18.03.2010
czwartek

Rozpływające się w gębie wieprzowe nóżki

18 marca 2010, czwartek,

Śpiąca gospodyni może być radością dla domowników-smakoszy. Tak było i w tej historyjce, która wydarzyła się - na nasze szczęście - w regionie Francji słynącym z zupełnie czego innego niż nóżki wieprzowe.

“W Sainte-Menehould, miejscu urodzin genialnego mnicha – twórcy szampana – Dom Perignona, od dawna wysoko ceni się nóżki wieprzowe. Już król Karol VII, któremu w XV wieku tak skutecznie pośpieszyła na pomoc Joanna d’Arc,   podczas   postoju   w   tym   miasteczku w 1435 roku miał podobno zasmakować w niezrównanych nóżkach i od tego momentu, jak mówi legenda, znajdowały się one na dworskiej liście potraw.”

 Ta prosta potrawa przygotowywana była według łatwego, podobnego do naszego przepisu. Oryginalne świńskie nóżki które można zjeść jedynie w Sainte-Menehould, są wynikiem błędu kucharki. Przed ponad 250 laty gospodyni oberży “Soleil d’or” idąc spać zostawiła na ogniu garnek z nóżkami wieprzowymi, które gotowały się przez całą noc. Ku jej zdumieniu nie rozgotowały się ani nie przypaliły. I można było z przyjemnością zjeść nawet kości.

Mieszkańcy Sainte-Menehould, spróbowawszy nowego dania zaczęli poszukiwać idealnego czasu gotowania. Dzisiaj Confrerie Gastronomique des Compagnons du Pied d’Or czyli Bractwo Gastronomiczne Złotych  Nóżek podaje, że wynosi to około 40 godzin. Nóżki wieprzowe tak długo gotują się w aromatycznym bulionie aż w końcu małe kosteczki rozpływają się na języku, a z większych kości smakosz jest w stanie z łatwością wyssać ich wspaniały szpik. Po 40 godzinach gotowania wg. klasycznego przepisu są one panierowane, a następnie smażone w dużej ilości masła aż nabiorą złocistego koloru.
I wówczas mogą trafiać na talerze.

 

Komentarze: 134

Dodaj komentarz »
  1. Witam, pochmurno, ale wiosennie,

  2. Dzień dobry :-) Prawie słonecznie i prawie wiosennie :-)

  3. mała ściągawka:
    http://turystyka.interia.pl/polska/news/32-polskie-restauracje-w-najnowszej-edycji-przewodnika,1453122,3575

    zaskoczył mnie “Szwejk” na tej liście … nie żebym miała coś przeciw … byłam tam dawno … może trzeba tam pójść i sprawdzić … :)

  4. ponownie cuchnie z talerza :cry: fuj fuj
    juz kiedys o tym klepalem
    i poki co zdania jeszcze nie zmienilem

  5. arcadius to sobie umyj w koncu te talerze, wode oszczedza

  6. Po raz kolejny okazuje się , że świnia świni nierówna :(

  7. a niby w demokracji zyjemy…a tu nawet swinia swini….

  8. O! utylam, chyba wiosna trzeba bedzie zaczac bieg po zdrowie

  9. oraz dietę lekko korygującą :)
    Niektórzy już rozpoczęli.Nóżki gotwane,panierowane i smażone
    na maśle niestety wykluczone.
    Jest też inna odmiana owych nóżek panierowan ,a następnie pieczone
    lub grilowane. Odrobinę mnij kaloryczne.

  10. a kto to dostrzeze dorotalu? :lol:

  11. A ja zamiast nóżek zjadam litery !
    e- zjedzone na śniadanie dwa razy :oops:

  12. Danusko lekko, najpierw bylo 15 kg. wiecej niz w czasie mlodosci a teraz to juz nie powiem ile, wkonuje jakis mnie znany od lat ruch i okazuje sie, ze musze wiecej ciagnac za soba niz pare late temu i to mi przeszkadza

  13. Najgorsza sytuacja:
    Jedzie człowiek do hurtowni chce kupić sweterek, zakłada jeden za mały , drugi to samo, trzeci jeszcze gorszy.
    W końcu okazuje się , że stoisko dla wielorybów dwa sektory dalej :(

  14. Tylko proszę bez komentarzy typu:
    Mam 170 cm i ważę 50 kg. Poradźcie, co mam jeść, żeby zgubić trochę sadła? :roll:
    :evil:

  15. może to pomoże:
    http://protal.wordpress.com/

    stosuje raz w tygodniu … :)

  16. Wczoraj poznałam Pana Wojtka … przyjaciela blogowych kolegów … bardzo zapracowany człowiek … Panie Lulku dziękuję za pocztę butelkową … :)

  17. Mam 172 cm i wazylam od 47 do 56 a teraz…….. tez sie zastanawiam co mam jesc, zrezygnowlam juz z chleba, mamy w tej chwili skomplikowana sytuacje domowo-odzywcza, dzeicko tez udaje, ze nie powinno jesc, wszelkie proby “lekkiej korrekcji” jedzeniowej odrzuca i opycha sie za rogiem fast foodem.
    Wzglada na to, ze na blogowisko padla plaga sadlana, proponuje jedziemy wszyscy na swieta do Burgenlandii i na oboz sportowy, tereny do biegania dobre.

  18. Ale najpierw ugotujemy te nóżki ;)

  19. Ech, te legendy :roll:
    “…Przed ponad 250 laty gospodyni oberży ?Soleil d?or? idąc spać zostawiła na ogniu garnek z nóżkami wieprzowymi, które gotowały się przez całą noc. Ku jej zdumieniu nie rozgotowały się ani nie przypaliły…”
    Ciekawe, kto przez całą noc podtrzymywał ogień? :roll:
    Jak ja przed laty przed pójściem spać miałam za zadanie wyłączyć gaz pod garem z gołąbkami i zapomniałam, to rano po gołąbkach został węgiel, a garnek (pożyczony) musiał zostać odkupiony, bo żadne próby odczyszczenia go się nie powiodły :roll:
    Jedyny pozytyw – moja siostra przestała mi powierzać odpowiedzialne zadania. Przyjęłam z ulgą ;)

  20. Przypomniałam sobie ,że mam jedną nózkę wieprzową w zamrażalniku .Dokupię pierś z kurczaka i zrobię zimne nóżki mieszane ,a jak wywar odtłuszczę ,to potrawa będzie nawet trochę dietetyczna .
    A odchudzanie w zasadzie jest proste – jeść mniej ,a potrawy muszą być niskokaloryczne .Innego sposobu ,moim zdaniem ,nie ma .Proste ,tylko jakoś trudne do zastosowania w praktyce . Ale ,jeśli już o tym myślimy i rozmawiamy ,to jesteśmy na dobrej drodze . :)

  21. i tu też i jeszcze w wielu miejscach … fajna zabawa w takim wymyślaniu dobrego jedzona …
    http://dukan.blox.pl/html

  22. Dziędobry na rubieży.
    Widzę, że mam sporo do doczytania.
    Danuśko, Dziewczyny – było bosko, choć jak dla mnie o wiele za krótko! Buziaczki dla kolegi Piksela!
    Wczoraj lekkim popołudniem wróciłam na rubież, a po powrocie dowiedziałam się, że pomyliłam daty i św. Patryk jest nie we wtorek, tylko w środę. Zanim się rozpakowałam, już siedziałam w tawernie i piłam guinessa, słuchając śpiewów szantowo-irlandzkich. W wielkim kapeluszu imitującym kufel czarnego piwa z białą górką piany.
    Święty Patryk dżentelmenem był i człowiekiem przyzwoitym,
    way, haul away, we haul away, Joe!
    Zbudował kościół w Dublin Town i wieżę, i kaplicę…
    No dobrze, czas wrócić do rzeczywistości. Ale fajnie, moim zdaniem , że ludzie jeszcze potrafią się ładnie bawić. :lol:

  23. Nóżki w gębie?

    Jakoś mi to nie przemawia do wyobraźni…

  24. Aszyszu,
    każde niemowlę to potrafi ;)

  25. Jolinek 51 !
    Nie kus tym Krakowem boc to przeciez Galicja. Tyle co rzucic beretem.
    Wszystko wylazi z Ziemi bo przeciez tradycyjna cesarska.
    Pan Lulek

  26. Tylko nóżki w gębie
    wrózą wielką głębię
    smakowitych dań;
    zapach – ściska krtań
    cnego Arcadiusza,
    a smak go nie rusza,
    słodki z niego drań

  27. Nie tylko niemowlę ,mnie to pozostało do dzisiaj .

  28. Jak o dietach, to czuje sie powolany! Dopiero mam jedna za soba.
    Efekty? Szkoda gadac. Ale, jak spogladam w kalendarz to moge stwierdzic i sie pochwalic, ze rok temu wazylem 10 kg wiecej. Wiec jednak warto bylo.
    Milego dnia jeszcze zyczy
    pepegor

  29. Stada szpaków przyleciały, już takie prawdziwe

  30. Jedna nóżka z jedną piersią nie od pary nawet z nóżką?

    Galaretkę z kurczaka nawet wczoraj jadłem pod wieczór w jelitkowskim lokalu imprezowym – z okazji 60-lecia PZMot. Ta galaretka była wyjątkowo dobra. Sama galaretka była z dobrego rosołu bez rozcieńczenia, co rzadko się zdarza.

    U Szwejka jakoś z zewnątrz mało zachęcająco wygląda, ale ze dwa razy widziałem wychodzacego stamtąd Makłowicza. Czyżby załapał się na Michelenowskiego jurora? Pewnie Brzucho coś może wiedzieć na ten temat. Myślę jednak, że Michelin własnych ekspertów wysyła.

  31. Szpak – ptak wiosenny, ale u nas też pokazywały się już od jakiegoś czasu. U nas mniej ich widać od kiedy zlikwidowaliśmy czereśnie.

  32. Stanisławie,
    Michelin straciłby kompletnie reputację, gdyby do testowania lokali wysyłał znanych dziennikarzy :roll:

  33. Prawda, taki żart mało udany miał to być. Tak naprawdę za grosz nie mam zaufania do wielu znanych dziennikarzy gastronomicznych, ktorych opinie wpędziły mnie w maliny.

  34. Słoneczko przygrzewa, ze skrzynki balkonowej wychynął szczypiorek, obok usechł (wymarzł) wieloletni rozmaryn :(
    Wnerwiłam się przed chwilą, bo zaczęłam wymieniać zamek błyskawiczny w polarze Osobistego i ten nowy okazał się o 5 cm za krótki 8O Zaufałam kompetencji pani w sklepie z pasmanterią, która zmierzyła i wyszukała niby odpowiedni, a jednak za krótki :roll: Po południu pójdę wymienić, teraz jest przerwa obiadowa.

  35. Wreszcie kwitnie oczar. Wylazły tulipany i bylinki się sposobią. W dzbanie zakwitła forsycja, wiśnia za chwilę, brzoskwinia nic nie mówi.
    Wiadomość dla Żaby: much nadal niet.

    Przyjaciółka córaska rewelacyjnie schudła na Dukanie, a bardzo miała z czego.

  36. Na dukanie dobre również są korepetycje z polskiego….

  37. Właśnie koledzy plotkują o koleżance z dołu, której prawdę mówiąc nie znam, ubierającej się ponoć w spiosób bardzo zwracający uwagę, a która bardzo narzeka, że jest okropnie gruba i musi schudnąć. Ponoc na oko 40 kg

  38. Te 40 to brutto a nie do schudnięcia

  39. Idę sobie podukać przy myciu okien :roll:

  40. Nie dukam, marsuję ;-)

  41. Zaprzyjaźniony lekarz przestrzega przed Dukanem. Podobno bardzo obciąża jelito grube i inne wątpia (za przeproszeniem), zwiększając nawet niebezpieczeństwo nowotworu. Ten lekarz jest przytomny – to nawiasem. Twierdzi, że diety są w ogóle niezdrowe, bo zawsze czegoś tam nie ma. On poleca MŻ i ruch. :evil:

  42. Nisiu otyłość jest też bardzo niezdrowa … ;) … ale trzeba słuchać swojego lekarza …

  43. Ja tam trzymam się zasady, że organizm najlepiej wie, co mu potrzebne. Oczywiście w granicach rozsądku.

  44. Stanisławie i masz rację … ale jak jest się np. chorym to bierze się leki … jak z różnych powodów jest się większym niż powinno być to trzeba małego szoku dla organizmu a potem patrzeć co się je i wyrobić sobie dobre nawyki jedzeniowe … no ale to prywatna sprawa każdego jak do tego tematu podchodzi … :)

  45. Jolinku, ja to wiem, bo całe życie ważę za dużo. Stosowałam różne diety, przeważnie mi szkodziły. Do diet odchudzających trzeba mieć strusi żołądek. Kiedyś w sanatorium (pod kontrolą lekarza) dostałam dietę 1200 kalorii – efekt był taki, że po tygodniu ten sam lekarz ją przerwał i kazał mi przejść na białe pieczywko. Przestrzegam przed generalizowaniem i “moralizowaniem” w stosunku do grubych. Nie każda otyłość jest wynikiem obżarstwa, a krytyka zawsze boli. :)

  46. Według statystyk firm ubezpieczeniowych najdłużej żyją osoby o BMI ca 30.
    I te, które się ruszają, co najmniej pół godziny dziennie. Ruszać się należy codziennie, to nie musi być sport, ale jakikolwiek ruch. Siedzenie dłużej niż 2 h bez wstawania i kilku kroków to trucizna dla organizmu.

  47. Nie wiem, czy już o tym nie pisałam, ale najwyżej powtórzę: w stanie wojennym mieszkałam w Karkonoszach. Rano dwa kawałki chleba z byle czym, w południe obiad w szkolnej stołówce, wieczorem dwa kawałki chleba z byle czym. Był stan wojenny, więc słodyczy 10 deko miesięcznie. Codziennie do pracy 4 km szlakiem turystycznym w dół, z mojej wsi do innej wsi, z powrotem kolejne 4 km w górę. Co tydzień ok. 20 km biegania po górach (lubiłam tak). Kiedy pojechałam do domu na Boże Narodzenie, okazało się, że utyłam kilogram. Wtedy jeszcze byłam zdrowa – w sensie: nie miałam astmy, nie brałam sterydów. Potem doszły te dwie atrakcje, roztyłam się potężnie. Dzięki sterydom oddycham, więc też alternatywy nie było.
    Kiedyś robiłam w TV program dla grubych – spotkałam wiele kobiet w różnym wieku nie mogących schudnąć. Nie wierzcie, że kobiety chcą być grube, nawet jeśli wam tak powiedzą. One po prostu mają dość życzliwych porad, jak się odchudzić, bo same już wszystko po dziesięć razy wypróbowały. Oczywiście, są osoby utyte z objadania. Są też jednak utyte z innych powodów. Jeśli nie wiemy z jakich – uważajmy z życzliwymi radami. To zawsze trąci protekcjonalnością. Ręczę, że grube przeczytały wszystko, co było na temat odchudzania i teorię mają doskonale opanowaną. W praktyce jednak bywa różnie, o czym wiem ze swojego doświadczenia i z opowieści ludzi spotkanych w życiu zawodowym.

  48. Nisiu ja nigdy bym nie śmiała … to bardzo trudne sprawy … i czasami nie wystarczy silna wola i samozaparcie … stany chorobowe to tylko z lekarzem …

    ale sama wiem z własnego doświadczenia, że najważniejsze to nie przekroczyć bariery … jak mi zostało 10 kg po urodzeniu dziecka to rok nad tym pracowałam by wrócić do swojej wagi bo wiedziałam, że im dłużej je będę nosić , te kg, to trudniej im będzie iść precz … trzeba działać jak te 5-7 kg za dużo …

  49. Zanim policzycie swoje BMI, zobaczcie jak wyglądają piramidy żywnościowe w zależności od wieku znalezione u Bobika ;)

  50. Nisiu ja tylko Dorocie podpowiedziałam … nie krzycz na mnie … :(

  51. Jolinku kochany, jaż nie na Ciebie, ja ogólnie! :oops:
    Bardzo przepraszam, jeśli byłam za ostra… :oops:
    No i nie mówię o takich ładnych, szczupłych kobitkach, tylko o naprawdę grubych, do których sama się zaliczam. :evil:

  52. Nisiu … :) … na siebie też nie krzycz … ;)

    idę po Amelkę … się trochę poruszam …. :)

  53. mowcie sobie co chcecie musze sie przerobic na czlowieka bo ide o 17 w celach medialnych i bede sie produkowac, wsrod ludzi, ktorzy nie musza udawac uzaleznionych od narkotykow, jak tu w dzielnicy i zadne spodnie mi nie pasuja a do spodnic nie mam pasujacych rajstop i jeszcze musze prasowac, zgroza po poludniu

  54. W takim razie z moim BMI = 27 przewiduję jeszcze dłuuuugieeee
    lata miłego blogowania :)
    A Piksel zapewnia odpowiednią dawkę ruchu !

  55. A wicie co? W czwartek pan doktor ortopeda powiedział mi (to w ramach protezy kolana), ze “nie jest pani ciężka”. Ja się skaleczę, to niby kto jest ciężki dla takiego doktora?

  56. Chyba pójdę do sklepu po dętkę , będę się poruszał znacznie szybciej. Rower na kapciu stoi trzy tygodnie albo i dłużej. Nóżka odpocznie i znajomych będzie można odwiedzić.
    Ciepło , coraz cieplej , widać słoneczko :)

  57. Nisiu, moja astma pozdrawia Twoja astme!

  58. Uprasowalam powierzchownie tylko nogawki, gora i tak peka w szwach, prosze tyrzymac kciuki od 17.30 coby mnie jezor w gardle nie stanal jak bede musiala chwalic fotografie naszego kolegi no i oczywscie swoj wlasny geniusz

  59. Witam wiosennie, choć późno. :D
    Dorotol, moja komórkowa pamięć już od 14:00 kazała mi trzymać za Twój dzisiejszy sukces. :lol:

  60. Dzeki Zgago, wystawa jest 20-go, teraz ide do radia opowiadac o wystawie i jestem podstraszona troche

  61. Właśnie skorzystałam z wolnej chwilki, bo drożdżowe mi rośnie. Będzie chałka, bo mam już dość chleba, który niedawno był zawsze pyszny a od dwóch miesięcy się bardzo zepsuł. Przecież nie będę jeździć do centrum tylko po chleb. :(

  62. Ja tam sie nie odchudzam tylko spada mi waga na skuitek kulinarnych eksperymentów. Ostatnia wykonalem cos co nie wiem jak sie nazywa. Robi sie
    tak. Skarmelizowac wszystkie resztki cukru z kazdej cukiernicy, dosypac swiezego. Kiedy caly sie rozpusci i ma brunatny kolor dosypac po uwazaniu sultanek. Osobno ugotowac na sucho kasze gryczana. Domieszac. Dobrze wymieszane wlac do plaskiej wazy szklanej. Ostroznie próbowac na gosciach. Jak nie zejda i straca na wadze, eksperyment udany.
    Popijac czyms nieco mocniejszym anizeli H2O. Dla równowagi.
    W oczekiwaniu na uzyskanie optymalnej temperatury,tylko czerwone wino
    Pan Lulek

  63. Dorotol, jak widać moja nadgorliwość (albo skleroza), czasem się przydaje ;)

  64. zlapalam kod 1111 ide!!!!!!!!!!!!!!!

  65. Panie Lulku, ja też się nie odchudzam a waga mi nie spada. Ale chyba Pana eksperymentu nie powtórzę, bo aż tak jeszcze nie przybieram na wadze. :D

  66. Lecę do ciasta, żeby mi nie wylazło na zwiedzanie mieszkania. :)

  67. Dorotolu! TRZYMAM!!!!

  68. Według doktorów końskich Swingowi nic nie brakuje, tylko sobie wdrukował w swój źrebięcy móżdżek, że do wstawania potrzebny jest człowiek. Kazali go układać – znaczy nóżki – jak do “powstań” i coraz mniej pomagać. Niby i bez tej lekarskiej rady idzie mu to coraz sprawniej, ale wciąż uważa, ze samemu nie ma co próbować. Natomiast coraz natarczywiej żąda pomocy, znaczy sygnalizuje chęć wstania. Po prostu zmanipulowane źrebię.

  69. Sliczne zdjecia i nemo i cichala. Tak sobie podrozujemy wirtualnie… I stol u Danuski zastawiony pysznosciami a tu rozwazania o dietach ;)
    MalgosiuW, czy mozesz podac przepis na te szarlotke?

  70. Pomalowałam drzwi już zawieszone i jedne jeszcze nie zawieszone, i trochę desek na kolejne. Jestem zadowolona z koloru.
    A tu zdjęcie specjalnie dla męża Haneczki:
    http://picasaweb.google.com/lh/photo/3flaWauT-NtHMNWD9ksKFA?feat=directlink

  71. Pan Lulek chce na wojaże sycylijskie a mu waga spadła.
    Czyżby był potrzebny kolejny desant?
    Z Lulkiem jak z dzieckiem jak się nie podetknie to nie zje. Cukier wyjada z cukiernicy!
    No coś podobnego!
    Ciekaw jestem co w lodówce?
    Lulek bój się Boga! ;)
    Do stołówki chodzisz?
    Coś ostatnio nie wspominasz…

  72. Żabo,
    ja ciągle jeszcze podziwiam te perfekcyjne okucia :cool:
    Alino,
    dzięki za komplement pod adresem zdjęć :) Jak się sprężę, to może dołożę coś nowego. W zbiorach mam ponad 25 000 obrazków :roll:

  73. W tym tygodniu podrozujemy kulinarnie po Francji. Wyprobowalam przepis z kuchni gaskonskiej (zainteresuje to Danuske, byla tam w lutym) na ciasto orzechowe, w ktorym zamiast masla uzywa sie oleju .
    Potrzeba: 150g cukru pudru (dalam 120g), 125g maki, 6g drozdzy w proszku, 150g pokruszonych orzechow wloskich, 10cl oleju (dalam slonecznikowy), 10cl mleka, 4 jajka, 2 lyzki stolowe rumu. Wymieszac cukier, make i drozdze. Dodac orzechy, potem olej, nastepnie mleko. Dodac zoltka i rum, dobrze wymieszac. Ubic bialka i delikatnie dodac do reszty. Piec 35-40mn w temperaturze 180°C. Jest smaczne.

  74. Nemo, bo to szwajcarska precyzja :)
    Haneczko, dla Twojego męża dołożyłam jeszcze drugie zdjęcie z prawdziwszym kolorem, niedługo będę miała tez 25 000 zdjęć drzwi, o ile wcześniej nie pęknę z nadęcia, albo odlecę :D
    http://picasaweb.google.com/zabieblota/DrzwiIV?feat=directlink

  75. To ja się też podepnę do tego ciasta :)

  76. Dzien dobry Szampanstwu,
    pierwszy tutaj. Przeplywamy kolo Key Largo. Kolebiemy sie spokojnie, wszystko sie zgadza oprocz wiatru. Cos tam dmucha, ale pary w plucach malo. Poza tym – cesarska, sloneczko i te rzeczy.
    Na lunch byly parowki i zupa chmielowa. Obiad wymyslimy.
    Toasty wzniesiemy o stosownej porze. Ide na poklad.

  77. Żabo,
    nawet z lekarskim atestem wagowym na tych drzwiach nie odlecisz :roll: Do latania potrzebne są drzwi od stodoły :cool:
    I huragan ;)

  78. Desant zawsze mile widziany. Tym bardziej, ze u Starej Zaby trzeba pokropic kolki zeby sie dobrze trzymaly, u Misia poswiecic nowa pracownie, a u Wojtka parapetówa. Jolka ma chrapke na spory kawalek Puszczy Kampinoskiej a zatem puszczykówka. Kodzik przy tym 7bab. No i jak tu nastarczyc.
    Ale da sie rade. Ma sie rower.
    Pan Lulek

  79. Panie Lulku my z Misiem coś czujemy, że Pan kombinuje z tym jedzeniem i się leni … niedługo będzie kontrola to trzeba jeść i na spacery chodzić … bo kondycja będzie byle jaka a picie na czczo nie jest wskazane ..

  80. Magdaleno, helouuu, trącamy się inhalatorkami! :lol:
    Żabo, spokojnie możesz pękać z dumy. Drzwi są piękne. :lol:
    Byłam znowu u pani Zosi, nabyć tego tuńczyka z tym łososiem, co to Zjazdowiczki Ursynowskie wiedzą, że dobry jest i uwędzony po bożemu, w dymie, a nie w – za przeproszeniem – płynie, fuj, wędzarniczym, podobno tak się to paskudztwo nazywa. Powiedziałam pani Zosi, że rybki zrobiły furorę i pani Zosia była nader kontenta. Kazała pozdrowić. Pozdrowienia od pani Zosi z budki rybnej na rogu w Trzebieży.
    Nabyłam, bo mąż paniowozosiowy nawędził nowego i jutro obdaruję nim rodzinkę. Więc znowu mnie nie będzie chwilę na blogu. Mam obiecane pierogi i jajka faszerowane (przy pomocy jajek mojej bratanicy mogę popełnić asaamobójstwo, jedząc do umarcia, takie dobre robi). Więc hura, hura. :lol:

  81. Nisiu to zdobądź dla nas przepis na te jajka … bo ja jajka to mogę jeść łyżkami …

    co prawda to prawda furorę zrobiły … :)

    a Dorota kiedy wraca? …

  82. wrocilam i jestem pooooooooootwornie glodna, oczywiscie pytali o co innego niz uwazalam, ze jest sluszne, bedzie mnie mozna po polsku uslyszec o 21 dzisiaj

  83. Jolinku i Marku – potrząsajcie tym Panem Lulkiem mocno
    i skutecznie.Moim zdaniem skoro od dawna nie było sprawozdania
    z menu stołówkowego to znaczy,że Pan Lulek zaniedbał spacery
    do stołówki i realizuje jedynie pomysły własne (patrz wyżej cukiernica).
    A tu wiosna idzie i siły trzeba zbierać do prac ogródkowych,
    a na rodzynkach w cukrze wymieszanych z kaszą długo człek nie pociągnie. Panie Lulku- jakiegoś befsztyka lub steka powinien
    Pan wrzucić na ruszt !

    Małgosiu – czekamy wszyscy na proporcje do tej rewelacyjnej
    szarlotki, co to palce lizać !

    Alino- dzięki za akcent gaskoński.Nie było mi dane skosztować
    na miejscu,ale przepis odnotowany.Mam nadzieję,że skoro
    sprawdził się również u Ciebie w Burgundii,to będzie smakował
    równie dobrze na Ursynowie :)
    Póki co wykańczam jeszcze zapasy pozjazdowe.

  84. chyba tu Satellit ASTRA 1C Europaweit

    *
    Transponder 36 (Phoenix) 11.009 MHz Polarisation vertikal
    *
    ADR – (Astra Digital Radio): 6,12 MHz
    *
    Analog: 7,38 / 7,56 MHz

  85. Nisiu- pozdrów od nas serdecznie Panią Zosię i Pana Męża z Trzebieży.
    Ryby wydzielam po trochu temu i owemu i może jeszcze jakieś dwa
    centymetry sześcienne uchowają się do soboty,bo wieczorem
    będziemy mieli przyjaciół na kolacji. Trzeba będzie być może
    rozmnożyć je w cudowny sposób w jakiejś sałatce.Zobaczymy…

  86. Dorotolu – szkoda,że w radiu nie będzie widać tych Twoich
    uprasowanych nogawek :)

  87. To w sumie bardzo prosta szarlotka na bazie kruchego ciasta.
    Kruche ciasto:
    200 g masła (tłuszczu)
    500 g mąki krupczatki (zwykła też może być)
    4 żółtka
    1-2 łyżki gęstej śmietany (tak żeby dało się zagnieść)
    4 łyżeczki cukru
    1.5 łyżeczki proszku do pieczenia
    parę kropel olejku migdałowego (opcjonalnie), szczypta soli
    Masło posiekać z mąką, dodać resztę i szybko zagnieść. Ja wrzucam w malakser i czekam aż zrobi się ładna kulka. Włożyć lodówki.

    Jak już się schłodzi wyłożyć większą częścią ciasta dużą tortownicę. Około kilograma kwaskowych jabłek zetrzeć na grubej tarce i wyłożyć na ciasto, posypać cynamonem, goździkami (miałam gotową przyprawę Kamisa). W tej wersji zjazdowej namoczyłam jeszcze dwie garści rodzynek w koniaku i rozsypałam po jabłkach. Na to idzie piana z 4 białek ubitych ze szklanką cukru ( ja dałam 0.75). Na koniec starłam resztę ciasta na wierzch piany (czasem zostaje trochę ciasta). Wkładam do piekarnika 180 stopni z termoobiegiem przez 30 min, a drugie 30 min bez termoobiegu.

    Dłużej się to pisze niż robi. Najlepsza oczywiście na ciepło.

  88. Ja w ogóle nie wiem po co do radia prasować nogawki.
    Dorotolu, wspomnieli jaja faszerowane, jakbyś zjechała to ci z mendel zrobię, żeby dla nas obu starczyło.

  89. Panią Zosię z Trzebieży to i ja pozdrawiam, wdzięczna Nisi, że nam było dane popróbować tych smakowitości :)

  90. A oto rysuneczek nawiązujący do dzisiejszego “świńskiego” tematu

    http://krysztopa.salon24.info/rysunki/album/oui.jpg.html

    :lol:

  91. wasnie chcialam zakomunikowac Nisi, ze Zaba robi dobre jajka faszerowane,

    Zabo co do spodni to do fonii sa one nie zdatne ale pokazywlam sie wsrod innych ludzi, panie byla w takich spodniczkach z fedelkami jakie scedowalam na dziecko, trzeba bedzie mu je zabrac przy nastepnym wyjsciu

  92. Nisiu, następnym razem jak będziesz jechać w nasze strony to złożymy chyba hurtowe zamówienie na te rybki :D

  93. a tu jaja odchudzające:
    http://czympachnieuzakow.blox.pl/2010/03/Jajka-faszerowane-kielkami-slonecznika-i-chilli.html#ListaKomentarzy

    to już ostatni raz o tym odchudzaniu … słowo harcerza …

    Haliczek bardzo zabawne … :)

  94. Alino, jakiej wielkości ma być blaszka to tego gaskońskiego ciasta?

  95. Jutro z rana rybny dzien i pierwsze powazne rozlewisko. Malinowa nalewka doszla do siebie. Najpierw zleje napój do stosownego naczynia, reszte zasypie cukrem, po kilku dniach lekki likierek a na koncu marmolda dla podrosnietych generacji. Butelki gotowe. Rybka czyli sledzik na sniadanko ma sie rozumiec.
    Zeby tylko pogoda dopisala.
    Jak zwykle i tradycyjnie, kieliszeczek i
    Toast !

  96. a gdyei jest Pepe?

  97. Pierwszy tutaj.
    Na obiad beda krewetki, ktorymi zostalismy obdarowani. Zupa chmielowa do popicia. Nie mamy nozek wieprzowych, golonka tez znikla.
    Toast wznieslismy o waszej 20-tej, a naszej 14-tej. Piwem, ale to zacny napoj.

  98. Zamiast jeść nadmiernie i myśleć o dietach proponuję dietę “oczną” – można czytać i patrzeć do wypęku.

    http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1504014,1,wiedenska-wystawa-martwych-natur.read

  99. Małgosiu- dzięki za przepis !
    A względem tego zbiorowego zamówienia na ryby,to święta racja !
    W odpowiednim terminie trzeba będzie sporządzić społeczną listę
    oczekujących i ustawić skarbonkę.

    Haliczku :-D

  100. mieszkalam kiedys z taka Anne-Chrisitin, Francuzka, miala ona zwyczaj prze snem ogladac fotografie z potrawami, ona twierdzila, ze w ten sposob moze zaspokoic swoeje zapotrzebowania na rozne smaki a ja dostawalam napadu glodu i lecialam do kuchni

  101. W papierowej są trzy obrazki więcej.
    Ooo, ten :

    http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pieter_Aertsen_009.jpg

  102. Malgosiu, upieklam w okraglej blaszce o srednicy 22cm, dno wylozone papierem do pieczenia.

  103. Witajcie,
    Jedyna, skuteczna dieta jaką mi zastosowano, związana była z moim pobytem w szpitalu. Miałam podejrzenie zapalenia wyrostka robaczkowego. Potężne bóle żołądka, i dieta a la Gułag czyli pusty talerz. Leczono mnie Biseptolem. Po tygodniu takiego leczenia wypisałam się ze szpitala. Przez kolejne 3 tygodnie ryż i suchary. Nikomu nie życzę takich przeżyć, ale figurę wtedy miałam cudną … Tylko jakaś blada byłam…

  104. Widać Anne Christin nie kładła się do łóżka głodna, ona zaspokajała , jak piszesz Doroto, zapotrzebowanie.
    Głód i zapotrzebowanie to chyba co innego?? ;)

    Trzeci obraz to Szparagi ,Edwarda Maneta, jakoś nie mogę znaleźć.
    To dam Łososia, też Maneta, zwłaszcza że komentatorzy tam jacyś dziwnie znajomi….

    http://hokopoko.net/martwa-natura

  105. Jeszcze cóś i już lecem sobie.

    wejście 6 euro
    http://www.bankaustria-kunstforum.at/en/exhibitions/current

    …przeoczyłem, w papierowej jest jeszcze słynna puszka Warhola.

  106. A tu nóżki w innnym jeszcze towarzystwie
    http://www.ruhr-uni-bochum.de/kgi/stillleben/data/html/e/1/3.htm

    ale miałem już lecieć.
    pa!!

  107. Dietę oczną to stosował Kubuś Puchatek, jak go zaparło w drzwiach Królika… czytał oczkami książkę kucharską, póki nie schudł, biedaczynka.
    Jajka mojej bratanicy podobno są standardowe, ale jej tak wychodzą, że ohoho. Ona je gotuje na twardo, miele maszynką zawartość skorupek (przeciętych na pół wzdłuż owalu), miesza z jakąś podobno astronomiczną ilością masła i pietruszki. Nakłada toto do skorupek, tę mieloną górę “macza” w tartej bułce i smaży na patelni. Na masełku, off horse (Żabo! :lol:! )Kiedyś postanowiła cioteczkę ufetować i zrobiła 30 jajeczek. Znaczy 60 połóweczek. Cioteczka nie dała rady… mimo swej namiętności jajkowej. Bo ja uwielbiam jajka na twardo, jak jeszcze miałam wątrobę, to w Wielkanoc zżerałam po 6 dziennie, lekceważąc inne łakocie. Teraz już mi ta sztuka nie wychodzi.

  108. Żabo – :lol:

  109. No to wiemy Nisiu, czym Cię następnym razem ugościć! :D

  110. JAJKA! JAJKA! HURA! HURA! :lol:
    Mogą być dwudziestominutowe, trzydniowe, byle bez kurczaczka w środku! :lol:
    A ja też wiem, co przywieźć, skoro rybcie paniowozosiowe smakowały! :lol:

  111. A jeszcze zapomniałam, że pani Zosia węgorki na stanie posiada. Też jakby lepsze od sklepowych. :lol:
    Właściwie pani Zosia jest jedynym dostępnym mi slow foodem… :(

  112. Żabo, drzwi ekstraordynaryjne :D Pan mąż Cię podziwia, a ja to Ty sama wiesz :-)

    Jajka mogę na kopy, niekoniecznie faszerowane. Moja Babcia robiła z pietruszką. No i z sercem. Jakie to wszystko było dobre :-)

  113. Diety, diety.
    Czy ta dieta od Jolinka, czy moja ? obje funkcjonują na zasadzie najsłabszego ogniwa ? tak jak to jest z łańcuchem. Wyklucza się po prostu ważne elementy z pożywienia, z których organizm kompletuje sobie tkankę. Jak mu brak tych elementów, to jej po prostu nie zbuduje. Można potem jeść steki etc bez przyrostów, jeśli unika się przy tym choćby jednego kartofla.
    W mojej diecie zaś wykluczone jest wszelkie białko i tłuszcze zwierzęce, nabiał, oraz wysoko polimeryzowane węglowodany, tzn. skrobie jak kartofle i chleb. Dla poprawy nastroju mam kapuściankę w której jest trochę ze wszystkich tych zakazanych substancji, ale przedewszystkim: ona jest gorąca i ostro przyprawiona, a to dodaje otuchy.
    Robiłem w ostatnim roku parę podejść i przyznaję, że tylko dwa razy udało mi się przeciągnąć pełne 14 dni tego reżimu. Mimo słabej w sumie woli, udało mi się w ostatnim roku z wagi 107 kg zejść na 97. Uważam, że to jest coś. I odczuwam brak mi należytego tu, jak mi się wydaje, aplauzu!
    Obie te diety na tej zasadzie najsłabszego ogniwa nie mogą być zdrowe ? jak i mnie się wydaje.
    Wolę moją dietę, opartą na surorwych warzywach, aczkolwieksam jestem tzw. mięsożercą. Jeżeli moim zdaniem, cały szereg osób jest w stanie na trwale przeżyć jako tzw, weganie itp. jestem moim wyborem – jeść przez jakiś czas tylko surowe owoce i warzywa – właściwie uspokojony.

  114. Pepegor, aplauzuję z całej siły :D Ale ja Cię lubię niezależnie od 107 i 97 :D i w każdej kategorii wagowej z radością uściskam na zjeździe :D

  115. Haneczko,
    nie dla Ciebie kto Cię zna. Fakt ten, że chciałbym jeszcze z parę w dół, bo to na moje 1,74 i tak bardzo dużo.

  116. pepegor, ja mam chyba przechlapane ;-) , ale za Ciebie kciuki trzymam, jeśli Ci tak bardzo zależy na tych kilogramach w dół :-)

  117. Wiosna, dla Nowego,
    też mam do czynienia o ogrodami i parkami. Szkoda tylko, że nie czynnie jak Ty.
    Impresje z wczorajszego dnia. http://picasaweb.google.de/pegorek/OstatnioZaktualizowane?authkey=Gv1sRgCNHHqK2t3_zxSQ#

  118. Dla informacji,
    tem ostatni to prawdziwy Julian Schnabel.
    On nie tylko robi filmy.

  119. Czas na mnie.
    Zycze dobrej nocy
    pepegor

  120. Nemo dzisiaj podała, ze towarzystwa ubezpieczeniowe uważają, ze najdłużej żyja ci z IBM rzędu 30. Pewnie mają dobry humor i samopoczucie, chociaż Haneczka też ma dobry humor, ale ona tak jak moja Mama – je ile chce i nic po niej nie widać, aż szkoda jedzenie na takie coś marnować :D
    Pepegor, ja mam dietę na indeksy glikemiczne, czyli cukrzycową. Ale chudnę tylko wtedy jak tak naprawdę mało jem. Ilość pracy i wysiłku fizycznego prawie nie ma znaczenia. To znaczy nie chudnę specjalnie jak pracuję, ale jak nie pracuję to tyję w tempie zastraszającym. Jak w ’88 pojechałam do USA i w pewnym momencie przez trzy tygodnie się prawie nie ruszałam, tylko siedziałam w fotelu, robiłam na drutach i ślipiłam w TV, i dożywiałam się bananami (a tego mogę dużo) to przez ten czas dołożyłam sobie 40 funtów. Przez resztę pobytu (jeszcze prawie rok) starałam się wrócić do wagi wyjściowej. Bardzo to było trudne i tak do konca się nie udało, dopiero jak wróciłam do domu i zaczęłam działać na dworze.
    A w tych bezmięsnych tak do końca nie wierz, znaczy w ich dobre zdrowie. Wielu z nich konczy z ciężką anemią.

  121. Nisiu, ja robię faszerowane jajka podobnie, ale dodaję oprócz natki pietruszki jeszcze koperek. Nie wpadło mi do głowy zemleć jajka, ja je siekam, albo plasterkuję na jajczarni w kilka kierunków.

  122. Nowy, już do Ciebie nie doczekam, bo jutro muszę rano być w szpitalu w Szczecinie. Na razie tylko zdjęcia, ale już się boję.
    Za to wracając, w nagrodę, kupię sobie nowe wiertło do drewna 30 mm, a może też nową wiertarkę? Policzyłam ile jeszcze dziur pod nakrętki muszę wywiercić i to nowe wiertło ma rację bytu.

  123. W dawnym koszalińskiem najlepsze wędzone łososie są na stacji LPG w Biesiekierzu. Sprawdzone.

  124. Przy nocnej lampce,
    Żabo,
    Szkoda, że przez różnicę w czasie normalna blogowa pogawędka nie wychodzi, ale i tak – mam nadzieję i trzymam kciuki za takie zdjęcia, w których żaden lekarski retusz nie będzie potrzebny.
    Pepegor,
    Tutaj od dwóch dni WIOSNA. Jest ciepło, bezchmurnie, ptasio – gwarno, pięknie. Żonkile już duże, ale inne cebulki zjedzone przez sympatyczne skądinąd sarny. One potrafią wyszukiwać cebulki pod ziemią, jak świnie trufle, po czym wygrzebać je i zjeść. Może jutro uda mi się zrobić zdjęcia szkód i wrzucić. Już od dwoćh tygodni przyjeżdża specjalna ekipa, opryskuje rośliny i ziemię preparatami opartymi na czosnku z dodatkiem zepsutej krwi zwierzęcej lub zepsutych jaj. Sarny tego nie znoszą i przechodzą do sąsiednich ogrodów. Ludzie, w tym ja, zostają. :( Zapach jest niezapomniany. Proszę mi wierzyć i wspóczuć. :(
    Dzisiaj spędziłem cały dzień z jednym Francuzem – fotografem. Byliśmy w City. Opowiadał o zjedzonych żabach i ślimakach (brrrrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!), o Paryżu, gdzie się urodził i wychował, o Mediolanie, gdzie spędził wiele lat, o NYC, gdzie też spędził kolejne lata, a także o Francuzach – że są zadufani w sobie, niesympatyczni, aroganccy, nielubiący siebie nawzajem, jedna z najgorszych nacji świata. Skąd ja to znam? Ja to już gdzieś słyszałem, co prawda nie o Francuzach, ale podobnie.
    Dobranoc :)
    ,

  125. Nowy, czy to byl rzeczywiscie francuz? by o panienkach nie wspominac?
    bron mnie losie przed takimi meskimi rozmowami

  126. Dla UTW skladam temat pracy naukowej. Jaka jest korelacja pomiedzy bieganiem maratonu i chrapaniem. Temat rozwine bo mi ciagle wcina
    Pan Lulek

css.php