4.11.2011
piątek

Jak smakowały lata dwudzieste i trzydzieste?

4 listopada 2011, piątek,

Jesień to dobry sezon na czytanie. Jestem otoczony książkami, które bardzo mi przypadły do gustu. Będę więc dzielił się swymi wrażeniami z tych lektur.
Dawno nie czytałem tak interesującej i świetnie napisanej książki. Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety  to opowieść - a raczej  podróż po międzywojennej Polsce – w której zmianom politycznym i gospodarczym towarzyszyły przeobrażenia obyczajowe i społeczne. Najlepiej widać je w przemianach  form życia towarzyskiego i kulturze jedzenia  czyli w kuchni i za stołem. Maja Łozińska  z wielkim znawstwem i pisze o tych przemianach, pokazując modne restauracje, kawiarnie literackie i cukiernie, ale także odwiedzając wraz z czytelnikiem podmiejskie spelunki i wiejskie gospody. Opowiada  Łozińska o handlu artykułami spożywczymi, o sklepach kolonialnych i wiejskich jarmarkach, o codziennym stole i eleganckich przyjęciach, o słynnych smakoszach i o autorach kulinarnych przepisów.
Silną stroną książki są - dobrane i opisane przez Jana Łozińskiego -  niepublikowane dotąd  stare zdjęcia oraz reprodukcje malarstwa. Warto czytając dzieło Łozińskiej porównywać jej relację z dzisiejszymi obyczajami, jadłospisami, formami towarzyskimi. Odkrywanie wzorców obyczajowych, w tym kulinarnych, z których czerpiemy do dziś to wielka przyjemność.
Pisze więc autorka: „przeciętny obywatel Drugiej Rzeczypospolitej nie wyobrażał sobie dostatniego, zdrowego życia bez mięsa w codziennym jadłospisie. Kotlet, sznycel lub pieczeń, jeśli tylko pozwalał na to domowy budżet, były niezbędną częścią porządnego obiadu. Wiosną 1929 roku, kilka miesięcy przed początkiem wielkiego kryzysu gospodarczego, jedno z pism dla pań, „Kobieta w świecie i w domu”, podawało na prośbę młodej, „niedoświadczonej” gospodyni symulację miesięcznych kosztów utrzymania trzyosobowej rodziny i służącej. Zdaniem redakcji na żywność dla czterech osób trzeba było wydać nie mniej niż 200 zł, z tego 75 zł przeznaczano na zakup mięsa, 30 kilogramów po ok. 2,50 zł za kilo. Na jarzyny, w tym ziemniaki, potrzebne było 15 zł, na owoce 12. Na chleb, pół kilograma dziennie, starczało 10 zł. To wyliczenie pokazuje, że choć mięso było drogie, nie żałowano nań pieniędzy i w zasobnych domach jedzono go naprawdę dużo. Najwyżej ceniona była wołowina, cielęcina, baranina; wieprzowina tradycyjnie uchodziła za produkt o mniejszej wartości. Lubiano bardzo wszelkiego rodzaju mięsne podroby – wątróbki, mózgi, nerki przyrządzane niekiedy w niezwykle wyrafinowany sposób, gotowane w winie, zapiekane pod beszamelem. Z drobiu najczęściej podawano kurczęta, lecz także indyki, kaczki i gęsi. Najwytworniejsze były potrawy z pulard i kapłonów. Ich delikatne mięso – specjał rodem z kuchni staropolskiej – kosztowało dużo, tylko wtedy opłacała się wyjątkowo pracochłonna i nie tania hodowla. Młode dziesięciotygodniowe kury i koguty kastrowano i przez miesiąc poddawano specjalnej tuczącej diecie, zapisanej w dawnych recepturach: „Na ukarmienie sześćdziesięciu kapłonów w czterech niedzielach weź zboża pięknego korców cztery, to jest hreczki dwa i jęczmienia dwa korce; do tego jedną lub dwie głów wołowych i z jednego lub dwóch wołów podroby do kuchni niepotrzebne. Zboże się miele i suszy naraz, głowy wołowe i podroby siekają się jak najdrobniej. Siekaninę tę zmieszaj z mąką i porób gałki, które dawaj kapłonom trzy razy na dzień lub cztery, każdego biorąc osobno i karmić. Tym sposobem na pulardy biorą się kury młode. Gałki powinny być w proporcji wielkości drobiu. Drób powinien być w kojcu lub izbie cały czas trzymany, czystość jak największa utrzymywana”. W nie mniej okrutny sposób tuczono gęsi przeznaczone na wędzone półgęski. Podawano im także groch, kukurydzę, bób, obficie solone, aby powiększyć ich wątroby, używane między innymi na wykwintne pasztety, foie gras. „Gdy gęsi zaczynają dyszeć, trzeba zaprzestać je karmić, gdyż tłustość może je udusić” – pisała z niewczesną troską Maria Śleżańska.”

W tamtych latach nie było jeszcze Zielonych, którzy doprowadzili do zakazu hodowli gęsi na stłuszczone wątroby, dziś zaś usiłują także wprowadzić zakaz jadania móżdżku oraz grasicy.

Komentarze: 202

Dodaj komentarz »
  1. Dzień dobry Blogu!
    I po co ta demagogia z Zielonymi, którzy jakoby zabraniają jeść móżdżek i grasicę? 8O Ten zakaz jest aktualny w wielu krajach z powodu nie tak dawnej paniki i strachu przed chorobą szalonych krów. Przepisy sanitarne nakazują rzeźniom usuwanie i niszczenie mózgów oraz rdzenia kręgowego cieląt, wołów i owiec, bo te organy bywają (tak twierdzą naukowcy) siedliskiem prionów powodujących chorobę Kreutzfeld-Jakoba.
    Grasicy nikt nie zabrania sprzedawać i można ją jeść w wielu restauracjach.
    Inna sprawa z wątróbkami gęsimi.
    „Zieloni” czyli ekolodzy oraz inni wrażliwi ludzie są przeciwni torturowaniu zwierząt barbarzyńskimi technikami napychania żołądka gęsi w sposób mechaniczny, przez metalową rurkę, raniącą niekiedy przełyk, prowadzącymi do niechybnej śmierci zwierząt, jeśli nie dokona się uboju w ostatniej chwili, kiedy ptak już chwieje się na nogach, a te z czerwonych zrobiły się sinozielone :roll:
    Gęsi i kaczki można zatuczyć dając im dużo żarcia i nie pozwalając biegać, co też jest mało humanitarne, ale przynajmniej „dobrowolne”. Tyle że drogie, bo czasochłonniejsze i mniej wydajne.
    Życzę wszystkim miłego dnia!

  2. Dzień dobry :-)
    Wiem, że jestem drapieżnikiem. Nawet gdybym przestała jeść mięso, nadal nim będę :-(

    Wczoraj torturowałam kurczaka i bardzo się obawiam, że z mizernym skutkiem. Piekarnik mi się po cichu wściekł i nie wiem, czy rolada w środku aby nie surowa. A ona wyjściowa, na urodzinowe zamówienie, dla koleżanki. Na zrobienie następnej nie ma już czasu :-( Pal sześć kompromitację, ale może być przykrość, a ona tak się cieszyła :-( :oops:

  3. Ci zieloni!
    Sledzac polskie strony czasem mam wrazenie, ze ludzie czuli na ekologiczne aspekty naszych poczynan stoja na liscie „czarnego luda” bardzo wysoko, zaraz po… – nie bede wyliczal. Dodam, ze to wg mnie, to tez lista jakiegos stanu cywilizacyjnego spoleczenstwa. Zalecam tu strony GW: „czyste wajractwo”!
    Poza tym dobrze, sloneczko zmaga sie z powloka chmur i cieplo. Na dzis zapowiadane 19°C – niezle, jak na listopad. Tak mogloby zostac do jakiegos 15 grudnia, ale potem o zime bym poprosil, bo wtedy gdzies mam zamiar torturowac coroczna gaske.
    Nemo, a Ty nie przed nastepna podroza?
    Masz Ty nerwy zasiadac tak rano do kompa!
    Milego dnia zycze ponadto,
    pepegor

  4. Książka ciekawa.
    Każda ortodoksja jest szkodliwa. Zielona również. Ale czy naprawdę nie należało wprowadzić zakazu torturowania gęsi?

    Nemo, udanej podróży. Zazdroszczę wystawy.

    Miłego dnia wszystkim :)

  5. Zasiadam ci ja do kompa bez nerw o 5-tej rano…Umknął wam wczorajszy wpis FanFana? Zadał nam, blogowiczom w Kuchni, pytanie ;)
    Odpowiedziałam, jak umiałam.
    Gęsi też bym nie torturowała. Ale doskonale wiem, że tutejsze kurczaki żadnego wybiegu nie mają, ani też smaku nie mają takiego, jak to drzewiej bywało. Bywa czasami na wsi, rosół u mojej Bratowej, taki z kury biegającej po podwórku to najwyższa półka.
    Bywa – tylko trzeba takie miejsca znać. Żabie Błota, gdzie śmietana od Eski, że tylko ją nożem kroić… :)
    To tak dla naprzykładu.
    Jotka dobrze powiedziała – każda otrodoksja jest szkodliwa.

  6. Nemo – Hans Gerhard Creutzfeldt uwielbiał naleśniki, o Kreutzfeldzie nie wiem nic a nic :)

    Szalone lata dwudzieste….nie myślałem wtedy o kapłonach i gruczołach

  7. Pacek,
    wtedy to „gruczoły” myslały za Ciebie ;)

  8. Precz z ortodoksją wszelaką : religijną, polityczną, filozoficzną i eko też. Wszelki nadmiar szlachetnych uczuć i pobudek nieodmiennie zmienia się w totalitarne próby uszczęśliwiania wszystkiego, co żyje.
    Książka Łozińskich ogromnie mnie zaciekawia, szczególnie po uważnej lekturze „PRL na widelcu”. Z pewnością można wywieźć niejedną paralelę i zderzyć ze sobą realia.
    Z zakupów wróciłam z piękną karkówką b/k – mogą być szaszłyki z piekarnika, albo rolada małopolska z szynką; kupiłam dwa nieduże ogony wieprzowe, które w symbiozie z b.dobrym boczkiem wędzonym pt „tradycyjny” (merliny, polecam) będą wsadem w jesienną grochówkę w przyszłym tygodniu i słoniny kawał na skwarki do klusek – też im boczku dołożę. Jeszcze filet z kurczaka i warzywa na patelnię na tradycyjną naszą krajankę orientalną (z ananasem i salam oolek) i to by było na tyle – jakieś 5 obiadów. Teraz idę zająć się zlewaniem nalewki pigwowej. W słoju zostanie już tylko dereniówka do zlania w końcu listopada.

  9. Zakaz przymusowego tuczenia drobiu, lub np. zakaz wyrywania zywym zabkom nog w celach konsumpcyjnych nie uwazam jeszcze za ortodoksje.
    Bez ortodoksji jednak sie nie obejdzie. Bylem ortodoksyjnym tu, w pol drogi miedzy Warszawa a Paryzem, gdy dobre 30 lat temu bralem udzial w kampanii wyborczej dla zielonych. Dwadziescia lat pozniej niektorzy towarzysze z tych lat zasiadali w Bundestagu i uprawiali tam niezla polityke, ku mojej satysfakcji z reszta.
    Aczkolwiek, jak obserwuje dzisiaj dzialania radnych tego koloru w moim miescie, to pukam sie czesto w czolo i pytam, czy oni nie maja innych problemow?

  10. Z ortodoksyjnym uporem i opuszkami palców usiłuję utrzymać wizję balów i bankietów dwudziestolecia. Nie chcę krów szalonych, aluminiowych widelców, nawet lekko zadyszane sanacyjne gęsi mogą sobie ze mną odpocząć, a najlepszą formą odpoczynku były zakupy w domu towarowym braci Jabłkowskich. Jeden miesiąć bez pieczywa można i nowa sukienka. To były czasy.

  11. Nowy zatelefonił z pozdrowieniami od siebie i od Cichalów. Nie ma dojścia do sieci i na razie czasu na nic Mu nie starcza. Kto wie? Może i zawadzi o Poznań (na 2 godziny, jak się odgraża). Na teraz pozdrowienia dla Blogu in gremio i solo także.

  12. Pyszne zapewne byly te gaski i kurczatka, jak tusze, a rzucajac przelotne westchnienie nad ich nieszczesnym losem, podrzucam smaczne pytanko:

    czym zastapic budyn w licznych polskich przepisach na ciasta?

  13. Tambylko – jeśli w samym cieście ten budyń, to mąką ziemniaczaną; jeżeli w kremie – to różnie = skrobią ryżową, budyniem własnoręcznie zrobionym z mleka, mączki ziemniaczanej i dodatku smakowego, mączką z sago, ew dodatkiem galaretki w kremie.

  14. Kisiel – mąka ziemniaczana + jakiś sok do smaku
    Budyń – mąka ziemniaczana + mleko i jakiś tam smaczek, na przykładcukier waniliowy.
    Miałam to dobrze opracowane na poziomie późnego dzieciństwa, zawsze wychodziło ;)
    O ile pamiętam (a pamięć mam dobrą, bo krótką), na pół litra płynu brało się łyżkę stołową mąki ziemniaczanej.
    Można do tego dojść metodą prób i błędów ;)
    Oj…na dworze szadź…chyba był przymrozek!

  15. Pyro,
    Nowy z pozdrowieniami od Cichalów to brzmi conajmniej tak, jakby Cichaly podróżowali z nim, a przeca oni tutaj o rzut kuflem ode mnie i Cichal zamiast podróżowania się grzecznie rehabilituje :roll:
    Wracając do budyni i kisieli, uwielbiałam, brało się słoik kompotu i kombinowało z owocami i samym kompotem, owoce na dno miseczki, na to gorący kisiel czy budyń, własnoręcznie z maki ziemniaczanej pokombinowany, lepszy, niż z torebki.
    Proporcje muszę sprawdzić, a ponieważ mam makę ziemniaczaną, to sprawdzę choćby dzisiaj.

  16. Budyń, chociaz ładnie barwi ciasto, zostawia mączny posmak. To chyba od mączki budyniowej, która podobno jest przetworzoną mąką ziemniaczaną. Niby mąka budyniowa=ziemniaczana, ale chyba jednak nie do końca. Różnicę ja wyraźnie czuję w biszkopcie.

  17. Dzien dobry,

    Ciesze sie ze przepis na zupe sie spodobal.
    Alicjo ze stiltonem to ja mam podobnie – po co do zupy jak z winem czy porto jest wysmienity (albo jak maz mawia nie naprawiaj tego co nie zepsute :) ). Ale dla zdrowotnosci mozna i brokuly dodac …

  18. Alicjo! Prosiłem Nowego o przekazanie pozdrowień dla wszystkich. Dlatego to tak wyszlo. Dalej mnie wyginają na wszystkie strony. Odstawiłem już wiekszość środków przeciwbólowych, które sprawiały, że mi się kickało w łebie Słyszałem głosy przeróżne, w różnych językach (ładnie brzmi, nieprawdaż?) Ciekawe, że podobne doznania zdarzają mi się w czasie samotnej żeglugi. Endorfiny jakoweś, abo co…

  19. Jestescie cudowni:))) mozna na Was liczyc:))) Pyruszka, Alusia, Krystynka, caluski:))) Sorry, ze troszeczke poprzekrecalam Wasze niczki, ale to tak przy tej okazji, kiedy juz rozprawiamy o budyniu, danku baardzo smaRowitym;);)

  20. Krycho,
    ja tam się nie znam, ale wydaje mi się, że mąka ziemniaczana wchodzi w skład tak kisieli, jak i budyniów.
    Pogooglałam i namieszałam sobie w głowie niepotrzebnie, bo ta cholera to zwyczajne skrobia, czyli mąka ziemniaczana, a co budyniowa ma do ziemniaczanej to nie wiem :roll:
    Tutaj rzeczony artykuł, z chemii zawsze miałam tróję na trzech naciaganych szelkach, nie dziwota, glicydy i jakieś kationy, cholera jasna, kto by sie w tym połapał, dobrze, że w kuchni się sprawdza ;)
    http://www.bryk.pl/teksty/studia/chemia/chemia_organiczna/1000798-synteza_glicyd%C3%B3w_i_ich_charakterystyka_kationowana_skrobia.html
    Cichal,
    dawaj się wyginać, jak trzeba, to trza. Masz okazję dragować się legalnie i nie robisz tego? :shock:
    Tylko nie graj gieroja – jak boli, to pobieraj, bo jednak najważniejsze jest to wyginanie, masz być sprawny, jak dawniej! Dedykuję… ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=qHqTTSjWBvg

  21. Ha…z rozpędu podałam dwa sznureczki :roll:
    Za chwilę podam drugą część z następnym sznureczkiem.
    Alicja pisze: Twój komentarz czeka na akceptację.
    2011-11-04 o godz. 17:10

    Krycho,
    ja tam się nie znam, ale wydaje mi się, że mąka ziemniaczana wchodzi w skład tak kisieli, jak i budyniów.
    Pogooglałam i namieszałam sobie w głowie niepotrzebnie, bo ta cholera to zwyczajne skrobia, czyli mąka ziemniaczana, a co budyniowa ma do ziemniaczanej to nie wiem :roll:
    Tutaj rzeczony artykuł, z chemii zawsze miałam tróję na trzech naciaganych szelkach, nie dziwota, glicydy i jakieś kationy, cholera jasna, kto by sie w tym połapał, dobrze, że w kuchni się sprawdza ;)
    http://www.bryk.pl/teksty/studia/chemia/chemia_organiczna/1000798-synteza_glicyd%C3%B3w_i_ich_charakterystyka_kationowana_skrobia.html

  22. A tu druga część :)
    Cichal,
    dawaj się wyginać, jak trzeba, to trza. Masz okazję dragować się legalnie i nie robisz tego? :shock:
    Tylko nie graj gieroja ? jak boli, to pobieraj, bo jednak najważniejsze jest to wyginanie, masz być sprawny, jak dawniej! Dedykuję? ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=qHqTTSjWBvg

  23. Oczywiście te pytajniki bez sensu, ale to łotrowska sprawa.
    Piękne słoneczko, ale po chłodniejszej stronie dzisiaj, zaledwie 5 celsjuszy się udziela :roll:
    Przeglądam krajową prasę. Oburzam się, nie powiem na co.

  24. Niestety, nie znalazłam lepszej kopii, ale chodziło mi o to, żeby Helena była.
    Poszukam potem, może gdzieś się znajdzie, tymczasem udaję się do zajęć.

  25. Mam szalenie towarzyski dzień i to nie planowany zupełnie. Tak się zdarzyło, że miałam 6 pojedynczych wizyt, jedną po drugiej (na zasadzie :przechodziłam obok…) a moje osiedle nie jest po drodze do niczego – no, może nad jezioro Maltańskie. Tak, czy owak dzień z głowy.
    Humor mam raczej nie najlepszy ale nie przez gości, tylko przez nalewkę pigwową. Stała w słoju doskonale sklarowana, złocista, kryształowo czysta – zlałam w gar przez sito, gazę, sączki, a na dnie jeszcze malutki osad nierozpuszczonego cukru był. I w tym momencie odezwała się moja poznańska oszczędność – dużo, nie dużo, wyrzucać szkoda. Wlałam ciut (może z 5 łyżek) przegotowanej wody, rozmieszała,, wlałam do nalewki – i – całość zmętniała do cna. Rozlałam w butelki, jutro wyniosę do schowania i jestem ciekawa kiedy sklaruje – może być za miesiące, a nawet rok.

  26. http://youtu.be/-2gq3Z7hGOU
    Mogę złość złożyć na Frankę?

  27. Osadów się nie rozpuszcza chociażby były najsłodsze, będziesz miała powtórkę z butelkami. Nic to, jak się sklaruje delikatnie zlej do następnej butelki co by % nie uciekały i tak do skutku aż będzie klarowne. Q-rde człowiek się całe życie uczy a jak się nauczy to nikt go o to nie pyta. Wolę się uczyć na cudzych błędach

  28. Yurku – ja to wiem – tyle, że to nie był osad jako taki, tylko cukier – kryształ. Ta resztka z kilograma rozpuszczonego w soku pigwowca. Nie będę rozlewać, sklaruje w butelkach tylko to trwa…

  29. Się złość…zawsze to ulży. A pewnie się sklaruje kiedyś tam. Na błędach człowiek się uczy :)
    Przeglądam foto-archiwa tegoroczne – tutaj najprawdziwszy matros – i nasza piękna dziewczyna (wszystkie na Darze były piękne!).
    http://alicja.homelinux.com/news/IMG_7577.JPG

  30. Łajza minęli z yurkiem ;)

  31. Dodaję, że to był ogólnożaglowcowy jubel w Greenock, a matros był z Mira.
    Rosjanie wystąpili w mundurkach i bardzo ładnie się prezentowali.
    My – jak kto chciał, ale też nieźle.
    Oj, rzewnie mi się zrobiło :roll:
    To było moje pożegnanie z Łajbą :(

  32. Senkju, Pyro :)
    Jeszcze chciałam dodać, rozczulając się, że jak zeszłam z pokładu (odprowadzano mnie i targano moja torbę!), to o suchym pysku mnie nie wypuścili, Pan Leszek szef kuchni zaordynował kanapki, pomidorki, jabłuszka i do popicia tymbarki, a jeszcze chcieli mi ciasto, właśnie się piekło i za 10 minut miało dojść. Przypomniałam, żem niesłodka, aczkolwiek doceniam ;)
    Tu już w Glasgow w hotelu, rozłożyłam łupy – wino zakupiłam na otarcie łez. I wypiłam, za tych, co na morzu, a ja za kilka godzin w powietrzu.
    Zdjęcie podłe, ale bateria też już mi siadała.
    http://alicja.homelinux.com/news/IMG_7621.JPG
    Dzisiaj proste chłopskie jedzenie. Wczorajsze ziemniaki w plasterki i podsmażane z czosnkiem, tymiankiem, rozmarynem + dyżurne, do tego jajka posadzone na boczku z Bałtyku, mizeria oraz sałata namięszana (ja lubie mizerię do tego dania), do popicia powinien być kefir lub maślanka, ale nie ma :(

  33. Skrobia nie ma smaku i zapachu, a jakikolwiek półprodukt może mieć posmak mielonych opon lub zmielonych rogów jaka.

    Nie narzekam – pamiętam oranżadę w proszku. Gdyby miała smak owoców cytrusowych, byłaby gorzkim zawodem :)

  34. Chaliera! z tymi reklamami – zwiń, rozwiń…
    Trochę się ochłodziło i mglisto, ale buki przepięknie rudzieją…

  35. Nie narzekam, nie zajmuję się poli-sacharydami, nie używam najczęściej budyniów od czasu, kiedy dzieci mi wyrosły. Na osłodę życia upiekę chyba ostatni w sezonie placek z jabłkami, bo za tydzień zacznie się krótki sezon rogalikowy. Obrzędowe rogale marcińskie kupimy – bo ja takich nie potrafię. Natomiast do podjadania w domu i częstowania przybyszów będą domowe, krucho-drożdżowe rogaliki z nadzieniem egzotycznym (orzechy+wiorki+migdały+ piana z białek+ cukier)

  36. Żabo – u nas najszybciej gubią liście jawory i lipy. Modrzew rosnący pod blokiem vis-a-vis zrobił się pięknie przezroczysty. Na jarzębinach, dzikich różach i krzewach ozdobnych prawie nie ma w tym roku owoców. Trzeba będzie w zimie dokarmiać ptaki.

  37. Dzień dobry,
    Czas zajęty bardzo i dzisiaj nie stracony.
    Pochodziłem po Starym mieście, pogoda piękna, bezchmurnie i ciepło.
    Wstąpiłem do kawiarni Telimena, naprzeciwko pomnika wieszcza (wiecie jak mi tego brakuje po tamtej stronie wody), zamówiłem kawę, kieliszek brandy i ciastko. Kawiarnia kiedyś miała bardzo dobre W-Z-ki, to jeden z powodów dla których tam wszedłem. Niestety, nasze polskie W-Z-ki zastąpiono dobrymi skądinąd tiramisu i innymi wynalazkami Zachodu. Znalazłem jedynie „torcik staropolski”, oczywiście zamówiłem. Polskości w nim nie dopatrzyłem się w ogóle, ale za to starości tak, sama starość.
    Kawiarnia połączona z galerią, ma ładny wystrój i to jedyna jej zaleta.
    Później były jeszcze pierogi na Starym Mieście – dobre, ruskie, ze śmietaną. :)
    Teraz zajęcia z dzieckiem, będą trwały przez cały weekend. Jeśli znajdę wolną chwilkę – pokażę się tutaj.

    Pyro – podobno pierwsza wizyta, powinna trwać nie dłużej niż jedną godzinę. :)

  38. errata – nie wieszcza mi brakuje, ale kawiarni. :)

  39. Nowy – w domu dowcip Ci się wyostrzył. Poznań ma nadal świetne ciastka, tylko nie należy ich kupować w modnych cukierniach nagradzanych mistrzów.Nic się nie bój – przy wizytach lubianych gości czas tak szybko leci, że mogę przysięgać, że byłeś tylko kwadrans.

  40. „Ten pierwszy biały śnieg, to tak jak miłość pierwsza……..
    Co krótko trwa.”

    https://picasaweb.google.com/115740250755148488813/Snieg02?authkey=Gv1sRgCP3N_OuvnJnWRA#slideshow/5671241285549484034

    I już go nie ma…

  41. Cichalu – jesteś w domu, czy w ośrodku rehabilitacyjnym?

  42. Pyra mi przypomniała i zabrałem sie za nalewkę wiśniową. Stała od lipca jeszcze i efekt rewelacyjny! Żaden tam klajster albo jaki syrop, tylko lekka konsystencja, jak wódka i – sam owoc – słowem bomba!
    Nadal jestem przekonany o mojej metodzie, tzn. zaczynać od cukru i zalewać alkoholem dopiero, jak cukier już nie jest w stanie wstrzymać fermentacji. A dawkować alkoholem też delikatne i skończyć z dodawaniem mocy wtedy, jak tylko całość się uspokoi. Dopiero dzisiaj dolewałem spirytusu tyle, ile ostatecznie chciałem, a nie jestem już zwolennikiem mocnych nalewek.
    Wiśni jeszcze nigdy nie robiłem i – wbrew oczekiwaniom – owoc się nie skurczył i pozostał mięsisty i apetyczny.
    Co z tym zrobić, jest tego owocu z pięć litrów.

  43. Pyro, Zdjęcia zrobiła Ewa, żeby mi pokazać pierwsza zimę w naszej wsi, coby mi skuczno nie było na łożu boleści! Dobre kobicisko z kościamy!

  44. Brawa dla Ewy – za cierpliwość, wyrozumiałość i serce dla Kapitana.
    Pepegor – ja taki owoc używam do ciast, robię cukierki zanurzając w czekoladzie, dojadam ze spodeczka do herbaty, mogą stać w słoiku 3-4 lata i nic się nimi nie dzieje. Jak mam za dużo to rozdaję, a chętnych o ho, ho!
    Ja nalewki też zaczynam od cukru ale potem jak cukier się rozpuści wlewam cały przydział alkoholowy (ok 60-70% – po połączeniu z sokiem na owocu wychodzi ciut poniżej 40-tki)

  45. Pyro, hak w mojej metodzie, że biorę tylko minimalną ilość cukru, a to jest ryzykowne i nieraz była wywrotka. Nagrodą jest potem mało słodka nalewka.
    A te owoce chyba mogą w słoju tak stać?

  46. Mogą stać, Pepe (o ile e %% zakonserwowały, jak było za mało, to po roku mogą paść) Moje stoją; trochę dałam Żabie – ona z nich robi pod czekoladową polewą najlepszy mazurek świata. Wiem, bo taki dostałam.

  47. Przygodę miałem.
    Dwie godziny temu wychodziłem do garażu po coś, a że zarzuciłem kurtkę, a nie żakiet, w którym ze względu na ciepło dziś chodziłem stwierdziłem o moment za późno, że nie mam tam klucza. Moja LP jeszcze w Gdańsku więc pomóc nie mogła. Cholera, że nie posłużę się Hłaską. Drzwi od tarasu z tyłu też opatrznie zamknąłem, wejście do piwnicy też zaryglowane. Dzwonię z budki (szęście, że miałem portfel, bo komórki nie noszę z sobą notorycznie) do córki czy mają klucz do nas, a ona: chcieliście żeby wydać, jak sąsiad miał karmić kota. Hłasko. Na szczęście wnuczka się włączyła jak usłyszała, bo też miała.

  48. Dobranoc.

  49. Wstalem rano,przez okno szarosc na zakrecie,ide do kuchni powoli,boje sie ze nie bedzie co jesc,obawy na wyrost,jest kasza.Zjadlem.Zaczynam myslec.
    A jak skacze myslec ? To co to bedzA5Aie?

  50. Errata do bedzie.To nie chodzi o ruch na szachownicy A5.

  51. Nie wiem, kto skacze, po co i dlaczego, ale niekze ta, jak mawiaja górale :roll:

  52. Dzień dobry,
    słońce mamy od rana, dzień zapowiada się piękny, w sam raz na spacery wśród ozłoconych drzew, czego wszystkim serdecznie życzę. Kod 7DD7 uważam za dobry znak na początek dnia :D

  53. Witam słonecznie. :D
    Barbórko też tak myślę. :D

    Sławku życzę Ci, z okazji imienin, zdrowia, powodzenia wszelakiego i nieustającej radości z życia i ……. Boriska. :lol: :lol:

  54. Sławkowi – słoneczne i ciepłe życzenia o poranku; wieczorem toaścić będziemy rzetelnie (Boriska lepiej schowaj – co będzie zwierzaczek patrzył na nieobyczajne towarzystwo toastowe, jeszcze by się zdemoralizował, biedactwo).
    Nisia, Blondyna i Paolore w Krakowie, na targach książki;
    Cichal na wykręcaniu;
    Nowy – na urlopie przy obowiązkach ojcowskich;
    Jolinek skręcona niemocą wielką;
    To tych osób toastujących za wiele nie zostało – w alkoholizm jeszcze popadniemy, czy co?

  55. Wzmacniam grupę toastujących życząc Sławkowi popadania w to, co najsmaczniejsze :-)

  56. :shock: U mnie w słońcu już jest 38 st.C i zero wiatru, co za jesień. :cool: :lol: Trzeba skorzystać z dobroci aury i wyleźć z domu i „nałapać” witaminy D. :lol:

    Pyro, skrobnij, proszę, Radzia w moim imieniu. :D

  57. Zgago – lepiej przyjedź i idź z nim na spacer. On tak woli.

  58. Pyro, z ogromną chęcią chodziłabym z Radziem na spacerki (oszczędność wody i utrzymanie formy gwarantowane ;) ), tylko taaaaa odległość. :(

  59. Dzięki niezawodnej Zgadze świętujemy Sławków :-)
    Paryskiemu proponuję wirtualną wizytę http://www.grandesetapes.fr/fr/Chateau…artigny/restaurant-specialites.html ” rel=”nofollow”> tu , gdzie jest bogata kolekcja armagnac (najstarsze 19-wieczne)
    a yyc , też tam zajrzyj, serwują foie gras :-)
    Wszystkiego najlepszego!

  60. przykro słyszeć, że Jolinka znów choróbsko dopadło, zdrówka życzę i dobrą energię z ciepłymi myślami przesyłam :)

    Sławkowi – smakowitości życzę :)

  61. Przykro mi, coś nie tak ale intencja byla szczera :-)

  62. Wyprodukowałam domowy likier malibu, przez pomyłkę z podwójnej proporcji i teraz w lodówce chłodzi się 2,5 litra deseru. Od środy mogę podawać z mlekiem albo z sokiem pomarańczowym, jak kto woli ale tylko pod warunkiem, że goście przyjdą wtedy, kiedy jeszcze deserek będzie, bo mam obawy…
    Szaszłyki z karkówki w piekarniku, a na jutro zostało ciut przymało – mam filet z kurczaka pojedynczy, dołożę chyba.

  63. Raczej nie dla Sławka ale posłuchajmy
    http://youtu.be/DCmlIYO95Bk

  64. To jest dedykacja dla Sławka – on pięknie milczy
    http://youtu.be/i1u5-kO-A2c

  65. Witajcie,
    Będąc na Krymie nie mogliśmy podarować sobie obejrzenia Chersonezu Taurydzkiego. W skrócie: to największe greckie ruiny na Krymie (tak, wiem, nudy na pudy ;-) ) leżące nad brzegiem morza w granicach administracyjnych Sewastopola. Całość wygląda dość podobnie do wykopalisk Dionu, tylko zamiast Olimpu, z każdego miejsca widać sobór św. Włodzimierza. Bo to w tym właśnie miejscu, w roku 988, kniaź Włodzimierz miał przyjąć chrzest, a następnie poślubić Annę ? siostrę cesarza Bizancjum Bazylego II.
    Jednym z inicjatorów badań Chersonezu oraz twórcą muzeum był polski archeolog Karol Kościuszko-Waluszyński. Od kilku lat badania archeologiczne w południowej części Chersonezu prowadzą polscy archeolodzy z UAM.
    Jak już kogoś znudzą ruiny, może po prostu zejść na plażę i odpocząć …
    https://picasaweb.google.com/112958196308416510634/ChersonezTaurydzki#slideshow/5669955167689320434

  66. Wszystkim blogowym i poza blogowym* Sławkom – uściski :-)

    *Do tej drugiej kategorii zaliczam własnego brata.

  67. Ewo – zmoro przebrzydła! To Ty nie wiesz, że na blogu wielu miłośników kamieni? Ruin po działalności ludzkiej i formacji skalnych po działalności Matki – Natury? A ta się kryguje, brzydactwo jedno.
    Żeby mi to było ostatni raz, bo do kąta postawię!

  68. Pyro,
    :lol: biję się w biust

  69. Wszystkiego najlepszego Sławkowi,
    mój brat też tak miał na imię i ja byłam starszą siostrą, która to imię wybrała dla Brata. Uściski imieninowe!

    Sławomir
    Opis imienia: SŁAWOMIR

    Imieniny obchodzi: 05.17, 10.02, 11.05,

    Osobowość: Ten, co króluje na ziemi
    Charakter: 98 %
    Promieniowanie: 99 %
    Rezonans: 114 000 drgań/sek.
    Kolor: Czerwony
    Główne cechy: Uczuciowość – Towarzyskość – Intuicja­ – Dynamizm.
    Totem roślinny: Migdałowiec
    Totem zwierzęcy: Paw
    Znak: Baran

    TYP: Cholerycy o żywej pobudliwości. Są niezależny­mi, dumnymi awanturnikami, jak ich totem paw. Migdałowiec jest ich totemem roślinnym aby napra­wdę do nich dotrzeć, trzeba stłuc skorupkę, pod którą kryje się smakowity owoc…

    PSYCHIKA: Mają jednocześnie silne życie wewnętrz­ne i bardzo bogatą egzystencję zewnętrzną. To mężczy­źni skłonni do działania i do refleksji.

    WOLA: Dość kapryśna, może obrócić się w upór. Trzeba zwracać na to uwagę u dzieci.

    POBUDLIWOŚĆ: Raczej silna, ale nigdy nie despoty­czna.

    ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Są bardzo obiektywni, po­trafią przyznać się do błędu. Mają wyostrzone poczu­cie sprawiedliwości, toteż gdy zawinili, nie dziwią się, że spotyka ich kara. Są pewni siebie, nieraz aż zanadto.

    AKTYWNOŚĆ: Naprawdę dobrze robią tylko to, co lubią. Uwielbiają wagary… Pociągają ich studia tech­niczne, nauki ścisłe, mogą zostać przemysłowcami, inżynierami, wysokimi wojskowymi, chemikami, rol­nikami, weterynarzami.

    INTUICJA: Mają bardzo wrażliwe „czułki” i błyska­wicznie oceniają innych.

    INTELIGENCJA: Zarazem analityczna i syntetycz­na, co znaczy, że rozpatrują jakiś szczegół operacji, jednocześnie bez wysiłku wyobrażając sobie cały jej przebieg, co jest bardzo cenne. Mają dobrą pamięć, zwłaszcza „uczuciową” – zapamiętują to, co ich poruszyło. Pamięć mechaniczna jest słabsza.

    UCZUCIOWOŚĆ: Pragną, by ich kochano i mówio­no im o tym. Nie próbują hamować swych porywów uczuciowych, ale wykazują wielką niezależność i wcze­śnie chcą „żyć swoim życiem”.

    MORALNOŚĆ: Są to ludzie bardzo zrównoważeni, potrafią doskonale rozdzielić to, co należy do egzysten­cji materialnej, i to, co zarezerwowane jest dla życia duchowego.

    ZDROWIE: Doskonałe, nie potrzebują dużo snu. U dzieci trzeba nadzorować sposób jedzenia, zwłaszcza żucia, gdyż mogą mieć problemy z przyswajaniem pokarmów. Słaby punkt: usta i zęby.

    ZMYSŁOWOŚĆ: Od młodych lat są bardzo wrażliwi na urok „wiecznej kobiecości”. Wcześnie dojrzewają i należy szczegółowo wprowadzić ich w problemy życia, gdyż nie znoszą, aby opowiadano im banialuki.

    DYNAMIZM: Są dobrymi graczami, łatwo przezwy­ciężają porażki. Nie są najlepszym i dyplomatami.

    TOWARZYSKOŚĆ: Nie lubią samotności. Kochają spacery na wsi, pikniki. Mają wielki zmysł przyjaźni, zarówno wobec mężczyzn, jak i kobiet, lubią otaczać się ludźmi, by nimi komenderować.

    PODSUMOWANIE: Mają dużo szczęścia, sprawiają wrażenie, jakby wszystko im się należało. Osiągają sukces jakby cudem. A potem, oczywiście, rozpoście­rają ogon… jak ich totem – paw.

  70. Ewa,
    przypomniałaś mi moją pania od historii, Piękną Herę (a Helenę tak naprawdę po imieniu) (była w swoim czasie miss UJ-u), taka trochę piła. Słowo „… Taurydzki” wzbudziło te wspomnienia, pamiętam, że coś miałam przygotować na lekcję i nazwa utkwiła mi w głowie.
    Piękna Herę spotkałam po latach w 1995 roku na zjeździe mojej szkoły. Moja wychowawczyni mnie nie poznała, ale Piękna Hera, która miała z nami tylko 4 (albo 2? wydaje mi się, że jednak 4)godziny historii w tygodniu – poznała mnie. A wcale nie byłam pilną uczennicą – historia interesowała mnie, ale Piękna Helena Hera sprzedawała tę wiedzę tak drewnianie na lekcjach, że skutecznie zabiła zainteresowanie, nie tylko moje. I czepiała się moich dżinsów – tanie „szariki”, ale żeby je jakoś doprawić, uszyłam „mankiety” z czerwonego skaju. Obowiązywały mundurki – dla dziewcząt dojeżdżających zrobiono wyjatek, że góra musi być mundurkowa, a spodnie owszem, bo w zimie mrozy. Regulamin nie określał, jakie te spodnie maja być ;)
    Hera juz przebywa tam wyżej, jak wielu z moich nauczycieli.

  71. To mój Braciszek z dzieciątkiem, lata 80-te. Dżigit taki…
    http://alicja.homelinux.com/news/Slawek2Gray.jpg

  72. Witam.
    Jak już o nauczycielach.

    Stoje sobie ostatnio spokojnie w kolejce do kasy w Carrefourze. Stoję sobie, stoję…
    Nagle zauważam przy drugiej kasie, wpatrzoną we mnie i uśmiechającą się się do mnie
    blondynę. Ale jaką blondynę mówie Wam Karaiby, słońce, plaża, Bacardi…! Ostatnio ładne
    dziewczyny się do mnie tak uśmiechały, gdy przytaszczyłem do akademika na drugi dzień po
    imprezie, skrzynkę zimnego piwa. Ale to było bardzo dawno…
    Ta jednak uśmiechała się do mnie przyjaźnie nawet bez piwa. Jakaś taka znajoma mi się
    przez chwilę wydała ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd…Pewnie podobna do jakiejś
    aktorki…Powoli budził się we mnie głęboko uśpiony instynkt łowcy. Mieszanka adrenaliny i
    testosteronu wypełniała mój organizm. To one kazały mi bez zastanowienia zapytać:
    - Przepraszam, czy my się skądś nie znamy?
    Wypadło nawet nieźle. Piękność połknęła haczyk. Jej reakcja była szybka, uśmiech bez zmian:
    - Nie jestem pewna, ale chyba jest pan ojcem jednego z moich dzieci…
    Mówi się, że ludzki umysł potrafi w sytuacjach ekstremalnych pracować nie gorzej od komputera.
    Mój był w tej sekundzie w stanie konkurować z najlepszymi. Po chwili miałem wydruk.
    Zawsze używam gumek. Zdrada małżeńska jest już sama w sobie wydarzeniem szargającym
    nerwy szanującego się mężczyzny.Po co ją jeszcze dodatkowo komplikować? Mój
    Komputer pokładowy przypomniał mi tylko trzy przypadki, które były odstępstwem od tej zasady:
    koleżanka z pracy, na szczęście tak brzydka, tak że sama jej twarz była najlepszym
    zabezpieczeniem, koleżanka żony z pracy, na szczęście po takim alkoholu, że mi nie do końca…
    tego…
    Pozostała tylko jedna możliwość kiedy mogłem sobie strzelić dzidziucha na boku.
    Nie omieszkałem podzielić się tą radosną nowiną z matką mojego nieślubnego dziecka i
    setką kupujących przy okazji:
    -Już wiem ! Pani musi być tą stripteaserką, którą moi koledzy zamówili na mój wieczór
    kawalerski przed 8-ma laty -pamiętam, że za niewielką dodatkową opłatą zgodziła się pani
    wtedy robić to ze mną na stole w jadalni na oczach moich klaszczących kolegów.
    Zaległa całkowita cisza. Nawet kasjerki przestały pracować. Wszyscy wpatrywali się
    na przemian we mnie i w czerwieniącą się coraz bardziej ślicznotkę.
    Kiedy osiagnęła kolor znany w kręgach muzycznych jako Deep Purple wysyczała
    przez śliczne usteczka:
    - Pan sie myli! – Karaiby zastapila Arktyka.- Jestem wychowawczynią pana syna w 2b…

  73. Chateau d’Artigny – Uroczysty bal dobroczynny – zbiórka pieniędzy na armagnac dla Sławka połączona z hołdem.

    Sławku o żywej pobudliwości i sercem jak Zygmunt bijącym – Wszystkiego najlepszego :)

  74. Chciałem napisać „o sercu” ale po raz kolejny udowodniłem sobie, że nie potrafię nawet życzeń złożyć. Nie mam biustu, a zatem nie mogę się weń bić. Przepraszam Sławku :)

  75. spogladam, bylo nie bylo, oko powinno tez ucztowac, na okladke prezentowanej pozycji i brak na niej polotu i frywolnosci, a jednoczesnie odrobine bezczelnosci, ktora nacechowane byly lata XX i XXX
    no, ale spoko, moze dzis nie jestem dostrojony odpowiednio na optyczny odbior
    poczytam ja slowa karmia?

  76. Alicjo – ale Maciek się niewiele zmienił.

  77. nudny farsz i na dodatek bez pikanterii. a z tego co pamietam, do lokali nie zabierano bachorow ponizej 16tego roku zycia, w zyciu publicznym tez raczej dbano by ich tam nie bylo, a to tylko po to, by zaoszczedzic im wstydliwych dla mololatow scen

  78. Pyro,
    to Mateusz, dzieciątko Sławka, Maćka mojego brat stryjeczny. Sławka Paryskiego ZDROWIE!

  79. a teraz bachory prosze odsunac sie od monitorow. wujek ogonek chce pokazac co dzialo sie w tamtych latach
    a obrazek pokazuje prawie naga kobiete, krora pozornie wyciska z piersi szampana z piersi ktory to zostaje przechwytywany przez ufraczonych mezczyzn

    slawek to ten trzeci z prawej

    czyz to nie jest cudowny a zarazem szalony motyw tamtych czasow?

  80. Alicja – w takim razie stryjeczni podobni do siebie. Nie wiedziałam, że Sławek doczekał potomstwa.

  81. nich mi tylko tu nikt nie mowi ze powtarzam sie z piersiami. sa dwie na obrazku to i w opisie moga byc podwojne

    sa niczego sobie i warte powtorki

  82. Dobry wieczór Blogu!
    Sławkowi – zdrowia i humoru, niech mu się darzy!
    Ogonku,
    masz rację, chłodem wionie z tej okładki – panie w futrach i pelisach w niedogrzanym lokalu, gdzieś na wschodzie Europy, chyba :roll: Może w Tucholi?
    Twoja szampańska panienka nie wygląda na zmarzniętą ;)

  83. Nemo staralem sie jak moglem by to delikatnie ujac. wedlug mnie i okladka i to co kryje sie pod nia nie oddaje tak bardzo kwiecistego charakteru tamtych lat. no chyba ze jest to adresowane dla pisowskiego czytelnika. no moze nie tylko, bronek z palacu tez nafiksowany jest takimi w zimnych strojach. brrrryyyyy

  84. Nemo – jak było w ekskursji?

  85. z Pyry to niezly poduszkowiec. wszystko i o wszystkim chce wiedziec :lol:

  86. Pyro,
    Sławek doczekał się dwóch chłopaków, Marcina i Mateusza. Obydwaj pokończyli studia politechniczne i co? Są szefami kuchni w restauracjach (dwóch różnych) wrocławskich :shock:
    Obydwaj maja do tego dryg nie wiadomo, skąd – moja bratowa powiada, ze nigdy w domu tego nie wykazywali, jej kuchnia jest bardzo traycyjna polska, a oni wydziwiają podobno.
    Nie miałam okazji spróbować, bo nigdy nie było czasu, albo ich akurat nie było na posterunkach, kiedy ja byłam we Wrocławiu. Ale…ciekawostka przyrodnicza ;)
    Marcin był swego czasu na Wyspach i tam zaczął kucharzyć, był nawet na okładce jakiegoś czasopisma jedzeniowego, gdzieś to mam w archiwach.
    U nas piekna pogoda, troszkę chłodnawo, ale słonecznie.
    Jerzor poleciał na rower (malutkiego łyczka za Sławków wypił), ja piję zdrowie Sławków :)

  87. Oczywiście, że pijemy zdrowie – ja osobiście Sławkowym calwadosem z I Zjazdu.

  88. Bardzo zmysłowa okładka. Kobieta w czerwonym kapeluszu jest (poza wspomnianym już kapeluszem i płaszczem) naga jak art deco. Kojarzenie wszystkiego z pisem – to rzeczywiście polot

  89. Pyro,
    najpierw jechałam jednym pociągiem, potem drugim, w którym spotkałam moją towarzyszkę podróży, potem – trzecim, doliną Rodanu, wśród winnic i skalistych zboczy, aż do naszego celu – Martigny. Po pieszej wędrówce przez miasto (wszędzie rozryte ulice i warczące młoty pneumatyczne :roll: ) dotarłyśmy do budynku Fundacji, a tam… lilie, lilie, lilie, ogrody, lokomotywy… Monety, Monety, Monety… 56 za jeden banknot :cool:
    W ogrodzie Fundacji – Henry Moore, Niki de Saint Phalle Brancusi etc. Piknik z widokiem był bardzo przyjemny, ciepło, zacisznie, choć doliną ciągnął silny wiatr.
    Droga powrotna przez Montreux (drobna przekąska z lokalnym białym winem) i Simmental ciągnęła się trochę, ale miałam towarzystwo do pogaduszek i jakoś te cztery i pół godziny wytrzymałam (przez tunel było tylko 1:40 h)
    Ledwie wróciłam do domu, już musiałam iść na pożegnalną kolację do sąsiadów, którzy wyprowadzają się w końcu miesiąca. Dawali raclette. Wypróbowałam wersję z cieniutko krojonym amerykańskim bekonem. Polecam :)

  90. Jechałam wczoraj siedmioma pociągami 8O
    Jadąc z Montreux do Zweisimmen mija się szalet Baltusia czyli Baltazara Kłossowskiego de Rola zwanego tu Balthus. Zasłynął malowaniem kotów i… nieletnich panienek ;)

  91. on ma calkowicie te same zainteresowania co i ja. moglby byc moim synem

  92. Taka obfitość Moneta moze nawet przytłaczać, bo z nabozeństwem patrzy się na lilie wodne i obok na mostek nad stawem i za chwilę na ogród w deszczu – a przy 36-tym tego samego dnia, o tej samej porze? Ale zachwyt wobec Moneta jest najszczerszy. Chyba bym jednak co 10 obrazów robiła przerwę dla higieny spojrzenia na arcydzieło.

  93. na pewno by sie mnie nie powstydzil
    ani ja jego

  94. Ogonku,
    Balthus malował również ogonki, ale najchętniej jednak różne Alicje ;)
    Pyro,
    czymże jest 56 obrazów wobec tuzinów katedr, stogów, dworców, wybrzeży normandzkich i londyńskich parlamentów ;) Ten Monet żył tak długo i tak wiele płócien z(a)malował, że chyba nikt ich wszystkich nie widział na żywo :roll:
    Jak już pisałam, było gdzie od tych impresjonizmów odpocząć, obrazy jednak obejrzałam wielokrotnie ;)

  95. Sławkom wszystkiego najlepszego! Wasze zdrowie!

  96. Najtrudniejsze, ze on ,ponoć, robił własnoręczne kopie tych lilii. Niektórych obrazów jest po kilkanaście egzemplarzy.

  97. No to zdrowie Sławków! Niech im się darzy.

  98. Dziś otwarcie zimowego sezonu jaskiniowego. Osobisty w towarzystwie Geologa i kilku innych „jaskiniowców” odbył pierwszą wyprawę w czeluście swojej ulubionej groty. Celem było wyniesienie i odczytanie tzw. loggerów czyli rejestratorów elektronicznie zapisujących zmiany w temperaturze jaskiniowego powietrza w różnych korytarzach, w przeciągu roku. Po odczytaniu i ponownym zaprogramowaniu czujniki te wrócą na swoje miejsca.
    Po tej ekspedycji Osobisty przywiózł Geologa na podwieczorek, a potem, zaopatrzonego w sałatę i słoik pasztetu, zawiózł na dworzec. Przy okazji dowiedzieliśmy się o planach naszych Młodych na najbliższą przyszłość. Ruszają otóż w podróż do Nowej Zelandii przez Singapur i jakieś wyspy (Bali?) oraz Australię. Nie będziemy ich widzieć od końca listopada do połowy lutego 8O

  99. dzieki Wszystkim za pamiec, sciskam Was mocno, pije tez za Wasze, przepraszam za nieobecnosc, ale zycie ma swoje zakrety, do ktorych nie zawsze daje kierownice, jade wiec na zywiol, po czelusciach zakamarkow chciejstwa, po bandzie, po czyms, czego nie znam tak na prawde, gdzes miedzy bytem, a niebytem, pamiecia i zapomnieniem, dlugiem niesplaconym i wdziecznoscia,
    lata dwudzieste maja swoje prawa
    przepraszam za nietemat, taki mam piec, ze wszystko pali, a miala byc feta :(

    brrrr

    natychmiast chcialem uspokoic powaznych Czytelnikow Polityki, ze te wyziewy z trzewi jadace sentymentalizmem i pluszowym misiem maja sie nijak do powagi Pisma, to bylo tylko dla Grona wtajemniczenie istniejacych, z ktorymi moglem zaistniec nieszczesliwie hurtem, gdzie mi tam do Grecji

    DADA?
    trudno

    chyba jeszcze lykne za moje

  100. Nemo – nie złośliwie i z czystej ciekawości – a studia? I – za co?

  101. Sławek, bój się Boga! Nie pij do lustra!. Siądź przy kimś przyjaznym, niech Cię za rękę potrzyma.

  102. spoko Pyra, ja jeszcze daje rade, to moj Ojciec kombinuje z zaswiatami,
    jade do Landu pod koniec tygodnia,
    przyjazni mocno rozbiegani, wiec plesn rzucam na blog, zawsze to czule ucho

  103. W telewizorze facet rozpoznaje markę deski klozetowej poprzez „posiedzenie” z zasłoniętymi oczami 8O Kliczko mówi, że to niemożliwe, a on wygrał :D
    Pyro,
    studia nie zając, a jadą za własne oszczędności. Tak mówią. Geolog od marca zacznie robić doktorat. Podobno.

  104. Sławku, :(
    trzymam wirtualnie za rękę i poklepuję delikatnie po plecach, trzym się :cool:

  105. I zamiast dziennika wieczornego
    http://youtu.be/HvZqu0tsFM0

  106. Martwa cisza na blogu; to ja sobie te pójdę. Do jutra

  107. Dzień dobry,

    Późne, ale nie spóźnione życzenia dla Sławka – wszystkiego najlepszego i Twoje zdrowie!!!

    Rano pojechałem do Sródmieścia coś załatwiać, trudno było nie wstąpić do opisanej niedawno przez Gospodarza herbaciarni – t-Baru Dilmah. Zamówiłem późne śniadanie – omlet po lankijsku z pomidorami, kolendrą, papryką i cebulą. Do tego herbata Ceylon Cinnamon Tea i sok ze świeżych owoców. Dobre, nawet bardzo dobre.
    Obsługiwano mnie tam bardzo dobrze, a gdy zdradziłem, że o restauracji dowiedziałem się na blogu Pana Adamczewskiego – jak króla.
    W domu wszedłem na ich stronę internetową. Podobno wnętrze zaprojektowano według najlepszych wzorców „polskiej szkoły DESINGU lat 60″. Chociaż wnętrze ładne, ale od razu przestało mi się podobać. Tym niemniej tam wrócę.
    Do jutra. :)

  108. Dzisiaj przepuszalem miod na spirytusie z cytryna przez specjalne sitko,jest klarowny,ale musi polezec jeszcze dwa miesiace jak dobre wino.
    Wypijemy na swieta,tylko ktore?
    Wczoraj w saunie kolega mi podaj taki przepis,aloes przelozyc cytryna,znowu aloes,znowu cytryna,znowu aloes,znowu cyrtyna,zalac miodem postawic na sloncu.Spirytus 96% dodac wody mineralnej szkalnke,poczekac pare dni.Kiedy sok z aleosu i cytryny wspmagany miodem pusci wymieszczac z alkoholem i czekac dwa miesciace.Podobno dziala na zmysly,coz,swiat jest szalony.

  109. FanFan – albowiem prysły zmysły ;)
    (to a propos ostatniego zdania w Twoim wpisie).
    Nie mam aloesu, ani tym bardziej spirytusu 96%, w moim kraju takie coś w sklepach nie występuje (spirytus).
    Zaszaleć nalewkowo za bardzo się tu nie da, chyba, że coś tam zalać zwyczajną czystą wódką. Ale to nie to samo.
    Ja sobie przypomniałam, jak niewinnie podjadałam podarowane wiśnie od Pyry (I Zjazd) z nalewki…smakowały znakomicie i wyglądały niewinnie.
    No. Dobrze po tym spałam, chociaż zjadłam niewiele ;)

  110. Nowy,
    mam nadzieję, że z rurą wszędzie chodzisz? My chcemy także fotorelacje z tych Twoich wojaży!
    Pozdrowienia i dobrej pogody!

  111. Kiedys,gdzies miedzy,
    a moze nie,
    gdzies czas przemija,
    tam,a tu nie.

    Coz,wisnie,
    dzisiaj,
    zjadbym,
    lubie jak,
    pachna,
    jak,
    ty.

  112. W okularach tej panienki z lewej widzę dwie znajome osoby…ta jedna z lewej właśnie cyknęła zdjecie ;)
    http://alicja.homelinux.com/news/DMIMG_3463.JPG
    (nostalgicznie zaglądam do zbiorów foto-Nisi)

  113. Dzień dobry – słonecznie, rześko, jeszcze złoto-jesiennie, chociaż już coraz bardziej ażurowe korony drzew. Anka przyniosła wczoraj 4 numery „Wiedzy” do domu i urządzam sobie lekcje odświeżające różne wiadomości.
    Ten niby-likier malibu znika w zastraszającym tempie chociaż dopiero się chłodzi – Młoda leje po pół szklanki takiej do whiskey i sączy. Za dwie godziny powtórka. Sprawdziany się lepiej poprawia?

  114. Witam serdecznie i słonecznie. :D
    Widzę, że Blog jest w trakcie przygotowań do wyjścia na …. plażę. ;) :roll:
    W związku z powyższym życzę pięknej opalenizny. :D

  115. Dzień dobry Blogu!
    Wróciłam z mojej plaży (ogrodu) z koszykiem ostatnich pomidorów, kalarepą i marchewką na jutrzejszy obiad. Halny nie dopuszcza chmur deszczowych do naszej okolicy i jest susza! W Ligurii woda zalewa ludzi i domy, a tutaj posucha :( W nocy temperatury sięgają +20 stopni 8O W dzień jest +15 w cieniu.
    Napracowałam się przycinając jeżyny, wyrywając zeschłe kwiaty i zbierając maliny… Truskawki zabierają się do kwitnienia, na jeżynach i malinach – kwiaty, pomidory nie przestają kwitnąć i zawiązywać owoców… Może nie będzie zimy?
    Odpoczniemy trochę po obiedzie i ruszamy w góry na listopadowy spacer wśród koziorożców ;)

  116. Gdyby Pan Lulek żył, miałby dzisiaj kolejne urodziny, 73-cie. To może toast wieczorny poświęcimy pamięci Lulkowej?
    Nemo – zima chyba będzie i to może być dosyć nieprzyjemna, jak ta roczna suma opadów jednak się zbilansuje.

  117. Witam Szampaństwo,
    piękny dzionek listopadowy. Serdeczne pozdrowienia dla Pana Lulka tam na chmurce. Dla niezorientowanych – tutaj jest nasz Pan Lulek tak, jak bywał u nas na blogu.
    http://alicja.homelinux.com/news/Gotuj_sie/Pan_Lulek/

  118. Ciepło wspominam Pana Lulka. Spokój jego duszy.

  119. Lulek jest wśród nas, ciepło wspominam rozmowy z nim, dlatego wrzuciłem.

  120. muzykę nam bliską.

  121. Alina,
    jaki tam spokój! Pan Lulek za życia był niespokojny i nie wierzę, żeby Na Chmurce siedział spokojnie :)

  122. No właśnie – Lulek całe zycie czegoś szukał – jak znalazł, to rzucał i uciekał zeby szukać dalej. Ciekawe, czy znalazł? Znam jeszcze kilka osób, które mają w sobie ten ptasi niepokój. Taka była i moja Mama – Janeczka, tylko nie miała w sobie takiej odwagi , zeby rzucić wszystko w diabły i szukać.

  123. Lulek mówił, e kochał swing – no, to Mistrzu, prosimy
    http://youtu.be/8IJzYAda1wA

  124. LULEK był wszechstronny i takiego w pamięci zachowam

  125. I jeszcze jedno wykonanie starego slowfoxa
    http://youtu.be/kFzViYkZAz4

  126. Wreszcie mogę przysiąść do stołu, a na swing Pyry podam klasyka w ulubionym wykonaniu:
    http://www.youtube.com/watch?v=9yfGadC6atc&feature=related
    Nie wiem gdzie przejdzie, bo tu u mnie, ze względu na ochronę praw autorskich przechodzi coraz mniej. Link Pyry też nie przeszedł co jest, jak mi się zdaje, dowód na jakość wyboru.
    Dobrego wieczora jeszcze.

  127. Edith na szęście przeszła

  128. Pyro,
    bo nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonic go ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=JGvecH9ELNc&feature=related

  129. U mnie Bromski się pięknie otworzył, a u Ciebie ani Armstrong, ani E.Piaf?
    Pepegor – jeszcze pomyślałam nad Twoimi wiśniami z nalewu i podpowiadam jeszcze jeden sposób wykorzystania. Powiedzmy połowę tych owoców (ok 2 l) jeżeli przesypiesz cukrem i zostawisz na ca 2 tygodnie (potrząsając słojem od czasu do czasu) to uzyskasz jeszcze jakieś 0,5 l czy trochę więcej bardzo esencjonalnego likieru wiśniowego, a jeżeli po rozpuszczeniu cukru zalejesz wszystko zwykłą wódką i potrzymasz jeszcze tydzień, to zlejesz jakieś 1,5 l słodkiej, lekkiej i bardzo smacznej tzw „damskiej” wódki. Owoce do zjedzenia, do ciast do lodów itd

  130. Ja się straszliwie podkochiwałam w Jacku Zielińskim za czasów późno-podstawowych, a w ogóle w Zielińskich :roll:
    http://www.youtube.com/watch?v=Xn5vP8bismc&feature=related

  131. Udało nam się wylądować na właściwym lotnisku,o właściwym czasie,
    z właściwie wysuniętym podwoziem oraz z jak najbardziej właściwym i
    Ulubionym Towarzyszem Podróży :-)
    Miło włożyć klapki i podkoszulkę w listopadzie,chociaż tegoroczny,polski listopad,jak dotąd wcale nie taki ponury.Mnie tylko z lekka ponuro na myśl,że już jutro znowu do pracy,ale 11 listopada znowu świętujemy,
    więc rokowania w sumie nie najgorsze :-D
    Dziecina przygotowała na nasz powrót kurczaka w sosie z porów i śmietany z ożywczym dodatkiem czerwonej papryki,a na deser tartę cytrynową.Tak szczerze mówiąc to owe wysiłki kulinarne zostały poczynione,chyba nie tylko dla nas.Coś mi się widzi,że ktoś jeszcze tego kurczaka z deserem próbował ;-)

  132. A skoro o jaskółce – już nie Szymborskiej, ale też fajne , bo wykonanie znakomite:
    http://www.youtube.com/watch?v=ESARYTsbTM4&feature=related

  133. Placku – dziękuję P.Robson to jedna z moich wielkich miłości estradowych. Szczególnie podoba mi się to „czarne” vibrato w cichutkim , rozciągniętym legato. Tam obok na tubce jest jeszcze kołysanka z „Porgy and Bess” też posłuchałam.

  134. ALICJA – nie podzielam Twego zachwytu nad Rodem S. – nie lubię takich jasnych, wysokich głosów męskich. Muzyka to jest to.

  135. Dobry wieczór Blogu!
    Wróciliśmy po nocy, bo zachciało nam się czekać na zachód słońca na szczycie naszej ulubionej góry :roll: Słońce zaszło za chmurami, księżyc też się schował, ale jakoś nam się udało bez „omacków” ;) Na przełęczy pod szczytem natrafiliśmy na stado koziorożców (samice z młodymi) oraz dwóch starych znajomych (panów). Na szczycie – niespodzianka: dawno nie widziany kolega geolog i grotołaz nadjechał z naprzeciwka na rowerze górskim 8O Poza tym – żadnych ludzi, rozległe widoki, góry, chmury… Kolega miał już za sobą ca 50 km drogi i 1500 m deniwelacji, twardy gość :cool:
    Na kolację ciasto cebulowe, sałata, dolcetto z Piemontu. Głodna jestem. O, już piszczy, że gotowe ;)

  136. Pyro, Edith przeszła, w przeciwieństwie do Louisa.
    Alicjo też kochałem się w Skaldach (na swój sposób, szczególnie w tym Zielińskim, co to miał te długie do pół pleców włosy, z zazdrości, bo umnie już w wieku lat 16 czoło zaczynało sięniepokojąco zawyżać), a i Borysie, co było widać, ale jaskółki już nie pamiętam.
    A umnie to tak jak z inż. Mamoniem ? lubię tylko piosenki które znam.

  137. Ja go lubię – byłam na kilku koncertach na żywo i podziwiam go za profesjonalizm. Głos to on ma przepity i przepalony, wcale nie wysoki.
    A co do profesjonalizmu, to pamiętam, jak raz w Ottawie na koncercie troszkę przynapity fan się wdarł na scenę, a potem po tych tam scenowych ustawieniach…policja się zjawiła, więc fan tym bardziej wkurzony, a Rod śpiewał jakąś piosenkę, spokojnie odsunął policjantów i spokojnie sprowadził z drabinki faceta, bez draki, a potem jeszcze z nim zazwrotkował.
    Ale wszystko kwestią gustu, prawda
    http://www.youtube.com/watch?v=XCccPGtjaCU&feature=related

  138. Jasny wysoki głos u mężczyzny nie podoba się Tobie?
    To z Gershwinem w wykonaniu z Jimmy Sommervile nie mogłem chyba trafić!
    Chyba, żeby zapytać: Co to za mężczyzna?
    Już się chowam…

  139. Pyro – Old man river to stara rzeka Wilga, Mississippi Pana Lulka.

    Życiem zmęczony
    Tęsknię za tym
    By Jordan przekroczyć

  140. Alicja – właśnie kwestia gustu – stanowczo wolę sznaps-barytony – co nie znaczy, że nie doceniam wszelkich innych. Po prostu Pyra woli ciemne typy i już. To samo z wielką sceną – podziwiam tenorów ale dla siebie włączam w domu partie barytonowe.

  141. Mój dzisiejszy spacer po lesie podwarszawskim przyniósł plon w postaci gąsek zielonych i siodłatych(siwych).Kilka zielonek w rozmiarze niemowlęcym.Zważyłam.Aż 30 dkg.Miejsce spaceru nie było przypadkowe,bo zawsze tam w listopadzie( a nawet raz 8 grudnia) udaje się nam znaleźć parę gąsek.Potem dalej nad rzekę , na ryby…ale wiał wschodni wiatr przy którym żadna ryba nie bierze.Ponoć.
    Mimo słońca,nad rzeką przy tym wschodnim wietrze było bardzo zimno.W lesie przytulnie,opróc nas nikogo.

  142. Gostuś – kilkanaście zielonek do zupy kartoflanej najlepszej na świecie, a reszta do jajecznicy.

  143. Placku, :roll:
    jestem zdegustowana i rozczarowana :( Placek, taka delikatna i wrażliwa natura, propaguje tu znęcanie się nad końmi (rodeo)? 8O Te konie wierzgają z bólu. Przyjrzyj się machinacjom przed wypuszczeniem jeźdźców na arenę. Nie wierzę, że nie wiesz o tym:
    „While a horse may buck for fun, rodeo horses buck uncontrollably from torment. The secret is the flank strap, which is tightened painfully around the horse?s sensitive flank area as the chute gate is opened. The horse bucks in a futile attempt to escape the discomfort. Rodeo horses do not stop bucking when they have thrown their rider, but only once the irritating strap is loosened”.
    Okropne :roll:

  144. Pyro,
    nienajlepsza kopia, ale …
    Bardzo mam dobre wspomnienia związane z tą piosenką, kiedy do Złotego Stoku zjechała grupa studentów z Łodzkiej Szkoły Filmowej na zimowe ferie.
    Matko jedyna, codziennie nam dawali rowrywkę na żywo, za darmo, za szklankę piwa. Ja nawet tańczyłam z takim jednym ze szkoły tańca, ale Jerzor uznał, że za dobrze tańczymy i skończyły się tańce.
    http://www.youtube.com/watch?v=t4XsTQMWYfg&feature=related

  145. *rozrywkę, oczywiście…

  146. Pepegor,
    w Skaldach mogą się kochać tylko dziewczyny!
    Żarty żartami, to była poezja i muzyka.
    http://www.youtube.com/watch?v=H-rYJAsaADg

  147. Asiu – uśmiecham się z całego serca.

  148. Przez dwa dni byłam opiekunką do dzieci :-) . bez dostępu do komputera. Dlatego dopiero dzisiaj przesyłam Sławkowi spóźnione życzenia – Wszystkiego Najlepszego Sławku!

  149. Znam parę jasnych wysokich męskich głosów – ho, ho!
    Wróciłam z Krakowa, gdzie wypiłam dwie kawy z Paolore – w lobby hotelu Royal, bardzo adekwatnie do nazwiska.
    Alicja, żeglaro! Muszę Cię naprostować! Twój chłopak na zdjęciu jest jak najbardziej nasz, ma czapkę z emblematem Akademii Morskiej. No i przecież wcale tak nie było, ze nasze dzieci łaziły byle jak ubrane – do portu obowiązywała gala!
    Oczywiście – mówimy o praktykantach z Daru, studentach Akademii Morskiej, bo tylko oni mieli mundury.
    Państwo popatrzy samo!
    https://picasaweb.google.com/108203851877165737961/SzykPortowy

  150. Ja też się uśmiecham :-) . Z małymi było wesoło. Musiałam koniecznie na obiad ugotować spaghetti, a na śniadanie kaszkę, jedna chciała wypić mleko, a druga kakao. Druga część szalonych lat dwudziestych: http://www.youtube.com/watch?v=684n8FO68LU&feature=related

  151. Pomyliłam linki. Ten już był. Miał być ten: http://www.youtube.com/watch?v=v3CvvkE3vqQ&feature=related
    Nisiu – Panie w mundurach sa bardzo eleganckie.

  152. To nie ja

    Nie jestem także łysą kobyłą, pochyłym drzewem także nie. Za chwilę zacznę wierzgać z bólu, ktoś poczuje się kopnięty, a ja nawet kopyt nie mam.

  153. Nisiu– też znałam kilka (dziesiąt chyba) pięknych, jasnych itd; tyle, że po krzyżu mi i po trzewiach nie one…
    Ty sprawozdawaj nam, jak poszło i jak tam Blondyna targi wytrzymała – palce bolą od trzymania.

  154. Alicjo, dla mnie opuszcenie Polski latem 1971 oznaczało opuszczenie pewnego świata.
    Ten nowy, do którego przybyłem przykrył na chilę wszystko co było przedtem. Pewno macie podobne doświadczenia. Tak Stan Borys przedstawionego roku w Opolu już dla mnie nie istnieje, bo to był towar na chwilę tą, na natychmiastowe przeżycie. Przesiedziałem ja swoją samotnię, mając jedyną Ewę Demarczyk z sobą przywiezioną i piłem z nią niejeden raz do lustra, bo z radia zwykle słuchałem na bierząco i słuchałem bilansów, np. nieżyjącego już Jimi Hendrixa i dowiadywałem się o nieznanej mi w ogóle przedtem Janis Joplin, która też już nie żyłya.
    Było w ogóle tyle do przerobienia, co leżało poza płytami Beatelsów i wczesnych Rollingów, że się załamałem i dałem sobie spokój. Odwróciłem się do tego co było nowe i znalazłem wspaniałą alternatywę w np: http://www.youtube.com/watch?v=ujcYw2QTPzM
    Przytoczony Jimmi Sommervile, to tylko szpica wyłaniająca się z tafli dla mnie wtedy morza monotonii.
    O tym co stworzł np. zespół Quine zanotowałem dopiero po śmierci jego leedera, bo grali to od rana do wieczora i od wtedy dopiero utożsamiam znim szereg kawałków, co mi na codzien dzwieczaly u uchu.
    Co tu dużo gadać, dobre to było i tak!

  155. A…..
    Nisiu, mogę być w mylnym błędzie, bo wtedy była impreza szalona, ale pamiętam, że naszą piękną dziewczynę obskakiwało dużo rosyjskich matrosów. Znosili nam piwo do stołu, byle się wkupić w łaski!
    Daliśmy się, a co tam ;)
    Okropnie rzewnie mi się zrobiło, oglądając Twoje zdjęcia z Rejsu.
    Za krótko byłam. Ale nie zapomnę nocy, druga nad ranem, rufa, nikogo, tylko sternik na pokładzie wyżej, a ja sobie leżę na dechach i wpatruję się w niebo.
    BOSKO!

  156. Bosko, boooooooskoooooo…
    Na targach było fajnie, Blondyna dała radę, chociaż wczoraj zrobił się straszny kocioł i powietrza nie dowieźli. Poza tym w halach targowych nie przewidziano żadnych udogodnień dla wózków inwalidzkich i trzeba było robić różne sztuki. To znaczy głównie jacyś silni ten wózek taskali po schodkach.
    Igor czyli Ajki robił furorę, leżąc koło stoiska Opolgrafu (to nasza drukarnia), podczas kiedy ludzie łazili mu po głowie. On jest bardzo duży i bardzo słodki. Magda szczęśliwa. Jednym słowem pełnia sukcesu.
    Ja też miałam trochę roboty, to znaczy podpisywałam u Gandalfa, a potem było spotkanie ze mną, na które, nieprawdaż, nie przyszła prowadząca, więc musiałam sama z sobą zrobić wywiad (była pełna sala!), co zaskutkowało zdominowaniem tematyki spotkania przez Dar i szanty. Potem jeszcze trochę podpisywałam w tej sali i na stoisku Grupy A5 (wielki dystrybutor książek) i Opolgrafu.
    Ostatecznie wylądowaliśmy – bez Magdy, niestety, bo ją tatuś dyscyplinarnie zawiózł do domu – w „Klimatach Południa” na winie i kolacji, zaproszeni przez właścicielkę, cudną osobę, Bożenę Czynciel. A było nas z dziesięć sztuk! Kocham tamtejszą zupę toskańską, czyli ostry krem pomidorowy, i pierogi rozmaite, w tym „sycylijskie” z suszonymi pomidorami. Tarty są tam pyszne i pasztet domowy, i inne rzeczy też. Ostatni hiciorek to goloneczki – bez skóry i tłuszczu, w sosie – nie wiem jakim, bo jadła koleżanka i się zachwycała.
    Od przedwczoraj mam w Krakowie nowe miejsce do jedzenia – wszystkich zachęcam – restauracja „Ancora” na rogu Poselskiej i Dominikańskiej. Chciałam tam zajrzeć, bo szefem jest pan Adam Chrząstowski, którego programy kulinarne lubię i byłam ciekawa, czy w naturze gotuje równie dobrze jak na ekranie.
    Lepiej. Medalion z foie gras z morelami w konfiturze, w mini-chałce to była bajka. Kotleciki cielęce znakomite – z grzybową salsą w stylu babci i rozmarynowymi ziemniakami. Jako przerywnik zjadłam sorbet z cytryny z szampanem (oryginalnie jest z wódką, ale piliśmy szampana na dzień dobry, więc poprosiłam i dostałam). Kolega bardzo chwalił „talerz przekąsek: śledź korzenny z cebulą, tatar z sarny, rilette z gęsi, nóżki w galarecie”, a potem parmentier z gęsi z konfiturą z suszonych śliwek. Nasi goście jedli risotto przyrządzone po wegetariańsku (też na naszą prośbę) i sandacza – też byli zachwyceni. No i desery – sam szef przyszedł do stołu, żeby coś tam osobiście podłubać przy suflecie naszego gościa.
    A cena okazała się całkiem znośna – za kolację dla czworga, z przystawkami, daniem głównym, deserem, winem (dostałam słodkie francuskie do mojego foie gras), szampanem i piwem (każdy ma swoje ulubione bąbelki) zapłaciliśmy ok. sześciu stów.
    Jeszcze kilku rzeczy muszę tam popróbować…
    Podobał mi się też minimalistyczny wystrój. Coś na przeciwległym biegunie od wściekłego rokokoko pani Gessler.
    Bardzo, bardzo w porzo!

  157. Asiu, że zatęsknię,
    ją, Robertę zapoznałem się jeszcze niż przeszłem na Arethę, bo trochę z Tamlamowtown poznałem jeszcze wPolsce. Piękna muzyka a kajdany to już to było:
    http://www.youtube.com/watch?v=6A2QkgMvTtM
    Dobranoc.

  158. No nie wiem, jak dam radę. Będę w Krakówku raptem dwa dni. Ludzie, mam tylko jeden żołądek :!: , a Nisia szczuje :roll:

  159. Haneczka, nie wykrącaj się!
    Biegusiem na Dominikańską!!!
    :cool:
    Na pociechę: porcje tam nie są wielkie, takie w sam raz.
    Nie pożałujesz.

  160. I weź tego fuagrasa, a zobaczysz…

  161. A mogę krokiem statecznym ;-) ?
    Fuagrasów jeszcze w paszczy nie miałam, chcę :D

  162. Statecznym to wyjdziesz, jak się najesz…
    Fuagrasa koniecznie, koniecznie… Pamiętaj: medalion z f.g. w chałce, przystawka. Łomatko, jakie to dobre, chyba mi się przyśni.
    Jak Ci będą pchać do tego słodkie wino, nie odmawiaj!

  163. Łasuchy, cholerka!
    A mnie daleko do Krakowa :(

  164. Królewska Zimowa Wystawa Rolnicza – Royal Agricultural Winter Fair

    Nemo – Mój wpis składał się z jednego słowa – „Królewska” i był jednocześnie odnośnikiem do strony na której można przez cały tydzień oglądać to co się komuś może spodobać lub nie. Są to transmisje na żywo, a zatem nie mam wpływu na to, że już w przyszłą niedzielę odbędzie się pokaz sprawności oddziału torontońskiej policji konnej, a co za tym idzie będę oskarżony o propagowanie konno-policyjnych metod kontroli tłumów, idealnie „Zielonych”. Można mnie też oskarżyć o wspieranie producentów gazu łzawiącego, radość na widok każdej żołnierskiej czapki wykonanej z niedżwiedziego futra.

    Inaczej także można. Osobiście polecam proste pytania, z tym że nawet prostotę warto sobie przemyśleć, a zatem „Placku, po jaką cholerę?” można zastąpić „Placku, czy możesz opowiedzieć mi o tej wystawie w 90 lub mniej słowach?”

    Myślałem, że może Żabę to zainteresuje, myślałem o Michale Gutowskim, Polaku który ani głupi ani z piekła nie był. Tyle intensywnego myślenia, a rezultat – Placek propaguje znęcanie się nad końmi, pewnie dlatego, że znęcanie się nad nimi w pojedynkę już mu nie wystarcza. Tak działa propaganda, tak działa demagogia.

    A ja pamiętam doktora Dolittle który z pewnością spytałby nie o ich zdanie. Możliwe, że nawet Mr Ed wskazałby kopytem na Toyotę, sponsora kontrowersyjnego rodeo, a dopiero później na mnie.

    Nawiasem mówiąc Twoj dwujęzyczny opis bólu i machinacji przemawia do wyobraźni co nie znaczy, że jest złotą prawdą.

    Wybacz Nemo – W wirtualnym świecie uczucia są jak najbardziej prawdziwe. Przeproś za potwarz, za pomówienie, zapłać skrzynką cytryn i uśmiechajmy się do siebie :)

  165. Pepegor (21:47)
    naonczas ja byłam w drugiej klasie ogólniaka i niechętnie uczyłam się języka angielskiego, wierząc, że nigdy mi nie będzie przydatny, bo gdzie ja kiedy wyjadę za jakąkolwiek granicę. Serio – tak myślałam wtedy nie tylko ja.
    Idę pospać i dospać. Dobranoc!

  166. Dzień dobry/
    Jak tam Jolinek? Z łoża boleści zaniedbuje rolę skowronka? Chyba już lepiej – byłby czas.
    Placku, jaka szkoda, że to nie ja się z Tobą wykłócam. Żaba by pewnie odpuściła – kocha konie ale traktuje użytkowo – po to są, żeby na nich jeździć.

  167. Dzień dobry Blogu!
    No, szkoda, że to nie Pyra się „wykłóca” z Plackiem :roll: Z ciekawością byłabym świadkiem :)

    Placku,
    widzę, że mój zarzut zaszedł Ci bardzo za skórę, co nie było moją intencją, przykro mi :( Może jednak zrozumiesz moją reakcję, kiedy tuż po odsłuchaniu pięknej pieśni dla Pana Lulka otwieram kolejny link od Ciebie, a tam wierzgające konie, jeden za drugim 8O Niemożliwe, myślę, Placek za chwilę zauważy, co się tam dzieje i się „odetnie”… Może popatrzę później i będzie co innego. Popatrzyłam, jest. Koń, spokojny, nie chce wyjść z boksu. Nie chce?! To mu dociągniemy ten rzemień, publika chce wierzgania i spadających jeźdźców :cool:
    Placku,
    jeśli przestałeś się do mnie uśmiechać, to bardzo mi przykro :( Ja się do Ciebie uśmiecham cały czas, choć niekiedy nie wiem, dlaczego :D Może dlatego, że Cię lubię? Tak po prostu? :D
    I może dlatego oglądam zamieszczane przez Ciebie linki?

  168. Nemo – Dziękuję i wiem za co :)

    Pan Lulek pokazał nam w swym ogrodzie rzeźbę , a na tej wystawie będzie niejedno bezronne dzieło sztuki wyrzeźbione w bryle masła.

    Od niedawna witam się każdego ranka z cytrynami.

    Jeszcze raz dziękuję, tak po prostu.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane *.

*


*