Gieniu – bać się gena?

Nie mam pewności. I to mimo uczestnictwa w konferencji pięknie zorganizowanej przy śniadaniu, które przygotował Grzegorz Łapanowski niestrudzony propagator zdrowego jedzenia, Fair Trade czyli Sprawiedliwego Handlu (wyjaśnienie terminu później), ekologicznego rolnictwa i takiejże kuchni. Konferencję zorganizował Instytut Spraw Obywatelskich mocno zaangażowany w walkę o ograniczenie ekspansji inżynierii genetycznej w rolnictwo.

Co prawda konferencja była dość jednostronna ponieważ nie było na niej żadnego zwolennika żywności genetycznie modyfikowanej a przeciwników cały tabun. I to dobrze przygotowanych, wykształconych (prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska z SGGW, dr inż. Urszula Sołtysiak z AgroBIOtestu, Ewa Sieniarska ze Społecznego Instytutu Ekologicznego oraz Piotr Petryka wybitny warszawski restaurator i członek  Slow Food).
Śniadanie było pyszne (mnóstwo zieleniny i doskonałe pieczywo a wszystko dostarczone przez producentów oraz  rolników-ekologów) i wcale nie zakłócało dyskusji.

Na najważniejsze dla mnie pytanie dostałem odpowiedź, która zachwiała moje liberalne poglądy na kwestię GMO. Starałem się bowiem przeforsować zdanie, że jeśli te geny zmieniane przez uczonych  przynoszą szkody ludziom jedzącym zmodyfikowana kukurydzę, pszenicę czy mięso, to zostawmy je amatorom. Sami jedzmy żywność produkowaną tradycyjnie i ekologicznie. Okazało się jednak, że te dwa rodzaje rolnictwa nie mogą ze soba koegzystować. Produkty zmodyfikowane – jeśli kraj dopuści ich stosowanie – bardzo szybko wypierają te tradycyjne. I to wcale nie ceną lecz brutalną inwazją. Po prostu roślinność (np. kukurydza) zmodyfikowana sąsiadując z polami nie modyfikowanymi  samoczynnie przyczynia się do zapylenia tych Eko i już po certyfikacie. Kontrola, a uprawy ekologiczne podlegają stałym wizytacjom, natychmiast wykryje obecność genów modyfikowanych i odbiera producentowi wszystkie uprawnienia. W ten sposób – niejako samoczynnie i wbrew woli gospodarza – areał upraw GMO rozszerza się.

W USA, Kanadzie i Argentynie (w części )  kukurydza niemal całkowicie jest zmodyfikowana. Te kraje zaś dostarczają  paszę dla zwierząt w dużej części świata. I znów koło się zamyka.

Czy można się temu przeciwstawić? Chyba nie. Nie skutkują prawne bariery, bo lobby „nowoczesności” łatwo je przełamuje. W Polsce istnieją przepisy zakazujące inżynierii genetycznej stosowanej w produkcji żywności. Ustawy te niemal natychmiast po wejściu w życie zostały zawieszone na kilka lat (do 2012 r).
Dlaczego GMO ma tylu przeciwników? Czy zdecydowanie potwierdzono szkodliwość? Owszem zarejestrowano i opisano dość liczne przypadki zachorowań a nawet zgonów spowodowanych GMO. Ale minęło zbyt mało czasu  wprowadzenia tej technologii, by miały moc stuprocentowych dowodów naukowych. W dodatku za GMO stoją niewyobrażalnie wielkie pieniądze. I to jest najsilniejszy argument  ZA !

Nie chcę Was zamęczyć dłuższym wywodem na ten temat. W dodatku jeszcze zbyt mało wiem a temat to arcytrudny. Na dziś więc kończę, dodając tylko, że główny argument zwolenników żywności modyfikowanej twierdzących do niedawna, że dzięki niej świat zlikwiduje głód odpadł. Wybitny ekonomista udowodnił, że świat produkuje żywności wystarczające ilości. Szwankuje tylko jej dystrybucja. I nikt temu nie zaprzeczył.
No więc Gieniu Brzucho – bać się czy nie bać?!

I jeszcze słowo o Fair Trade. To termin zrzeszający dobrych ludzi ze świata, którzy proponują, by kupując (właściwie wszystko – nie tylko żywność) należy zwracać uwagę na to, kto jest producentem, kogo zatrudnia, jak traktuje robotników ale także i zwierzęta, czy stosuje niedozwolone metody np. chemiczne, GMO itp.

Z myślą o tym, wspomniany wyżej Grześ Łapanowski opracował i wydał książeczkę kulinarną, w której oprócz interesujących tekstów o EKO, Sprawiedliwym Handlu, ochronie środowiska naturalnego – zamieścił szereg przepisów podanych przez znane postaci, które przejęły się jego ideą i gotują (czasem) zgodnie z propagowanymi przez Grzegorza zasadami. Książeczka godna polecenia!

Pierwszy krok do nowego basenu


I pierwszy w tym roku prawdziwek rosnący pod domem

Drugi był jeszcze ładniejszy

Zuzia i Zosia mają fart

Na koniec znowu kąpiel

PS.

A ilustracje to fotki zrobione na wsi, pod moim domem i obiecane parę dni temu. U mnie też jest (no prawdę mówiąc BYWA) EKO.