bo Młoda nie jada i nie lubi zapachu z gotowania – czekam, kiedy Dziecko wyjedzie i wtedy robię sobie nóżki, szpinak, flaki, ozorki albo śledzie. Dobrze, że Dziecko za mąż nie wyszło, bo by ten mój zięć in spe umarł z głodu.

  2. moja teściowa nauczyła mnie robić takie nóżki ale potem zaczęłam robić galaretki z kurczaka wg tego przepisu i tak mi zostało … a te moje galaretki były przebojem na każdej naszej imprezce .. kolega nasz ulubiony zanim wpadł to pytał “a te galaretki to będą?” … :)

    wiosna za 2 dni to idę się odwiośnić … :)

  3. Taką galaretę z nóżek wieprzowych moja lwowska ” przyszywana” Babcia nazywała studzieniną.Zapamiętałam zdobiące ją wzorki z plasterków marchewki i jajka. Zimne nóżki, galareta, galart, studzienina…ciekawe, czy są jeszcze inne nazwy tego przysmaku.

  4. Ewo z P. – auszpik – galareta mięsna z cielęciny i wieprzowiny do zalewania i zastudzania mięs wszelakich

  5. Dzień dobry Blogu!
    Deszcz. Nareszcie. Łapię deszczówkę dla moich orchidei.
    Wczoraj na nartach szliśmy w tamtą stronę w słoneczku, wracaliśmy we mgle i śnieżycy.
    Galareta z nóżek (bywa zwana auszpikiem) to potrawa w moim domu dość popularna i dobra na paznokcie ;) Gotowana z nóżek cielęcych pachnie przyjemniej.

  6. Kocham zimne nóżki! Kocham!
    :::
    Witaj blogowa bando
    :::
    ..a najbardziej lubię samo ..zimne, czyli galaretkę
    mocno dosmaczam czosnkiem
    nie cierpię żadnych groszków, marcheweczek, zielenin, jajek

    ale zdziwę Was, uwielbiam galaretę z odsmażanymi ziemniakami z boczkiem i megailością szczypiorku
    ten moment kiedy w ustach galaretka rozpuszcza się z ciepłymi ziemniakami
    i to danie uznaję za letnie, w sam raz na ochłodę i głód

  7. Przebrnęłam przez tydzień kapuściany, według przepisu Nemo i Pepegora. Nie było najgorzej. Utrata wagi 2,5 kg. Znacznie mniej niż by to wynikało z zapowiedzi. Ale chyba dla zdrowia tak jest lepiej.
    Czy tę dietę należy zakończyc po tygodniu, czy można ją pociagnąć trochę dłużej?

  8. Brzucho,
    mnie nie zdziwisz.
    Dziś na kolację galareta i ziemniaki smażone, ale bez boczku :)
    Zuzanno,
    jak zaczniesz jeść jak przed dietą, to po tygodniu wróci Ci wszystko, co straciłaś ;)

  9. Dzień dobry :)
    Dopisuję się do lubiących, czy nawet kochających zimne nóżki. U mnie to nazwa umowna, bo choć w domu rodzinnym przyrządzało się ten smakołyk, to sama jednak przeszłam na galaretkę z kurczaka i podobnie jak Jolinek wyspecjalizowałam się :) Zawsze robię w maleńkich pojemniczkach, dodaję marchewkę dla koloru, ozdabiam zielonym, a jadam najchętniej z chrzanem :)
    Zuzanno – niezły wynik osiągnęłaś, podziwiam i gratuluję.

  10. nemo
    bez boczku może być, ale koniecznie ze szczypiorkiem
    zazdraszczam :)

  11. Ja też galereciano-nóżkowa,a o czym już wspominałam przy okazji ostatniego zjazdu warszawskiego.Podczas naszej biesiady jadłyśmy rzeczony przysmak razem z Nisią.Nie był powalający,ale cóż najważniejsze,że jedzony w dobrym towarzystwie :-)
    Zawsze wydawało mi się,że to danie wymaga mnóstwo pracy i nie robiłam nóżek nigdy sama.Mam dwa zaprzyjaźnione domy,gdzie nóżki są przyrządzane znakomicie.Jadam je z ogromną przyjemnością i ?…..
    z dokładkami ;-)
    Do przyrządzania galaret w małych porcjach dla gości świetnie sprawdzają się foremki silikonowe (np.te do mufinów),co na naszym ostatnim spotkaniu podpowiedziała zainteresowanym moja kuzynka Magda.

  12. Brzucho, :D
    a szczypiorek świeży, prosto z ogródka :)
    Moją galaretę robię tak, że najpierw zalewam nóżki (może też być świński ryjek) zimną wodą, zagotowuję i wylewam wywar z szumowiną, nóżki opłukuję dokładnie, zalewam wrzątkiem i gotuję powolutku z dodatkiem jednej cebuli, liścia laurowego, kilku ziaren pieprzu czarnego i dwóch – ziela angielskiego. Po 2 h dorzucam machew, selera, pora i gotuję jeszcze z godzinkę, aż się kostki zaczną łatwo oddzielać w stawach. Wyjmuję nóżki i oddzielam mięso od kości wysysając z nich (kostek) resztki smaku i chrząstek ;) Marchewkę kroję w plasterki i umieszczam na dnie salaterki. Na to daję rozdrobnione mięso. Do wywaru dodaję czosnek (sporo) rozgnieciony z solą (do smaku). Wywarem przecedzonym przez sitko zalewam mięso, stawiam w chłodzie.
    Galaretę lubię jeść z różnymi dodatkami, czasem z octem, ale częściej z chrzanem.

  13. Witam SzamPaństwo :)
    Lato, zapowiadają nawet do 24C, na plusie rzecz jasna.
    U mnie w domu “centralskie gołębiarze”) robiło się galaretę, cała wioska (“zza Buga”) robiła studzininę. Obowiązkowo tak do galarety jak i studzininy podawało się dzbanuszek z octem, a u mojej zaprzyjaźnionej pyry Julki z Poznania – obowiązkowo chrzan. Bez chrzanu gla Julki galart się nie liczy.
    Moja babcia robiła galaretę w ilościach, było w niej sporo mięsa, ptzyptawy dyżurne w każdej galarecie, ale warzywa usuwała z galarety, dodawała coś tam tylko do ozdoby. Galareta bez warzyw dłużej się trzyma. A ja uwielbiam wszystkie warzywa w galarecie i zresztą u mnie z warzywami czy bez – galareta nigdy dłużej sie nie utrzyma. Dawno nie robiłam, to inna sprawa, ale nadchodzą święta :)

  14. Niech galareta na mnie czeka, a ja dzisiaj, już za pół godziny będę tarła ziemniaki na placki – dzisiaj wczesny obiad, bo potem Młoda ma jeszcze zajęcia po południu. Kwaśna śmietana jest, szczypiorek – jest i pełna cukiernica – też. Młoda je na słodko, a ja na słono. Lubię placki, a nie lubię trzeć ziemniaków; no trudno…

  15. Nadmienię też,że lorneta i galareta (meduzą też zwana)to kulinarny obyczaj, który Osobisty Wędkarz polubił od pierwszego wejrzenia ;-)

    Wczoraj w młodzieżowym towarzystwie otworzyliśmy sezon grilowy.
    W roli głównej wystąpiła biała kiełbasa.

  16. a ja bez octów, cytryn czy chrzaników (chyba że z majonezem)

  17. Ja też mam dziś zimne nogi. Musiałam iść kawał drogi po mokrym, bo pada i buty mi przemokły. Na obiad zupa i drugie.

  18. Nie wiem czemu, ale czasem, kiedy jem galaretę, muszę myśleć o balecie :roll:

  19. Danuśka,
    lorneta z meduzą, właśnie! Też to słyszałam. O rany, ale mygła za oknami…mleko dosłownie :shock:
    Zapowiedziałam cykliście, że ma odczekać, aż mleko opadnie.
    Ależ mnie naszła ochota na galaretkę z nóżek!
    Zuzanno,
    po diecie kapuścianej ja bym radziła po prostu jeść MNIEJ, innej rady ni ma :roll:
    Zamień talerz drugiego dania na deserowy, a zupy nalewaj połowę tego, co dawniej. Jak głodna w tak zwanym międzyczasie – wsuwaj surowe warzywka typu marchewka, seler łodygowy, pomidor, ogórek, korniszonek, owocki z michy – grapefruit, śliwka, pomarańcze i mandarynki, jabłko czy co tam w misce z owocami jest. Powodzenia!

  20. O, jest wreszcie Gruba Kryśka.
    Już się zastanawiałam, co u niej dziś na obiad?
    U mnie to samo.
    Pada.
    Zupa i drugie.

  21. wietrzy jak nad morzem …

    ja robię tak prawie tak jak nemo tylko do wywaru oprócz sporej ilości czosnku dodaję jeszcze majeranku …

  22. Dodam jeszcze, że śniła mi się dzisiaj nasza blogowa Ewa – w życiu nie widziałam kobiety, we śnie była brunetką bardzo nieokreśloną w szczegółach, ale wiedziałam, ze to ona ci jest. Dyskutowałyśmy o zdjęciach z Meteory :roll:
    Na swoje usprawiedliwienie mam, że oglądam wszystkie zdjęcia, zamieszczane przez Ewę :)
    Ja chyba też zrobię placki ziemniaczane, cyklista zaaprobował (bardzo plackożerny) i zadeklarował, że kupi maślankę po drodze z pracy. Maślanka bardzo pasuje do placków. Ja jak zwykle, robie placki z dodatkiem tartej cebuli (Pyra nie lubi). Na dwie osoby wystarczy zetrzeć z 5-6 ziemniaków (zależy od wielkości), to nie jest wielka robota, ale pamiętam przekleństwa, miotane cichuteńko pod nosem, kiedy trzeba było zetrzeć ziemniaków na placki dla 6 osób. I każda z tych osób była wysoce plackolubna :roll:

  23. Pamiętacie taką piosenkę:
    Już w dzieciństwie miewał Kocio
    do niewieścich nóżek pociąg.
    Na kolanka, ach! Na kolanka, ach,
    siadać lubił ładnym ciociom.
    Dalej, niestety nie pamiętam, ale kończyło się tak, że dzisiaj biedny Kocio jest na diecie i łza się w oku Kocia kręci, gdy konsumuji, ach, gdy konsumuji, ach, zimne nóżki w galiareci…
    Sempoliński to śpiewał w epoce piramid, a może Lopek?
    Osobiście zimne nóżki uwielbiam, dokładam do nich wszystko to, co do rosołu – bez goździków (kapusty i tak nie używam rosołowo). Nie bawię się w szumowanie, bo to wartościowe białko, które w dodatku podczas gotowania znika w wywarze. Nie siekam bardzo drobno, bo lubię sporsze kawałki. Dużą część mięska wyżeram przy obieraniu, na gorąco. To, co uda mi się przed sobą samą uratować, wrzucam do salaterki, zalewam wywarem, nie klarując go z lenistwa i wychodzi mi tak zwana (w książkach kucharskich starej daty) tęga galareta. Do tego cytrynowy sok w dużych ilościach. Incydentalnie chrzan. Łomatko, jakie to dobre. W dodatku chodzą po mnie takie nóżki już z tydzień. Lecę do sklepu…

  24. Już w dzieciństwie miewał Kocio
    do niewieścich nóżek pociąg ?
    na kolanka (ach!)
    na kolanka (ach!)
    Siadał chętnie ładnym ciociom!
    Cha! Cha! Cha! Cha!
    Cha! Cha! Cha!
    Siadał chętnie ładnym ciociom!

    A gdy już męskości wiosna
    Pierwszy wąsik mu przyniosła,
    To na widok (ach!)
    To na widok (ach!)
    Damskiej nóżki ? stawał w pąsach!
    Cha! Cha! Cha! Cha!
    Cha! Cha! Cha!
    Na ten widok stawał w pąsach!

    Aż kuknęła raz kukułka
    I dwóch pięknych nóżek spółka
    Wiodła Kocia (ach!)
    Wiodła Kocia (ach!)
    Wiodła kocia do kościółka!
    Cha! Cha! Cha! Cha!
    Cha! Cha! Cha!
    Wiodła kocia do kościółka!

    Teraz Kocio jest na diecie
    Pod powieką łezkę gniecie,
    Konsumując (ach!)
    Konsumując (ach!)
    Zimne nóżki w galarecie
    Cha! Cha! Cha! Cha!
    Cha! Cha! Cha!
    Zimne nóżki w galarecie

    W dzień powszedni i w niedzielę
    Pamiętajcie przyjaciele:
    Lekka nóżka (ach!)
    Lekka nóżka (ach!)
    Miewa ciężki pantofelek!
    Cha! Cha! Cha! Cha!
    Cha! Cha! Cha!
    Miewa ciężki pantofelek!

  25. O, Alicja, skąd to wytrzasnęłaś? Szukałam w necie, ale bez skutku.

  26. Już wiem – wpisywałam błędnie początek. Bo ktoś tam śpiewał “Z lat dziecięcych miewał Kocio”…

  27. I Dziewoński to śpiewał, nie żaden Lopek… Oj, skleroza.

  28. I do posłuchania:
    http://www.youtube.com/watch?v=FiXh5hUsoGo

    A pomyliło mi się z Sempołą, bo Dziewoński kresowo zacjągał…

  29. Znakomici są Starsi Panowie Dwaj i Dziewoński …
    Przypominam sobie z zakamarków dzieciństwa, że z co poniektórych odcin?ów rodzice nas wypraszali :roll:
    Nie wiedzieli, ze w drzwiach z drugiego pokoju była całkiem spora dziurka kluczowa, wychodząca prosto na ekran telewizora wawel 2.
    A niżej szczelinka w drzwiach ;) Na dwie osoby wystarczyło :)
    Zwracam uwagę, ze pod zamieszczonym sznureczkiem mieści sie nie tylko tekst, ale i wideło z rzeczonego Kabaretu Starszych Panów.
    Przyjemnego dnia!

  30. Ło, łajza minęli z nisią ;)

  31. Mocno wieje nie tylko w Warszawie, ale także nad morzem.
    Do galaretki zarówno drobiowej jak i wieprzowej, która zastyga w małych filiżankach, dodaję trochę chrzanu. Jest to pomysł podpowiedziany kiedyś przez Pyrę. Pyra pisała wprawdzie o kulkach chrzanowych, ale u mnie ta mała porcyjka chrzanu/ ok. pół łyżeczki/ przybiera formę spłaszczoną, co nie ma wiekszego znaczenia dla smaku. To metoda dla tych, którzy lubią galaretkę z chrzanem, a ja taką właśnie lubię.

  32. Smakuje dobrze, roboty tylko trochę przy siekaniu. Mielone zdecydowanie nie to. Studzienina kojarzy się trochę z chłodzieniną, a stąd już mały kroczek do chołdźca. A parę lat temu spór był wielki o to co jedli ci, co chołodziec litewski milcząc żwawo jedli. Wersja chłodnikowa przeważała, ale byli i znawcy optujący za nóżkami w galarecie. Jak było naprawdę, nikt już chyba nie wie.

  33. Jak zwał, tak zwał – byle smakowało ;)

  34. Placki ziemniaczane to jednak bardzo dobre jedzenie. Ocet i cytrynę podaję do galarety dla gości. Mnie odpowiada sos – chrzan, śmietana i majonez. a najczęściej zwykła sól; szczególnie do ozorów w galarecie. Lubię ozory w plastrach, zastudzone w galarecie i na wierzch rzucone kilka ziarenek soli (sos śmietanowo=chrzanowy z majonezem podaję osobno)

  35. “Kwaszenina, studzienina, zimne nogi” – http://www.rp.pl/artykul/298304.html

  36. Rozmawiałam z Żabą, która w nocy pracowicie opisywała dla blogu tort “Józinkowy” (Józinek to jeden z wnuków Żaby) pisała, pisała, nawet chciała kopiować i jak raz siadło zasilanie i tekst z ekranu wpadł w czarną dziurę. W takim razie ja wyręczę Żabę, bo zebrałam zeznanie tortowe.
    Tort dla Józia
    upiec 2 blaty biszkoptowe – jeden zwykły, drugi kakaowy;
    zgodnie z opisem na opakowaniu, przygotować i rozlać cienką dosyć warstwa na talerzach galaretki – co najmniej w dwóch kolorach = lepiej w trzech. Galaretki schłodzić do stężenia, a potem posiekać w kawałki.
    Ubić ok 1 ltr śmietany
    Blaty przeciąć na połowę i wykorzystywać na przemian – jasne i kakaowe, każdy obficie nakładać śmietaną i posypywać jedną z galaretek. Robi się z tego wielki tort – 4 blaty, mnóstwo śmietany. Posmarować śmietaną wierzch i boki tortu, po wierzchu posypać śmietanę miksem wszystkich galaretek. Można także na wierzch dać owoce + galaretki. Boki można posypać bakaliami albo okruchami ciastek albo siekanymi orechami i siekaną czekoladą.

  37. Też nabrałam ochoty na nóżki w galarecie i zrobię w tym tygodniu.

    Nisiu, Twój Lagos to prawdziwa pułapka :-) Piękne kreacje, sprzedają wysyłkowo więc może się skuszę.

  38. Wpuszczasz w maliny, Pyro…posypywać galaretkami? :shock:

  39. Alino,
    gdzie ten Lagos Nisi? Przegapiłam czy co?

  40. Alicja – w jakie maliny? Masz zastudzoną, kolorową galaretkę i siekasz ją, czy tam tniesz w drobne kawałki – kawałeczki czy tam jak i tym posypujesz hojnie warstwę śmietany.

  41. Alicjo, to było wczoraj

    Nisia
    18 marca o godz. 20:19
    Pyro: http://www.galerialagos.pl/sklep/labradoryt-p-476.html

  42. Alino, nie mów do mnie na ten temat!!! Przed chwilą zamówiłam u nich kolczyki z labradorytu (na szantach w Krakowie kupiłam sobie u nich stosowny pierścionek), zawieszkę z chryzokoli (pierścionek do kompletu mam od nich, kiedy byli na szantach w Charzykowych), kolczyki z cytrynu i kwarcu dymnego (kocham oba kamuszki) i zawieszkę z opalu i lapis lazuli ze srebrnym statkiem w środku…
    Z najwyższym trudem powstrzymałam się przed nabyciem paru innych drobiazgów. Turmaliny mają takie ładne…
    Alicjo: http://www.galerialagos.pl/
    A teraz bawcie się, kochane!

  43. O, łajza…

  44. To pewnie jest jakaś aberracja, ale ja niekoniecznie muszę nosić te kamienie. Fajnie jest na nie patrzeć – kwiaty ziemi, kurza ich twarz kolorowa!

  45. Nisiu :-) , bardzo lubię koral, upatrzyłam bransoletki ale niektóre są już sprzedane…
    Coś tam znajdę :-) Dzięki za “cynk”!

  46. A, to nie przegapiłam tego labradorytu ;)
    Dzisiaj wyczytałam takie cuś względem labradorytu, od znawcy:
    Labradoryt
    Największe ilości występuję na półwyspie Labrador, stąd nazwa
    minerału. Labradoryt jest kruchy, przezroczysty. Wykazuje niesamowitą grę barw w odcieniach niebieskich, złocistych, zielonych i fioletowych. Zjawisko to znane jest jako labradoryzacja.
    Najczęściej występuje w Kanadzie, Meksyku, Australii i Finlandii.
    Ciekawostka – uważa się, że kamień oraz robiony z niego eliksir
    łagodzi napięcia powodowane przez frustracje, znikają niezdecydowanie i nieśmiałość, również dodaje odwagi. Koncentrację i trawienie wspomagają żółte i złote labradoryty. Natomiast szary labradoryt oczyszcza aurę z negatywnej energii, pomocny przy zauroczeniach i opętaniach. Egzorcyści i osoby poddane ich zabiegom powinni korzystać z energii labradorytu.”
    Kurdę, ten mój nie jest nic a nic przeźroczysty, kruchości nie będę próbować, bo a nóż z widelcem, eliksiru robic też nie będę, bo jak – zmielić kamień i zalać spirytem czy co? Spiryt w Kanadzie też nie występuje :roll:
    Ale ideolo dorobione do kamola – cudne ;)
    Pyro,
    nie napisałaś o siekaniu galaretki, więc zmyliło mnie to posypywanie.Teraz jak najbardziej sobie wyobrażam ;)

  47. Jeżeli się odpowiednio skoncentruję, to zjem żółty labradoryt. Ale jak go potem strawię???

  48. Alino, a może weź tę z korali i labradorytu – oryginalna i w dzisiejszym klimacie blogowym… http://www.galerialagos.pl/sklep/bransoletka-koral-labradoryt-p-600.html

  49. http://www.galerialagos.pl/sklep/bransoletka-turmalin-rzemien-p-644.html
    Takie wesołe, młodzieżowe wzory też lubię.
    Alinko, myślę, że jeśli do nich napiszesz, oni poskładają Ci bransoletkę z samych korali, bo to bardzo przyjemni ludzie.

  50. Nisiu,
    http://alicja.dyns.cx/news/img_0081.jpg
    ;)
    Dodam, że znakomicie się go nosi w upalne dni, baaaaardzo świetny dla ochłody!

  51. Ujęłam z tego naszyjnika dwa paciorki, żeby zrobić wisiorki do uch. Paciorki są dosyć spore, mniej wiecej jeden centymetr średnicy.
    Piękne jest to, że każdy paciorek inny.

  52. Nisiu-żółty labradoryt strawisz popijając spirytusem,bo onże wszystkiemu da radę ;-) Spirytus w Kanadzie nie do kupienia,ale Szczecinie jak najbardziej.W tym “Lagosie” to,jak widzę mają prezenty dla wszystkich
    i dla żeglarzy i dla wędkarzy też :-)
    http://www.galerialagos.pl/sklep/ozdoba-ceramiczna-ryba-p-391.html

  53. Faaaajny Lagos, nie?
    Alicja, było chwilę poczekać, kolczyki mam, bym Ci dała!
    A ja mam przed nosem kawał szczotki dymnego kwarcu z opalizacją w środku i co jakiś czas biorę go do ręki i się gapię.

  54. Uprzejmie donoszę,że portobello rozpanoszyło się w supermarketach.
    Są nawet w Tesco.Rzeczywiście wielkie kapelusze,aż proszą się o farsz.
    Natomiast wielkie,ale płaskie kapelusze boczniaków świetnie robią za schabowe.Co grzyb,to obyczaj ;-)

  55. Nisiu, podoba mi sie ta pierwsza. Czy masz ich numer telefonu?

  56. Alino, zajrzyj tu, jest tu jakiś numer, a jakbyś się nie dodzwoniła, to majluj do nich, odpowiadają błyskawicznie.
    http://www.galerialagos.pl/sklep/contact_us.php

  57. A tak serio, do dwie sztuki są w sam raz, trzy to już przesada…

  58. Nisiu, dziękuję, napiszę do nich bo telefon nie odpowiada. Przyznam Ci się, że nie lubię kompletów, wolę jak są nie do pary :-)

  59. A ja lubię jak się powtarza, ale jedno na ręce, drugie wyżej. Pierścionek z bransoletką nie i kolczyki z wisiorkiem też nie, ale pierścionek i kolczyki, to już owszem.
    Z takiego adresu właśnie dostałam od nich pocztę.
    sklep@galerialagos.pl

  60. Nisia (19:32),
    piękne zestawienie.
    Nisiu,
    wzięło mi się i zapięcie w tym naszyjniku z kwarcu dymnego porypało – według mnie za ciasno były te paciory nadziane na, no i za jakimś razem padło wszystko, się rozerwało :roll:
    Wyciagnęłam dwa paciory z myślą o wisiorach usznych – cienutkie sreberko i pacior na końcu. Długość na mniej wiecej 4 cm. Mam koleżankę jubilerkę – zrobi :)

  61. Zawsze wiosną pięknieją kobiety i tak powinno być. Młoda też któregoś dnia przyszła z bransoletą w stylu skandynawskim – kuta, praktycznie kwadratowa, z amalgamatem na wierzchu, żeby nie oksydowało srebro. Dla mnie wiosna prawdziwa to ludzie bez nakryć głowy, włosy rzucone na wiatr, lekkie, rozpięte płaszczyki i kurtki. Zawsze wiosną się dziwię gdzie się przez zimę ukrywały te zastępy pięknych kobiet.

  62. Alicjo – masz to zapięcie, czy potrzebujesz? Bo jak co, podaj hasło.

  63. Nim dzionek minie,
    chciałem jeszcze zgłosić zimne nóżki mojej LP, jak wraca z całodziennego stania w jej wiecznie niedogrzanym sklepiku.
    Co ja potem z tym mam!
    Byle do wiosny…

  64. Mam zapięcie, mam!
    A propos placków ziemniaczanych, od lat robię je drogą dla leniwych i wyszło, że to najlepsza droga – tarte na wszystkich 3 tarkach, które zwyczajna tarka czterotarkowa oferuje, pomijam tylko tę czwartą, która plasterki, bo to za dobrze się nie komponuje. Natomiast miazga, cieniutkie te tam i tak dalej – jak najbardziej. Idę smażyć.

  65. Pepe…ja od lat sypiam w skarpetkach, pora roku nieważna, po prostu mam zawsze zimne stopy! Pono niedokrwienie czy co tam :roll:
    Cieniutkie skarpetki, byle gumka nie była z tych zaciskowych…ja mam zapas z British Airways, tam takie dają na nocne loty ;)

  66. Pepe – urządzasz pożegnanie w firmie? Co planujesz?

  67. Alicjo,
    Czuję się zaszczycona rozmową, nawet we śnie :-) . Chętnie powtórzyłabym to w realu. Może kiedyś…
    Padłam wirusowo i do niedzieli wypoczywam – co za ulga…

  68. Jak chcę punktować, to rozgniatam i poniewieram w ogóle jakiś czas jej stopy, ale ileż czasu można się temu poświęcać – przy całej tej miłości nawet.
    Muszę się rozejżeć za jakimś kocykiem elektrycznym.

  69. Pepegorze,
    najpierw mały whirlpool albo miska z dobrze ciepłą wodą z dodatkiem soli, potem ewentualny masaż z kremem rozmarynowym do stóp, skarpetki jedwabne i termofor do łóżka :)

  70. Zimne ręce i nogi rozgrzeje też łyk dobrego koniaku.

  71. Nemo, no właśnie, koniak.
    Akurat jesteśmy przy nim, a moja LP nie potrafi skończyć rozmawiać z Pyrą.

  72. Skończyła – mówi, że koniak ją rozgrzał.

  73. No, to dobrej nocy! :)

  74. Nie jedwabne (jedwab chłodzi), tylko wełniane i z tak zwanej wełny gryzącej, szorstkiej, bo to pobudza krązenie krwi.
    U nas upały :roll:

  75. Suplement do Kocia.
    Naszemu najgłówniejszemu Profesorowi śpiewaliśmy pochwalnie: “Kocio, Kocio ma wysmukłe uda. Kocio, Kocio, nie wie, co to nuda.” Istnieje stosowna dokumentacja fotograficzna ud wysmukłych Kocia, który dzisiaj spogląda na nas z całkiem już innych światów :-)

  76. A propos stóp. Też mam zimne, ale na szczęście mam Ewę!

  77. Mam stopy i pana męża :-)

  78. Tak więc już oddaję w ręce Cichala.
    Dobranoc!

  79. Dziękuję Pepe, dobrze, że nie w stopy…
    A propos Kocia, pamiętacie – A w Gródku Jagiellonskim był? (l przednio-językowo zębowe)

  80. Osobiście obkładam moje zimne nóżki psami. Jeden spory wystarcza albo dwa małe. Może być dodatek kota, pod warunkiem, że psy twardo śpią.
    Cichal, mnie zębowe ł w rosyjskim wychodzi bezbłędnie, a w polskim sztucznie. Ot, ciekawostka fonetyczna.
    Dobranoc!

  81. dzień dobry …

    wiosna podobno już od dzisiaj a ja zawsze myślałam, że od 21 marca … czy można już powiedzieć – wiosnę uważam za otwartą … :)

    na biżuterię prawię już nie patrzę bo sama sklep bym mogła otworzyć …

  82. Witam Blogowiczów,
    Potrzebuję Państwa pomocy i rady. Na przełomie kwietnia i maja najprawdopodobniej będę po raz pierwszy w życiu przez 2 dni w Berlinie. Czego warto tam spróbować czego nie zjem w Warszawie, przy skromnym budżecie na kulinarne szaleństwa? Może warto się gdzieś wybrać po przyprawy, których u nas nie ma (kuchnia indyjska, japońska, śródziemnomorska)? Bardzo dziękuję za pomoc i pozdrawiam,

  83. Na kaszubach zwą Zylc

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*


*

css.php